Ktoś tu narzekał na niesolidną firmę budowlaną. Niestety uczciwość jakoś w dzisiejszych czasach często bywa towarem deficytowym.
Czasem jednak przesadna oszczędność, chyba ze strony inwestora, chociaż trudno w to uwierzyć, potrafi przesłonić zdrowy rozsądek.
Buduje się w Jadwisinie dom. Tuż przy wiadukcie, ulica chyba Królewska. Przechodząc, czy przejeżdżając często wiaduktem oglądam sobie mimochodem co-to-to tam się na tej budowie dzieje. Tak więc, streszczając w jednym zdaniu jakiś czas temu najpierw pojawili się tam "fachowcy" potem ogrodzenie a w międzyczasie palety z B-K marki Ytong.
Fachowcy uporawszy się z ogrodzeniem rozciągnęli żyłki i zaczęli kopać wykop pod fundament. Szpadlami. Żeby nie było za szeroki. Rowy na szerokość jakieś 25-30 cm - wykop nie od linijki więc trudno precyzyjnie ocenić. To już mi dało do zrozumienia, że fundament będzie po staremu, czyli: sru beton do ziemi. Zbrojenie jakieś zrobili, tylko bynajmniej było one wepchnięte trochę na jakby na siłę do wykopu, więc chyba nie wszędzie pręty miały szansę znaleźć się w całości w betonie.
Ta część zalewana była chyba nawet z gruchy, głowy nie dam, bo nie widziałem, ale patrząc po fakturze powierzchni po zastygnięciu, to było tam chyba jakieś grubsze niż piasek kruszywo, więc wyglądało na beton towarowy (ciekawe jakiej klasy).
Zalali to na równi z gruntem, po czym zaczęli zbijać szalunki i ustawiać w liniach zalanego wcześniej fundamentu. Czy ta część nadziemna (powiedzmy wieniec) fundamentu była zbrojona to nie wiem, nie zauważyłem. Lana w każdym razie już z betoniarki, przy czym nie zauważyłem też jakoś izolacji poziomej pomiędzy częścią podziemną i nadziemną.
A zresztą po co, skoro tzw. chudy beton panowie teraz leją na glebę jak leci. Tak, tak. Nie było żadnego ściągania warstwy humusu, podsypki z pasku, zagęszczania. Co najwyżej kępki trawy jakiś pan usuwał szpadlem i to też te większe. Widziałem też, że podrównał trochę tam gdzie jakaś lokalna górka czy nierówność się trafiła i to wszystko.
Dzisiaj zerknąłem tylko, że jeszcze chudziak w przyszłym garażu został do dokończenia.
Zobaczymy co dalej mistrzowie budownictwa wymyślą...
Moja osobista ocena jest taka, że jak na dzisiejsze czasy (dostępność materiałów, technologii, sprzętu, a przede wszystkim wiedzy dostępnej nie tylko dla wtajemniczonych, tylko poprzez wszelkiego rodzaju media od gazet po internet w zasadzie dla wszystkich) ten dom jest bardziej lepiony niż budowany.
Trudno współczuć inwestorowi, nawet jeśli nie jest w pełni świadomy konsekwencji braku porządnego fundamentu, braku izolacji poziomej i pionowej, ocieplenia ścian fundamentowych, etc., bo osoba ta najwyraźniej nie rozumie, że jeżeli nie stać jej na nieco droższe rozwiązania, to w dłuższej perspektywie nie stać go na tak tanie. Eksploatacja takiego domu będzie kosztowna (straty ciepła) i być może pełna niespodzianek (wilgoć od gruntu). Po kiego grzyba komuś taki dom? No właśnie: po grzyba

.
Natomiast słabo mi się robi na myśl, że kiedyś ktoś może takiego kota w worku kupić. Tomik.W może zacisnąć zęby i koniec końcem rozebrać swoje poddasze, nawet zdjąć poszycie dachu i wiele rzeczy poprawić. Niefajna perspektywa, wiem, ale jakoś taka bardziej realna niż wymiana fundamentów i całej poziomej podbudowy budynku.
Akurat w tym przypadku nie mam pojęcia kto to buduje i dla kogo. Polecam tylko uwadze, zwłaszcza tym, którzy chcą się dowiedzieć jak budować nie należy.
Pozdrawiam,
Spodek