29.06.05, 17:53
Zaczelismy z Toperzem na Ksiazkach, pomyslalam jednak, ze tu przeniose rozmowe o podrozach.
Lubicie? Podrozujecie czesto (prywatnie badz sluzbowo)?
Sama podrozuje czesciej sluzbowo niz prywatnie, bo po prostu zupelnie nie mam czasu. Wieksze
prywatne podroze do tej pory odbylam dwie: do Indii i Brazylii. Mam ochote na wiecej... Moglabym
jezdzic glownie do Indii, ale chcialabym tez pojechac do Azerbejdzanu, Armenii i Gruzji, do Maroka,
na Madagaskar... Chyba mi zycia nie starczy...
Sluzbowo (konferencje i kursy) tez sie fajnie jezdzi, zwlaszcza, gdy sa one organizowane w
ciekawych miejscach...
Ale mam znajoma, ktora nie znosi podrozy (i mialam tez takiego znajomego). Uwaza, ze trudy
podrozne nie rekompensuja wrazen, nie jezdzi nigdzi, lubi swoj dom, swoje lozko, lazienke, swoja
zagospodarowana przestrzen, odmawia wyjazdow na konferencje. W pewnym sensie to rozumiem,
choc tak sie nie czuje...
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Podroze 29.06.05, 18:08
      hmmmmmm - ruszam się rzadko, bo w sumie jestem slimakiem i wolę siedzieć w
      domu, stąd też zaliczona mam jedynie najbliższą okolicę, czyli Europę. Lubie
      już byc na miejscu natomiast samo przemieszczanie się z a do b, traktuję jako
      przykrą konieczność. Będąc już w tych gdzieśtamach, raczej staram się olewać
      przewodniki zarówno ksiązkowe jak i ludzkie i gmerać po okolicy na własną rękę -
      ale to, jak mówie tylko w Europie, bo przy wiekszej egzotyce bym się chyba nie
      odważył. Z wszystkich wizyt poza Polska tak najbardziej trafiła do mnie
      Ukraina, bo jest najbardziej dziwna i egzotyczna, no i oczywiście Hiszpania (no
      dobra, pół Hiszpanii, bo w lewo i w górę od Madrytu jeszce nie byłem:), która
      podoba mi sie tak bardzo, że sie w końcu tam przeprowadzę.
      Natomiast z miejsc typu, że zawsze chciałem być i oglądać, to Anglia, Irlandia,
      Islandia oraz egzotyki totalne jak dla mnie czyli megalopolie typu Nowy Jork,
      Hongkong, Tokio (i cała Japonia oczywiście też). Natomiast zupełnie zero
      pociągu do akcji typu góry, pustynie, wielkie jeziora, zdychanie na febrę pod
      namiotem, czyli tzw trekking:) Jednak jakas cywilizacja musi być:)

      Pozdrowienia:)
      • staua Re: Podroze 29.06.05, 18:15
        Ja mam wlasnie pociag do dziczy :-) Nowy Jork na poczatku doprowdzil mnie do bezdechu... Ale teraz
        go docenilam. Choc nadal nie lubie chodzic po nim latem, gdy smrod starego moczu i spalin w ogolnej
        100% wilgotnosci powietrza i temperaturze 35 stopni C, i okropnym tlumie nawet o polnocy sprawia, ze
        chce sie leciec do najblizszego miejsca z klimatyzatorem.
        Oczywiscie najlepiej znam Europe, ale mam wielkie braki, ktore chcialabym nadrobic, przede wszystkim
        wlasnie Hiszpania oraz Grecja i Skandynawia.
        • dr.krisk Dzicz! 29.06.05, 18:21
          staua napisała:

          > Ja mam wlasnie pociag do dziczy :-)
          Tez. Moje marzenie to podroz do Islandii: jedyny kraj na ktorego mapie znajduje
          sie od razu rozklad ulic w stolicy!
          Lubie dzicz, lazenie po niej, wieczorny odpoczynek przy ognisku, znajdowanie
          drogi wedlug mapy i kompasu, spanie w spiworze.... To inny rodzaj podrozy.
          najbardziej podoba mi sie , ze po pewnym czasie przestaje byc potrzebny
          zegarek. Czas nabiera zupelnie abstrakcyjnego znaczenia, daje sie rozciagac i
          kurczyc. Kiedys przez pol dnia przesiedzialem nad zamglonym jeziorem. Nie
          dzialo sie zupelnie nic - i to bylo wspaniale! Do dzis to pamietam, to uczucie -
          jakies satori to zapewne bylo, albo co... No i dostalem kataru, ale to inna
          historia.
          • staua Re: Dzicz! 29.06.05, 22:24
            Islandia, czemu nie, po 101 Reykyavik :-) A serio, to moj przyjaciel byl tam na rowerze!
    • dr.krisk Uwielbiam! 29.06.05, 18:14
      W zasadzie tylko podrozujac czuje sie soba i na miejscu. Nie mam wielkich
      osiagniec podrozniczych - zadnych egzotycznych krajow & przygod. Ale podrozowac
      mozna nawet do Bolejewa pekaesem.....
      Mam jakis magiczny pociag do przemieszczania sie oraz tymczasowego mieszkania.
      Najlepiej spi mi sie w hotelach (no, chyba ze pchly gryza, albo pijackie ryki
      za sciana). Uwielbiam wysiasc wczesnym rankiem z pociagu w innym miescie,
      znalezc hotel, zostawic graty, wziac prysznic i ruszyc na eksploracje okolicy.
      Lubie pokoje hotelowe, i to te skromne - najlepiej umeblowane w stylu wczesnego
      Gierka, z radiem marki Jubilat (obowiazkowy brak kilku galek), sprane
      przescieradelka i skrzypiaca szafa...
      Milo jest wrocic wieczorem z miasta, wyciagnac sie na wyrku, wyszukac II
      program Polskiego Radia i popijac piffo pod jakiego Brahmsa... I snuc plany na
      dzien jutrzejszy.
      Podroze zagraniczne oczywiscie tez uwielbiam, ale tutaj niestety jestem
      ograniczony: jak mnie gdzies zaprosza to jade....
      Przebywajac dlugo w domu zaczynam chodzic po scianach. Meczy mnie ta
      rzeczywistosc ograniczona do kilku scian, zaczynam przesadnie sprzatac,
      ukladac, porzadkowac - zaczynam sie czuc odpowiedzialny na ten kawalek swiata.
      W pokoju hotelowym nie denerwuje mnie dziura wypalona w chodniku. W domu -
      oczywiscie tak!
      • staua Re: Uwielbiam! 29.06.05, 18:19
        Wiesz co - a ja w czasach, gdy moglam podrozowac po Polsce, jezdzilam wylacznie na Mazury i do
        Zakopanego, a teraz z przerazeniem odkrylam, ze moj maz pyta, gdzie cos ciekawego w Polsce jest, bo
        on mi Rumunie pokazuje od poczatku do konca a ja... nie wiem, bo nigdzie nie bylam, i tak bardzo
        zaluje, a teraz Polska jest dla mnie tak samo trudna do odwiedzenia jak Japonia na przyklad. I szukam
        w Internecie, czym ja sie mu moge pochwalic i czym zrownowazyc Delte Dunaju, Morze Czarne,
        nietkniete Karpaty, monastyry w Bukowinie... No, czym??? Bylismy na razie (oprocz zlazenia Warszawy)
        w Krakowie, Kazimierzu, Naleczowie i Zelazowej Woli :-(
        • dr.krisk No wlasnie... 29.06.05, 18:27
          Mam ten sam problem! I naprawde sadze, ze w Polsce moza znalezc bardzo wiele
          ciekawych miejsc. Moi wloscy znajomi byli np. zafascynowani Sopotem w zimie!
          Zamarzniety Baltyk i labedzie....
          Na pewno Bieszczady, Beskid Niski, Szwajcaria Kaszubska, Pojezierze Drawskie...
          Ale Polske znam kiepsko - jezdzilem glownie w Bieszczady bo znajomi, chatki
          studenckie, dzicz wspaniala, powszechna dostepnosc wody (poza Otrytem) -
          idealne warunki do wloczegi.
          A potem trzeba bylo pojsc do pracy i walczyc o byt.
          • braineater Poland the update 29.06.05, 18:42
            Jak juz prowadzam znajomów po naszym pieknym (bez ironii, bo o krajobraz idzie:)
            kraju, to jest parę miejsc stałych, które zawsze chwytają - Gdańsk, Wrocław,
            którego osobiście nie lubie ale wszystkim się podoba, Łódź, która po
            początkowym przestrachu budzi zachwyt, zamki na Jurze Krakowskiej and the last
            but nor liść - Zamość, czyli moje 3 ulubione po Katowicach i Łodzi miasto w
            Polsce. A jak juz musze ich prowadzić w dzicz to z reguły jest Beskid - bo
            blisko i urokliwy, albo doktorowe Bieszczady ale w okolicach bardziej
            cywilizowanych, typu m-dzy Ustrzykami:) Natomiast, pewno wstyd sie przyznac ale
            w zyciu nie byłem na Mazurach/Warmii i w Białowieskiej Puszczy:(
            Za to wszystkich którym pokazywałem Polske udało mi sie przekonac do uroków
            Śląska:)

            Pozdrowienia:)
            • staua Re: Poland the update 29.06.05, 22:41
              Boze - ja to Mazury co roku kilka razy, wszystkie ich atrakcje (zagle, ryby, grzyby, rozne miejsca,
              osrodki naukowe... za to nic oprocz Mazur
    • broch Re: Podroze 29.06.05, 19:51
      w czasach szkolnych zaliczylem prawie cala Europe za wyjatkiem Finlandii,
      Norwegii, Wysp Brytyjskich i Portugalii. Poczatkowo podrozowalem z rodzina, od
      trzeciej klasy liceum (18 lat = paszport) podrozowalem sam. W Stanach do
      zwiedzenia zostaly mi stany centralne. Zwiedzilem tez Kanade.
      Bardzo chcialbym poznac Afryke Centralna/Poludniowa i moze podroz w stylu
      "Morotcycle diaries" (koniecznie z muzyczka), plus troche raju = wysepki Pacyfiku.
      Tradycje podroznicze przekazuje corce: Aska zwiedzila Anglie, Hiszpanie, Wlochy,
      Belgie, oczywiscie Polske (lepiej niz ja).
      Z Polska bylo tak iz moi rodzice uznali koniecznosc wyjazdow "w Europe" poniewaz
      nigdy nie bylo wiadomo czy nie jest to wyjazd ostatni. Na zwiedzanie Polski
      zawsze bedzie czas gdy granice zostana zamkniete. W efekcie widzialem mniej
      wlasnego kraju niz wiekszoac moich kolegow. Troche tego zaluje. Dzisiaj Polska
      jest inna niz ta ktora pamietam. Mozna wiec powiedziec ze nigdy juz nie zobacze
      tego czegos, swoistej "naiwnosci", niewinnosci ktora mialem okazje dotknac na
      krotko.
      • staua Re: Podroze 29.06.05, 23:11
        "Motorcycle Diaries" to niezla stymulacja do podrozy po Ameryce Poludniowej... Ale Brazylie pomineli
        calkiem, hiszpanski tylko i wylacznie. Mam kolezanke z Chile, wiec pewnie okazja bedzie, zwlaszcza, ze
        namawiala mnie bardzo wlasnie ze wzgledu na ten film.
        Ja pierwszy wyjazd do Europy zaliczylam dopiero jak mialam 16 lat :-) (Holandia). Przedtem jezdzilismy
        (za to ciagle) tylko do Moskwy, bo moj dziadek (chyba wstyd...) pracowal w naszej ambasadzie tamze.
        Ale fajnie bylo to wspominac pozniej, czytajac "Mistrza i Malgorzate", bo dziadkowie mieszkali na
        Sadowej, a na skwerek Krylowa (ten z cieplym napojem morelowym) chodzilismy na codzienne spacerki.
        W Stanach do zwiedzenia mam jeszcze cala mase!!!!
    • kwiecienka1 Re: Podroze 29.06.05, 21:17
      Motyw podróży w życiu Kwiecieńki wygląda następująco:
      miałam 11 lat kiedy po raz pierwszy wyjechałam za granicę - na obóz do
      Czechosłowacji, no, i od tej pory bezustannie mną gdzieś rzuca... w Europie
      została mi jedynie Holandia i Wyspy Brytyjskie, reszta obejrzane, mniej lub
      bardziej dokładnie. szczególnym uczuciem darzę Bałkany - spędziłam tam
      najwięcej czasu: stypendium (w Zagrzebiu) + wielokrotne wakacje. z innych
      zboczeństw wymienię Portugalię, Szwecję i Austrię. są to zboczeństwa
      wielokrotne :-) jakoś poza Europę ciągnie mnie niezbyt silnie... no, może do
      Brazylii...
      jeśli chodzi o Polskę to od dzieciństwa przemierzam ją po przekątnej jadąc od
      jednej do drugiej babci :-)))
      na czele listy miast polskich najczęściej odwiedzanych plasują się Kraków i
      Warszawa

      podróże i wogóle planowanie & przygotowywanie się do nich jest chyba rzeczą
      najważniejszą i sprawiającą mi najwięcej przyjemności w życiu - pochłania też
      najwięcej uwagi i środków finansowych. dopiero na drugim miejscu są jedzonko i
      rachunki. jakoś tak wyszło. i nie zamierzam tego zmieniać. wolę nie mieć tv lub
      kupować tylko jedną kartę do komórki za 20zł niż odmówić sobie czegoś
      bezpośrednio związanego z planowanym wyjazdem. taki wybór.
      w tym roku padło na Wiedeń i jeszcze raz Zagrzeb, we wrześniu
      i już się strrrasznie cieszę :-)))
      pozdrawiam

      Kwiecieńka Perspektywami Rozanielona
      • daria13 Re: Podroze 29.06.05, 22:25
        To ja niestety miałam zawsze odwrotnie niż Kwiecienka:( Ważniejsze było
        odkładanie kasy na własne mieszkanie niż podróże. Kawałek Europy udało mi się
        zobaczyć dzięki podróżom służbowym. Pracowałam w póżnym komuniźmie w CHZ-cie,
        dla ułatwienia dla młodszego pokolenia to instytucja, w której pracował też
        Sapkowski;), więc niektóre stolyce europejsie zaliczyłam na koszt państwa, ale
        to zaliczanie, to głównie Paris by night, bo pracować trzeba było do późnych
        godzin wieczornych, acz Paryż nocą też niczego sobie, zwłaszcza w miłym
        towarzystwie, w dobrych knajpach:) Ponieważ w dawnych czasach posiadanie
        własnego M-ileś było niemal nieziszczalne, tylko oszczędzając, dorabiając za
        granicą, można było pokusić się o kupno mieszkania na rynku wtórnym, co nam się
        udało. A że M-3 stało się za ciasne, zamarzyło się coś większego, więć znowu
        ciułanie. Tym sposobem wakacje mijały nam w miłych leśniczówkach w naszym
        kochanym kraju, ale opłaciło się o tyle, że teraz jesteśmy szczęśliwymi
        posiadaczami domu pod Warszawą, co bardzo sobie chwalę. Coś za coś, sorry.
        Ale jest miejsce, które wymarzyłam sobie na spędzenie reszty życia, bo udało
        nam się kilka podróży ostatnimi czasy z racji pracy małzonka w turystyce
        zaliczyć i tym miejscem jest grecka wysepka Nisiros. Jest to wyspa, która
        swojego czasu mimo niesprzyjających warunków klimatycznych była kwitnąca i
        bogata, ale od wielu lat jest niemal wymarła, tylko na wybrzeżu jest kilka
        knajpek i zabytkowy monastyr. W głębi wysepki, w górach, jest kilka kompletnie
        wymarłych wioseczek, których uroda i właśnie to, że są wymarłe budzi we mnie
        najcieplejsze uczucia. Tam świat i czas zatrzymały się w miejscu. Tylko gromady
        kotów i wiatr hulający pośród pustych domów. W środku wyspy jest wygasły
        wulkan. To absolutnie cudowne, zaczarowane miejsce i gdybym wygrała te 7
        milonów, które są dziś do wygrania w Lotku, to z pewnością kupiłabym tam dom. Z
        całą pewnością.
        Pozdrawiam totalnie rozmarzona:)
        • noida Re: Podroze 29.06.05, 23:32
          Bo w ogóle greckie wyspy to jest idealne miejsce do życia. Jakbym wymyśliła, w
          jaki sposób się tam utrzymać to bym się 5 minut nie zastanawiała, czy się
          przeprowadzić. Każdy powinien móc mieszkać na greckich wyspach. Oprócz mojej
          siostry, która powinna móc mieszkać na Islandii, bo lubi, jak jest zimno i pada.
        • staua Re: Podroze 30.06.05, 15:41
          Bardzo dobrze Cie rozumiem, Daria! Choc sama domu nie mam i wydaje na podroze, jednak rozumiem
          podejscie takie ja Twoje, bo wlasny dom to... no, COS. Moja siostra ma taki sam poglad na to, jesli
          trzeba wybierac miedzy wydatkami domowymi a przyjemnoscia typu podroz, ona zawsze wybierze to
          pierwsze. Ja odwrotnie, ale ostatnio zaczynam miec instynkt wlasnego gniazda, wiec moze sie to
          zmieni!
      • staua Re: Podroze 29.06.05, 23:13
        Kocham Chorwacje... bylam w Zagrzebiu i Dubrowniku (kurs), mam mase chorwackich znajomych, mam
        wielka nadzieje bywac tam czesciej w przyszlosci, bardzo Ci zazdroszcze! W Dalmacji moglabym
        zamieszkac (gdybym nie potrzebowala pracowac, bo praca niestety ogranicza mnie do miejsc, gdzie sa
        laboratoria)
    • beatanu O dwóch spełnionych marzeniach 29.06.05, 23:52
      Historia trochę przydługa może, ale nie mogę sobie odmówić:)

      Rok 1970, na tzw pieczątkę w dowodzie można wyjechać do NRD, mój ojciec długo
      nie czeka i całą rodziną w wakacje przekraczamy w lecie granicę na Odrze. Moja
      pierwsza podróż poza Polskę... Obowiązkowe zdjęcia na Alexanderplatz i przed
      Bramą Brandenburską w Berlinie. Zero refleksji nad tym, co jest po drugiej
      stronie, myśli krążące wokół Janka i innych pancernych. Zachwyt kupioną a domu
      towarowym lalką ze lśniącymi włosami (dla usprawiedliwienia - miałam zaledwie
      osiem lat...). Rok 1988, obejrzany w Sztokholmie film Wendersa "Niebo nad
      Berlinem", zauroczenie totalne i zrodzona wtedy chęć ogromna do przejścia na
      drugą stronę muru berlińskiego... Dopiero dziesięć lat później, odwiedzając
      koleżankę (obecnie przyjaciółkę:) przeszłam sobie przez Bramę Brandenburską,
      tam i z powrotem, tam i z powrotem... Popłynęły mi łzy, moje dziewczyny były
      ciut zażenowane, ale wiedziały, że oto spełniło się jedno ze starych i kiedyś z
      zasadzie nieosiągalnych marzeń...

      9 grudnia 1980 roku umarł mój ówczesny idol John Lennon. Pomyślałam sobie
      wtedy, że jeżeli kiedykolwiek będzie mi dane pojechać do NY, to zapalę świeczkę
      przed Dakota House. Czasy były jakie były, po upadku Karnawału wydawało się, że
      komunistyczny marazm będzie trwał wiecznie, no i kiedy mnie - ubogą studentkę
      będzie stać na wyjazd do USA? Dwadzieścia lat później dostaję list od licealnej
      przyjacióły, z którą od połowy lat osiemdziesiątych straciłam kontakt, chociaż
      jeszcze długo po jej wyjeździe do USA pisałyśmy do siebie długaśne listy.
      Zaprasza mnie i całą rodzinę do siebie... Dopiero po roku udaje nam się zebrać
      fundusze i przeżywamy wspaniałe dwa tygodnie w stanie Colorado. Pod koniec
      pobytu w USA zatrzymujemy się na kilka dni w NY, Dakota House okazuje się
      twierdzą nie do zdobycia ale o rzut beretem w Central Parku jest miejsce
      pamięci "Strawberry Fields", stworzone przez Yoko Ono, z setkami przeróżnych
      roślinek, ławeczkami i piękną mozaiką z napisem IMAGINE. Zapalam na tej mozaice
      przydźwigany ze Szwecji znicz i... znów leją mi się po twarzy łzy. Ale to już
      nie łzy smutku i żałoby. Raczej radości. Bo spełniło się kolejne, jakżeż
      nieosiągalne 21 lat wcześniej marzenie...

      W przeciwieństwie do Brocha jako dziecię i młoda osoba jeździłam głównie po
      Polsce, rodzice mieli ambicje, żeby nam jak najwięcej pokazać. W każde wakacje
      mieszkaliśmy pod namioten na Pomorzu i na Mazurach, zwiedziliśmy dogłębnie
      Wielkopolskę i ciut Mazowsza. Później przyszła fascynacja łażeniem po górach -
      przede wszystkim po Karkonoszach i Beskidzie - niskim, wyspowym i jakie tam
      jeszcze są... Z moim przyszłym mężem przejeździlićmy setki kilometrów wzdłuż i
      wszerz - poznała nas i Warszawa, i Katowice, Łódź, Kielce i ściana wschodnia
      (braineater: też mi się podobał Zamość!) i jako, że były to lata
      osiemdziesiąte - wiele śmiesznych wydarzeń miało miejsce, chociażby dlatego, że
      L. turystą ze strefy dolarowej był a ja - "tylko" mieszkankę PRL-u. Ale o tym
      inną razą!

      Jeżeli podróżuję teraz - to ciągle do tych samych miejsc. Kraków, Warszawa,
      Berlin. Byłam w kilku innych europejskich miastach, ale ciągle marzy mi się
      podróż do Pragi, Wiednia, Florencji i uwaga panie doktorze - Rejkjaviku! To na
      razie wszystko w sferze marzeń. Ale przecież takowe się czasami spełniają. Czyż
      nie?

      Rozmarzona też (podobnie jak Daria) B
    • agni_me Re: Podroze 30.06.05, 00:05
      Właśnie sobie uzmysłowiłam, że moje podróże odbywały się często do miejsc,
      których już nie ma i nie będzie. Najpiękniejszy na świecie Dubrownik i
      Sarajewo - małe uliczki, małe warsztaty rzemieślnicze, ludzie pogodni i dobrzy.
      Bułgaria i Rumunia sprzed dwudziestu lat - śmierdzące upiornie różane pola,
      kompletnie dzikie miejsca tuż za hotelami, domy w których gotowano wedle
      stareńkich przepisów i częstowano gości, bo gość w dom, Bóg w dom. Afryka
      postkolonialna - RPA z podziałem rasowym, Kenia, gdzie mój cioteczny pradziad
      trwał od powojnia, Maroko pokazywane mi przez zakochanego w swym kraju tubylca,
      plecaki niesione na Kilimandżaro przez czarnych tragarzy (jeszcze za kilka
      dolarów), Egipt i nurkowanie w ścisłym rezerwacie, bo wtedy nie wiedziałam, że
      tam za dwadzieścia dolarów można wszystko. Iran i Arabia Saudyjska zobaczona
      dzięki przyjaciółce, która wyjechała za matką i ojczymem w jego rodzinne strony
      i jednoczesne przerażenie i zachwyt. Moskwa ujrzana oczyma dziesięcioletniego
      dzieciaka i zabawki, których nie dało sie zobaczyć w Polsce, najsmaczniejsze na
      świecie lody z wyprawy balatońskiej z Mamą. Paryż odwiedzany wraz z Babcią,
      która wciąż pamiętała miejsca sprzed półwiecza i ludzi (co dziwniejsze ludzie
      pamiętali też Babcię). Potem na własny paszport i rachunek: Niemcy bo rodzina,
      Anglia bo firma, Europa, bo mogłam sobie pozwolić, Afryka poraz drugi i trzeci,
      by zrozumieć, że smaki i zapachy odchodzą tak, jak widoki i wspomnienia,
      Tajlandia i Mauritius, kiedyś na dwa tygodnie Kalifornia, na roku pół Japonia,
      dni kilka Meksyku - przecie dolecialam prawie wszędzie. Tyle, że rodzi sie
      wrażenie pozorności podróży - o ile wcześniej dotykałam, smakowałam,
      rozumiałam, dogrzebywalam sie, o tyle teraz cenię sobie radosną papkozę biur
      podróży i świat widziany oczyma przewodników, świat przekłamany. Tylko czasami
      rzucam sie w Kapadocje, jak kiedyś i godzę się na rękaw długi i chustę na
      głowie i na to, że w małej wiosce kobieta dopytuje sie przez wnuka jak w Polsce
      kwitną bananowce.
      • staua Re: Podroze 30.06.05, 01:23
        Nigdy nie podrozuje z biurami :-) Moze kiedys, jak sie rozleniwie, na razie wole na wlasna reke,
        odkrywczo, w dzicz!
      • braineater agni:) 30.06.05, 08:49
        ty to wiesz jak zmasakrować człowieka:))))
        "pół roku w Japonii" , "Kenia"...

        JA TEŻ TAK KCEM!!!!

        Pozdrowienia:)
        • agni_me brain :) 30.06.05, 11:23
          To jest tak, jak sie pisze wieczorem i w dodatku z kieliszkiem wina. Wyszło to
          wszystko jakoś nonszalancko i przechwałkowo. A przecie te pół roku w Japonii to
          koszmarna praca, poczucie, że żyje w Kraju Złośliwych Gnomów, a nie Kwitnącej
          Wiśni. I mimo, że od tamtej pory minęło sporo lat wciąż we wspomnieniach jest
          to bardziej zesłanie niż podróż życia.
          Kenia i cała Afryka są znacznie mi bliższe, rodzic mój szanowny zaraził mnie
          miłością ogromną do kontynentu i w tę pierwszą, najpiękniejszą i najważniejszą
          podróż zabrał mnie on. W ogóle większość tych podróży zawdzięczam nie własnej
          pracy, staraniom, czy wyrzeczeniom, a rodzinie rozrzuconej po świecie w wyniku
          zawieruch i tyle.
          • braineater Re: agni :) 30.06.05, 11:42
            Zero wrażenia przechwałkowatości, bynajmniej ja niczego takiego w Twoim poście
            nie wyczułem a jestem wyczulony:) A kieliszek wina to Ci juz każdy na tym forum
            wybaczy, bo postów nie pisanych pod wpływem kieliszków, kufli i tym podobnych,
            pisanych po 22 giej, jest akurat na tym forumie niewiele:))
            Natomiast, miałbym prośbę, gdybys miała chwilkę czasu o jakieś szersze relacje
            z Japonii, bo kraj mnie fascynuje wielce, a relacji podrózniczych, prócz
            Kerra; "Japonii utraconej" znam strasznie niewiele. Kenia zresztą też, ale tu
            juz nieco więcej czytałem:)

            Pozdrowienia:)
            • agni_me brain, nienawidzę Japonii 17.07.05, 23:19
              Zastanawiam się co napisałby o Polsce Japończyk, który mieszkałby pół roku w
              centrum Warszawy, dnie całe zajmowałaby mu praca, a tubylcy uważali za stosowne
              pokazać mu odrobinę cepelii. Pewnie byłaby w tym taka prawda o Polsce, jaką ja
              teraz napiszę o Japonii, bo spędziłam tam takie właśnie pół roku – Tokio,
              znienawidzona praca i wycieczki „cepelioznawcze”.

              Rzecz pierwsza – kraj liliputów. Sedes sięgający do połowy łydki, umywalka na
              wysokości uda, w lustrze można obejrzeć sobie pępek. W metrze rączki do
              trzymania w okolicach biustu. Siedmiometrowa sypialnia i dziesięciometrowy
              salon z aneksem kuchennym jako luksusowy i bardzo obszerny apartament.

              Rzecz druga – okrucieństwo jako element życia i kultury. Nie twierdzę, że jest
              tam więcej zbrodni, ale te które są robią wrażenie dziesięciu. U nas jeśli
              matki mordują dzieci, to wsadzają je do beczki, albo gdzieś zakopują, trzymają
              na strychu – mord jest „pragmatyczny” i wstydliwy. Jeśli już w Japonii morduje
              się dziecko, to tłucze się je na śmierć pałeczkami do ryżu, a potem wsadza do
              lodówki i truchłem karmi koty, a zbrodnia analizowana jest przez „krytyków”.
              Jeśli się morduje konkubenta, to oczy się wydłubuje i zęby wyrywa i z tego
              czyni się oryginalną i uroczą mozaikę w podłodze – krytycy dostają prawie
              orgazmu i piszą, że warto być tak kochanym. Oczywiście, że to Japonia niczym z
              Faktu, ale właśnie porównanie takich gazet daje pogląd co fascynuje japońskiego
              Nowaka.

              Rzecz trzecia – kobieta jako rzecz. To jedyny kraj, gdzie zatrudnia się
              Europejki jako ozdobniki wind – panienka wychodzi na każdym piętrze i na
              powitanie się głęboko kłania, a potem wyprowadza i żegna jadących też głębokim
              ukłonem. Pokazy mody w Japonii organizowane są nie dla pań, by się dowiedziały,
              co modne, ale dla podpitych panów, wynagradzanych tak za ciężką pracę. Takie
              nowe gejsze.
              Znajoma absolwentka bardzo zacnej uczelni i jednocześnie córka zamożnego i
              ważnego Japończyka, spędzała całe dnie w pracy na kserowaniu dokumentów,
              przynoszeniu napojów i wysłuchaniu plugawych dowcipów „kolegów”. Nikt nie
              wierzył, że mogłaby zrobić coś więcej – to nie dyskryminacja, oni są głęboko
              przekonani, że ma rozum psa.

              Rzecz czwarta – pijaństwo. Bogowie moi, Słowianie to abstynenci przy
              Japończykach.
              Rzecz piąta, szósta, siódma – wszystkie dla mnie straszne.

              Patrzę przez pryzmat własnych uprzedzeń. Nie lubiłam tam być, nie chciałam
              poznać i zrozumieć. Nie pragnę wrócić. Chciałeś, braineaterze, masz. :)
              • daria13 Re: brain, nienawidzę Japonii 18.07.05, 09:05
                Jak tak czytam te rewelacje o Japonii to zaczynam wierzyć, że książka Amelie
                Nothomb Z pokorą i uniżeniem była bardziej autobiograficzna i z życia wzięta
                niż to sobie wyobrażałam. Czytałaś Agni? Jeśli nie to polecam gorąco, to
                krótka, niestety, książeczka więc gdybyś się skusiła, to byłabym ogromnie
                wdzięczna za komentarz:) Mnie jakoś Japonia nigdy specjalnie nie pociagała i
                teraz zaczynam wierzyć, że miałam rację, zwłaszcza za ten stosunek do kobiet,
                brrrr.
                Pozdrawiam:)
                • stella25b Re: brain, nienawidzę Japonii 18.07.05, 10:13
                  Ten szerzacy sie patriarchat to nie tylko bolaczka Japonii ale calego
                  azjatyckiego swiata, niestety. Nam Europejczykom nie miesci sie to w glowach,
                  gdyz Japonia to przeciez rozwiniety kraj, nie to, co Indie czy Chiny. Niestety
                  ich skostniala kultura nie nadaza, lub nie chce nadazac za rewolucja
                  techniczna. I nie ma co sie spodziewac zmian w najblizszym czasie.
                  Europa takze nie calkowicie zerwala z forma patriarchalna w spoleczenstwie, np.
                  w Kosciele caly czas ona dominuje.
                  • braineater Re: brain, nienawidzę Japonii 18.07.05, 13:32
                    Dzieki za odpowiedź, co troszke mi i owszem obraz Kwitnacej Wisni odmieniła,
                    choc z lektury Kawabaty i Yukio, mozna było dośc podbne przeczucia wyłowić. Co
                    do okrucieństwa - nie bez kozery najostrzejsze kino pochodzi z tamtąd, także
                    serwis rotten.com najbardziej zasilany jest japońskimi fotami, obrazującymi
                    cała galerię zdziczenia i okrucieństwa (odradzam wizytę). Natomiast cały czas
                    zajmuje mnie problem - czemu własnie tak i żadna historia Japonii ani ich
                    literatura nie daje mi zadnej odpowiedzi zadowalającej. Cały czas mam po prostu
                    wrażenie, że oni nie są 'z tąd', że jesli zaistniała podwojna mozliwośc
                    ewolucji homo sapiens, to azjaci, a japończycy w szczególności, sa z innego
                    źródła:)

                    Pozdrowienia:)
                    • agni_me Re: brain, nienawidzę Japonii 18.07.05, 17:48
                      Wiesz, oni są jacyś podwójni. Każdy z nich jest tym spokojnym, uśmiechniętym
                      człowiekiem, dumnym z kraju i tradycji, sączącym herbatę. I twarz druga, na
                      użytek rodziny i firmy - bezwzględność i posłuszeństwo. Przedziwna mieszanka i
                      chyba nie do zrozumienia stąd. Moja kochana Ciotka twierdzi, że to wszystko
                      przez te surowe ryby. :)
                • agni_me Re: brain, nienawidzę Japonii 18.07.05, 17:42
                  Czytałam, dario, tę książkę. Większość czytających uważa, że autorka mocno
                  przesadziła, albo nieszczęśliwie trafiła do wyjątkowo głupiej firmy. Podczas
                  kiedy to całkiem przeciętna firma i zupełnie normalne stosunki wewnątrz
                  korporacji. Myślę, że osiągnięcia Japończyków w automatyzacji i robotyce biorą
                  się z ich cech charakteru - oto tworzą dokładnie siebie samych. Pracownik ma
                  nie pytać, nie myśleć, wykonywać bez szemrania i dyskusji polecenia
                  przełożonych. Hierarchia to rzecz święta, a przełożony nie jest partnerem, nie
                  jest kolegą - jest Przełożonym i z racji tego należy mu się podziw, szacunek,
                  uwielbienie i bezwzględne posłuszeństwo. To tylko z Europy ta książka wydaje
                  się opisywać świat absurdu, tam jakoś to sobie funkcjonuje i żaden z
                  Japończyków nie uważa tego za coś niewłaściwego, czy dziwnego. Nikomu też nie
                  przyszłaby do głowy zmiana pracy tylko dla tego, że szef mu wymyśla - no
                  przecie to praca.
      • beatanu Re: Podroze 30.06.05, 09:16
        agni_me napisała:

        > Właśnie sobie uzmysłowiłam, że moje podróże odbywały się często do miejsc,
        > których już nie ma i nie będzie.

        I do podobnych wniosków doszła kiedyś moja córka, ucząc się NOWEJ mapy Europy...
        "Nie dość, że urodziłam się w kraju, którego jak gdyby już nie ma (PRL)",
        powiedziała, "to woziliście mnie jeszcze przez kraje, które później też
        zniknęły z mapy..." (Czechosłowacja, NRD, Jugosławia na kilka miesięcy przed
        wybuchem wojny)

        Banalne to, ale powtórzę jeszcze raz - w ciekawych czasam przyszło nam żyć...
        B:)


    • dr.krisk Czy kazdy wyjazd to podroz? 30.06.05, 00:15
      Tak sobie mysle... Podroz powinna jednak byc mozolna: pociag, samochod, pieszo,
      rower... Nie bylem nigdy na zadnej wycieczce zagranicznej, bo jakos mnie nie
      ciagnie. Zostac zapakowany do samolotu, potem autokar, wieczorek zapoznawczy,
      wycieczka tam, wycieczka tu..... tubylcy tancza i spiewaja, my tez tanczymy,
      opalamy sie - i potem pakujemy sie, w samolot i juz w domu. Toz to mozna
      oszalec, ja bym chyba nie wytrzymal.
      Ale moze sie myle? Moze to nie jest takie zle? Moze rzeczywiscie daje
      odpoczynek i ukojenie nerwom zszarganym codziennym mlynem firmowo-biurowym?
      • stella25b podroz to gory 30.06.05, 11:47
        Dla mnie podroz nie tyle kojarzy sie co poprostu jest wypadem w gory. Wspinam
        sie od ponad 20 lat zaliczajac kolejne kraje i kontynenty. Przelomem byl wyjazd
        do Niemiec, ktore staly sie moim nowym domem i z ktorego to kontynuowalam, tyle
        ze ze zdwojonym tempem kolejne wyprawy w gory wysokie, nizsze i skalki.
        Jedynym wyjatkiem byl 3 miesieczny pobyt w USA gdzie plany wyjazdu w Yosemite
        zamienilismy (bo tak wyszlo) na podroz samochodowa od Chicago do Niagary i
        wschodnim wybrzezem na Floryde.
        Ochlonelam nieco w tych wyjazdach kiedy na swiat przyszly moje dzieci i teraz
        wyjezdzam z rodzina w skalki do Hiszpanii, Francji czy Wloch a dlugie wakacje
        spedzamy w Polsce pod Krakowem gdzie dziadek wybudowal dla nas dom i moje
        dzieci moga spokojnie uczyc sie polskiego.
    • kwiecienka1 Re: Podroze 30.06.05, 11:55
      :-)
      nigdy nie byłam na wycieczce organizowanej przez biuro podróży
      zawsze sprawdzałam wariant: plecak + znajomi + trochę funduszy + dobry humor
      na ogół wszystko było dobrze
      ostatnio znajomi trochę się rozproszyli :( ale, ciągle pojawiają się jacyś
      nowi, i ciągle istnieją jakieś litościwe dusze, które przenocują strudzonego
      podróżnego i pokażą conieco w swojej okolicy...
      z marzeń aktualnych: nad Bałtyk, nad Bałtyk! bo nad Adriatykiem to ciut za
      gorąco teraz jest, no i te kamienie...
      a w tym Reykyaviku to chyba coś musi być... też o nim kiedyś myślałam...
      na razie jednak zostaję w Katowicach, ale na łikendy planuję powrót do korzeni,
      do babci 50km na zachód od Katosów, do innego świata (malusie śląskie
      miasteczko) - będę jeść czereśnie prrrosto z drzewa, chodzić po chleb o świcie
      (jest tylko do 8, w soboty do 7!) i w pas kłaniać się wszystkim sąsiadkom
      (nawet tym, których babcia nie lubi, ale też im się kłania)
      pozdrawiam
      Kwiecienka z Kawusią
      (właśnie oglądam sobie "W labiryncie" - pamiętacie?)
      • stella25b Re: Podroze 30.06.05, 12:04
        znaczy sie Kwiecienko zes z Katowic?! to sciskam serdecznie slaska dziouche bo
        ja tez z Katowic.
        • braineater Re: Podroze 30.06.05, 12:06
          ja, to cosik mi sie frelki widzi co my sam momy przewaga, chyba że mecz jest
          Ameryka vs Katowice, to je rymis:)
          Pyrsk:)
          • stella25b Re: Podroze 30.06.05, 12:10
            braineater napisał:

            > ja, to cosik mi sie frelki widzi co my sam momy przewaga, chyba że mecz jest
            > Ameryka vs Katowice, to je rymis:)
            > Pyrsk:)

            moze sie jeszcze kto przyzna do slaskich korzeni:)
          • staua Re: Podroze 30.06.05, 15:34
            No, trzy:trzy :-) Ja sie licze podwojnie, za Warszawe tez, i w takim razie Wwa tez ma trzy, o ile sie nie
            myle!
            • stella25b Re: Podroze 30.06.05, 15:56
              staua napisała:

              > No, trzy:trzy :-) Ja sie licze podwojnie, za Warszawe tez, i w takim razie
              Wwa
              > tez ma trzy, o ile sie nie
              > myle!

              no i prosze, Staua nie dosc ze staua to jeszcze podwojna;)

              a wlasciwie to jak liczymy? miastami czy regionami? :))
              • staua Re: Podroze 30.06.05, 16:53
                steaua to stella :-)
                Miastami moze? Co?
                • stella25b Re: Podroze 30.06.05, 19:36
                  staua napisała:

                  > steaua to stella :-)
                  > Miastami moze? Co?

                  no tak i wyszlo SS. Ja Zawsze wszystkim tlumacze, ze chodzi o Sommmersemester;)
      • dr.krisk Podroz do malego miasteczka..... 01.07.05, 02:06
        kwiecienka1 napisała:

        > do babci 50km na zachód od Katosów, do innego świata (malusie śląskie
        > miasteczko) - będę jeść czereśnie prrrosto z drzewa, chodzić po chleb o
        świcie
        > (jest tylko do 8, w soboty do 7!) i w pas kłaniać się wszystkim sąsiadkom
        > (nawet tym, których babcia nie lubi, ale też im się kłania)

        Mialem tez kiedys takie miasteczko z dziadkami, gdzie wieczorami po ulicach
        biegli mali chlopcy z blachami ciasta drozdzowego (oddawalo sie do piekarni,
        gdzie w piekielnych czelusciach pieca chlebowego ciasto owo wypiekalo sie
        znakomicie). Do dzis pamietam zapach ciasta i kawy zbozowej w wielkim blaszanym
        dzbanku.... Jechalo sie do dziadkow dlugo, pociagami zaprzezonymi w
        przerazliwie gwizdzace lokomotywy parowe. Na wystawach malych prywatnych
        sklepikow na rynku lezaly jeszcze tajemnicze opakowania po przedwojennych
        towarach: tylko jako reklama oczywiscie...... Wszyscy sie znali, a idac z
        rodzicami ulica co chwila ktos nas zatrzymywal. Miasteczko, choc straszliwie
        okaleczone przez wojne, a w zasadzie przez zwycieska pijana Armie Czerwona,
        trzymalo fason.
        Juz go nie ma - to znaczy, nie ma ludzi, ruiny przy rynku dawno zabudowano
        nijakimi pawilonami, wlasciciele prywatnych sklepikow dawno pomarli, na
        wystawach to samo co wszedzie, stacyjka kolejowa zarasta trawa, lokomotyw nie
        ma, w mieszkaniu dziadkow jacys obcy ludzie wymienili okna na plastykowe....
        A wiec jezdzij Kwiecienko do babci ze wszystkich sil.
        Przyjemnych wakacji.
        KrisK Nieco Melancholijny
    • akondze Re: Podroze 30.06.05, 12:40
      Bardzo lubię... szczególnie Trzeci Świat...
      Jeżdżę głównie do Azji, bo tak się przyzwyczaiłem, a tam zawsze sporo zostaje
      do zobaczenia... no i Aeroflot nie taki drogi ;)

      • stella25b Re: Podroze Aerofloten 30.06.05, 15:34
        Pamietam moja pierwsza wyprawe w Himalaje i przelot Aeroflotem jeszcze z
        Warszawy. Drugi raz lecialam tymi zacnymi liniami udajac sie w Kaukaz i pare
        razy jeszcze "krajowym" Aeroflotem poruszajac sie miedzy republikami. I
        pamietam jak na lotnisku w Tibilisi siedzac juz w samolocie obserwowalismy jak
        tlum tubylcow pedzi z walizami, plecakami i innymi tobolami po plycie lotniska
        aby dostac sie wlasnie do tego samolotu. Nie wiem czy jeszcze teraz ale wtedy
        panowala tam taka etykieta, kto pierwszy zajmie miejsce w samolocie to leci a
        jesli dla reszty zabraknie miejsc to musi czekac na nastepny lot. Nas jako
        inastrancow wpuszczono juz wczesniej. Wspominam z rorzewnieniem te podroze:)
    • itek1 Re: Podroze 30.06.05, 13:40
      Lubie podrozowac, niewazna czy prywatnie czy sluzbowo, w kazdym przypadku sa
      plusy i minusy. Zawodowo najczesciej bywam w Finlandii, lubie ten kraj z uwagi
      na jego egzotyke i przyjaznosc, mimo, ze pogoda jest tam najfatalniejsza z
      mozliwych (jak dla mnie).
      Prywatnie najfajniej wspominam wycieczki rowerowe (i nie tylko) po malych,
      niezwykle uroczych miasteczkach hiszpanskich, polozonych poza glownymi szlakami
      turystycznymi- cudowni ludzie, cudowny klimat- w szerokim znaczeniu tego slowa :)
      A tak w ogole, to lubie male miasteczka oraz wysepki (mile widziane tez ich
      zlozenie).
      Poza Europe ciagnie mnie nieco mniej, ale sa wyjatki. Pewne sprzyjajace
      okolicznosci pozwolily mi poznac Maroko, uwazam ta wyprawe za b.interesujaca
      (chce tam jesdzcze powrocic). Marzeniem moim jest wypad do Australii i plywanie
      po tamtejszych akwenach takim standardowym (jak dla nich) jachtem i zachaczenie
      New Zeland.
      W Polsce to wg mnie trzeba troche pobyc w Krakowie, zajechac do paru innych
      miast i miateczek, w gory i nad morze. Jesli chcemy lyknac troche egzotyki to
      najlepiej udac sie w Bieszczady.

      Fajny watek w fajnym czasie.
      Pozdrawiam wszystkich watkowiczow :)
      • daria13 Re: Podroze 30.06.05, 14:36
        Nowa Zelandia - największe marzenie, jakim zaraziła mnie moja Młoda, która po
        obejrzeniu Władcy pierścieni zakochana jest w tamtejszych krajobrazach. Ale
        obawiam się, że może to być marzenie nieziszczalne, tak samo jak dom na
        Nisiros, bo we wczorajszym losowaniu Lotka miałam zaledwie dwójkę, buuuu:(
        Pozdrawiam:)
      • staua Re: Podroze 30.06.05, 15:38
        Tez myslalam o pokazaniu M. Bieszczad (takiego typu gor w Rumunii nie ma, wiec to zupelnie cos
        innego). Teraz mysle tez o zimowym Baltyku i Trojmiescie, zastanawiam sie nad Biebrza, ale nie wiem,
        czy to nie bedzie dla niego taka gorsza namiastka Delty.
        I moze Orle Gniazda...
        Itek, witaj (chyba Cie tu pierwszy raz widze). Napisz wiecej o Maroku, co?
        A, skad jestes? (to z powodu rankingu powyzej ;-))
        • itek1 Re: Podroze 30.06.05, 16:47
          Zgadza sie, jestem tutaj pierwszy raz, a tak w ogole to obecnie w Szczecinie.
          Co do Maroka, to bylem tam pare lat temu razem z moim kumplem ze studiow,
          mieszkancem Casablanki:), on byl moim przewodnikiem i dzieki niemu status moj
          byl nieco inny, niz typowego europejczyka, mieszkalem u jego rodzicow, poznalem
          rodzine&zwyczaje, poznalem Maroko "od srodka". Co do zwiedzania to oczywiscie
          Casablanca w szczegolach, pare miejscowosci nad wielka woda, wsrod nich polecam
          maly Asilah. Jeszcze Marrakesh (slynny bazar wart jest zobaczenia) i pustania,
          ktora zrobila na mnie ogromne, chyba najwieksze wrazenie (nigdy nie bylem
          wczesniej na prawdziwej pustyni).
          Pozdrawiam
          • staua Re: Podroze 30.06.05, 16:57
            Jestem wielka zwolenniczka podrozowania z miejscowymi znajomymi. Wlasnie tak bylam w Indiach,
            zaprosil mnie kolega stamtad. Bardzo nam tez pomogl (i cala jego rodzina) w organizacji trasy,
            wymianie pieniedzy, nocowalismy u nich dwa razy, w ogole byli niezastapieni.
            Z Maroka tez mialam kolezanke, ktorej rodzina tam mieszka, ale to "pieds-noirs", Francuzka urodzona
            w bylej kolonii, bo jej ojciec byl tam nauczycielem (najpierw na Wybrzezu Kosci Sloniowej, potem w
            Maroku, gdzie juz pozostali), ona wlasnie Maroko uwielbia i caly czas o nim opowiadala, ale na studia
            wrocila do Francji i juz zostala.
            Pozdrawiam Szczecin, kolejne miejsce w Polsce, gdzie nigdy nie bylam, a darze sentymentem, bo tam
            urodzil sie moj Tata!!!!
            • daria13 Re: Podroze 01.07.05, 12:23
              Ha! A ja chyba mogłabym nazwać się Szczecinianką, bo urodziłam się właśnie w
              tym mieście. Niestety dużo nie pamiętam, bo przeżyłam tam całe 2 lata, po czym
              rodzice przeprowadzili się do Warszawy i teraz już nie wiem, czy ja jestem
              Szczecinianka czy Warszawianka, czy Nieporęcanka, bo przedwczoraj minęła 9
              rocznica od mojej przeprowadzki do tej pięknej podwarszawskiej miejscowości.
              Najbardziej jednak czuję się związana z Warszawą, choć jej nie lubię; tu
              spędziłam dzieciństwo, młodość i większą część życia dorosłego, tu też spędzam
              prawie 10 godzin dziennie w pracy i w autobusach.
              Więc ja chyba zaliczam się do warszawskiej części TWA:)
              Pozdrawiam wszystkie części i te polskie i te europejskie i te zaoceaniczne:))))
              Ale nas się tu barwna zgraja zebrała:))
              • beatanu Samotność Małopolanki ze Szwecji 01.07.05, 17:55
                Ha! Wygląda na to, że na TWA samotnie dźwigam nie tylko ciężar reprezentowania
                Skandynawii. Wygląda na to, że nie ma też nikogo z Małopolski, Krakowa, o Nowej
                Hucie nie wspomnę...

                A może się mylę?
                Pozdrawiam piątkowo i słonecznie :)
                • aaneta Re: Samotność Małopolanki ze Szwecji 01.07.05, 21:33
                  Żadna tam samotność. Ja wprawdzie nie z Małopolski, tylko świętokrzyska góralka
                  z Kielc, ale do Krakowa zawsze miałam najbliżej i dlatego kocham Kraków, a
                  najbardziej wawelskiego smoka, i chińszczyznę na Mikołajskiej, a kiedyś sklep z
                  płytami na Floriańskiej, gdzie była taka staroświecka kasa, która robiła
                  "brzdęk". Nowa Huta też mi się podoba, chociaż byłam tylko raz, na samym
                  początku, takim w stylu warszawskiego MDM-u, a trafiłam tam zupełnie
                  przypadkiem, bo mój syn bardzo chciał obejrzeć Muzeum Lotnictwa Polskiego czy
                  coś w tym stylu, i za daleko zajechaliśmy tramwajem. Aaaaale zatęskniłam, muszę
                  się tam wybrać jak najszybciej.
                  Pozdrawiam :)))
                  • stella25b Krakow 01.07.05, 22:07
                    Krakow dla mnie byl zawsze miejscem niezwyklym. Tam jezdzilam po "kulture" gdzy
                    w latach 80- tych Katowice niestety oferowaly repertuar 1 teatru i jednej malej
                    sceny. To tez wraz z moim narzeczonym wsiadalismy w sobote w pociag i
                    jechalismy do Krakowa "po sztuke". Na dworcu kupowalismy gazete i szybko
                    decydowalismy sie do ktorego teatru idziemy. .
                • nienietoperz swedish connection 06.07.05, 12:00
                  Nienietoperze (zwlaszcza plec madrzejsza) maja w zyciorysie w sumie
                  kilkumiesieczny etap szwedzki. Nienietoperzowa pracowala dwukrotnie w Linkoping,
                  i dwukrotnie byla przede mnie odwiedzana na pare tygodni.
                  Od tej pory mysle dosc czule o tym miejscu, i mam nadzieje, ze jeszcze kiedys
                  zobacze wieze linkopingskiej katedry gorujaca nad stosunkowo nieduzym centrum
                  miasta, pojade do Vadsteny, itd... Patrz post o powrotach wyzej.
    • akondze Re: Podroze 01.07.05, 08:39
      stella25b,

      Co do tego Aeroflotu, to mam całkiem miłe wspomnienia... no dobrze - może nie
      miłe, ale raczej normalne.

      Samoloty jak samoloty - czasami trochę luki bagażowe trzeszczą podczas startów
      i lądowań i jest nieco brudno czasami, ale ogólnie to jest pozytywnie.
      Biorąc pod uwagę, że cena innych linii jest sporo zazwyczaj wyższa, opłaca się
      lecieć liniami rosyjskimi...
      No jeszcze są ukraińskie - Aerosvit, latające przez Kijów (Aeroflot przez
      Moskwę) i mające nieco mniejszą pajęczynę połączeń...

      Kiedyś może tak było, że kto pierwszy ten lepszy - teraz raczej się praktykuje
      rezerwacje ;) - zwłaszcza na lotach międzynarodowych...

      Warto sprawdzać, bo czasami mają dobre promocje, np. Delhi albo Pekin za 1300
      złotych powrotny z Warszawy (normalna cena to jakieś 2200 do Delhi, trochę
      chyba taniej do Chin stolicy)...

      ---
      I jeszcze parę uwag nt Nowej Zelandii itd.
      Otóż taki wyjazd wcale nie musi być jakoś horrendalnie drogi... bilet z Polski
      na NZ można przecież już dostać za jakieś 4tys. złotych ... na miejscu można
      przecież dość niedrogo przeżyć (jeździć stopem, spać w namiocie, najlepiej
      jeszcze sobie jakichś znajomych poznać w internecie)...
      Wszystko to by się zamknęło kwotą stanowiącą np. jedynie ułamek ceny nowego
      samochodu... a samochód i tak do trumny nie wejdzie...
      • stella25b Re: Podroze 01.07.05, 09:24
        Jesli chodzi o ceny biletow to napewno Aeroflot bije na glowe inne linie. Ja
        akurat nie mam nic przeciwko podrozom Aeroflotem ale mieszkajac w Niemczech i
        zalatwiajac przelot w dzikie kraje jakos nigdy nie wpadlam na to zeby leciec
        Aeroflotem, mimo ze zawsze staram sie wybrac najtansza opcje podrozy. Tylko ze
        dla mnie liczy sie takze czas i tania podroz ale 1000- ce przesiadek, ktore
        wlasnie ten czas kosztuja, czesto jest dla mnie nieoplacalne.

        Linie miedzynarodowe a linie krajowe to dwie rozne rzeczy. Naprawde warto
        skorzystac z polaczen krajowych- przezycia murowane, folklor pur porownywalne z
        podrozami autobusowymi w Indiach.

        Wspomniales takze Aerosvit. Lecialam takze Aerosvitem z Ostravy na Krym do
        Jalty. Wyjatkowo tanio tylko ze jechalam z Niemiec przez Polske wiec nieco
        dlugo.
        • akondze Re: Podroze 01.07.05, 10:22
          1000 przesiadek, ale bez trzech zer :)

          Tzn. z reguły jedna przesiadka w Moskwie... jak się leci z Warszawy.
          Z Niemiec też na pewno coś lata do Moskwy, więc takie destynacje jak Delhi,
          Pekin, Hanoi, Teheran, Ułan Bator, Bangkok itede są dość łatwo dostępne...

          Czas... co prawda przesiadek nie ma wiele, ale często podróż Aeroflotem wiąże
          się z dość sporym oczekiwaniem na Szeremietiewie - raz czekałem 12h na
          lotnisku... no ale wolę poczekać 12h niż wydać np. równowartość 100-200 EUR
          więcej na przelot.

          Ale wszystko zależy od połączeń - równie dobrze można prawie w ogóle nie czekać.

          Kiedyś serwowano na moskiewskim lotnisku darmowe obiady dla tranzytowiczów,
          teraz już niestety nie, więc dobrze coś mieć ze sobą, bo żarcie tam nieco
          drogie.

          Jak się ma np. karimatę to można rozłożyć w hali lotniska i trochę sobie
          pospać... :) Widziałem takich Japończyków - jeden spał, drugi się gdzieś
          podczepił laptopem i oglądał sobie film popijając jakimś winkiem.

          Problem jest taki, że nie można opuszczać lotniska jak się jest w tranzycie, bo
          do Rosji wymagane są wizy (no chyba, że się ma tranzytową). A zresztą do
          centrum Moskwy to też kawałek i niekoniecznie się opłaca wybrać na taki 'spacer'
    • nienietoperz Re: Podroze 01.07.05, 10:41
      Od razu mam ochote pisac dlugo i z pasja, ale fakt przebywania w kolejnej
      podrozy (tym razem do cudownego miasta Lodzi) uniemozliwia. Obiecuje nadrobic
      za tydzien
      Wasz
      nntpz
    • dr.krisk Podroze - powroty, czyli o sentymentach. 01.07.05, 16:51
      Lubie po wielu latach wrocic do miejsc, ktore kiedys poznalem. Jak juz pisalem
      moim hobby jest przemijanie :), a nic tak dobrze owego przemijania nie pokazuje
      jak podroz sentymentalna - powrot.
      Wzrusza mnie widok wloskiej ulicy na ktorej kiedys mieszkalem, dozorczyni ta
      sama choc postarzala, w barze naprzeciwko dalej rano pospiesznie wypijaja kawe
      pracownice z pobliskiej szwalni. Ale tam gdzie kiedys byl fryzjer - nowy sklep.
      Lawka na pobliskim skwerku ta sama, przystanek autobusowy, kiosk z gazetami -
      tylko kto inny w nim sprzedaje.
      Rzeczywistosc zapamietana kiedys fotograficznie przez KrisKa nagle okazuje sie
      rzeczywistoscia majaca swoj wlasny bieg, istniejaca niezaleznie od jego
      wspomnien.
      Czy innych to tez tak bierze, czy tylko ja jestem takim sentymentalnym durniem?
      KrisK
      • beatanu Re: Podroze - powroty, czyli o sentymentach. 01.07.05, 18:11
        dr.krisk napisał:

        >Czy innych to tez tak bierze, czy tylko ja jestem takim sentymentalnym durniem?

        Po pierwsze nie durniem, a po drugie - to mam wrażenie, że każdemu gdzieś, w
        jakiś sposób takie sentymentalne podróże chodzą po głowie, tylko nie każdemu
        udaje się je zrealizować... O wiele łatwiej powrócić do kiedyś tam przeczytanej
        książki, do sto lat temu zasłuchanej na śmierć płyty niż wsiąść do
        pociągu/autobusu/samolotu, żeby sprawdzić, kto już nie sprzedaje w
        nieistniejącym już sklepie z nabiałem...
        Dla mnie - siłą rzeczy - prawie każda podróż do Krakowa (conajmniej raz do
        roku) jest w pewnym sensie podróżą sentymentalną, chociaż jak wiatr mnie
        zawieje do N.Huty, na podwórko, na którym bawiliśmy się w Klosa i innych
        dzielnych gierojów, to ogarnia mnie jeszcze większa melancholia...

        Eeeeh, idę się napić piwa z koleżanką (z Polski północnej)
        B:)
        • dr.krisk Re: Podroze - powroty, czyli o sentymentach. 01.07.05, 19:23
          beatanu napisała:

          > niż wsiąść do
          > pociągu/autobusu/samolotu, żeby sprawdzić, kto już nie sprzedaje w
          > nieistniejącym już sklepie z nabiałem...
          A ja kiedys tak potrafilem.... i do dzis potrafie. Pojechac gdzies, ot tylko po
          to aby sprawdzic jak wyglada miejsce, ktore kiedys znalem. Troche sie
          zastanawiam, czy nie jest to objaw starzenia sie, ale raczej nie - zawsze tak
          mialem :)
          Niedawno pojechalem do lasu i po kilkugodzinnych pozukiwaniach odnalazlem moj
          stary szalas, starannie ukryty kiedys w sosnowym mlodniku. Teraz jego resztki
          staly w calkiem poteznym lesie. Brezent na dachu sparcial zupelnie i rozsypywal
          sie w palcach, wykopany piecyk ziemny zawalil sie zupelnie - ale na przyklad na
          pustych puszkach po mielonce byly jeszcze wyblakle etykietki "Yano - Luncheon
          Meat" (oczywiscie puszki lezaly grzecznie w dolku na smieci).
          KrisK
          • stella25b Re: Podroze - powroty, czyli o sentymentach. 01.07.05, 20:09
            Z powrotami u mnie to ciezka sprawa. Rzadko zdarza mi sie powracac w to samo
            miejsce. Chociaz ja zawsze planuje powrot, nawet na 100%. Jednak moja
            przewrotna natura wskazuje mi nowy, zupelnie nieznany kierunek podrozy i ja
            jade. Tak wlansie juz od lat planuje kolejny wyjazd do Peru:(
            • staua Re: Podroze - powroty, czyli o sentymentach. 01.07.05, 21:47
              Bardzo planuje powrot w jedno miejsce... ale planuje go juz od dawna, i nic, nie
              sklada sie jakos. Mam wciaz jednak nadzieje, ze sie uda...
      • broch Re: Podroze - powroty, czyli o sentymentach. 01.07.05, 23:42
        Doswiadczenie mnie nauczylo, ze lepiej nie wracac. Tzn boje sie ze swiat ze
        wspomnien (ktory nie wiele ma wspolnego z rzeczywistoscia) nie odnajdzie sie w
        terazniejszosci, nieco jak w wypadku ksiazek. Oczywiscie nie potrafilem sie
        powstrzymac, i odwiedzilem kraine przeszlosci. Do dzisiaj nie jestem pewien czy
        dobrze zrobilem. Na fktyczne wydarzenia nalozyly sie wspomnienia z wielu lat
        "miedzy", te same miejsca dzisiaj wgladaja inaczej po prostu.

        Moge z przyjemnoscia odwiedzac miejsca ktore niebudza "az takich" uczuc, omijam
        z daleka okolice obciazone olbrzymia iloscia ladunku emocji. Te nigdy nie
        dorownaja "wspomnieniom".
        • daria13 Re: Podroze - powroty, czyli o sentymentach. 02.07.05, 11:57
          Hurra! Właśnie się dowiedziałam, że mam szansę na taką podróż sentymentalną;
          przed chwilą zadzwoniła do mnie siostra cioteczna ze Szczecina i zaprosiła nas
          do siebie na kilka dni. W Szczecinie nie byłam chyba kilkanaście lat i teraz na
          fali naszych różnych wspomnień pomyślałam, że to może być ciekawe
          doznanie,wrócić w miejsca, gdzie się urodziłam i spędziłam pierwsze dwa lata
          swojego życia, choć zachodzi poważna obawa, czy ja cokolwiek stamtąd pamiętam.
          No cóż, wątpię, ale to i tak może być miła podróż, a i miasto chyba ładne. Już
          się cieszę!
          Pozdrawiam słonecznie:)
      • nienietoperz Re: Podroze - powroty, czyli o sentymentach. 06.07.05, 11:55
        Oczywiscie powroty, powroty sa cudowne!
        Wlasnie przezywam po raz kolejny schizofreniczne uczucie podrozowania miedzy
        miejscami, w ktorych spedzilem duze kawalki swojego zycia - schizofreniczne,
        jako, ze w kazdym z nich czuje sie tak bardzo `naprawde u siebie'.

        Wies podlodzka, z parkiem w ktorym spedzilem 70% popoludni w wieku 0-13 lat, i z
        palacem z konca XIX w., do ktorego w wieku 0-13 zawsze mozna bylo wejsc przez
        rozbite okno czy ciemne piwnice. Polskie zboze...

        Lodz, miasto wlokniarek, fabryk, koncertow, klimatow, fatalnych i jednoczesnie
        urokliwych kamienic, gdzie zawsze wiem, co jest za rogiem.

        Nottingham i okolice, brak zboza, za to laki, owce, rzadki domow jak z Mike'a
        Leigh, i czasem mijane na rowerze widziane katem zza zywoplotu prywatne
        rezydencje jak z Jane Austen. Moj 'local pub' + klub z koncertami kapel
        przeroznych.

        Bierze sentymentalnie, jak cholera.

        Wasz nntpz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka