asperamanka
16.01.12, 07:39
Tak się robi lans. W sumie ten artykuł sponsorowany jest śmieszny, i dobrze pokazuje pewną mentalność. Na początek autor usłyszał od tych, co piwo pijają, że wyroby koncernowe, wytwarzane w wyniku zautomatyzowanego procesu produkcyjnego z "warzeniem piwa" niemającego nic wspólnego, po analizie w laboratorium chemicznym otrzymały ocenę: "pański koń ma cukrzycę". I że smaczniejsze jest piwo z małych browarów i niepasteryzowane, a porządny piwosz koncernowej trucizny nie rusza. Do tego momentu OK.
I teraz mamy lanserów. Oni nie wiedzą, że "mały browar" innemu "małemu browarowi" nierówny. Że te piwa robione metodą chałupniczą też często, z małymi wyjątkami, równe nie są, i partie się różnią. Że każdy powinien sobie wybrać to, co mu smakuje, a nie to, co "wypada" pić, żeby się dobrze "podlansować", np "piwo" z "grejprutem" (aż się żal butelki robi, ale ona musi cierpieć ;-)). I patrzeć w sklepie w butelkę pod światło, tak jak się kiedyś patrzyło, czy coś w niej nie pływa. Ktoś inny wpadł na pomysł, że zrobi "kultową" knajpę z tymi piwami, z równie "kultowymi" przekąskami, jak te niemalże smażone pijawki w cukrze, opisane w artykule, i lanserom będzie opychał butelkę 0,33 piwa, która w drogim sklepie kosztuje 2 - 3 złote, za złotych 8. I daj mu Boże, frajerów trzeba kroić. Jak się podlansują na Oleandrów, już nie będą bronić "kultowego" Prasowego na Marszałkowskiej obok.
I tylko pusty smiech ogarnia, że takie "kultowe" knajpy z niepasteryzowanym piwem warszawskim "żabka" z pływającą myszą, i serem tylżyckim, przez dwa tygodnie tym samym, zanim nie zszedł z talerza, bo nikt tego nie jadł, to i w PRL-u istniały, tylko jakby mniej kultowe były. Okrąglak na Świętokrzyskiej, cały ciąg nad Wisłą, itd., itp. ;-)