enrque111
19.11.12, 19:39
Nieubłagany postęp posuwa się coraz dalej i wciąż do przodu, przekraczając nowe granice. Po zwycięskiej batalii, która doprowadziła do wykreślenia homoseksualizmu z listy chorób psychicznych, a w dalszej tego konsekwencji do zrównania związków homoseksualnych z małżeństwem osób heteroseksualnych, oraz nadania dodatkowych przywilejów osobom dotkniętych tym zboczeniem – przyszła kolej na kolejne dewiacje seksualne.
W „postępowych” mediach pojawiają się informacje, mające na celu przygotowanie opinii publicznej na dalsze zmiany w sferze obyczajowej i prawnej. Ostatnio (GazWyb. 15.11.2012 r.) ukazały się newsy o tym, że kazirodztwo nie jest niczym nagannym, posiada jedynie negatywny kontekst kulturowy, a stosunki seksualne pomiędzy członkami najbliższej rodziny są społecznym i kulturowym tabu, zaś genetycy „precyzują, że czasami dzieci osób blisko spokrewnionych mogą skorzystać z dużo większej wspólnej puli genów rodziców i np. żyć dłużej”.
W Europie kazirodztwo nie wszędzie jest karalne, jeśli nie jest owocem przemocy – we Francji (kara została zniesiona przez rewolucję) oraz Holandii i Hiszpanii. W Danii lewackie ugrupowanie (mające swoich przedstawicieli w parlamencie) o nazwie "Lista Jedności" dąży do dekryminalizacji kazirodztwa, a jego przedstawiciel głosi, że karanie za związki seksualne pomiędzy bliskimi krewnymi to „staroświeckie i groteskowe podejście do spraw seksu i rodziny”.
Duński profesor prawa Vagn Greva również nie widzi w kazirodztwie nic zdrożnego, lecz przyznaje że Duńczycy na razie nie są gotowi na taką zmianę prawa, dodając, że „mieliśmy tak samo gorącą debatę, kiedy legalizowano związki homoseksualne. Podnosiły się wówczas głosy, że doprowadzi to do załamania społeczeństwa. Dziś małżeństwa homoseksualne wydają się czymś normalnym i naturalnym. Nie widzę absolutnie żadnej różnicy między legalizacją związków homoseksualnych a dopuszczeniem związków kazirodczych”.