ata_11
17.06.08, 06:49
jestesmy juz 9 lat razem mamy dziecko...zaubilismy sie w zyciu...ja
latajac przy synku nie widzialam jak jest samotny..zawsze staralam
sie zeby co?????????????nie musial zajmowac sie dzieckiem nie
denerwowac sie ???????zeby szedl wyspany do pracy....tak sie
zaoralam ze nie mialam sily na nic....przestalismy istniec..tylko
bylismy...to trwalo bardzo dlugo nim sie ocknelam...ale czy to tylko
moja wina...??????pzreciez mogl walczyc ale nie najprosciej bylo
znalezc kogos innego...bez trosk klopotow ot taka co
jest...rozmawialam z nia i stwierdzila ze to moj proble a ona
niczego mi nie obieca...bo i niby dlaczego...czy jak na taka idealna
osobe to nie jets zbyt nieludzkie????????zastanawiam sie czy nie
zadz do jej rodziny i wspolnych znajomych...nastraszyc????????moze
to ja ostudzi..a maz?????????jest ze mna i sie miota miedzy
rozsadkiem a fantazja..czla ta sytuacja otworzyla nam na wszystko
oczy...ja chce zaczac od poczatku ....wybaczyc....ale?????no
wlasnie....do tanga trzeba dwojga...jak go przekonac ze to ma
sens...niekoniecznie powolujac sie na dziecko??????