138m
17.12.13, 02:13
Chciałem nawiązać kontakt z P. Adamem Wajrakiem, niestety cały portal GW jest nastawiony na szmal i durną politykę, a nie na prawdziwe problemy i to co może nurtować ludzi mieszkających w Polsce. Ja mieszkam w kraju gdzie chroni się przyrodę ale niestety przyjeżdżam do Polski - jadąc z lotniska do domu polskiego, jadę drogą wyjazdową z Warszawy przez Starą Miłosną na Mińsk. Przez ostatnie dwa przejazdy zobaczyłem, że jakiś debilny zbrodniarz, zapewne totumfacki GDDIA zadysponował postawienie płotów na odcinku od świateł w Wawrze/Kajki do górki w Miłosnej. Płoty owe - skutek bezmyślności urzędniczej, a i skutek zapewne siuchty finansowej, [musiały kosztować tysiąąąące], są zbrodniczą pułapką dla dzikiej zwierzyny żyjącej w tym rejonie. Droga publiczna, zarządzana, jak się dowiedziałem przez Gen. Dyr. d ..... pomiędzy ul. Kajki i Miłosną przechodzi przez teren Mazowieckiego Parku Krajobrazowego i dodatkowo leży na terenie Warszawskiego Obszaru Chronionego Krajobrazu. Jakiś mentalny bandyta, urzędas debil wymyślił postawienie w środku drogi, pomiędzy jezdniami pancernych płotów, [stalowe słupki, a pomiędzy nimi stalowe druty o średnicy ok. 20 mm], w dwu rzędach, każdy bezpośrednio na skraju każdej jezdni od wewnątrz. Zbrodniczy bandyta i debil, jakim jest zazwyczaj każdy urzędnik postsowieckiego autoramentu, [a takich jest 95%], skazał w ten sposób na śmierć zwierzęta, które chciały by przedostać się z północnej części lasu na południową i odwrotnie !!!. Ja wychowałem się w tym rejonie i wiem, że ta droga zawsze była miejscem przechodzenia saren, dzików, łosi i klemp z młodymi. Dlaczego piszę do was, a dla tego, że wczoraj w nocy,[ ostatni samolot lądujący na Okęciu], jechałem z lotniska, przyjechałem już na święta i mniej więcej w połowie drogi pomiędzy ul. Kajki , a Starą Miłosną, [jechałem od Warszawy na wschód], na wysokości parkingu po stronie północnej zobaczyłem kozła; wyszedł na jezdnię; wyhamowałem, zgasiłem światła ale za późno, zobaczył mnie i postanowił uciec na drugą stronę; skoczył przez pierwszą linię pancernego ogrodzenia postawionego przez debilnych urzędasów i zrolował na drugiej, [bo zbrodniczy debile tak wymierzyli odległość pomiędzy owymi pancernymi płotkami, że każda płowa zwierzyna, poza łosiem, musi skacząc przez pierwszą linię stalowych drutów wpaść na linię drugą], zatrzymałem się i nie bez trudu przeskoczyłem przez druty do zwierzęcia, myślałem, że po nim, że ma połamane nogi i trzeba mu pomóc odejść w jakimś komforcie i szacunku, należnym dzikiemu, prawdziwie wolnemu jestestwu. Był w szoku, musiał mocno uderzyć o asfalt głową. Szybkie przejechanie po przednich nogach, które uderzyły o pancerne druty, pokazało, że są całe poza średnio głębokimi przecięciami skóry w miejscach uderzenia o drut; podniosłem pysk - miał rozległe rozcięcie na prawej stronie żuchwy ale w tym momencie wróciła mu świadomość i kiedy natychmiast podniosłem go chwytem pod klatką i słabizną i postawiłem na nogi, jeszcze ślizgając się na asfalcie przebiegł na północną stronę drogi i zbiegając w dól do lasu zniknął. Usiadłem na pancernym drucie imienia zdebilałego urzędnika gen dyr dr ...., zapaliłem, [mnie już nie szkodzi i się nie odzwyczaję - mam 70'], musiałem odreagować. Wy, Ludzie młodzi zapewne nie wiecie jakie znaczenie ma życie, a życie każde jest więcej warte niż życie nasze; jak się zestarzejecie to może zrozumiecie. Pomyślcie, gdyby nie było tak późno w stronę Warszawy mógł jechać ktobądź i wjechał by w oczadziałego kozła; zabił by go, a może zabił by i siebie nagle hamując itp itd. Paliłem i siedząc na drucie i cieszyłem się, że drugi raz będę tędy jechał dopiero po Świętach na lotnisko, żeby odlecieć tam, gdzie mieszkam bez drutów na jezdni, gdzie każda istota żyjąca ma swoje prawa i miejsce, a żadna dyrekcja żadnych dróg nie czatuje na życie tych istot, które żyją i mają prawo żyć, tak ludzi jak i zwierząt. Jechałem odświętnie na święta i polska rzeczywistość spieprzyła mi na tej drodze państwowej zarządzanej przez generalną ...... całe nabożeństwo tych Świąt. Myślę, że to moje ostatnie w tym kraju.