Dodaj do ulubionych

Czy rozwodnik to smiec??

    • Gość: 2Paco Co to za idiotyczne pytanie?????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 21:31
      • Gość: rozwiedziona Re: Co to za idiotyczne pytanie?????? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.10.04, 09:58
        Nie każdy rozwód jest z powodu "samczych zapędów " mężczyzny.Charakteru
        człowiek nie zmienia ,szczególnie po 30 r.ż.Taki co zdradzał,będzie zdradzał,co
        pił,będzie prawdopodobnie pił nadal ,awanturnik będzie miał taką skłonność
        zawsze,kobieta niechluj ,też będzie miała wstęt do porządku.To jak ułoży się po
        rozwodzie w drugim związku zależy czy druga strona jest w stanie zaakceptować
        wady ,nieakceptowalne dla poprzedniego partnera.Mogą dobrać się dwie osoby
        lubiące niezobowiązujące skoki na bok,walające się skarpetki na środku pokoju
        itp. i będą w takim związku szczęśliwi.
    • cymbeline Re: Czy rozwodnik to smiec?? 04.10.04, 18:31
      Drogi kratusie,rozwód wcale nie przekreśla reszty Twojego życia!!! Wiem,że
      żyjemy w społeczeństwie w znacznej częsci bardzo nietolencyjnej,a ponoć
      katolikami jesteśmy,a Pan kazał miłowoać bliźniego swego jak siebie samego,no,
      ale wielu o tm zapomina i tylko umieją krytykować i pokazywać palcami.Ja sama
      do niedawna byłam panienką a od miesiaca jestem SZCZESLIWA zoną męzczyzny po
      rozwodzie mającego dziecko z poprzedniego zwiazku.Wiesz,wielu meżczyzn w życiu
      poznałam i byli to kawalerzy,ale cieszę sie,ze zdecydowałam sie na małzeństwo
      własnie z tym meżczyzną,bo wart jest tego.To,ze kiedyś jakas baba go
      skrzywdziła nie znaczy ze nie ma prawa ułożyc sobie życia po raz kolejny.Wiesz,
      ja jestem katoliczką i trochę mi "uwiera" ze nie mamy ślubu kościelnego,nie
      wiem co będzie z chrztem jak urodzi się nam wspolne dziecko itp.ale jestem
      najszczęsliwsza kobietą na świecie i nigdy nie oceniałam ludzi po tym,czy sa po
      rozwodzie czy są "pseudo katolikami". Ja wierze w Boga,a nie w ksiezy i wierze,
      ze nie bede kiedys oceniana za to,ze żyłam z facetem po rozwodzie,tylko po tym,
      ze nikomu w życiu krzywdy nie zrobiłam i staram sie życ uczciwie,nikogo nie
      ranić.Życze Ci z całego serca zebyś odnalazł swoją połóweczkę,bo na pewno
      gdzieś kraży po świecie,i myśle też,ze nie warto wiazać się z osobą która na
      starcie skreśla Cie,bo jesteś rozwodnik,nigdy z taką osobą nie będziesz
      szczesliwy.Ludzie albo nie wiedzą jaką krzywdę robią swoją nietolerancja w
      stosunku do ludzi rozwiedzionych,albo robią to,zeby poprawić sobie
      samoocene, "jaki to ja jestem doskonały bo zyje jak Bóg przykazał" chociaż
      często zdaza sie,ze ci, którzy najbardziej krytykują,sami nie radą sobie z
      własnym małzeństwem, ale nie mają tyle odwagi,zeby odejsć i ułożyc sobie życie
      na nowo i gorzknieją niestety...Jeszcze raz życzę ci powodzenie,i uwierz,nie
      wszystkie kobiety są takie same,myślę,ze ja jestem takim przykładem....
      Pozdrawiam,i mam nadzieje, że chociaż troszkę zrobi Ci się cieplutko na sercu i
      duszy po przeczytaniu mojego listu.
      • kratus zrobilo sie cieplej:) 04.10.04, 19:58
        Dzieki.....jestes wartosciowa osoba....na pewno bedziecie szczesliwi, czego Wam
        z calego serca zycze!!
        To nie tak, ze dziewczyna, ktora pokochalem, skreslila mnie na starcie....
        Bylismy troche ze soba...ona od poczatku naszej znajomosci (jeszcze zanim
        pojawily sie glebokie uczucia) dodala mi wiary w samego siebie, dzieki niej np.
        zawalczylem w pracy i odnioslem sukces itp.....odeszla....zostawila mnie
        samiutenkiego...nie wiem, roznie mysle...czasem, ze rzeczywiscie nie bylem
        taki, zeby mogla mnie pokochac tak wspaniala osoba jak Ona...a niekiedy
        tlumacze sobie, ze byla milosc...tylko jej rodzina i te wszytskie trudnosci....
        (dla Niej duza przeszkoda byla religia..duzo o tym rozmawialismy)....
        Czlowiekowi rozne mysli do glowy przychodza gdy siedzi sam.
        Czekam na Nią naiwnie jak dziecko...

        Dzieki Cymbeline raz jeszcze!!!!!
      • Gość: ellw39 Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: 81.210.113.* 14.10.04, 16:46
        jestem osobą po rozwodzie z nastoletnim synem.Próbowałam nawiązać kontakty
        trochę głebsze z panami.Poznawałam ich przez ogłoszenie.Wiekszość rozwiodła się
        chyba po to by umilić sobie jesień życia u boku coraz nowej partnerki...
        Inni szukali tylko ciepłego kąta nie oferując nic ...Koleje losu nie nauczyły
        ani pokory ani chęci do pozytywnej zmiany w swoim życiu...Zabawa tak..
    • Gość: ewciaaa Brzydzę się soba! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 20:06
      tak, brzydze sie, kiedy to czytam, bo wiem, ze macie tu racje. Jestem
      dziewczyna ktora zostawila kiedys faceta dlatgeo, ze nie ebdzie slubu
      koscielnego, ze rodzice sie wyrzekna....zostawilam dobrego, porzadnego
      czlowieka. On kochal bardzo, z mej strony to nie byla jeszcze milosc, bylam w w
      poczatkowym stadium:)...ale ucieklam kiedy sie zorientowalam, ze moge Go
      pokochac.
      Moze powinnnam pozwolic rozwinac sie tej milosci...i mialabym wowczas sile
      zignorowac wszystko inne. Wtedy nie mialam sil..
      ALe nienawidze sie za to, ze kierowalam sie rozumem i rozsadkiem (wylacznie
      nimi).Moze nic by z tego nie wyszlo, ale ja nie sprobowalam:(((
      Zostalo mi jedno, z kazdym (glownie z moimi rodzicami) kto powie zle slowo na
      rozwodnika, na ponowne zwiazki kloce sie zawziecie...
      ale to tylko gadanie, jak chodzilo o czyny bylam tchorzem!!:((
      Gratuluje cymbeline!!!!!
      • Gość: renka Re: Brzydzę się soba! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 09:34
        a moze tak wlasnie mialo sie stac...
        czasem boimy sie czegos czego nie znamy (mam tu na mysli, ze np. nie bylo wsrod
        naszej rodziny czyz najomych rozwodnikow i funkcjonuje tylko glupi stereotyp).
        Rodzice Cie o tym przekonali, a jesli sie nie ma milosci w sercu to trudno
        bronic czegos co sie dopiero rodzi....
        ALe pewnie teraz zgodzisz sie, ze nie mozna kogos przekreslac na starcie, nie
        dac mu nawet szansy
        • cymbeline Re: Brzydzę się soba! 06.10.04, 11:50
          renka,ja Ciebie też rozumiem,bo sama miałam różne rozterki,spotkałam sie bardzo
          duża nietolerancją i to zarówno ze strony częsci mojej rodziny jak również ze
          strony mojej dobrej koleżanki,a tego ostatniego się nie spodziewałam.Jest to
          moja rówieśnica i myslałam,ze takie dewoctwo to cechuje tylko starsze osoby,te
          co to rózańce od rana do wieczora klepią,a i tak wiedzą co u kogo,kto z kim
          itp. było mi przykro,nawet bardzo,bo ta kolezanka sama jest z rozbitej rodziny
          wiec liczyłam,ze mnie zrozumie,szczególnie,ze ja nie rozbiłam niczyjej rodziny,
          ale okazało sie,ze ona nie rozumie jak ja mogę być z takim "złym facetem,bo
          rozwodnikiem". Bardzo mnie to zabolało i boli do dzisiaj,moje stosunki bardzo
          oziębły z ta osobą.Mysle,ze ją rodzice skrzywdzili,a szczególnie ojciec,który
          zostawił żonę 1 2 córki jak miały około 7-8 lat,wyjechał za granice i
          zmieniał "Panie" czy też "ciocie" średnio do pół roku.A matka sama w domu i
          poświeciła się wychowaniu córek.Dodam,że teraz mamy po 30 lat a jej ojciec z
          matką nie zdązyli sie oficjalnie rozwieść,a ojciec dalej zmienia kobiety,i co
          najgorsze wszystkie są meżatkami z dziecmi.Wiec ta moja kolezanka napatrzyła
          się na swojego ojca i wszystkich ocenia jego miarą! Ona wciąż nie może
          uwierzyc,ze ja jestem z takim facetem już 3,5 roku,że wzieliśmy żlub.Cały czas
          pyta mnie czy aby wszystko dobrze w moim małżeństwie,a jak mówie,ze jest
          super,to słyszę:zobaczysz,i tak cie zostawi predzej czy póżniej.
          Mój maż ma dziecko z poprzedniego zwiazku,to chłopiec 6,5 latek.Mamy jak na
          razie bardzo dobry ze soba kontat i mam szczerą nadzieję,ze tak będzie
          zawsze,ale jak słysze moja koleżankę:zobczysz,jak tylko dorośnie to da ci
          popalić,nigdy ci tego nie wybaczy! A ja sie pytam,czego ma mi nie wybaczyć? Nie
          rozbiłam jego rodziny,to jego matka rozbiła,a ja pomogłam jego ojcu sie
          pozbierać! Puściła go dosłownie w kapciach i z kilkoma niespłaconymi
          kredytami.To ja kupiłam ubrania,żeby mógł isć do ludzi,to ja spłacalam te
          kredyty,to ja pomogłam pozbierać się facetowi psychicznie,dowartościowałam i
          pozwoliłam uwierzyć mu,ze jest naprawdę super facetem i super ojcem.Pozostali
          moi znajomi,którzy nam sprzyjali,mówią,ze mój mąż to już nie ten sam zagubiony
          facet co sprzed lat,że w każej dziedzinie widać duza zmianę na dobre.I te słowa
          trzymają mnie na duchu jak mam doła.
          Chyba sie rozpisalam,ale potrzebowałam tego.d
          Dziekuję wszystkim za wysłuchanie:)))
          W dodatku jestem zodiakalnym baranem i wiem,ze "co nas nie zabije to nas
          wzmocni".I nmnie wszystkie przeciwności losu daja siłę,i wtedy sobie mysle:a ja
          wam jeszcze pokaże,i tak postawie na swoim"))
          Pozdrawiam wszystkich,a szczególnie tych,krórzy sobie nie radzą z takimi
          problemami jak rozwody.życzę dużo siły i wytrwania w postanowieniach.
        • Gość: zona rozwodnika Re: Brzydzę się soba! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 15:57
          Gość portalu: renka napisał(a):

          > > czasem boimy sie czegos czego nie znamy (mam tu na mysli, ze np. nie bylo
          wsrod
          >
          > naszej rodziny czyz najomych rozwodnikow i funkcjonuje tylko glupi
          stereotyp).

          no ja tez to przechodzilam, dla wszystkich to bylo niczym zwiazek z seryjnym
          morderca......ale to wszytsko sprawilo, ze postanowila udowodnic rodzinie,
          ludizom i swiatu (i sobie tez-bo watpliwoscie tez jakies mialam), ze sie uda. I
          udalo sie!!!
    • Gość: dorotka Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.04, 14:32
      nic nie jest przesadzone...na pewno na pierwszym miejscu stoi czlowiek, jaki
      jest.
      Ale musiz sobie zdawac sprawe, ze mimo najszczerszych checi i uczuc zwiazek z
      Toba nalezy juz do tych trudniejszych. Pewnei z Twojej strony (kiedy dobrze
      wiesz co masz w sercu) jest Ci latwiej byc optymista, ze wszystko da sie
      ulozyc. Owszem da..jest mnsotwo takich zwiazkow...szczesliwych, mniej
      szczesliwych..tak jak i wsrod zwiazkow z kawalerem.
      Ale kobieta ktora bedzie Twoja druga zona musi czuc ze nie ejst druga...To
      Twoje zadanie, Ty musisz jej wynagrodzic jej cierpliwosc, wyrozumialosc,
      wsparcie...wynagrodzic poprzez bycie dla niej dobrym, czulym...
      wszystko jest mozliwe, ale w tym przypadku trudniejsze jzu na wstepie, co nie
      znaczy ze nalezy machnac reka i odejsc.
      Powodzenia
      • ewelina_en Re: Czy rozwodnik to smiec?? 11.10.04, 21:16
        Kratusie - głowa do góry! "Rozwodnik to śmieć"? Kto Ci to powiedział?! To jakiś
        kompletny nonsens! Ja wyszłam za o wiele od siebie starszego rozwiedzionego
        mężczyznę i nigdy tego nie żałowałam. Więcej - gdyby mając swoje lata był dalej
        kawalerem - pewnie bym się nim nie zainteresowała - bo skoro nikt go nie
        chciał... Mówi się, że rozpad to wina obojga... czasami to prawda, ale nie
        zawsze. Moja poprzedniczka musiała być zupełną .... (tu brzydkie słowo). Takie
        określenia "...śmieć", itd wygłaszają ludzie, na których nie warto nawet zwrócić
        uwagi, bo jak ktoś od razu, bez zastanowienia przyszywa wszystkim, tak róznym
        ludziom tę samą etykietkę, to nie warto nawet z nim rozmawiac, to znaczy, że ma
        w głowie same szufladki
        • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 11.10.04, 21:31
          ale te opinie wyglosza cala rodzinka kobiety, ktora pokochalem...i tu moj bol:
          (((
          • kitulek Re: Czy rozwodnik to smiec?? 12.10.04, 14:14
            wejdź na prywatne forum "macochy" i wszystko zrozumiesz. No chyba, ze Ty jestes
            inny....
            • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 12.10.04, 15:13
              kitulek napisała:

              > wejdź na prywatne forum "macochy" i wszystko zrozumiesz. No chyba, ze Ty
              jestes
              >
              > inny....

              co znaczy wszystko??? Co znaczy "inny"??
              • kitulek Re: Czy rozwodnik to smiec?? 12.10.04, 15:51
                oki już piszę.
                na tym formu są głównie dziewczyny, które związały się z rozwodnikami mającymi
                dzieci.
                Problemy jakie mają te dziewczyny to:
                spędzanie wszystkich wakacji/świąt w towarzystwie dziecka z poprzedniego
                związku, zero intymności
                brak szacunku ze strony tych dzieci, buntowanie ojca, zmiany planów pod
                potrzeby (rzeczywiste lub wydumane) dziecka
                faworyzowanie dzieci z pierwszego małżeństwa przez sąd (nikt się nie zastanawia
                czy dziecko z drugiego związku chodzi na angielski a w przypadku pierwszego
                zawsze można wnieść sprawę o podwyższenie alimentów)
                problemy z eks żoną - zastraszanie drugiej żony smsy telefony włażenie z butami
                w nowy związek eks męża, ciąganie po sądach np. właśnie o podwyższenie
                alimentów.
                nie dziwię się, że dziewczyny wolą się wiązać z mężczyznami, którzy nie mają
                takiej przeszłości.
                Na dodatek ci mężczyźni bardzo często nie rozumieją w czym rzecz, że np.
                dziewczyna nie ma ochoty jechać na wakacje w towarzystwie 5 letniego
                rozwrzeszczanego dzieciaka lub rezygnować z zakupu płaszcza na zimę, bo dziecko
                partnera chce komputer.
                Życie z rozwodnikiem to ciągłe kompromisy, zero spontaniczności, bo np na
                weekend przypada widzenie z dzieckiem.
                Po prostu zerknij na to forum. I porozmawiaj z dziewczyną, na której Ci zależy,
                bo może ona właśnie tego wszystkiego się obawia...
                • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 12.10.04, 16:20
                  serdecznie Ci dziekuje:)...masz racje..o wiekszosci tych rzeczy rozmawialismy z
                  moja ukochana, ona mi mowila o swoich watpliwosciach...przede wszystkim o moim
                  dziecku...nie to ze ono jej przeszkadza, lecz bala sie, czy bedzie
                  zaakceptowana...
                  Rozmawialismy duzo, duzo..ale oczywiscie rozmowy, tlumaczenia to jedno, a
                  prawdziwe zycie to drugie..Na pewno tego wszystkeigo sie bala, zdaje sobie
                  sprawe, ze zadna dziewczyna nie marzy o poslubieniu rozwodnika...ale ja sie
                  ludzilem ze jeszcze przede mna szczescie.
                  Wlasnie jednym z powodow, dla ktorych otworzylem ten watek byly watpliwosci,
                  czy moge dac kobiecie szczescie...nie jako czlowiek sam w sobie (bo wiem, ze
                  nigdy jej bym nie skrzywdzil, gwiazdke znieba bym przyniosl), ale jako ktos
                  kto juz ma bagaz i tego sie nie zmieni. Chcialem wiedziec, czy wiazac sie z
                  kobieta az tyle jej zabieram? Juz to pisalem, ale powtorze..ja chce dla Niej
                  szczescia, dla Niej..moje szczescie jest dalej...dlatego pomyslalem, ze moze
                  najlepsze co dla niej zrobie, to dam jej spokoj, pozwole zapomniec..niech
                  bedzie szczesliwa....ale czy tedy droga??
                  • kitulek Re: Czy rozwodnik to smiec?? 12.10.04, 16:37
                    Czyli jednak jesteś trochę inny niż większość rozwodników:)
                    Pozytywne w całej sprawie jest to, że Twoja ukochana obawia się czy zostanie
                    zaakceptowana przez Twoje dziecko. Ja na jej miejscu bałabym się, żę to ja nie
                    zaakceptuję dziecka i wiecznie jego obecność będzie mi przeszkadzać. Ale myślę,
                    że wszystko sie bierze właśnie z rozsądnego postępowania mężczyzny, tak aby nie
                    zrazić do siebie ani dziecka ani ukochanej. Nie pozostaje Ci nic innego jak
                    swoim postępowaniem dowieść, że Twoje poprzednie życie nie będzie aż tak bardzo
                    rzutować na Wasz związek. I nie mów jej o forum "macochy", bo wtedy jej
                    wątpliwości wzrosną o 100%. Życzę powodzenia:)
                    Kitulek
                    • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 12.10.04, 18:18
                      na pewno jej nie powiem o "macochach" bo nie bede mial okazji....nie widujemy
                      sie wcale, bardzo rzadko jakis kontakt...a wtedy tylko zaspokoimy ciekawosc ,
                      co u kogo i tylko tyle:((...niestety....choc ja sie nawet z tego ciesze
                • Gość: martula Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: 217.153.99.* 12.10.04, 19:06
                  Nie zgadzam sie że zycie z rozwodnikiem jest nudne i mało spontaniczne.owszem,
                  czesto z czegos rezygnujemy ale to nic.Kochamy sie i to jest najważniejsze
          • lilianamaria Re: Czy rozwodnik to smiec?? 13.10.04, 16:34
            Kiedyś, jako nastolatka myślałam , że wyjdę za mąż z miłości , tylko z miłości.
            No i nie wyszłam , w ogóle. W końcu spotkałam tę swoją wielką miłość wyśnioną,
            wymarzoną. Ideał, tylko że żonaty. Ile bym dała żeby był... rozwodnikiem!
        • Gość: Knipser Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.04, 16:35
          Moja sekretarka wyszla za mąż, za rozwodnika. On uciekł od poprzedniej, gdyż
          nie tylko piła, łajdaczyla się, to przez 10 lat nie potrafiła urodzić mu
          dziecko.Pracowałem z moją sekretarką przez 28 lat, była to osoba bardzo pobożna
          ( nie bigotka)poznałem jej męża (rozwodnika) jako kogoś kogo można by stawiać
          za wzór męża, ojca ( mają dwie córki i czterech wnuków).
          Niestety, osoba została bardzo MOCNO SKRZYWDZONA PRZEZ KATOLICKI kościół, nie
          mogła uczestniczyć we wszystkich obrzędach ( komunia ).
          Nie ma to jak dogmaty- nie człowiek się liczy, ale stare FANABERIE, i to się
          nigdy nie skończy, a jak giertychowe szeregi się zewrzą, to tylko wiać, wiać i
          jeszcze raz WIAĆ
    • Gość: facio Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.dip.t-dialin.net 12.10.04, 12:26
      Mimo wszystko, gratuluję Ci odwagi, że zdobyłeś się na rozwód.Ja stoję przed
      podjęciem takiej decyzji i do tej chwili wydawało mi się, że najtrudniejsze
      sprawy z tym związane to stres związany z ustalaniem spraw majątkowych ze
      współmałżonką, słuchanie tego co powie rodzina, znajomi itp.
      Dodatkowo, małżonka nie poczuwa się do winy jeśli chodzi o rozpad małżeństwa,
      uważa za normalne, że może raz na jakichś czas wyjść wieczorem do jakichś
      znajomych sama.Dodatkowo podbudowane to było długotrwałą bliższą znajomościa z
      innym mężczyzną. I teraz, kiedy sprawa rozwodu dojrzała u mnie, ona wpadła w
      przerażenie i nie chce rozpadu małżeństwa czym procedura rozwodowa jest na
      pewno.Powoduje to u mnie chaos myślowy i pytanie czy taką decyzją jej nie
      skrzywdzę. Kochaliśmy się bardzo przez wiele,wiele lat. Inni stawiali nas nawet
      za wzór małżeństwa.I to prysło przez jej zdradę.Tzn. ja ją kocham nadal, ona
      chyba też, ale nie widzę sensu życia w związku, w którym zasiana została
      niewierność i oszustwo.Dodatkowo teorie mojej małżonki, że ważne aby się
      szanować i wspomagać, a jednocześnie umożliwiać współmałżonkowi robienie tego
      na co ma ochotę. Nie chodzi tu o zdradę, ale np. wolna ręka od czasu do czasu
      do spędzania czasu w innym towarzystwie. I nie chodzi tu o po południa, ale
      pozne wieczory.Ja jakoś nie widzę żeby taka swoboda mogła panować w małżeństwie
      i tym się różnimy. Dlaczego o tym piszę? Bo uświadomiłeś mi, że oprócz stresu
      związanego z rozwiązaniem małżeństwa, nie ma gwarancji że potem będzie lepiej.
      Do tej pory nie myślałem o tym. Nie , nie mam w tej chwili innej kobiety.Jestem
      na etapie, nazwijmy to rozglądania się, co nie jest łatwe, bo i lata i jakoś
      nigdy nie szukałem wrażeń. Wierzę, że Tobie się uda, choć może nie z tą kobietą.
      Jasne że w życiu nie ma lekko,ale te przeszkody ze strony jej rodziny i fakt że
      mieszka z rodzicami mimo 26 lat i jest przez nich traktowana jak dziecko, nie
      wróży nic dobrego. Gdyby Cię kochała, wyglądało by to inaczej. Jeśli już teraz
      ona ma takie wątpliwości, to przykro mi, ale nie wchodz w coś, czego znowu
      będziesz żałował.
      • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 12.10.04, 15:12
        Nie ma czego gratulowac...i tak wmoim przypadku uwazam, ze za dlugo
        czekalismy...i tez czesto uchodzilismy w oczach innych za wzor malzenstwa. Ale
        taka gra w pozory jest strasznie meczaca.
        Oczywiscie, decyzja jest Twoja, ale skoro kochasz swoja zone, ona Ciebie, to
        moze nie nalezy sie spieszyc z rozwodem. Moze lEpiej sily przeznaczyc na
        naprawe, niz budowe czegos od podstaw. Nie wspominales, czy macie dzieci.
        U mnie byl wlasnie ten problem, ze w moim malzenstwie milosci nie bylo, to nas
        rozwalilo...zona sobie kogos znalazla, tuz przed rozwodem...ale mnie to nic nie
        obeszlo, niech jej sie szczesci!
        Swoja droga to mysle, ze troche swobody dla zony i dla Ciebie to nic
        zlego...mowie tu nie o spotkaniach z innymi mezczyznami, ale jej wyjscia do
        znajomych bez Ciebie od czasu do czasu moze sa potrzebne. To uwazam ze jest to
        kwestia dogadania sie i nie ma w tym nic zlego.
        Jesli bedziesz w stanie wybaczyc jej zdrade...to pracuj nad malzenstwem.
        Decyzja o rozwodzie nie ejst prosta, ja sie ciesze, ze sie w koncu rozwiodlem,
        choc jestem samotny, ale lepiej to niz oszukiwanie siebie, dziecka, swiata....
        U was byla milosc, teraz sie troche pogubiliscie, ale wszystko jest do
        naprawienia, jesli obie strony tego chca.

        Co do mojej sytuacji....wszystko racja co piszesz, ale i tak ja kocham i
        wszystko bym zrobil, by byla ze mna...z ta kobieta chcialem zbudowac
        rodzine..jesli nie z nia, to z zadna inna...jzu sie nie bede oszukiwal po raz
        drugi!

        Powodzenia.
    • Gość: zagubiona Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.scinawa.gigabit.net.pl / 80.51.250.* 12.10.04, 18:47
      Całe moje dorosłe życie wydawało mi się,że rodzina to najważniejsza rzecz na
      świecie,że trzeba walczyć o to aby być razem,że trzeba dać wszystko od
      siebie,może nawet kosztem siebie.Teraz stoję przed decyzją czy rozwieść się,bo
      już nie mam sił walczyć,bo nie mogę robić tego kosztem siebie,kosztem
      dziecka,dla zasady aby tylko być razem i tworzyć pseudorodzinę.Jeżeli nie mogę
      być szczęśliwa to chociaż nie chcę być nieszczęśliwa.Przewartościowałam swój
      cały świat i nie myślę że rozwodnik to śmieć bo ja nie jestem,nie będę śmieciem.
      • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 12.10.04, 19:01
        pewnie ze nie!
        rodzina to wspaniala rzecz..dla mnie chyba najwazniejsza w zyciu, ale zdrowa
        rodzina, prawdziwa....ozenilem sie mlodo wlasnie z wielkeigo pragnienia
        rodziny, zawsze chcialem miec liczna, a nawet rodzenstwa nie mialem, nie mialem
        dziadkow...bylem tak niecierpliwy w zakladaniu rodziny, ze nie czekajac na
        milosc ozenilem sie. Dziecko pokochalem, ale w tej rodzinie brakowlao
        milosci...nie o takiej marzylem. Decyzja o rozwodzie w moim przypadku byla
        wyborem mniejszego zla...byla ona wspolna...dla nas byla to szansa na
        szczescie, bo razem jzu wiedzielismy, ze szczesliwi nie bedzieme..Oczywiscie ze
        dziecko jest tu wazne, bardzo..ale taka rodzina to oszukiwanie rowniez
        jego..dziecko wkrotce odejdzie, bedzie mialo wlasne zycie uczuciowe..rodzice
        juz nie beda najwazniejsi, samo zrozumie kiedys...wazna jest kultura rozstania,
        u nas taka byla, wtedy nie ejst tak bolesnie, dla wszystkich.
        Wiem tylko, ze zycie jest jedno. Ja popelnilem kiedys blad i wychodzi na to, ze
        musze za niego placici do konca zycia...niby taki stary nie jestem, ale coz z
        tego...
        • ewelina_en Re: Czy rozwodnik to smiec?? 12.10.04, 23:45
          Kitulek to przedstawiciel gatunku bardzo pospolitego, zwanego także
          "twardogłowym". Nie przyjmuje do wiadomości, że ludzie są różni, na siłę stara
          się stosować coś w rodzaju odpowiedzialności zbiorowej, na takiej samej zasadzie
          na jakiej wszystkie blondynki uważa się za głupie. Z takimi ludźmi trudno
          dyskutować. Ale podejmę tylko jeden wątek z tych śmiesznych uproszczeń: niby
          dlaczego taki rozwiedziony ma mieć dzieci? A jezeli nie ma? A jezeli nie ma ich
          także druga żona? A jeżeli chcą, mogą i mają wspólne dzieci w nowym związku? To
          chyba coś zmienia, nieprawdaż?
          • Gość: gruszka Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: 212.244.128.* 13.10.04, 07:36
            śmieciem to jest ten ,ktory żyje w zaklamaniu ,stwarza piekło dla siebie i
            innych.śmieciem jest ten , któremu brak odwagi cywilnej aby zrobić porządek ze
            swoim zyciem.jestem rozwódką i jest mi o niebo lepiej ,odpowiadam sama za
            siebie I NIECH KTOŚ MI WYPOMNI ŻE JESTEM GORSZYM GATUNKIEM CZŁOWIEKA-
            NIEDOCZEKANIE!!!!!!
          • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 13.10.04, 10:59
            Oj Ewelinko, masz racje ze pelno takich ludzi "twardoglowych" jak to nazwalas i
            wdzieczny jestem Ci za obiektywizm, nie wrzucanie wszytskich do jednego
            wora.....ale musze tu szepnac slowko w obronie Kitulka...Ona do takich ludzi
            raczej nie nalezy, wytoczyly powazne sprawy, ktore w takim zwiazku z
            rozwodnikiem trzeba brac pod uwage i ja to wiem.
        • Gość: rozwiedziona w ny Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.proxy.aol.com 13.10.04, 06:14
          nawet nie zdawalam sobie sprawy, ze taki problem istnieje. sama jestem
          rozwiedziona i nigdy nie mialam z tym problemu, zadnej natury... w dobie, kiedy
          co drugie malzenstwo konczy sie rozwodem, nie dla wszystkich wystarczy
          partnerow bez przeszlosci:) dla mnie nie ma znaczenia czy moj partner jest
          rozwiedziony, natomiast jesli ma dzieci, to wymagalabym jak
          najserdeczeniejszych z nimi kontaktow i wiele, wiele troski, okazywanej im na
          codzien. wspolne wakacje bylyby dla mnie dodatkowa atrakcja, nawet jesli dzieci
          wymagalaby pewnych poswiecen czy bylyby powodem drobnych ograniczen...
          ludzie- poprostu badzmy ludzcy- oceniajmy naszych partnerow przez pryzmat
          wlasnych relacji a nie poprzez opinie sasiadki czy ksiedza...
          Kratus- zycze Ci abys poznal jak najwspanialsza dziewczyne, ktora doceni Ciebie
          i pomoze Ci znowu uwierzyc w magie milosci:)
        • Gość: fasOlka Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.04, 13:28
          >Ja popelnilem kiedys blad i wychodzi na to, ze
          > musze za niego placici do konca zycia...niby taki stary nie jestem, ale coz z
          > tego...


          POsłuchaj mnie Kratus,
          nie mów o pokutowaniu do końca życia, jeśli będziesz tak myślał, to tak będzie.
          Co do Twojej ukochanej, to myślę sobi, że skoro ty jesteś sklonny czekać, to
          może warto dać jej troche czasu - może jest zbyt "młoda emocjonalnie" w sensie,
          że nie ma za sobą zbyt wielu związków, może wlasnie dlatego boi się zwiazku z
          Tobą. Ale w pewnym wieku pewne rzeczy się przewartościowują, może ona ten wiek
          osiagnie niedługo. Może warto na to poczekać, tylko jej o tym powiedz, powiedz
          jej, że bedziesz na nia czekał do konca zycia, i ze jeśli kiedykolwiek zmieni
          zdanie, przestanie się bać itp. to ty zawsze będziesz gotowy powrócic do tego
          związku, bo jest kobietą twojego życia. I daj jej się z tym przespać. Nie wiem
          jak dlugo może trwac taki sen - moze pare lat, kiedy dzieki zyciowemu
          doswiadczeniu wreszccie zrozumie, ze nie zyje dla rodzicow tylko dla samej
          siebie, i ze sama ponosi konsekwencje wszytkich swoich decyzji a nie rodzice, i
          że liczy się czlowiek i to jaki jest naprawde a nie jaki bledy popelnil kiedys
          w przeszlosci, bo bledy popelnia kazdy z nas, ale przeciez dla ciebie to nie ma
          znaczenia, bo bedziesz ja kochac zawsze !!!

          Zycze ci aby to sie spelnilo jak najszybciej,
          Zycze Ci powodzenia - z calego serca !!

          i pamietaj:

          To przecież Twoje życie jest
          Popełniaj błędy i naprawiaj je
          Gdy dotkniesz dna odbijaj się
          Wykorzystaj czas, drugiego już nie będziesz miał
          nie poddaj się, bierz życie jakim jest,
          i pomysl, że na drugie ni masz szans

          Powodzenia
          • kratus powialo optymizmem:) 14.10.04, 13:46
            dziekie serdeczne Fasolko:))
            ona wie, ze bede czekal, ze czekam...mowilem jej o tym wiele razy. I tak bedzie.
            Wiekszosc mi tutaj radzi znalezienie sobie innej kobiety. ALe w tym problem,
            ze ja juz wiem, z jaka kobieta chcialbym byc. Wiem co czuje i wydaje mi sie
            niemozliwe zastapienie jej inna osoba. Nie chce innej kobiety, bo nie
            pokochalbym jej jak te dziewczyne, i wlasnie bym ja skrzywdzil (no i szerzylby
            sie mit zlego rozwodnika)...nie chce nikogo w zastepstwo, wole byc sam. Nie
            chche juz zwiazku "na sile"...
            Nie chce sie tu zalamywac, pokutowac...
            Pracuje, codzeinnie wykonuje jakie sczynnosci...ale nie mam z tego radosci, bo
            po co mi pieniadze? Pewnei mam dziecko i na pewno ono moze na mnie liczyc w
            kazdej chwili. Ale ja sam chcialbym cos budowac, nowa rodzine...
            • Gość: fasOlka Re: powialo optymizmem:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.04, 14:05
              Rozumiem Cie w 100%
              Wiec nie mysl o tym, ze ja zastapisz kims innym - byc moze tak sie stanie, choc
              teraz wydaje ci sie to nie mozliwe,
              Jestem w sytuacji o tyle podobnej, ze jakis czas temu szalenczo zakochalam sie
              w pewnym facecie. Nasz zwiazek z pewnych powodow trwal bardzo krotko, nie chce
              mi sie rozpisywac o okolicznosciach, w kazdym razie on odszedl, mimo, ze
              wydawalo sie, ze wszytko miedzy nami jest fantastycznie - to nie istotne.
              Istotne jest to, ze ja teraz mam przed oczami jego postac, mimo tego , ze
              jestem z innym czlowiekiem - cudownym czlowiekiem (nota bene podwojny
              rozwodnik, z 2 dzieci). On zna moja historie i wyczuwa, ze cos nie jest w
              pozadku a ja, mimo, ze barzdo mi zalezy na tym czlowieku nie potrafie sie
              wyrwac z kregu tamtego zwiazku.
              Co gorsza zdaje sobie sprawe, ze po tak krotkim zwiazku jak tamten nie zdazylam
              moze nawet do konca poznac dobrze czlowieka, w ktorym tak bardzo sie
              zakochalam. Byc moze to szczescie trwaloby krotko (tez rozwodnik - z 2 dzieci
              (dzieci w innym kraju) - tego nie wiem, byc moze to tylko syndrom "opuszczonej".
              NIe wiem jak sobie z tym poradzic, miotam sie i szukam jakiegos rozwiazania...
              bo nie chce reszty zycia spedzic zyjac przeszloscia, bo tamten zwiazek to
              sprawa zamknieta.
              Boje sie skrzywdzic czlowieka z ktorym jestem a wiem, ze bardzo mu na mnie
              zalezy. Duzo ze soba rozmawiamy i ja naprwade sie staram zapomniec.

              Ufff.....
              przepraszam, ze wciskam sie ze swoja historia, ale czulam wielka potrzebe
              opowiedzenia jej komus...

              Wiec jak widzisz, nie tylko ty jestes w trudnej sytuacji ;)
              a jednak staram sie patrzec w przyszlosc z optymizmem.
              • kratus Re: powialo optymizmem:) 14.10.04, 14:46
                Domyslam sie, ze wiele wiele osob jest cierpiacych z takiego a takiego
                powodu...choc chyba najwiecej udrek przezywamay z powodow milosnych...
                Wiesz Fasolko, najwazniejsze, ze wiesz czego chcesz...czuc, ze zalezy Ci na
                czlowieku z ktorym jestes teraz, boisz sie, bo nie chcesz go
                skrzwydzic..Dobrze, ze ze soba rozmawiacie, on wie co Cie boli, i zapewniam -on
                doceni, ze az tak mu ufasz.
                Wciaz masz w pamieci poprzedniego?? Moze wlasnie zwiazek trwal za krotko, masz
                tylko wyidealizowany obraz tamtego, nie mialas moze okazji widziec go w
                roznych, mniej milych sytuacjach...pracuej Twoja wyobraznia. Milosc to rowniez
                proba czasu.
                Ja cos takiego przezylem..zakochalem sie jako mlody chlopak, dziewczyna mnie
                zostawila, a ja tak bardzo kochalem, wydawala sie najcudowniejsza, a ja taki
                marny-bo zostawiony....O niej myslalem dlugie lata, az zakochalem sie
                teraz...jak mysle o tamtej to widze, ze byla materialstka, zapatrzona w siebie,
                pomiatala chlopakami...ale kiedys wpatrywalem sie w nia jak w obraz.
                Na pewno Ci sie ulozy Fasolko. Starasz sie ..a to duzo, nie chcesz wracac do
                przeszlosci, ale Twoje mysli jak na zlosc tam ciagle wedruja. Nigdy nie
                zapomnisz o tamtym mezczyznie, ale jesli bedziesz szczesliwa z tym, to zanikna
                uczucia..przyjdzie zobojetnienie...zaangazujesz sie w nowy zwiazek, nowe zycie
                i zaczniesz zyc tym nowym zyciem, terazniejszoscia i przyszloscia...czego
                goraco Ci zycze!
                Powodzenia
                • Gość: fasOlka Re: powialo optymizmem:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.04, 15:02
                  czuje sie troszke jak na kozetce u psychoterapeuty ;)

                  ale tego chcialam wlasnie, zeby ktos popatrzyl z zewnatrz na moj problem
                  troche balam sie komentarzy w stylu "to znaczy ze wcale nie kochasz tego z
                  ktorym jestes itd."
                  a ja moze rzeczywiscie nie wiem jeszcze do konca, co czuje do tego czlowieka,
                  ale wiem, ze mi na nim bardzo zalezy i chce budowac ten zwiazek.

                  Ciesze sie, ze komentarz przyszedl wlasnie od Ciebie - bo tak naprawde, to
                  dajesz troszke odpowiedz sam sobie na temat, ktory poruszylam wczesniej.
                  Bo ja nie uwazam, zebys musial od razu szukac nowej kobiety. Po prostu przyjmij
                  postawe "co ma byc to bedzie" - co oznacza takze, ze nie bedziesz sie zamykal
                  na nowe znajomosci i kontakty.
                  Moze i tobie cos sie jeszcze dobrego przytrafi (wierzę w to, bo "wygladasz" na
                  bardzo porzadnego faceta) - po prostu nie zakladaj na 100%, ze sie nie trafi
                  (przeciez np. biorac slub ze swoja byla zona tez nie zakladales, ze sie
                  rozwiedziesz, prawda ???
                  Zycie jest pelne niespodzianek

                  jeszcze raz dzieki za wsparcie

                  ps. a co do zycia z rowodnikiem, to tak jak wspomnialam to nie ma zadnego
                  znaczenia - owszem na poczatku jest lek - zrobil to innej kobiecie, zrobi i
                  mnie, ale jaka mamy gwarancje, ze facet bez przejsc nam tego nie zrobi ??
                  Po prostu trzeba ufac. A rozwod dodatkowo uczy pewnych rzecz, ktore owocuja w
                  przyszlych zwiazkach.
                  PO prostu nie ma reguly - jesli ktos jest dobrym czlowiekiem, to dobrym
                  czlowiekiem pozostanie !!!
                  Ale aby to zrozumiec, potrzeba troche w zyciu doswiadczyc...
      • Gość: acwac Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.ostrowiec.dialup.inetia.pl 12.10.04, 19:02
        Rozwód to trudna decyzja,zawsze ktos jest skrzywdzony i cierpi.Trzeba mieć dużo
        odwagi by walczyć o własne szczęście.Nie zawracaj sobie głowy tą dziewczyną nie
        jest warta zainteresowania.To ,że jesteś rozwodnikiem to pretekst,aby nie
        kontynuować dalej znajomości.To czy ktoś jest rozwodnikiem czy nie tak na
        prawdę nie ma znaczenia liczy sie tylko jaki ten człowiek jest.Pozdrawiam
      • Gość: blabla Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.smstv.pl / 213.25.48.* 12.10.04, 21:40
        teraz pewnie zostanę zlinczowana... jestem po rozwodzie, i wierzcie mi ta
        decyzja i co później nastąpiło to było piekło. Rozwiedliśmy się po dwóch latach
        małżeństwa. Tak, tylko dwóch, tak, jest dziecko. Małżeństwo to było wielką
        pomyłką, choć oszukiwałam się, że wszystko się ułoży. Nie będę wchodzić w
        szczegóły rozwodu, ale ciągle towarzyszyła mi pewność, że dobrze robię. Że
        jeśli nie teraz to kiedyś to pryśnie. Więc lepiej zrobić póki jesteśmy młodzi,
        nie mamy majątku do podziału itd. Wiem, że słusznie zrobiłam odchodząc, myślcie
        sobie co chcecie. I nie czuję się jak śmieć. Jak śmieć czułam się w
        małżeństwie.
    • Gość: martula Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: 217.153.99.* 12.10.04, 18:56
      od roku jestem z facetem, rozwodnikiem. Nigdy nie było to dla mnie przeszkodą.
      Mi też sie w życiu nie udało. Obydwoje mamy dzieci.Jest fajnie.Bardzo się
      kochamy i chcemy stworzyć prawdziwa rodzinę.Nie boimy się kolejnej porażki.
      Miłośc jest w stanie przezwyciężyć wszystko.
    • Gość: montana Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.unicity.pl / *.unicity.pl 12.10.04, 20:16
      Nie jest rozwodnik śmieciem,ale tak jest postrzegany sama jestem po rozwodzie
      ale tak już jest i nie wiem czy to wina sterotypow czy ludzkiej glupoty.
      A kazdy człowiek nie chciałby być sam tylko mieć dla kogo żyć.
    • Gość: joanna Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.10.04, 20:33
      Ja też jestem rozwiedziona. Długo zastanawiałam się nad tą decyzją. Musiałam ją
      podjąc przede wszystkim w obawie o szczęście i zdrowie swojego dziecka. Bałam
      się odrzucenia przez znajomych - bo wiadomo rozwódka to zagrożenie dla cudzych
      mężów. Teraz już po tylu latach mogę przyznać ,że postąpiłam słusznie że
      pozbyłam się tego "śmiecia" z domu. Mam normalny "dom, samodzielnego
      wykształcone syna i normalną rodzinę. O mężu nie marzę - wystarczą znajomi.
    • naiwna24 Re: Czy rozwodnik to smiec?? 12.10.04, 20:34
      rozwodnik to facet po przejsciach.
      wiekszosc z nich ma uraz do kobiet, ktory zawdzieczaja chorej umyslowo malzonce,
      bo to zazwyczaj babom odbija.
      jezeli facet jest normalny, to nastepny zwiazek tez taki bedzie.
      bedzie dbal o kobiete, dom, itp pierdoły.
      baby sa gorsze.
      • Gość: Andrew Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.82-139.bia.tkb.net.pl 12.10.04, 20:42
        dzięki najwna 24 za te słowa.
    • Gość: Andrew Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.82-139.bia.tkb.net.pl 12.10.04, 20:36
      No właśnie ,czy rozwodnik to śmieć, gorszy gatunek? Wydaje mi się że nie ale w
      naszym społeczeństwie taki pogląd panuje- rozwodnik to taka łatka, którą
      przyszywa się każdemu człowiekowi, który jest po rozwodzie bez znaczenia kim on
      jest i co robi. Oczywiście zdarzają się dranie ale są w tej grupie również
      ludzie bardo wartościowi i wrażliwi i to przyporządkowanie do niższej klasy
      czasami jest bardzo krzywdzące.Tym ludziom należy się również nalezny szacunek
      i współczucie , czasami zdaża się że są traktowani jak najgorsi przestępscy ,
      szczególnie w relacjach z duchownymi, a to chyba do tych ludzi powinny trafić
      słowa otuchy i wsparcia skierowane od duchownych. Osobiście uważam , że tym
      ludziom jeśli traktują życie poważnie i odpowiedzialnie potrzebna jest
      kochająca rodzina i miłość. Życie czasami jest okrutne i przewrotne i nie
      wszystkich powinno się szuflatkować, a do każdego przypadku powinno sie
      podchodzić indywidualnie. Ludzie po rozwodach sa tak samo wartościowymi ludzimi
      a może jeszcze bardziej i na pewno śmieciami nie są.
    • Gość: Klaudyna Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.laczpol.net.pl 12.10.04, 21:21
      Jeżeli ktoś uważa, ze rozwodnik jest śmieciem, to nie jest czlowiekiem
      normalnym. Każdy ma prawo ukłożyć sobie zycie po raz drugi, trzeci...., aż
      trafi na ta właściwą osobę. Wszyatkim rozwodnikom życzę, aby znaleźli tą jedną
      jedyną - powodzenia
      • Gość: robert Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.10.04, 21:27
        Co za głupie, pytanie nonsens.
    • gale Re: Czy rozwodnik to smiec?? 12.10.04, 21:24
      Jestem rozwodnikiem. Wspolpracownicy dowiedziawszy sie o tym, ze zmienilem stan
      cywilny zareagowali zdziwieniem, ale z szacunkiem. Owszem, ktos nawet probowal
      cos wspominac niezbyt cieplo o mojej bylej Zonie (ktorej i tak nie znali) ale
      byl to nieporadny wyraz solidarnosci - od razu wytlumaczylem, ze nie jest mi
      milo sluchac niepochlebnych opinii o niej.

      Moja Narzeczona rowniez jest po rozwodzie, podobnie jak ja, nie ma problemow z
      otoczeniem.

      Mysle, ze jest to kwestia jakiegos rodzaju elastycznosci mentalnej, otwartosci,
      wyrozumialosci.

      A tak na marginesie, kolezanki w biurze patrza na mnie jakos tak...
      apetycznie ;)))) Jakbym sie z miesiaca na miesiac stal atrakcyjnym "mezczyzna z
      przeszloscia" ;)))
    • mc76 Re: Czy rozwodnik to smiec?? 12.10.04, 21:45
      Nie.Mój mąz jest po rozwodzie.Kocham Go :)
    • Gość: Alex Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.smrw.lodz.pl 12.10.04, 23:13
      Kratus,

      Czy to czasem nie twoja babeczka tu pisze?
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=16567789
      • ewelina_en Re: Czy rozwodnik to smiec?? 12.10.04, 23:48
        Kitulek to przedstawiciel gatunku bardzo pospolitego, zwanego także
        "twardogłowym". Nie przyjmuje do wiadomości, że ludzie są różni, na siłę stara
        się stosować coś w rodzaju odpowiedzialności zbiorowej, na takiej samej zasadzie
        na jakiej wszystkie blondynki uważa się za głupie. Z takimi ludźmi trudno
        dyskutować. Ale podejmę tylko jeden wątek z tych śmiesznych uproszczeń: niby
        dlaczego taki rozwiedziony ma mieć dzieci? A jezeli nie ma? A jezeli nie ma ich
        także druga żona? A jeżeli chcą, mogą i mają wspólne dzieci w nowym związku? To
        chyba coś zmienia, nieprawdaż?
    • Gość: 100krotka Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: 83.16.19.* 13.10.04, 07:25
      Każdy człowiek ma prawo do szczęścia. Bez względu na to, czy ma za sobą próby
      jego tworzenia, czy nie.Ale szczęście - to sprawa przypadku - przynajmniej w
      początkowej fazie.Potem mozna mieć wpływ (mniejszy lub większy) na jego
      pielęgnację.Albo i nie. Ale zanim się pojawi, musi między ludźmi "zaiskrzyć".
      Gdy tylko tak się zadzieje, pozostałe sprawy nie mają wpływu na emocje,
      marzenia itp. Pewnie kobieta, którą pokochałeś, nie pokochała Ciebie - albo
      wydawało jej się, że Cię kocha. A wizja Twojej "byłej" stała się silniejsza,
      niż ona sama.Słowem - nie tę kobietę los postawił na Twojej drodze. I tyle. A
      szukanie winy w swoim statusie jest błędem. Rozwodnik - to nowe życie.Z
      bagażem - często jakże gorzkich doświadczeń, porażek i Bóg jeden wie, czego
      jeszcze.To próba budowania kolejnego rozdziału. A jak wygląda to budowanie -
      wiem najlepiej.Życzę Ci szczęścia w poszukiwaniach. I właściwych, dobrych ludzi
      na Twojej drodze.
    • Gość: Limba Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: 213.134.154.* 13.10.04, 07:29
      To poprostu nie "TA" kobieta - jeżeli nie akceptuje Ciebie takiego jakim
      jesteś, to lepiej dla Ciebie byście razem nie byli - jeżeli sie kogoś kocha, to
      akcetuje się go w "całej okazałości", bezwarunkowo; myślę ,że ta właściwa
      ciągle na Ciebie czeka ,kto wie, może nawet jest gdzieś blisko Ciebie, ale Ty
      teraz tego nie widzisz.Jeżeli Twoje serce potrafi szczerze kochać, to będziesz
      szczęśliwy, powodzenia, limba
    • Gość: OLUŚ 3 x NIE!!! IP: 81.210.17.* 13.10.04, 07:48
      Rozwiodłem się zaledwie po 2 a teraz to wydaje mi się, ze tego małzeństwa
      wogóle nie było. Było niepotrzebne, ale było i trudno!Rozpadło sie bo ona tak
      chciała, nie mogliśmy się dogadać.Pomyłka.Z tego związku mamy dziecko. Ale
      dzięki temu , że mnie "nie chciała" poznałem moją obecną partnerkę. Jeny jak
      teraz pomyślę, ze mógłbym być w tamtym związku to mnie ciary przechodzą. Jest o
      niebo lelpsza, mądrzejsza, ładniejsza od temtej- zresztą nawet porównywać się
      nie chce. Najgorzej to problem z dzieckiem. Ale mała i moja przyszła już
      niedługo) żona bardzo się kochają. Spędzamy razem jak najwięcej czasu. A to też
      był problem żeby ta zołza dała ją. Teraz jest ok, ale muszę czasem na nią
      patrzeć ze względu na dziecko. Ale co tam. najważniejsze, że nic nie dzieje się
      bez przyczyny. Chciałbym żeby to moja kobieta była tą moją jedyną- być
      bez "przeszłości". Teraz jest mi dobrze i mam nadzieję i czuję mocno, że będzie
      OK.
      • agnieszkaja Re: 3 x NIE!!! 13.10.04, 10:11
        Facet wyluzuj. Niech Ci będzie najlepiej ale nie obwiniaj tylko drugiej stronny
        i nie rób z siebie skrzywdzonej sierotki. Ciesz się swoim szczęściem i daj
        spokój byłej ona też jest człowiekiem i może cierpi bardziej niż Ci się wydaje.
        Nie wyszło Wam Sorki, ale to nie powód by oczerniać drugą osobę żyj swoim
        życiem a jej daj żyć swoim. Strasznie niedojrzały z Ciebie facet aby tylko
        zrobić coś byłej na złość. Pałaj się swym szczęściem póki jeszcze trwa bo tak
        naprawdę sam nie wiesz kiedy może się skończyć i co wtedy ?. Też będziesz taki
        w stosunku swojej byłej2?
        • Gość: Oluś Re: 3 x NIE!!! IP: 81.210.17.* 13.10.04, 11:12
          Ja jej nie obwiniam. Ciesze się,że zrobiła mi przysługe ; ) na złość jej nie
          robię wogóle mnie nie obchodzi. Szkoda mi dziecka, wychowanie pozostawia sporo
          do życzenia. Złości mnie tylko to. A ten zwiazek mam nadzieję bedzie
          trwały.Teraz widzę różnice. Kurde naprawę obwiniałem też siebie za rozpad
          tamtego, ale już wiem, ze to ona. Moja EX to porażka!!!!
    • Gość: Kawaler v. 2.0 Moje zycie zaczelo sie po rozwodzie, i jest coraz IP: *.azvu.nl 13.10.04, 09:05
      ...lepiej. Ci, ktorzy zrodla szczescia szukaja na zewnatrz siebie, nigdy go nie
      znajda, albo znajda na krotko.
    • Gość: pluszowa Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.chello.pl 13.10.04, 09:29
      Witaj!
      Rozwodnik nie jest smieciem, jest takim samym czlowiekiem jak kazdy z nas.
      Czasami ludziom sie nie uklada w malzenstwie, ale zawsze wina jest posrodku,
      nie mozna tylko obwiniac jednej strony.I mysle ze dla nikogo decyzja o
      rozwodzie nie jest latwa?Zawsze jest wybor!!! Kosciol potepia rozwod i ludzi
      ktorzy sie rozeszli, sa tacy ktorym jest wszystko jedno z tego powodu, ale sa
      rowniez tacy ktorzy bardzo cierpia ze nie moga sie wyspowiadac i przyjac
      komunii, np. moja sasiadka. Co by nie mowic, Ci ludzie maja calkowite prawo do
      tego zeby zbudowac po raz drugi swoje szczescie;-) Presja rodziny jest bardzo
      silna i czasami niezwykle trudno jest sie z pod niej wydostac, potrzeba odwagi
      i sily, nie kazdy z nas ma jej tyle w sobie zeby walczyc!!!Piszesz ze nie
      jestes juz mlodzieniaszkiem, na swiecie jest wiele kobiet ktore tak jak Ty
      szukaja szczescia po raz drugi. Zycie nie konczy sie na tej wlasnie kobiecie,
      szukaj dalej, mamy teraz wiele na to mozliwosci. I kazdy czlowiek ktorego
      spokamy na swej drodze w cos nas wzbogaca, cos nam daje, ale nie mozna po
      pierwszej probie odrazu zamykac sie i skazywac na samotnosc, potrzebna tu
      determinacja i wytrwalosc. Nie poddawaj sie szukaj dalej. Ta kobieta nie byla
      dla Ciebie, ale ta dla Ciebie gdzies jest szukaj jej!!!!!!!!!!!!
      Masz prawo do szczescia, pamietaj o tym. Pozdrawiam!
      • kitulek do Eweliny 13.10.04, 10:08
        Tak się składa, że nie należę do gatunku "twardogłowych" jak to ładnie
        określiłaś.Lepiej by jednak było gdybyś uważnie przeczytała posty a w
        szczególności mój a nie obrażała mnie.
        Ponieważ założyciel tego wątku ma dziecko z poprzedniego małżeństwa
        rozpatrywałam tylko taki przypadek.
        Wiadomo, że człowiek mający dziecko z poprzeniego związku nie będzie mógł
        poświęcić całego swojego czasu nowej rodzinie i to właśnie dziewczynie może
        przeszkadzać.
        Jeśli zaś chodzi o inne sytuacje to np. gdy rozwodnik nie ma dzieci nie ma
        jednocześnie powodów do tego aby kontaktować się z byłą żoną, nie ma więc
        przepychanek, łatwiej jest ułożyć sobie życie.
        Łatwiej może być także gdy oboje mają dzieci z poprzednich związków (o ile
        dzieci się ze sobą dogadują, bo wtedy zajmują się razem wszystkimi dziećmi.
        W przypadku rozwodnika z dzieckiem sytuacja jest o tyle trudna dla jego
        partnerki, że on poświęca czas który mógły spędzić z nią obcej osobie (dziecku)
        i w większości przypadków potrzeby dziecka są zaspokajane w pierwszej
        kolejności.
        dlatego odesłałam na forum macochy, bo tam piszą właśnie kobiety, których
        partnerami są rozwodnicy z dziećmi. Ja napisałam tylko w skrócie jakie mogą
        wyniknąć problemy w takim związku.

      • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 13.10.04, 11:00
        Zdaje sobie sprawe, ze to nie kobieta dla mnie....tyle czasu mija a tu
        nic...ale jak sie odkochac??:(( nie umiem, nie ja
    • Gość: Szczęściara Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 13.10.04, 10:27
      Żaden śmieć!!! Po prostu nie trafiłeś na osobę kochającą. Ja wyszłam za
      rozwodnika i jestem bardzo szczęśliwa. Uwierz nie stan cywilny ma największe
      znaczenie w życiu! Pozdrawiam.
    • Gość: ania Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.04, 11:18
      Drogi Kratusie,

      Poczytałam trochę Twoich postów. Twoja sytuacja nie jest najłatwiejsza, ale
      wirz mi - nie zawsze tak będzie.
      Kochasz kobitę,która nie ma dość siły aby z Tobą być - to trudne. Wiele jest
      rozumowych argumentów przeciwko Waszemu związkowi. Wiem co mówię (piszę :) bo
      sama to przeszłam. Wiele wątpliwości, większe niż standardowo ryzyko związku z
      mężczyzną "po przejściach",Twoje dziecko, itd. Na to trzeba naprawdę mocnego
      charakteru i ogromnej miłości. A Twoja wybranka najwyraźniej pomimo dojrzałego
      już wieku ma problemy z samodzielnością. Nie można jej za to winić - czasem tak
      poprostu jest. Ale powiem Ci jedno (uchylając rąbka doświadczenia życiowego :) -
      jeśli kocha się bardzo, to opinia ograniczonych i zabobonnych rodziców
      czy "otoczenia" nie ma żadnego znaczenia. Więc zastanów się czy to co
      deklarowała Twoja wybranka jest tą wielką miłością, która potrafi przetrwać
      trudniejsze niż standardowo wyzwania stające przed takim związkiem jak wasz.
      Popatrz wokół siebie. Jest na tym świecie wiele kobiet, które mają na tyle
      otwarte umysły, że potrafią dostrzec CZŁOWIEKA a nie jego kolor skóry czy o
      zgrozo! stan cywilny. To brzmi niewiarygodnie, ale spotkasz taką kobietę, która
      zobaczy w Tobie nie piętno rozwodnika ale doświadczenie (jakże cenne!),
      szacunek, czułość, cierpliwość i niewyczerpane pokłady miłości. Bo wydajesz się
      być właśnie takim człowiekiem. A - przy założeniu,że potrafisz wyciągać wnioski
      ze swoich doświadczeń życiowych - nieudany związk może być atutem, nie
      przeszkodą.
      Rozumiem, że teraz ciężko Ci w to wszystko uwierzyć ale daj sobie trochę czasu
      a zmiany przyjdą. I pamiętaj - jesteś wartościowym człowiekiem, a nie
      rozwodnikiem.
      Pozdrawiam - ania
      • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? 13.10.04, 12:43
        Hej Aniu!
        We wszystkim praktycznie masz racje, ja tez wierzylem, ze mimo trudu i
        przeciwnosci (ktore sa oczywiscie) damy rade...milosc zwyciezy wszystko...moze
        sie filmow naogladalem:))
        Ta dziewczyna nie deklarowala jakiejs wielkiej milosci, bylem dla niej wazny,
        czulem to, ona tak mowila...ale moze rzeczywiscie nie bylem taki, by mogla mnie
        pokochac calym sercem...
        Pisze to troche w jej obronie, nie czuje sie przez nia oszukany, ona mi nic nie
        obiecywala...sam siebie moze oszukiwalem...no nie wiem jzu sam. Rozmawialismy
        duzo na ten temat, bylo nam ze soba dobrze....ale u mnie wczesniej zapalilo sie
        swiatelko z napisem "Milosc"...ona??...nie wiem na dobra sprawe, co czula,
        czuje teraz...ale czulem od niej wiele uczucia:))...ojeju, ale to byly zlote
        dni:):)
        • Gość: ania Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.04, 13:24
          Witaj,
          To były z pewnością piękne dni, ale gwarantuję Ci, że jeśli tylko dasz sobie
          (przede wszystkim sobie) szansę, to czekają Cię jeszcze piękniejsze. A może
          nawet bardziej trwałe.
          Masz rację mówiąc, że nie możesz Jej winić. Skoro Ty nie masz poczucia krzywdy
          ani wrażenia, że zostałeś oszukany to tym lepiej dla Ciebie. Nie musisz dźwigać
          dodatkowego ciężaru. Nie musisz też Jej bronić. To święte prawo człowieka
          kochać, ale takim samym prawem jest przestać kochać lub podjąć decyzję o
          rozstaniu z jakichkolwiek innych powodów. A tek, kto zostaje może się tylko z
          tym pogodzić i budować życie od nowa. Nie zachęcam Cię wcale do bierności i
          rezygnacji z walki o szczęście. Jeśli widzisz jeszcze szansę i masz w sobie
          wystarczająco dużo determinacji - walcz. Zastanów się czy tego właśnie chcesz i
          działaj. Albo inne wyjście - daj sobie czas na ochłonięcie. Miej dla siebie
          dużo cierpliwości i wyrozumiałości dla dołków psychicznych i zniechęcenia. A
          zobaczysz,że przyjdzie dzień. kiedy najpierw myśli o Niej przestaną tak bardzo
          boleć. A potem zachwyci Cię ktoś, komu do bycią z Tobą nie będzie niezbędna
          akceptacja otoczenia i rodziny. Wtedy dopiero nastąpią złote dni. Tak będzie i
          tego się trzymaj!

          p.s. Filmy - dobra rzecz. Spędziłam w kinie kilkaset godzin lecząc obolałą
          duszę. Polecam

          Pozdrawiam - ania
          • Gość: rozwiedziona100 Nie byłabym aż tak optymistyczna Aniu IP: *.chello.pl 13.10.04, 13:40
            byłam po rozwodzie w związku. Niestety jemu było trudno przełamać się na dobre
            i w pewnym momencie zaczął się odsuwać, albo jako mówi Maja -"Zmywać się". Ten
            właśnie związek rozwalił mnie na dobre. W tej chwili nie wierzę, że mogę sobie
            ułożyć życie. Czuję, że będę matką i rozwódką już do końca i nie dla mnie
            oddany mi i mojemu dziecka mężczyzna. A to dzięki właśnie dzięki kojarzeniu
            przez ludzi rozowdników ze śmieciami. Nawet nie wiecie jaką robicie krzywdę
            nam - rozwiedzionym. To podłe.
            • fimka Re: Nie byłabym aż tak optymistyczna Aniu 13.10.04, 13:56
              Gość portalu: rozwiedziona100 napisał(a):
              >A to dzięki właśnie dzięki kojarzeniu
              > przez ludzi rozowdników ze śmieciami. Nawet nie wiecie jaką robicie krzywdę
              > nam - rozwiedzionym. To podłe.


              nie o to chodzi. trzeba trafic na "swojego" czlowieka. ktory juz cos wie o
              zyciu i jego przypadkach.
              rownie dobrze moga krzyczec o podlym traktowaniu przez innych
              -wolne panny ok35letnie..., 40letni kawalerowie... itd ...
            • Gość: ania Re: Nie byłabym aż tak optymistyczna Aniu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.04, 13:58
              Witam,
              Problemem nas ludzi jest to, że myślimy stereotypami. Lubimy oceniać i
              generalizować. Mówimy: "ja nigdy..." "on zawsze...". Rozwiązaniem jest to, aby
              próbować otaczać się ludźmi, którzy potrafią dostrzec kiedy zaczyna rządzić ich
              myśleniem stereotyp.
              Ktoś Cię zranił.Jesteś obolała i skrzywdzona. Bo nawet jeśli rozstanie
              jest "fair" - zakładając,że rozstania ludzi,którzy się kochali mogą być fair-to
              ból pozostał i jeszcze długo pewnie będzie doskwierał.Twoje cierpienie ma prawo
              być tym większe,że zaufałaś komuś będąc już "po przejściach".Rozumiem
              zwątpienie i brak nadziei,że coś się koże zmienić, że jeszcze dostaniesz
              szansę. Z doświadczenia wiem,że na razie najprawdopodobniej potrzebujesz czasu
              i spokoju.Jak już trochę odpoczniesz to spróbuj przestać o sobie myśleć jako
              o "rozwódce z dzieckiem" skazanej na samotność i wieczne bycie wyłącznie matką.
              Bo to stereotyp a Ty przede wszystkim możesz je przełamywać.
              Lekceważ małostkowych ludzi - oni mają problem, nie Ty.
              pozdrawiam - ania
              • Gość: rozwiedziona100 Re: Dziękuję Aniu! IP: *.chello.pl 13.10.04, 14:03
                • Gość: ania Re: Dziękuję Aniu! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.04, 14:10
                  Dasz radę :)
      • fimka Re: Czy rozwodnik to smiec?? 13.10.04, 13:50
        Gość portalu: ania napisał(a):



        > Popatrz wokół siebie. Jest na tym świecie wiele kobiet, które mają na tyle
        > otwarte umysły, że potrafią dostrzec CZŁOWIEKA a nie jego kolor skóry czy o
        > zgrozo! stan cywilny. To brzmi niewiarygodnie, ale spotkasz taką kobietę,
        która> zobaczy w Tobie nie piętno rozwodnika ale doświadczenie (jakże cenne!),
        > szacunek, czułość, cierpliwość i niewyczerpane pokłady miłości.

        aniu, zgodzilabym sie z tym co mowisz. ale troche sie smieje z tego bo. bo
        spotkalam kiedys na swej drodze czlowieka ktory mial te wszystkie wspaniale
        cechy.
        kochalam, bylo wspaniale- oprocz jednego feleru, tak, stanu cywilnego (wlasnie-
        o zgrozo...).
        wymagal, bym uznala ze to nieistotne ze nie powiedzial mi ze jest zonaty :)
        to ze sie nie rozwodl? nie bylo mu potrzebne...rozwiedzie sie teraz, ze
        mieszkal z zona? bo dzieci wychowywal...bo odpowiedzialny jest,
        ,to wszystko "nieistotne".:)
        stan cywilny jest istotny. :)m po-przed-i w czasie.
        jesli ktos jest z innego przedzialu "moralnosci" to sie nie dogadacie.
        • Gość: ania Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.04, 11:31
          Witaj,
          W tej kwestii masz jak najbardziej rację. W momencie, kiedy mężczyzna (lub
          kobieta :) jest w stałym związku - szczególnie malżeńskim - jego/jej stan
          cywilny ma znaczenie. Bo wiązanie się z inną osobą w czasie trwania związku to
          najprościej mówiąc zdrada ewentualnie romans.
          Natomiast kwestia osoby po rozwodzie to już inna bajka. Taki człowiek formalnie
          jest wolny a nieudany związek nie powinien rzutować na postrzeganie go jako
          człowieka. No właśnie - nie powinien. Tyle,że nie wszyscy potrafią w taki
          sposób myśleć.
          Natomiast Pan, którego spotkałaś najwyraźniej nie dostrzegł subtelnej różnicy
          jaka isnieje między rozwodnikiem a żonatym. Cóż, pozostaje tylko Go pożałować.
          pozdrawiam - ania
    • Gość: nata Re: Czy rozwodnik to smiec?? Rozwod to szansa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.04, 11:29
      Rozwod to czasem jedyne dobre wyjscie z nieciekawej sytuacji, takze dla dzieci
      z niefortunnego malzenstwa. Dzieki odseparowaniu sie rodzicow maja sznse
      odzyskac spokojny dom. Nad tym jednak trzeba troche popracowac. Przede wszystkim
      pozwolic im zachowac tate, mame i cala dalsza rodzine (tak zrobilam - wyszlo
      wspaniale)
      Nam sie zwykle rozwod kojarzy z czyjas krzywda. Dlaczego nie z szansa? Na co?
      Na nowe wspaniale zycie. Mamy je tylko jedno. Za czyje grzechy mamy je spedzic z
      kims kogo nie kochamy, albo z kims kto nas nie darzy uczuciem, szacunkiem itp.
      Rozwiodlam sie 25 lat temu. Moj ex ulozyl sobie zycie od nowa. Znowu
      niefortunnie - bywa. Ja mialam i mam ciekawe, dobre zycie. Nasz syn tez. Trzy
      tygodnie temu wyszlam za maz ponownie (za rozwodnika oczywiscie ale jednoczesnie
      moja pierwsza milosc!). Moj ex pomieszkuje ze wspaniala dziewczyna (tez milosc
      ze szkolnych lat). Przetrwalismy wszystkie panie i panow ktorzy patrzyli na nas
      z pogarda albo niezdrowa ciekawoscia bo... rozwodnicy (sami meczac sie w
      trudnych, moralnie nieczystych zwiazkach). Usmiechalismy sie slodko do kazdego
      kto nie mogl zniesc tego, ze po rozwodzie nadal sie przyjaznilismy, pomagalismy
      sobie wzajemnie (katolicka wiekszosc uwazala to za niemoralne). Wyszlismy ze
      spotkan z nimi bez szwanku.Jestesmy szczesliwi. Tego samego zyczymy wszystkim
      rozwodnikom. Moze po prostu zamiast wstydzic sie rozwodu trzeba z duma mowic:
      rozwiodlem sie zeby dac szanse sobie i mojej zonie na lepsze zycie. Nie
      kwekac,nie usprawiedliwiac sie cudza wina w rodzaju... nie kochala mnie,
      odeszla do innego, byla podla itp a po prostu kazde pytanie kwitowac uwaga w
      rodzaju: bardzo sie staralismy ale sie nie udalo, to wielka dla mnie szkoda -
      jestem zwolennikiem stalych zwiazkow, okazalo sie, ze milosc to nie wszystko,
      zabraklo nam jakichs talentow itp. Prosze sprobowac.
      • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? Rozwod to szansa 13.10.04, 12:54
        Gość portalu: nata napisał(a):

        > Moze po prostu zamiast wstydzic sie rozwodu trzeba z duma mowic:
        > rozwiodlem sie zeby dac szanse sobie i mojej zonie na lepsze zycie. Nie
        > kwekac,nie usprawiedliwiac sie cudza wina w rodzaju... nie kochala mnie,
        > odeszla do innego, byla podla itp a po prostu kazde pytanie kwitowac uwaga w
        > rodzaju: bardzo sie staralismy ale sie nie udalo, to wielka dla mnie szkoda -
        > jestem zwolennikiem stalych zwiazkow, okazalo sie, ze milosc to nie wszystko,
        > zabraklo nam jakichs talentow itp. Prosze sprobowac.

        ja dokladnie tak uwazam, i tak bylo z moim malzenstwem. To ze zona znalazla
        sobie kogos jeszcze przed rozwodem nie mialo nic do rzeczy. Gdyby to byl udany
        zwiazek, nie szukalaby..
        My staralismy sie utrzymac nasz zwiazek, ale to staranie zaczelo sie juz w dniu
        slubu...wlasnie z braku milosci, byl szacunek, wdziecznosc....na poczatku
        jeszcze jakas ilizja milosci, wmawianie sobie, ze tak musi byc....ale tylko
        tyle. Koniec gry w malzenstwo.
        • newcomer1 Re: Czy rozwodnik to smiec?? Rozwod to szansa 13.10.04, 16:37
          przeczytałam Twój pierwszy post i jestem zdziwiona Twoją niekonsekwencją w
          rozumowaniu...żona układa sobie zycie "rozwódka" a Twoja partnerka tylko dla
          tego Ciebie nie kocha bo jesteś rozwodnikiem .... to absurd... niech wymyśli
          lepszy argument...
          • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? Rozwod to szansa 13.10.04, 18:34
            newcomer1 napisała:

            > przeczytałam Twój pierwszy post i jestem zdziwiona Twoją niekonsekwencją w
            > rozumowaniu...żona układa sobie zycie "rozwódka" a Twoja partnerka tylko dla
            > tego Ciebie nie kocha bo jesteś rozwodnikiem .... to absurd... niech wymyśli
            > lepszy argument...

            chyba nie do konca rozumiem...moja niekonsekwencja?? Ja nie uwazam, ze
            rozwodnik to smiec - choc tak zatytuowalem swoj watek. Nawet jak bylem zonaty
            nigdy tak nie uwazalem....ale to bylo moje zdanie, nawet jak zaczalem sie
            spotykac z ta dziewczyna, nie sadzilem ze to az taaaki problem, przeciez nie
            chcialem miec z nia romansu na boku...ale wziac z nia slub, zalozyc
            rodzine...wiec nie rozumialem...wiedzialem, ze bedzie inaczej, ale nie
            stawialem mego stanu cywilnego na pierwszym miejscu. Z czasem jednak coraz
            bardziej przysluchiwalem sie wyglaszanym opiniom, slyszalem je od rodziny tej
            dziewczyny, ona je slyszala..az zaczalem watpic...Przeciez nie ejstem kims kto
            pozjadal wszystkie rozumy, moge sie mylic, chcialem wiedziec czy jestem tak
            odosobniony w swej opinii..stad ten watek...w ktorym wiekszosc postow, jest
            zgodnych z moimi pogladami...niby to cieszy, szkoda ze do tych osob nie naleza
            ludzie na ktorych opinii jednak najbardziej mi zalezy:((
            A ze zona rozwodka uklada sobie zycie..bardzo sie ciesze..to ze nam nie wyszlo,
            to nie oznacza ze jej sie uda z innym. Chyba idzie jej dobrze, choc o swoich
            osobistych sprawach nie rozmawiamy-temat jeste jeden-Dziecko! A jego tez nie
            podpytuje, co u mamy..bo po co?
            • newcomer1 Re: Czy rozwodnik to smiec?? Rozwod to szansa 14.10.04, 09:42
              napisałam dlatego ze argumentacja Twojej dziewczyny i jej rodziny .. "nie
              wyjdę za Ciebie bo jesteś rozwodnikiem"... jest niedojrzała... równie dobrze
              mogła powiedzieć "nie wyjdę za Ciebie bo juz 3 raz zmieniasz pracę, lub coś
              innego robisz.... próbujesz, szukasz .... moim zdanie tacy ludzie nie są
              dojrzali społecznie, emocjonalnie ... choć z drugiej strony pewnie ( i to ich
              prawo ) dla swojej uchochanej wiecznie cnotliwej córki chcieliby prawiczka - i
              to powinieneś uszanować, a że potem ich córeczka i mężem będą żyli długo i
              nieszczęśliwie aż nie rozłączy ich śmierć ... prawdopodobnie jak jej
              rodziców ... no cóż taki jest ich wybór...
              • kratus Re: Czy rozwodnik to smiec?? Rozwod to szansa 14.10.04, 09:57
                ja nawet rozumiem ich rodzicow, boja sie o nia...
                gdybym ja byl na ich miejscu tez bym z nieufnoscia patrzyl na rozwodnika, ktory
                sie kreci obok mojej corki...
                potrafie zrozumiec ich obawy, ale chcialbym miec mozliwosc ich rozwiania
    • Gość: a Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.04, 11:43
      powinienes szukac wsrod osob ktore przezyly to samao.. czasami innym trudno to
      zrozumiec......
      powodzenia, widac nie byla warta twojego zainteresowania:)
    • Gość: Lecia Re: Czy rozwodnik to smiec?? IP: *.in / *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.04, 11:47
      A ja go KOCHAM!!! KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM!!! I wisi mi, że miał tą osę. Miłoscią
      dla niego jestem ja i tylko ja. R.O Z.U.M.I.E.C.I.E. ???
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka