Dodaj do ulubionych

Pomocy... część 2

24.01.12, 20:54
Witajcie...
Mam strazny mętlik w głowie... Czy aby napewno jestem normalna???
No dobra ale może od początku...

Piątek 20 stycznia moje urodziny- zaprosiłam na ten dzień kumpelę... i zapowiedziałam babskie pogaduchy. wink W. przyjął wiadomość bez problemu. Powiedział ok. przynajmniej ja będę miał czas na swoją robotę... Zapomniał o prezęcie - to nic pomyślałam- mężczyźni tak mają. Zgarnął Młodego do góry i tyle....
W sobotę miałam imieniny- to nic że zapomniał. Objazdówka po babciach i dziadkach... Dzień szybko minął.
Niedziela ciąg dalszy objazdówki po dziadkach... Wrrr.... Zmęczona... Dałam radę...
No i poniedziałek- latanie po lekarzach z Młodym, poszukiwanie chirurga... Herbatka u W. w pracy.... Miło...
No i wieczór... Wracam po pracy ok.20.30 .... Mówię cześć ściągając buty... i nagle słysze coś... Dokładnie nie zrozumiałam ale coś o końcu wolności... Proszę powtórz... Słyszę... Nie!!! W. odwraca się na pięcie i znika w sypialni... Zaryczana Młody- kolacja,prysznic, zęby itp.
I nagle JJ przychodzi zapłakany... W. wrzucił wszystkie moje rzeczy do sedesu........
Obserwuj wątek
    • piegus78 mail który dostałam dziś... 24.01.12, 20:55
      Agnieszko,
      Czasem długo znosimy coś, co jest sprzeczne z naszymi własnymi
      upodobaniami, przyzwyczajeniami lub zasadami, albo chroniczny brak czegoś,
      co do tej pory wydawało nam się wręcz niezbędne do normalnego życia.
      Czynimy tak w imię jakichś wyższych celów, dla dobra dziecka lub innej,
      bliskiej nam osoby. Decydujemy się na to albo na zasadzie świadomego
      kompromisu, godząc się z myślą, że tak będzie już zawsze, albo w
      głębi duszy licząc na to, że jednak uda się nam jakoś wpłynąć na tą
      drugą osobę, zmienić przynajmniej jej najtrudniejsze do zaakaceptowania cechy.
      Prawdziwy problem pojawia się jednak wówczas, kiedy pewnego dnia
      dochodzimy "do ściany", uświadamiamy sobie, że nie potrafimy już
      dłużej tak żyć, a równocześnie nie mamy już żadnych pomysłów na
      osiągnięcie wzajemnego zrozumienia i zmianę takiego stanu rzeczy. Obawiam się, że
      przynajmniej ja dotarłem do takiego właśnie etapu...
      Nie potrafię już dłużej żyć z kimś, z kim nie jestem w stanie
      porozumieć się w najbardziej elementarnych kwestiach. Kto na każdym kroku okazuje mi
      pogardę i lekceważenie. Kto tą pogardę i lekceważenie wobec mnie
      świadomie zaszczepia nawet w sercu swojego własnego dziecka! Zacytowałaś mi
      piękne zdanie z książki Marshalla Rosenberga o tym, że nic się wokół nas nie
      zmieni, jeśli nie zaczniemy tych zmian od samego siebie. Sama prawda, nic
      dodać, nic ująć, podpisuję się pod tym oburącz (chociaż za głośne
      potwierdzenie przeze mnie tych słów kilka dni temu poleciała szyba w
      kuchennych drzwiach...) Ale powiedz mi tak szczerze, co według Ciebie
      takiego złego zrobiłem wczoraj? Zażartowałem sobie po Twoim powrocie
      pod nosem (do samego siebie) o "końcu wolności" i nie chciałem tego
      później głośno powtórzyć? Nie przyszło Ci do głowy, że po prostu uznałem to
      za niezbyt wyszukany (żeby nie powiedzieć, głupkowaty) żart i dlatego
      "ugryzłem się w język"? Czy Ty zawsze jesteś tak chętna aby głośno
      wyartykułować *wszystkie* swoje myśli?
      Męczy mnie wojna, którą w ostatnim czasie non-stop prowadzimy. Męczą
      mnie rozmowy z Tobą, podczas których nie dopuszczasz nawet do swojej
      świadomości tego, że ja na pewne sprawy mogę patrzeć diametralnie
      odmiennie niż Ty i oczekujesz ode mnie jedynie przyjęcia Twojego punktu
      widzenia. Wciąż powtarzasz mi, że nie rozumiem Twoich uczuć, pragnień,
      potrzeb, ale mam wrażenie, że moje uczucia, pragnienia i potrzeby są Ci
      nieskończenie wręcz odległe i sama nie starasz się zrobić *nic*, żeby
      je poznać i zrozumieć.
      Brakuje mi *rozmowy* z Tobą! Zwykłej, naturalnej, spontanicznej rozmowy!
      Ciągu powiązanych ze sobą w logiczny sposób pytań i odpowiedzi,
      pozwalających na przekazanie sobie nawzajem jakiejś wartościowej
      informacji. Wymiany pogladów, rzeczowej argumentacji, *konstruktywnej*
      krytyki!"Pal sześć", że nie potrafimy rozmawiać ze sobą o bieżących
      wydarzeniach na świecie, o polityce, kulturze, nauce, pracy, hobby itp. To się jakoś
      da przeżyć, choć nie ukrywam, że też bardzo mi tego brakuje. Ale nie
      potrafię przeżyć tego, że nie potrafimy rozmawiać nawet o tych najbardziej
      palących sprawach naszego codziennego życia!
      Nasze "rozmowy" to najczęściej coraz bardziej zajadłe "odbijanie
      piłeczki", kończące się wzajemnym obrzucaniem błotem. Nie ma w nich
      żadnej dobrej woli, chęci wczucia się i zrozumienia drugiej osoby. Zamiast
      rozwiązania dręczących nas problemów przynoszą one jedynie eskalację
      konfliktu, frustrację i rosnącą potrzebę odreagowania nagromadzonych w nas, negatywnych emocji.A jeśli już jakimś cudem nie dojdzie między nami do kłótni, to bardzo często mam wrażenie, że rozmawiam z kimś, kto jest albo nieobecny duchem, albo głuchy, albo celowo unika udzielania konkretnych odpowiedzi na moje
      pytania.Męczy mnie Twoje podejście do spraw związanych z naszym codziennym
      życiem.W sobotę oprócz tego nieszczęsnego motocykla sprzedaliśmy na aukcji dwa inne przedmioty. Czy zainteresowałaś się przynajmniej tym, komu i za ile
      zostały sprzedane? Miałem cichą nadzieję, że wczoraj zapytasz mnie
      chociaż o to, a może nawet zaproponujesz swoją pomoc w zapakowaniu przesyłek i
      ich wysłaniu (bo o wspólnym zaplanowaniu co i w jakiej kolejności zrobimy z
      kasą uzyskaną za motocykl już nawet nie wspominam). Obawiam się jednak
      że jedyne, co Cię tak naprawdę interesuje, to kiedy będzie można zacząć
      tą kasę wydawać i kiedy zapłacę *Twoje* długi (bo to, że *wszyscy*troje*
      przeżyliśmy ileś ostatnich tygodni a nawet miesięcy za te kilka
      tysięcy pożyczonych przeze mnie od *moich* znajomych jakoś wciąż umyka Twojej
      uwadze...)Zawsze marzył mi się dom lśniący nieskazitelną czystością, do
      którego goście mogą przyjść niezapowiedzianie o każdej porze dnia i nocy. To
      była taka moja mała "obsesja", ale zarówno w moich dwóch poprzednich
      mieszkaniach w Poznaniu jak i (na samym początku) w obecnym domu zawsze
      starałem się tej zasady przestrzegać. Oczywiście rozumiem, że pies,
      że sierść, że dziecko ma swoje prawa, ale...
      Męczy mnie ten horrendalny, wszechobecny i przy tym tak łatwy do
      uniknięcia syf, który robicie wokół siebie! Te niedojedzone kanapki
      pozostawione na cały dzień w różnych miejscach domu, lepiący się blat
      w kuchni, zużyte patyczki do czyszczenia uszu porozrzucane po łazience,
      mokre ręczniki wiecznie skotłowane i rzucone jak szmata na podłogę,
      suszarka do ręczników zamieniona na wieszak do ubrań, brudne rzeczy
      Jędrka permanentnie walające się po całym pokoju, dywanik w łazience wiecznie
      poplamiony oliwą - ta lista mogłaby być jeszcze ze cztery razy
      dłuższa! I wprawdzie zgadzam się z Tobą, że od pewnego czasu ja sam nie angażuję
      się przesadnie w czynnosci porządkowe w naszym domu, ale zrozum, że trudno mi
      wykrzesać w sobie jakąkolwiek motywację mając świadomość, że w
      ciągu najbliższej doby cała moja praca i tak znów pójdzie w niwecz!
      A już szczególnie irytuje mnie to, że kiedy próbuję nieco bardziej
      drastycznie dyscyplinować Jędrka do dbania o porządek wokół siebie, to
      często zamiast wsparcia z Twojej strony spotyka mnie dokładnie odwrotna
      reakcja. I jakoś nie wierzę, żeby jego dzisiejsza poranna "akcja" z
      nasikaniem do kabiny prysznicowej, wyparciem się tego i odmową
      posprzątania po sobie była wyłącznie jego własnym pomysłem a nie
      rezultatem wcześniejszej "umoralniającej" rozmowy z Tobą...
      Agnieszko, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że sam jestem bardzo
      daleki od ideału, że mam mnóstwo przywar i złych nawyków które
      sprawiają, że życie przy mnie może być czasami trudne. Ale byłabyś cholernie
      niesprawiedliwa twierdząc, że przez te ostatnie dwa lata byłem
      wyłącznie egoistą myślącym tylko o czubku własnego nosa. Zamieszkanie pod jednym
      dachem z kobietą posiadającą kilkuletnie dziecko wymagało ode mnie
      dość diametralnej zmiany mojego dotychczasowego sposobu życia i zaakceptowania
      bardzo wielu często naprawdę trudnych dla mnie faktów. Mimo to chciałem
      spróbować, chciałem dać Wam obojgu to, co *w*moim*odczuciu* było
      szczególnie ważne, cenne, potrzebne do normalnego, bezpiecznego i (na ile
      to możliwe) komfortowego życia. Nie oczekiwałem w zamian nic więcej,
      poza dostrzeżeniem i uszanowaniem tego oraz szczerym zaangażowaniem się w
      *nasze*wspólne* życie. Mam natomiast nieodparte wrażenie, że
      przynajmniej w ostatnim czasie mieszkasz ze mną tylko i wyłącznie z powodu chwilowego
      braku bardziej atrakcyjnej alternatywy, odreagowując na mnie przy tej
      okazji swoją rosnącą frustrację spowodowaną takim stanem rzeczy. A ja
      wciąż naiwnie chciałbym mieć obok siebie kochającą mnie kobietę,
      która patrzy dokładnie w tą samą stronę, co ja i myśli nie tylko o doraźnym
      zapewnieniu (choćby nawet moim kosztem) bezpieczeństwa sobie i swojemu
      dziecku, ale o wspólnym życiu całej naszej trójki. Niby tak mało, ale
      jak widać chyba jednak o wiele za dużo...
      W.

      • piegus78 moja odpowiedź... 24.01.12, 20:57
        Wojtku...

        Masz racje czasem bardzo długo znosimy coś,
        co jest sprzeczne z naszymi upodobaniami,
        przyzwyczajeniami, poglądami...

        Przyjemnie jest czytać wiadomość od Ciebie
        w której nie jestem obwiniana za wszystko...
        ucieszył mnie fakt, że również w pewnym stopniu
        czujesz się winny całej tej sytuacji która istnieje między nami.

        Uwierz mi Wojtku jestem w tej chwili w takiej rozsypce nerwowej
        i emocjonalnej, że sama siebie nie poznaję.
        najchętniej uciekłabym jak najdalej...
        Tylko czy to by coś dało? Czy rozwiązałoby to jakieś nasze problemy?
        Staram się mimo wszystko- tylko już tego nie dostrzegasz...
        Owszem przyznaję ostatnio - sobie odpuściłam.
        Jestem przerażona....
        Nie wiem co mam robić i jak by mogło być lepiej.


        Nigdy nie wiązałabym się z Tobą tylko ze względu na Młodego
        - 'żeby zapewnić mu mieszkanie'. Nigdy!
        Związałam się z Tobą - bo pokochałam wspaniałego człowieka-
        dobrego, wyrozumiałego, dojrzałego, odpowiedzialnego, inteligentnego,
        kochającego mnie całą taką jaką jestem ( ze wszystkimi wadami i
        zaletami)
        chcącego tak jak ja stworzyć rodzinę ( home ). Taką prawdziwa...
        Której nam obojgu brakuje...
        Tylko gdzie jest ten Wojtek?
        Ten który zarażał mnie chęcią poznawania świata,
        poszerzania swojej wiedzy z różnych dziedzin,
        który cierpliwie tłumaczył tajniki fizyki mnie i młodemu,
        uczył mnie smaku nowych rzeczy i... życia we dwoje?
        Który 'zawstydzał' mnie swoją wszechstronną wiedzą?
        Gdzie On jest?

        Mnie również brakuje rozmów z Tobą- o wszystkim i o niczym...
        Dowcipu, śmiechu, spontaniczności....
        Choć mówiłam Tobie że nigdy nie byłam zbyt wylewna w rozmowach...
        Jestem idealnym słuchaczem... To prawda.

        Smutno mi gdy nie mam z kim podzielić się moimi smutkami,
        wydarzeniami całego dnia, tymi złymi i dobrymi...
        Cholernie smutno mi gdy moje słowa odbierane są zupełnie inaczej
        niż tak jak chciałabym je przekazać...

        Co do porządku w domu...
        Tak to prawda 'ten dom' nie wygląda tak jak powinien wygladać dom.
        Dom w którym zawsze 'gość' jest mile widziany...
        Ale nie możesz zarzucić mi Wojtku że nigdy się nie starałam,
        nigdy nie dbałam o 'ten dom' z całego serca...
        Owszem czasem zmęczona po pracy odpuściłam sobie sprzątanie...
        Choć w tej chwili przyznaje się- straciłam serce, zapał i chęci...
        Ale nie potrafię.... Albo ktoś mi nie pozwala...
        Choć całą sobą 'krzyczę'
        -ja chcę szczęścia, ciepła, zrozumienia,bliskości i miłości....

        Mieszkam z Tobą ponieważ wciąż naiwnie wierze,
        że jeszcze jesteśmy w stanie osiągnąć konsensus....
        Naiwnie wierzę siedząc w domu
        że za chwilę wejdzie Wojtek....

        Ten którego pokochałam....


        Pozdrawiam

        Agnieszka
      • babag Re: mail który dostałam dziś... 24.01.12, 21:39
        A mnie się ten jego mail podoba. Czy Ty czasem nie jesteś przewrażliwiona? Czy to Ciebie nie drażni już jego osoba? A może po prostu oboje jesteście sobą zmęczeni, ale tylko on ma odwagę to głośno powiedzieć. Dlaczego nie próbujesz siebie zmieniać, tylko wymagasz zmian od niego? Chcesz ratować ten związek? Zależy Ci na nim? To walcz. Zmieniaj siebie. Rozmawiaj. I szanuj. No chyba że ten jego list jest tylko grą pozorów...
        • buba2002 Re: mail który dostałam dziś... 24.01.12, 21:57
          Myślę, że oboje chcecie się porozumieć i jest szansa, że to się uda. Doszliście do ściany, ale to nie znaczy, że to już koniec. Każde z Was musi sobie i partnerowi odpowiedzieć, co może i chce zrobić, aby posunąć się choć trochę w kierunku marzeń. Nie są przecież nieosiągalne marzenia z księżyca. Tak niewiele trzeba i małymi krokami.
          Maile są dobrym sposobem, jeśli chwilowo bezpośrednia rozmowa nie wychodzi...
          Widać, że obojgu Wam zależy, tylko jesteście zmęczeni, przytłoczeni codziennością, kłopotami, troskami...
          Czy nie trzeba rozważyć tego, co W pisze o Młodym? Mam wrażenie, że nie jest wrogo nastawiony. Powiem nawet, że ujmuje to jego myślenie w kategoriach was trojga.
          O co chodzi z tą kuchenną szybą?
        • yoma Re: mail który dostałam dziś... 24.01.12, 21:57
          Oj, nie znasz Piegusa poprzedniego wątku. Piegus, no postęp jest, zaczęliście rozmawiać...
        • lampka_witoszowska Re: mail który dostałam dziś... 24.01.12, 22:01
          na terapię do dobrego psychologa, biegusiem - niezależnie od kasy, bo rozwód czy rozchodzenie się kosztuje więcej i to również niewymiernych rzeczy

          a co do listów - ok, najważniejsze, ze szukacie porozumienia
          • yoma Re: mail który dostałam dziś... 24.01.12, 22:04
            Lampka, litości. I co im psycholog powie? Że nie umieją ze sobą rozmawiac? To już sami widzą.
            • lampka_witoszowska Re: mail który dostałam dziś... 24.01.12, 22:17
              jak sądzę, przetłumaczy im na polski, co mówi to drugie, i nauczy tłumaczyć sobie samemu bez jego dalszej translacji
              i popchnie do wydobycia z tych dwojga zacnych ludzi uczuć, które żywią wobec tego drugiego

              ale że co? nie wierzymy w psychologów? wink
              • yoma Re: mail który dostałam dziś... 24.01.12, 22:55
                Wierzymy, nie wierzymy. Cholernie nie lubimy - i już tu to kiedyś artykułowałam - sytuacji, w której na opis problemu, jakikolwiek by był, dostaje się odpowiedź "biegusiem do psychologa". Mąż nie płaci alimentów - biegusiem do psychologa. Żona nie kontaktuje się z dziećmi - biegusiem do psychologa. Mąż zostawia wszędzie brudne gacie - biegusiem do psychologa. Żonie złamał się paznokietek - biegusiem do psychologa.

                Dorośli ludzie powinni starać się rozwiązywać swoje problemy sami z niewielką pomocą przyjaciół, nie liczyć na to, ze załatwi to za nich psycholog.
                • lampka_witoszowska Re: mail który dostałam dziś... 24.01.12, 23:17
                  możesz nie lubić, fakt - tak jak ja mogę widzieć w tej konkretnej sytuacji sens w takim "biegusiem do psychologa"
                  co prawda niekoniecznie leciałabym ze wszystkim, ale jak mi wygląda, że może taka terapia pomóc - to mam wrażenie, że mogę to napisać

                  ale fakt, moga od razu sie rozstawać, to też nei jest zabronione

                  na razie Agnieszka nei wie, co robić
            • garibaldia Re: mail który dostałam dziś... 24.01.12, 22:22
              Może zrozumieją że związek to nie przerzucanie się mailami, tylko również konieczność normalnego odzywania się do siebie.
              Facet jest zblokowany i niedojrzały, z jakiegoś powodu boi się powiedzieć twarzą w twarz to co pisze w mailach. Czy problem jest w nim, czy w nich razem? - Jeśli ona podejmuje jego mailową zabawę , to widać też z rozmawianiem kiepsko.
              Osoba dojrzała po otrzymaniu tego maila, drukuje go, idzie do delikwenta do pokoju i zdanie po zdaniu omawia z nim treść. Jak pan ucieka z krzykiem gdy mu się własne słowa głośno czyta to się ma jasny obraz. Jeśli zaś pan się przełamuje i zaczyna mówić (coś więcej niż dalsza lista pretensji) to zaczyna się drżąyć i uzgadniać o co naprawdę chodzi.
              Psycholog może być bardziej doświadczony, mieć "dystans lekarza" i wychwycić drugie dno z sytuacji.
              • piegus78 Re: mail który dostałam dziś... 24.01.12, 23:57
                wydrukowałam...
          • garibaldia Re: mail który dostałam dziś... 24.01.12, 22:14
            Figa będzie z tych listów jeśli ich "rozmowy" to tylko spuszczenie sobie z krzyża tego co się nazbierało a po takim mailu nadal każdy robi to co robił dotychczas.
            Zastępowanie rozmowy mailami świadczy o zaburzeniach komunikacji, może nieumiejętności rozmowy. I jest początkiem bliskiego końca.
            Sorry, ale oboje siedzą w tym samym mieszkaniu i MAILE DO SIEBIE PISZĄ?? paranoja.
            Oboje oczekują że ta druga osoba się zmieni a oni tylko przyklepią.

            O problemach rozmawia się twarzą w twarz, choćby bolało jak cholera. Jeśli nie są w stanie rozmawiać ze sobą to ten związek nie ma sensu. Melie nie zastąpią rozmowy. Jeśli po mailach nie ma wspólnej refleksji i umówienia się na uzgodnienie szczegółow co dalej ze związkiem, jak oboje korygują swoje zachowania, kto z jakich zachowań zrezygnuje a jakie dodatkowo da z siebie , - to jest to tylko egzaltowane wylewanie emocji które do niczego nie prowadzi.
            Nie umieją rozmawiać ze so bą a chcą uratować związek - biegiem oboje do psychologa który ich rozmowy nauczy. Bo mailowa paranoja słowotoku niczym się sensownym nie skończy oprócz następnej fali pretensji "wszystko napisałem a ty dalej się nie zmieniłaś!"
            • lampka_witoszowska Re: mail który dostałam dziś... 24.01.12, 22:26
              pisanie do siebie - czy to na papierze, czy maili, to czasem początek porozumiewania się
              ale tu jestem sceptyczna i jeśli fachowiec tego nei poprowadzi i nie skieruje na pożądane tory porozumiewania się bez maili, to mogą wysiąść i przestać pisać
              rozumieć
              mówić
              widzieć sens
              itd
              • garibaldia Re: mail który dostałam dziś... 24.01.12, 22:35
                Jak napisała w poprzednim wątku z początku stycznia, facet nie chciał z nią rozmawiać, wyprosił ją z pokoju informacją że za chwilę przysłał maila. Jak widać, stan ten mu się spodobał. Będą se pisać maile ZAMIAST rozmawiać. Te maile nie mają na celu rozmowy, bo po nich rozmowa nie następuje. Nie ma się co łudzić.
                • lampka_witoszowska Re: mail który dostałam dziś... 24.01.12, 23:01
                  tym bardziej do psychologa bym leciała
                  póki czas
      • zmeczona100 mail 24.01.12, 23:46
        Wyważony, przemyślany i rzeczowy mail. W sam raz do podjęcia poważnej rozmowy przy herbacie na temat wzajemnych oczekiwań i mozliwości wprowadzenia zmian do wspólnego zycia.

        W każdym razie z maila przebija konkretna osoba, świadoma tego, co się dzieje i gotowa do podjęcia wysiłku, aby działo się lepiej. Przynajmniej ja tak to odbieram.
    • mayenna Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 22:15
      A mnie się nie podoba sposób dyscyplinowania Jędrka bo rozumiem ze to jego rzeczy Wojtek wyrzucił do sedesu. To jest złe.Pan nie ma pojęcia o wychowaniu.


      • yoma Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 22:58
        A ja, bynajmniej nie będąc pedantką, nawet rozumiem, że stary kawaler poznaniak ma niejakie pretensje o Jędrka nadgryzione kanapki. Jest tu gdzieś wielki wątek o panu, ktory zostawia koszule na podłodze...
    • superemka Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 22:39
      list Wojtka - rewelacjasmile konkretny, jasny, przekaz. Jest od czego zaczynać rozmowę, jest się do czego odnieść, wiadomo o co chodzi. W sumie w każdym małżeństwie/związku są problemy i nieporozumienia, ale w tym przypadku są jakieś konkrety a nie bicie piany nie wiadomo o co.

      Twój list też OK - super sposób na rozpoczęcie rozmowy i rozwiązywanie problemów.

      Akcja z sedesem chyba nie jest taka zła, w sumie to nawet dosyć śmiesznasmile moja mama kiedyś wywaliła moje rzeczy przez okno, a po kilku tygodniach zaczęliśmy się z tego śmiać i wspominamy to do dziś (a to prawie 20 latsmile

      Za to brak życzeń czy chociażby jednego kwiatka to już bardzo przykre i tego bym nie odpuściła
      • mola1971 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 22:51
        superemka napisała:
        > list Wojtka - rewelacjasmile

        Hmm... Przy okazji przypomniał mi się ktoś. Pięknie pisał. Naprawdę. Konkretnie i na temat. Ale co z tego skoro w bezpośrednim kontakcie to, co pisał nijak się miało z tym co robił i jakim był człowiekiem? Niektórzy po prostu mają taki dar - potrafią pięknie pisać.

        Dorośli ludzie rozmawiają. Nie piszą do siebie maili z pokoju obok tylko rozmawiają.
        • yoma Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 22:59
          Jest to już jakieś coś, lepiej pisać maile niż trzaskać drzwiami, aż szyby lecą.
          • mola1971 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:05
            Z jednej strony logiczny/racjonalny mail, z drugiej wrzucenie rzeczy do sedesu. Pan jakieś poważne problemy emocjonalne ma. A jakie to w poprzednim wątku Piegusa Rybak dość jednoznacznie określił.
            Ja tam postępu żadnego nie widzę. A nawet wręcz przeciwnie. Coraz ładniej pisze, coraz gorzej się zachowuję. Czyżby schizofrenia jakaś?
            • yoma Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:07
              A to jeszcze zalezy, jakie to były rzeczy, bo jak nadgryzione kanapki i zużyte patyczki do uszu...
              • mola1971 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:09
                Cokolwiek to było. Kanapek, ani patyczków nie wrzuca się do sedesu. Bo się zapchać może tongue_out
                • yoma Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:10
                  Lepsze to, niż pergolnąć o glebę, bo się rozdyźda i jest więcej sprzątania smile
                  • mola1971 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:16
                    Oj, z gleby łatwiej sprzątnąć niż przepchać zapchany sedes wink
              • piegus78 Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 00:08
                Najlepsze ciuchy... Wszystko jak leci + ręcznik!
                • mola1971 Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 00:12
                  Psychol sad
        • sandrad2 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:00
          Otoz to. Na mailowe wyjasnianie zyciowych problemow od wielu lat mam alergie. Nie bezpodstawnie.
        • blue_ania37 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:02
          Piegus mnie zabijesmile ja sama się zabiję ale Wam powiem.
          Jędrek śpi własnie z moim synem, Aga gada z Wojtkiem są ode mnie 500 metrów.
          Ogromne pustkowie, 9 zamieszkanych domków i takie problemy obok siebie, jakaś niedobra ta ziemiasmile.
          Wojtek umie ładnie pisać to wiem, ładnie też mówi.
          Ja byłam w pt u Piegusa na urodzinach, to ze mną był babski wieczórsmile
          Ania
          • yoma Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:05
            Łojzicku, baby, to żeście wpadły...

            Gada, powiadasz? No!
            • piegus78 Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 00:11
              Yoma i Aniu...
              Niestety nie rozmawia...
              W. zamknięty w sypialni.
              Z lodówki zniknęły 4 piwa i jedno wino... sad
              • garibaldia Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 00:13
                ...i na pewno to Twoja winasmile
                daj sobie spokój z histerykiem-egocentrykiem.
                on teraz będzie "przeżywał".
                może za 10 lat dorośnie... albo i nie.
              • yoma Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 11:09
                Agnieszka, a ty nie możesz z Jędrkiem na jakie ferie, odpocznijcie z W. na tydzień od siebie?
          • mola1971 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:07
            Anka, bardzo dobrze, że ona tam Ciebie ma smile Uważaj na nią smile I na siebie.
            • blue_ania37 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:11
              Mamy siebiesmile razem sie wspieramy i dzieci odbieramy...
              Ona mnie zabije, smile
              Ja jej kiedyś powiedzialam o Was, bo ogólnie mnie to forum wyciagnęło z doła i uwierzyłam ze przeżyje, jak Wy wszyscy.
              I tak się zaczęło...
              • yoma Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:16
                No proszę. Co ma zabić, swojsza się robi przez to smile
              • mola1971 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:17
                Anka, na tym forum jest masa takich wspierających się w realu ludzi smile
                • blue_ania37 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:25
                  Dziś już wiem, wtedy nie wiedziałam.
                  Nie znałam nikogo kto się rozwiódł.
                  Dziś już jestem bardziej okrzepnięta.
                  Co miałam wypłakać wypłakałam, dziś już się cieszę na moje nowe życie.
                  I nawet mojemu męzowi dobrze życzę ( staram się ).
                  Piegusowi nie doradzę, wam też nie powiem, jak ja to widzę.
                  Tu chodzi o spojrzenie kogoś z zewnątrz, ja ich znam, więc nie będę obiektywna.
                  A
                  • mola1971 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:32
                    Bardzo mądra baba jesteś bo się nie wtrącasz.
                    Przyjaciel jest od tego by wysłuchać a nie by dawać recepty na życie. Choć zapytany ma mówić wprost co myśli. Bez owijania w bawełnę. Ale tylko zapytany, niezapytany ma tylko słuchać.
                    Bogu dzięki mam przyjaciół i może dlatego nigdy terapeuty nie potrzebowałam smile Co nie znaczy, że nigdy potrzebować nie będę.
              • lampka_witoszowska Re: :) 24.01.12, 23:27
                i dobrze, że się macie smile
                ja tak miałam parę lat temu, taką wspierającą i wspieraną, na zmianę
                obie szczęśliwie po rozwodach jesteśmy, podczas mojego pilnowała mi Młodej, a ja im po 3. latach za świadka występowałam

                choć ja ich też na terapię wysłałam
                smile
        • superemka Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:02
          Masz rację - dorośli ludzie rozmawiają, ale czasami jest tak, że ciężko zacząć taką rozmowę, bo wchodzi za dużo emocji, ciężko się opanować itd. a taki list jest jakimś wstępem, daje ochłonąć i ma się pewność, że przekażemy drugiej stronie wszystko co chcemy przekazać. Myślę, że w ich przypadku rozmowa skończyłaby się na wzajemnych oskarżeniach.

          Na pewno kolejnym krokiem powinna być rozmowa w cztery oczy no bo ile można pisać do siebie, w końcu mogłoby dojść do sytuacji, że menu na niedzielny obiad ustalany byłby mailowo wink

          Być może jestem tak zachwycona bo ja nigdy nie usłyszałam (ani nie dostałam w liście) żadnych konkretów - tak ogólnie byłam do niczegosmile
          • mola1971 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:08
            Masz rację. Tyle tylko, że ja odnoszę wrażenie, że oni tylko i wyłącznie mailowo ze sobą gadać potrafią. A tak to można służbowo. Prywatnie to się raczej nie da.
            • superemka Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:14
              Ja nie znam ich historii, więc być może mój "zachwyt" nie jest uzasadniony wink

              W każdym razie podobno rozmawiają, więc bądźmy dobrej myślismile)
              • mola1971 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:18
                Może coś sobie wyjaśnia i wyjdą na prostą. Jakby co to Piegus ma Ankę wink
                Babskie przyjaźnie potrafią przetrwać wielu chłopów wink))
                • blue_ania37 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:32
                  Cholercia nie wiem, czy gadają, dla Jędrka napewno niedobre było to co się stało.
                  Teraz przekaz z innej strony.
                  Nasi synowie leżąc w łóżku ucieli sobie rozmowę.
                  Jędrkowi jest bardzo przykro, że wojtek krzyczy, że wyrzucił jego rzeczy do ubikacji...tych zachowań nie rozumiem.
                  To jest dziecko!Małe...
                  • mola1971 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:34
                    Aniu, Wojtek nie ma swoich dzieci i zielonego pojęcia nie ma o ich wychowaniu.
                    To bynajmniej nie jest żadne usprawiedliwienie tylko wydaje mi się, że Piegus będzie musiała wybrać co jest dla niej ważniejsze - dziecko czy chłop. Jakoś nie widzę tu szans na pogodzenie jednego z drugim. Obym się myliła.
                    • blue_ania37 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:40
                      Ja nie chcę zabierac głosu bo ja ich znam...ale wierzę, że to Wy pokażecie dobrą dla nich drogę przynajmniej w jakis sposób wpłyniecie na sposób myślenia piegusa, żeby zadała sobie pytania. Co z tym zrobi, zrobią ich rzecz.
                      Ja za bardzo też patrzę przez pryzmat własnych doświadczeń żeby być obiektywną.
                      • mola1971 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:46
                        I bardzo mądrze zrobiłaś, że ją tu przysłałaś i mądrze robisz, że jej do głowy swoich doświadczeń nie wkładasz.
                        Dorosła jest. Sama zdecyduje co dalej.
                    • garibaldia Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:43
                      Pan przyzwyczajony do samotnego ułożonego życia w czystym swoim mieszkanku, a tu przyjął "obcych" którzy brudzą, przeszkadzają, wyciągają od niego pieniądze, nie sprzątają i do tego nie zajmują się wyłącznie nim by się czuł wystarczająco ważny. Ludzie powinni do siebie pasować, bo inaczej się ze sobą męczą. Tak czy siak, czas zrobi swoje.
                      • mola1971 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:51
                        Pan po prostu przyzwyczajony do kawalerskiego tryby życia jest. Mam takiego przyjaciela. Tyle, że on nikomu (znaczy żadnej babie) głowy nie zawraca. W pełni świadomy swoich fobii jest i za to m.in. go bardzo cenię smile
                        Choć czasem mi żal, że taki fajny chłop (bo naprawdę fajny, ale nie dla mnie) się marnuje wink
                    • mayenna Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 05:45
                      Wojtek to inteligentny gość i czytać umie. jest kilka książek o wychowaniu, o rozwiązywaniu problemów. W ciągu dwóch lat można coś przeczytać i zastosować. W żadnej nie piszą, że najlepszy sposób na zdyscyplinowanie to wywalanie rzeczy do sedesu.Przecież to jest upokarzające. Wyrzucenie na podwórko już takie nie jest.
                      Nic pana nie usprawiedliwia w kwestii postępowania z dzieckiem.Jak nie umie to niech się nie wtrąca, niczego nie robi.
      • piegus78 Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 00:00
        Rano... Wyrzucił te rzeczy do kosza! A raczej upchnął na samo jego dno...
        • mola1971 Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 00:06
          Piegus, poszukaj zatem najbliższego szpitala psychiatrycznego i tam go wyślij. Poważnie.
          Jeśli nie chcesz bawić się w Matkę Teresę z Kalkuty i chcesz spokojnie żyć (z dzieckiem, a z czasem być może z kimś normalnym) to wiej, dziewczyno.
          Pana możesz zachować, ewentualnie jeśli chcesz, jako kolegę smile
        • yoma Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 11:11
          Do kosza na brudy czy na śmieci?
    • sandrad2 Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 22:58
      Sceptycznie podchodze do tego typu komunikacji przy problemach w zwiazku. Ja tez w ten sposob sie komunikowalam z bylym partnerem, liczylam, ze maile pozwola mu zrozumiec co ja czuje, on pisal piekne zwrotne malie o milosci i uczuciach. Gdy czytalam je po latach myslalam sobie co za wspanialy mezczyzna wyglada z tych maili. Tylko ze na mailach sie skonczylo bo rozmowy nikt nie podjal. A on liczyl,ze to ja sie zmienie dzieki tym mailom i on nie bedzie musial nic zmieniac. Nie odwazyl się zaczac rozmowy, nie odwazyl sie czegokolwiek mi zaproponować, jedynie pisal o tym maile, liczyl, ze ja zrobie krok i zdejme z niego odpowiedzialnosc.
      A fakty byly takie, ze byl zonaty i nie powiedzial mi o tym, nie umialam mu wybaczyc, ze mnie najpierw oklamal, potem zwlekal z rozwodem, postawil mnie w obrzydliwej dla mnie roli kochanki. On zas wkurzony byl na mnie, ze wymagam rozwodu jesli chce ze mna byc a rownoczesnie bal sie podjac odpowiedzialnosci nowego zwiazku, bal sie glosno uslaic ze mna wspolne zycie. Z bardzo wazkich powodow byly maile z a m i a s t rozmowy.
      Jesli nie powiecie sobie glosno o co wam n a p r a w d e chodzi to wasz zwiazek nie przetrwa. Rozmowa moze was zblizyc ale maile to nie jest rozmowa i chyba to czujecie. Zas Twoje autorko wklejanie tych tekstow tutaj swiadczy ze oboje brniecie w zaklamanie i dziecinade, zamiast bliskosci i rozmowy. Przykro mi.
    • mama_myszkina Re: Pomocy... część 2 24.01.12, 23:52
      Ja tam mam wrażenie, że Ty lubisz się kłócić.

      Masz małe dziecko, poszła w drzwiach szyba - dla mnie to byłby już wystarczający powód, żeby natychmiast udac się na terapię radzenia sobie z emocjami. Ale Ty wolisz obsmarowywać partnera na forum. I to pomimo, że mieszkasz z synem w jego domu i chociażby w imię dobra dziecka powinno Ci zalezeć na normalizacji stosunków.

      Nie wiem,po prostu mam wrażenie, że Ci taka dynamika odpowiada. Inaczej coś być już z tym zrobiła.
      • piegus78 Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 00:29
        Muszę Cię zmartwić niestety...
        Nie lubię się kłócić i nigdy nie lubiłam...

        Napisałam tu do Was ponieważ...
        Chciałam żeby ktoś obiektywnie spojrzał na tą sytuację...

        Ps. Myślę że tak naprawdę nie obsmarowałam W. na forum.
        Gdybym chciała Go obsmarować napisałabym o wszystkim...
        • mama_myszkina Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 05:40
          piegus78 napisała:

          > Muszę Cię zmartwić niestety...
          > Nie lubię się kłócić i nigdy nie lubiłam...
          >
          > Napisałam tu do Was ponieważ...
          > Chciałam żeby ktoś obiektywnie spojrzał na tą sytuację...
          >
          > Ps. Myślę że tak naprawdę nie obsmarowałam W. na forum.
          > Gdybym chciała Go obsmarować napisałabym o wszystkim...

          Nie można być obiektywnym znając relację jednej strony.
    • moniapoz Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 09:32
      zaraz zaraz....a czy część 1 nie skończyła się tak, że miałaś szukać mieszkania i się wyprowadzić ? czemu zrezygnowałaś ? czy nastąpiła poprawa - z tego co pamiętam mieliście trochę problemów z komunikacją, seksem i nadużywaniem alkoholu przez Pana....

      ------
      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • sonia_30 Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 09:37
      Mail owszem ładny składny, lekkie pióro ma Wojtek, wyłuszczył wszystko co go męczy i zalega na wątrobie, przyznając wprawdzie że jest bardzo daleki od ideału (jak większość ludzi prawdopodobnie), być może nawet trudny, ALE nie jest egoistą, co to to nie.
      Jest za to pedantem, razi go bałagan czyniony przez Jędrka, ma żal że na to nie reagujesz. Moje wrażenie: w czystym, uporządkowanym i lśniącym świecie Wojtka, nie ma miejsca na dziecko i psa, chyba że idealnie dostosujecie się do oczekiwań…
      • zmeczona100 Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 10:34
        > Jest za to pedantem, razi go bałagan czyniony przez Jędrka, ma żal że na to nie
        > reagujesz. Moje wrażenie: w czystym, uporządkowanym i lśniącym świecie Wojtka,
        > nie ma miejsca na dziecko i psa, chyba że idealnie dostosujecie się do oczekiw
        > ań…

        Ależ pan jest świadomy, z czym wiąże się obecność dziecka i psa w jego domu:

        > Oczywiście rozumiem, że pies,
        > że sierść, że dziecko ma swoje prawa, ale..

        Natomiast to:

        "Męczy mnie ten horrendalny, wszechobecny i przy tym tak łatwy do
        uniknięcia syf, który robicie wokół siebie! Te niedojedzone kanapki
        pozostawione na cały dzień w różnych miejscach domu, lepiący się blat
        w kuchni, zużyte patyczki do czyszczenia uszu porozrzucane po łazience,
        mokre ręczniki wiecznie skotłowane i rzucone jak szmata na podłogę,
        suszarka do ręczników zamieniona na wieszak do ubrań, brudne rzeczy
        Jędrka permanentnie walające się po całym pokoju, dywanik w łazience wiecznie
        poplamiony oliwą"


        wg mnie w żadnym razie nie świadczy o jego pedanterii, ale o tym, że po prostu nie chce mieszkać w chlewie.
        Gdyby się czepiał o pierdoły, to i owszem, ale wg mnie jego oczekiwania są normalne po prostu, zwyczajne.

        Mnie w tym mailu raczej zastanawia to, co pisze o ich wzajemnej komunikacji, o pomijaniu jego osoby, o braku zainteresowania Pieguska wspólnymi, codziennymi, ale ważnymi sprawami- choćby te aukcje na Allegro... Wg mnie to są bardzo konkretne zarzuty, a nie własna interpretacja i pretensje nie wiadomo, o co.

        W każdym razie taki mail bardzo by mnie ruszył- i podjęłabym pracę nad sobą, gdyby mi zależało na tym związku.

        ----------
        "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
        • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 10:43
          Nie znam historii, nie jestem pedantką, ale warto czasami spokojnie rozpatrzeć czyjeś prośby czy zarzuty na spokojnie. To co czyni mój pasierb jak jest u nas podnosi mi włosy na całym ciele a pedantką nie jestem i czasami sama mam ochotę walające się rzeczy cisnąć do kosza.
        • sonia_30 Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 11:26
          Świadom jest teraz... decydując się na życie z Piegusem i Jej Synem najwyraźniej nie był. "Zawsze marzył mi się dom lśniący nieskazitelną czystością, do
          którego goście mogą przyjść niezapowiedzianie o każdej porze dnia i nocy. To
          była taka moja mała "obsesja".. na podstawie tego napisałam że pedant, ale rzeczywiście być może oczekiwania są normalne, tylko domownicy czynią chlew i syf wyjątkowy.
          Że komunikacja kuleje to wiadomo od poprzedniej pisaniny Piegusa.. to jest jeden z głównych problemów, o czym świadczy m.in. mailowy sposób porozumiewania się.
      • mozambique Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 10:54
        powiem wiecej - nie ma miejsca na CUDZE dziecko i CUDZEGO psa ( cos mi sie wydaje ze pies nie byl pomyslem Wojtka)

        staral sie z początku , myslal ze da rade - jednak nie - obcego genetycznie potomstwa w swej gawrze nie zdzierży
        ten typ tak juz ma
        a co do własnego dziecka i psa - to mozlwie ze Wojtek nie byłby az tak pryncypialny ?
        • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 11:04
          Czasami tak jest, że się ma dobre chęci i wspaniałe wizje i się nie udaje. Bo codzienna rzeczywistość skrzeczy.
          Wyobrażaliśmy sobie rodzinę jak z reklamy świątecznej Tchibo, ład, estetyka, usmiech i same śliczne anturaże a mamy kłopoty, zakupy, psią sierść w łóżku i ręczniki rzucone gdzie popadnie. Do tego chcieliśmy dziecia pokochac a się nie udało. Bywa? Bywa.
          Przeczytałam sobie pobieznie oba wątki Pieguska i jak rzadko kiedy WIEM, że z tego pieca chleba nie będzie.
          Pan pije, pan jest zmęczony i pan marzy i odetchnie jak zamkną się za Wami drzwi. Nie ma sens myslec, że jak się zmienisz Ty czy syn to będzie lepiej. Nawet jak syn będzie przesadnie dbał o porządek a Ty stringi zakładac będziesz tylko na okoliczność spotkania w łożu pana to i tak będzie źle. Bo tu już poza słowami nie ma jakiejkolwiek woli podtrzymania słowa. Pan oględnie mówi "idźcie sobie ode mnie mam dość!". Prawda jest taka, że powinnaś dla siebie i dla syna zastanowić się co dalej i zbudować sobie jakąś alternatywę. Rodzina? Wynajęcie mieszkania skoro zarabiasz w tej chwili i masz pracę? Łatwo nie będzie ale mieszkań do wynajęcia na rynku dużo.
          Zadbaj o siebie i o syna. Ale pomyśl tez czy nie popełniłaś jakiegoś błedu i przy wyborze partnera i w układaniu sobnie z nim zycia. Może część zarzutów była zasadna i one zabiły dobre chęci? A może po prostu nie jesteś Ty dla niego i on dla Ciebie. Bo to łatwe nie jest.
        • altz Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 11:11
          Ja zupełnie nie rozumiem, o co im chodzi w tych mejlach i to obojgu. Jakieś niepotrzebne bicie piany, zamiast konkretów. Mi to wygląda, że spotkało się dwoje przeintelektualizowanych dorosłych wpatrzonych w siebie, z przerostem ego i nie mogą się dogadać. Na takim poziomie ogólności nie można rozmawiać.
          Facet wrzucił jakieś rzeczy chłopaka i to jest paskudne, choćby nie wiem, co to było. Tak się nie rozwiązuje problemów.

          mozambique napisała:

          > powiem wiecej - nie ma miejsca na CUDZE dziecko i CUDZEGO psa ( cos mi sie wyd
          > aje ze pies nie byl pomyslem Wojtka)

          Można mieć cudze dziecko koło siebie i całkiem dobrze się dogadywać z jednym dzieckiem, a z drugim zupełnie się nie dogadywać.
          • yoma Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 11:20
            Wszyscy się uparli na te rzeczy smile No dobra, to ja to widzę tak: przyzwyczajony do ładu i porządku pan po dwóch latach proszenia o nierobienie chlewu w końcu złapał porozwalane łachy i graty i pieprznął. I tu jest niestety zaniedbanie Piegusa, bo trzeba było Jędrka uczyć, ze się przestrzeń wspólną zostawia w stanie takim, w jakim była.

            Co nie znaczy, że w odpowiedzi należy zamknąć się w sypialni z flaszką, niestety. Piegus, sorki, ale coś mi się widzi, że z tej mąki chleba już nie będzie, nie męczcie się.
            • mozambique Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 11:28
              i moze by synalka oduczyc sikania do wanny ? ( pardą - do brodzika prysznicowego)
            • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 11:31
              Wychowywanie obcego dziecka kosztuje duzo więcej energii i cierpliwości niz własnego. Wychowywanie swojego dziecka z kimś kto rodzicem nie jest wymaga dużo wiekszych kompetencji rodzicielskich, dyplomatycznych i uwagi.
              O ile rodzicowi mozna powiedzieć "chlew? Wychowałes tak masz" to partnerowi który rodzicem nie jest już trudniej. Mój dzieć we własnym pokoju ma jak chce. Teraz całkiem nieźle, ale kiedyś bywało różnie. Ale pozostala częśc pomieszczeń jakimis zasadami się rządzi i sama się nie sprząta. Jeśli wchodzimy na czyjś teren fajnie jest uczyć i siebie i dziecia zasad jakie tam panują tak jak oczekujemy, ze gospodarz dostosuje część zasad do nas i naszych mozliwosci skoro mamy tworzyć patchworkową rodzinę.
              Mi te opisy pokazują zapijaczonego pana z despotycznymi zapędami i starokawalerskimi zasadami i wyobrażeniami i mamę z synem którzy probują przekonac pana, ze zycie w bałaganie jest fajne. Dla niego nie jest. Poza tym, ze pana moze przerosło towarzyszenie nie swojemu dziecku w dorastaniu to mamę z synem przerosły zasady tego domu. Tu być może nie ma niczyjej winy. Jest po prostu mega niedobranie i całkowity brak komunikacji (takiej prawdziwej z wnioskami i wprowadzaniem ich w czyn) I zaczyna dochodzić do aktów agresywnych. Nie przerwiesz tego Piegusku będzie gorzej.
              • yoma Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 11:35
                Dobrze mówisz. Niestety.
              • mozambique Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 12:38
                naparwde znasz zapijaczonych panów żyjących w nieskazitelnym mieszkaniu o brylantowym połysku i jasminowym zapachu ???

                bo mi sie to nie zgadza
                albo pan jednak zapijaczony nie jest albo pije a o porządek codzienny nie dba
                • zabelina Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 13:25
                  Ja znam bardzo dobrze takiego właśnie czterdziestoletniego kawalera z doskonałymi manierami, wysoką inteligencją, prowadzącego swoją własną firmę i mającego wymuskany apartament, który sam utrzymuje w nieskazitelnej czystości.
                  Co nie przeszkadza mu być nieradzącym sobie z emocjami alkoholikiem.
                  • mozambique Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 15:44
                    i alkoholizuje w tym wymuskanym apartamencie ?
                    • zabelina Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 17:17
                      mozambique napisała:

                      > i alkoholizuje w tym wymuskanym apartamencie ?

                      Jak nie masz nic do napisania, to lepiej odpuść sobie posta.
                      Napisałam o tym swoim znajomym, żeby Tobie uświadomić, że świat ma trochę więcej kolorów niż dwa, a to że się czegoś na oczy nie widziało, to nie znaczy, że nie istnieje.
                      Tak ten pan alkoholizuje się zarówno w swoim apartamencie jaki i poza nim.
                      Pasuje?wink
          • ladyhawke12 Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 11:26
            Emocje po jednej i po drugiej stronie. Pisanie do siebie może było by ok gdyby oboje móili jednym jezykiem, i wcześniej sie rozumieli, tu tego nie ma. Ta pisaninę moża naprawde bardzo różnie zrozumieć i raz że gość ma racje, bo nie musi zyc w chlewie (jak ktos napisał), i naprawde chciał i sie starał bo sprzatał, ale pieguska niweczy jego wysiłki bo jej sie nie chce ciuit włozyc pracy w to żeby nie było tego chewa ( kolejny wątek o sprzataniu porozwalanych betów po domu). Jak widac jest to istotne. Poza tym Wojtek czuje sie mało wazny w tym co robi, ze go nie szanuje i nie interesuje sie tym co dla rodziny robi. Inna interpreatcja kurna czepia sie gostek o wszystko pedant, ma za zle ze dzieci i psy brudza, a tu ile by czlek nie sprzatal to i tak pies po spacerze wpadnie i podłoga zmyta 15min wczesniej jest brudna. Pytam go o jego sprawy ale on juz jest tak wsciekly o tego psa ze juz nie slyszy tylko zamyka sie w pokju. Dwa rózne światy z tego samego pisania.
            Dlatego ludzie rozmawiaja ze soba, bo widzą twarz drugiej osoby mimike gestykulacje, słysza ton głosu, to jest w miare jasny przekaz. Napewno kazdy w swoim życiu mial takie sytuacje ze odebral meilika, lub gadał z kimś na jakimś gadu czy innym komunikatorze, i nie widząc rozmówcy zle zinterpretował jego pisanie, i była awantura o nic, i długie wyjasnianie. Dlatego zgadzam sie z kims kto pisał że jesli wogóle cos zbierać to jednak bym sie wybrała do negocjatora, on dyscyplinuje i stara sie aby rozmowa nie byłylko potokiem pretensji.
            Niestety przychylam sie do stwierdzenia Kaś że z tej mąki chleba nie będzie, niejasne są dla mnie pobudki was obojga co do bycia w tym związku, a to jest podstawa okreslić dlaczego, po co.
    • triss_merigold6 No i o co Ci chodzi? 25.01.12, 11:34
      No i o co Ci chodzi? Bardzo składny mail z klarownie i kulturalnie wypunktowanymi zastrzeżeniami. Facet nie chce żyć w totalnym chlewie, przyklaskiwać robieniu z dziecka świętej krowy i nie mieć żadnych wspólnych tematów do rozmowy. Rozumiem i popieram.

      Tak serio: prawdopodobnie nie pasujecie do siebie, mimo dobrej woli z obu stron. Nie z każdym zagra i tyle, bo są gigantyczne różnice temperamentów, upodobań, systemów wartości, przyzwyczajeń, nawyków, uprzedzeń.
      Na przyszłość rozważ czy aby na pewno Twój stosunek do syna i pobłażanie jest najlepsze dla chłopca i czy mogłabyś zadbać, aby przynajmniej po sobie i dziecku sprzątać te najbardziej syfiaste rzeczy.
      Akcję z kiblem rozumiem - po dłuuugim czasie proszenia panu się ulało. Ja w ten sposób kiedyś posprzątałam rodzonemu synowi biurko i o dziwo pomogło.
      • to.ja.kas Re: No i o co Ci chodzi? 25.01.12, 11:42
        Mokre ręczniki na podłodze, ciuchy na wieszakach do ręczników, zużyte środki higieny zostawione same sobie i nasikanie do brodzika. JEŚLI to prawda....wyobraźcie sobie teraz, ze to nie Wasz syn, ma lat nie 8 a 19, macie tak codziennie i prośby nie pomagają. A gadanie nie pomaga bo rodzic dziecka nie umiał wpoic pewnych zasad higieny - wkurza? Wkurza. Mozna wziąć i w końcu pieprznąć do kosza rzeczy? A co radziłyśmy Hercie by zrobiła z rzeczami męza które się walają????

        Inny obraz tego samego. Piegusek i syn zachowują sie normalnie. Codziennie coś tam robia i czasami zdrazy im sie coś przeoczyc i sie zapomnieć a pan na to czyha i wypomina, strofuje, strzela fochy za najmniejsze przewinienie i generalnie coby nie zrobili jest źle, bo przecież nikt idealny nie jest.

        Tak czy owak doopa.
        • ladyhawke12 Re: No i o co Ci chodzi? 25.01.12, 12:04
          to.ja.kas napisała:

          > Mokre ręczniki na podłodze, ciuchy na wieszakach do ręczników, zużyte środki hi
          > gieny zostawione same sobie i nasikanie do brodzika. JEŚLI to prawda....wyobraź
          > cie sobie teraz, ze to nie Wasz syn, ma lat nie 8 a 19, macie tak codziennie i
          > prośby nie pomagają. A gadanie nie pomaga bo rodzic dziecka nie umiał wpoic pew
          > nych zasad higieny - wkurza? Wkurza. Mozna wziąć i w końcu pieprznąć do kosza r
          > zeczy? A co radziłyśmy Hercie by zrobiła z rzeczami męza które się walają????
          >
          > Inny obraz tego samego. Piegusek i syn zachowują sie normalnie. Codziennie coś
          > tam robia i czasami zdrazy im sie coś przeoczyc i sie zapomnieć a pan na to czy
          > ha i wypomina, strofuje, strzela fochy za najmniejsze przewinienie i generalnie
          > coby nie zrobili jest źle, bo przecież nikt idealny nie jest.
          >
          > Tak czy owak doopa.

          No własnie, o tym pisałam, i poraz kolejny podpisuje sie pod Twoimi przemysleniami i słusznymi wnioskami, obiema łapami.
      • garibaldia Re: No i o co Ci chodzi? 25.01.12, 11:50
        Chodzi o to, że jeśli facet pisze długaśnego maila składnego i klarownego, po czym kolejny raz zamyka się z piwem w pokoju nie chcąc rozmawiać to wygląda to na grę: ja mam dość ale to ty podejmij decyzję bo ja jestem "zbyt wrazliwy" a nie chce mi się już wysilać. Zaś kobieta w zamian deklaruje że chce być z nim, ale z takim jaki był na początku , czyli wtedy gdy mu się chciało starać.
        Dorośli się nie bawią w takie przerzucanie mailami i równoczesne unikanie konfrontacji twarzą w twarz.
        Prawdopodobnie oboje już czują, że to nie gra, męczą się razem trzymani wspomnieniami jak to fajnie było w fazie zalotów gdy ta druga strona się starała,
        żadne z nich nie ma odwagi podjąć tej ostatecznej decyzji i do niej się szczerze przyznać, że nie wyszło.
        Czekają, by "wina" drugiej strony była na tyle duża żeby przy rozstaniu wióry leciały i nie było co zbierać. A po co? Nie można się rozstać w zgodzie?

        • triss_merigold6 Re: No i o co Ci chodzi? 25.01.12, 12:02
          Nie wykluczam.
          Chociaż z drugiej strony to setki razy w artykułach, na forach, w poradnikach etc. czytałam rady pt. "napisz do niego list/maila", ponieważ list/mail miał pozwolić na uporządkowanie myśli, wyciszenie emocji i wypunktowanie najważniejszych spraw. No to facet się przejął i pisze maile zgodnie z zaleceniami m.in. psychologów. Ale konfrontację podjąć powinien.
          • garibaldia Re: No i o co Ci chodzi? 25.01.12, 12:29
            Na początku stycznia już do siebie maile pisali. Widać się panu spodobała ta forma przekazu, po co śię wysialac na rozmowę jak można se maila napisać a potem się z piwem zamknąć i se przeżywać?
            Dla mnie oboje się zachowują niedojrzale. Tymi metodami się związku nie zbuduje. Jeśli życie "wirtualne" wchodzi w nawyk i jest bardziej pociągające niż kontakt bezpośredni.
            • triss_merigold6 Re: No i o co Ci chodzi? 25.01.12, 12:40
              Ależ ja się z tym zgadzam, że mail powinien być tylko punktem wyjścia.
              Tyle, że nie neguję całkowicie takiej formy artykułowania emocji i w ogóle rzeczy trudnych. Sama od obecnego partnera dostałam niegdyś parę maili w których wypisał to, co trudno mu było powiedzieć i nie podchodziłam ambicjonalnie na zasadzie "powiedz! musisz to powiedzieć, bo inaczej się nie liczy"; pisałam spokojne i wyważone sms-y zamiast w pierwszym odruchu zadzwonić i nawrzeszczeć; rozmawialiśmy na gg i tak dalej. Ale to na długo długo zanim zamieszkaliśmy razem.
              • garibaldia Re: No i o co Ci chodzi? 25.01.12, 13:07
                Mail jako punkt wyjścia - super. Mali notorycznie zamiast rozmowy - odpada. Tym bardziej gdy się mieszka pod jednym dachem a mówi o problemach maliowo to jakaś paranoja się robi.
                Jedna strona w mailu tworzy listę co mu nie odpowiada, druga strona taką samą listę w drugą stronę, no i? brak "podsumowania" , wspólnego konsensusu. bo jest unikanie zmierzenia się z problemem i wzięcia za to odpowiedzialności.
                Jesli nie ma rozmowy szukającej części wspólnych w obu mailach, to są one jedynie oświadczeniem "ja mam tego dość a ty se rób co chcesz". Z drugiej strony gdybym zauważyła że mój facet na jakimś publicznym forum zamieścił mój prywatny bardzo osobisty list do niego by inni go komentowali to wkurzyłabym się nieziemsko. To związek dwojga osób a nie zabawa w ploteczki.

                Czy jeśli w mieszkaniu znowu będzie czyściutko to bliskość między Nim i Nią będzie większa?
                We dwoje nie umieją tej satysfakcjonującej bliskości stworzyć, prowadzą grę.
                Mogą skorzystać pomocy psychologa który każdego z nich "ustawi" by nie czuł się jedynym niewinnym sytuacji.
                Albo pora uznać, że "lepiej mi się żyło bez ciebie, teraz się męczę a nie chcę dłużej" i sobie podziękowac za to co było dotąd miłe.
                • triss_merigold6 Re: No i o co Ci chodzi? 25.01.12, 13:23
                  Wydaje mi się, że autorka i jej partner zwyczajnie do siebie nie pasują. Mogli mieć dobrą wolę ale rzeczywistość ich przerosła, tak zwyczajnie, bez doszukiwania się konkretnej winy. Rozjechały im się plany i oczekiwania wzajemne z możliwościami.

                  Jeśli się rozstaną, to autorka powinna wyciągnąć jednak jakieś wnioski i spojrzeć także na siebie krytycznie. Absolutnie nie zgadzam się z gdzieś wyżej rzuconym hasłem, że matka powinna zawsze stawać po stronie dziecka i zawsze być dumna, nie na tym polega wychowanie i socjalizacja. 8-latek to nie jest aż tak małe dziecko, żeby nie mógł pojąć pewnych kwestii: ubrania chowamy/wrzucamy brudne do kosza na pranie, talerz odnosimy, a jak zdarzy się nasikać w nieodpowiednim miejscu to sprzątamy. Mam syna 7-latka więc IMO wiem z grubsza czego można wymagać i co nie przerasta dzieciaka.
                  • garibaldia Re: No i o co Ci chodzi? 25.01.12, 14:13
                    Zgadzam się z tym,
                    myślę że niepotrzebnie przedłużają tę grę w maile+milczenie,
                    bo w takim wydaniu to robi się jakaś gra do której dołącza coraz więcej postronnych osób.
                    Wywalić sobie kawę na ławę że jednak czego innego się chce, uścisnąć rękę i się rozejść.
                    Bo można kolejne lata pisać maile o tym "tak cię kocham, czemu nie jesteś taka/i jak bym chciał/a" a na co dzień się kłócić, tylko po co...
        • mama_myszkina Re: No i o co Ci chodzi? 25.01.12, 15:20
          garibaldia napisała:

          > Chodzi o to, że jeśli facet pisze długaśnego maila składnego i klarownego, po c
          > zym kolejny raz zamyka się z piwem w pokoju nie chcąc rozmawiać to wygląda to
          > na grę: ja mam dość ale to ty podejmij decyzję bo ja jestem "zbyt wrazliwy" a n
          > ie chce mi się już wysilać. Zaś kobieta w zamian deklaruje że chce być z nim,
          > ale z takim jaki był na początku , czyli wtedy gdy mu się chciało starać.
          > Dorośli się nie bawią w takie przerzucanie mailami i równoczesne unikanie konfr
          > ontacji twarzą w twarz.
          > Prawdopodobnie oboje już czują, że to nie gra, męczą się razem trzymani wspomni
          > eniami jak to fajnie było w fazie zalotów gdy ta druga strona się starała,
          > żadne z nich nie ma odwagi podjąć tej ostatecznej decyzji i do niej się szczer
          > ze przyznać, że nie wyszło.
          > Czekają, by "wina" drugiej strony była na tyle duża żeby przy rozstaniu wióry l
          > eciały i nie było co zbierać. A po co? Nie można się rozstać w zgodzie?
          >

          Zgadzam się z tym w całej rozciągłości.

          Oboje mają jazdy ichyba są ze soba na zasadzie koluzji, tzn ich relacja polega na zazębianiu się pewnych cech osobowości, które wzajemnie się uwypuklają. Innymi słowy, zamiast wyzwalać w sobie dobre cechy, ten związek wyzwala w nich złe.

          Moim zdaniem nic z tego nie będzie chyba, że zostaną ze soba i będą sie coraz bardziej nienawidzić (niektóre pary tak mają). Pamiętam parę, małżenstwo od 40 lat, gdze państwo od dłuzszego czasu tak się nienawidzili, że pod nieobecność pana pani sikała na jego ulubiony fotel big_grin

          Tu mam wrazenie jest podobnie - Wojtek lubi porządek, wiec piegus syfi. Gdyby Wojtek nagle stwierdził, że czuje się świetnie i zacząłby robić swój syf, piegus zaczałby sprzątać tongue_out
    • kobieta306 Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 11:49
      może ja jestem dziwna ale upublicznienie cudzego listu na forum jakos mnie nie nastawiło pozytywnie do autorki wątku. Tak sie po prostu nie robi, nawet jeśli jest to niby anonimowe. Gdy ten pan sie o tym dowie, może być niezadowolony i bedzie to uzasadnione.

      dodatkowo rozumiem w pełni jego dażenie do względnego porządku w mieszkaniu/domu. Podobnie jak Zmęczona, uważam, że on prosi nie o pedanterię ale o to by nie zyć w chlewie.
      W sumie szkoda mi tego gościa. Ale najbardziej szkoda mi tego biednego dzieciaka sad az się płakać chce gdy się pomyśli jak odbiera to wszystko dziecko. Dla niego to ogroman ogromna krzywda.
      • moniapoz Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 13:26
        > może ja jestem dziwna ale upublicznienie cudzego listu na forum jakos mnie nie
        > nastawiło pozytywnie do autorki wątku. Tak sie po prostu nie robi, nawet jeśli
        > jest to niby anonimowe. Gdy ten pan sie o tym dowie, może być niezadowolony i b
        > edzie to uzasadnione.

        nie jesteś dziwna - zgadzam się w 100 %, choć jestem w stanie zrozumieć motywację autorki - dla mnie tym bardziej jest to niefajne, że to list osoby z która tworzy się związek intymny. dla mnie to niestety świadczy o tym, że ten związek nie ma sensu ani szans.

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • kami_hope Szczera, wyjaśniająca rozmowa 01.02.12, 15:15

        I moje wrażenia były podobne. Z jednej strony to nielojalne i ukazuje, że Agnieszka z Wojtkiem już w jednej drużynie nie grają. Bo co innego, kiedy jedna ze stron zwierza się w dobrej intencji, by znaleźć rozwiązanie problemu, a co innego upublicznianie osobistej korespondencji – pod osąd. I właśnie na tej podstawie – poddania Wojtka pod osąd – wnioskuję, że Agnieszka nie działa w kierunku rozwiązania problemu.

        Uważam, że forma przekazu jaką Wojtek wybrał jest całkiem zrozumiała. Z treści listu wynika, że niejednokrotnie próbował porozumieć się z Agnieszką i ubolewa nad tym, że nie potrafią ze sobą rozmawiać. Wygląda na to, że od początku robił wiele by się dostosować do partnerki, jednak nie może już dłużej wyrzekać się siebie i swoich potrzeb. Zabrakło mu motywacji, tej najważniejszej – nie czuje się kochany, lecz traktowany przedmiotowo (i to „doraźnie” – jest tu lęk przed wykorzystaniem i porzuceniem).

        U Agnieszki zwraca moją uwagę ujęcie w kategoriach „winy”. Tu nie ma osób odpowiedzialnych lub współodpowiedzialnych ale są „winni” zaistniałej sytuacji. A to już gra. Wina wymaga pokajania się, kary, odpokutowania. „Winny” może przyjąć tą rolę lub się przed nią bronić. Przegrany-wygrany. Jakby nie było, problem nie zostanie rozwiązany i sytuacja się nie wyprostuje. Agnieszka cieszy się, że Wojtek czuje się winny – i to zasługuje na szczególne zastanowienie się (co na tym zyskuje?).
        Powinna zwrócić się do niego z pytaniem, jakie widzi możliwe wyjścia z sytuacji, czego oczekuje, jakie rozwiązania by go usatysfakcjonowały? Po udzielonej odpowiedzi, powinna odnieść się do tego i szczerze odpowiedzieć, na ile jest wstanie zrealizować określone oczekiwania. Dalej z kolei sama powinna przedstawić swoje oczekiwania, bez osądzania zachowań drugiej strony (bo to zwykle wzbudza mechanizm obronny, oddala skupienie się na danym problemie, rodzi kolejne konflikty), szczerze powiedzieć czego jej brakuje, czego nie lubi, itp. I jak poprzednio, tym razem Wojtek powinien ustosunkować się do tego i zaproponować możliwe działania. Oboje oczywiście powinni być szczerzy, bez obiecywania „poprawy”, bo to tylko rozwiązanie czasowe, rodzi jedynie nadzieje, które szybko są rozwiane i w konsekwencji wywołują dużo większe frustracje. Powinni szczerze i dojrzale popracować nad kompromisem.

        Nie sądzę, że ten związek jest skazany na pewną porażkę. Mimo, że treść listu Wojtka wskazywałaby na to, że on już mentalnie zakończył ten związek. Do tego izoluje się i popija. Agnieszka zaś jest nielojalna (upublicznia korespondencję) i gra na swoje.
        Jednak! Jeśli oboje zdecydują się wyjść ze swoich narożników i odnajdą w sobie wolę by iść na kompromis, zrozumieć nawzajem swoje potrzeby i z wzajemnym szacunkiem zaczną je realizować, to uważam, że po przejściu tego kryzysu, ich związek zda ważny egzamin trwałości i da rokowania na przyszłość.
        • piegus78 Re: Szczera, wyjaśniająca rozmowa 01.02.12, 18:29
          Nie raz nie dwa próbowałam rozmawiać...
          Tak szczerze...
          O tym czego mi brak...
          I naprawdę znam potrzeby W.
          Jak mam zachować się gdy słyszę
          - 'nie zdziw się jak wrócisz do domu to nie będziesz mogła otworzyć drzwi?( wymienie zamki)
          -Ty niedoruchana dziwko....
          - albo gdy mężczyzna wali Cię w trzarz?

          Ps. Szukam mieszkania...
          Nie jest to takie proste....
          Gdy jest się trędowatą....
          Tzn. mamą z dzieckiem...
          Pozdrawiam Was...

          Coraz bardziej smutna......... sad(((
          • moniapoz Re: Szczera, wyjaśniająca rozmowa 01.02.12, 18:36
            Piegus
            sama kiedyś byłam osobą która wynajmowała mieszkanie komuś - nigdy kobieta z dzieckiem nie była problemem.

            Obecnie moja kuzynka po rozwodzie przeprowadziła się z córka do Poznania - bez problemu wynajęła mieszkanie w centrum za sensowne pieniądze - jeżeli jesteś zainteresowana mogę podpytać o kontakt z właścicielką, bo pamiętam, że ona ma więcej mieszkań do wynajęcia (nie wiem czy obecnie wolnych).

            daj znać

            pozdrawiam !

            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • kami_hope Re: Szczera, wyjaśniająca rozmowa 01.02.12, 18:47
            Piegus, współczuję. Nie czytałam Twojej historii, odniosłam się w tym wątku, i do listów. I szczerze mówiąc, nie rozumiem teraz… (ani tego co on napisał w tym liście, ani tego co Ty napisałaś). To znaczy jak, bije Cię??
            Jeśli jest tak źle, to… po prostu trzeba reagować już, natychmiast.
            • piegus78 Re: Szczera, wyjaśniająca rozmowa 01.02.12, 19:08
              monipoz.... Chętnie jeśli dowiesz się czegoś o mieszkaniu i dasz mi znać... Bardzo mnie ucieszy jeśli dasz mi znać...

              kamihop... No niestety zdarzyło się tak kilka razy...

              Ps. Apropo mieszkania- w miejcu w którym jestem zameldowana (tzw.dom rodzinny)posiadam wyrok o eksmisję z zasądzeniem lokalu socjalnego... (Temat na dłuższą rozmowę....)
              Piszę od ok.9 lat do ZKZLu o mieszkanie.... I niestety nic.... <ieszkania otrzymują ludzie którzy są w większej potrzebie...
              Chociaż jedno mieszkanie o które się starałam do dnia dzisiejszego stoi puste...
              • garibaldia Re: Szczera, wyjaśniająca rozmowa 01.02.12, 19:49
                Facet Cię bije, wyzywa, popija a Ty się go trzymasz i trzymasz i biegasz na rozmowy wyjaśniać coś?... Daj spokój. Chyba, że utrzymuje Cię finansowo i się "sprzedajesz" i w pakiecie ma możliwość poniżania Cię.
                Odetnij przeszłość i zacznij działać. Wynajmij cokolwiek, nawet nie musi to być samodzielne mieszkanie. I nie oglądaj się na pomoc państwa tylko szukaj możliwości dodatkowego zarobku. Gdy będziesz zdeterminowana to wszystko pozytywnie poukładasz. Ale nie czekaj na cud lub czyjąś łaskę(bo za nią się słono płaci) tylko działaj.
              • kami_hope Tu już nie ma nad czym się zastanawiać. 01.02.12, 21:42

                W zasadzie to już dużo było powiedziane do tej pory.
                Jak Mayenna napisała w poprzednim wątku: weszłaś w związek z „Panem” na nierównych zasadach. I dalej, równie trafne zdanie Mayenny „Jak my lubimy kawior a ona tylko kaszę to trudno znaleźć taka potrawę, żeby się te dwa elementy komponowały ze sobą i były zjadliwe”. Po prostu od początku nie był to związek partnerski i w końcu dysonans doprowadził do przykrych konsekwencji.
                Rybak o układzie handlowym wspomniał, gdzie Ty potrzebujesz bazy materialnej, a dokładniej - już wiemy – mieszkania. W żadnych układach nie ma niczego za darmo. Najwyraźniej „Pan” dochodzi teraz zwrotu Twojej części umowy (i już nie ważne, czy i jak się wcześniej dogadywaliście).
                A i widzę, że założyłaś wątek już niemal miesiąc temu… Nie rozumiem co jeszcze robisz w jego mieszkaniu? Po cholere analizować listy itp.? Tu już NIE MA CO analizować.
                Właśnie przeglądam ogłoszenia: mieszkanie - 1 pokój 700-800zl, 2 pokoje 1050zl, najtańszy pokój do wynajęcia jaki znalazłam „na szybko” – 300zl (Poznań).
                Decyzja należy do Ciebie.

                Dziecka mi szkoda… normalnie brak słów.

              • moniapoz Re: Szczera, wyjaśniająca rozmowa 02.02.12, 12:05
                Piegusie,
                mam już ten kontakt, zadzwoniłam podpytałam i sprawa wygląda tak: babka ma kilka mieszkań, obecnie dwa wolne w tym kawalerkę na Śródce i jakieś większe 2 pokojowe mieszkanie w centrum (cena od 850 - 1200 PLN)
                ona patrzy na wynajem biznesowo: czynsz ma być opłacony a czy jesteś matką czy osobą samotną - jej to nie obchodzi.
                ja nie wiem gdzie mieszkasz i jakie masz możliwości finansowe, gdzie to mieszkanie chciałabyś wynająć i za ile ale w razie czego podeśle kontakt na Twój mail gazetowy (mam nadzieję, że masz ?)

                ------
                Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • mayenna Re: Szczera, wyjaśniająca rozmowa 02.02.12, 11:48
            W całym tym wątku nie padło ani razu stwierdzenie że Piegus jest ofiarą przemocy. W wątku Milix takie stwierdzenie się pojawia mimo, ze moim zdaniem nie jest to aż tak jasne jak tutaj.

            Piegusie, Wojtek jest alkoholikiem. Uniemożliwia mu to normalny związek.Nie zbudujesz dobrej relacji z alkoholikiem, z hazardzistą, osobą chorą psychicznie, z nadmiernie przywiązaną do rodziców. Nie poradzisz nic na to że nie da rady bo to on ma problem i dopóki nie dojrzeje do zauważenia go, to nic się nie da zrobić.

            Napisz jakiej pomocy potrzebujesz: jakie mieszkanie i gdzie, ile możesz na nie wydać. Może pomożemy ci coś znaleźć.Piegusie, wyprowadzka nie musi oznaczać końca relacji z Wojtkiem ale moim zdaniem w tej chwili bezpieczniej będzie dla ciebie i Jędrka jak zamieszkacie oddzielnie.Wojtek też będzie mógł odetchnąć.

            W sprawie tego mieszkania, którego ci nie przydzielono a stoi puste, to poszłabym do lokalnej gazety. Nagłośnienie sprawy czyni czasem cuda.
            • kami_hope Re: Szczera, wyjaśniająca rozmowa 02.02.12, 22:41
              >W całym tym wątku nie padło ani razu stwierdzenie że Piegus jest ofiarą przemocy. W wątku Milix takie stwierdzenie się pojawia mimo, ze moim zdaniem nie jest to aż tak jasne jak tutaj.

              Słuszna uwaga. To chyba wynika z tego, w kilku innych wątkach słowo „przemoc” jest nadużywane. Piegus, nie wiele pisze o tym co faktycznie się u niej dzieje. Kwestia bicia wypłynęła w zasadzie wczoraj. A że Piegus, zdaje się niewiele robić we własnej sprawie, a bynajmniej, nie wynikają z tego żadne konkretne działania, to ludzie mogli dać sobie spokój, co by nie gadać po próżnicy.
              U Millyxxx, rzeczywiście zjawisko przemocy nie jest takie jednoznaczne. Bardziej mi to wygląda na dziecinadę i „przeciąganie liny”, fochy, itp. Nie bagatelizuję problemu, tam problemy są, z tym, że – jak sądzę – do rozwiązania. U Herty kwestia przemocy jest jeszcze mniej jednoznaczna; gdzie jej lęk przed życiem po prostu wynika z nic nie robienia, z notorycznego unikania podejmowania życiowych wyzwań, a mąż jawi się jako „pionek” w jej grze, który jako dominujący w związku chroni ją (bezpośrednio lub pośrednio) przed sytuacjami których ona się boi, tym samym ogranicza jej konfrontację z życiem. Tylko, że ta sytuacja jest nieszczera, bo żona czerpie korzyść z uskarżania się na jego „przemocowy charakter”, zaś on pozostaje w trudnym dla niego położeniu.

              Trudno powiedzieć co Piegus zamierza, czego chce. Ale, fakt faktem, w tym związku jest przemoc.
              …tylko co ona chce z tym zrobić?

    • yoma Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 19:35
      Piegus, żyjesz?
      • blue_ania37 Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 19:50
        Żyjesmile była dzis u mnie, p.W przeprasza i mówi, że kocha, ja jutro odwoże małego do szkoły więc chyba Piegus myślismile
        • yoma Re: Pomocy... część 2 25.01.12, 19:52
          No to trzymajcie się tam, babeczki.
          • piegus78 ... 31.01.12, 23:14
            Jakoś jeszcze żyję... Ale co to za życie?
            Wysiadam.......
            • mayenna Re: ... 01.02.12, 08:22
              piegus78 napisała:

              > Jakoś jeszcze żyję... Ale co to za życie?
              > Wysiadam.......
              Podobno nikt nie obiecywał, że w życiu będzie łatwo.Trzymaj się i piszsmile
            • rybak Re: ... 01.02.12, 09:05
              Piegusie, powiem Ci to samo, co Hercie kilka postów wyżej: od Twojego pierwszego wpisu na forum upłynął prawie miesiąc. Czy zrobiłaś coś konkretnego w tym czasie, żeby poszukać dla siebie i dziecka wyjścia Z tej sytuacji POZA domem zalkoholizowanego Pana i Władcy z miętkim ego? 30 prawie dni minęło... A Ty, zdaje sie, nadal się kręcisz w kółko.

              I jeszcze jedno - a właściwie dwie sprawy - na listy pana nie patrz, on z pełną pogardą dla Ciebie i Twojego dziecka wykorzystuje swoją przewagę intelektualystywink po prostu. A zamykanie się z alkoholem mówi samo za siebie - rytuał. Najpierw zwarcie, potem katharsis, potem picie... ZAMIAST czegoś, co jest w normalnych rodzinach. A czego, to sobie sama dopowiedz.
              I druga sprawa - czy uważasz za normalne to, że tak bez żadnych zahamowań ujawniasz korespondencję? Waszą. Jakiż to jeszcze związek???

              Aha - na koniec - tak jak się obawiałem - twoje dziecko już zaczyna cierpieć w związku z TWOIM toksycznym układem z panem i władcą. I co? chcesz w to brnąć dalej, wiedząc już na pewno, że będzie tylko gorzej? Przede wszystkim dla dzieciaka, który zaczyna mieć w domu nad sobą sfrustrowanego tresera a nie wychowawcę?
              • yoma Re: ... 01.02.12, 11:05
                > A Ty, zdaje s
                > ie, nadal się kręcisz w kółko.

                No bo nadzieja, Miszczu, umiera ostatnia smile
            • rybak Re: ... 01.02.12, 09:10
              I chyba pora zastanowić się, czym ten układ MIAŁ dla Ciebie być... I co Tobie on miał dawać, kompensować i ułatwiać. Czego on dla Ciebie miał być protezą, skoro nadal tkwisz w nim po uszy, WIEDZĄC już, że to nie jest dobre ani dla Ciebie ani dla Twojego dziecka. I że to nie jest rodzina.
              Pozdrawiam
              Powodzenia zyczę
              • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 12:47
                Witam wszystkich uczestników tego wątku, choć nie ukrywam, że moje pojawienie się tutaj nie jest dla mnie zbyt miłe. Skoro jednak wątek ten bezpośrednio dotyczy mojej osoby i zostały w nim nawet ujawnione (bez mojej wiedzy) fragmenty mojej prywatnej korespondencji, to poczułem się "wywołany do tablicy"...

                Zdaję sobie doskonale sprawę, że przynajmniej część z obecnych tu dyskutantów stanowią osoby, które znam osobiście a nawet potrafię zidentyfikować, ale mimo to liczę na Waszą bezstronność i obiektywizm...

                Nasz związek z Agnieszką jest niewątpliwie związkiem toksycznym. I nie chciałbym rozpatrywać tego w kategoriach czyjejkolwiek "winy", bo zapewne oboje czujemy się w tym związku równie źle. Nie mam też zamiaru za wszelką cenę "wybielać" się ani usprawiedliwiać, bo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że często brakuje mi cierpliwości i trudno mi okiełznać moją naturę choleryka. Mimo to jednak uważam, że na tym forum padło pod moim adresem bardzo wiele niesprawiedliwych zarzutów, do których nie miałem nawet szans się ustosunkować...

                Najbardziej chyba zabolało mnie to, co napisaliście o "przemocy". Nie od dziś wiadomo, że agresja "napędza" agresję. Mam do Was pytanie - jak zachowalibyście się w sytuacji, kiedy Wasza partnerka/partner podczas sprzeczki zaczynającej się z jakiegoś zupełnie błahego powodu w pewnej chwili zaczyna z wściekłoscią zrywać zasłony, karnisze i rolety nad oknami? Albo z całej siły trzaska drzwiami do pokoju tak długo, aż stłuczę w nich szybę? Czy w takiej sytuacji próba "siłowego" powstrzymania jej przed tym może być zakwalifikowana jako "przemoc"?

                Zgadzam się z Wami, że porozumiewanie sie poprzez maile w sytuacji, kiedy dwoje ludzi mieszka ze sobą pod jednym dachem jest chore i nienormalne. Ale co zrobić w sytuacji, kiedy jakakolwiek próba przedyskutowania dręczących Was problemów "na żywo" kończy się albo ironicznymi komentarzami, albo wręcz frontalnym atakiem na Was w sytuacji, kiedy powiecie "prosto w oczy" coś, na co ta druga osoba ma odmienne zdanie? Mail daje przynajmniej możliwość niczym niezakłóconego przekazania wszystkich swoich myśli, bez obawy, że rozmówca nie pozwoli Wam dokończyć zdania albo "zakrzyczy" Was w połowie rozpoczętej myśli. Oczywiście idealnie by było, gdyby taki mail stanowił punkt wyjścia do późniejszej konstruktywnej dyskusji "twarzą w twarz", ale w naszym przypadku niestety nijak się to nie sprawdza...

                Co do kwestii porządku - nie, nie jestem pedantem! Doskonale rozumiem też , że zarówno dziecko jak i zwierzęta w domu mają "swoje prawa" i że trudno jest wtedy oczekiwać nieskazitelnej czystości i idealnego porządku. Ale od dziecka wpajano we mnie, żeby zawsze starać się "na bieżąco" o ten porządek dbać. Ścierać od razu przypadkowo rozlaną na stole kawę, usuwać resztki pozostałe po zakończeniu posiłku, brudne naczynia wkładać od razu do zmywarki zamiast budować z nich rosnącą piramidę w zlewozmywaku, brudną bieliznę wrzucać do kosza na bieliznę a nie zostawiać na podłodze w łazience. Uważam też, że np. estetyczny stojak na wina w kuchni powinien służyć do przechowywania wina, a nie do upychania pod nim i na nim przeczytanych czasopism i jakichś zbędnych papierów, z którymi nie wiadomo co zrobić, a suszarka na ręczniki w łazience powinna służyć do suszenia ręczników, a nie jako wieszak na ubrania. Przyjmując niespodziewanych gości nie chce też wiecznie zastanawiać się, czy na stoliku w łazience nie leżą akurat brudne skarpetki, a na podłodze mokry, zwinięty w kłębek ręcznik lub zużyte patyczki do czyszczenia uszu. Jesli moje oczekiwania wydają się Wam zbyt wygórowane to napiszcie mi o tym, może powinienem się nad sobą zastanowić...

                Co do Jędrka - przez te dwa lata zżyłem się z nim prawie tak, jak ze swoim własnym synem i trudno mi wyobrazić sobie, żeby miał on tak z dnia na dzień zniknąć z mojego życia. Nie uważam jednak za nic niewłaściwego dyscyplinowania go nawet w tak "wstrząsowy" sposób do chociażby dbania o elementarny porządek, skoro kilkunastokrotnie powtarzane prośby nie przynoszą żadnego skutku, a do tego jego rodzona matka zdaje się cały problem kompletnie ignorować.

                Kolejna sprawa... Czy wyobrażacie sobie normalny, zdrowy związek dwojga kochających sie i mieszkających razem ludzi, którzy przez dwa lata nie potrafili wypracować żadnego rozsądnego systemu planowania wspólnych wydatków? Ja o przychodach i wydatkach Agnieszki nie wiem praktycznie nic. Czasem tylko dwa lub trzy dni po wpłynięciu jej pensji dowiaduje się, że do końca miesiąca zostało jej 100 zł. Spłacając samemu miesięcznie ponad 2000 zł kredytów zaciągniętych na budowę domu czuje się jak intruz za każdym razem, kiedy próbuję skłonić Agnieszkę do partycypowania w spłacie rachunku za prąd lub gaz. A jeśli już zdarzy się tak, że próbujemy usiąść razem i zaplanować wydatki na najbliższy miesiąc, to zawsze dzieje się to z mojej inicjatywy i zawsze jest to na niej wręcz wymuszone.

                Czy naprawdę uważacie, że wobec tego wszystkiego, co napisałem należy spodziewać się po mnie wielkiego entuzjazmu i chęci do naprawiania naszego związku?

                I jeszcze na zakończenie - ujawnienie na forum publicznym czyjejś prywatnej, w dodatku dotyczącej tak osobistych spraw korespondencji bez jego wiedzy i woli uważam za najzwyklejsze świństwo, niezależnie od intencji jakie przyświecały robiącej to osobie!
                • garibaldia Re: ... 07.02.12, 13:01
                  Facet - wy nadal razem jesteście?
                  Tak, to w co się bawicie to przemoc.
                  Widać, że obydwoje z was toksyczność tego związku mocno rajcuje.
                  I- jak widać- nie dociera do Ciebie w czym problem ani nie zamierzasz nic zmieniać.

                  Ku.wa jakiś przymus że musicie z sobą być jak to zmierza do głębokiej patologii?
                  Dopiero jak wam tam policję przyślemy to się pohamujecie??

                  Dwoje gówniarzy skarżących się na forum i oczekujących że to inni im życie dobrze ułożą..

                  A wyzwiska i machanie rączkami, to takie tam "ja tylko cholerykiem jestem, ach, takie tam..nie muszę nad tym pracować, to jej agresja napędza moją a ja jestem niewinny"
                  Żałosne.
                  • moniapoz Re: ... 07.02.12, 13:08
                    Wojtek zdaje się nie chciał nic na forum ogłaszać - to chyba nie dzięki niemu jego prywatna korespondencja trafiła tutaj ?

                    związek jest toksyczny i należy albo zakończyć albo próbować za pomocą specjalisty ratować

                    a reakcje Wojtka czyli napisanie postu - rozumiem : nie znamy go kompletnie, tylko z opisu Piegusa a już niektórzy z nas go ocenili i przypięli łatkę pedanta itd.

                    ------
                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                    • garibaldia Re: ... 07.02.12, 13:16
                      Tia.. łatka pedanta najważniejsza. Ważniejsza niż to, że wyzywa, pije i ręcami macha a potem mówi, ze to przecież nie jego wina tylko jej bo go sprowokowała. I tak od dawna.
                      I zamiast dorośle wyprosić panią z ktorą nie chce żyć, to trzyma jej się nadal. i nadal pije, macha rączkami, nie odzywa się albo wrzeszczy, i jeszcze wkurzonym wrzaskiem "dyscyplinuje" dziecko, dla dobra dziecka rzecz jasna.

                      Dlaczego ludzie tak uwielbiają się znęcać nad sobą i swoimi najbliższymi? Jakis przymus jest być z kimś kogo się nie lubi i kto kompletnie nie pasuje?
                      Rodzice was tłukli i "dyscyplinowali" i trzymali krótko jak psów w przemocy emocjonalnej, że sami nie umiecie inaczej?
                      • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 13:25
                        Przykro mi bardzo, ale jesteś w błędzie. "Pani" nie "wyproszę dorośle" (czytaj: nie wyrzucę na ulicę) po pierwsze dlatego, że nadal mam (minimalną) nadzieję, że kiedyś w końcu uda się nam znaleźć wspólny język, a po drugie (przede wszystkim) dlatego, że ta Pani po prostu nie ma dokąd pójść i taka decycja dla niej oznaczała by tułanie się wraz z dzieckiem w poszukiwaniu dachu nad głową.

                        Reszty Twojego tekstu nie komentuje, bo nie mam zamiaru udowadniać, że nie jestem wielbłądem.
                      • moniapoz Re: ... 07.02.12, 13:28
                        szczerze mówiąc nie chciałam pisać o innych łatkach jakie tu mu doklejono jak impotent czy alkoholik....wszystko to wiemy od Piegusa, jednostronnie....i być może to prawda a być może nie do końca, nie jestem w stanie tego ocenić.

                        oczywiście zgadzam się z Tobą, że taki związek w takiej formie nie ma sensu - żadnego.
                        ale ja będąc na miejscu Wojtka i czytając mój prywatny list na forum też chciałabym mieć możliwość odpowiedzi na niego.


                        ------
                        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                        • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 13:47
                          Szczerze mówiąc nie przeczytałem nawet całego tego wątku, więc akurat zarzuty "impotencji" i "alkoholizmu" jakoś mi umknęły, ale szczerze mówiąc zbyt mnie to nie dziwi, skoro moja (?) kobieta np. o szczegółach dotyczących naszego intymnego pożycia potrafiła kiedyś romawiać nawet w mojej obecności ze swoim kolegą z pracy. Na szczęście mam do siebie samego dość duży dystans...
                        • garibaldia Re: ... 07.02.12, 13:53
                          No i napisał to samo co i Piegus. Ona jest taka śmaka a ja właściwie niewinny i wszystko co robię to dla jej dobra.
                          Do psychologa pan się nie wybiera ale !... uwaga!... łaskawy pan MYŚLAŁ O TYM (eureka. pewnie wtedy jak chlał to i myslał) i wymyślił tyle że on jest ten dobry bo własciwie mu się nie chce wysilić, ale kiedyś miał przecież myśl!

                          Gdybym ja miała laury dostawać za to czego nie zrobiłam ale o tym MYŚLAŁAM to kurczę, Nobel z kazdej dziedziny byłby mój.
                  • sonia_30 Re: ... 07.02.12, 13:17
                    A jak Ty bys postąpiła, gdyby Twój wspólnik życiowy (bo partner to złe słowo w tej sytuacji) wywalił Twoje wynurzenia na Forum i to takim gdzie bywają znajomi. Żałosne było posunięcie Piegusa jeśli już koniecznie oceniac trzeba.
                    A do Wojtka: co zrobisz z tym fantem dalej? Bo że w obecnym kształcie nie ma to żadnego sensu wiesz. Dostrzegasz jakieś światło w tunelu? Masz ochotę nad relacją pracować?
                    • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 13:37
                      Jeszcze kilka miesięcy temu bardzo chciałem to zmienić. Teraz jestem tym przede wszystkim zmęczony. Mnie i Agnieszkę dzieli bardzo wiele - odmienne środowiska z jakich się wywodzimy, odmienne kręgi znajomych, odmienne spojrzenie na bardzo wiele spraw, odmienne zainteresowania, przyzwyczajenia, zasady życiowe. Kiedyś wydawało mi się, że to wszystko jest do pokonania, że jeśli tylko dwoje ludzi bardzo chce znaleźć nić porozumienia i chce szczerze *rozmawiać* ze sobą, to musi się udać. Niestety, w naszym przypadku stało się inaczej. I winne temu są chyba przede wszystkim nieprawdopodobne wręcz problemy z naszą wzajemną komunikacją, żeby nie powiedzieć wprost brakiem komunikacji. Myślałem nawet poważnie nad wizytą (nas obojga) u psychologa, ale im dłużej nad tym myślę, tym mniej chyba liczę na cud...
                      • mayenna Re: ... 07.02.12, 14:40
                        To nie jest do pokonania. Tu jest błąd w Twoim myśleniu i postępowaniu. To trzeba zaakceptować.
                  • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 13:19
                    Moja droga! Chciałbym nieśmiało zwrócić Ci uwagę na fakt, który być może umknął Twojej uwadze - to nie ja wpadłem na pomysł "skarżenia się" komukolwiek na tym forum i to nie ja umiesciłem tu fragmenty prywatnej korespondencji z "odpowiednim" komentarzem. Zdecydowałem się włączyć do tej dyskusji bo uważam, że mam prawo do obrony, natomiast nie oczekuje od nikogo z Was, że "za mnie ułożycie moje życie". Nie bardzo też wiem co masz na myśli pisząc, że "nie zamierzam nic zmieniać" - owszem, zamierzam i to w najbliższej przyszłości. I widzę jedynie dwa wyjścia - albo Agnieszka nauczy się wreszcie nie tylko *mówić*, ale i *słuchać*, albo nasze drogi bedą musiały się rozejść. To drugie wyjście, pomijając już nawet uczucia, którymi mimo wszystko nadal ją darzę, jest problematyczne z zupełnie prozaicznego powodu: nie wyobrażam sobie, abym ot tak potrafił wyeksmitować z mojego domu kobietę z dzieckiem, z którą przeżyłem razem dwa lata i która nie ma się gdzie podziać.
                    • garibaldia Re: ... 07.02.12, 13:44
                      A co zamierzasz zrobić z swoim alkoholizowaniem się, zamykaniem w pokoju zamiast rozmowy, nieodzywaniem, wyzwiskami, rękoczynami, "dyscyplinowaniem" małego dziecka wrzaskiem? Ma z Tobą zamykac się w pokoju i chlać by się dostosowac do twojej normy życia? Bo oczywiście ty jesteś niewinny, czysty jak łza, albo ona się dostosuje albo aut. Pan rzekł sługa musi. Toksyczny związek tworzą DWIE osoby. Jedna toksyczna osoba nie ma szans, chyba, że ze sobą samym.
                      I po co "eksmitować", przecież to niehumanitarne, bardziej humanitarne jest tkwić i robić jazdy i awantury. Dla dobra innych rzecz jasna.
                      Agnieszka ma do odpracowania swoją działkę a ty swoją, jakbyś nadal nie wiedział.
                      • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 13:50
                        Garibaldia, gdyby Piegus chciał się wyprowadzić zrobiłby to. Proponuję, nie zachęcać Wojtka do eksmisji bo obawiam się, że to może być dla Piegusa najgorszy z możliwych scenariuszy i podejrzewam, że Wojtek zdaje sobie z tego sprawę.

                        Alkoholizowanie się, rękoczyny są niedopuszczalne z OBU stron, tak jak niszczenie mienia poprzez zrywanie zasłon, bicie szyb, doprowadzanie mieszkania do ruiny, nie dokładanie się do wydatków. To wszystko jest przemocą.
                        I Piegus i Wojtek mają co robic, ale podejrzewam, że nawet oni nie wierzą iż jeszcze da coś sie naprawić. Wojtek wie, że Piegus nie ma gdzie iść i się męczy bo odpowiedzialny i nie wytrzymuje, a Piegusa to frustruje i też dokłada do pieca.
                        I tylko dziecka żal.
                        Dlaczego? Bo nie ma wsparcia w nikim, ani w zbyt pobłażliwej matce, która nie wygląda na stabilną emocjonalnie, ani w Wojtku który go nie kocha i tak naprawdę nie chce, ani w dziadkach, ani w ojcu.
                        • garibaldia Re: ... 07.02.12, 14:04
                          Ale oni tkwią w g..... czekając na okazję by się pokłócić tak, że nie będzie co zbierać i trzeba będzie z dzieckiem uciekać w nocy albo na bruk.
                          Można się rozstać bez wrzasku, awantur i rękoczynów. Uzgodnić nową relację nawet pod jednym dachem. Tylko, chyba żadne z nich nie umie rozmawiać ani podejmować decyzji a oboje są agresywni i przemocowi biernie/czynnie. Nie wierzą że się to da naprawić, ale to na drugą osobę chcą zepchnąc odpowiedzialnośc za decyzję - a lepiej to uzgodnić razem, niż "ty masz się zmienić bo jak nie to won, a,że głupio mi powiedzieć "won" to będę pił z rozpaczy" albo "on jest taki śmaki mam dośc ale kładę uszy po sobie bo jestem zależna finansowo".
                          • garibaldia Re: ... 07.02.12, 14:08
                            A, jak widać, na wspólną terapię się nie wybierają by ktoś z zewnątrz tu pomógł.
                            Piegus się odgraża że to koniec, Wojtek się odgraża że jak tak dalej będzie to koniec.
                            Sami nie są w stanie zmienić, fachowej pomocy z zewnątrz unikają,
                            a dziecko nie wie o co tym durnym dorosłym chodzi bo ono jedynie nie ma tu nic do gadania.
                            • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 14:12
                              Garibaldia, dziecko to sprawa....Piegusa. Jakże dużo mam tu pisało, że partner matki nei jest od wychowywania, utrzymywania tylko rodzice. I taka jest prawda, że za przyszłość i formę Wojtka odpowiedzialny jest Piegus i ojciec jej syna. A wygląda na to, ze Piegus sam kompetencje rodzicielskie ma niestety niewielkie.
                              • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 14:23
                                i jeszcze coś, jeśli Piegus nie panuje nad emocjami, nie umie wychowywać syna spokojnie, bez wrzasków, nie umie byc konsekwentna sama powinna również udać się do specjalisty nie oglądać sie na Wojtka.
                                Poprawi jej to nie tylko relacje z synem ale może w przyszłych relacjach nie popełni błedów takich jak popełniła w tej.
                                • garibaldia Re: ... 07.02.12, 14:30
                                  Oczywiście że tak.
                          • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 14:10
                            Ależ oczywiście, że razem tkwią po uszy w tej niechcianej relacji. Tak się tylko składa, że o ile Wojtkowi Piegus po nic (niestety) o tyle Piegusowi Wojtek potrzebny bo zapewnia jej dach nad głową pod swoim dachem który ona demoluje, nie dokłada sie do utrzymania, wywleka tajemnice alkowy przed kolegów i na forum.
                            Świety tego nie zniesie.
                            Może powinni podpisac umowe...wynajmu na czas okreslony ? Jasne zasady, jasny układ. A czas poswiecic na szukanie innego lokum.
                            • garibaldia Re: ... 07.02.12, 14:22

                              > Jasne zasady, jasny układ.

                              O to chodzi. Dopóki oboje siebie oszukują co do relacji jaką tworzą i naciągają rzeczywistośc by lepiej samemu wypaść, mają marne szanse na pozytywne zmiany. Nie odkryją tego obgadywaniem drugiej osoby i wyżywaniem się frustracją, że nie jest taką jaką by się chciało.
                              • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 14:23
                                No własnie.
                                Tylko czego tak naprawdę chce Piegus?
                              • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 14:37
                                A jak Twoim zdaniem wygląda "prawda" o relacji jaką tworzymy? Ze 100% pewnością mogę napisać jedynie o tym, jak to postrzegam z mojego punktu widzenia: z jednej strony mimo wszystko nadal darzę Agnieszkę (jak i jej syna) bardzo pozytywnymi uczuciami i gdybym mógł czynić cuda, to sprawiłbym, żeby udało się nam w końcu stworzyć szczęśliwy i udany związek. Z drugiej strony mam już serdecznie dość ciągłych problemów z naszą werbalną komunikacją, permanentym lekceważeniem moich próśb i sugestii, mam wrażenie że nasze rozmowy przypominają rzucanie grochem o ścianę. W krótkich przerwach między naszymi kolejnymi kłótniami Agnieszka wprawdzie też twierdzi, że jej na tym związku zależy, ale coraz mocniej obawiam się, że o wiele bardziej zależy jej na tym, żeby po prostu nie stracić wygodnego lokum...
                                • mayenna Re: ... 07.02.12, 14:46
                                  A jak proponujesz rozwiazac problem komunikacji?
                                  Brak ni w twoich postach konstruktywnego podejścia. jest tylko spychanie wszystkiego na Agnieszkę. To ona ma nie ignorować, stosować się i tak dalej. Moim zdaniem wynika to z twoiej postawy: on u mnie mieszka i ma się do mnie dostosować bo to mój dom. Takie odnosze wrażenie. Przykro mi.
                                  Pisałam o tym: nie tworzysz z nią układu partnerskiego, nie jest dla ciebie "równa". Stawiasz się na pozycji nadrzędnej do niej. Póki tego nie zmienisz to nie będzie żadnego porozumienia miedzy wami.
                          • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 14:17
                            Nie wiem wprawdzie w jakim środowisku Ty sama na codzień się obracasz, ale kiedy czytam Twoje przepełnione jadem wypowiedzi na mój temat to zaczyna być mi Ciebie szczerze żal...

                            Oczywiście, że można się rozstać bez wrzasku, awantur i rekoczynów. Swego czasu zaproponowałem nawet Agnieszce, że po prostu wynajmę jej dwa pokoje i do czasu aż nie znajdzie sobie innego lokum będziemy wprawdzie mieszkać pod jednym dachem , ale żyjąc każdy swoim własnym życiem. Koniec końców doszliśmy jednak oboje do wniosku, że jeszcze spróbujemy i damy sobie szanse. Co z tego wyszło - widać na załączonym obrazku...
                            • garibaldia Re: ... 07.02.12, 14:27
                              No tak...bo przeciez Pan Wojtek to te "wyższe sfery"... arystokracja wręcz... a Piegus...rozumiecie.... mezalians.... alkoholicy... patologia,.... Pan dał jej szansę bo łaskawy jest wielce ale się franca nie chciała dostosować. To przez to, że z gorszego środowiska jest. W środowisku Pana Wojtka wiadomo, wszyscy są idealni... tak jak i Pan Wojtek..czyści, ułożeni, mili, nieprzemocowi.
                              • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 14:37
                                Garibaldia, przesadzasz. Z agresywnością. Jest ona niewspółmierna do wpisów Wojtka.
                                Ani pochodzenie Piegusa powodem do wstydu nie jest (ale zachowanie i owszem), ani pochodzenie Wojtka nie jest tym co nalezy mu wyrzucać. Bez przesady, retoryka taka sprowadza sie do tego co sie działo w rewolucyjnej Rosji kiedy za "lepsze" pochodzenie należało ukarać.
                                Generalnie rozmawianie na poziomie "dziadka z Wermachtu" jest niesmaczne.
                                • garibaldia Re: ... 07.02.12, 14:42
                                  Poczytaj Wojtka między wierszami. Dla niego "środowisko" Piegusa zaczyna być argumentem dlaczego ich związek jest zły i wyznaczeniem czyja to wina. Czyli znowu zrzucenie z siebie odpowiedzialności. A poniżej się dowiadujemy (mayenna?), że sam zwraca się do Piegusa per "niedojeb... ku.ewka"? Bardzo mnie ciekawi w jakim środowisku on się wychowywał, że tak kwiecistego języka lekko używa.
                                  • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 14:45
                                    Bo to jest argument DLACZEGO ten zwiazek moze byc zły (nie Agnieszka jako Agnieszka). Może ona jest DDA? Pomyslałas o tym?
                                    Obawiam sie, ze kwiecisty jezyk charakteryzuje ich komunikację w ogóle. uncertain
                                    • garibaldia Re: ... 07.02.12, 14:56
                                      Nie, jest tylko i aż argumentem dlaczego ona może mieć takie a nie inne reakcje na coś.
                                      A nie określa od razu, że związek jest zły przez nią. Bo związek tworzą oboje i oboje w nim nawalają. Każdy ma swoje jakieś środowisko a relację buduje się we dwoje.
                                      A co do wysoko sytuowanych w prostej linii hrabiów to mam nadto przykładów jakie piekiełko w domu potrafią robić będąc "jedynie cholerykami". tongue_out
                                  • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 14:47
                                    Nigdy nie napisałem czegoś takiego, co próbujesz wkładać w moje usta! Nie rozpatruje też naszego związku w kategorii "winy" - jeśli już, to twierdzę, że być może dzielące nas różnice są zbyt duże, żeby pozwalały na skuteczne porozumienie się... Co do dalszej części Twojej wypowiedzi - przez szacunek dla Agnieszki nie będę cytował słów, które z jej ust padały już pod moim adresem. Wybacz, ale nie mam ambicji zostać świętym za życia!
                                    • garibaldia Re: ... 07.02.12, 14:51
                                      Nie masz zadatków na świętego. Nie zauważyłeś tego jeszcze?
                                      • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 15:07
                                        Nie mam i nie zamierzam mieć! Napisałem Ci już przecież o tym sam dość wyraźnie, prawda?
                              • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 14:43
                                Garibaldio, ja nie piętnuje nikogo z racji jego pochodzenia, wykształcenia ani statusu społecznego lub materialnego! Uważam też, że w dzisiejszych czasach słowo "mezalians" nie ma racji bytu. Bylibyśmy jednak hipokrytami upierając się przy twierdzeniu, że np. środowisko z jakiego się wywodzimy i doświadczenia wyniesione z własnego domu nie mają żadnego wpływu na nasze dalsze życie i postrzeganie świata. Najważniejsze, żeby zdawać sobie z tego sprawę...
                                • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 14:46
                                  By dotrzec do zródła konfliktów i nieporozumień czasami niestety musimy a wrecz powinnismy "wejść" w srodowisko z jakiego my czy partner pochodzimy
                                  • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 14:50
                                    I nie, nie ma to na celu poniżenia partnera a zrozumienie skąd biorą się pewne mechanizmy, reakcje, swiatopogląd.
                                • mayenna Re: ... 07.02.12, 15:00
                                  Nie piętnujesz ale ma to dla ciebie znaczenie. Wysuwasz to jako argument więc nie jest tak, że twoje mydlenie o srodowisku pochodzenia nie ma znaczenia i wpływu na twoja ocenę Piegusa i postawę wobec niej. Uważasz ją za 'gorszą' od siebie i tak traktujesz.To jest jedna z głównych przyczyn braku porozumienia. Drugi to brak akceptacji Agnieszki jako osoby, taką jaką jest.
                                  • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 15:03
                                    Ależ Agnieszka pierwsza napisała i nabijała sie z pochodzenia Wojtka, jego szlachectwa i pokrewieństwa chyba z Żeromskim????tongue_outPPP
                                  • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 15:14
                                    Mylisz pojęcia. Samo środowisko z jakiego pochodzimy nie ma żadnego znaczenia. Natomiast niektóre cechy będące konsekwencją tego pochodzenia i rzutujące bezpośrednio na codzienne życie z drugim człowiekiem znaczenie już jak najbardziej mają.
                            • lampka_witoszowska Re: Wojtku 07.02.12, 14:43
                              a ja czytając Twoje wpisy nadal uwazam, że powinniście iśc na terapię
                              ale taką do końca, albo decyzji o dogadaniu i spoobie na to dogadanie, albo do spokojnego rozstania
                              chcecie to poukładac, jak piszecie, ale za dużo się uzbierąło, ktoś kompetentny może Wam pomóc to rozładować i ocenić sytuację ze zdrowego dystansu
                              • garibaldia Re: Wojtku 07.02.12, 14:49
                                Myślisz, ze ktoś ich zmusi do tego?
                                Przecież łatwiej porozdzierać szaty na forum (pisanie maili to takie fajne hobby) a w rzeczywistości nie ruszyć nawet palcem a jedynie użyć go do wskazania winy drugiej osoby.
                                Terapia to wysiłek, praca, zaangażowanie... A poooooo coooooo.... Łatwiej zwiać jak się syf zrobi i swojego udziału w g... nie analizować z fachowcem.
                      • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 14:03
                        Droga "Garibaldio"! Tak łatwo oceniasz innych nie znając ich nawet, opierając się wyłącznie na relacjach jednej osoby, która w dodatku sama jest stroną w konflikcie. Co do "alkoholizmu" - komuś, kto w dzieciństwie w swoim własnym domu borykał się z bardzo poważnym problemem alkoholowym obojga rodziców "czerwona lampka ostrzegawcza" będzie się zapalała nawet na widok człowieka, który wieczorem chce wypić dwa lub trzy piwa. I obawiam się, że dokładnie tak jest własnie w przypadku Agnieszki. O rzekomych "rękoczynach" dość wyczerpująco już napisałem - zapewniam Cię, że nigdy pierwszy nie podniosłem ręki na kobietę, ale nie znaczy to, że mam zamiar biernie przyglądać sie np. demolowaniu mieszkania w czyimś przypływie furii. Co do wrzasku na dziecko też niestety jesteś w błędzie - o ironio, sam nawet zwracałem Agnieszce uwagę na to, że za często bez powodu krzyczy na syna i że nie jest to dobra metoda np. dyscyplinowania go do nauki. Jeśli więc ktoś tu "dyscyplinuje dziecko wrzaskiem" to z pewnością nie jestem to ja... Nie uważam też wcale, że jestem "niewinny i czysty jak łza", co wielokrotnie zresztą podkreślałem, ale nie znaczy to wcale, że moją ambicją jest zostać kanonizowanym po smierci...
                    • mayenna Re: ... 07.02.12, 14:55
                      wojtek-64 napisał:

                      > Moja droga! Chciałbym nieśmiało zwrócić Ci uwagę na fakt, który być może umknął
                      > Twojej uwadze - to nie ja wpadłem na pomysł "skarżenia się" komukolwiek na tym
                      > forum i to nie ja umiesciłem tu fragmenty prywatnej korespondencji z "odpowied
                      > nim" komentarzem.

                      Mam pytanie: skąd wiedziałeś że ona tu pisze?

                      Myśle, ze słuchanie nie jest też twoja mocną stroną.
                    • kobieta306 Re: ... 10.02.12, 19:30
                      uderzył mnie od samego początku właśnie fakt ujawniania prywatnej korespondencji, co chyba nawet napisałam. Dla mnie to niewyobrażalne jest i tyle i wiele mówi o człowieku, który to robi.
                • mayenna Re: ... 07.02.12, 14:34
                  wojtek-64 napisał:



                  > Najbardziej chyba zabolało mnie to, co napisaliście o "przemocy". Nie od dziś w
                  > iadomo, że agresja "napędza" agresję. Mam do Was pytanie - jak zachowalibyście
                  > się w sytuacji, kiedy Wasza partnerka/partner podczas sprzeczki zaczynającej si
                  > ę z jakiegoś zupełnie błahego powodu w pewnej chwili zaczyna z wściekłoscią zry
                  > wać zasłony, karnisze i rolety nad oknami? Albo z całej siły trzaska drzwiami d
                  > o pokoju tak długo, aż stłuczę w nich szybę? Czy w takiej sytuacji próba "siło
                  > wego" powstrzymania jej przed tym może być zakwalifikowana jako "przemoc"?

                  To jest przemoc. Jak mój były maż prowokował w podobny sposób awanturę to po prostu wychodziłam z domu albo zamykałam się w drugim pokoju, aż się uspokoił. Polecam ten sposób. Nie rozmawia się w nerwach.



                  Ustalcie zasady takiej rozmowy: mówimy o sobie i swoich uczuciach bez oceniania i złośliwości. Kazda sytuacja to problem do rozwiązania i szukamy tego rozwiązania a nie winnego.I tak dalej...

                  > Co do Jędrka - przez te dwa lata zżyłem się z nim prawie tak, jak ze swoim włas
                  > nym synem i trudno mi wyobrazić sobie, żeby miał on tak z dnia na dzień zniknąć
                  > z mojego życia. Nie uważam jednak za nic niewłaściwego dyscyplinowania go nawe
                  > t w tak "wstrząsowy" sposób do chociażby dbania o elementarny porządek, skoro
                  > kilkunastokrotnie powtarzane prośby nie przynoszą żadnego skutku, a do tego jeg
                  > o rodzona matka zdaje się cały problem kompletnie ignorować.

                  Tu masz przykład sytuacji, w której potrzebujecie twórczego rozwiazania problemu. Nie rozwiążesz problemu sprzatania poprzez upokarzające wyrzucanie rzeczy dziecka. Osiągniesz tylko to że je wytresujesz i będzie się ciebie bać i nie lubić.Metody wychowawcze stosowane do Ciebie przez twoich rodziców nie nadają się. Lepsza jest współpraca. Powiedz Jędrkowi, że zostawił bałagan i zaproponuj pomoc w sprzątaniu. Bądż jego przyjacielem nie katem.Rozmawiaj z nim o tym jak ważne jest utrzymanie porządku. I nie oglądaj się na matkę bo to jest zwykłe asekuranctwo.

                  > Kolejna sprawa... Czy wyobrażacie sobie normalny, zdrowy związek dwojga kochają
                  > cych sie i mieszkających razem ludzi, którzy przez dwa lata nie potrafili wypra
                  > cować żadnego rozsądnego systemu planowania wspólnych wydatków? Ja o przychodac
                  > h i wydatkach Agnieszki nie wiem praktycznie nic. Czasem tylko dwa lub trzy dni
                  > po wpłynięciu jej pensji dowiaduje się, że do końca miesiąca zostało jej 100 z
                  > ł. Spłacając samemu miesięcznie ponad 2000 zł kredytów zaciągniętych na budowę
                  > domu czuje się jak intruz za każdym razem, kiedy próbuję skłonić Agnieszkę do p
                  > artycypowania w spłacie rachunku za prąd lub gaz. A jeśli już zdarzy się tak,
                  > że próbujemy usiąść razem i zaplanować wydatki na najbliższy miesiąc, to zawsze
                  > dzieje się to z mojej inicjatywy i zawsze jest to na niej wręcz wymuszone.
                  >
                  > Czy naprawdę uważacie, że wobec tego wszystkiego, co napisałem należy spodziewa
                  > ć się po mnie wielkiego entuzjazmu i chęci do naprawiania naszego związku?

                  A czego należy się po Tobie spodziewać? Czemu sam nie masz entuzjazmu a wymagasz go od Piegusa? Trudno oczekiwać entuzjazmu od kogoś kogo określa się : niedo..bana ku..wą.To dopiero gasi wszelki entuzjazm.
                  Ty i tylko ty odpowiadasz za swoje postępowanie.Masz wpływ na to jak wygląda wasze życie. Czy to jest takie ważne kto inicjuje rozmowy na temat finansów? W dobrym związku i dom się sam sprząta, i finanse się same ustalają.Po prostu nie dzielimy na moje - twoje tylko jest nasze i sprząta ten kto ma czas, a płaci ten kto akurat może i ma pieniądze.

                  • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 14:41
                    Mayenna, gorzej jak jedno nigdy nie ma pieniędzy i oczekuje, ze drugie zapłaci.

                    Nie, Wojtek moim zdaniem wcale a wcale nie powinien sprzątać z synem Piegusa. Niestety. raz, że syn duży i powinien sam sprzatac po sobie własne rzeczy, dwa, ze tak to mozna z przedszkolakiem i czasami a nie zawsze a dwa, ze niestety to pole do działania Piegusa bo TO JEST RODZIC.

                    Co do picia, bicia, wyzywania to ktokolwiek tak sie zachowuje JEST przemocowcem, obawiam sie, ze i Wojtek i Piegus stosują przemoc i powinni nauczyc sie komunikować bez niej.
                    • mayenna Re: ... 07.02.12, 14:52
                      Kas, nie posprzatasz po synu swojego męża? Będziesz czekać aż on to zrobi?
                      A Twój mąż po Młodej talerza nie umyje?
                      Jestem za wspólnotą w takich sytuacjach. Ale sposobów rozwiązania może byc wiele. Poszukać trzeba po prostu takiego, który zaakceptuje i Agnieszka, i Wojtek.
                      Poza tym, jak Wojtek wychowuje Jedrka po tych piwach i winach, które wypija to niech lepiej sobie daruje.
                      • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 15:01
                        Czasami. Ale....każde z nas TAK SAMO I PO RÓWNO łoży na dom, TAK SAMO I PO RÓWNO sprząta, w tym moja Młoda która z nami mieszka, zdarza nam sie mieć bałagan ale Młoda REAGUJE na uwagi gdy walaja sie jej rzeczy w łazience, wystarczy powiedzieć "zabierz łachy z podłogi bo je w koszu znajdziesz kiedys" tongue_out. NIC nie zniszczyłam w mieszkaniu męża, rzekałbym, ze to mieszkanie zyskało za mojej tam bytnosci. Kiedy Młody u nas bywa i ma nawyki syna Piegusa to po dwóch dniach walania wszystkiego gdzie popadnie, nie reagowania, mania w dupie, lania wody godzinami do wanny jakby to był basen o wymiarach olimpijskich MAM DOŚĆ. Ale mój mąż NIGDY nie oczekiwał, ze ja kiedy mnie nosi bede sprzatac z usmiechem i pokazywać Młodemu jak sie sprzata tylko sam go goni albo zbiera wsio by mi w oczy nie wpadało i nie wkurzało tongue_out

                        ja tez pijam wina i piwa. Czasami a czasami czesciej niz czasami, bo wino towarzyszy naszym kolacjom i obiadom. I tak, wychowujemy Młodą po alkoholu zatem tongue_out
                        • mayenna Re: ... 07.02.12, 15:04
                          Sama dasz radę wypić 3 piwa i wino?smile
                          Poza tym chyba nie pijesz w samotności?
                          • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 15:18
                            Owszem, bywa, że sobie cos pisze, albo czytam, jestem sama w domu i piję wino. Myslisz, ze ono jest tylko dla tych którzy mieszkają tłumnie?tongue_out

                            Nie wiem ile pije Wojtek i do jakiego stanu, mozemy go o to zapytac, zechce odpowie.
                          • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 15:23
                            mayenna napisała:

                            > Sama dasz radę wypić 3 piwa i wino?smile
                            > Poza tym chyba nie pijesz w samotności?

                            Ciekaw jestem kiedy wreszcie się dowiem, że codziennie wieczorem wypijam pół litra wódki i popijam to skrzynką piwa smile

                            Kochani, zastanówcie się przez chwilę i nie bądźcie aż tak bezkrytyczni...
                            • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 15:26
                              głowę w kazdym bądź razie masz nieekonomiczną. Jak Ci sie udaje spłacac kredyty i robic opłaty i zywic i ubierac przy tych wydatkach na wino i piwo? Zwlaszcza, ze podobno zarabiasz tak se tongue_out
                              • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 15:32
                                to.ja.kas napisała:

                                > głowę w kazdym bądź razie masz nieekonomiczną. Jak Ci sie udaje spłacac kredyty
                                > i robic opłaty i zywic i ubierac przy tych wydatkach na wino i piwo? Zwlaszcza
                                > , ze podobno zarabiasz tak se tongue_out

                                Co jakiś czas sprzedaję puszki i butelki ;-p

                                A bardziej już serio - widzę, że Agnieszka bardzo szczegółowo poinformowała czytelników tego forum o praktycznie każdym aspekcie naszego życia...
                                • mayenna Re: ... 07.02.12, 15:40
                                  Wojtek, skąd wiesz o tym wątku?
                                  • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 15:46
                                    Od kogoś kto w nim uczestniczy (lub przynajmniej go czyta) i czuł się w obowiązku poinformować mnie, że moja prywatna korespondencja znalazła się na publicznie dostępnym forum (za co jestem tej osobie bardzo wdzięczny).
                                    • rybak Re: ... 07.02.12, 15:54
                                      Myślę, że tu nie ma już co być czy nie być komukolwiek wdzięcznym, tylko spokojnie, bez awantur po męsku decydowac - co dalej. W wersji dla mądrzejszych i silniejszych mężczyzn - tak, żeby potem można było sobie w gebę spojrzeć przy goleniu chocby... Dla mężczyzn słabszych i głupszych - tak, by potem ludzie pod nogi nam nie pluli.

                                      I nie mów, że nie masz wyboru, co teraz, a przede wszystkim - JAK to zrobisz.
                                      Nie z myslą o sobie, czy o Piegusce. To wasze życie, dzieci wspólnych nie macie, jedno drugiemu już nic winni nie jesteście.
                                      Więc - z myslą o tym jej dzieciaku - jesli prawdą było choć jedno słowo z tego, coś o swoim stosunku do niego tu nam napisał.. Dzieciak nie zawinił WAM w niczym.
                                      Aha - to mądry altruizm czyni nas ludźmi, zaś WYBÓR ma się ZAWSZE!
                                      Siły i mądrości zyczę.
                                      • mayenna Re: ... 07.02.12, 15:56
                                        Swięte słowa. Miszczusmile
                                    • mayenna Re: ... 07.02.12, 15:54
                                      Tez jestem zdania że nie powinna upubliczniać korespondencji.


                        • rybak Dajta se spokój, ludzie, dajcie zyć dzieciakowi... 07.02.12, 15:31
                          Wojtek napisał:
                          " zapewniam Cię, że nigdy pierwszy nie podniosłem ręki na kobietę, ale nie znaczy to, że mam zamiar biernie przyglądać sie np. demolowaniu mieszkania w czyimś przypływie furii."
                          Rozumiem tym samym, że jak uznasz się w prawie, to lutujesz i nie patrzysz, bo np uznasz, że ona "demoluje mieszkanie"...
                          Wstyd.
                          A jeśli ponadto prawdą jest, żeś nazwał ją nie...ą... itd...
                          I jesli prawdą jest twój alkoholizm i prawdą są kłopoty natury bardziej takiej intymnej...
                          I jesli macie w domu nieustający Sajgon także dlatego, że Pieguska daje już upust emocjom bardziej taki histeryczny...
                          I jesli tak wiele was dzieli (z każdym dniem więcej)
                          A łączy jedynie wspólny dach nad głową...

                          Toście są na końcu tej Waszej wspólnej drogi. Toście po prostu nie dorosli oboje do waszego związku. A w sytuacji upublicznienia Waszego konfliktu w takim stylu i zakresie - to lepiej dla was obojga (a przede wszystkim dla dziecka Pieguski) będzie, jeśli się natychmiast rozstaniecie - bo tego co się tu wylało, żadne z was (przy waszych charakterach) nie zapomni już nigdy.

                          Wiesz, co ja bym zrobił w takiej sytuacji? Niezaleznie od swoich uczuć? Gdyby było mnie na to stac (a ciebie jest na to stać raczej - z tego co piszesz) - to ja bym teraz już tylko minimalizował obopólne emocjonalne koszty rozstania z Pieguską, a przede wszystkim emocjonalne koszty u jej dzieciaka. Czyli - wynajął mozliwie niedrogie ale chędogie mieszkanie byłej partnerce - i nie czekał przy tym na nic. Takie, które będzie mogła po tych dwóch latach sama utrzymać. Chocby jednopokojowe z wygodami. Poprosił bym ją o koniec związku i się z nią pożegnał ładnie. I dałbym jej dwa lata finansowego i w ogóle wszelkiego spokoju w tym mieszkaniu (tyle, co trwał wasz związek). A jesli węża masz w kieszeni - to chocby rok...
                          I pozwoliłbym, aby ona od tej pory nie zawracała sobie w tym czasie głowy mną, a ja nią.
                          I żyła (z twoim wspomaganiem na początek) na własny rachunek
                          I tyle.

                          O - to by było w porządku chyba.
                          A tak na marginesie - szacun, żeś wylazł z szafy i tu stanął. Ale - chłop, który bije swoją babę nawet już tylko "w odpowiedzi" na jakieś jej tam histerie - niezaleznie z czego wynikające - to słaby bardzo chłop jest. Słaby i niezbyt mądry. Po mojemu swoją babę można prewencyjnie unieruchomic (nie walnąć) fizycznie tylko w jednym, jednym, jedynym przypadku - kiedy chce zrobić bezpośrednią wymierną fizyczną krzywdę sobie albo swojemu dziecku. Ewentualnie nas dziabnać kuchennym szpikulcem do loduwink czy czymś takim...
                          Od innych przypadków, nawet związanych z totalną demolką lokum - jest policja i są lekarze.

                          Dajcie sobie spokój ludzie.
                          Dla dobra tego dzieciaka chocby.
                          Bo czytać was hadko! I coraz smutniej.
                          (Miałeś chłopie złoty róg... Miałaś babo czapkę z piór...)
                          • to.ja.kas Re: Dajta se spokój, ludzie, dajcie zyć dzieciako 07.02.12, 15:33
                            Amen
                          • mayenna Re: Dajta se spokój, ludzie, dajcie zyć dzieciako 07.02.12, 15:35
                            Brawo Rybak. Nie umiałam tego tak ująć w słowasmile
                          • wojtek-64 Re: Dajta se spokój, ludzie, dajcie zyć dzieciako 07.02.12, 16:05
                            Chciałem odpisać obszerniej, ale w końcu stwierdziłem, że szkoda czasu. Może wiec tylko w telegraficznym skrócie:

                            Co byś zrobił, gdyby ktoś na tym forum napisał o Tobie, że jesteś alkoholikiem, impotentem i że non-stop lejesz swoją żonę? Gdyby bez Twojej wiedzy upublicznił Twoją prywatną korespondencję, wywlókł na widok publiczny wszystkie twoje najbardziej osobiste sprawy? I gdybyś w dodatku przez kilka tygodni nie wiedział nawet o tym, że kilku lub kilkunastu obcych, nie znajączych Cię często w ogóle ludzi dokonuje tu sądu nad Tobą? Czy i jak byś się wtedy tłumaczył, jak przekonałbyś tych ludzi, że nie jesteś wielbłądem?

                            O tych dwóch latach spędzonych razem z Agnieszka mógłbym tu napisać bardzo wiele i w mojej relacji znalazło by się z pewnością nie mniej "pikantnych" szczegółów, ale nie zrobię tego z jednego powodu - bo mimo wszystko mam dla tej osoby zbyt wiele szacunku!

                            A "z szafy wylazłem" nie dlatego, że sam się tam schowałem, tylko dlatego, że o istnieniu tego wątku dowiedziałem się dopiero dziś, jedynie dzięki życzliwosci kogoś z jego uczestników, który poinformował mnie, że znalazła się tu moja prywatna korespondencja.

                            Pozdrawiam i życzę troche więcej krytycyzmu przy ocenianiu innych!
                            • rybak Re: Dajta se spokój, ludzie, dajcie zyć dzieciako 07.02.12, 16:13
                              Rozumiem, że do mnie piszesz - co bym zrobił.
                              W tej sytuacji to już tylko bym odszedł, albo dał SPOKOJNIE odejść.
                              Tylko tyle bym zrobił.
                              Za to szybko, konsekwentnie i bez dalszego znęcania się nad innymi i nad sobą.
                              Pozdrawiam
                              Bez nijakiego krytycyzmu, za to ze współczuciem.
                              Bo nic to dobrego, co Was spotkało.
                              • wojtek-64 Re: Dajta se spokój, ludzie, dajcie zyć dzieciako 07.02.12, 18:05
                                Ależ Rybaku, przecież ja tu nikogo na siłę nie zatrzymuję! Tylko jak wyobrażasz sobie takie "szybkie i bezbolesne" rozstanie w sytuacji, kiedy kobieta z dzieckiem nie ma gdzie mieszkać, a mnie niestety nie stać na wynajęcie dla nich mieszkania (pomijając już nawet fakt, że w zaistniałej sytuacji nie widzę powodu dla którego miałbym to robić)?
                                • panda_zielona Re: Dajta se spokój, ludzie, dajcie zyć dzieciako 07.02.12, 18:32
                                  A gdzie mieszkała przed dwoma laty zanim łaskawie przyjąłeś ją pod swój dach?
                                  • wojtek-64 Re: Dajta se spokój, ludzie, dajcie zyć dzieciako 07.02.12, 18:55
                                    W starej czynszowej kamienicy, w pokoju wynajmowanym od koleżanki. A zamieszkanie w moim domu zaproponowałem jej wtedy dlatego, ponieważ w tamtym mieszkaniu była awaria ogrzewania i czułem się w obowiązku pomóc zarówno Agnieszce, jak i jej marznącnemu synowi...
                            • rybak Re: Dajta se spokój, ludzie, dajcie zyć dzieciako 07.02.12, 16:17
                              I co wazniejsze - każdy z nas tu na tym forum kiedyś w końcu odchodził, albo dawał komuś odejść.
                              Więc przynajmniej tyle to już się od życia nauczyliśmywink
                              pozdr.
                            • mayenna Re: Dajta se spokój, ludzie, dajcie zyć dzieciako 07.02.12, 16:20
                              Wojtek, to Ty masz znaleźć własną odpowiedź.
                              Ja tez nie mogłabym byc z osobą, która wywleka intymne sprawy publicznie.Dla mnie to niszczy wzajemną lojalność i zaufanie. Ale Ty możesz mieć inne odczucia. Nie ma jednego dobrego rozwiązania. Musisz sam swoje znaleźć.
                              • rybak Re: Dajta se spokój, ludzie, dajcie zyć dzieciako 07.02.12, 16:33
                                Odpowiedź to on już po mojemu dawno zna. Ale znać odpowiedż, a ją zrealizować to dwie sprawy są. Wszyscy tu to przerabialiśmy w większym lub mniejszym zakresie.
                                Aha - Wojtku, Piegusie - uwierzcie - jeżeli aż tak już jesteście ODDZIELNIE - to po DOBRYM rozstaniu się (na co nadal macie sporą szansę) NAPRAWDĘ poczujecie wielką ulgę. Oboje.
                                I spokój.
                              • garibaldia Re: Dajta se spokój, ludzie, dajcie zyć dzieciako 07.02.12, 16:37
                                Ale chyba warto sobie przypomnieć, że źle było już dawno ZANIM na forum publicznym się pojawiła korespondencja.
                                Ktoś unika podjęcia swojej autonomicznej decyzji.
                                Ja bym nie zdzierżyła gdyby ktos mi ak zrobił z listem, ale też bym nie zdzierżyła gdyby ktoś zamknięty w pokoju odrzucał mnie nie chciał rozmawiać tylko wypisywał maile, także przemocy fizycznej czy mnóstwa innych spraw które tu wychodza na jaw. Granice jak widać każdy ma swoje.
                                Nasza para negatywnych bohaterów woli się napierdalać i wzajemnie poniżać ale winą obarczać drugą stronę. I tylko na tym są skupieni. No to niech się napieprzaja wzajemnie nadal i głowy ludziom nie zawracają ze im źle, chyba, że ta publika tylko podkręca toksyczną temperaturę tego układu. Nie wszyscy mają za hobby oglądanie taplania się w błocie.
                                • to.ja.kas Re: Dajta se spokój, ludzie, dajcie zyć dzieciako 07.02.12, 16:39
                                  garibaldia napisała:

                                  > Nie wszyscy mają za hob
                                  > by oglądanie taplania się w błocie.

                                  Zatem dlaczego robisz za publikę?
                  • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 15:06
                    mayenna napisała:

                    > wojtek-64 napisał:

                    > To jest przemoc. Jak mój były maż prowokował w podobny sposób awanturę to po pr
                    > ostu wychodziłam z domu albo zamykałam się w drugim pokoju, aż się uspokoił. Po
                    > lecam ten sposób. Nie rozmawia się w nerwach.

                    Cieszę się, że to rozumiesz. Ja zawsze starałem się stosować taką taktykę: kiedy widziałem, że dyskusja zaczyna prowadzić donikąd i zamiast kontruktywnej wymiany poglądów zamienia się w coraz bardziej bezsensowną sprzeczkę, to po prostu kończyłem ją, usuwałem się z drogi, wychodziłem do swojego pokoju. Ulubionym komentarzem Agnieszki w takich sytuacjach było "no i co, znowu jaśnie pan focha strzela"...

                    > Ustalcie zasady takiej rozmowy: mówimy o sobie i swoich uczuciach bez oceniania
                    > i złośliwości. Kazda sytuacja to problem do rozwiązania i szukamy tego rozwiąz
                    > ania a nie winnego.I tak dalej...

                    Święte słowa, tylko dlaczego tak cholernie trudne do realizacji w praktyce...

                    > Metody wychowawcze stosowane do Ciebie przez twoich rodziców nie nadają się.
                    > Lepsza jest współpraca. Powiedz Jędrkowi, że zostawił bałagan i zaproponuj pomo
                    > c w sprzątaniu. Bądż jego przyjacielem nie katem.

                    "Katem" w żadnym wypadku być dla Jędrka nie zamierzam, zresztą na codzień nasze wzajemne relacje z nim układają się bardzo dobrze (o wiele lepiej, niż z Agnieszką). Co jednak proponujesz zrobić, jeśli dziecko nie zmiania swojego postępowania mimo kilkunastu rozmów z nim i prób zmotywowania go do sprzątania po sobie? Takie "pomaganie w sprzataniu" uczy go tylko tego, że zawsze ktoś zrobi to za niego...

                    > A czego należy się po Tobie spodziewać? Czemu sam nie masz entuzjazmu a wymagas
                    > z go od Piegusa? Trudno oczekiwać entuzjazmu od kogoś kogo określa się : niedo.
                    > .bana ku..wą.To dopiero gasi wszelki entuzjazm.

                    Nie mam zamiaru się usprawiedliwiać, bo bardzo tych słów żałuję i uważam, że nigdy nie powinny wyjść z moich ust. Czy jednak naprawdę wierzysz w to, że ot tak sobie wszedłem do domu i zacząłem w ten sposób rozmowę? A jeśli nie, to może spróbujesz wyobrazić sobie co wcześniej musiało się wydarzyć? Szkoda też, że Agnieszka nie zacytowała tego, w jaki sposób sama potrafiła zwracać się do mnie...

                    > W d brym związku i dom się sam sprząta, i finanse się same ustalają.Po prostu nie > dzielimy na moje - twoje tylko jest nasze i sprząta ten kto ma czas, a płaci ten
                    > kto akurat może i ma pieniądze.

                    Podpisuję się pod tym oburącz - wprost z ust mi to wyjęłaś...
                    • garibaldia Re: ... 07.02.12, 15:12
                      > z go od Piegusa? Trudno oczekiwać entuzjazmu od kogoś kogo określa się :
                      > niedo.
                      > > .bana ku..wą.

                      > Nie mam zamiaru się usprawiedliwiać, bo bardzo tych słów żałuję


                      No proszę proszę, to jednak sobie przypomniałeś że takich słów do Piegusa jednak używasz?
                      (oczywiście to jej wina a nie twoja-wiemy już o tym,oczywiście)
                      Myślałeś, że nikt cię za rękę nie złapie więc się nie wyda i można twierdzić że nie było?
                      To napisz i całą resztę, do czego się nie przyznajesz a wyszło z Twoich ust i rąk. Może być ciekawie.
                      • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 18:48
                        Nie można "przypomnieć" sobie czegoś, czego się nie zapomniało. Nigdy też nie twierdziłem, że te słowa nie wyszły z moich ust - co więcej, napisałem nawet, że bardzo ich żałuję. Ale zapewne znasz takie powiedzenie "jak wejdziesz między wrony, to kracz jak i one"?
                    • mayenna Re: ... 07.02.12, 15:20
                      Mnie wychowywało środowisko dużo grosze do twojego, ale pewne słowa nie przechodzą mi przez gardło.Odpowiadam za swoje zachowanie i nie szukam usprawiedliwiane dla niego w tym czy mnie ktoś prowokuje czy nie. Po prostu pewnych słów nie używam bo to poniżej mojej godności. Nie prowadzę też dyskusji na takim poziomie i od ludzi, którzy nie umieją inaczej jak za pomocą wyzwisk konwersować, uciekam.

                      Dziecko wychowuje sie cierpliwie i do skutku. Czasem na efekty trzeba czekać latami. To nie jest proces ekspresowy i może te kilkanaście razy to za mało jeszcze. Ja stosuję jeszcze kartki - przypominajki - czekolada dla wszystkich; kosz na brudne ubrania. Dzieci same tez umieją zaproponować rozwiązanie problemu. porozmawiaj z Jędrkiem po prostu o tym. Posłuchaj co on mówi.Poczytaj o wychowaniu. Polecam Gordona.
                      • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 15:25
                        Problem jest w tym, ze takie słowa przechodzą i Wojtkowi i Piegusowi. Razem sobie tak inteligentnie rozmawiają. I co, jak w przedszkolu dochodzic kto zaczął?

                        Wojtek pisze, ze ucieka przed atakami złosci. Do swojego pokoju. Co tez sie nie podoba Piegusowi i z czego tez zarzut mu czynicie.

                        I dlaczego ciągle zwalacie na kogos wychowanie NIE SWOJEGO dziecka? Na dodatek na kogos, kto chciałby tak naprawdę mieszkac sam?
                        Dlaczego o tym jak wychowywac syna nie radzicie Piegusowi na boga?! Bo to chyba pierwszy adresat rad powinien byc??????
                        • mayenna Re: ... 07.02.12, 15:33
                          Bo to Wojtek stosuje metody wychowania dla mnie nieakceptowalne.
                          Nie wiem co mówi Agnieszka bo tutaj to akurat nie padło i dlatego nie jest to przedmiotem mojego poradnictwa.
                          zawsze wymagam najpierw stosowania pewnych norm od siebie bo mam wtedy argument, że je tak nie chcę rozmawiać i prosze o dostosowanie się do mojego poziomu konwersacji. Nie wchodzę w sytuacje agresywne, z wyzwiskami. Nie ma taka osoba we mnie partnera.
                          • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 15:35
                            Nie, oboje stosują nieakceptowalne odzywki i metody wychowawcze. Ona sie wydziera, on wywala do kosza, ona demoluje chałupę, on się upija czy wyzywa.
                            Rozumiesz?
                            Tu jest koniec. MOze byc teraz albo za chwile gdy beda sie juz tak nienawidzic i tak sobie dokucza ze skończy sie to jesli nie tragedia to wielka trauma dla dziecka. Ale to PIEGUSA zadanie by własne dziecie chronić (i wychowywac)!!!!
                            • to.ja.kas zapytasz Mayenna 07.02.12, 15:39
                              dlaczego tez nie jest to rola Wojtka skoro ja pozwalam memu mezowi chować moją Młoda?
                              Ano dlatego, ze w przeciwienstwie do nich ja i mój mąż i Młoda jestesmy RODZINĄ. I nie slub nas ta rodzina czyni ale relacje miedzy nami i uczucia.
                              • mayenna Re: zapytasz Mayenna 07.02.12, 15:45
                                Kas, o tym własnie mówię. Tylko nie wiem gdzie ta rodzina się zaczyna.Mam podejrzenie że od sposobu myśleniasmile Jak My zastępuje formę Ty.
                                Wojtek nie prezentuje takiego myślenia. Tam jest podział.
                                Poza tym dochodzi jeszcze obwinianie - tak jak pisze Garibaldia.
                                • to.ja.kas Re: zapytasz Mayenna 07.02.12, 15:48
                                  Nie zgodze sie. Ani u Wojtka ANI U PIEGUSA nie widac pisania jako MY.
                                  O NIEJ I U NIEGO
                                  OBWINIAJĄ SIĘ NAWZAJEM On JĄ, Ona JEGO.
                                  WZAJEMNIE.
                                  • mayenna Re: zapytasz Mayenna 07.02.12, 15:54
                                    Kas, nie krzyczsmile
                                    • to.ja.kas Re: zapytasz Mayenna 07.02.12, 16:04
                                      Nie krzycze, akcentuję. Nie mam lat 5 by uwazac, ze za kazdym razem wielkie litery to krzyk.
                      • wojtek-64 Re: ... 07.02.12, 15:27
                        mayenna napisała:

                        > Mnie wychowywało środowisko dużo grosze do twojego, ale pewne słowa nie przecho
                        > dzą mi przez gardło.Odpowiadam za swoje zachowanie i nie szukam usprawiedliwian
                        > e dla niego w tym czy mnie ktoś prowokuje czy nie. Po prostu pewnych słów nie u
                        > żywam bo to poniżej mojej godności. Nie prowadzę też dyskusji na takim poziomie
                        > i od ludzi, którzy nie umieją inaczej jak za pomocą wyzwisk konwersować, uciek
                        > am.

                        A co byś zrobiła w sytuacji, gdybyś nie mogła uciec, tylko była zmuszona do przebywać z takim człowiekiem pod jednym dachem? Uwierz mi, że jeszcze dwa lata temu napisałbym dokładnie to, co Ty. Mnie też się wtedy wydawało, że pewne słowa nigdy nie przejdą mi przez usta...
                        • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 15:31
                          wojtek-64 napisał:

                          > Uwierz mi, że jeszcze dwa lata te
                          > mu napisałbym dokładnie to, co Ty. Mnie też się wtedy wydawało, że pewne słowa
                          > nigdy nie przejdą mi przez usta...

                          A ja wierzę. Mój mąż nr 1 mnie bił i wyzywał. I wierzcie mi, ze kiedy mnie okładał, rzucał przedmiotami czy odzywał sie wobec mnie okropnie potrafiłam odezwac sie tak, że po tym jak od niego w końcu odeszłam NIGDY mi sie to nie zdarzyło. Tak jak zdarzylo mi sie go uderzyc gdy sie broniłam a uniemozliwiał mi wyjscie z domu.
                          Mam wrazenie Mayenna, ze o przemocy tylko poczytałas i masz jakies mgliste, teoretyczne pojęcie o tym. Całe szczescie. Zazdroszcze.
                          • garibaldia Re: ... 07.02.12, 15:38
                            Aha. Czyli Piegus znęca się nad Wojtkiem fizycznie, psychicznie, emocjonalnie oraz finansowo. Wojtek się poświęca szczerze i z miłości a Piegus jest jedynym przemocowcem w tym układzie.
                            Wojtek wyzywa, używa rękoczynów ale wyłącznie z winy Piegusa. Dlatego nie pamięta o tym np jakich obelżywych słów używał bo właściwie to tak, jakby Piegus wyzywał a nie on.
                            Wojtek jest zależny od Piegusa, nie ma dokąd iść dlatego musi tkwić w tym związku i nie ma szans na zmianę. Nie ma dokąd uciec od oprawcy. Pije tylko dlatego że piegus się nad nim znęca. Jeśli zostanie alkoholikiem to wyłącznie przez Piegusa.

                            Tak przeczuwałam. Piegusy są wredne.
                            • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 15:40
                              Widzisz garibaldia, jak przestaniesz sie ciskac a czytac dokładnie i ze zrozumieniem to porozmawiamy. Bo dokładnie jak Mayenna, mnie rozmawiam z kims kto nie słucha i pisze/mówi trzy po trzy.
                              • garibaldia Re: ... 07.02.12, 15:51
                                To, że ktoś prowokuje, nie zwalnia osoby prowokowanej z odpowiedzialności za to co sama robi. A w tym przypadku nie ma osoby która jest zastraszona i nie wie jak się inaczej bronić, tylko jest osoba (silniejsza ekonomicznie i zapewne fizycznie) która ma satysfakcję z "oddania".
                        • mayenna Re: ... 07.02.12, 15:37
                          Wyprowadziłabym sie nawet z własnego domu, choćby czasowosmile i nawet tak zrobiłamsmile
                          Ale ja po prostu nie umiem żyć w wyzwiskach, w awanturach.
                          Rybak Ci świetne rozwiazanie zaproponował...
                          • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 15:44
                            Mayenna oczekujesz jakiegos altruizmu i bohaterstwa "Wyprowadziłabym sie nawet z własnego domu, choćby czasowosmile i nawet tak zrobiłamsmile". Od nikogo bym tego nie oczekiwała. Nawet to co radzi Rybak to klasa i zachowanie WIELCE altruistyczne. Ciekawam ile z Was utrzymywałoby eksa przez dwa lata czy rok (czy tyle ile tam razem byliscie) z uwagi na wspolne zycie i ile czasu płacilibyscie za jego lokum tongue_out

                            jesli Wojtek sie na to zdecyduje to bedzie BARDZO ŁADNE z jego strony. Ale to nie jest OBOWIAZEK Wojtka. Niestety dla Piegusa.
                            • mayenna Re: ... 07.02.12, 15:51
                              Kas, ja też nie oczekuje od Wojtka aż takiego sposobu rozwiązania. To jest jego wybór i może on znajdzie inne rozwiązanie żeby nie tkwić w awanturach i kłótniach.
                              Mam pragmatyczne podejście do życia. Podjęłam taka decyzje bo była jedyna możliwością by wyjśc z chorego układu.Było to tez korzystniejsze niż pozostanie.
                              • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 16:03
                                Dokładnie.
                                Oni nie sa rodziną. Ani formalnie, ani mentalnie. Są wrogo wobec siebie nastawionymi ludźmi. Których nie łaczy nic poza jakaś formą altruizmu Wojtka, bo mógłby problem rozwiazać szybko (pokazać drzwi) i żaden przepis mu tego nie zabrania, niezaradnosci zyciowej Piegusa (nie umie sama nawet znaleźć mieszkania do wynajęcia i tłumaczy sie mętnie, ze to wina istnienia syna) i niechęci WZAJEMNEJ oraz masy wyrzutów i przewinień. To nie wina Wojtka, ze Piegus nie ma. Nie jego wina przecież.

                                Więc ja nie sądzę by Piegus chciał by Wojtek po rozmowie z nami doszedł do wniosku że to nie ma sensu i poprosił ja o opuszczenie lokum. Jestem PEWNA, że tego nie chce, bo dla niej to tragedia. Ale jesli RZECZYWISCIE ona u niego mieszka, on płaci, opłaca, kupuje niech postara się USZANOWAC zasady domu jaki ją przyjął. Bo rodziną jak pisałam oni nie są. ŻADNĄ. I taka jest prawda, ze obowiazki wobec syna ma ONA. Takie życie, że jak jestesmy u kogoś i nie jest to nasza żona/mąż/rodzice mamy OGRANICZENIA i np. nie mozna pod żadnym pozorem niszczyc lokum. A nawet jesli mieszkamy z małżonkiem nie polecam zachowania się w sposób jaki reprezentuje czy Wojtek czy Piegus. I na Boga, możemy żadac i oczekiwac jak sie dokładamy w jakiejs formie, czy pieniężnej czy zajmując sie domem. A jak niszczymy, nie płacimy, upubliczniamy korespondencje i tajemnice...reka w góre kto by sie na to zgodził?
                                Nie, nie trzeba pic i miec przodka literata by sie na takie cos ZWYCZAJNIE nie zgadzac.
                                • moniapoz Re: ... 07.02.12, 16:29
                                  uff....dzięki za ten post !!!

                                  ------
                                  Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                  Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                • mayenna Re: ... 07.02.12, 16:39
                                  Nie rozumiem Piegusa bo po pierwszej "niedo...banej ku..wie" mnie by już nie było.

                                  Kas, oni oboje trwają w tym chorym układzie. Jeśli strona mądrzejszą życiowo - a tak uważam - jest Wojtek to od niego spodziewam się więcej.Mnie dziwi, że dał się wciągnąć w awantury mimo tak rozwiniętej samoanalizy i samoświadomości, jak tu prezentuje. Mimo tej przewagi moralnej i intelektualnej, która tu pokazuje.
                                  a.


                                  • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 16:43
                                    On niczego nie pokazuje. Ma udawac przygłupa by nie wpedzac nikogo w kompleksy?
                                    Szantaz emocjonalny pt "ja sobie nie poradze" raz ze jest przemocą a dwa, ze jak ktos ma kawałek serca a nie kamień to niestety wiąże. Wiąże jak cholera. I to całe szczęście dla Piegusa, bo jakby to Wojtka nie wiązało dawno wystawiłby walizki za drzwi i "radzcie sobie sami, ja nic nie muszę. "
                                    • rybak Re: ... 07.02.12, 16:57
                                      Kas - to bardzo niedobrze, w tym przypadku, że go cokolwiek wiąże, bo tu się im przez to włącza i rozpędza fatalny mechanizm.
                                      Wiesz - stwierdzenie przed samym sobą, jesli mi gdzieś czy w czymś źle - ale ja mam powinność moralną - uruchamia u niektórych liczących diabły na końcu szpilki mechanizm typu: "ustępuję, choć cierpię"... A potem to już tylko krok do :" i czy ktokolwiek to docenia?"...
                                      A potem (u niektórych) powoduje to złość na samego (samą) siebie, rosnącą frustrację i koniec końców - i tak to wraca, spotegowane, w ramach negatywnego sprzeżenia zwrotnego, i dopiero wali w ludzi w takim chorym układzie.
                                      Bo to układ jest nieuleczalnie chory. Chocby przez to, że się u obojga ich oczekiwania z realiami rozminęły, a osobowości spotkały się takie bardziej tego, no, ukształtowane i skoncentrowane na SWOICH WŁASNYCH oczekiwaniach i celach.
                                      Więc z tego - masz rację Kas - NIC już dobrego nie będzie - i czym prędzej się od siebie oddessają emocjonalnie, tym dla nich wszystkich (a dla dziecka zwłaszcza) lepiej.
                                      Bo jesli nie - to się żle skończy.
                                      • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 17:49
                                        Widzisz Rybaku, to jest tak, ja nie znam zbyt wielu mężów którzy odchodzą i byłej żonie płacą za mieszkanie. Znakomita ich większosc nie czuje sie zobowiązana i wraz z małżonką wyrywają sobie z gardła wzajemnie majątek wspólny, wyceniajac, przeceniajac i oszukując sie nawzajem.
                                        Łatwo radzić komuś "oddaj, zapłac, ponies karę za to, ze wybrałes zle". Ale ilu nas na to stać?
                                        • to.ja.kas Re: ... 07.02.12, 17:53
                                          I ja mam swobodę mowy, bo ja tak zrobilam, wyszłam i nie wzięłam nic wink
    • heksa_2 imho to skandal 07.02.12, 16:55
      Czytałam ten wątek na początku. W dniu, w którym przeczytałam skopiowane maile obcego faceta i upublicznione na forum, stwierdziłam, że to jest absolutne, niewybaczalne świństwo i przekroczenie jakichkolwiek norm współżycia. Dziś zajrzałam tu zaciekawiona aktywnością uczestników. Nie chce mi się uczestniczyć w dyskusjach nad ich wzajemnymi relacjami. Ale wydaje mi się, że po takiej nielojalności, jakiej dopuściła się Piegus, Wojtek nie ma innego wyboru, jak wystawienie lokatorów za drzwi. Chyba, że nie ma potrzeby golić się co rano. I to niezależnie od uczuć, jakie ich może wzajemnie jeszcze wiążą. Wydaje mi się, że Piegus nie pozostawiła mu wyboru.
      • to.ja.kas Re: imho to skandal 07.02.12, 17:45
        I jeszcze coś. Po przeczytaniu tego wątku doszłabym do wniosków tauczyńskiego, że kobieta rozwiedziona z dzieckiem to garb i przekleństwo od którego należy WIAĆ!
        Weźmiesz sobie chlopie taką do siebie i nie dość, ze nie dokłada sie do wydatków, oczekuje utrzymania siebie i dziecia, brudzi i nie dba to jeszcze na chłopie spoczywa obowiazek ustępowania, myslenia, WYCHOWANIA nie swojego dziecka, PŁACENIA, znoszenia i na dodatek jak chce sie pożegnać to musi przez rok czy lata płacic za to by sobie poszła.
        Zajebiscie!
        Jak sobie bym to poczytała i byłabym wolnym chłopem to już by mnie to z dzieciatej rozwódki wyleczyło na amen.
        Ale w sferze deklaratywnej to każda samodzielna i odpowiedzialna.

        Zastanówcie się kobity co Wy tu wypisujecie. Na szczescie znam rozwódki które rzeczywiscie a nie ino w deklaracjach potrafią zająć sie swoim zyciem same i nie wiszą na nikim. I takie, które jak wisza to chociaz starają się by ich ciężar był jak najmniejszy.
        • garibaldia Życzliwi donieśli 07.02.12, 20:02
          A tak konkretnie to co i które kobiety w tym wątku wypisują o finansach?
          Jak na razie to Rybak (facet jakby kto nie zauważył) zaproponował, że jeśli facet ma gest i chce być "honorowy" to w sytuacji gdy on ma kasę a kobita biedę klepie to może jej zasponsorować czasowo inne lokum. I tyle. Gdzie te kobiety co każą mu ją utrzymywac? Sam chce bo nie potrafi podjąć decyzji rozmówienia się z współlokatorką co do rodzaju ich związku.

          W związku dwojga dojrzałych ludzi pewne rzeczy są naturalne. I na szczęście wokoło mam przykłady nieutrzymanek i nieutrzymanków i niesponsorek i niesponsorów. Ale ludzi po przejściach co faktycznie tworzą związek i razem wychowują niewspólne dzieci nie mając z tego tytułu poczucia krzywdy i poświęcania się. Bo sądząc po tym wątku to można rzec: nigdy rozwódki z dzieckiem i nigdy starego kawalera co ma więcej kasy ode mnie.

          To bohaterowie tego wątku upierają się że łączy ich związek uczuciowy a nie inna relacja czysto konsumencka.

          Zamieszczenie tu prywatnej korespondencji to świństwo, a do tego po czasie zjawia się autor maila bo poinformowany nagle przez jakąś "życzliwą"...... hłe hłe hłe. Ciekawe czy już ostrzy sobie pazurki. Nie ma to jak "bezinteresowne przyjaciółeczki". Brrrrrr...


          • wojtek-64 Re: Życzliwi donieśli 07.02.12, 20:13
            >Zamieszczenie tu prywatnej korespondencji to świństwo, a do tego po
            > czasie zjawia się autor maila bo poinformowany nagle przez jakąś "życzliwą"...... > hłe hłe hłe. Ciekawe czy już ostrzy sobie pazurki. Nie ma to jak "bezinteresowne
            > przyjaciółeczki". Brrrrrr...

            Frustracja bije z Twojej odpowiedzi na kilka kilometrów... wink
            • garibaldia Re: Życzliwi donieśli 07.02.12, 20:18
              No widzisz. A mimo to mam w domu spokój, stabilizację i udany seks. A Ty taki miły na forum, a w domu od kur.ew kobietę wyzywasz i rozpierduchę masz. To może zacznij pisać bardziej sfrustrowanie ale równocześnie rób coś sensownego ze swoim życiem?
              • wojtek-64 Re: Życzliwi donieśli 07.02.12, 20:26
                Tak, masz absolutną rację - zrobię "coś" ze swoim życiem i na przyszłość nigdy więcej nie popełnię takiego błędu, jakim było zaproszenie pod mój dach Agnieszki...
                • garibaldia Re: Życzliwi donieśli 07.02.12, 20:38
                  Popełnisz inny. I też będziesz go musiał rozwiązać. To nieuchronne bo wydaje mi się, że jeszcze nie masz potencjału by zrozumieć jak to się stało że wspólny związek wam wyszedł taki a nie inny. Wytłumaczenie "bo ona to..." jest za ubogie psze pana....za ubogie.
            • moniapoz Re: Życzliwi donieśli 07.02.12, 20:29
              Wojtek,
              Ty zamiast odgryzać się na forum czy czekać na jakieś opinie (które w sumie nie za dużo zmienią w waszej sytuacji) zastanów się co dalej i jak to rozwiązać.
              mleko się rozlało - moim zdaniem teraz jest moment przełomowy: albo ciężka praca u terapeuty (choć osobiście nie wierzę, że coś to da) albo rozstanie najlepiej pokojowe i faktycznie jakieś wsparcie dla Piegusa by się przydało.

              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • zmeczona100 Re: imho to skandal 07.02.12, 20:04
          O rety! To się porobiło!

          Kas, popieram w całości- tym razem to i z Tałczyńskim bym się zgodziła.
          • to.ja.kas Re: imho to skandal 07.02.12, 20:58
            Ja dziś cały dzień mysle o synie Piegusa. O tym, że dorosła kobieta dostała wsparcie i to spieprzyla. Nie, nie że spieprzyła związek, ale mogli zostac chociaz przyjaciółmi, dobrymi WSPÓŁLOKATORAMI.
            Kurcze, to dziecko nic nie zawiniło. Okropne to jest.
            • zmeczona100 Re: imho to skandal 07.02.12, 21:46
              Ponoć do związku trzeba się dobrać. Piszę "ponoć", bo mam coraz więcej pewności, że zamiast doboru wystarczy nie skupiać się tylko na własnym nosie, ale tyle samo czasu i miejsca przeznaczać na nos tej drugiej osoby. Może w tym tkwi istota szczęśliwych związków, które były aranżowane przez rodziców, rodzinę.

              Może i Piegus byłby w stanie skorzystać z udzielonego jej wsparcia, ku obopólnym zyskom, gdyby dostrzegła, że ma szansę na związek, a nie szukała tylko darmowego dachu nad głową i to do korzystania z niego na jej zasadach.

              Pewnie jest wiele takich Piegusków, w podobnej sytuacji (trudności z zakupem/ wynajęciem mieszkania), więc na jej miejscu poszukałabym dziewczyny w takim samym położeniu i razem z nią wynajęłabym mieszkanie. Z tym, że ja "układna" i pokojowo nastawiona jestem wink
              • to.ja.kas Re: imho to skandal 07.02.12, 21:52
                Nie tylko aranżowane małżeństwa bywały szczęśliwe. Też zresztą z tym różnia było, bo ludzie sa różni.
                Ale tak, zdecydowanie nie tyle chodzi o dobór co o empatię i sposób myslenia nastawiony na tą drugą osobę. Niepopularne to teraz niestety.
    • kami_hope Re: Pomocy... część 2 07.02.12, 21:13

      Wątek zaczyna się od upublicznienia prywatnej korespondencji (wg. mnie to działanie – delikatnie mówiąc – niewłaściwe, zresztą wyraziłam swój pogląd nt. wcześniej), szczęście w nieszczęściu, że to forum anonimowe i na tym etapie nie ma mowy o szkodliwości na poziomie rzeczywistym. Dalej, wątek przeradza się w „reality show” po tym jak Wojtek został poinformowany przez „życzliwego”. Z jednej strony to dobrze, że zechciał się zmierzyć z zarzutami i zrobił to na poziomie, ale z drugiej strony zastanawiam się po co to robić? No bo chyba nie po poradę, ani także po to by mieć wpływ na ocenę własnej osoby przez forumowiczów. Myślę, że to zagranie bardziej pod tych „życzliwych” znajomych, i jakaś próba „odzyskania dobrego imienia”.
      Jak dla mnie, osoby, która patrzy z dalekiego dystansu – każda z osób, która bierze udział w tej historii zachowuje się - mówiąc kolokwialnie – „nie halo”.
      Dla samego forum zaś, pojawienie się Wojtka ma bardzo pozytywne znaczenie. Mamy sposobność aby przyjrzeć się sprawie z dwóch stron. Ja już oszczędzę sobie ocen zarówno względem Agnieszki jak i Wojtka, wszak swoją opinię mam, ale nie ona jest tu istotna.
      Istotna jest cała sytuacja w jakiej znajduje się ten związek. Raz, kompletnie zaburzona komunikacja – wg. mnie, niemożliwa do przywrócenia na „właściwy” poziom, a to dlatego, że dotyczy ludzi, którzy indywidualnie mają problemy, wynikające z różnych powodów, m.in. pochodzą z różnych środowisk, mają różny pogląd na świat, na związek, na wychowywanie dzieci, itp. Te różnice są nie do pogodzenia, a już na pewno nie na tym etapie. Dwa, przemoc i to zarówno ze strony obojga oraz wiele innych zachowań, które zwykło nazywać się „toksycznymi”.
      Uważam, że Agnieszka powinna się wyprowadzić i to jak najszybciej, by nie pogłębiać tego zła, które już zaistniało do tej pory. A i nie sądzę by Wojtek miał jakiekolwiek zobowiązanie by partycypować w kosztach tej wyprowadzki i dalszego utrzymywania. Agnieszka jest dorosłą kobietą i MATKĄ, i sama powinna ponosić odpowiedzialność za siebie, nie mówiąc już o dziecku, bo to oczywiste.
      • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 07.02.12, 21:23
        Tylko, że ona nie umie za to wziąć odpowiedzialności.
        Co z synem Piegusa?
        Właśnie.
        • kami_hope Re: Pomocy... część 2 07.02.12, 21:57
          Tak, to jest problem. Tyle, że JEJ problem. I od rozwiązania tego właśnie powinna zacząć. Bo jeśli nie zrozumie podstawowych zasad jakie funkcjonują w świecie (że tak ogólnie powiem) to wiecznie będzie się wikłała w zależnościowe związki. A problemy z czasem mogą się pogłębić tak dalece, że może stracić prawo by matką być w ogóle. A niestety taki scenariusz jest możliwy.
          Dlatego z całą determinacją powinna dojrzale stanąć naprzeciw problemom i dążyć do tego by żyć o własnych siłach. Musi się postarać o WĘDKĘ, a nie o rybę. Oczywiście, że to wymaga wysiłku… No, ale nie ma innej drogi.

          • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 07.02.12, 22:06
            Masz swięta rację. Nie zgodze sie tylko z jednym, ze to JEJ problem. Niestety ten problem to tez problem jej syna, bo dzieci tez potrzebują stabilizacji.

            Piegus poczytaj Kami. Bo mądrze pisze. I zastanów sie jak wyegzekwować lokal do którego Ci przyznano prawo, pomysl o wynajmie, zastanów sie co dalej. Zamiast skupiac sie na Wojtku zajmij sie własnym dojrzewaniem i przyszłoscia swoją i syna. Wierz mi, ze to dobrze zrobi Wam wszystkim.
            • kami_hope Re: Pomocy... część 2 07.02.12, 22:34
              Tak, JEJ problem -w rozumieniu, że to również problem jej syna. Syn jest w beznadziejnej sytuacji, jako dziecko nie ma na nią żadnego wpływu. Stąd JEJ - jako dorosłej! - odpowiedzialność w rozwiązaniu tych problemów.
              • blue_ania37 Re: Pomocy... część 2 07.02.12, 23:14
                Czytam ten wątek z wypiekami od 15smile może dlatego, że przyznałam się, że znam Piegusa...
                że dzieli nas 500 metrów...
                Piegus nie jest przemocowcem...kompletnie...czuła kobieta pragnąca miłości i odrobiny zrozumienia i zainteresowania ( pewnie banał ),

                Jędrek - chciałabym mieć takie układy z synem. Ja się tego dopiero uczę, bo dopiero od 7 miesięcy jestem sama.
                Jędrek kochający matkę i naprawdę się dogadują.
                Mam prawo większe od W do wypowiadania tej opinii bo sama jestem mamą!
                Bo odbieram to dziecko ze szkoły i zawożę.
                Kiedy W jest pochłonięty pisaniem kolejnych maili.
                Piegus to nie krzykacz, to zagubiona kobieta, która bardzo chciała miłości.
                I Pan W mógl być tak postrzegany...zawodow zajmuję się gwiazdamismile, sama byłam oczarowana jak wyjął lunetę i zaczął objaśniać co i gdzie...
                To była miła noc.
                O jędrka proszę się nie martwić, jeszcze Piegus nie jest sam, śpi właśnie z moim synem a jutro po zjedzeniu tosta znajdzie się w szkole.
                Pan W może pisać kolejne maile...
                Tak łatwo się określa kogoś i tak bardzo to dociera jak się kogoś zna...
                Piegus nie jest bezbronny, w razie co razem wynajmniemy mieszkanie...to nie był krzyk o to..
                Raczej o zrozumienie uczuć...pokazanie maili może nie ok. Al e zdrugiej strony patrząc, czemu większe znaczenie ma mieć moije subiektywne przedstawienie słów mojego m niż np przesłanie dosłownego smsa?
                A
                • heksa_2 Re: Pomocy... część 2 07.02.12, 23:18
                  To pozamiatane. W takim razie nie ma co sie szarpać. Nie wyszło. I chyba nie wyjdzie już. To widać gołym okiem.
                • garibaldia Re: Pomocy... część 2 07.02.12, 23:36
                  Ania, Piegus jest duża dziewczynka. Niech się zajmie sobą i dzieckiem a nie Wojtkiem, bo lepiej na tym wyjdzie. A jeśli po wyzwiskach i rękoczynach ona nadal zostaje z facetem - to przede wszystkim.... daj jej namiar na dobrego terapeutę by umiała zawalczyć sama o swoją godność i nauczyła tego syna.
                  • blue_ania37 Re: Pomocy... część 2 07.02.12, 23:48
                    Wiesz....ja wiem sama jak cięzko zawalczyć o własną godność....
                    Kiedyś to była sąsiadka wpadająca z synem na kawę, kiedy młodzi się bawili my gadałyśmy...
                    Dopiero dziś nas stac na otwartość i szczerość...
                    Jeśli dzięki temu zyskałam dobrą kumpelę, to warto było zawalczyć o siebiesmile
                    Ale ja miałam duże wsparcie w rodzinie i dużej ilości znajomych, która zamarła jak usłyszała prawdę o moim małżeństwie.
                    Piegus chodzi do terapeuty...
                    To wszystko czas....
                    A
                  • wojtek-64 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 10:27
                    Przestańcie wreszcie wypisywać te bzdury o "rękoczynach", bo niedługo dowiem się o sobie, że codziennie już na powitanie walę w twarz kobietę, z którą mieszkam. Jeśli w naszym przypadku w ogóle można mówić o jakichkolwiek "rękoczynach", to ja już kilka razy byłem przez Agnieszkę okładany pięściami, mnie natomiast zdarzyło się chyba tylko raz uderzyć ją otwartą dłonią w twarz, kiedy w inny sposób nie mogłem przerwać jej ataku histerii. No chyba, że przez "rękoczyn" rozmumiemy próbę przytrzymania kogoś, kto próbuje wybić szybę w drzwiach albo zerwać karnisz ze ściany...

                    Do Ani: rozumiem Twoją bezkrytyczną solidarność z Agnieszką, wynikającą zapewne z Twojej własnej sytuacji życiowej, w której się znalazłaś. Z całym jednak szacunkiem dla Twoich niewątpliwie szlachetnych pobudek, ale nie miałaś nigdy okazji oglądać Agnieszki "w akcji" kiedy jesteśmy tylko we dwoje i swoje zdanie opierasz tylko i wyłacznie na jej relacjach.
                    • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:30
                      A co do okładania pięściami Ciebie przez kobiete... Przez co uzyłeś wobec niej swęj MĘEEESKIEJ siły fizycznej... Rozumiem, że straciłeś przez to bicie przez Pieguskę przytomność? Oko Ci wybiła i trzy zęby z przodu?

                      No wybacz, stary, ale tym razem osłabiłeś mnie.
                      Jak kobieta chce sobie koniecznie pobębnić po klacie faceta, to sobie bębni. Na zdrowie. A mężczyzna (MĘŻCZYZNA!) wtedy obejmuje ją, przytula i mówi, że ją kocha.
                      Jesli ją kocha.

                      Bo tylko o to tak naprawdę chodzi w miarę normalnej babie, jak bębni po klacie, kapewu?
                      • wojtek-64 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:48
                        Byłeś tam wtedy? Widziałeś? Czy znowu coś konfabulujesz na podstawie własnych wyobrażeń? Zrozum wreszcie - jak nikogo nigdy nie *biłem* ! Natomiast nie mam zamiaru przyglądać się biernie temu, jak ktoś np. niszczy sprzęty w moim domu i mam chyba prawo podjąć wtedy jakieś kroki zaradcze, włączając w to nawet siłowe uniemożliwienie tej osobie kontynuowania destrukcyjnych działań?
                        • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:55
                          Jak KTOŚ niszczy sprzęty w TWOIM domu...
                          Taaak.... masz prawo. Wezwać policję, A także - wystawić walizki tego KOGOŚ z TWOJEGO domu za drzwi.
                          I tylko takie masz prawo. Bo przedmiotem ataku przy stosowaniu obrony koniecznej może byc TYLKO inny człowiek.

                          Nawiasem mówiąc - ja do Ciebie nie mam więcej pytań - ani w sprawie KTOSIA, ani w sprawie TWOJEGO DOMU.
                          Bo - naiwniak konfabulujący - zawsze do chwili przeczytania Twojego Wojtku ostatniego wpisu myślałem, że jak się jest pod jednym dachem z kobieta, którą się kocha, to nie jest to ani KTOŚ, ani tym bardziej KTOŚ w MOIM DOMU...

                          I tyle w temacie. (a propos - pierwszy wpis Pieguski - w którym ona pisze, że nie może się przebić przez Twój mur... przeczytaj i przemyśl, nawet jesli ona to już jest tylko KTOŚ w TWOIM DOMU).
                          Zanim drugiego takiego KTOSIA do SWOJEGO DOMU zaprosisz.
                        • mayenna Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:01
                          wojtek-64 napisał:

                          > Byłeś tam wtedy? Widziałeś? Czy znowu coś konfabulujesz na podstawie własnych w
                          > yobrażeń? Zrozum wreszcie - jak nikogo nigdy nie *biłem* ! Natomiast nie mam za
                          > miaru przyglądać się biernie temu, jak ktoś np. niszczy sprzęty w moim domu i m
                          > am chyba prawo podjąć wtedy jakieś kroki zaradcze, włączając w to nawet siłowe
                          > uniemożliwienie tej osobie kontynuowania destrukcyjnych działań?

                          Masz jeszcze inne wyjście. Usiłuje Ci powiedzieć, ze w czasie takich awantur bardzo trudno jest nad sobą panować.Moja siostra kiedyś przeleciała przez takie szklane drzwi. Miała 17 szwów na twarzy i rekach.
                          Lepiej chyba żeby zerwała karnisz niz miało się stać jakies nieszczęście. Chyba że estetyka mieszkania jest dla ciebie najważniejsza. Do takich zachowań lepiej jest wezwać policję. Bezpieczniej przynajmniej.
                • kami_hope Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 00:02
                  A ja myślę, że zrobiliście sobie tutaj „polowanie na czarownice” typu „realisty show” w forumowym wydaniu.
                  I skoro jest tak pięknie, i wszystko już poukładane/zaplanowane, to o co chodzi?
                  O zrozumienie dla uczuć?
                  A gdzie te uczucia są?
                  Póki co, to ja tutaj szczerych wyznań Piegusa nie zauważyłam. W ogóle sam Piegus, niewiele się wypowiadała do tej pory. Za to jej adwokat – Blue_Ania owszem. Możemy poznać Twoją opinię o Piegusie, zaś od niej samej takich cech jak czułość itp. – nie widać. A to, że miłości pragnie. To dobrze. Każdy pragnie. Ale jeśli potrzeba „miłości” przesłoni rozum, to pojawiają się problemy. Szczególnie, gdy oczekiwania są bardziej bajkowe niż rzeczywiste. W rzeczywistości nie ma królewiczów, którzy wybawiają kopciuszków z opresji (istnieje takie zjawisko opisane jako „Cinderella complex”wink.
                  I pragnę Ci zwrócić uwagę – bo to najwyraźniej Ci umknęło, że to Wy (Piegus sam, z własnej inicjatywy, czy pod Twoją namową – bez znaczenia) wystąpiłyście na forum przedstawiając swoje problemy. A ludzie komentują – jak to na forum. I tak, to racja, że nie znają… Znają na tyle, na ile poszczególne osoby o sobie napiszą.

                  > czemu większe znaczenie ma mieć moije subiektywne przedstawienie słów
                  > mojego m niż np przesłanie dosłownego smsa?

                  A to dlatego, że to jest prywatna korespondencja, przeznaczona tylko i wyłącznie dla adresata (o ile nie było powiedziane, że są to treści „otwarte”wink. Zaś Twoje przedstawienie słów, wyraża Twój stosunek do sprawy, czyli dowiadujemy się czegoś o Tobie, o Twoich poglądach i z Tobą możemy podjąć dialog. Zaś wypowiadanie się za pomocą czegoś lub kogoś jest manipulacją.
                  • blue_ania37 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 00:17
                    Nie jestem adwokatem piegusa.
                    I nie zamierzam....
                    Mam swoje zdanie, które jeszcze nie powiedziałam, nie wchodziłam w "rozmowę Piegusa" z Wami.
                    Ja tylko jej kiedyś poleciłam to forum...
                    Chciałabym kiedyś...nie myśleć o królewiczach z bajki....ale jakoś tak mi się porobiło, że wiem o nieistnieniu tych panow dopiero terazsmile
                    Kiedyś wierzyłam w dobre uczucia i myślę, że Piegus też i tyle.
                    Nic nie
                    jest zaplanowane...ewentualnie jest pomysł,żeby jakoś dać radę.Właśnie dostałam od Piegusa smsa, że pan W odłączył neta, tak bez słowa, faktycznie fajny miśsmile
                    • garibaldia Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 00:34
                      Nie wiem na co Piegus liczy. Chyba na spuchniętą facjatę, bo inne argumenty nie docierają.
                      Ania, Twoje sympatie widaćtongue_out Ale nie wyrywaj się za bardzo, bo Piegus musi się nauczyć sama podejmować odpowiedzialne decyzje i ponosić konsekwencje, a nie zrzucać ich na czyjeś plecy.
                      • blue_ania37 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 00:41
                        Ja nie wyrywam się z sympatiąsmile
                        Pan W nie jest złysmile powiedziałam, zauroczył mnie lunetą i opowieścią o gwiazdachsmile
                        Wy nie wiecie gdzie my mieszkamy, na jakim...za...piu tu nie ma latarni, ulic i do sklepu 3 km, tu bez przyjaznej osoby jest nie do wytrzymania. Szczególnie jak na "panów życia" nie można liczyćsmile
                        A
                        Macie rację to decyzja Piegusa...ja jej ani nic nie powiedziałam, ani nie narzuciłamsmile
                        To jej życie...ja mogę przygarnąć młodego...i tyle
                        A
                        • garibaldia Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 00:50
                          Nie chodzi o sympatię bo ta jest indywidualna i dowolna. Ale byś przy całej chęci życzliwej pomocy nie wzięła na swoje barki cudzych problemów, które ten ktoś nie ma ochoty sam rozwiązywać. Być życzliwym tak, wyręczać nie.
                    • kami_hope Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 00:42
                      Ania, dobre uczucia są! Naprawdę! Tylko, że to nie jest tak, jak nam dziewczynkom się wydawało. A miłość, to nie są same czułostki i miziania, zachwyty nad urodą lub podziw nad pozycją, wiedzą, sukcesami itp. Owszem, to wszystko może występować i występuje i jest fajne, ale to jest częścią życia/związku, a nie jego podstawą. Aby cokolwiek można było zbudować, muszą być spełnione podstawowe potrzeby człowieka (możesz zobaczyć jak to jest w „Piramidzie Potrzeb Masłowa”wink. A te, każdy dorosły – w tak skonstruowanym świecie jak współczesny – MUSI zapewnić sobie sam. Jeśli nie zapewni to… ginie. Albo odnajduje rozwiązanie w niewolnictwie, co zresztą na jedno wychodzi.
                      Nie chciałabym się wypowiadać w imieniu Wojtka (dot. odłączenia internetu). Myślę jedynie, że próbuje czynić jakieś kroki w celu odcięcia się od Agnieszki (być może ma zamiar systematycznie pozbawiać ją przywilejów, zbytków – jakkolwiek by tego nie nazwać). Albo równie dobrze mógł uznać całą tą opisaną sytuację na forum jako farsę, czemu się specjalnie nie dziwię, i tym samym, symbolicznie, zakończył tu swoją obecność. Nie wiem.
                      Ania, oni tak mają. Nie wczuwaj się za bardzo w ich relacje. Myślę, że to dobra rada. I tak już chyba masz wystarczająco własnych problemów. Po co Ci ściągać na siebie kolejne?
                      Zastanów się nad tym.
                      • blue_ania37 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 00:56
                        Widzisz a ja się bałam, że mnie atakujeszsmile
                        Nie biorę ich życia, to ich problemy, bycia egoistką uczę się od sierpni ai coraz lepiej mi wychodzismile.
                        W i tak uważa, że za dużo się spotykamy,więc mój obraz w jego oczach się nie zmieni.
                        Ja może jestem za bardzo "wyrywna" zawsze tak miałam, i chcę pomóc bo nie dawno mi pomagano...
                        I łaziłam do piegusa a ta mi malowala paznokcie na moich trzęsacych się łapkach.
                        Uciekam spać.
                        Jutro znów zimno....
                        A
                      • wojtek-64 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 10:45
                        > Nie chciałabym się wypowiadać w imieniu Wojtka (dot. odłączenia internetu). Myś
                        > lę jedynie, że próbuje czynić jakieś kroki w celu odcięcia się od Agnieszki (by
                        > ć może ma zamiar systematycznie pozbawiać ją przywilejów, zbytków

                        Nie, nie próbuję podejmować takich kroków i nikomu nie czynię celowych złośliwości tego rodzaju. Nie mam też pojęcia o co chodzi z tym internetem - Agnieszka wróciła do domu późno w nocy, kiedy już spałem i od tej pory aż do chwili obecnej nie zamieniliśmy ani słowa. Myślę też, że gdyby naprawdę chciała "na bieżąco" wyjasnić tą sprawę, to mogła to zrobić w zupełnie inny sposób, bezpośrednio ze mną. Ale jak widać chodziło chyba tylko o znalezienie kolejnego obciążającego mnie "dowodu"...
                        • moniapoz Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 10:53
                          Jezu, to ja kompletnie nie rozumiem...jeszcze nie porozmawialiście ?
                          na co czekacie ? a może chcecie to przeczekać i żyć jak dawniej.....normalnie absurd.

                          nie wyobrażam sobie, gdybym była na Twoim miejscu, że po takiej akcji, gdzie czytam różne historie na swój własny temat na forum, żeby od razu nie wyjaśnić sytuacji.

                          na co tu czekać ?

                          ze swojej strony nie wiem jak jest - czy bijesz, pijesz i odłączasz internet ...nawet rozumiem czemu się bronisz na forum (to naturalne) ale czemu chcesz uczestniczyć w tym big brotherze zamiast zadziałać konkretnie, prosząc o wyjaśnienie Piegusa ?


                          świat naprawdę zwariował.....i staje się coraz bardziej wirtualny...

                          ------
                          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                          • wojtek-64 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 10:58
                            Na co czekam? W tej chwili na to, aż Agnieszka będzie łaskawa ze spokojem usiąść i porozmawiać ze mną. Bo póki co tylko unika tej rozmowy i mnie...

                            A co do bicia, picia i odłączania internetu, to mogą Ci zacytować zdanie, wypowiedziane kiedyś przez Josepha Goebbelsa: "każde kłamstwo dostatecznie często powtarzane staje się prawdą"...
                            • mayenna Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:13
                              wojtek-64 napisał:

                              > Na co czekam? W tej chwili na to, aż Agnieszka będzie łaskawa ze spokojem usiąś
                              > ć i porozmawiać ze mną. Bo póki co tylko unika tej rozmowy i mnie...
                              Przecież Ty możesz zacząć rozmowę z nią.
                              Nie rozumiem: tak trudno poczekać aż wróci i powiedzieć: musimy natychmiast porozmawiać?
                              • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:17
                                Czekał do pólnocy ????
                              • wojtek-64 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:50
                                Dzień wcześniej umawialiśmy się na rozmowę tuż po moim powrocie z pracy. Czekałem prawie do północy (pomiając już to, że przez cały dzień Agnieszka nie dała nawet znaku życia)...
                              • piegus78 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:17
                                Byłam w domu po 21...
                                • sonia_30 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:44
                                  W całej tej sytuacji masz do powiedzenia jedynie to, że byłaś w domu po 21...? No cóż... północ też jest po 21...
                                  • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:47
                                    Po 21 działał u Was net chyba bo Wojtek zdaje sie pisał ? Czy sie mylę.
                                    • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:52
                                      Słuchajcie. Zaczynamy tu ZDECYDOWANIE za daleko włazić w ich życie i w nim gmerać . Wszystko zostało już powiedziane, dalej muszą sami to rozwiązać. Sądze, że dalsze nasze uwagi nie służą im, zwłaszcza w kontekście dziecka Piegusa. To forum już i tak stało się katalizatorem - poprzez zamieszczenie na nim listów Wojtka przez zdesperowaną Pieguskę.
                                      Proponuję więc zakończyć ten wątek, żeby cisza i ich wyciszyła. . Ja w każdym razie - nie mam tu naprawdę nic więcej do powiedzenia.
                                      Powodzenia, Wojtku i Piegusie....
                                      • sonia_30 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 15:01
                                        Skoro w tym watku się nie wypowiesz, to myślę nie będzie problemu pt. "ZDECYDOWANIE ZA DALEKO".
                                    • sonia_30 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:56
                                      W każdym razie teraz działa, skoro Piegus raczyła napisać. Tyle że od czapy taka i tylko taka informacja w całej tej kołomyi..
                    • wojtek-64 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 10:33
                      blue_ania37 napisała:

                      > jest zaplanowane...ewentualnie jest pomysł,żeby jakoś dać radę.Właśnie dostałam
                      > od Piegusa smsa, że pan W odłączył neta, tak bez słowa, faktycznie fajny miśsmile

                      Aniu, czy Ty się dobrze czujesz? Na jakiej podstawie obie z Agnieszką budujecie takie "spiskowe teorie"? Gdybyś znała mnie trochę lepiej, to doskonale wiedziałabyś, że takie metody rodem z piaskownicy są mi zupełnie obce, ale oczywiście łatwiej jest bezpodstawnie oskarżać...
                      • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 10:51
                        No i tak sadziłam, że próby rozmowy nie było sad
                  • garibaldia Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 00:28
                    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,132085981,,Pomocy_.html?s=0
                    odgrzebałam początek historii forumowej. gdzie coś więcej autorka wyjaśniała.
                    doczytałam nawet, że obecnie Piegus zarabia więcej niż Wojtek. Więc to nie tak, że jest bieda finansowa i nie ma się gdzie podziać bo sobie nie poradzi.
                    Jaki sens, że ciągle tam tkwi? Tylko ona wie co ją tam trzyma.
                    • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 07:53
                      Uzależnienie ją trzyma.

                      To ja z innej beczki. Mój mąż miał wyrok za znęcanie się nad rodziną. Czyli nade mną i córką, za proby zastraszania mojej mamy. I wiesz co Aniu....NIKT ze znajomych nie wierzył. NIKT, bo on taki miły, kulturalny, czuły, pracowity, mądry i ach i och REWELACYJNY ! Ciągle słyszalam od koleżanek, ze tak wspaniałych mężow jak mój to nie ma wielu. No ANIOŁ. Tylko ten anioł potrafił mnie pobić prawie do nieprzytomnosci. I robił to jak nikogo z tych chodzących w zachwycie nad jego osobą nie było w pobliżu. Więc NIE WIESZ Aniu jak wygląda życie Piegusa i Wojtka nawet jak słyszysz historie opowiadane.
                      Ja jako kobieta która kiedyś była w takim przemocowym związku, kobieta która z niego wyszła i matka która wyszła z takiego związku z córką jestem PRZEKOANANA po tym co czytam, że:
                      1. Im się nie uda
                      2. I Piegus i Wojtek się nakręcają przemocą wobec siebie nawzajem
                      3. Cierpi syn Piegusa najbardziej
                      4. Jesli Piegus nie stanie na WŁASNYCH nogach, nie nauczy się dbac sama o siebie kiedys i Ty będziesz miała dość zajmowania się jej problemami.

                      Dzięki Bogu, że teraz w tym ostrym kryzysie Piegus, a własciwie syn Piegusa ma Ciebie. Dzięki Bogu. Dziś niemalże pierwsze kroki w necie skierowałam tu by zobaczyc co sie dzieje. I to pokazuje Aniu, ze jestes PRAWDZIWIE dobrym człowiekiem. Ale uważaj na siebie i wlasne interesa by nie stracic zapału do tego pomagania, bo dzieli się jedzeniem tylko syty.

                      Ja mam nadzieję, że tam się wszystko poukłada, bo jest źle. I nie, nie ocenię tego, że Wojtek odciął neta. Jesli on za niego płacił miał prawo, zwłaszcza ze z tego neta wyciekała jego prywatna korespondencja. Wiem jedno, przemocowy związek nie przekresla szansy na udane życie po nim. Wierzcie mi, najszczesliwszej mężatki na swiecie której mąż nr 2 jest takim aniołem PRAWDZIWIE o jakim mówily moje znajome przy mężu nr 1. I tak są mężczyzni którzy potrafią kochac kobietę, szanowac ją, lubic jej dziecko. Ale jest pewien warunek - ten szacunek, miłość, dbanie o kogoś przede wszystkim nie o siebie musi charakteryzowac każdą osobę w związku. I tego Wam życzę wierząc, że najlepszym, pierwszym krokiem na drodzie do takiego zycia jest uwolnienie się od przemocowego zwiazku i rozsądne kroki pozniej. Ja na swego męża po rozwodzie czekałam 11 lat wink
                      • blue_ania37 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 08:13
                        To jeszcze,raz ja.
                        Ja wiem co to związek przemocowy.mam niebieska kartę itp.
                        Nadal sie lecze.jak juz sie stało unie to co sie stało to pamietam, ze pytałam sie Piegusa co ja lubię jeść? Bo ja sie tak zatracilam.
                        Ja nie powiedziałam swojego zdania na temat tego zwiazku bo bede patrzyla subiektywnie.
                        Twoja opowieść o szczęśliwym zakończeniu zwiazku z przemocowcem napawa mnie optymizmem choć przede mna bardzo daleka droga.
                        Przepraszam za błędy pisze z komórki.
                        A
                        • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 08:17
                          Spoko, ja robie błędy mimo, że z komórki nie piszę.
                          I życzę powodzenia w tej drodze. Ona czasami wyboista i wydaje się żmudna i trudna ale warta tego by nią kroczyć. Bo już samo życie bez przemocy warte jest wszelkich ofiar.
                          • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 08:56
                            To że pan Wojtek odciał net Piegusowi - to raczej zrozumiałe w sytuacji, w której kto wie, co jeszcze mogłoby być tu przez Piegusa opublikowane... Ale... ja się trochę boję o Piegusa. Bo nie wiem, czy to zasłonięcie grubych zasłon... bo nie wiem, czy za tymi grubymi zasłonami nie odchodzi teraz równie gruby łomot. Blue aniu - miej baczenie... A jakby co - na policję!
                            • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 09:33
                              Policję obdukcję, pozew do sądu o znęcanie się. I bez litości.
                            • wojtek-64 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 10:54
                              rybak napisał:

                              > To że pan Wojtek odciał net Piegusowi - to raczej zrozumiałe w sytuacji, w któr
                              > ej kto wie, co jeszcze mogłoby być tu przez Piegusa opublikowane... Ale... ja s
                              > ię trochę boję o Piegusa. Bo nie wiem, czy to zasłonięcie grubych zasłon... bo
                              > nie wiem, czy za tymi grubymi zasłonami nie odchodzi teraz równie gruby łomot.
                              > Blue aniu - miej baczenie... A jakby co - na policję!

                              Wy chyba wszyscy naprawdę nie macie pojęcia o tym, jak wygląda nasze codzienne życie... Przedwczoraj umawialiśmy się z Agnieszką, że we wtorek po południu usiądziemy do poważnej rozmowy i spróbujemy podjąć jakieś wiążące decyzje. Mimo "wolnego" w pracy przez cały dzień Agnieszka nie pojawiła się w domu, nie dała żadnego znaku życia, nie poinformowała mnie nawet kiedy zamierza wrócić. Czekałem na nią prawie do północy, bo liczyłem na to, ze jednak porozmawiamy, ale niestety bez skutku. Dziś usłyszałem na tym forum jakiś kolejny, równie absurdalny jak rzekome "rękoczyny" zarzut o odłączeniu internetu. Czy Twoim zdaniem tak powinna wyglądać "potrzeba dialogu"?
                              • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:00
                                Tak. Nie mamy pojęcia jak wygląda Wasze życie codzienne.
                                Wyciągamy wnioski tylko po tym co tu piszecie.
                                Jeśli przeczytałbyś dokładnie pisałam w spsoób który wskazuje na pewną warunkowość, że JEŚLI jest przemoc fizyczna TO.....
                                Dialog powinien wyglądac inaczej Myślę, że poza potrzebą dokuczenia Piegus się po prostu boi konfrontacji bo to ona straci więcej. Nie tłumaczę,. ale staram sie zrozumieć motywy.
                              • mayenna Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:08
                                Agnieszka chodziła w tym czasie po lekarzach w sprawie syna. Poczytaj forum.
                                Wojtek, powiem tak: usprawiedliwiasz swoja bierność i czekasz na Agnieszkę, na jej decyzje. A Ty co robisz? zadaj sobie pytanie czego ty chcesz i co robisz w tej sprawie.
                                Każde naruszenie cielesności bez zgody osoby, która przytrzymujemy jest rękoczynem.Histerii nie przerywa się bijąc kogoś w twarz. Ciebie też nikt nie ma prawa okładać pięściami. W przypadku awantury z próba demolowania domu wezwałabym policję.

                                Mam jeszcze wrażenie, że rola zbawcy i ofiary Ci bardzo pasuje. Nie wystawisz Agnieszce walizek bo ona nie ma gdzie pójść, ty ze swojego domu tez nie pójdziesz. To jak widzisz rozwiązanie tej sytuacji?
                                Moim zdaniem, czas na wiążące rozmowy minął. Mieliście takich rozmów kilka i chyba nic nie dały.To na co czekać? Na to że przy kolejnym przytrzymywaniu i ataku histerii stanie się komuś większa krzywda?
                                I moim zdaniem są dwie możliwości: natychmiastowe odseparowanie się, albo odcięcie tego co było dużą krechą i nowy początek ale przy udziale terapeuty. sami już raczej nie dacie rady.Przede wszystkim nauka panowania nad emocjami.
                                • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:15
                                  słucham? Przytrzymywanie kogoś kto nas bije lub bliskich to ekoczyny? No nawet w swietle prawa mamy prawo do takich rękoczynów.
                                  Szkoda, ze Piegus nie mówi gdzie jest a by wiedziec dlaczego go nie ma chociaz sie umawia trza sledzic ja po forach.
                                  • mayenna Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:32
                                    Kas, nie przytrzymuje się nikogo bez jego zgody. Nikt nie ma prawa nas dotknąć jeśli sobie tego nie życzymy. Wchodzenie w takie sytuacje powoduje że może się to wymknąć spod kontroli. Przytrzyma ją tak ze jej rękę np. złamie. Odepchnie jak go pięściami będzie okładać i może sobie coś zrobić. To trzeba przerwać i tyle. Tak po prostu nie można robić bo może się stać coś złego.
                                    Jak sie Piegus na forum pojawi to jej napisze co o tym myślę.Na razie tylko Wojtek z nami rozmawia, a on jak widać mało decyzyjny jest.
                                    Napisac maila z konkretnymi propozycjami może chociażby z taką, że Piegus od 1 marca ma się wyprowadzić. Ale on woli czekać.Tylko jak ona nie ma internetu to i maila nie przeczyta.
                                    • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:37
                                      Acha, mój mąz mnie bił, zamknął drzwi, jak wzięłam telefon by zadzwonic na policję rozbił mi go na głowie. Oj Mayenna....teoria tylko. Co? Owszem MAMY prawo się bronic rownież fizycznie. I nie pisze tu o sytuacji Wojtka i Piegusa a o obronie. Każda osoba która zostanie napadnięta MA PRAWO bronic sie tez fizycznie.
                                      • mayenna Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:51
                                        Nie, Kas, nie teoria a doświadczeniesmile
                                        .
                                        Co zrobiłaś po tej awanturze?
                                        • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:57
                                          jak sie zmeczył i przestał mnie bic? Uciekłam jak spał. I wróciłam. Za jakis czas.
                                    • moniapoz Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:39
                                      >To trzeba przerwać i tyle. Tak po prostu nie można robić bo może się stać coś złego.


                                      ale jak to zrobić konkretnie, kobieta jest w furii i wali na oślep - jak ją uspokoić - naprawdę jestem ciekawa, bo w rodzinie mamy taki przypadek i jedyne co działa to właśnie ostrożne przytrzymywanie dłoni, którymi ona wali na oślep, żadna próba rozmowy nie przynosi rezultatu...

                                      ------
                                      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:24
                                  Z encyklopedii Gazety Prawnej:
                                  Obrona konieczna:

                                  Jest to działanie polegające na odpieraniu bezpośredniego, bezprawnego zamachu na jakiekolwiek dobro pozostające pod ochroną prawa. Zamachem jest takie zachowanie się człowieka, które godzi w dobro pozostające pod ochroną prawa, czyli narusza je lub mu bezpośrednio zagraża. Może to być działanie albo zaniechanie – wówczas gdy podmiot zamachu był zobowiązany do podjęcia określonego działania. Podmiotem zamachu może być tylko człowiek.

                                  Odpieranie zamachu chroni więc istniejący stan prawny przed bezprawiem.
                                  Dlatego wszelkie działania podjęte w ramach obrony koniecznej traktowane są jako zgodne z prawem i nie stanowią przestępstwa (w rozumieniu prawa karnego) ani czynu niedozwolonego (w rozumieniu prawa cywilnego).

                                  Bezprawny, bezpośredni zamach

                                  Obronę konieczną uzasadnia jedynie bezprawny i bezpośredni zamach. Bezprawnym zamachem jest czyn naruszający przepisy, nie tylko karne (np. napastnik wyjął już broń, ale jeszcze nie strzelił, albo napastnik zamierzył się na pokrzywdzonego).
                                  Zamach jest bezpośredni, gdy jego sprawca przystąpił już do ataku na dobro chronione prawem albo gdy z obiektywnej analizy sytuacji wynika, że niezwłocznie do niego przystąpi. W tym drugim przypadku osoba występująca w obronie może od razu zacząć działać, nie czekając na to, aż napastnik zaatakuje. Nie jest dopuszczalna obrona konieczna przed tzw. działaniami prawnymi (np. przed czynnościami podejmowanymi przez policjanta). Od broniącego nie można wymagać, aby ratował się ucieczką, ponieważ ma prawo odpierać zamach.

                                  Broniący nie może jednak działać ze zbyt dużą gwałtownością, a ponadto jego obrona musi być skorelowana czasowo z atakiem. W przeciwnym razie będzie miało miejsce przekroczenie granic obrony koniecznej. Obrona konieczna powinna być bowiem proporcjonalna, czyli wystarczająca do odparcia zamachu.

                                  Siła i intensywność zamachu

                                  Oceniając, czy obrona była konieczna, bierze się pod uwagę siłę i intensywność zamachu, stopień jego niebezpieczeństwa oraz właściwości samego napastnika. Ocena tego, czy zachodzi konieczność obrony, powinna opierać się na kryteriach obiektywnych, np. gdyby w celu uniknięcia zamachu wystarczyło jedynie się odsunąć, a mimo to napadnięty zastosowałby drastyczne i niebezpieczne w skutkach środki obrony, to wówczas nastąpi przekroczenie prawa do obrony. W razie przekroczenia granic obrony koniecznej zostaje popełnione przestępstwo lub wykroczenie. Sąd może wówczas zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia.

                                  WARTO ZAPAMIĘTAĆ
                                  Jeżeli przekroczenie granic obrony koniecznej nastąpiło na skutek strachu lub wzburzenia, które jest usprawiedliwione okolicznościami zamachu, sąd odstąpi od wymierzenia kary.

                                  PRZYKŁAD
                                  Małżeństwo S. wracało wieczorem z kina. Pod bramą ich domu zostali zaczepieni przez nietrzeźwego i agresywnego Henryka B., wielokrotnego przestępcę, który zażądał gotówki. Odmówili. Napastnik wyciągnął nóż i skierował go w stronę Jadwigi S. Mąż Jan S. zareagował silnym odepchnięciem Henryka B., który upadł na krawędź chodnika i śmiertelnie się zranił. Sąd odstąpił od wymierzenia kary, uznając, że nastąpiła obrona konieczna.


                                  Wniosek: Wojtek, ja nadal jakoś nie widzę powodu do walenia w twarz Pieguski. No nie widzę i już.
                                  • moniapoz Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:31
                                    ponieważ obracamy się w świecie dywagacji więc co powiesz na to - autor wspomniał o histerii a tu poniżej sposób na atak histerii.

                                    oczywiście ja nie wiem jak było, nie usprawiedliwiam, ale po części rozumiem bo sama byłam świadkiem w rodzinie takiej sceny:


                                    Wymierzenie policzka jest starym i co więcej – skutecznym sposobem - na napad histerii dorosłego. U maluchów i nastolatków atak niekontrolowanych emocji trzeba przeczekać.

                                    Najbardziej znaną histeryczką polskiej literatury jest zapewne Emilia Korczyńska z “Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej, która zwykła była terroryzować swoje otoczenie nie tylko wiecznym „globusem”, ale i atakami histerii. Nie znalazł się w książce żaden odważny, kto wymierzyłby jej siarczystego policzka, przywracając tym samym równowagę emocjonalną. No właśnie: czy potraktowanie w taki sposób mocno wzburzonej osoby – pomaga jej?
                                    - Policzek czy potrząśniecie jest starym ludowym sposobem. Prawdopodobnie ten dosyć zdecydowany krok stawia granice wylewającym się uczuciom i mówi: “Już dość” - twierdzi dr Sławomir Murawiec, psychiatria i psycholog z warszawskiego Instytutu Psychiatrii i Neurologii. - W ten sposób mamy szanse przywrócić danej osobie świadomą kontrolę nad swoim zachowaniem. Wraca wtedy do działania rozum i osoba histeryzująca na powrót przejmuje świadomą kontrole nad swoim zachowaniem.





                                    ------
                                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                    • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:40
                                      Oj, nie chciałbym ja, w mysl Twojej rady, Moniupoz, jakiejkolwiek rozhisteryzowanej kobiecie wymierzać siarczystego policzka na oprzerwanie ataku histerii, bo przy moich gabarytach i masie głowy rzeczonej histeryczni trzeba by potem było w krzakach szukać wink
                                      Co Wojtkowi ku rozwadze polecam - to, co my (MĘŻCZYŻNI!) uważamy między sobą za lekkie klaśnięcie, dla KOBIETY jest najcześciej brutalnym ciosem urywającym rzeczoną głowę. Dlatego MĘŻCZYZNA NIE BIJE KOBIETY NIGDY! (No chyba że wylazł jak głupi na ring z mistrzynią boksu i walczy o zyciebig_grin )

                                      Naprawdę tak słabą inteligencję emocjonalną masz, by przy takich głupstwach jak zrywanie zasłonek czy bębnienie po klacie walić w twarz swoją babę? Nawet jesli byłą już babę? Wstyd, powiadam, wstyd rodzajowi męskiemu przynosisz. I tyle w temacie.
                                      • moniapoz Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:47
                                        W żadnym wypadku nie radzę policzkowania - Ty rzuciłeś jakiś cytat i ja rzuciłam smile i tyle.
                                        chodziło mi o to, że nie znając sytuacji, nie będąc przy tym łatwo jest ocenić kogoś i wrzucić do worka - Pan pobił Panią a potem dopisać jeszcze dalszy ciąg, że bije ją ciągle i zawsze...

                                        I oczywiście sam policzek to już przekroczenie granicy - w każdym razie dla mnie....
                                        i na miejscu Piegusa już by mnie w domu Wojtka nie było...

                                        ------
                                        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                        • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:50
                                          Moniapoz, ale Piegus chce tam byc. To jak sie zachowuje + to jak wyglądała jej przemoc jakby rozswietla sytuację dlaczego. I nikt jej nie pomoze jak nie pomoze sama sobie. A ona zostawia syna u koleżanki i wraca.
                                      • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:48
                                        W przeciwieństwie do kilku osób nie chce domniemywac JAK wygląda ten atak fizyczny obu stron. Czy ten policzek to musniecie czy urwanie głowy. Czy demolowanie chaty to zerwanie zasłonek czy niszczenie wszystkiego wokół jak tornado. I czy Piegus bije po klacie czy rzuca czymś cięzkim w Wojtka.
                                        Ale nie lubie jak mi sie mowi, ze ja nie mogłabym uszkodzić chocby Ciebie Rybak. Jakbym sie uparła uszkodziłabym. Nie, nie walac piesciami po klacie, ale biorąc ciężki przedmiot i waląc w łepetynę z nienacka. Nie doceniasz nas co mi sie nie podoba tongue_out

                                        Prawda jest taka...nie jest to obrona NIE BIJ I NIE STOSUJ SIŁY! Możesz uciec zrób to. Możesz zaradzic w inny sopsób - zrób to.

                                        Przez to, ze mezczyzni sie wstydza byc ofiarami przemocy kobiet nie zgłaszaja tego na policje "bo wstyd rodzajowi męskiemu i takie tam" wiele spraw i tragedii rozgrywa sie w czterech scianach. DOKŁADNIE tak samo jak wtedy kiedy chłop bije kobietę.
                                        Przemoc to przemoc. Urwac głowe moze facet moze i kobieta.
                                        • moniapoz Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:54
                                          dokładnie tak...mam taki przypadek w rodzinie - nigdzie tego nie zgłosił bo przecież jak to baba bije ? a fakty były takie, że biła i męczyła psychicznie....ale przecież kto by pomyślał, ona taka mała i to kobieta....

                                          ------
                                          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                          • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 11:58
                                            Tu na forum jest taki ktos kto ma taka miłą zonę i z kogopolicja jak wzywał za każdym razem kpiła "bo baba go bije"
                                            • mayenna Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:05
                                              to.ja.kas napisała:

                                              > Tu na forum jest taki ktos kto ma taka miłą zonę i z kogopolicja jak wzywał za
                                              > każdym razem kpiła "bo baba go bije"
                                              Na szczęście policja też już bardziej świadomie podchodzi do takich doniesień.
                                              • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:07
                                                w teorii tak. W praktyce niestety nie. Sytuacja jaką opisałam jest wielce świeża wink
                                              • mayenna Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:16
                                                Wiem.jak to jest.
                                                Nawet nie ma grupy wsparcia dla mężczyzn w takich sytuacjach. I jest przyzwolenie na takie okładanie piąstkami - vide Rybak.
                                                Dlatego uważam, ze oni musza przerwać te zachowania bo to się może wymknąć spod kontroli.
                                                • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:23
                                                  oczywiscie, ale Piegus:
                                                  nie stawia sie na umowione spotkania (nawet nie informuje, ze sie nei stawi)
                                                  unika rozmowy
                                                  wraca do domu gdzie (podobno) Wojtek wobec niej stosuje przemoc

                                                  A co tam sie dzieje jak juz sie uda im spotkac to tylko oni wiedzą.
                                                  • nowel1 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:29
                                                    Ja tylko dodam od siebie, że DLA MNIE takie "przyzwolenie na okładanie małymi damskimi piąstkami" jest protekcjonalne i pokazuje wyższościowy stosunek do kobiet.
                                                    Nikt nie ma prawa bić mnie, i ja też nie mam takiego prawa.
                                                  • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:36
                                                    Tajest! Mam w takiej sytuacji zdecydowanie WYŻSZOŚCIOWY stosunek do kobiet. Bo są jednakowoż MNIEJSZE ode mnie (nawet baby duże), słabsze, zdecydowanie bardziej emocjonalne, zwłaszcza baby młode, i choćby jako takie niekiedy wymagają stanowczo bardziej WYŻSZOŚCIOWEGO podejścia big_grin tongue_out
                                                • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:26
                                                  Jak se chłop bierze silną i agresywną babę, to sam musi być na tyle większy albo przynajmniej silniejszy (nie tylko fizycznie, ale i tym, no, sercem i rozumem), by w każdych okolicznościach dał se radę BEZ nijakiego bicia big_grin

                                                  Mayenna - a niech se baby okładają męskie klaty piąstkami, jak muszą. Wiesz jak fajowo wtedy klata dudni? A jak się wtedy taką babę obejmie czule i stanowczo, w celu pocałowania, to ani się wtedy taka baba spostrzeże, że raptem ani łapka, ani nogą już ruszyć nie może. BO ZABLOKOWANE! big_grin tongue_outtongue_out

                                                  • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:28
                                                    Powstrzymywanie cielesne to przemoc tongue_out
                                                    Ja przyznam, ze jak sie wsciekam i mnie sie tak próbuje unieruchomic to dopiero wpadam w furię wink))))
                                                  • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:33
                                                    Eeee tam, zaraz w furię....
                                                    Un mądry facet jest...big_grin

                                                    A wracając do adrema - dla mnie kluczem w ICH relacji jest absolutny brak wzajemnej miłości. Zatem brak jakiejkolwiek pozytywnej platformy budowy czegokolwiek już. Jest toksyczna relacja, jest z gruntu chory układ - obopólnie.
                                                    Im prędzej z niej wyjda, tym lepiej, tym mniejsza eskalacja nastapi.
                                                  • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:46
                                                    Z tym sie zgadzam w 100%
                                                  • sonia_30 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:05
                                                    Jak wysokie obustronne napięcie jest i wrogość, to okładany piąstkami po klacie facet na pewno ma ochotę całować i obejmować czule... jakoś tego nie widzę...
                                                  • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:12
                                                    Bo u NICH to już pozamiatane, niestety.
                                                  • sonia_30 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:24
                                                    Niezależnie od tego czy byłoby pozamiatane czy nie...
                                                  • mayenna Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 15:09
                                                    Rybak, ja jestem jaak najbardziej 'za' takim grami związkowymi. Tylko jak chłop jest jednak ofiarą przemocy domowej i opowiada policji ze baba go bije to oni maja taki dokładnie obraz przed oczami i nie zareagują, a wyśmieją.
                                        • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:01
                                          "Ale nie lubie jak mi sie mowi, ze ja nie mogłabym uszkodzić chocby Ciebie Rybak. Jakbym sie uparła uszkodziłabym. Nie, nie walac piesciami po klacie, ale biorąc ciężki przedmiot i waląc w łepetynę z nienacka. Nie doceniasz nas co mi sie nie podoba "

                                          Ja mam, Kas taki zakuty łeb, że mało który ciężki przedmiot, nawet we wprawnych i silnych rączkach taterniczki by go mógł sforsować tongue_out Wiem co mówię... U zarania swej młodości jako (były na szczęście) chłopak z Targówka - baaardzo lubiłem brać udział w tych, no, burdach karczemnych big_grinbig_grin

                                          O - nóż w łapkach rozwścieklonej kobiety, albo inna broń sieczna czy palna - to mogłoby mnie jakoś ekstra ruszyć, ale na pewno nie piąstki Pieguski, sorki smile
                                          • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:06
                                            Więc jeszcze raz "Ale nie lubie jak mi sie mowi, ze ja nie mogłabym uszkodzić chocby Ciebie Rybak. Jakbym sie uparła uszkodziłabym"

                                            O sobie tu pisałam wink)))
                                            • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:13
                                              Toż wiem, Taterniczko big_grin
                                              Uuuu, jakbyś Ty mi przyłożyła - aże by ZAŚWISTAŁO - wierzę, że bym poczuł tongue_out big_grin
                                              A może i przytomność stracił wink
                                              (Ha... to ja już wiem skąd to oko... tongue_out big_grinbig_grin
                                              • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 12:16
                                                o Ty big_grin big_grin big_grin tamto to kot...Kazio mu na imię tongue_out
                • mozambique Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 15:18
                  jasne - psiapsióla od kawusi, ploteczek, tostów dla synka , w dodatku od niedawna takze rozwódka z dzieckiem jest na pewno OBIEKTYWNYM obserwatorem wydarzen

                  śmieszne

                  no i ten biedny spokojny uczuzciowy i uległy Piegus wyrwajacy karnisze ze scian , tłukący szyby, rozwlajaący meble itp
                  tjaaaaaa....
                  • wojtek-64 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 16:38
                    Nie wpadajmy w skrajności... Niedawno ja byłem przedstawiany jako alkoholik upijający się niemal do nieprzytomności i lejący regularnie swoją kobietę, teraz wychodzi na to, że Agnieszka nie robi nic innego, tylko wciąż demoluje wszystko, co znajdzie się w zasięgu jej rąk. A tak naprawdę oba te obrazy są bardzo dalekie od prawdy...
                    • moniapoz Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 16:57
                      to jest forum...tu każdy przedstawi swoją opinię, na podstawie swoich własnych doświadczeń będzie czytał i interpretował Twoja i Piegusa historię....nie sugeruj się tym, tylko Ty i Piegus wiecie jak jest i możecie to sami rozwiązać...

                      ------
                      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • mola1971 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:25
      Ale się narobiło...

      Piegus, wiej dziewczyno od tego pana. Facet, który strzela kobietę z liścia, i w dodatku nie widzi w tym niczego złego, na miano mężczyzny nie zasługuje. Kilka miesięcy temu tłumaczyłam to swojemu 19-letniemu synowi, zrozumiał. Na to, by to zrozumiał 48-letni facet, raczej szans wg mnie nie ma. Szkoda Twojego czasu i energii.
      Szukaj jakiegoś samodzielnego miejsca. Samodzielnego, w znaczeniu bez faceta. Najpierw sama stań porządnie na nogi, dopiero potem wikłaj się w jakieś związki. Póki sama nie staniesz się samodzielna, będziesz się wikłać w różne dziwne związkopodobne wyroby z mężczyznopodobnymi facetami. Cudów nie ma - najpierw sama musisz zostać księżniczką, by móc się związać z księciem. Jeśli tak się nie stanie, będziesz całować różne szkaradne żabska w nadziei, że się w książąt zamienią.
      Wojtek zdecydowanie księciem nie jest, i raczej już nie będzie.

      P.S.
      Dla jasności... Książę = normalny, zdrowy emocjonalnie mężczyzna; księżniczka = normalna, zdrowa emocjonalnie kobieta.
      • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:30
        Problem, ze on z ulgą przyjmie jej zwianie a ona wiać nie chce.
        • mola1971 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:34
          Nie wiem czy nie chce, sama Piegus prawie nie pisze.
          • sonia_30 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:43
            Gdyby chciała lub gdyby sytuacja była wg Niej niebezpieczna, to by zwiała Molka. Na razie w tym tkwi i problemy piętrzy.. a to mieszkania nikt Jej nie chce wynająć (???!!!!) a to finansowo kiepsko (mimo że wspominała że zarabia więcej od Wojtka), no po prostu same trudności.
            • mola1971 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:46
              Może powoli coś zacznie do niej docierać. Mam taką nadzieję.
              • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:47
                mola1971 napisała:

                > Może powoli coś zacznie do niej docierać. Mam taką nadzieję.

                Tak. Za nią po prostu problemy maja rozwiazac inni.
                To niestety jej cecha. To Wojtek ma cos zrobic i PRZESTAC coś robic albo ZACZAC cos robic.
                Problem jest w tym, ze jak Piegus chce zmienic cos w swoim zyciu to Piegus musi zaczac działac.
                • mola1971 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:51
                  Nikt za nią jej problemów nie rozwiąże, to jasne. Tyle, że to co tutaj przeczyta, być może otworzy jej szerzej oczy.
            • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:46
              umawia sie na rozmowe, nie przychodzi, nawet nie uprzedza, ze jej nie bedzie. Wraca po połnocy, wychodzi bez słowa, pisze, ze ktos jej celowo net odciał.
              Hola.....a teraz se wyobraz, ze Twój eks Mola tak narzeka, zrzedzi korespondencje ujawnia ale z domu sie go pozbyc nie mozesztongue_out
              • mola1971 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:50
                Umówili się na wczorajszy wieczór na rozmowę, zanim Wojtek tutaj zawitał.
                Myślę, że jego pojawienie się tutaj wiele zmieniło i Piegus zrezygnowała z rozmowy. Inną sprawą jest to, że powinna o tym Wojtka powiadomić.

                P.S.
                Mój ex jeszcze gorsze rzeczy robił big_grin I z domu się go pozbyć nie mogłam wink Ale w końcu się pozbyłam tongue_out
          • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:44
            teraz nie pisze. Z tego co srawdziłam pisała wielce płodnie. A dlaczego tam wraca? Dlaczego nie wezmie siebie i dziecka i nie pojdzie z nie swojego mieszkania? Hmmm?
            Mysle MOla, ze i Piegus (niestety) musi nauczyc sie rozwiazywac problemy w sposob pokojowy i nieagresywny.
            Bo czasami agresja rodzi agresje.
            • mola1971 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:47
              Ależ oczywiście, że ona też święta nie jest. Dlatego napisałam jej by najpierw sama stanęła na nogi. A stanięcie na nogi to nie tylko samodzielność finansowa, ale również emocjonalna.
          • wojtek-64 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:45
            mola1971 napisała:

            > Nie wiem czy nie chce, sama Piegus prawie nie pisze.

            Wygląda na to, że wczoraj w nocy była w naszym domu jakaś krótkotrwała awaria internetu (chociaż oczywiście to znów ja zostałem oskarżony o złośliwe tego spowodowanie), a dziś Agnieszka jest w pracy, skąd pewnie nie za bardzo ma dostep do tego forum. Umówiliśmy się w końcu na popołudnie na decydującą rozmowę i mam nadzieję, że tym razem dojdzie ona do skutku...
      • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:30
        Amen
      • wojtek-64 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:41
        Ależ ja widzę w tym *bardzo*wiele*złego* ! Bo jest naprawdę bardzo źle, jeśli w związku dwojga ludzi dochodzi do takiej eskalacji konfliktu i takiego podgrzania emocji, że obie strony mają trudności w zapanowaniu nad swoim zachowaniem! Nie jestem też bynajmniej dumny z wielu moich reakcji, ale bardzo łatwo jest oceniać kogoś siedząc w wygodnym fotelu przed komputerem i nie próbując nawet wczuć się w skórę tej drugiej osoby.

        Dla mnie jeszcze dwa lata temu takie doświadczenia były czymś zupełnie nieznanym i wtedy zapewne napisałbym dokładnie to samo, co Ty. Ale życie pisze nam czasem bardzo zaskakujące scenariusze...
        • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 13:49
          To się weź chłopie i ogarnij i posłuchaj dobrych rad!
          Bo z tych siedzących przed kompem większośc już podobne problemy dawno przerobiła w praktyce, więc o co biega?
          Powtarzam - lanie swojej (mniejszej i słabszej i bardziej emocjonalnej) baby skreśla faceta. Obojętnie jak by się tłumaczył.
          Bo oznacza, że facet jest słaby, jest zwyczajnym mięczakiem - ergo - nie jest dla baby żadnym oparciem. Niezaleznie od JEJ oczekiwań i uczuć.

          Może więc zamiast liczyć diabły na końcu szpilki, wróćże chłopie (albo się wreszcie naucz - zdaje się, że w moim wieku jesteś) - paru najprostszych, najmniej dyskutowalnych wartości?
          BABY SIĘ NIE LEJE!
          Można ją wystawić, można jej już nie kochać, można ją pożegnać. ALE SIĘ JEJ NIE LEJE!
          • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:01
            Jeszcze raz bedzie wielkimi literami
            MAM WRAZENIE, ZE TO CZEGO PIEGUS NIE CHCE TO ZA ZADNE SKARBY STRACIC DACHU NAD GŁOWA DLA SIEBIE I DZIECKA WIEC PRZESTANCIE DO TEGO SZCZUC WOJTKA !!!! Bo Piegus Wam za to nie podziękuje. Zwłaszcza, ze na dworze mamy temperatury minusowe a ona ma syna !

            byłoby najlepiej jakby sie rozstali. By przestali skakac do siebie z łapami NAWZAJEM. Ale niech sami ustalą zasady.
            Kto z Was wezmie na bary odpowiedzialnosc za bezdomnosc tego dziecka ? Kurde Wojtkowi jakby nie było należałoby podziekowac, ze nie spakował i na mroz w nerwach nie wywalił, zwłaszcza ze ona nie płaci za to mieszkanie!
            BABY SIE NIE LEJE !
            CHŁOPA SIE NIE LEJE!

            Ale jakby jakakolwiek baba szarpnęła moje dziecko to wydrapie oczy i zabije na miejscu, I koniec!
            • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:15
              No nie chce stracić Piegus lokum - przecież wiemy. Ale nikt tu ani słowem nie sugeruje, by Wojtek wywalił ich na mróz. Wręcz przeciwnie.

              Ale nie przesadzajmy z tym laniem chłopa przez Pieguskę... On duży, zdaje się, jest. I dojrzały...
              A co do szarpania dziecka przez kogokolwiek... Kas, nikt tego prawa rodzica nie neguje.
              Easy, easy....

              Zaś co do bezdomności dziecka... Sorki - ale po mojemu to psi obowiązek RODZICA jest - zapewnić swemu dziecku dach nad głową, gorącą strawę i ciepły przyodziewek na grzbiet.
              A propos... Bo nie doczytałem... Czy dziecko Piegusa poza matką ma także BIOLOGICZNEGO ojca?
              • wojtek-64 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:19
                rybak napisał:

                > A propos... Bo nie doczytałem... Czy dziecko Piegusa poza matką ma także > BIOLOGICZNEGO ojca?

                Owszem, ma, tylko ten ojciec praktycznie przestał interesować się synem z chwilą jego urodzenia i jedyne do czego ogranicza się jego "troska" to płacenie jakichś śmiesznie niskich alimentów. Podczas dwóch lat naszej znajomości chyba tylko raz spotkał się na 2-3 godziny z własnym dzieckiem.
              • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:32
                Psi obowiazek, ale póki co ona nie umie.
                I co z tego, ze ma obowiazek? Hę?

                Coś Wam opowiem, kiedys przygarnęłam pod wpływem litosci pewna znajomą Ormiankę. Handlowała na bazarze w Olsztynie. Ja miałam spore mieszkanie i litosc. Miało byc na trzy miesiace. KURDE CO JA PRZEZYŁAM! Trzy miesiace minęły, ona dallej jest i NIE ROBI NIC by sie wyprowadzic, płacic nie płaci i ciagle płacze za to, ze ona nic nie ma, że w Armenii wojna, ze ona tam ma rodzine, że dzieci małe, ze to jedyne co moze to tu pracowac i im zawieźć, ze ja okradli. Pozbyłam sie jej po poł roku, kiedy pozarła sie z ormianska mafia, dała noge z Olsztyna. Co inni sie ze mnie smieli, jak pakując sie okazałao siem, ze ona ma KARTON (!!!) dolarów. Ale na to by dokładac sie do czynszu nie miała. Do tego byla taki brudas (włacznie z sostawianiem brudnych podpasek) , że sama byłam bliska spuszczenia jej manta. Natomiast wiem jedno, szantaz emocjonalny i granie na uczcuciach to potworna przemoc i PRESJA, bo kto chce byc swina która wygania kogos na bruk jak on....dopisac sobie plagi jakowes
                • rybak Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:38
                  Umie, umie... wink
                  Każdy umie. Jak NAPRAWDĘ musi.
                  Zmęczona ma rację, fakt.

                  Kas, nie ma prawdziwej litości na świecie. ....Trza ją było jeszcze ZAMELDOWAĆ ;D
                  • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:42
                    Na szczescie miałam jakies resztki zdrowego rozsądku wink
            • wojtek-64 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:16
              to.ja.kas napisała:

              > Jeszcze raz bedzie wielkimi literami
              > MAM WRAZENIE, ZE TO CZEGO PIEGUS NIE CHCE TO ZA ZADNE SKARBY STRACIC DACHU NAD
              > GŁOWA DLA SIEBIE I DZIECKA WIEC PRZESTANCIE DO TEGO SZCZUC WOJTKA !!!! Bo Piegu
              > s Wam za to nie podziękuje. Zwłaszcza, ze na dworze mamy temperatury minusowe a
              > ona ma syna !

              Bez obawy, Kas, ja naprawdę nie jestem "potworem", jakiego niektórzy próbują tu ze mnie zrobić i ostatnie czego bym chciał, to tak drastyczne rozwiązanie problemu. Mam nadzieję, że w końcu dojdziemy do jakichś konstruktywnych ustaleń i osiągniemy kompromis na którym każde z nas najmniej ucierpi...
              • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:24
                ufff wink

                Wiesz co...jesteście w czarnej doopie, bo jakby była odwrotna sytuacja, czyli Ty mieszkasz u Piegusa i zachowujesz sie jak to co opisujesz nam to każda baba wylałaby Cię na pysk bez wyrzutu sumienia (ja też wink )

                Ustalcie twarde zasady życia i rozstania. TWARDE i żaden seks nawet najlepszy, miły wieczór ani słabosc nie powinna tego zmienic.
            • zmeczona100 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:23
              Kaś, my coś ostatnio za bardzo się ze sobą zgadzamy wink

              Wojtek ma swoje za uszami, ale kurczę, Agnieszka też nie jest świętą! Tylko nagle jakoś huzia na Józia, tj. na Wojtka! Bo Agnieszka to matka-Polka?? Bo jest kobietą, ma dziecko i nie ma własnego dachu nad głową?? No proszę Was, bądźcie sprawiedliwi...

              Skupili się tu co niektórzy na przemocy wobec Agnieszki; dlaczego jednak prawie nikt nie zauważył, że startowanie do Wojtka z pięściami to też przemoc? Nawołuje ktoś do wzywania policji przez Agnieszkę, jesli Wojtek znowu by ją tknął; dlaczego tej rady nikt nie udzielił i jemu? Przecież demolka mieszkania to też powód do wezwania policji.

              Tu nie ma już związku, tu są dwie obce sobie osoby, którym na razie przyszło mieszkać pod wspólnym dachem. A skoro tak, to gospodarz domu jednak ma prawo dyktować warunki, a Agnieszka albo je zaakceptuje (porządek, opłaty), albo niech szuka innego jelenia- innego wyjścia nie ma.

              Szkoda mi synka Agnieszki, bo zmiana miejsca zamieszkania to też i zmiana szkoły... Niestety, jak widać Agnieszka nie dorosła do życia, do bycia matką czy partnerką. Szkoda. Nie twierdzę, że Wojtek to super świetny materiał na partnera, bo go nie znam; twierdzę tylko, że przy takiej podstawie Piegus nie ma szans na zdrowe relacje i satysfakcjonujący związek.

              Fakty są takie, że między Wojtkiem a Piegusem nie ma uczucia, nie ma związku; jest tylko chwilowa bezczynność, z której stroną niezadowoloną jest Wojtek, który tak naprawdę ma związane ręce (nie wyprowadzi się z mieszkania, bo jego; nie wystawi walizek Piegusowi, bo ona ma dziecko). Sytuacja patowa. Jedyne rozwiązanie to wspólne ustalenie terminu, do kiedy Piegus opuszcza mieszkanie Wojtka (albo narzucenie przez niego terminu, jeśli nie dojdą do porozumienia). Wątpię bardzo, aby terapia im pomogła i aby mogli stworzyć sobie razem lepsze życie- zbyt się różnią od siebie.
              • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:26
                Pognębię Cię Zmęczona...znowu sie z Tobą zgadzam wink
              • sonia_30 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 14:29
                Po raz kolejny Zmęczona mogę się pod Tobą podpisać.. To jest dopiero COŚ big_grin
              • mayenna Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 15:17
                Udzieliłam mu rady żeby do awantury wzywał policję a nie przytrzymywał Agnieszkę. Dla swojego dobra.
                • to.ja.kas Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 15:18
                  SUPER ! Zanim przyjedzie policja uda jej sie zdemolować większosc tego na co cięzko pracował wink))))
                  • mayenna Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 15:26
                    Jak zdemoluje to za to odpowie.
                    Szkody zawsze mozna naprawić. Jak Wojtek przedobrzy w tym przytrzymywaniu to moze odpowiadać za zdemolowanie Piegusa, a za to są wyższe kary. Moja siostrę mąż delikatnie odepchnął jak zaliczyła tę szybę. Lekarz zawiadomił policję. Było sporo korowodów zanim wyjaśnili oboje jak było. Gdyby moja siostra chciała mężowi zrobić krzywdę to miała wtedy doskonałą okazję.
                    • mozambique Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 15:35
                      wojtek - na co ci tyle kłopotów ?

                      wywal w koncu z chałupy te agresywną histeryczke z jej piegusiątkeim i bedizesz mial wkoncu spokój
                      im ty bardziej empatyczny tym ona bardziej po tobie jedzie
                      i nie martw sie ze nie bedzie miaal gdize spac - tyle kobiet na forum jej wpsolczuje , kazda na wyscigi zaprosi ja do siebei na conajmiej 2 lata za ZERO dopłaty do utzrymania, sąsaideczka zas juz czeka na to

                      w odwrotnej analogicznej sytuacji mialbyc juz policje na karku , niebeiska karte a i zarzut o molestowanie pigusiątka jak w banku

                      chłopie - czekasz laskawie na rozmowe z nią - lepiej szanuj swoje zdrowie
                      e
                      • triss_merigold6 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 18:57
                        Dokładnie.
                        Generalnie Wojtka rozumiem, o co mu chodzi z tymi różnicami kulturowymi i środowiskowymi. Jak pani jest z patologii i tzw. underclass to nie potrafi się zachować w bardziej normalnym domu, w związku z facetem przyzwyczajonym do innych standardów. Ani taka nie doceni, ani nie zrozumie, że czasem warto nad własnym kodem kulturowym popracować zamiast prezentować podejście "Jaką mnie panie Boże stworzyłeś, taką mnie masz".
                        • garibaldia Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 19:35
                          Czyli inteligent bierze sobie do domu babę z bazaru i zdziwiony nagle, że się różnią w obejściu?
                          To gdzie się przez długie lata kształcił i ogłady nabierał, że nie doczytał w książkach, że baba z bazaru miewać może inne słownictwo i priorytety? tongue_out

                          Litości.
                          A co do poziomu "zwykłego ludzkiego chamstwa" to niektórzy arystokraci których znam nie odbiegają od pani Krysi sprzątającej firmę. Jedynie w inne słowa je ubierają i w innej skali czyny popełniają, jak najbardziej, za "lepszych" się uważając tylko i wyłącznie z tytułu pochodzenia.
                          • triss_merigold6 Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 20:04
                            Identycznie, kobieta z przytomnym backgroundem nieraz bierze sobie prostego typa z dyplomem podstawówki w kieszeni i zamiłowaniem do picia wina w krzakach i jest zdziwiona, że cham zamiast starać się podciągnąć do jej poziomu, rozsiada się wygodnie i pogania inteligentkę brzydkim słowem. Cóż, większość z nas kiedyś nasiąkała ideałami, że "miłość czyni cuda", "Piękna i Bestia" i stąd rozczarowania.uncertain
                            • garibaldia Re: Pomocy... część 2 08.02.12, 20:25
                              No ja nie wiem. Mnie się wydaje, że jak już ktoś się załapał na "inteligencję" to po to, żeby jej i głowy używać i wnioski wyciągać z otoczenia tongue_out. Chyba, że się faktycznie żyło wcześniej w bezzwiązkowej enklawie i nie ma żadnych porównań. Dla mnie to trochę abstrakcyjne ale to zapewne z braku jakiegokolwiek rajcowania Bestiamismilesmilesmile
                          • zmeczona100 Wychowanie ma znaczenie, ale nie decydujące 08.02.12, 23:43

                            > Czyli inteligent bierze sobie do domu babę z bazaru i zdziwiony nagle, że się r
                            > óżnią w obejściu?
                            > To gdzie się przez długie lata kształcił i ogłady nabierał, że nie doczytał w k
                            > siążkach, że baba z bazaru miewać może inne słownictwo i priorytety?

                            Co to, kurdę, za zwyczaje dzielenia ludzi na inteligentnych i bazarowców, co?? A gdzie wiara w człowieka, w jego możliwości i gotowość do zmian w sobie? środowisko wychowania owszem, ma decydujące znaczenie, ale jedynie w dzieciństwie; później człowiek nabiera więcej rozumu, umie wyciągać wnioski na podstawie obserwacji innych, więc jeśli umie analizować to, co widzi, słyszy, to, czego może się nauczyć przez obserwację, korzystanie z netu, podręczników itp., i w dodatku umie się dostosować do różnych warunków, środowisk, osób, to wcale nie musi pochodzić z inteligenckiej rodziny- może być potomkiem chłopa małorolnego czy robotnika, ale ma szanse na to, aby "nie odstawał" od tych, wśród których mieszka, pracuje, uczy się etc. Wystarczy tylko umiejętność analizowania i wyciągania wniosków, no i chęci.
                            • garibaldia Re: Wychowanie ma znaczenie, ale nie decydujące 08.02.12, 23:49
                              > . Wystarczy tylko umiejętność analizowania i wyciągania w
                              > niosków, no i chęci.

                              oooo kochana... to przynajmniej o trzy rzeczy za dużo dla wielubig_grinbig_grin
                              • zmeczona100 Re: Wychowanie ma znaczenie, ale nie decydujące 09.02.12, 21:09
                                owszem, jednak niezależne od pochodzenia czy wychowania smile
                                • garibaldia Re: Wychowanie ma znaczenie, ale nie decydujące 10.02.12, 12:50
                                  no właśnie smile
              • z_mazur Koniec świata bliski... 08.02.12, 16:57
                Ja też się zgadzam ze Zmeczoną. smile
                • triss_merigold6 Na głowę chyba niektóre upadły... 08.02.12, 18:52
                  Poza tym, że zgadzam się ze Zmęczoną i Mozambique, to mam wrażenie, że niektóre panie upadły na głowę i to z dużej wysokości.
                  Niezborna organizacyjnie pani z patologicznej rodziny, z dzieckiem, mieszka w cudzym domu, w nikłym stopniu pokrywa koszty utrzymania, ma głęboko gdzieś zachowanie elementarnego porządku i jeszcze robi wrzaskliwe awantury. Źle jej jak twierdzi, wywala do netu prywatną korespondencję oczekując głasków i współczucia, ale nie podejmuje żadnych ruchów w kierunku wyprowadzenia się.
                  A pan dostaje rady, żeby babie mieszkanie wynająć i opłacać albo chwilowo samemu się usunąć. Taaa jasssneee...
                  • garibaldia Następna... 08.02.12, 19:14

                    Radę co do sponsorowania mieszkania Piegusowi dał Rybak. A on, z czego mi wiadomo, nie jest kobietą.

                    Pan już dawno dostał sugestie, że powinien tę farsę w spokojny sposób zakończyć. Opowiada teraz jakie to straszne rzeczy się działy. Swój brak decyzyjności zasłania pseudo-dobrem dziecka i troską o nie. Gdy tymczasem dziecko śpi u koleżanki a jak pan z nim zostaje to go szlag trafia bo bachor brudzi. Pan lat prawie 50 a woli bleblać na forach, żadnej decyzji samemu nie podejmować -granicy nie stawiać. Widać lubi tę szarpaninę i chce ją przedłużać. Całą energię na forum skupia na tym by udowodnić wszystkim, że miał prawa strzelić w pysk tę babę i tym podobne kwiatki. Tudzież podnosi sprawę ciągłej miłości do pani. Nie są małżeństwem, pan jest u siebie. To żaden problem wyprosić agresywnego lokatora po pierwszym lub drugim pokazie furii. Bo ponoć całe mieszkanie ma zdemolowane. Przy dziecku które ponoć "traktował jak syna" można zaproponować pomoc gdy się jest tak wrażliwym na jego punkcie. A nie odgrywać fałszywie "tego dobrego" gdy baby ma się dość a cudzy dzieciak wkurza.
                    • z_mazur Re: Następna... 08.02.12, 19:43
                      Garibaldia jak tak Ciebie czytam to przypomina mi się taki cytat "i nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne".

                      Widzisz tylko to co chcesz zobaczyć.

                      W odczytywaniu tego co pisze Wojtek przejawiasz tak dużo złej woli, że aż trudno w to uwierzyć.

                      Jak Wojtek jasno stawia granice, pisząc czego sobie nie życzy, to dla Ciebie to marudzenie. Jak posunął się do egzewkowania w swoim domu tych granic, to wtedy czepiasz się tego, że to zrobił.

                      Jak się chce psa uderzyć, to się kij zawsze znajdzie. I dokładnie w ten sposób wygląda Twój atak na Wojtka.

                      Jeszcze takie prymitywne wytykanie, a to wieku, a to uczuć i emocji. Trzeba mieć w sobie dużo złych emocji, żeby w ten sposób pisać do kogoś, kto nas bezpośrednio nie zaatakował.
                      • triss_merigold6 Re: Następna... 08.02.12, 20:05
                        Qrde zdecydowanie nie jestem fanką Tałczyńskiego, ale ta sytuacja to wypisz wymaluj model z jego proroctw.
                      • garibaldia Re: Następna... 08.02.12, 20:17
                        A jak Wojtek nazywa Piegusa "niedojebaną kurwą" to najpierw absolutnie zaprzecza a później jednak sobie przypomina że się zdarzyło. Ale z winy Piegusa a nie jego.
                        Sorry, ale ja temu panu słabo wierzę bo mataczy.
                        Rozumiem jego ograniczenia właśnie też te płynące z wieku, bo nie na darmo się ostrzegają kobity przed 50 letnimi kawalerami tongue_out - w większości to specyficzny typ osobowości i mało elastyczny w związkach.
                        Za swoje życie pan sam odpowiada a jest już nader wyrośniętym chłopcem, więc jeśli nie chce powielić błędów w przyszłości to swoje postępowanie musi zmienić. Nie wystarczy, że zmieni Piegusa. Więc w jego interesie jest zacząć się uczyć na własnych błędach a nie tylko mówić "to przez nią".
                        Zaś Piegus się tu nie pojawia, bo by została zjedzona z butami za wszystko co nawywijała. Chyba jednak wbrew fatalnemu pochodzeniu (a jakże) nie jest aż taką masochistką(pot.) by się wystawiać, lecz w związku z tym dyskusji z nią prowadzić się nie da.
                        A Wojtek net i maile lubi. I zostanie z nami na dłuuugo.


                        Ps.
                        Wojtek "stawia granice" w mailach, myślach i na forum. A nie w swoim domu. Bo tam to się tylko szarpie z Piegusem albo wkurza na dziecko. Jesli to stawianie granic ma być pokazem siły lub zamykaniem się w pokoju to o innych granicach rozmawiamy i pora wrócić do podstaw. Wziąć kilka książek z półki i przeczytać o problemie.
                        • z_mazur Re: Następna... 08.02.12, 20:42
                          Tiaaaa, kobiety się ostrzegają przed kawalerami, a niektórzy faceci twierdzą, że wszystkie kobiety to k.... i częśc z nich pewnie nawet ma rację tak twierdząc.

                          Mimo, że czasem można się kierować uogólnieniami, to tak samo warto czasem wyjść poza nie.

                          Pisanie o innym uczestniku dyskusji w trzeciej osobie "per Pan" na forum na którym jest przyjęte zwracanie się do siebie bezpośrednio w drugiej osobie też niespecjalnie wygląda.

                          Ogólnie w tym co piszesz widać wiele uprzedzeń i niechęci. Nawet nie próbujesz być obiektywna.

                          Co do Wojtka to jak dla mnie uczy się na błędach. Związek nieudany, to chce się z niego wyplątać. Na dodatek nie robi tego egoistycznie, na zasadzie, spadaj i sama się martw. Dla Ciebie to przejaw niezdecydowania, dla mnie ludzkiej przyzwoitości i przejaw resztek pozytywnych uczuć do kiedyś bliskiej osoby. Tak jak pisałem, chcesz widzieć wszystko jednowymiarowo, bo tak Ci pasuje.

                          Jak chcesz, Twój wybór, ale sposób w jaki o tym piszesz nazjwyczajniej mnie razi.
                          • garibaldia Re: Następna... 08.02.12, 21:04
                            "Pan" został zapożyczony bo już w tym wątku się przejawiał. I tylko u mnie razi?big_grin
                            Nie uważam, że przeciąganie związku przemocowego, z awanturami, obustronnymi rękoczynami, wyzwiskami, obgadywaniem się, itd w oczekiwaniu "niech się domyśli i sama odejdzie" jest dla kogokolwiek lepszym rozwiązaniem, niż spokojne ale stanowcze pożegnanie tego układu.
                            Argumenty typu "myślałem o tym żeby iść razem do psychologa" do mnie nie przemawiają, bo....skończyło się na myśleniu o, a nie na propozycji pójścia i finalnym pójściu tam. Nie wystarczy mieć dobre chęci, trzeba jeszcze wdrożyć, wykonać. A tego brakuje.
                            Proces podejmowania decyzji o rozstaniu nie musi być okraszony takim smrodem jaki sobie robią.
                            • triss_merigold6 Re: Następna... 08.02.12, 21:11
                              Bądź przynajmniej obiektywna na tyle, żeby zauważyć, że to Piegus wkleiła na publiczne forum ich korespondencję prosząc o pomoc i komentarze, a potem przez ładnych parę tygodni grała w "tak, ale...". Pan pojawił się tu dzisiaj.
                              • garibaldia Re: Następna... 08.02.12, 21:28
                                Pan jest od wczoraj, meilami rozmawia od dawna pod jednym dachem będąc z rozmówcą, a co wklejki wypowiedziałam się już dawno temu. Mam powtórzyć żeby każdy się z osobna zaspokoił?big_grin
                            • z_mazur Re: Następna... 08.02.12, 21:24
                              Nie tylko u Ciebie, ale piszę akurat do Ciebie.

                              Ale tu się nikt nie rozczula specjalnie nad tym związkiem. Obgadywanie stosują obie strony, przy czym Pieguska zrobiła to w bardziej niewybredny sposób, ale Ty się czepiasz akurat Wojtka. I dokładnie CZEPIASZ się, zmuszając do ciągłego udowadniania, że nie jest koniem.

                              Te same braki, które przejawia Wojtek, przejawia również Pieguska, a Ty... patrz powyżej.

                              Wojtek przynajmniej jakoś racjonalnie uzasadnia swoje motywy (sentyment, ludzki odruch itp.), a Pieguska poza jednym argumentem "nie mam się gdzie podziać" nie motywuje w żaden sposób swojego zachowania (tkwienia w tej relacji), Ty znowu skupiasz się na kim...?
                              • z_mazur A tak BTW.... 08.02.12, 21:32
                                ... to co Twoim zdaniem ma zrobić Wojtek, w punktach, żeby zakończyć ten związek?

                                Bo kobiecie, gdyby to było jej mieszkanie, i facet stosowałby przemoc, to pewnie rady byłyby, że ma po całonocnej nieobecności faceta, ma on zastać spakowane rzeczy stojące w torbach przed domem. Ale co zrobić z kobietą z dzieckiem, z którą chcemy się rozstać, a która niby nie chce być z nami, ale wyprowadzić się też nie chce z naszego mieszkania?

                                Rady o wynajęciu mieszkania dla niej są trochę śmieszne.

                                Ja bym może wynajął, zapłacił za miesiąc, przewiózł rzeczy i "żegnaj Genia, świat się zmienia", ale nie wszyscy mogą być tacy zdeterminowani.
                                • garibaldia Re: A tak BTW.... 08.02.12, 22:06
                                  Ten facet to dawno powinien iść do psychologa ze sobą, bo jeśli jak twierdzi kobieta mu demoluje mieszkanie a on jej z liścia w twarz dla uporządkowania sytuacji,
                                  kobieta nie płaci, nie jest lojalna, a on w zamian zamyka się w pokoju nie odzywa , pije i pisze maile do niej siedzącej w drugim pokoju
                                  kobieta awanturuje się, wrzeszczy a on jej wzajemnie wyzwiska oddaje
                                  i toczy się to już wiele miesięcy to chyba nie myśl nadal, że jego metody "dyscyplinowania" sytuacji są słuszne i efektywnie polepszają sprawę.

                                  Ja bym postąpiła podobnie jak Ty ale bez głupiego tekstu. Wystarczy "ja nie chcę tak żyć, nie chcę takiego związku, nie pasujemy", Zresztą już na duuużo wcześniejszym poziomie rozwoju wzajemnej agresji. Albo wyznaczyła możliwy termin, pomogła poszukać lokum. W razie oporu sama przewiozła. W każdym razie bym nie pisała epopei w mailach tylko w rozmowie w oczy konkretną informację by kobieta wiedziała na czym stoi. A jakbym pokochała to dziecko i miała z nim dobrą więź to bym starała się rozstać w przyjaźni by z dzieckiem zachować jakiś kontakt, co musem nie jest. Ale związek z tą kobietą jest chory więc trwanie w nim na siłę pod jednym dachem w takiej formie jaką wypracowali "dla dobra dziecka" jest fałszem. Jeśli oboje się określą czego chcą (albo tego że już od siebie nie chcą) to i emocji będzie mniej bo skończą się kłótnie i frustracja wynikająca z prób zmienianie drugiej osoby na taką którą ona nie jest.
                                  • sonia_30 Re: A tak BTW.... 08.02.12, 23:03
                                    Ale to nie "ten Facet" przyszedł rozdzierać szaty czy drzeć pierze na Forum. Dlaczego nie napiszesz że Pieguska powinna już od dawna na leżance u psychologa leżeć? Dlaczego nie oburza Cię że trzydziestoparoletnia kobieta której co najmniej jeden związek nie wyszedł, pcha się na oślep w kolejny i tkwi w nim (pomimo że jest do bani), narażając na szwank własne dziecko? Zastanawiająca ta Twoja jednokierunkowa napastliwość. Wojtek pełnoletni jest, może sobie ze swoim życiem zrobić cokolwiek zechce. Za to Agnieszka jest odpowiedzialna za Jędrka i jestem zdumiona że funduje swojemu dziecku jazdy... prócz faktu że ojciec się nim nie interesuje, musi wysłuchiwać awantur Matki i Wojtka, tudzież lądować na nocleg u Cioci Ani Blue, która tostem nakarmi i do szkoły odwiezie, bo Mama spala się na innym polu. PARANOJA.
                                    • garibaldia Re: A tak BTW.... 08.02.12, 23:09
                                      A to w każdym wątku mam pisać o psychologu dla Pieguski? Bo sobie gdzie indziej nie doczytaliście że już było? No sorry, nie chce mi się każdemu dogadzać na zawołanie. Trochę wysiłku od siebie tongue_out A tu powyżej akurat pytanie o FACETA było co ON ma zrobić, to wg Ciebie mam pytającemu odpowiedzieć co ma kobieta zrobić, bo inaczej źle będzie. Litości. big_grinbig_grinbig_grin
                                      • sonia_30 Re: A tak BTW.... 08.02.12, 23:24
                                        O napastliwość mi chodzi Garibaldia. Na posty Piegusa odpowiadałaś przyzwoicie, a jak Wojtek nastukał posta, strzelił Cię szlag i jedziesz jak po łysej kobyle.... A w tym konkretnym przypadku to przede wszystkim Agnieszka powinna zakasać rękawy i wziąć się z kopyta do działania, zamiast łamać rudą głowę nad tym czy jest normalna czy nie.. Litości...
                                        ---
                                        Rodzina - grupa osób zbierających się okresowo celem przeliczenia i pobiesiadowania z okazji zmiany ich liczby.
                                        • garibaldia Re: A tak BTW.... 09.02.12, 10:04
                                          No tak. Nie ma to jak doradzać nieobecnym co mają zrobic, albo obecnym radzić by nieobecni robili to czy tamto smile))))
                              • garibaldia Re: Następna... 08.02.12, 21:40
                                A Ty się czepiasz mnie bo Ci się nie podoba co mówię. No i co z tego? Mnie się nie podoba choćby to, w jaki sposób Wojtek argumentuje swoje ciągłe także agresywne trwanie w tym układzie i zwalanie odpowiedzialności za swoje zachowanie wyłącznie na Piegusa. Nie raz to ujęłam i nie chce mi się powtarzać kolejnym osobom. Tym bardziej jeśli podkreśla swoje lepsze pochodzenie więc i dostępność do wiedzy to i sam powinien od siebie więcej wymagać i rozumieć.
                                • moniapoz Re: Następna... 08.02.12, 21:47
                                  widzisz to bardzo jednostronnie....niestety i jesteś trochę uprzedzona
                                  czytam to samo co Ty ale podkreślania pochodzenia nie widzę - widzę stwierdzenie faktu i tyle.
                                  • garibaldia Re: Następna... 08.02.12, 22:20
                                    w tym cały urok forum, że każdy może na inny aspekt zwrócić uwagę.

                                    • moniapoz Re: Następna... 08.02.12, 22:27
                                      pewnie, że tak, ale naprawdę Ty zwracasz uwagę raczej na aspekty dotyczące Wojtka smile
                                      a mniej dotyczące Piegusa .....i to trochę razi.

                                      ale już nic nie mówię....bo w sumie nie chciała dodatkowej dyskusji w tym wątku.

                                      jak będzie dalszy ciąg tej reality show to mam nadzieję, że w osobnym wątku....hehe

                                      ------
                                      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                      • garibaldia Re: Następna... 08.02.12, 22:43
                                        Przecież napisałam, że przypuszczalnie Piegus woli tu nic nie pisać zapewne nie bez podstaw big_grin


                                        ps.
                                        Ostatnio coś moda na tasiemce na tym forumie. To przez te mrozy wszyscy w domu siedzą?tongue_out Więc byle do wiosnysmile Ja też już zamykam tu działalność.
                                        Ale jeśli przewidujesz, że ciąg dalszy też będzie publicznym darciem pierza..... no to tyyle prądu zostało zmarnowane nadaremno. uncertain
                                • z_mazur Re: Następna... 09.02.12, 07:41
                                  Nie chodzi o to co piszesz, tylko jak piszesz. Jesteś protekcjonalna, uszczypliwa, a momentami wręcz chamska wobec innego użytkownika forum, nie podoba mi się to i tego się czepiam.
                                  • to.ja.kas Re: Następna... 09.02.12, 09:16
                                    Że Wam się jeszcze chce z kimś takim jak Garibaldia rozmawiać. W realu byście dyskutowali z kimś kto reprezentuje taki poziom. Ona sama pisze, ze od osób z pewnymi cechami nalezy uciekać. Zróbcie żesz jej grzecznosc a sobie sprawcie ulge i po prostu ignorujcie. Bo żaden to zaszczyt rozmawiac z kimś takim.
                                    • garibaldia Re: Następna... 09.02.12, 10:02
                                      Ze też wam się chce z takimi jak tojakas dyskutować. Ona jak facet w tym wątku proponuje dla Piegusa sponsoring to się do niego mizdrzy, a parę wątków niżej wrzeszczy "jak wy kobiety możecie tu sponsorowanie Piegusa doradzać!to skandal!"
                        • triss_merigold6 Re: Następna... 08.02.12, 20:44
                          Dobrze, że te granice werbalizuje, od werbalizacji do realizacji. Piegus miałaby ciężki niefart, gdyby teraz pan doszedł do wniosku, że zaczyna stawiać granice w trybie natychmiastowym więc ma zaprzestać robić chlew i pokrywać koszty utrzymania swoje i syna albo zacząć się pakować.
                          On niczego nie musi. Nie musi pakować się w następny związek, nie musi poznawać kobiety z dzieckiem etc. więc pouczanie go w tej kwestii jest IMO niestosowne.
                          • garibaldia Re: Następna... 08.02.12, 21:24
                            Piegus ponoć zarabia lepiej niż Wojek. Więc nie wiem o co chodzi z "ciężkim niefartem" i to przekonywanie ją na tym forum, że bez Wojtka sobie absolutnie nie poradzi.
                            • mozambique Re: Następna... 09.02.12, 11:43
                              skoro zarabia lepiej to czemu nawet stówy miesiecznie nie dołozy do utrzymania cudzej chałupy w której , mieszka, je, brudzi i niszczy sprzęty
                              ona oraz jej osobiste potomstwo ?

                              elementarny wstyd chociaz i pokrycie kosztow tego co wypiła i zjadła powinna chcoicaz ta babka mieć
                              • piegus78 Pożegnanie.... 09.02.12, 19:50
                                Witajcie.....

                                Czytam ostatnio ten wątek z przerażeniem... ( nie dociekając jak tu znalazł się W.)
                                Tak naprawdę zastanawiałam się wiele razy co napisać,
                                jak zatrzymać pędzącą karuzelę?
                                Myślcie sobie co chcecie, ale poszło to wszystko troszkę za daleko?
                                Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak u różnych ludzi działa wyobraźnia?!
                                Jakie historie mogą powstać - z kilku wyrwanych z życia i kontekstu sytuacji.
                                Jak to jednym odpowiednio ułożonym zdaniem można omamić wszystkich na tym forum...
                                Co to się porobiło?

                                PS. Czy...
                                -Zapytaliście się co mój syn czuje do W?
                                -Zapytał się ktoś co ja czuję do W???? Czy Go kocham?
                                -zapytał się ktoś W. czy chcę być ze mną? Czy mnie i Młodego kocha???
                                -zapytał się ktoś co myślę o W.
                                -zapytał się mnie ktoś czy płacę? Dokładam się czy też sprzątam? Czy dbam?
                                -zapytał się nas ktoś o wspólne finanse?
                                -Zastanowiliście się jaki mam kontakt z synem? Czy nie chodzę do psychologa?
                                -czy mnie zadał ktoś pytanie o ojca J.? Jak? Dlaczego? Co się stało?
                                -Ile pracy kosztowało mnie by uwierzyć w siebie? ( biorąc pod uwagę moją przeszłość- dzieciństwo)
                                -zapytał się mnie czy namawiałam W. na spotkanie u psychologa?
                                Czy doszła do skutku? Dlaczego?
                                -dlaczego popełniłam takie Świństwo zakładając ten post???!!!
                                -czy ktokolwiek pomyślał by się Nas o cokolwiek zapytać?

                                Dlaczego????
                                Bawcie się dobrze...
                                Jeśli sprawia Wam to frajdę...
                                Mnie jednak to nie bawi i nigdy bawić nie będzie...

                                Wysiadam... wypisuję się...
                                A.




                                Nadzieja zawsze umiera ostatnia...
                                • moniapoz Re: Pożegnanie.... 09.02.12, 19:58
                                  Piegusie
                                  ja Ci współczuję - wiem, że to poszło za daleko bo nikt oprócz Ciebie Wojtka i Twojego Syna nie wiem jak jest i moim zdaniem nie bardzo mamy prawo oceniać, ale sama to sprowokowałaś, choć ja nie pojmuję po co ? To był duży błąd - takich rzeczy się nie robi.
                                  parafraza tego co napisał owszem - ale nie jego list

                                  trzymam kciuki za Ciebie - ja jestem z Poznania - pamiętaj, że w razie czego o ile będę mogła pomogę.

                                  a forum jest jakie jest - nie przejmuj się i weź pod uwagę, że sama wlazłaś w paszcze tego forumowego potwora.


                                  pozdrawiam
                                  Monika
                                  ------
                                  Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                  Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                • babag Re: Pożegnanie.... 09.02.12, 20:09
                                  Nie no, czegoś tu nie rozumiem. Odezwałam się w tej sprawie tylko raz komentując maila W., ale czytałam cały czas wszystkie posty, nie ukrywam, z wypiekami na twarzy. Nie dlatego, że tak mnie ta historia urzekła, ale dlatego, że wciągnęłam się w nią jak typowy Polak-podglądacz. Przykro mi Agnieszko, sama sprzedałaś nam swoją historię. Zrobiłaś z niej show. Zaczynając ten wątek, wrzucając Wasze maile, czego oczekiwałaś? Miałam wrażenie, że porady. Chciałaś, żeby ktoś w miarę obiektywnie spojrzał na Wasze życie. Wiem, że obiektywizmu tak do końca tu pewnie nie było. Nie mogło być, bo oprócz Ani, nikt z nas - tu zebranych - tak naprawdę Was nie zna. Staraliśmy się (tak mi się wydaje przynajmniej) wszyscy - i czytający i odpisujący wczuć się w Waszą sytuację. Ty po kilku postach zamilkłaś. Odezwał się za to Twój partner, który próbował nam przedstawić swoje racje. Nie zauważyłam, żebyś w jakiś sposób ustosunkowywała się do tego, co on tu pisał. Masz do nas pretensje, że wciągnęliśmy się w Twoją/Waszą grę? Historii nam sprzedałaś kilka, odmalowałaś przed nami obraz nieszczęśliwej zagubionej kobiety, której partner niszczy życie. Jak możesz wciągając nas w to wszystko, w Wasze układy, zadawać nam teraz pytania "czy my się zastanawialiśmy...", "dlaczego nie zapytaliśmy..."! I być oburzoną, że wywołałaś burzę w szklance wody! Że takie są i były reakcje ludzi, których prosiłaś o pomoc.
                                  Zgłupiałam czytając Twojego posta...
                                  • moniapoz Re: Pożegnanie.... 09.02.12, 20:14
                                    jak ktoś nie wie co to forum to tak może być....sama swego czasu się zdziwilam co ludzie są w stanie wymysleć "obiektywnie" oceniając jakis opis - wtedy pisalam pod innym nickiem i przeżylam szok.

                                    więc Piegusa rozumiem, ale nie zmienia to faktu, że sama się na to zdecydowała i pretensję może mieć tylko do siebie

                                    ------
                                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                • triss_merigold6 Egzaltowana jesteś 09.02.12, 20:25
                                  Egzaltowana jesteś i tyle. Opisałaś ze szczegółami swoje pożycie z facetem, wrzuciłaś wasze maile na otwarte forum, prosiłaś o rady i komentarze. No to dostałaś, a że nie wszystkie Ci się podobają to Twój problem.
                                  Dlaczego ktokolwiek miałby się Ciebie o takie rzeczy pytać, sorry to nie kozetka u psychoanalityka tylko forum.
                                • kami_hope Re: Pożegnanie.... 09.02.12, 20:38
                                  A to typowe, by teraz z osób trzecich zrobić idiotów. Zaraz się okaże, że to inni odpowiadają za Wasze problemy.
                                  Piegus, napisałaś że Wojtkowi zdarzyło się Ciebie bić i to nie raz, że Cię wyzywa od „nied** dziwek” (czy jakoś tak, nie pamiętam). Wojtek, napisał o zrywanych karniszach, potłuczonych szybach, bałaganie, histerycznych reakcjach na próby rozmowy.
                                  Ty chcesz by pytano o miłość? No weź się zastanów. Z tego obrazu miłość nijak się nie wyłania. A jeśli Ty teraz sugerujesz, że się kochacie, to… Ja pierdziu! Gorzej z Wami niż na załączonym (przez WAS oboje) obrazku.
                                  Zauważ, że wielu ludzi próbowało Ci tu pomóc. I jeśli teraz z nich kpisz, to najzwyczajniej w świecie jest bezczelnością. Nie zdziw się jak nikogo nie obejdzie, kiedy kolejny raz dostaniesz.
                                  Współczucie dla Ani_Blue, bo się wpakowała w nieciekawe towarzystwo.

                                  P.S. "W." (poznany jako Wojtek, a nie W) pojawił się tu po pionformowaniu przez życzliwego.
                                  • triss_merigold6 Re: Pożegnanie.... 09.02.12, 21:02
                                    Ona manipuluje, żeby wyłudzić współczucie i zainteresowanie. Z roli rzekomej ofiary czerpie profity. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby się okazało, że awanturujesz się tak długo i tak skutecznie, aż w końcu facet nie wytrzymuje i Ci przywala, a wtedy możesz użalać się nad sobą i wygrywać jego poczucie winy.
                                • zmeczona100 Re: Pożegnanie.... 09.02.12, 21:10
                                  Nie no... ja pierdziu... Kobieto...
                                  Wyrazy współczucia dla Wojtka...
                                  • blue_ania37 Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 09:59
                                    Hm...
                                    Jako jedyna tak naprawdę mogę powiedzieć jak odebrałam jej słowa, które napisała w poście pożegnanie.
                                    Chyba nie przypuszczała, że tak się to rozwinie,że Wojtek pozna tą historię.
                                    Z tego co wiem, to piegus płaci rachunki dużo płaci rachunków.
                                    Nie zauważyłam tam nigdy połamanych karniszy, napewno zauważyłam tam dużo alkoholu, puszek po piwie...itp.
                                    Nie wiem, może kiedyś kłócili się i puściły jej nerwy...nie wiem.
                                    Ja wiem, że jak mój mąż wyzwwał mnie od najgorszych to niekiedy też umiałam się "wydrzeć" broniąc się w ten sposób.
                                    Ktoś kto był z przemocowcem wie o czym mówię.Z łapkami się nie rzucałam i nic nie niszczyłam.
                                    Ale wiem, że można być doprowadzoną do tego stanu nerwów, że się już nie wie co robi.
                                    Moja teoria może niesłuszna jest taka, że Wojtek poprostu otworzył kompa Agi i przejrzał historię.
                                    Było mimo wszystko za mało danych, żeby w tak dobry sposób poznać dokładnie kto to pisał.
                                    Padły tylko imiona i dobre pochodzenie W.
                                    Piegus się złamał tym co tu przeczytał, a jest za słaba, żeby się bronić.
                                    Ja kiedyś dałam jej namiary na to forum, aby może spróbowała znależć tu odpowiedzi na swoje rozterki.
                                    Jest napewno uzależniona od Wojtka, ale nie w sensie materialnym a psychicznym.
                                    Myślę, że kiedyś ona go napewno pokochała. Może w stylu "księcia na białym koniu", pewnie tak się nie powinno, ale do tego trzeba dorosnąćsmile.
                                    Z tego co wiem...to nic tam się nie wydarzyło.
                                    Wojtek ani jej nie wyrzucił, ani ona się nie wyprowadziła.
                                    Pewnie czas to jakoś rozwiążę...
                                    A
                                    • sonia_30 Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 10:19
                                      Aniu chyba nie powinnaś bawić się w rzecznika Piegusa. Gdyby chciała opowiedzieć coś więcej, to by to zrobiła. Pożegnała się, zamknęła temat, należy to przyjąć do wiadomości.
                                      Snucie teorii spiskowej jak to Wojtek dotarł do źródeł nie ma sensu, a info że danych za mało i nie wiadomo kto pisał brzmi wręcz bzdurnie, skoro zamieszczona została korespondencja... Chyba nie wątpisz że Wojtek ma swiadomość co pisał i do kogo pisał?
                                    • yoma Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 11:33
                                      Ania, wiesz - z tego, co tu widać, to oboje są dobrzy. (Co jest potwierdzeniem mało popularnej tezy, że jak dochodzi do rozpatrywania winy, to nie jest ona jednostronna). Muszą to sami rozwiązać między sobą, jeśli im z tym źle, no po prostu nie ma innej opcji.

                                      Jest też oczywiście możliwość, że im z tym dobrze, niektóre typy tak mają. Jedno poszarpie, drugie popije, potem się uspokoją, no taka ich miłość smile
                                    • wojtek-64 Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 12:05
                                      Droga Aniu! Z całym moim szacunkiem dla Ciebie, ale wydaje mi się, że w obecnej sytuacji masz wystarczająco dużo problemów ze swoim własnym życiem, żeby bawić się w adwokata lub sędziego innych. Pomijając już nawet to, że to Ty namówiłaś Agnieszkę do napisania na to forum jak i to, że w dalszej dyskusji ujawniłaś cały szereg szczegółów pozwalających zidentyfikować nasze osoby, to wypraszam (!) sobie insynuacje, jakobym dowiedział się o istnieniu tego wątku "otwierając kompa Agi i przeglądając historię". Napisałem wyraźnie, że o istnieniu tego wątku dowiedziałem się na podstawie anonimowego maila od kogoś z czytelników tego forum, a podglądaniem czyjejkolwiek prywatnej korespondencji zwyczajnie brzydzę się, niezależnie od tego, czy chodzi o bliską mi osobe czy o kogoś zupełnie obcego. Przykro mi tym bardziej, że nie jest to pierwszy raz, kiedy kierujesz pod czyimś adresem całkowicie bezpodstawne oskarżenia, a kiedy okazują się one niezgodne z prawdą nie masz nawet tyle odwagi cywilnej, żeby powiedzieć słowo "przepraszam". Chciałbym przypomnieć Ci choćby wyjątkowo niesmaczne i równie bezpodstawne, zeszłoroczne oskarżenia ze strony Twojej i Twojego byłego małżonka, których ofiarą padliśmy wtedy oboje z Agnieszką - mam nadzieję, że wiesz co mam na myśli. Przyznam szczerze, że straciłem wtedy dla Ciebie bardzo wiele sympatii i szacunku, ale za sprawą Agnieszki postanowiłem puścic to w niepamięć. Niestety widzę, że był to błąd i mam nadzieję, że nasze dalsze kontakty w "realnym świecie" ograniczymy do absolutnie niezbędnego minimum.
                                      • yoma Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 12:12
                                        Wojtek, ja tu nie jestem adminem, ale takie sprawy załatwia się na privie. Naprawdę.
                                        • wojtek-64 Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 12:23
                                          Bardzo Cię przepraszam, ale zostałem przez kogoś bezpodstawnie oskarżony *na*forum*publicznym* o coś, co wydaje mi się szczególnie obrzydliwe i nie widzę powodu, żebym nie miał prawa do obrony na tym samym forum. To tyle tytułem wyjaśnienia. Znikam już definitywnie z tego wątku, bo nie lubię babrania sie w rynsztoku...
                                          • nowel1 Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 12:32
                                            Wiecie co? Po przeczytaniu ostatnich występów obojga bohaterów tego wątku wypowiem się tylko raz: są siebie warci.
                                            I żadne forum im nie pomoże, bo wcale tego nie pragną.
                                      • blue_ania37 Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 13:51
                                        Drogi Wojtku!
                                        Przykro mi naprawdę, że tak to się wszystko potoczyło.
                                        Nie miałam zamiaru aby kogokolwiek z Was ukrzywdzić.
                                        Agnieszka chyba? potrzebowała pomocy w waszych układach, stąd moja sugestia aby popytała się ludzi, którzy przeszli już dużo "bojów" w życiu emocjonalnym.
                                        Moja sugestia dotycząca tego w jaki sposób dowiedziałeś się o istnieniu tego wątku jest moją osobistą myślą.
                                        Uważam, że w przedstawionych przez Agę mailach nie było nic takiego istotnego co pozwalałoby komuś na Waszą indetyfikację.
                                        Sam powiedz gdybyś czytał takie forum, i przeczytał o problemach dziewczyny nie wiadomo skąd nie wiadomo gdzie mieszkającej a padłyby 2 imiona Tomek i Szymek, byś wiedział, że to ja?
                                        Rzeczy które Agnieszka przedstawiła dotyczyły Waszych bardzo prywatnych rzeczy, a ciężko mi uwierzyć, że opowiadasz sobie z kimś w "realu" jak wyglądają Twoje układy z Agą.
                                        Natomiast faktycznie jestem wstrząśnięta jak to u WAS naprawdę bo pomimo, że nie raz gadałam z Agą nigdy takich rzeczy mi nie powiedziała.
                                        A
                                        • wojtek-64 Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 13:59
                                          Jeśli naprawdę masz ochotę porozmawiać ZE MNĄ o tym, to zapraszam na PRIV. Internetowe forum (jak już ktoś tu bardzo słusznie zauważył) nie jest odpowiednim miejscem na prowadzenie takich dyskusji.
                                • wojtek-64 Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 12:18
                                  Sam nie wiem, co powinienem odpowiedzieć na ten post... W zasadzie wszystko powiedzieliśmy już sobie chyba podczas rozmowy "twarzą w twarz", więc nie ma sensu dawać kolejnej pożywki do kontynuowania tego wątku, który (jak to zresztą było do przewidzenia od samego początku) już dawno nie dotyczy kogokolwiek z "prawdziwych" nas , tylko coraz bardziej karykaturalnych wyobrażeń o nas, jakie podpowiada wybujała wybraźnia niektórych dyskutantów. No ale cóż, "kto sieje wiatr, ten zbiera burzę"...

                                  A jako ostateczne podsumowanie chciałbym zacytować słowa Seneki: "Saepe maiori fortunae locum fecit iniuria: multa ceciderunt ut altius surgerent". Mam nadzieję, że w naszym przypadku sprawdzi sie to lepiej, niż w przypadku ich autora...
                                  • yoma Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 13:00
                                    Wojtuś, ja ci odpowiem prościej:

                                    Volenti non fit inuria.
                                    • nowel1 Yoma 10.02.12, 13:03
                                      ..piękne; strzał w dziesiątkę smile
                                    • wojtek-64 Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 18:25
                                      > Wojtuś, ja ci odpowiem prościej:
                                      >
                                      > Volenti non fit inuria.

                                      Chciałbym Ci tylko nieśmiało przypomnieć, że nie pojawiłem się tu pierwszy po to, żeby kreować się na ofiarę, ani całą winą za zaistniałą sytuację obarczać drugą stronę. Przeciwnie, gdybyś dokładnie przeczytała wszystkie moje wypowiedzi to zauważyłabyś, że nie "wybielam" się za wszelką cenę i sam niejednokrotnie pisałem o tym, że żałuję bardzo wielu słów, które wyszły z moich ust jak i sytuacji, w których niepotrzebnie dałem się ponieść emocjom. Jeśli więc uważam, że rzeczywiście spotkała mnie jakakolwiek "iniuria", to przede wszystkim wynikająca z faktu opublikowania bez mojej wiedzy prywatnej korespondencji, zawierającej bardzo osobiste treści, które nigdy nie powinny trafić na to forum i późniejszego, zaocznego "sądu" nad moją osobą, w którym nie dano mi nawet szansy na przedstawienie całej sprawy z mojej perspektywy. A "volens" (lub raczej "volentes") w kontekście zacytowanej przez Ciebie maksymy jesteśmy chyba po równo oboje z Agnieszką, bo w przeciwnym razie nasze życiowe drogi już bardzo, bardzo dawno by sie rozeszły...
                                      • yoma Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 18:29
                                        > A "volens" (lub raczej "volentes") w kontekście zacytowanej przez Ciebie maksymy jesteśmy chyba po równo oboje z Agnieszką, bo w przeciwnym razie nasze życiowe drogi już bardzo, bardzo dawno by sie rozeszły...

                                        Otóż to, Wojtuś, otóż to. Proponuję zatem, żebyście już skończyli tę farsę na forum. No chyba że do waszych charakterystyk należy dołożyć jeszcze ekshibicjonizm...
                                        • wojtek-64 Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 20:30
                                          Tej farsy nie trzeba było w ogóle *zaczynać* - i to nie ja ją zacząłem... Obawiam się też, że gdyby nie moje pojawienie się tutaj, to nadal trwała by ona w najlepsze...
                                          • yoma Re: Pożegnanie.... 10.02.12, 20:34
                                            Ale ty możesz skończyć, nieprawdaż? Z mojej strony w każdym razie EOT.
                                          • garibaldia hehehe 10.02.12, 20:50
                                            "nie ja zacząłem ale ja skończę !"


                                            ależ to przewidywalne, zieeeeww

                                            ps. to kiedy będzie dostawa chipsów i orzeszków? (bo piwo to pewnie jest)
                                            • wojtek-64 Re: hehehe 11.02.12, 00:59
                                              Jak już się bawimy w łacinę, to specjalnie dla Ciebie przytoczę jeszcze jeden cytat: "eloquentiae satis, sapientiae parum"... Ile ty masz lat, dziewczynko, że aż tak przeżywasz wysłanie 400-ego maila w tym idiotycznym wątku?
                • sonia_30 Re: Koniec świata bliski... 08.02.12, 20:26
                  Yyyyyyyyyy no nie może być... teraz to jest dopiero nius ;-P
                  • herta_m Re: ??? 10.02.12, 14:24
                    >Napisałem wyraźnie, że o istnieniu tego wątku dowiedziałem się na podstawie anonimowego maila od kogoś z czytelników tego forum

                    Czegoś tu nie rozumiem. Jak ktoś "życzliwy" mógł napisać do Wojtka, nie znając jego adresu mailowego? Z tego, co rozumiem, jedyną osobą, która zna bohaterów tego wątku jest Ania, ona nie napisała raczej do Wojtka, zatem, jak jest możliwe, żeby ktoś (czytelnik anonimowego forum), mógł zidentyfikować faceta?
                    Dom lśniący nieskazitelną czystością, ale sam w nim już nie sprzątam, bo i tak zaraz wandale nabrudzą. Dość wygodne.
                    Z poprzedniego wątku pretensje, że dziewczyna bez polotu w łóżku, ale jak wynika z informacji dziewczyny, to raczej nie było łatwo do tego łóżka w ogóle zaciągnąć faceta.
                    Gdy jest się wyzywaną takimi słowami, jakie przytoczyła autorka, to się potem niespecjalnie chce oporządzać dom, w którym jest się w ten sposób traktowanym. Wyobraźnia podsuwa mi jednak obraz osobnika, ktory łaskawie przygarnia kobietę z nizin, po przejściach, z nieletnim dzieciakiem, faceta, który jest oczywiście na poziomie, ale w ramach wdzięczności wymaga nieskazitelnie posprzątanego domu, podporządkowania się regułom, dyscyplinowania dziecka, tolerowania wybuchów gniewu pod wpływem alkoholu przeplatanego zamykaniem się i separowaniem za karę, że dziewczyna się nie ze wszystkim chce podporządkować. A potem zdziwienie, że ta nie chce już tego nieskazitelnego porządku, że zamiast niego wolałaby może odrobiny szacunku, zamiast pogardy, która przeziera przez każde niemal zdanie wypisane tutaj bardzo rzeczowym, nie przeczę, i składnym stylem, wolałaby pozostać sobą, a nie kimś doskonale podorządkowanym, bo przecież musi być za wszystko wdzięczna.
                    Cóż, najwyraźniej albo profesor Higgins nie okazał się tutaj wystarczająco dobrym nauczycielem, albo Eliza nie chciała się uczyć, zbyt krnąbrna byłatongue_out
                    • wojtek-64 Re: ??? 10.02.12, 16:01
                      > Czegoś tu nie rozumiem. Jak ktoś "życzliwy" mógł napisać do Wojtka, nie znając
                      > jego adresu mailowego? Z tego, co rozumiem, jedyną osobą, która zna bohaterów t
                      > ego wątku jest Ania, ona nie napisała raczej do Wojtka, zatem, jak jest możliwe
                      > , żeby ktoś (czytelnik anonimowego forum), mógł zidentyfikować faceta?

                      Miałem się tu już nie odzywać, ale pozwolę sobie jeszcze tylko na bardzo krótki komentarz: Ania jest jedyną osobą *piszącą* w tym wątku, o której *wiemy* , że nas oboje zna. Czy potrafisz jednak w jakikolwiek sposób określić ilu moich/naszych znajomych ten wątek tylko czyta, nie ujawniając się z tym faktem? Jak dotąd otrzymałem *dwa* prywatne maile od dwóch różnych, niestety anonimowych osób, współczujących mi wywlekania na forum publiczne tak osobistych spraw. I możesz być pewna, że informacje, które podała Agnieszka (a później była uprzejma "uzupełniłć" Ania) dla tych, którzy dostatecznie dobrze znają nas i naszą historię w zupełności wystarczą do zidentyfikowania konkretnych osób. Nie od dziś niestety wiadomo, że internet nie jest wcale aż tak anonimowy, jak się to wielu osobon wydaje.

                      Reszty posta nie komentuję, bo naprawdę nie lubię gdy ktoś wbrew mojej woli zmusza mnie do pływania w szambie. Jeśli Ciebie to "kręci", to życzę miłej lektury i miłego pisania!
                      • herta_m Re: ??? 10.02.12, 16:36
                        Drogi Wojtku, jak mały musiałby być świat, by ludzie mogli się spotkać w tak dużej liczbie na jednym forum i tak łatwo na podstawie kilku informacji identyfikować innych. Imiona wcale nie takie rzadkie, kawaler przygarniający kobietę z dzieckiem to też nie jakaś wielka rzadkość. Nie wierzę w tak wielki zbieg okoliczności.
                        Jestem kobietą, którą mąż potraktował podobnie jak Ty Agnieszkę, nawet użył kiedyś w kłótni (nie demolowałam wtedy domu, to on ma do tego zdecydowane predyspozycje) niemal identycznego epitetu, zatem jestem na to wyjątkowo uczulona i przysięgam Ci, że moje uczucia do niego po tym bardzo się zmieniły. Są rzeczy, ktorych robić i mówić po prostu nie wolno, są nieodwracalne, nie można po czymś takim kogoś dalej szanować, starać się, zabiegać, bo straciłoby się do siebie szacunek. Mojej zgody na takie traktowanie drugiej osoby nie ma i koniec.
                        Pogardzasz Agnieszką i to czuje się w każdym zdaniu napisanym przez Ciebie na tym forum. A pogarda to bardzo zła rzecz.
                        Nie zmuszam Cię do pływania w szambie, wyciągam jedynie wnioski z Twoich wypowiedzi, ktore mówią o Tobie znacznie więcej niż wszystkie posty Agnieszki razem wzięte. Tłumaczenie, że ją uderzyłeś w twarz, bo chciałeś uspokoić histerię, jest tak grubymi nićmi szyte, że nie chcę tego nawet komentować. Znasz takie hasło przeciwdziałania przemocy: bo zupa była za słona? Każdy, kto stosuje przemoc, zawsze obwinia o to stronę przeciwną, bo ona mnie sprowokowała!!!
                        Nie mam pojęcia, jaka jest Agnieszka, nie pochwalam jej zamieszczania tutaj Waszej korespondencji, ale mimo wszystko myślę, że ona jest w tym wszystkim uczciwsza i bardziej szczera niż Ty, ze swoim poczuciem wyższości i (źle skrywanym) wymuszaniem od niej wielkiej wdzięczności za Twoją nieskończoną dobroć, skoro zgodziłeś się ją przygarnąć. Biedna, prosta dziewczyna nie dość okazywała tę wdzięczność, to teraz można wmówić jej najgorsze rzeczy. Ty nie sprzątasz, bo wiesz, że oni zaraz nabrudzą, a jak myślisz, dlaczego ona nie ma motywacji, żeby obsługiwać dom, w ktorym jest tak traktowana?
                        Jesteście totalnie niedobrani, na co liczyłeś?
                        • triss_merigold6 Re: ??? 10.02.12, 17:05
                          Biedna prosta dziewczyna niekoniecznie zawsze jest z definicji ofiarą. Równie dobrze może być egzaltowaną, histeryczną, leniwą babą, która manipuluje wpędzaniem w poczucie winy.
                          Bez przesady z tymi słowami, eleganckie nie były ale we wkurwie jednorazowo nie takie rzeczy można powiedzieć.
                          Co do trzaśnięcia w twarz na otrzeźwienie - widziałam takie klimaty na żywo. Kumpel miał kiedyś panną, panna lubiła wypić + jakieś prochy i potrafiła dostać małpiego rozumu, rzucała się z pazurami na faceta, kopała, demolowała mieszkanie, histerycznie wrzeszczała. Rzucała się tak długo, aż dostała w twarz i był spokój, popłakała sobie trochę, a rano się godzili. Parę lat zabawa trwała więc widać pannie się podobały takie akcje i nie miała nic przeciwko.
                        • moniapoz Re: ??? 10.02.12, 17:09
                          > Drogi Wojtku, jak mały musiałby być świat, by ludzie mogli się spotkać w tak du
                          > żej liczbie na jednym forum i tak łatwo na podstawie kilku informacji identyfik
                          > ować innych. Imiona wcale nie takie rzadkie, kawaler przygarniający kobietę z d
                          > zieckiem to też nie jakaś wielka rzadkość. Nie wierzę w tak wielki zbieg okolic
                          > zności.

                          oj byś się zdziwiła smile serio....hehe świat jest naprawdę malutki a człowiek w internecie nie jest anonimowy.

                          ------
                          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                        • wojtek-64 Re: ??? 10.02.12, 17:42
                          > Drogi Wojtku, jak mały musiałby być świat, by ludzie mogli się spotkać w tak du
                          > żej liczbie na jednym forum i tak łatwo na podstawie kilku informacji identyfik
                          > ować innych.

                          Popełniasz zasadniczy błąd w swoim rozumowaniu: właśnie dlatego, że ten swiat jest tak duży i praktycznie każdy z iluś milionów ludzi korzystajacych z internetu może zajrzeć na to forum, to prawdopodobieństwo spotkania tu kogoś znajomego jest o wiele większe, niż nam się z pozoru wydaje. A to, że trafiły tu conajmniej dwie takie osoby jest niepodważalnym faktem - w końcu ja sam do siebie tych dwóch maili nie wysłałem...

                          > Nie zmuszam Cię do pływania w szambie, wyciągam jedynie wnioski z Twoich >wypowiedzi, ktore mówią o Tobie znacznie więcej niż wszystkie posty Agnieszki > razem wzięte.

                          Owszem, wyciągasz wnioski, ale opierając sie tylko i wyłącznie na swoich własnych domysłach, a także swoich własnych życiowych doświadczeniach. Gdyby tak zebrać wszystkie najbardziej radykalne opinie jakie padły na tym forum to można by wyrobić sobie zdanie, że ja jestem alkoholikiem, który codziennie upija się, awanturuje używając rynsztokowego słownictwa i przy każdej możliwej okazji okłada pięściami swoją kobietę, a z kolei Agnieszka nie robi nic innego oprócz wybijania szyb, zrywania karniszy i wpadania w histerię, nie dołożyła nigdy ani złotówki do naszego wspólnego życia i nie zdarzyło się jej nawet ani razu zamieść podłogi lub umyć naczyń. Prawda jest natomiast taka, że i jeden i drugi obraz jest bardzo daleki od prawdy!

                          Obawiam się też, że w życiu niemal każdego z Was można by znaleźć jakiś niemiły epizod, który po zaprezentowaniu w odpowiednim świetle na forum publicznym skłoniłby wielu do wyciągnięcia całkowicie fałszywych wniosków na temat Waszych osób.
                          • zonaniezona1 Drodzy moi. 10.02.12, 20:38
                            Po przeczytaniu całego wątku, jedno zdanie chodzi mi po glowie. Po co Wy sobie to robicie?
                            Niedojrzałość bije po oczach. Toczycie opowieści, tworzycie koalicje z obcymi osobami, tłumaczycie się jak dzieci. Kto komu wyrwał zabawkę w jakiej sytuacji.
                            Agresja aż od Was bije niestety. Obydwojga. Słowa, czyny, i co najgorsze wplątanie w spiralę dziecka. Nie wychowuje się dziecka poprzez wyrzucanie jego rzeczy. To jest porażka wychowawcza Was obydwojga. O innych nawet nie wspomnę. Siedząc przy komputerach nie zbudujecie związku, ale też nie podejmiecie konstruktywnych decyzji. Terapia Wam potrzebna, bo zniszczycie każdy związek takimi zachowaniami.
                            • wojtek-64 Re: Drodzy moi. 10.02.12, 20:46
                              zonaniezona1 napisała:

                              > Po przeczytaniu całego wątku, jedno zdanie chodzi mi po glowie. Po co Wy sobie
                              > to robicie?
                              > Niedojrzałość bije po oczach. Toczycie opowieści, tworzycie koalicje z obcymi o
                              > sobami, tłumaczycie się jak dzieci. Kto komu wyrwał zabawkę w jakiej sytuacji.
                              > Agresja aż od Was bije niestety.

                              Jeśli to ma być Twoja odpowiedź na mój poprzedni post to niestety obawiam się, że nie potrafisz czytać słowa pisanego ze zrozumieniem...
                              • zonaniezona1 Re: Drodzy moi. 10.02.12, 20:54
                                Potrafię i właśnie wyraziłam swoją opinię na ten temat "słowa pisanego".
                                • garibaldia chłop żywemu nie przepuści.. 400 10.02.12, 20:55
                                  yes yes yes!
                                  nr 400 jest mój!
    • kobieta306 Re: Pomocy... część 2 10.02.12, 20:59
      jeden wart drugiego i tylko dziecko na tym cierpi.
      Kolejny przykład, który utwierdza mnie w przekonaniu, że kobieta powinna być niezależna, a facet mam być tylko wartością dodaną do jej życia, które będzie stabilne czy ten facet jest, czy go nie ma. Jakiekolwiek uzależnieniem, czy to od papierosów, czy też od mężczyzny, jest zniewoleniem.

    • adamp1111 Re: Pomocy... część 2 27.07.21, 10:57
      polecam mediatora 605515125
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka