vivern
17.09.04, 11:57
Rozpoczynamy cykl powiesciowy awaturniczo-podrozniczy o nieustrszonym Tonym
Paliku (dla czytelnikow o silnych nerwach):
Odcinek I:
W zlotym trójkacie
Tajlandia, dawniej Syjam. Wysiadam z samolotu, przechodze podwójna kontrole
celna. Tu wszystko jest podwójne. Na ulicach pelno kotów. Dwiema taksówkami
jade do centrum. Zabawnie wyglada kierowca, szczelnie zrosniety ze swoim
bratem. Samochód ma dwie kierownice. Niestety, oplata tez jest podwójna. W
hotelu zamawiam ,,dwójke", wypijam podwójna whisky i ogladam lokalne
programy telewizyjne, nadawane naraz. Wlasnie leci znana mi reklama: ,,Z
flipperów podwójna radosc!"
Wyruszam do oslawionego ,,Zlotego Trójkata" narkotykowego:
Syjam-Laos-Chaos-Birma-Burma. Z maczeta w dloni wkraczam do dzungli. Pot
zalewa mi oczy, tne maczeta na oslep. Ciach! Ped heroiny. Ciach! Galaz
morfinowca. Ciach! Chaszcz marihuany. Parno i duszno. Zar leje mi sie na
glowe. Patrze do góry: nie, to tylko malpa. Ciach! Opiumowiec. Ciach! Reka
prtzewodnika. Nie szkodzi, ma jeszcze trzy. Ciach! Cholera, juz tylko
dwie... Ciach! Cóz, szyje mial tylko jedna... przedzieram sie przez gaszcz
slomy makowej. Opary narkotyków wywoluja nie tylko wizje, ale i fonie. Gdy
zamykam oczy widze transmisje obrad naszego Sejmu. Debata budzetowa...
Koszmar! Zazywam odtrutke w postaci ,,Popularnego". Dym rozpelza sie miedzy
drzewami, stracajac z nich oszolomione weze, mrówy, jaszczurki i kosmate
samsungi. Spada tez jakis staruszek z zardzewialym karabinem..
- Tram- waj- pozdrawiam po syjamsku.
- Ma ciag- odpowiada uprzejmie. - Ty skad?
- Polska, Tony Palik- mówie.
Staruszek pada mi w ramiona. To Stach Tutrzeba, zolnierz Andersa. Po wyjsciu
z Sowietów skrecil w lewo zamiast w prawo, i zablakal sie az tutaj. Nie
tracac ducha podjal samotna walke z japonczykami. Walczy do dzis.
- Wojna skonczyla sie 60 lat temu- wyjasniam.
- Popatrz, jak ten czas leci- zdumiewa sie Stach. - a ja strzelam do tych
zóltych i strzelam ...
- To tutejsi. Trzeba bylo zapytac.
- Co sie bede wroga pytac! Wiec mówisz ze to nie Japonce?
- Nie. Syjamisci.
- A czego takie zólte jak Japonce? - nie dowierza Stach.
- Nie wiem, moze od narkotyków.
- Jakich narkotyków? Tu nie ma zadnych narkotyków!
Prowadzi mnie do swojej chatki i z duma pokazuje cale gospodarstwo.
Dostrzegam znajome kociolki, rurki, wiadra, aparature do schladzania...
- Na czym pedzisz? - Pytam.
- Na sloniach. Popatrz!
Zadzieram glowe i podziwiam czteropietrowa butle, wypelniona zóltawym
plynem. Polowe butli zajmuje dorodny slon.
- Jak go tam wepchnales? - dziwie sie.
- Sam wlazl. Ma sie te sposoby...
Ech, polska smykalka, polska zaradnosc! Zasiadamy do uroczystej kolacji:
zupa psychotropowa, pierozki z heroina, salatka z marihuany, opium na
goraco, halucynogenne grzybki w occie, a na deser- kompot.
- Buduje most na rzece Dwai- opowiada Stach. - Ciezko jest, bo ta cholera
plynie w dwóch kierunkach naraz. Wiadomo Syjam. Ale wykombinowalem: buduje
ten most nie w poprzek nurtu, a wzdluz.
Genialna polska mysl techniczna! Ulanska fantazja! Tylko my wpadlismy na
pomysl eksportowania rowerów wodnych na Sahare, sprzetu alpinistycznego do
Holandii i lodów ,,Bambino" na Antarktyde...
Ze lzami w oczach zegnamy sie tradycyjnym podwójnym syjamskim banzajem.
Koniec odcinka I.