Dodaj do ulubionych

Dzieciaki :)

26.09.04, 17:29
Dziecko idzie z mamą przez miasto. Nagle na wystawie widzi pięknego,
puchatego misia.
Mamo, kup mi misia - kwiczy. Matka patrzy na cenę (50 zł) i odciąga dziecko
od wystawy. Idą dalej, a tu na innej wystawie jeszcze piękniejszy, wielki,
pluszowy misio. Dziecko w krzyk:
- Mamo! Ja chce misia!
Mama popatrzyła na cenę i załamała ręce, bo tam było 100 zł.

Po powrocie do domu synek przestał jeść. Przestał się bawić. W ogóle zrobił
się marudny. W końcu mama zmiękła.
- Masz - rzekła dając dziecku stówkę w rękę - kup sobie misia, ale tego za 50
zł. Nie mam drobnych i musze ci dać całe 100 zł.

Dziecko uradowane pobiegło do sklepu i już miało kupić właściwego misia,
kiedy wróciło urocze wspomnienie drugiej wystawy z zabawkami. Chłopiec
bezzwłocznie zmienił sklep i już po chwili raźno maszerował do domu z
ogromnym misiem w małych ramionkach. I byłby tak pewnie domaszerował, gdyby
sobie nie uświadomił, że musi oddać matce pół papierka. Zmienił wiec
kierunek, układając w głowie śmiały plan wysępienia od ukochanej ciotuni 50
złotych. Po chwili wpadł do domu cioci i ruszył w kierunku jej pokoju. Zawsze
wchodził bez pukania. Kiedy przekroczył próg jej sypialni jego zdziwione oczy
zobaczyły wystającą spod kołdry drugą parę nóg. I to nie były nogi wujka.
Zmieszana ciotka wdziała szlafrok i poszła zamknąć drzwi domu na zamek. Kiedy
wracała, by jakoś dogadać się z małym, od strony drzwi dobiegł glos wujka
bezradnie próbującego je otworzyć za pomocą klamki.
- Już biegnę, kochanie! - Krzyknęła ciotka, pakując siostrzeńca i kochanka do
szafy.
Wujek, jak to wujek, na długo nie wszedł. Zjadł obiad, skorzystał z tego, że
ciocia była w szlafroku, po czym wrócił do robienia pieniędzy na pobliskim
bazarze. W międzyczasie siedzący w szafie maluch nie próżnował:
- Panie, kup pan misia - rzekł do nieznajomego.
- Cos ty, głupi?
- Kup pan, bo powiem wujkowi. Za 50 zł.
Na taki argument facet nie miał riposty. Wysupłał z kieszeni spodni, które
trzymał w ręku, 50 zł, dał szczeniakowi i wziął pluszaka.
- Panie, oddaj pan misia.
Zrezygnowany kochanek nie miał wyjścia. 50 zł za milczenie to nie była
wygórowana cena. Ale maluch był bardziej cwany.
- Panie, kup pan misia. Bo powiem wujkowi.
I tak kilka razy. Kiedy chłopiec usłyszał, że wujek wyszedł, wypadł z szafy i
popędził na ulice. Nagi gość nawet nie próbował go gonić. Mały wpadł do domu,
gdzie siedziała zmartwiona rodzicielka. Z uśmiechem na ustach pokazał mamie
misia za bańkę i rzucił na stół stosik banknotów. Nie wiedzieć czemu matka
zwyzywała go od złodziei, w czym pomagał jej ojciec, i młody musiał w tempie
odrzutowego nocnika podreptać do kościoła. Tam, klęknąwszy przed
konfesjonałem, postanowił uczciwie wyznać prawdę i dowiedzieć się, jaka
właściwie jest jego wina.
- Proszę księdza, ja w sprawie misia - zaczął niepewnie.
- Oooo, nie, gówniarzu! Siódmy raz nie kupię!
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka