Gość: friko
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.04.05, 12:36
oto co napisał jerzy urban o papieżu:
"Nie jestem w żałobie po papieżu. Razi mnie totalny atak triumfującego
katolicyzmu. Mierzi obłuda wyrażana przez żałobnie wymodelowane minki
prezenterek TV. Razi Lis, który łzawi żłobiąc bruzdy na make-up. Boję się, gdy
ludzie ulegając presji stada nasiąkają fanatycznymi emocjami. Szczególnie się
lękam tego wtedy, kiedy klerykalizm sprzęga się z nacjonalizmem. Niech więc
Czytelnicy "NIE" nie pytają mnie, dlaczego nasz tygodnik śladem całej prasy
nie udaje, że życie kraju i świata stanęło, bo papież umarł.
Niektórzy ślą maile i SMS-y, że przestaną "NIE" czytać, skoro tygodnik nie
celebruje żałoby po papieżu. Odpowiadam im, iż postąpią trafnie. Jeśli
oczekują od nas sztuczności, fałszu, komedianctwa � znajdą gdzie indziej
dostatek tego pokarmu. Nie będę udawać sieroty po Wojtyle ulegając społecznej
presji. Nie poddam się już żadnej masowej psychozie z jakiegokolwiek powodu.
Brytyjski "Guardian" z 5 kwietnia br. przytoczył wypowiedź katolickiego
pisarza Grahama Greene�a, który powiedział kiedyś, że przyśniło mu się, iż
gazety doniosły w swoich nagłówkach: "Jan Paweł II kanonizował Jezusa Chrystusa".
Niektóre zagraniczne redakcje niechętne temu, co po śmierci papieża wyczynia
się w Polsce, dzwonią do mnie jako tego Polaka, który da im do druku wypowiedź
odmienną od stereotypowych łkań po Wojtyle. Wiedzą bowiem, że niedawno sąd
skazał mnie za znieważenie Jana Pawła II. Mniemają więc moi cudzoziemscy
rozmówcy, że śmierć papieża świadczy o słuszności felietonu "Obwoźne
sado-maso", za który mnie sądzono. Krytykowałem bowiem obwożenie po stadionach
i wystawianie na pokaz ledwo żywego człowieka. Redakcje te przypuszczają więc,
że teraz triumfuję, ponieważ przewidywałem, że otoczenie zamęczy Wojtyłę
znęcając się nad starcem pospołu z nim samym. Bzdura. Gdyby papież od lat nie
wstawał z łóżka, zapewne także by umarł. Ja pisałem o tym, że widowiska z
udziałem osoby niemogącej chodzić ani mówić rażą mnie pod względem
estetycznym. Nie udzielałem zaś porad medycznych. Nie moja to broszka.
Papież ogłaszał prawdy szlachetne, wzniosłe, natchnione, zawsze ładnie
brzmiące. Nie męczył wiernych zmuszaniem ich do myślenia. Moim zdaniem nigdy
nie powiedział niczego, co byłoby oryginalne i ciekawe. Przykładem tzw.
testament. Nie należał do elity mądrych rodaków, do której zaliczam takie
osoby jak np. Bronisław Łagowski, Zygmunt Bauman, Jacek Żakowski, Waldemar
Kuczyński, Aleksander Smolar, Wisława Szymborska, Jerzy Szacki, ale żadnego z
duchownych.
Papież stanowi wielkość sztukowaną, napompowaną przez kult, którym go
otoczono, nadymaną przez cmokierów. Jeśli kogoś moja ocena oburza, niech
znajdzie cytat z Wojtyły zawierający oryginalną myśl. Mówił banały swego czasu
pięknie modulowanym głosem. I wzorem innych przywódców ściskał dzieci i
chwalił pokój.
Nie wszystko, co głosił, godne jest szacunku jako frazesy gładkie, ale
poczciwe. Wywierał presję na świat zachodni przeciwdziałając przeznaczaniu
środków na ograniczenie urodzin w krajach najbiedniejszych. Ponosi więc
odpowiedzialność za utrwalanie nędzy i głodu w imię ideologicznego przesądu.
Wojując z kondomami utrudniał też zwalczanie klęski AIDS w Afryce. Na jego
szczęście ofiar tej polityki kościelnej nigdy nie uda się policzyć � tak jak
rachuje się straty w ludziach spowodowane przez niektórych innych przywódców.
Żałobę totalną przytłaczającą wszelkie inne przejawy życia publicznego
przeżywam w Polsce po raz drugi. Pierwsza nastała w marcu 1953 r.
Brałem w niej udział z przekonaniem. Już wkrótce tego przekonania żałowałem.
Nie znaczy to oczywiście, że porównuję Karola Wojtyłę do zbrodniarza Józefa
Stalina. Porównywalna jest jednak skala, w jakiej zamarło życie, psychoza
żałobna i presja wyznawców na jej rzecz. Nie wierzcie bowiem, młodzi, że
Stalina w Polsce opłakiwano głównie pod urzędowym przymusem. Czuliśmy żałobę
m.in. dlatego, że umierał stalinowski świat � wadliwy, ale znany � a otwierała
się przyszłość niewiadoma, która mogła być gorsza. Była lepsza. W każdym razie
śmierć Stalina oznaczała zmianę o historycznym dla świata wymiarze. Żaden
koniec pontyfikatu od setek lat nie miewa takiej doniosłości.
Żałoba po Stalinie uodporniła mnie na uleganie wszelkiej zbiorowości
zakażającej emocjami. Polacy dali się teraz ponieść nie tyle żalowi, ile
wymuszonej przez media przesadzie.
Jan Paweł II nazwany będzie w Polsce Wielkim, Świętym, najwybitniejszym
Polakiem w dziejach itd. Ocen tych nikt nigdy nie uzasadni inaczej niż
wykrzykując z egzaltacją ogólniki. W wielkość Wojtyły po prostu wypada wierzyć
z tytułu solidarności z całym plemieniem Polaków. Po śmierci Wojtyły potęga
kleru jeszcze wzrośnie w życiu społecznym i państwie dzięki utrwaleniu kultu
kariery jedynego w dziejach Polaka, który ją zrobił. Kult ten będzie
umiejętnie podsycany i zatruje życie publiczne prawicowym, zachowawczym
nacjonalizmem. Klerykalny nacjonalizm kult ten spożytkuje pomimo
proeuropejskiej, antybushowskiej w sprawie Iraku, internacjonalistycznej
orientacji Jana Pawła II, mimo niepopierania przezeń koncepcji państwa
wyznaniowego oraz otwartości wobec innych wierzeń i kultur. Mając lokalne
bóstwo Polacy wzmocnią swą religijną odrębność, a są wadowickiego wyznania. W
ślad za tym integrowanie się z Europą napotka dodatkowe opory. Mniemam, że
Wojtylizm stając się narodową religią pobudzi lokalną megalomanię i skłonność
do mesjanizmu. Ćwierćwiecze Karola Wojtyły na Watykanie nowoczesnej Polsce
bokiem wyjdzie.
Urban "