Gość: yoma
IP: *.crowley.pl
14.04.05, 12:49
Miało już nie być na te tematy, ale się zbulwersowałam.
Spotkałam wczoraj znajomą. Wybiera się w sobotę na pogrzeb wuja. Ceremonia
będzie w jakimś kościółku w ogóle od czapy, ani w parafialnym, ani w
cmentarnym. - I to wiesz, po znajomości - powiada ona - bo ktoś tam z rodziny
zna jakiegoś księdza.
Ja: - ???
Ona: - No bo przez ten tydzień w ogóle pogrzebów nie było i te lodówki są
pełne, więc się grzebie teraz taśmowo...
I tak to opowiadała zupełnie spokojnie, jakby to była najzwyklejsza rzecz na
świecie, aż mnie zostawiła wrośniętą w chodnik z opadniętą szczęką. Już nie
wiem, to świat zwariował czy jednak ja?