demi77
18.08.05, 19:54
W kazdym zwiazku jedna z osob jest bardziej dominujaca, druga mniej. Gdyby
obie chcialy dominowac - wiadomo... Gdyby obie byly rozlazle i ulegle i
niezdecydowane - tez wiadomo...
Chcialam z Wami porozmawiac o uleglosci i dominacji w zwiazku, lecz nie o tej
patologicznej, gdzie jest tyran terroryzujacy rodzine, a o tej zdrowej.
Zastanawiam sie czy to wstyd przyznac sie do tego, ze jest sie uleglym. Moim
zdaniem, jesli nie czujemy sie zbyt pewnie, nie zawsze potrafimy walczyc o
swoje, potrzebujemy czyjegos wsparcia i aby to ktos torowal nam droge i
prowadzil nas dumnie przez zycie, ale prowadzil madrze, rozsadnie, z
wyczuciem. Wowczas to dominujacy partner jest glowa rodziny, ktory dba o
wiekszosc spraw, jest przebojowy, zdecydowany, w razie problemow z zewnatrz
potrafi byc twardy i stanowczy i nie da sie zapedzic w kozi rog. Dla osoby
dominujacej potrzeba bycia przewodnikiem stada, opiekunem jest w 100%
spelniona, pod warunkiem, ze partner 'ulegly' nie zrzuca wszystkiego
na 'dominujacego', no bo jednak partner to partner, a nie dziecko. W zamian
jednak 'dominujacy' oczekuje akceptacji jego decyzji, czasem nawet podziwu.
Nie przecze, ze slowa 'dominujacy czy 'ulegly' moge brzmiec dosc skrajnie i
zniechecajaco (zwlaszcza dla uleglego), ale ja przyznam, ze madrego
decydenta, prawdziwa i kochajaca glowe rodziny bylabym w stanie uznac za
przewodnika stada.
Mam kilka pytan do potencjalnych rozmowcow tego watku:
Czy zgadzacie sie z takim pogladem, czy jednak zwiazek = 100% partnerstwo?
Jestes osoba dominujaca czy ulegla?
Czy czujesz sie dobrze ze swoja dominacja/ulegloscia w zwiazku?
Do dominujacych: jak czujesz sie w sytuacji, gdy tym razem 'ulegly' postawi
na swoim, okazalo sie, ze jego decyzja byla sluszna? musisz sobie to pozniej
zrekompensowac, czy jestes pelen podziwu dla partnera?
Do uleglych: czy potrafisz raz na jakis czas tupnac noga? postawic na swoim?
i jesli okazuje sie, ze masz racje, to z jaka reakcja spotykasz sie ze strony
partnera?
:)