Dodaj do ulubionych

Dominacja + Uległość = Miłość (?)

18.08.05, 19:54
W kazdym zwiazku jedna z osob jest bardziej dominujaca, druga mniej. Gdyby
obie chcialy dominowac - wiadomo... Gdyby obie byly rozlazle i ulegle i
niezdecydowane - tez wiadomo...

Chcialam z Wami porozmawiac o uleglosci i dominacji w zwiazku, lecz nie o tej
patologicznej, gdzie jest tyran terroryzujacy rodzine, a o tej zdrowej.

Zastanawiam sie czy to wstyd przyznac sie do tego, ze jest sie uleglym. Moim
zdaniem, jesli nie czujemy sie zbyt pewnie, nie zawsze potrafimy walczyc o
swoje, potrzebujemy czyjegos wsparcia i aby to ktos torowal nam droge i
prowadzil nas dumnie przez zycie, ale prowadzil madrze, rozsadnie, z
wyczuciem. Wowczas to dominujacy partner jest glowa rodziny, ktory dba o
wiekszosc spraw, jest przebojowy, zdecydowany, w razie problemow z zewnatrz
potrafi byc twardy i stanowczy i nie da sie zapedzic w kozi rog. Dla osoby
dominujacej potrzeba bycia przewodnikiem stada, opiekunem jest w 100%
spelniona, pod warunkiem, ze partner 'ulegly' nie zrzuca wszystkiego
na 'dominujacego', no bo jednak partner to partner, a nie dziecko. W zamian
jednak 'dominujacy' oczekuje akceptacji jego decyzji, czasem nawet podziwu.

Nie przecze, ze slowa 'dominujacy czy 'ulegly' moge brzmiec dosc skrajnie i
zniechecajaco (zwlaszcza dla uleglego), ale ja przyznam, ze madrego
decydenta, prawdziwa i kochajaca glowe rodziny bylabym w stanie uznac za
przewodnika stada.


Mam kilka pytan do potencjalnych rozmowcow tego watku:

Czy zgadzacie sie z takim pogladem, czy jednak zwiazek = 100% partnerstwo?
Jestes osoba dominujaca czy ulegla?
Czy czujesz sie dobrze ze swoja dominacja/ulegloscia w zwiazku?
Do dominujacych: jak czujesz sie w sytuacji, gdy tym razem 'ulegly' postawi
na swoim, okazalo sie, ze jego decyzja byla sluszna? musisz sobie to pozniej
zrekompensowac, czy jestes pelen podziwu dla partnera?
Do uleglych: czy potrafisz raz na jakis czas tupnac noga? postawic na swoim?
i jesli okazuje sie, ze masz racje, to z jaka reakcja spotykasz sie ze strony
partnera?

:)
Obserwuj wątek
    • chelseaa Re: Dominacja + Uległość = Miłość (?) 18.08.05, 20:04
      miłość przetrwa jeśli uległość/dominacja dotyczy tylko jednej sfery
      wspólnego życia
      • Gość: demi77 Re: Dominacja + Uległość = Miłość (?) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.05, 20:13
        tej 'wiadomej' zapewne? ;)
        cos w tym jest, zeby jednak swoje zapedy do dominacji starac sie lokowac raczej
        w sferze seksualnej (jesli to masz na myli?), no ale...
    • anouka1 Re: Dominacja + Uległość = Miłość (?) 18.08.05, 22:07
      U nas jest jeszcze inaczej. On decyduje częściej o tym gdzie idziemy czy
      jedziemy. Ja decyduję częściej o sprawach np związanych z domem edukacją.
      Czasem dominuje on decydując za mnie -kiedy nie mogę się na nic
      zdecydować,czasem ja jestem dominująca gdy trzeba szybszej decyzji lub bardziej
      ryzykownej. Chyba właśnie na tym polega partnerstwo.Nie żeby umieć przyznać się
      do uległości ale żeby się jakby wymieniać. Ze w pewnych sprawach dominuję ja a
      w pewnych ty.Ze w jednych ja jestem uległa a ty w innych. W praktyce to czasem
      prowadzi do kłótni ale jak się szanuje partnera to da się żyć;)
      • Gość: demi77 Re: Dominacja + Uległość = Miłość (?) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.05, 18:00
        > Czasem dominuje on decydując za mnie -kiedy nie mogę się na nic
        > zdecydować,czasem ja jestem dominująca gdy trzeba szybszej decyzji lub
        > bardziej ryzykownej.

        na moje oko Ty wydajesz sie byc ciut bardziej dominujaca. Wnioskuje tak po tej
        wypowiedzi tylko i wylacznie oczywiscie. Decydujesz gdy trzeba szybciej, przede
        wszystkim w przypadku wiekszego ryzyka = wieksza odpowiedzialnosc ponosisz niz
        gdy decyduje Twoj partner w chwili Twojego niezdecydowania.
        Hmmm.. mam racje? ;))
        • anouka1 Re: Dominacja + Uległość = Miłość (?) 19.08.05, 22:03
          Chyba masz racje. Mój partner jest trudnym człowiekiem , bardzo upartym ,ale
          też wydaje mi się mniej dojrzałym niż ja. Dlatego w chwilach mojej dominacji
          staram się tak to odkręcić ,żeby jemu wydawało się że to on postawił na swoim;)
          Ogólnie osiągnięcie partnerstwa to bardzo ciężkie zadanie.Wydaje mi się że to
          ja robię więcej niż on i dlatego też mam wrażenie że to ja jestem osobą
          bardziej dominującą. A gdy nie mam na to siły to daję o sobie decydować;)
    • squirrel9 Re: Dominacja + Uległość = Miłość (?) 18.08.05, 23:02
      Obydwoje z mężem jesteśmy naturami zdecydowanie dominującymi, dwoje "przywódców
      stada". Gdyby każde z nas miało innego uleglejszego partnera to
      zdominowalibyśmy ich totalnie. Różnimy się tym,że ja do realizacji moich
      koncepcji nie potrzebuję akceptacji męża, po prostu jeśli mam coś robić to
      wystarczy mi wewnętrzne przekonanie,ze jest tak jak ja chcę, że uważam,ze mam
      rację i nawet gdybym się pomyliła (czego w ogóle nie zakładam nigdy) nie
      traktuję tego jak porażki, nie mam poczucia współzawodnictwa w małżeństwie. Mąż
      potrzebuje wsparacia, akceptacji i pochwały, do porażek podchodzi bardziej
      ambicjonalnie i odpuszcza gdy ja to bagatelizuję (a bagatelizuję). Oczywiście
      tarcia są i będą, różnice zdań są ostre (ale kulturalne;), odpuszcza ten komu
      mniej zależy na własnej koncepcji. W ciągu 10 lat małżeństwa wypracowaliśmy
      jakąś strategię i wiemy kto w czym jest lepszy i tych tarć coraz mniej.
      • Gość: demi77 Re: Dominacja + Uległość = Miłość (?) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.05, 18:03
        i tak dwoch dominantow to lepiej niz dwie niezdecydowane, bojazliwe ofiary
        losu...

        :)
    • Gość: mc Re: Dominacja + Uległość = Miłość (?) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.05, 20:44
      Owszem, ale czasami jest tak że jedna dominuje ulegając subtelnym wpływom
      drugiej, lub jedna dominuje i wywiera wpływ na drugą.
      To nie wstyd przyznać się że jest się uległym.Nie każdy posiada odpowiednią
      naturę do tego zęby dominować. A czy uległy może czasem krytykować
      dominującego??? Ponadto uległy musi się zgodzic na dominację tej a nie innej
      osoby. Bardzo często trudno ocenić czy to "prowadzenie" jest rozsądne itd.
      Przecież dopiero z perspektywy czasu okazuje się czy mieliśmy rację dokonując
      takiego a nie innego wyboru.Hmmm nie znam związku w którym tylko jedna osoba
      tak naprawdę decyduje w ważnych sprawach i to bez porozumienia z drugą
      osobą.Może to tylko złudzenie z tą dominacją?
      hahaha ostatnio usłyszałem opinię że jestem jak nadzorca niewolników :)))
      problem tylko w tym że robię to nieświadomie, to poprostu silniejsze niż
      cokolwiek innego.Wydaje mi się że związek to jednak powinno być partnerstwo
      (dla pokoju :)) )
      • Gość: demi77 Re: Dominacja + Uległość = Miłość (?) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.05, 22:18
        ooo witam znajomego ;))


        > Owszem, ale czasami jest tak że jedna dominuje ulegając subtelnym wpływom
        > drugiej,

        lub subtelnie ulegajac, aby w swoim czasie sobie zrekompensowac ;))


        > lub jedna dominuje i wywiera wpływ na drugą.

        klasycznie ;)



        > To nie wstyd przyznać się że jest się uległym.Nie każdy posiada odpowiednią
        > naturę do tego zęby dominować. A czy uległy może czasem krytykować
        > dominującego???

        majac jako narzedzie odpowiednia taktyke, sile perswazji na pewno



        > Ponadto uległy musi się zgodzic na dominację tej a nie innej
        > osoby. Bardzo często trudno ocenić czy to "prowadzenie" jest rozsądne itd.

        mowimy o przypadka, w ktorych czas pokazal czy ow "prowadzenie" jednej ze stron
        bylo z korzyscia dla obojgu.



        > Hmmm nie znam związku w którym tylko jedna osoba
        > tak naprawdę decyduje w ważnych sprawach i to bez porozumienia z drugą
        > osobą.

        no sa takie, tylko to juz sie nazywa patologia...



        > Może to tylko złudzenie z tą dominacją?

        Nie. Wydaje mi sie, ze samo slowo 'dominacja' moze wprowadzac maly chaos czy
        zamet, ale mnie chodzi o bycie po prostu 'przewodnikiem stada' lub 'glowa
        rodziny'. Jesli moj partner ma glowe do rachunkow, podatkow, czemu mam mu nie
        powierzyc prowadzenia spraw finansow? oczywiscie z pelnym poszanowaniem prwa do
        moich potrzeb (ktore, swoja droga, nie sa wygorowane ;))



        > hahaha ostatnio usłyszałem opinię że jestem jak nadzorca niewolników :)))
        > problem tylko w tym że robię to nieświadomie, to poprostu silniejsze niż
        > cokolwiek innego.

        wyjsnij taze enigme :D



        > Wydaje mi się że związek to jednak powinno być partnerstwo
        > (dla pokoju :)) )

        zawsze ktoras ze stron jest ciut bardziej dominujaca (zdarza sie tez z
        przymusu, gdyz jest w zwiazku z ciamajda)


        pozdr. :))
        • Gość: wredna Re: Dominacja + Uległość = Miłość (?) IP: *.aster.pl 21.08.05, 21:59
          To co dla mojej siostry jest normalną uległością wobec dominującego męża,dla mnie jjest nie do przyjęcia.Ona jest szczęśliwa w związku,bo we wszystkim zdaje się na męża-np.dzwoni i pyta czy może iść na zakupy,czy dziecko może wyjśc na dwór i o której ma wrócić z podwórka.Dla mnie to tyran w najczystszej postaci,z którym w ciągu godziny skoczylibyśmy sobie do gardła i rozwiedli.
          • Gość: demi77 Re: Dominacja + Uległość = Miłość (?) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.08.05, 16:28
            jesli jest z tym szczesliwa? mozesz wyczuc po jej zachowaniu, gestach, tzw.
            niewerbalnej komuniakcji z jej strony czy jej jest z tym dobrze, czy czuje sie
            jak w wiezieniu. Jesli to pierwsze, to jej sprawa, a jak drugie - to patologia.





            > ie jjest nie do przyjęcia.Ona jest szczęśliwa w związku,bo we wszystkim zdaje
            s
            > ię na męża-np.dzwoni i pyta czy może iść na zakupy,czy dziecko może wyjśc na
            dw
            > ór i o której ma wrócić z podwórka.

            no absurdalne, to fakt, ale jak? dzwoni do pracy i pyta czy moze wyjsc na
            spacer z dzieckiem??? jak facet ma poukladane w glowie, to sam stwierdzi, ze
            kiepsko z jego ozenkiem :D jak to jest? jesli moge...
            • Gość: wredna Re: Dominacja + Uległość = Miłość (?) IP: *.aster.pl 23.08.05, 18:03
              W mojej siostrze jest dualność,bo z jednej strony jest wpatrzona w męża jak w obrazek i sama nie umie/nie chce/boi się podjąć najprostszych decyzji.Z drugiej strony zdaje sobie sprawę,że czasami mąż przegina ,ale nie umie mu się przeciwstawić.Np. dziecko 4 latka ma z rana 39.6 gorączki,a mąż każe się wszystkim ubierać do kościoła,no bo przecież niedziela.Siostra się nie przeciwstawi,dzwoni do mnie w tajemnicy z płaczem,żebym ja zadzwoniła niby przypadkiem do nich ,spytała co słychać i wtedy powiedziała ,że dziecko w tym stanie nie może iść do kościoła.
              Rzeczywiście często dzwoni do meża będącego w pracy lub na tygodniowej delegacji pytając czy może jechać na zakupy.
              Dałam jej książkę o przemocy psychicznej w domu,ale ona boi się wziąć jej nawet przeczytać,bo ...no właśnie nawet nie wiem dlaczego,bo siostra na ten temat nie bardzo chce rozmawiać.Jak tylko zaczynam podobne tematy to ona zaraz nie ma czasu i się śpieszy mężowi do domu przygotować kolację...
              • lena575 Re: Dominacja + Uległość = Miłość (?) 23.08.05, 18:53
                W twoje siostrze nie ma dualności, ona jest najnormlaniej w świecie
                sterroryzowana przez egoistę nieliczącego się z nikim (przykład z dzieckiem
                najlepiej to obrazuje). Sterroryzowana do tego stopnia,że chyba się go boi.
                Pewnie woli sama zadzwonić niż on miałby zadzwonić i nie zastać jej w domu. To
                już jest autokontrola, pochodna przewlekłej przemocy psychicznej.
                Pewnie jest słaba psychicznie a facet natomiast ma dobrze opanowany "mobbing
                domowy". Ona pewnie już zdaje sobie sama sprawę z tego i aż boi się co będzie
                dalej z nim a jeszcze bardziej tego jak będzie żyć bez niego więc czytanie i
                głębsze uświadamianie już uświadomionego ją przerasta.
                Sama jestem osobnikiem Alfa-Alfa. W każdej grupie wcześniej czy później
                przejmuję przywództwo. To po prostu jest niezależne ode mnie, nawet gdy nie
                chcę i odpuszczam to w sytuacjach kryzysowych, gdy trzeba podjąć decyzję i tak
                przejmuję "dowodzenie". Poza tym zawsze to co robię chcę robić lepiej, zawsze
                coś usprawniam, zawsze widzę nowe możliwości co zwykle powoduje,że i tak
                przejmuję kierowanie. Mój mąż jest podobny. "Walka o uchwyt" - jak w zapasach -
                to były lata ostrych strać, szarpania się twoje-moje-nasze, zdecydowanych i
                zdecydowanie odśrodkowych decyzji. Teraz mamy już dopracowany consensus ale i
                tak gdy się nie zgadzamy to zdecydowanie i stanowczo ale wiemy,ze nie ma to
                negatywnego wpływu na nasze uczucia i właściwie tylko nas "podkręca".
                Moja siostra jest osobą łagodną i ugodową - przeciwieństwo mnie. Ona zawsze
                stara się poprzeć swojego męża, zawsze za nim stanie, nawet jeśli ma inne
                zdanie lub z czymś się nie zgadza to nigdy mu tego przy dzieciakach nie powie
                najwyżej później przeduskutuje i prztłumaczy. Mój szwagier natomiast jest osobą
                z kościami dobrą (zupełne przeciwieństwo szwagra wrednej), zawsze liczy się z
                innymi i chyba bardziej moja siostra robi z niego "przywódcę stada" niż on
                rzeczywiście jest. Tak więc dwie osoby uległe wcale nie muszą być ani nudne ani
                nijakie. Po prostu muszą znaleźć swoje miejsce w małżeństwie i wzajemnie się
                wspierać. Nie wiem komu trudniej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka