ijaw
19.08.05, 10:31
Co kraj to obyczaj. Złe nawyki trzeba zmieniać, co też uczyniono w Australii,
zakazując posługiwania się słowem "koleś". Rzecz na razie dotyczy parlamentu,
choć z pewnością niektórym politykom trudno będzie do kumpla polityka zwracać
się per "pan". Ha, tworzenie idiotyzmów w ludzkiej naturze.
"Zakazane słowo
John Howard zwracał się do prezydenta Busha per "koleś"
Straż w gmachu parlamentu została poinstruowana, by wobec wchodzących nie
używać słowa „koleś”. Ma za to zwracać się do gości per „pan” i „pani”.
Premier Jon Howard znalazł się wśród pierwszych, którzy określili zakaz jako
absurdalny.
Słowo „koleś” jest jednym z jego ulubionych.
W ten sposób zwracał się nawet do prezydenta Busha.
"Koleś" i polityka
Lider lejburzystowskiej opozycji Kim Beasly szybko zauważył możliwość zbicia
kapitału politycznego.
Uznał, że "koleś" to słowo obce Australijczykom a ponadto będące odbiciem
podziału na panów i niewolników.
Zakaz wprowadzono po tym jak wysoki rangą przedstawiciel administracji został
nazwany kolesiem i wyraził z tego powodu oburzenie.
Szef obsługi parlamentu uznał, że kurtuazja jest czymś bardzo w porządku ale
zakaz poszedł za daleko.
źródło:BBCPolska.com