Gość: J.S.
IP: *.tnt2.lafayette.in.da.uu.net
14.10.02, 05:09
Czytam ksiazke Milosza “Szukanie Ojczyzny”. Zaraz na poczatku padlo
stwierdzenie ze kazdy bodaj pisarz ma dom swojej wyobrazni. Dla Mickiewicza
bylo to Nowogrodzkie, dla Orzeszkowej Grodzienszczyzna, dla Rodziewiczownej
Polesie.
Nagle zaczalem zastanawic sie nad kwestia sentymentu lub resentymentu. Jaki
stosunek do tzw. Kresow, Wschodniej Galicji czy Wilenszczyzny ma pokolenie
lub pokolenia forumowiczow.
Zaczne pierwszy. Na forum reprezentuje pewnie starsza generacje. Z domu nie
wynioslem w tej materii zadnej wiedzy bo zarowno ze strony rodziny Taty czy
Mamy nie bylo przodkow pochodzacych z obszarow Rzeczpospolitej Wielu Narodow.
Komunistyczna szkola panicznie unikala tego tematu. Stalem sie
chyba „kosmopolita”, bo chociaz Litwe uwazalem w pewnym sensie za Ojczyzne
(to za Mickiewiczem i Sienkiewiczem), Lwow budzil sentyment z powodu ciezaru
gatunkowego kultury polskiej i ludzi ktorzy ja tworzyli, to samo Wilno, to
tak naprawde bylo to jakby echo historii. W pewnym sensie nie wycofuje sie z
tych pozycji, bo dla mnie granice to sprawa umowna, a najlepiej gdyby ich nie
bylo.
Pozostaje jednak pytanie czy jest naszym obowiazkiem i do jakiego stopnia
powinnismy sie angazowac by slady polskosci nie zostaly wymazane z tych
obszarow. Czy wogole „szum Prutu ” budzi jakies emocje wsrod mlodszej
genercji Polakow.
J.S. (jot-es)