lilith18
26.12.05, 16:30
Myslę i się intryguję.
Dlaczego seks jest eufemizowany współspaniem?
Kochaniem się?
Uprawianiem miłości?
"Przytulankiem" (żywcem wzięte z forum gazetowego)
No, jasne - nic w tym złego.
Czynność w końcu jest jedna, jakby jej nie nazywać.
Ale dlaczego seks nie może pozstać seksem?
Dlaczego jest łagodzony.
Bo wspominanie o "spaniu ze sobą" jest z pewnością niewinniejsze i lżejsze niż
jednoznaczne tabu na literę s.
Relikt pruderyjny?