Dodaj do ulubionych

Ateizm (i religia) a wolność

05.01.06, 15:17
Witam wszystkich. Przeglądając forum Gazety zajrzałem m. in. do naszego
ulubionego forum bez katocenzury i natrafiłem w nim na taką wypowiedź jego
założyciela:

"Gdzieś natknąłem się na (przygłupią) tezę jakiegoś katolika, że tylko
katolicy są prawdziwie wolni. O co mogło mu chodzić? Przecież religia
katolicka to system nakazów i zakazów. Gdzie tu wolność???"

(Źródło cytatu znajduje się tutaj )

Hm, cóż można na to odpowiedzieć? Żadna religia nie jest systemem nakazów i
zakazów, ponieważ w takim przypadku byłaby systemem prawnym, a nie religią (w
najgorszym zaś razie - instrukcją obsługi ;)).

Mnie jednak zastanawia coś innego. Często w tekstach domorosłych ateistów i
wolnomyślicieli istnienie nakazów i zakazów traktowane jest jako zło. W takim
razie dobrem jest całkowita swoboda działania (tzn. całkowita wolność). Takie
postawienie sprawy stwarza jednak pewien problem. Otóż już dawni filozofowie
(z Karlem Popperem na czele - ateistą i wolnomyślicielem jak najbardziej,
tyle że myślącym) zauważyli, że całkowita wolność prowadzi do zniewolenia
(słabszych przez silniejszych ma się rozumieć). Aby więc każda ludzka
jednostka mogła cieszyć się największą możliwą wolnością proponowali oni jej
ograniczenie, skutkiem czego było pojawienie się wolności optymalnej -
największej wolności po najniższych kosztach. Paradoks taki po prostu ;).

I może właśnie o to w tym wszystkim chodzi?
Obserwuj wątek
    • nancyboy Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 15:21
      > całkowita wolność prowadzi do zniewolenia
      > (słabszych przez silniejszych ma się rozumieć)

      No właśnie. Więc po co jeszcze dodawać zniewolenie ludzi przez różnorakich bogów?
    • Gość: sXe Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: 62.93.41.* 05.01.06, 15:25
      Od razu zaznaczam że nie jestem katolikiem, ale rozumiem Ich. Chrześcijaństwo
      polega na tym że nie ulegasz pokusom jeżeli masz na tyle siły żeby je olać to
      zyskujesz kontrolę nad sobą samym, i stajesz się wolny.
      • b-beagle Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 15:29
        A może wolnośźć to największa niewola
        • Gość: sXe Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: 62.93.41.* 05.01.06, 15:37
          To nie jest niewola, bo sami wybieramy swój sposób życia..
        • marysia75 Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 15:39
          b-beagle napisała:

          > A może wolnośźć to największa niewola

          To juz teraz egeystencjalizmu (obydwa kierunki) w szkolach nie ucza?
          • Gość: sXe Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: 62.93.41.* 05.01.06, 15:49
            Filozofia próbuje stosować matematykę(dobrze logikę) w stosunku do zachowań
            ludzkich. Człowieka nie da się opisać jednoznacznym modelem matematycznym,
            nawet tranzystora się nie da, a co dopiero człowieka. Dlatego odrzucam z
            założenia filozofię. Dobrze że nie uczą.
            • marysia75 Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 16:41
              A przynajmniej wiesz, co odrzucasz?

            • Gość: inż. Mruwnica Re: Ateizm (i religia) a wolność [OT] IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.01.06, 22:21
              > Człowieka nie da się opisać jednoznacznym modelem matematycznym,
              > Dlatego odrzucam z założenia filozofię.

              Taki paradoks na kolację: Odrzucasz coś na podstawie wniosków z tego
              wynikających (konkretnie epistemologii).
      • Gość: Echo Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 05.01.06, 16:08
        > Chrześcijaństwo
        > polega na tym że nie ulegasz pokusom

        Nie wiem czy nie ulegasz, ale masz obowiazek walczyc z pokusa.
        Ateista nie ma zadnych obowiazkow: stad rownia pochyla.
        • Gość: P.S.J. Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.06, 21:59
          Echo, z ciebie to chyba jest jakiś purytański anglikanin, albo inszy Kalwin,
          takie masz skrajne poglądy na chrześcijaństwo.

          Nie masz OBOWIĄZKU, bo masz wolną wolę do czynienia dobrego i złego, czyż nie?
          Możesz swobodnie wybierać. Natomiast zwalczenie pokus jest osiągnięciem
          wolności, w takim znaczeniu, jak przymus brania narkotyków w nałogu nie jest
          wolnością, natomiast zwalczenie nałogu jest przejściem do wolności ("od").
      • alexanderson Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 17:51
        Na tym samym polega ateizm.
        • Gość: P.S.J. Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.06, 00:12
          A ja głupi myślałem że słowo "ateizm" oznacza niewiarę w istnienie
          jakiegokolwiek metafizycznego bytu wyższego (nad człowiekiem) rzędu... A patrz
          Pan, okazuje się, że to cały skomplikowany system filozoficzny...
      • pantarejka Re: Ateizm (i religia) a wolność 06.01.06, 23:54
        Gość portalu: sXe napisał(a):

        > Od razu zaznaczam że nie jestem katolikiem, ale rozumiem Ich.

        Po przeczytaniu tego postu lekko się zaniepokoiłam. Zrozumiałam, że, aby nie
        zostać zaatakowanym na tym forum, natychmiast należy się odżegnać od Katolików -
        nawet broniąc ich. Gdzie tu wolność, nie mówiąc o tolerancji...?
    • Gość: Antychryst Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.01.06, 15:40
      Żadna religia nie jest systemem nakazów i
      > zakazów, ponieważ w takim przypadku byłaby systemem prawnym, a nie religią (w
      > najgorszym zaś razie - instrukcją obsługi ;)).

      Bredzisz człowiecze. Islam jest zarówno religią jak i prawem!
      • Gość: Echo Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 05.01.06, 16:16
        > Bredzisz człowiecze. Islam jest zarówno religią jak i prawem!

        Muzulmlanie twierdza ze islam to nie religia tylko "sposob zycia".
        Z chwila jednak gdy ktos zauwaza elementy polityczne islamu, mowia
        ze to religia. Niestety islam to system przymusu i nacisku w ktory wchodzi
        sie czasem dobrowolnie ale nigdy z niego nie da sie wyjsc zywym.
        Jako system przymusu i nacisku, niczym nie rozni sie od aparatu panstwowego
        (za wyjatkiem ze z panstwa mozna wyjechac bez grozby bycia zamordowanym).

        Dlatego tez Eurabia nie bedzie w niczym przypominac Europy zbudowanej na
        chrzescijanstwie. Niestety ta informacja nie dociera do wiekszosci
        anty-chrzescijan. A co do ateizmu, to jest to slaba doktryna ktora z latwoscia
        jest eliminowana przez islam.
        • Gość: Echo Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 05.01.06, 16:38
          Islam jest atrakcyjny dla wielu ateizujacych Europejczykow ktorzy szukaja
          pewnosci. Poniewaz niepewnosc w islamie jest karana smiercia, pewnosc te znajduja
          a takze pewne elementy ulubionych systemow lewicowych. We Francji wielu
          aktywistow francuskiej partii komunistycznej zostalo imamami po tym jak wyschly
          fundusze ktore wczesniej plynely z Sojuzu.
    • mala.mi74 Re: Wolność-moje przemyslenia 05.01.06, 17:01
      Hmm...wolnosc człowieka i jego wyborów wiąże sie z poznaniem dobra i zła.
      Człowiek wierzacy poznaje źródło dobra -Boga, prawde obiektywna i przez to ma
      poznanie takze zła. Człowiek nie potrafiacy odroznic dobra od zła popada w
      niewole grzechu- jest grzechem zdeterminowany czasem (a moze najczęsciej)
      tkwiąc w nieswiadomosci. Świadomosc grzechu i złych wyborów uwalnia człowieka.
      Podobnie jest np. w psychoterapii: człowiek robi jakies rzeczy , które mu
      szkodzą albo jest czyms zdeterminowany i nie wie dlaczego. Psychoterapeuta musi
      doprowadzic do stanu uzyskania coraz wiekszej swiadomosci przez pacjenta- w ten
      sposób pacjent staje sie swiadomy swoich zachowan, postaw i tego co i dlaczego
      go ogranicza- uzyskuje tu pewna wolnosc ,nie jest juz nieswiadomie
      zdeterminowany.
      Wiekszosc ludzi nie zdaje sobie sprawy ,że fundamentem wszelkich ich działan,
      zachowan, wyborów jest lęk. Stad tez "dorobkiewiczowstwo", pogon za pieniadzem
      sława, wladza, młodoscią- człowiek szuka poczucia bezpieczenstwa aby sie
      wyzwolic z determinującego go leku o własne zycie i strachu przed smiercią, a
      takze swoją słaboscia czy ograniczeniami. W chrzescijanstwie celem i sensem
      życia jest bycie z Bogiem, świadomosc,że Bozej nieograniczonej(!) niczym
      pomocy -moje zycie nie jest wyłacznie w moich rekach co daje poczucie
      bezpieczenstwa i niweluje lęki. Czlowiek przestaje sie kierowac w zyciu lękiem
      o swoje zycie (oczywiscie stopniowo, w miare nawrócenia i bliskosci Boga) stad
      np. nie musze dokonywac aborcji w starchu przed zepsutym zyciem, nie boje sie
      cierpienia, nie uwazam spraw za beznadziejne itd. jednym slowem uczę sie
      miłosci do innych i siebie bez fundamentu lęku.
      W chrzescijanstwie nie tylko to,że czlowiek staje sie świadomy,ale takze
      dzieki bliskosci Chrystusa(przede wszytskim sakramentom) uzyskuje od Jezusa
      siłe do walki z pokusami i złem w sobie, ma wieksza siłe czynic i wybierac
      dobro. Staje sie przez to na podobienstwo boze, jest "synem, a nie
      niewolnikiem".
      W Biblii jest wiele fragmentyów swiadczących o takim wyjsciu z niewoli "Teraz
      jestes juz Synem ,nie niewolnikiem", "Ku wolnosci wyswobodził was Chrystus",
      "Nie otrzymaliscie bowiem ducha niewoli by sie znowu pogrązyc w bojaźni,ale
      otrzymaliscie ducha przybrania za synów" - to a propos własnie lęków itd.

      A tak na marginesie to przeczytalam dzis swiadectwo dopiero co nawróconej
      osoby , które w fragmencie tutaj przytocze( to z innego forum, wiec ta osoba
      sie chyba nie pogniewa). Mysle,że to tez na ten temat:

      "Jestem nawróconym dzieckiem bożym ( proces mojego nawrócenia trwa od momentu
      śmierci naszego wielkiego papieża ) i jestem w tej chwili tak szczęśliwa, jak
      nigdy w moim życiu. Jezus dał mi wolność i poczucie, że TO JA - przestraszone,
      dorosłe dziecko alkoholików - mam wpływ na swoje życie! Byłam zagubiona, ale
      Jezus mnie odnalazł. Bałam się wszystkiego, a teraz idę pewnie przed siebie w
      poczuciu, że cokolwiek się zdarzy - Jezus zawsze będzie przy mnie. W życiu nie
      czułam się tak kochana i tak potrzebna jak dzisiaj! "
    • kamajkore Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 17:22
      Myślę, że jajka wyraził się nieprecyzyjnie.

      Jestem ateistką i akceptuję system zakazów płynących z rozsądnego prawa i nakazów płynących z rozsądnej etyki. Uważam to za konieczne ograniczenie wolności, godzę się na nie, bo tego wymaga zgodne życie w społeczeństwie.

      Natomiast nakazy i zakazy religijne są systemem zniewalającym, ponieważ mają być przyjmowane bez namysłu i uzasadnienia, niepodważalne i niezmienne (przynajmniej w założeniu). Zniewalają umysł, hamują rozwój etyczny - która powinna się rozwijać razem ze społeczeństwami. Dogmatyzm zabija myślenie i zabija wolność.

      Tyle na dziś :)
      • Gość: Echo Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 05.01.06, 17:28
        >Jestem ateistką i akceptuję system zakazów płynących z rozsądnego prawa i
        nakazów >płynących z rozsądnej etyki.

        zdefiniuj "rozsądne prawo" i "rozsądną etyka". Boje sie ze aborcja na ządanie moze
        byc przez niektorych uwazana za rozsądną. Otoz nie jest "rozsądną" dla
        zamordowanego czlowieka.
        • kamajkore Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 17:34
          > zdefiniuj "rozsądne prawo" i "rozsądną etyka". Boje sie ze aborcja na ządanie m
          > oze
          > byc przez niektorych uwazana za rozsądną. Otoz nie jest "rozsądną" dla
          > zamordowanego czlowieka.

          Rozsądna - czyli nie doprowadzająca do absurdalnych sytuacji, jak np. uznawanie zapłodnionego jaja za osobę ludzką, a aborcję za morderstwo. Zresztą Singer (na przykład) pisze o tym lepiej w swoich książkach (przeczytaj!) a ja nie mam dzisiaj czasu już się na ten temat rozpisywać.

          DLA 'zamordowanego' to już nic 'nie jest' ani 'jest' - twoje ostatnie zdanie jest drwiną z logiki... :)
          • Gość: Echo Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 05.01.06, 17:52
            > Rozsądna - czyli nie doprowadzająca do absurdalnych sytuacji, jak np. uznawanie
            > zapłodnionego jaja za osobę ludzką, a aborcję za morderstwo. Zresztą Singer (n
            > a przykład) pisze o tym lepiej w swoich książkach (przeczytaj!) a ja nie mam dz
            > isiaj czasu już się na ten temat rozpisywać.

            O tak! Singer uwaza ze rodzice powinni miec prawo do zamordowania dziecka
            do osmego miesiaca PO URODZENIU. Uwaza tez ze kurczak ma wieksze "etyczne prawo"
            do zycia niz dziecko bo jest bardziej samodzielny. Zygota to zywy organizm ktory
            rozwija sie w dziecko podobnie jak dziecko rozwija sie w doroslego osobnika.
            Zycie ludzkie nie zaczyna sie w dowolnym momencie, tylko w momencie
            zaplodnienia. Jest zdumiewajace gdy zwolennicy aborcji podpierajacy sie
            "nauka" odrzucaja pierwszy punkt embriologii ze zycie ssaka zaczyna sie od
            momentu poczecia. Nawet sa gotowi sie powolac na sredniowiecznych filozofow
            ktory twierdzil ze dusza ludzka u chlopca pojawia sie po 6 tygodniach a u
            dziewczynki po 3 miesiacach. KK nie bierze na serio dywagacji doktora Kosciola
            na ten temat ale aborcjonisci biora. Poza tym wynajduja jakiekolwiek dodatkowe
            terminy jak "plod", "tkanka" cokolwiek. Byle nie zyjacy ludzki organizm (czyli
            to czym jest).

            > DLA 'zamordowanego' to już nic 'nie jest' ani 'jest' - twoje ostatnie zdanie je
            > st drwiną z logiki... :)

            Dla mnie zamordowany czlowiek zyje dalej chociaz nie mial szansy zyc jako czlowiek.
            • yoma Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 17:56
              >
              > Dla mnie zamordowany czlowiek zyje dalej chociaz nie mial szansy zyc jako
              czlow
              > iek.

              To strasznie ciasno ci musi być...
              • Gość: Echo Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 05.01.06, 18:01
                > To strasznie ciasno ci musi być...

                Niektorzy ciasna glowe uwazaja za logiczna...
    • Gość: scept89 Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.dsl.sndg02.pacbell.net 05.01.06, 20:25
      redykolek napisał:
      >Żadna religia nie jest systemem nakazów i zakazów,

      Bredzisz. Chyba kazda religia jest systemem nakazow i zakazow. W zaleznosci od
      religii i czasow sa to zakazy egzekwowane twardo (ucinanie lap w Arabi
      Saudyjskiej za kradziez, palenie na stosach za herezje) albo nie (myj lapy 5x
      dziennie, medytuj o poranku). Oczywiscie religie to na ogol wiecej niz zbior
      owych nakazow i zakazow, podobnie rozne sa interpretacje co sie z Toba
      posmiertnie stanie jesli nakazow owych przestrzegasz lub nie. Mozesz miec prosty
      uklad bata i marchewki (niebo & pieklo), z dodatkowym bonusem iz jesli tylko
      jasnych regul owych przestrzegasz (islam) to hurysy pewne.

      Calkowita wolnosc dzialania nie istnieje. Jesli ja w ramach egzekwowania
      "wolnosci" bede przypiekal na wolnym ogniu glosnego sasiada to wolnosc moja
      szybko sie skonczy, i to bez pioruna z jasnego nieba albo funkcjonariuszy prawa.
      To jest takze prastary chwyt erystyczny przypisujacy jednej stronie (religijnej,
      rasowej, narodowosciowej) jakowes domniemane pozytywne cechy moralne w stosunku
      do innej grupy (ateistow, Murzynow, Zydow). Daruj sobie.

      Zakazy i nakazy bywaja rozne. Czyms innym jest zakaz zabijania czlonkow wlasnej
      grupy (zapewne obecny we wszystkich spolecznosciach) a czym innym nakaz
      czystosci przedmalzenskiej, zenskie obrzezanie, pietnowanie menstruujacych
      kobiet, samookaleczenia etc.. Przestrzegasz jednych, obruszasz sie na inne.


    • Gość: Wiara Przynaleznosc do Bozej Rodziny IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.01.06, 20:57
      Katolicy wierza w Jezusa Chrystusa, a tylko wiara w niego daje ludziom szanse
      na zbawienie i zycie wieczne. Inni na zbawienie w takim razie liczyc nie moga.
      • blinski Re: Przynaleznosc do Bozej Rodziny 05.01.06, 21:03
        zbawienie mnie nie interesuje. ważne jest to, jakim jesteś człowiekiem za życia.
        • Gość: Wiara Re: Przynaleznosc do Bozej Rodziny IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.01.06, 21:12
          Absolutnie wazne jest to jakim jestes czlowiekiem. Od tego zalezy zbawienie i
          zycie wieczne. A jesli nie wierzysz to twoja sprawa. Nie wszyscy musza byc
          zbawieni.
          • blinski Re: Przynaleznosc do Bozej Rodziny 05.01.06, 21:15
            :)
    • blinski Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 21:02
      wg. mnie rozumując w taki sposób, że nie czując nad sobą istoty wyższej, przed
      którą jesteśmy odpowiedzialni staczamy się w anomię, jest wielką pychą ludzi
      wierzących (oczywisćie tylko tych, którzy to głoszą:).
      nie rozumieją, że ateizm często wybierany jest jako droga duchowa nie po to, by
      bezkarnie czynić zło, ale właśnie ze świadomości istnienia ogólnej moralności,
      poczuciu własnej dorgi wyrosłej na doświadczeniach życiowych, na zorozumieniu
      że nie ma jednej (lub nawet kilku) recept na moralność jakich dostarcza
      religia.
      • p.s.j Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 21:04
        Widze tu jakąś sprzeczność - skoro zakładasz istnienie "ogólnej moralności", to
        jest ona tak samo ograniczająca wolność wyborób i dróg jednostki, jak moralność
        pochodząca od boga czy bogów. Czy mam żyć wg. recept moralnych religii czy
        ogólnego i powszechnego systemu wartości - wynik jest ten sam, ne c'est pas?
        • blinski Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 21:10
          pierwszym prawem tej 'ogólnej moralności' o której wspomniałem, jest nie czynei
          nie krzywdy innym. owszem, wiele religii też o tym wspomina, ale dla mnie to
          prawo ma sens absolutny - jeśli czyjeś działania lub poglądy nie wyrządzają
          krzywdy, to należy je tolerować (ja je do tego akceptuję, akurat nie mam z tym
          większego problemu:).
          moralności, jakich uczą religie bardzo się od siebie różnią, nie można żadnej z
          nich nazwać ogólną.
          • p.s.j Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 21:18
            A kto/co jest źródłem "ogólnej moralności"? Dlaczego ktoś nie mógłby racjonalnie
            stwierdzić, że jego "ogólna moralność" nie dotyczy, jeżeli źródła takiego nie da
            się wyodrębnić /a może nie istnieje?/?

            I najważniejsze: kto jest powołany do tego, by ogłaszać, co jest, a co nie jest
            zasadą "ogólnej moralności"? I czym w takim razie różni się od
            papieży/kapłanów/szamanów którzy mówią, co jest "dobre" a co jest "grzechem"?
            • blinski Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 21:31
              > A kto/co jest źródłem "ogólnej moralności"? Dlaczego ktoś nie mógłby
              racjonalni
              > e
              > stwierdzić, że jego "ogólna moralność" nie dotyczy, jeżeli źródła takiego nie
              d
              > a
              > się wyodrębnić /a może nie istnieje?/?


              oczywiście że może, nikt mu tego nie zabrania. jeśli uzna np., że morderstwo
              jest ok, to zgarnie go najprawdopodobniej policja i przesiedzi 25 lub resztę
              życia. nawet w drobnych sprawach - np. uznaniu, że egoizm czy podkładanie komuś
              nogi jest ok, zadziała presja społeczna, która każe takiego osobnika znielubić.
              to właśnie życie w społeczeństwie i doświadczenia decydują, co jest ogólną
              moralnością - plus oczywisćie własne przemyślenia (o ile ktoś myśli - ale co
              się stanie gdy tego nie robi, opisałem wyżej:).

              > I najważniejsze: kto jest powołany do tego, by ogłaszać, co jest, a co nie
              jest
              > zasadą "ogólnej moralności"? I czym w takim razie różni się od
              > papieży/kapłanów/szamanów którzy mówią, co jest "dobre" a co jest "grzechem"?


              otóż, każdy (ateista, z założenia) sam sobie jest do tego powołany.

              • Gość: Echo Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 05.01.06, 21:47
                > I najważniejsze: kto jest powołany do tego, by ogłaszać, co jest, a co nie
                jest
                > zasadą "ogólnej moralności"? I czym w takim razie różni się od
                > papieży/kapłanów/szamanów którzy mówią, co jest "dobre" a co jest "grzechem"?


                >otóż, każdy (ateista, z założenia) sam sobie jest do tego powołany.

                Na tym polega chaos moralny. Z chwila gdy kazdy sobie wyznacza (i zmienia)
                zasady moralne, zaczyna sie dekadencja i rozklad. Dla jednego zdrada zony jest
                zla ale dla drugiego moze byc w porzadku jesli zona sie o tym nie dowie. Dla
                jednego rozwod jest zly, dla drugiego to tylko "zmiana kobiety". W krainie
                czarow jak Hollywood tego typu "moralnosc" jest powszechna. Wezmy ciezsze
                rzeczy: namowienie babci do samobojstwa bo ma duzo pieniedzy. Dla niektorych to
                moze byc dobre bo po co staruszce pieniadze ktore on moze odziedziczyc. Albo
                dziecko. Dla jednych dziecko nalezy przyjac i wychowac. Dla innych: wyskrobac
                bo to niepotrzebny klopot szczegolnie jesli sie ma pieski i kotki. Itp. itd.
                Czyli jak pisal wielki Dostojewski "Jesli Boga nie ma, wszystko jest dozwolone."
                Inaczej: jesli nie ma wartosci absolutnych - wszystko leci.
                • Gość: P.S.J. jesteś w błędzie, Echo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.06, 21:53
                  Ogolnie nie neguję potencjalnej możliwości istnienia "chaosu moralnego", ale
                  przedmówca NIE TWIERDZI, że każdy wyznacza sobie własne zasady moralne :P.
                  Twierdzi coś ZUPEŁNIE przeciwnego - istnieje obiektywna moralność, a więc
                  moralność niezależna od człowieka i niezmienna dla każdego (dla każdego moralne
                  jest to samo). Cała moja dyskusja prowadzi tylko do próby uzyskania odpowiedzi
                  na pytanie: czym "obiektywna moralność" wg. ateisty różni się w praktyce od
                  moralności pochodzącej od Boga? :))
                  • Gość: Echo Re: jesteś w błędzie, Echo IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 05.01.06, 22:06
                    > Ogolnie nie neguję potencjalnej możliwości istnienia "chaosu moralnego", ale
                    > przedmówca NIE TWIERDZI, że każdy wyznacza sobie własne zasady moralne :P.
                    > Twierdzi coś ZUPEŁNIE przeciwnego - istnieje obiektywna moralność, a więc
                    > moralność niezależna od człowieka i niezmienna dla każdego (dla każdego moralne
                    > jest to samo). Cała moja dyskusja prowadzi tylko do próby uzyskania odpowiedzi
                    > na pytanie: czym "obiektywna moralność" wg. ateisty różni się w praktyce od
                    > moralności pochodzącej od Boga? :))

                    Obiektywna moralnosc istnieje i jest dla mnie najlepiej wyrazona w zasadzie
                    milosci blizniego. Ale samo istnienie zasad moralnych nie wystarcza zeby ich
                    ludzie przestrzegali. Podobnie z prawem. Chrzescijanstwo dodaje do tego milosc
                    Boga - absolutu do ktorego mamy sie odwolywac w postepowaniu. Chrzescijanstwo
                    uwaza ze tych dwoch milosci: milosci do czlowieka i do Boga (Chrystusa) ktory
                    dal nam wzorzec moralnego postepowania i dal sie za nie ukrzyzowac.

                    Pamietam dyskusje nt. Busha ze jest zbyt religijny (zarzut podnoszony prze
                    lewicowych ateistow). Riposta brzmiala: przeciez Clinton tez jest religijny.
                    Odpowiedz: ale on tego nie bierze na serio.

                    Samo istnienie zasad moralnych wcale nie gwarantuje ze beda one brane na serio.
                    Co jasno widac z wypowiedzi na tym forum. cbdo.
                    • Gość: Echo Re: jesteś w błędzie, Echo IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 05.01.06, 22:08
                      Ucielo mi zdanie:

                      "Chrzescijanstwo
                      uwaza ze tych dwoch milosci: milosci do czlowieka i do Boga (Chrystusa) ktory
                      dal nam wzorzec moralnego postepowania i dal sie za nie ukrzyzowac, nie da sie
                      oddzielic od siebie."
                      • po_godzinach Re: jesteś w błędzie, Echo 05.01.06, 22:10
                        Jakto jest, Echo - pisałaś kiedyś, że w młodości byłas niewierząca. czy wtedy
                        nie wiedziałaś, co jest dobrem, a co złem? Przyznaj się, jak to było? Myślałaś,
                        że kłamać, kraść i oszukiwać jest dobrze?
                        • mala.mi74 Re: jesteś w błędzie, Echo 05.01.06, 22:20
                          po_godzinach napisała:

                          > Jakto jest, Echo - pisałaś kiedyś, że w młodości byłas niewierząca. czy wtedy
                          > nie wiedziałaś, co jest dobrem, a co złem? Przyznaj się, jak to było?
                          Myślałaś,
                          >
                          > że kłamać, kraść i oszukiwać jest dobrze?

                          Ja tez byłam niewierzca. I nie mialam takiego poznania dobra i zła jak teraz.
                          Poza tym zyłam egoistycznie (choc wtedy w zyciu bym tego nie powiedziała)balam
                          się cierpienia, smierci,słabosci, miłosci... Czlowiek wierzacy juz w leku nie
                          zyje, nie jest nim zdeterminowany ,nie zyje w nieswiadomosci zła. I to jest
                          własnie wolnosc ( o której szerzej w pierwszym moim poscie)
                          • blinski Re: jesteś w błędzie, Echo 05.01.06, 22:30
                            Ja tez byłam niewierzca. I nie mialam takiego poznania dobra i zła jak teraz.
                            > Poza tym zyłam egoistycznie (choc wtedy w zyciu bym tego nie powiedziała)
                            balam
                            > się cierpienia, smierci,słabosci, miłosci... Czlowiek wierzacy juz w leku nie
                            > zyje,


                            nie mierz innych swoim przykładem. tobie po prostu POTRZEBNA była wiara,
                            ponieważ masz taką osobowość - ustalanie własnych reguł tak, by problemy przez
                            ciebie opisywane nie zaistniały najwyraźniej przerosły twoje możliwości (nie
                            odbieraj tego jako przytyk lub pogardę:).
                            ateistą na ogół zostaje sie z wyboru (przynajmniej w kraju takim jak polska,
                            gdzie rzadkością jest wychowywanie wtakim duchu), zostaje się nim świadomie -
                            kiedy czuje się, że panceż zasad i sztywnego podziału na dobro i zło uwiera. ty
                            czujesz sie w nim ciepło, bezpiecznie - ale wiedz, że ta potrzeba jest
                            subiektywna.

                            • mala.mi74 Re: jesteś w błędzie, Echo 05.01.06, 22:45
                              blinski napisał:

                              > Ja tez byłam niewierzca. I nie mialam takiego poznania dobra i zła jak
                              teraz.
                              > > Poza tym zyłam egoistycznie (choc wtedy w zyciu bym tego nie powiedziała)
                              > balam
                              > > się cierpienia, smierci,słabosci, miłosci... Czlowiek wierzacy juz w leku
                              > nie
                              > > zyje,
                              >
                              >
                              > nie mierz innych swoim przykładem. tobie po prostu POTRZEBNA była wiara,
                              > ponieważ masz taką osobowość - ustalanie własnych reguł tak, by problemy
                              przez
                              > ciebie opisywane nie zaistniały najwyraźniej przerosły twoje możliwości (nie
                              > odbieraj tego jako przytyk lub pogardę:).
                              > ateistą na ogół zostaje sie z wyboru (przynajmniej w kraju takim jak polska,
                              > gdzie rzadkością jest wychowywanie wtakim duchu), zostaje się nim świadomie -
                              > kiedy czuje się, że panceż zasad i sztywnego podziału na dobro i zło uwiera.
                              ty
                              >
                              > czujesz sie w nim ciepło, bezpiecznie - ale wiedz, że ta potrzeba jest
                              > subiektywna.

                              Nie mialam zadnych wiekszych problemów kiedy się nawróciłam, byłam szczesliwym
                              człowiekiem na swój sposób, tyle ,ze nie znałam prawdziwego, głebszego
                              szczescia i dobra.No i brak mi bylo świdomosci mnie samej.
                              I tez nawrocilam sie w dorosłym zyciu z wyboru, bo wiara jest wyborem zreszta
                              wybiera sie ja przy duzej dawce odwagi (gdy ateizm czesto z pychy lub lenistwa)
                              Potrzeba miłosci i poczucia bezpieczenstwa, poczucia celu i sensu zycia nie
                              jest moja subiektywna ale jest natura kazdego czlowieka. Niektorzy tylko tą
                              nature próbuja w sobie "zgwalcic" albo nie przyjmuja jej do wiadomosci,
                              niektórzy szukaja po swojemu predzej czy później sie rozczarowujac.
                              I nie zauwazylam jakiejs jednej plaszczyzny psychologicznej ludzi wierzcych -
                              sa oni bardzo róznorodni, nie uogolniałabym wiec.
                              Poza tym mylisz sie,że w religii chrzescijanskiej jest jakis pancerz podziału
                              na dobro i zło- jest tylko jego lepsze ,bardziej przejrzyste i bardziej
                              przemyslane,bardziej świadome rozdzielenie .Co nie wyklucza wolnej woli- i
                              niewierzacy i wierzcy staraja sie wybierac dobro, tyle ,ze wierzacy majac
                              lepsze jego poznanie wybieraja lepiej i bardziej owocnie, bardziej owocnie co
                              do calosci zycia w prespektywie jego sensu i celu. Wiara zmusza do głebszego
                              myslenia i szukania "dalej", jest czyms wiecej niz niewiara. I moge to wlasnie
                              porównac jako czlowiek kiedys niewierzcy a teraz wierzcy ( w jezyku biblijnym
                              moge napisac "widzacy").
                              Ktos ładnie to kiedys ujał ,ze niewierzacy tylko patrza, a wierzacy widza...
                              pzdr
                              >
                              • blinski Re: jesteś w błędzie, Echo 05.01.06, 22:49
                                > Ktos ładnie to kiedys ujał ,ze niewierzacy tylko patrza, a wierzacy widza...
                                > pzdr

                                pychą są właśnie takie stwierdzenia. w jaki sposób zdobyłaś pewność, iż wiesz
                                co jestdobre a co złe? ty tego nie wiesz, ty w to po prostu WIERZYSZ.
                                :)
                                • mala.mi74 Re: jesteś w błędzie, Echo 05.01.06, 22:54
                                  blinski napisał:

                                  > > Ktos ładnie to kiedys ujał ,ze niewierzacy tylko patrza, a wierzacy widza
                                  > ...
                                  > > pzdr
                                  >
                                  > pychą są właśnie takie stwierdzenia. w jaki sposób zdobyłaś pewność, iż wiesz
                                  > co jestdobre a co złe? ty tego nie wiesz, ty w to po prostu WIERZYSZ.

                                  Nie wierze,tylko WIDZE w swoim zyciu, po rezultatach wyborów mojego
                                  zycia,wyborów motywowanych wiarą w swoim zyciu i w zyciu innych . I wiedze
                                  miotanine tych "subiektywnych ",ktorzy za obiektywne dobro przyjmuja swoje
                                  wlasne przemyslenia, czesto niswiadomie motywowane lekiem,
                                  uprzedzeniami,zranieniami-i to mylenie własnego subiektywizmu z obiektywna
                                  prawda, która z nas nie wynika( albo wynika tylko jej czesc) to wlasnie pycha ,
                                  o ktorej piszesz i która wlasnie tak opisuje Biblia
                                  pzdr, dobranoc:)
                                  > :)
                                  • blinski Re: jesteś w błędzie, Echo 05.01.06, 22:58
                                    ktoś, kto nie potrafi sobie poradzić ze swoimi myślami, tylko mota sie w życiu -
                                    nie powinien nawet myśleć o ateizmie:)
                                    pychą jest uznawanie biblii za coś, co powinno obowiązywać wszystkich ludzi.
                                    dobranoc również:)
                                    • mala.mi74 Re: jesteś w błędzie, Echo 05.01.06, 23:06
                                      blinski napisał:

                                      > ktoś, kto nie potrafi sobie poradzić ze swoimi myślami, tylko mota sie w
                                      życiu
                                      > -
                                      > nie powinien nawet myśleć o ateizmie:)

                                      obawiam sie ,ze z braku argumentów zaczałes sie miotac;)
                                      ateizm jest uznaniem siebie za prawde obuiektywną, wiec trudno go uznac za
                                      jakąs konkurencje dla tego co juz zostało sprawdzone przez tysiace lat(ateizm
                                      to wynalazek wspólczesnosci i narazie nie wniósł zadnych wartosci oprócz
                                      obalania innych wartosci)

                                      > pychą jest uznawanie biblii za coś, co powinno obowiązywać wszystkich ludzi.
                                      > dobranoc również:)

                                      Nie musisz uznawac Biblii. Chcialam tylko napisac,ze slowo "pycha' ma charakter
                                      religijny i oznacza w Biblii wlasnie to co napisalam-uznawanie siebie za "boga".
                                      W jezyku potocznym ludzie utozsamiaja ja z zarozumialstwem, pewnoscia
                                      siebie,ale de facto to ostatnie nie jest pycha tylko cechy charakteru
                                      Dobranoc:)
                                      • mala.mi74 Re: jesteś w błędzie, Echo 05.01.06, 23:14
                                        mala.mi74 napisała:

                                        > blinski napisał:
                                        >
                                        > > ktoś, kto nie potrafi sobie poradzić ze swoimi myślami, tylko mota sie w
                                        > życiu
                                        > > -
                                        > > nie powinien nawet myśleć o ateizmie:)
                                        >
                                        > obawiam sie ,ze z braku argumentów zaczałes sie miotac;)
                                        > ateizm jest uznaniem siebie za prawde obuiektywną, wiec trudno go uznac za
                                        > jakąs konkurencje dla tego co juz zostało sprawdzone przez tysiace lat(ateizm
                                        > to wynalazek wspólczesnosci i narazie nie wniósł zadnych wartosci oprócz
                                        > obalania innych wartosci)
                                        >
                                        > > pychą jest uznawanie biblii za coś, co powinno obowiązywać wszystkich lud
                                        > zi.
                                        > > dobranoc również:)
                                        >
                                        >Poza tym faktycznie myslacy ,szukajacy dobra człowiek zagladnie tez do Biblii,
                                        zwłaszcza do ksiąg madrosciowych. Tak robi wielu znanych mi (moze nie ateistów,
                                        bo oni czesto walcza z religia)ale agnostyków uwazajac prawdy tam zawarte za
                                        uniwersalne i niezwykle madre. Odrzucenie od razu czegos,czego sie nie zna nie
                                        wydaje mi sie madre...
                                        Nie trzeba w zyciu wywazac drzwi ,które sa juz dawno otwarte. Np. nie trzeba
                                        szukac czy morderstwo jest dobrem czy złem bo przez tysiace lat ludzie
                                        doswidczyli,ze jest złem i ma złe skutki w zyciu. Tak wiec odrzucenie wiary i
                                        zwiazanej z nia moralnosci i szukanie dróg subiektywnego dobra, w sytaucji
                                        które zostaly juz przez ludzi przez tysiace lat sprawdzone,
                                        tylko dla zasady(!) wydaje sie ..no własnie ta pycha o ktorej piszesz.
                                        Pzdr.
                                        • blinski Re: jesteś w błędzie, Echo 06.01.06, 09:06
                                          > Nie trzeba w zyciu wywazac drzwi ,które sa juz dawno otwarte. Np. nie trzeba
                                          > szukac czy morderstwo jest dobrem czy złem bo przez tysiace lat ludzie
                                          > doswidczyli,ze jest złem i ma złe skutki w zyciu. Tak wiec odrzucenie wiary i
                                          > zwiazanej z nia moralnosci i szukanie dróg subiektywnego dobra, w sytaucji
                                          > które zostaly juz przez ludzi przez tysiace lat sprawdzone,
                                          > tylko dla zasady(!) wydaje sie ..no własnie ta pycha o ktorej piszesz.
                                          > Pzdr.


                                          nie, pychą jest uważać, ze te prawdy od tysięcy lat są niezmienne; a naiwnością
                                          łykać to wszystko, uważając że nie jest się władnym z prawdami owymi
                                          polemizować.
                                      • blinski Re: jesteś w błędzie, Echo 06.01.06, 09:05
                                        > obawiam sie ,ze z braku argumentów zaczałes sie miotac;)
                                        > ateizm jest uznaniem siebie za prawde obuiektywną, wiec trudno go uznac za
                                        > jakąs konkurencje dla tego co juz zostało sprawdzone przez tysiace lat(ateizm
                                        > to wynalazek wspólczesnosci i narazie nie wniósł zadnych wartosci oprócz
                                        > obalania innych wartosci)

                                        nie wiem, na czy miałoby polegać to miotanie się. oczywiście
                                        sformułowania 'myśleć o ateizmie' nie można brać dosłownie, chodzi mi o to, że
                                        ktoś komu często cieżko się odnaleźć w życiu, właśnie 'miota się', raczej
                                        ateizm nie będzie służył.
                                        owszem, można powiedzieć że ateizm jest wynalazkiem współczesnośći - masowo
                                        zaczął pojawiać się dopiero na początku XX wieku. ale nie wiem, co to miałoby
                                        zmieniać - trochę idiotycznie jest uważać, że skoro coś nie istniało bądź
                                        występowanie go było rzadkośćią przez tysiąe lat, jest złe.

                                        > Nie musisz uznawac Biblii. Chcialam tylko napisac,ze slowo "pycha' ma
                                        charakter
                                        >
                                        > religijny i oznacza w Biblii wlasnie to co napisalam-uznawanie siebie
                                        za "boga"
                                        > .
                                        > W jezyku potocznym ludzie utozsamiaja ja z zarozumialstwem, pewnoscia
                                        > siebie,ale de facto to ostatnie nie jest pycha tylko cechy charakteru


                                        owszem, słowo 'pycha' miało oryginalnie kontekst religijny, ale nic nie
                                        przeszkadza temu, by zamienić nadawcę przekazu z adresatem; to słowo idealnie
                                        określa niektóre postępowanie 'misjonarzy' (np. sugerowanie niewierzącym, że
                                        jeszcze kiedyś zmądrzeją i uwierzą).

                        • Gość: Echo Re: jesteś w błędzie, Echo IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 05.01.06, 22:27

                          > Jakto jest, Echo - pisałaś kiedyś, że w młodości byłas niewierząca. czy wtedy
                          > nie wiedziałaś, co jest dobrem, a co złem? Przyznaj się, jak to było? Myślałaś,
                          >
                          > że kłamać, kraść i oszukiwać jest dobrze?

                          Dookola zawsze byla moralnosc chrzescijanska wiec wiele zasad bylo mi znane ale
                          raczej biernie. Szczegolnie egoizm, np. "zalatwianie" rzeczy czesto na koszt
                          innych byly wowczas norma zakorzeniona w systemie. I w tym bralam udzial nie
                          bardzo sobie zdajac sprawe jak bardzo to bylo niemoralne.
                          • blinski Re: jesteś w błędzie, Echo 05.01.06, 22:32
                            wielu polskich katolików - z obserwacji - nadal nie zdaje sobie z tego sprawy:)
                            • po_godzinach Re: jesteś w błędzie, Echo 05.01.06, 22:34
                              Może inaczej: większośc ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy.
                    • Gość: P.S.J. Re: jesteś w błędzie, Echo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.06, 00:16
                      > Obiektywna moralnosc istnieje i jest dla mnie najlepiej wyrazona w zasadzie
                      > milosci blizniego.

                      Możesz, owszem, tak uważać. Blinski też tak uważa, (no, może bez tego wyrazu w
                      miłości bliźniego), więc macie sporo wspólnego :)

                      > milosci blizniego. Ale samo istnienie zasad moralnych nie wystarcza zeby ich
                      > ludzie przestrzegali. Podobnie z prawem.

                      Prawo jest amoralne. Służy zupełnie innym celom. A IMHO zasady moralne są różne
                      dla każdego człowieka, więc nie ma jednego "słusznego zestawu" sposobów
                      postępowania, który należałoby przestrzegać (może jeszcze pod sankcją, co?)
                  • Gość: greta Re: jesteś w błędzie, Echo IP: *.net / *.internetdsl.tpnet.pl 05.01.06, 22:34
                    nie ma czegoś takiego jak obiektywna moralność. jest moralność subiektywna
                    każdego człowieka.
                    • blinski Re: jesteś w błędzie, Echo 05.01.06, 22:38
                      owszem. jednak takze nią, mimo że nei zdajemy sobie sprawy, kierują obiektywne
                      prawdy - tak że zdecydowanej większości nas (czy to ateistom, czy wierzącym)
                      ręka zadrży zanim np. kogoś zabiją, coś ukradną etc. nie zaprzeczysz chyba?:)
                      • Gość: P.S.J. Re: jesteś w błędzie, Echo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.06, 00:08
                        > owszem. jednak takze nią, mimo że nei zdajemy sobie sprawy, kierują obiektywne
                        > prawdy - tak że zdecydowanej większości nas (czy to ateistom, czy wierzącym)
                        > ręka zadrży zanim np. kogoś zabiją, coś ukradną etc. nie zaprzeczysz chyba?:)

                        To nie jakieś mityczne czy boskie (bo jakie by inne? wynikające z fizyki?)
                        "obiektywne prawdy" istnieją, tylko ludzki rozsądek, rozum: jak komuś coś
                        kradniesz, to rozum podpowiada ci, że właśnie dopuszczasz do sytuacji, w której
                        ktoś ukradnie coś tobie. Albo twojemu dziecku. Albo babci. A tego byś nie
                        chciał. A zatem (mówi rozum) kradzież jest niemoralna, bo jej istnienie kłóci
                        się z wewnętrznym przekonaniem TWOJEGO rozumu.
                        • blinski Re: jesteś w błędzie, Echo 06.01.06, 09:12
                          > To nie jakieś mityczne czy boskie (bo jakie by inne? wynikające z fizyki?)
                          > "obiektywne prawdy" istnieją, tylko ludzki rozsądek, rozum: jak komuś coś
                          > kradniesz, to rozum podpowiada ci, że właśnie dopuszczasz do sytuacji, w
                          której
                          > ktoś ukradnie coś tobie. Albo twojemu dziecku. Albo babci. A tego byś nie
                          > chciał. A zatem (mówi rozum) kradzież jest niemoralna, bo jej istnienie kłóci
                          > się z wewnętrznym przekonaniem TWOJEGO rozumu.

                          ano właśnie! w dużej mierze się z tobą zgadzam. to w dużej mierze rozsądek
                          hamuje nas przed czynami złymi, nie boskie (lub świeckie:) prawdy!
                          lecz mówiąc, że to sam rozsądek zatrzymuje przed popełnieniem czegoś złego,
                          jest przesadą. istnieje przecież sumienie - coś, co ciężko określić, lecz
                          wiadomo, że to nie sama myśl 'ja ukradnę, to ukradną mi' hamuje - w dużej
                          mierze wewnętrzny głos mówiący 'to jest złe'. nie trzeba czytać biblii, by to
                          poczuć.
              • Gość: P.S.J. Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.06, 21:50
                > oczywiście że może, nikt mu tego nie zabrania. jeśli uzna np., że morderstwo
                > jest ok, to zgarnie go najprawdopodobniej policja i przesiedzi 25 lub resztę
                > życia. nawet w drobnych sprawach - np. uznaniu, że egoizm czy podkładanie komuś
                >
                > nogi jest ok, zadziała presja społeczna, która każe takiego osobnika znielubić.

                Więc państwo MUSIAŁOBY być totalitarne, gdyż prawo, co do którego adresat uważa,
                iż jest prawem niezgodnym z jego moralnością, nie jest przestrzegane. W takim
                państwie, gdzie każdy może - racjonalnie i z pełnym przekonaniem! - stwierdzić,
                iż prawo jest niemoralne, a więc każdy może potencjalnie go nieprzestrzegać,
                trzeba rozbudować aparat śledzenia i ścigania, który będzie kontrolował każdego
                i cały czas, inaczej będziemy mieli anarchię i stan ogólnego bez-prawia.

                > to właśnie życie w społeczeństwie i doświadczenia decydują, co jest ogólną
                > moralnością

                Czyli osoba wychowana w czasach III Rzeszy może z pełnym przekonaniem twierdzić,
                iż działania zmierzające do wymordowania nie-aryjskich ras są moralne, prawda?

                > > I najważniejsze: kto jest powołany do tego, by ogłaszać, co jest, a co ni
                > e
                > jest
                > > zasadą "ogólnej moralności"? I czym w takim razie różni się od
                > > papieży/kapłanów/szamanów którzy mówią, co jest "dobre" a co jest "grzech
                > em"?
                >
                >
                > otóż, każdy (ateista, z założenia) sam sobie jest do tego powołany.
                >

                A więc każdy jest także powołany, by mówić innym ludziom, co jest słuszne, prawda?

                (wszak "ogólna moralność" jest ogólna, a więc taka sama dla wszystkich, a więc
                mogę innym wskazywać co jest moralne, a co nie)
                • mala.mi74 Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 22:17
                  owa "ogólna moralność o której pisze blinski to nic innego jak moralnosc
                  obiektywna, a własciwie dobro obiektywne ,ktorym jest Bóg. Blinski ma tylko
                  Jego "swój" własny skrzywiony obraz i próbuje Go montowac po swojemu
                  przypisujac mu swoje własne cechy. Dobro obiektywne istnieje i nie mozna mu
                  narzucac własnej subiektywnej klasyfikacji, ktora zreszta u kazdego w ten
                  sposób myslacego czlowieka bedzie inna( i o tym Echo). Poza tym to co juz
                  pisałam nieswidome kierowanie sie lękiem (np. co mnie obchodzi co bedzie po
                  smierci)-ucieczka od tak waznych pytan( smierc moze dotyczyc jutra) to wlasnie
                  efekt lęku.
                  Dlatego PSJ ma rację : kazdy szuka madrosci, dobra ,tyle ,że ateisci w swoich
                  subiektywnych uczuciach i odczuciach czesto motywowanych lekiem przed smiercią
                  ( marerializm), a wierzacy szuka dobra obektywnego poza sobą ( w Bogu) patrzac
                  na owoce(rezultaty) kerowania się tym dobrem w zyciu. Dlatego "awrocenie"osoby
                  głeboko wierzaej na ateizm jest własciwie niemozliwe, natomiast w drugą strone
                  zdarza sie czesto (rozczarowanie własnym systemem moralnym i subiektynym dobrem)
                • blinski Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 22:25
                  Gość portalu: P.S.J. napisał(a):

                  > > oczywiście że może, nikt mu tego nie zabrania. jeśli uzna np., że morders
                  > two
                  > > jest ok, to zgarnie go najprawdopodobniej policja i przesiedzi 25 lub res
                  > ztę
                  > > życia. nawet w drobnych sprawach - np. uznaniu, że egoizm czy podkładanie
                  > komuś
                  > >
                  > > nogi jest ok, zadziała presja społeczna, która każe takiego osobnika znie
                  > lubić.
                  >
                  > Więc państwo MUSIAŁOBY być totalitarne, gdyż prawo, co do którego adresat
                  uważa
                  > ,
                  > iż jest prawem niezgodnym z jego moralnością, nie jest przestrzegane. W takim
                  > państwie, gdzie każdy może - racjonalnie i z pełnym przekonaniem! -
                  stwierdzić,
                  > iż prawo jest niemoralne, a więc każdy może potencjalnie go nieprzestrzegać,
                  > trzeba rozbudować aparat śledzenia i ścigania, który będzie kontrolował
                  każdego
                  > i cały czas, inaczej będziemy mieli anarchię i stan ogólnego bez-prawia.


                  oczywiście, tak by było zakładając, że dla ludzi bóg lub jego brak jest bardzo
                  ważny, ważny od stosunków społecznych oraz ludzi którz go otaczają. ponieważ
                  tak nie jest - mimo deklaracji bóg i religia często w rzeczywistości mają w
                  dużym stopniu deklaratywny charakter - wzasadzie świat opanowany przez samych
                  ateistów znacząco by się nie zmienił (patrz: czechy - ok. 75% społ. to ateiści,
                  czy potrzebują oni państwa totalitarnego?).


                  > A więc każdy jest także powołany, by mówić innym ludziom, co jest słuszne,
                  praw
                  > da?
                  >
                  > (wszak "ogólna moralność" jest ogólna, a więc taka sama dla wszystkich, a więc
                  > mogę innym wskazywać co jest moralne, a co nie)


                  mogę z nimi co najwyżej o tym dyskutować.
                  • Gość: Echo Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 05.01.06, 22:31
                    > wzasadzie świat opanowany przez samych
                    >ateistów znacząco by się nie zmienił (patrz: czechy - ok. 75% społ. to ateiści,
                    >czy potrzebują oni państwa totalitarnego?).

                    Chinczycy potrzebuja. A co do Czechow i reszty ateistycznej Europy, to jest ona
                    w trakcie biologicznej zaglady. Ciagle Polska czy Irlandia sa bardziej witalnymi
                    krajami choc ateisci robia wszystko zeby i tam wprowadzic postep (czytaj
                    dekadencje).

                    • blinski Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 22:36
                      > Chinczycy potrzebuja.

                      to kwestia kultury azjatyckiej, nie religii lub jej braku. przed objęciem
                      rządów przez komunistów, gdy popularnymi były buddyzm i taoizm, cześć oddawana
                      cesarzowi była silniejsza niż dziś komunistom.

                      A co do Czechow i reszty ateistycznej Europy, to jest ona
                      > w trakcie biologicznej zaglady. Ciagle Polska czy Irlandia sa bardziej
                      witalnym
                      > i
                      > krajami choc ateisci robia wszystko zeby i tam wprowadzic postep (czytaj
                      > dekadencje).

                      ciągle nie mogę uwierzyć, że z poważną miną można głosić coś takiego:) no ale
                      dobra, dawaj dalej;))

                  • po_godzinach Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 22:36
                    "(patrz: czechy - ok. 75% społ. to ateiści,
                    czy potrzebują oni państwa totalitarnego?)."

                    Nie potrzebują, ale ich świat ogranicza się do konsumpcji w czystym tego słowa
                    znaczeniu. I to nie jest wcale takie fajne. Po prostu mało co ich obchodzi.
                    • blinski Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 22:40
                      a tego akurat nie przypisywałbym ateizmowi. raczej na odwrót - z postawy, o
                      której mówisz, on winika:) ale nie da się ukryć, że są znacznie weselszym,
                      milszym i bardzije pozytywnie nastawionymi do świata ludźmi;)
                      • Gość: greta Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.net / *.internetdsl.tpnet.pl 05.01.06, 22:44
                        a można wiedzieć, dlaczego twoim zdaniem ateiści są "znacznie weselszym,
                        milszym i bardziej pozytywnie nastawionymi do świata ludźmi;)"?
                        • mala.mi74 Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 22:49
                          Gość portalu: greta napisał(a):

                          > a można wiedzieć, dlaczego twoim zdaniem ateiści są "znacznie weselszym,
                          > milszym i bardziej pozytywnie nastawionymi do świata ludźmi;)"?

                          bo sie czesto upijaja;)
                          zartuję, im chodziło o Czechy-czyli ten kraj ,ktory przez tysiac lat byl
                          kształtowany przez chrzesicijanstwo ( czy nie stamtad przyszli Cyryl i jego
                          Metody?;)
                        • blinski Re: Ateizm (i religia) a wolność 05.01.06, 22:50
                          nie ateiści, tylko czesi;)
                  • Gość: P.S.J. Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.06, 23:40
                    > oczywiście, tak by było zakładając, że dla ludzi bóg lub jego brak jest bardzo
                    > ważny, ważny od stosunków społecznych oraz ludzi którz go otaczają. ponieważ
                    > tak nie jest - mimo deklaracji bóg i religia często w rzeczywistości mają w
                    > dużym stopniu deklaratywny charakter - wzasadzie świat opanowany przez samych
                    > ateistów znacząco by się nie zmienił (patrz: czechy - ok. 75% społ. to ateiści,
                    >
                    > czy potrzebują oni państwa totalitarnego?).

                    No dobra, odsłonię karty :P Czechy nie potrzebują państwa totalitarnego, co da
                    się wyjaśnić:

                    a) tym, że przyjąłeś złe założenie i nie istnieje moralność obiektywna, i
                    b) każdy sam sobie konstruuje własny system norm moralnych, ograniczonych
                    jednakże nakazami rozumu

                    co pokazał i wykazał I. Kant :D


                    > mogę z nimi co najwyżej o tym dyskutować.

                    Na gruncie kantyzmu - tak. Na gruncie "obiektywnej moralności" - a o czym tu
                    dyskutować? Jeśli znam jakąś normę moralną, to WIEM, że obowiązuje ona
                    wszystkich, więc mogę ze 100% pewnością mówić innym, jak mają się moralnie
                    zachowywać
                    • blinski Re: Ateizm (i religia) a wolność 06.01.06, 09:20
                      > a) tym, że przyjąłeś złe założenie i nie istnieje moralność obiektywna,

                      wg. mnie istnieje - oczywisćie nie dla wszystkich ludzi, lecz danego
                      społeczeństwa; ale tylko sprowadzona do ogólnych zasad - tak jak pisałem, np.
                      nie zabijaj, nie kradnij. tyle że czasem ludzie te zasady rozumieją bardzo
                      różnie:) jednak każdy czuje swoim sumieniem, co można a co nie, tylko czasem to
                      sumienie nie jest na tyle silne, by skutecznie zahamować złe zachowania (czy to
                      u wierzących, czy nie).

                      i
                      > b) każdy sam sobie konstruuje własny system norm moralnych, ograniczonych
                      > jednakże nakazami rozumu

                      no i sumienia.


                      > Na gruncie kantyzmu - tak. Na gruncie "obiektywnej moralności" - a o czym tu
                      > dyskutować? Jeśli znam jakąś normę moralną, to WIEM, że obowiązuje ona
                      > wszystkich, więc mogę ze 100% pewnością mówić innym, jak mają się moralnie
                      > zachowywać

                      po pierwsze, gdyby te normy były dla wszystkich tak identycznie zrozumiałe, to
                      nie musiałbym nawet mówić innym, jak mają sie zachowywać - sami by wiedzieli:)
                      ale nie są dla wszystkich identycznie zrozumiałe. i dopiero wtedy można innych
                      uczyć, jak mają się zachowywać, gdy sytuacja tego wymaga.

    • Gość: DIVERSE Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.pl / 80.50.19.* 05.01.06, 23:07
      zasady moralne oraz granice wolności ustanawia otoczenie i społeczeństwo.... w
      danym miejscu i okolicznościach,


      -w średniowieczu Kopernika by spalili na stosie gdyby nie był księdzem....
      (jak ktoś miał dziwny pomysł - mógł zawisnąć....)

      -podobnie jak oranie pola kobietami w średniowieczu (brak wołów w tamtych
      czasach) było normalnością i moralnie akceptowane....

      -wyciąganie zeznań przez tortury .... zeznania musiały być takie jak zasady
      ogólnie przyjęte przewidywały....

      -zjadanie (nie bądę kończył).... jeszcze 1000 lat temu...

      -sypianie wewnątrz najbliższej rodziny ze sobą z częstymi zamianami każdy z
      każdym....

      -brak celibatu....(w KK, polecam historię kościoła katolickiego)

      -zabijanie ludzi upośledzonych, stos albo rozrywanie na łożach itp...

      -wypalanie chorób na stosie czy w piecu,

      -handel szczebelkami z drabinek ze stajenki betlejemskiej,

      -opłaty za grzechy wg cennika, podczas spowiedzi,...

      -itp .itd.....

      i wbrew pozorom istniały zasady które przestrzegano... może były dziwne dla nas,
      ale były przestrzegane a jeżeli ktoś je złamał to zostawał wykluczony ze
      społeczeństwa..... jak dziś....

      a że dziś mamy takie zasady a nie inne to poprostu społeczeństwo i postęp, nauka
      o tym decydują.... a ze społeczeństwo jest nie tak durne jak 200 lat temu to
      odrzuca niektóre zasady.....

      i za 200 - 300 lat to co dziś niemoralne może się okazać zrozumiałe bo wreszcie
      ktoś to wytłumaczy dlaczego naprawdę tak jest (np.homoseksualizm, autyzm czy
      głuchota....) i może czasem nie chodzi o moralność tylko fizykę....








      • Gość: Echo Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 05.01.06, 23:28
        Benedykt XVI pisze ze chociaz moralny horror nazizmu mamy za soba,
        problemy rodem z obozow koncentracyjnych mamy przed soba: eksperymenty na
        ludzkich ebrionach, manipulacje genetyczne, klonowanie, szmuglowanie organow etc.
        Tzw. "swiecka etyka" nie widzi w tym zadnego problemu i to jest jedno
        z moralnych zagrozen Europy.
        • Gość: Echo Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 05.01.06, 23:38
          Nastepny problem: porzucenie malzenstwa monogamicznego na rzecz luznych
          zwiazkow kogokolwiek z kimkolwiek. Pytania z tym zwiazane sa nie o dyskryminacje
          ale o definicje kobiety i mezczyzny i zwiazku miedzy nimi jako pozbawionego
          jakiegokolwiek znaczenia.

          Jeszcze jedno zdanie:

          "Europa jest zarazona przez dziwny brak troski o przyszlosc" i poorownuje ja
          do schylkowego Imperium Rzymskiego w ktorym witalne sily zostaly wyczerpane.

          Czesc artykulu jest nt. nietolerancyjnego dogmatyzmu pod fasada nauki.

          Artykul ukazal sie w styczniowym numerze "First Things"
          • Gość: P.S.J. Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.06, 00:04
            Porzucenie "małżeństw" na rzecz wolnych związków jest moralnie dopuszczalne, o
            ile z takich związków będą dzieci. Jak nie wierzysz, (pewnie nie) to zrób test
            poprzez imperatyw kategoryczny Kanta: można sobie wyobrazić potencjalną
            sytuację, w której NIKT nie pozostaje w małżeństwie - o ile jest ciągłość
            pokoleń, to taka sytuacja nie prowadzi do fizycznej zagłady ludzkości, a więc z
            niezawierania małżeństwa można uczynić sobie moralnie słuszną zasadę
            postępowania, czyż nie?

            Swoją drogą, wiadomo dość dokładnie, KIEDY powstała w naszej kulturze prawna
            konstrukcja "małżeństwa". (podpowiem, starożytny Rzym, ale nie aż taki BARDZO
            starożytny.) Bez istnienia formalnych małżeństw nieźle radziło sobie parę kultur
            świata antycznego.
            • Gość: Echo Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 06.01.06, 05:56
              >Swoją drogą, wiadomo dość dokładnie, KIEDY powstała w naszej kulturze prawna
              >konstrukcja "małżeństwa". (podpowiem, starożytny Rzym, ale nie aż taki BARDZO
              >starożytny.) Bez istnienia formalnych małżeństw nieźle radziło sobie parę kultur
              >świata antycznego.

              Nie teraz kiedy edukacja trwa 25-30 lat. Bez tego nie bedzie mozna kontynuowac
              zaawansowanej cywilizacji technicznej. Do tego potrzebne sa stabilne rodziny,
              wartosci i wizja. Bez instytucji malzenstwa to niemozliwe. W starozytnym Rzymie
              edukacja byla mniej powszechna i umiejetnosci uprawy roli mozna sie bylo nauczyc
              w kilka lat.
              • Gość: P.S.J. Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.itpp.pl 06.01.06, 11:09
                > Nie teraz kiedy edukacja trwa 25-30 lat.

                Dlaczego więc w starożytnym Rzymie "edukacja" do roli obywatela trwała znacznie
                dłużej niż obecnie, i pełnię praw obywatelsko-gospodarczych uzyskiwało się w
                późniejszym wieku, niz obecnie? Obecnie po ukończeniu 18 roku życia edukacja
                potencjalnie może się skończyć, cżłowiek niezależnie od wykształcenia ma tyle
                samo praw, co inni.

                > Do tego potrzebne sa stabilne rodziny,
                > wartosci i wizja. Bez instytucji malzenstwa to niemozliwe.

                a) JAKIEŚ wartości są zawsze obecne
                b) mogą być stabilne związki niemałżeńskie, np. poligamiczne, poliandyrczne,
                homoseksualne itp. To tylko kwestia uregulowań prawnych.

                > W starozytnym Rzymie
                > edukacja byla mniej powszechna i umiejetnosci uprawy roli mozna sie bylo
                nauczy
                > c
                > w kilka lat.

                Taaak, tyle że nie na uprawie roli polegała edukacja obywatela Rzymskiego.
                Rzymianin epoki Republiki (po podboju Grecji) uzyskiwał znacznie szersze (choć
                mniej dogłębne, co jednak wynikało z kwestii niedostatecznego zaawansowania
                nauk, a nie braku chęci edukacji) wykształcenie, niż obecny 18-latek w Polsce.
                U nas dasz sobie radę nawet jak jesteś ekspertem tylko w jednej BARDZO
                konkretnej dziedzinie, np,. fizyce kwantowej, nawet jeśli nie znasz się na
                polityce, umiejętnościach społecznych (np. retoryce, erystyce), literaturze,
                kulturze fizycznej itp.
      • Gość: P.S.J. A co to za absurdy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.06, 23:58
        Gość portalu: DIVERSE napisał(a):


        > zasady moralne oraz granice wolności ustanawia otoczenie i społeczeństwo.... w
        > danym miejscu i okolicznościach,

        Nie można komuś "ustanowić" zasad moralnych. Moralność jest indywidualną i
        subiektywną sprawą każdego człowieka. Pewne zachowania mogą być co najwyżej
        ZAWSZE niemoralne, gdyż kłócą się z rozumem.

        > -podobnie jak oranie pola kobietami w średniowieczu (brak wołów w tamtych
        > czasach) było normalnością i moralnie akceptowane....

        Skąd wytrzasnąłeś trzy błędy w jedym zdaniu?:
        a) woły w średniowieczu (wyobraź sobie!) istniały. "Wymyślono" je nawet już
        znacznie wcześniej.
        b) kobietami nie orano (niezłe sformułowanie... orano, najogólniej, pługami czy
        innymi sochami, można było co najwyzej ciągnąć pług...) NORMALNIE, czyli jeśli w
        obejściu było dwóch mężczyzn. Wojny + wysoka śmiertelność naturalna sprawiały,
        że czasami na gospodarce był tylko model 1 M + 1 K, a do zaorania pola trzeba
        DWÓCH osób.
        c) trudno, żeby zaoranie pola nie było moralnie akceptowane. Lepszym wyjściem
        byłoby pewnie zjadanie kory z drzew?

        > -wyciąganie zeznań przez tortury .... zeznania musiały być takie jak zasady
        > ogólnie przyjęte przewidywały....

        Nie zeznania musiały być takie jak ogólnie przyjęte (? co to w ogóle za bełkot?)
        tylko uznawano tzw. hierarchię dowodów, w myśl której ciężko byłoby jakąś
        zbrodnię uznać za udowodnioną tylko z powodu dowodow materialnych czy zeznań
        jednego świadka. Confessio erat regina probationum, co owszem, doprowadziło do
        błędów i wypaczeń, niczym socjalizm :) Znaj jednak przyczynę, mocium panie.

        > -sypianie wewnątrz najbliższej rodziny ze sobą z częstymi zamianami każdy z
        > każdym....
        >

        Chyba w książkach fantasy, a i to najniższego lotu. Czy jest na forum
        lekarz/biolog, który obrazowo przedstawi, co dzieje się ze społecznością, w
        której dominują stosunki kazirodcze?

        > -brak celibatu....(w KK, polecam historię kościoła katolickiego)

        Hmm... no i co? Uważasz celibat za zasadę moralną? albo niemoralną? Informuję
        pokornie, iż w czasach przed narodzeniem Chrystusa praktykowano celibat, ale też
        co poniektórzy (niespodzianka, niespodzianka...!) go nie praktykowali :)

        > -zabijanie ludzi upośledzonych, stos albo rozrywanie na łożach itp...

        Źródła co do holokaustu ludzi upośledzonych? Skąd w takim razie stereotypy
        "wiejskiego głupka" tudzież zdeformowanych chorobami (także, należy
        przypuszczać, genetycznymi) żebraków? Skąd się wzięły, skoro upośledzonych zabijano?

        > -wypalanie chorób na stosie czy w piecu,

        Z tym stosem toś przesadził... :D kto i kiedy wypalał choroby na stosie?? A co
        do pieca, to mniej lektur szkoły podstawowej, więcej pozycji historycznych.

        > ale były przestrzegane a jeżeli ktoś je złamał to zostawał wykluczony ze
        > społeczeństwa..... jak dziś....

        Zagalopowałeś się. Ze społeczeństwa wyklucza się za łamanie norm prawnych albo
        norm społecznych. Żadne z nich nie mają bezpośredniego przełożenia na moralność.

        > a że dziś mamy takie zasady a nie inne to poprostu społeczeństwo i postęp, nauk
        > a
        > o tym decydują.... a ze społeczeństwo jest nie tak durne jak 200 lat temu to
        > odrzuca niektóre zasady.....

        Co ma moralność wspólnego z nauką? Co ma etyka wspólnego z nauką? Czy prawo
        powszechnego ciążenia jest "dobre" czy "złe"? "Moralne" czy "niemoralne"? Drżę w
        oczekiwaniu na odpowiedź...
        • blinski Re: A co to za absurdy? 06.01.06, 09:38
          > > zasady moralne oraz granice wolności ustanawia otoczenie i społeczeństwo.
          > ... w
          > > danym miejscu i okolicznościach,
          >
          > Nie można komuś "ustanowić" zasad moralnych. Moralność jest indywidualną i
          > subiektywną sprawą każdego człowieka. Pewne zachowania mogą być co najwyżej
          > ZAWSZE niemoralne, gdyż kłócą się z rozumem.


          oczywisćie, że mozna ustanowić. tyle że ot tak, przez pstryknięcie palcami, w
          sekundę, lecz przez wiele lat. ludzie nie żyją na bezludnych wyspach, tylko w
          społeczeństwie. przez lata życia w społeczeństwie uczą się moralności - sami z
          siebie mają niewielki wpływ na kształtowanie swej moralnosci (ale oczywiście
          jakiś mają:).
          z kolei uważam, że moralnośc nie ma nic wspólnego z rozumem. rozum może nam
          mówić, że np. zabranie torebki staruszce na ciemnej, pustej ulicy mozę być
          opłacalne, jednak moralność - sumienie - powstrzyma na najprawdopodobniej przed
          tym.


          > Co ma moralność wspólnego z nauką? Co ma etyka wspólnego z nauką? Czy prawo
          > powszechnego ciążenia jest "dobre" czy "złe"? "Moralne" czy "niemoralne"?
          Drżę
          > w
          > oczekiwaniu na odpowiedź...

          widać nic nie zrozumiałeś z tego, co diverse mówił. nie same prawa naukowe czy
          odkrycia są złe lub dobre, ale nasze zachowania w kwestiach, w których te
          odkrycia poczyniono.
          np. homoseksualizm - do kiedy nauka się tą kwestia w ogóle nie zajmowała,
          sprawa była prosta; nietolerancja i brak akceptacji był usprawiedliwiony (nikt
          nie wiedział, ilu homo istnieje m/w na świecie, skąd się to najprawdopodobniej
          bierze, itp.). w momencie, kiedy jako tako wiedzę o tym mamy - a przynajmniej
          mamy dostęp do materiałów naukowych o homoseksualistach, częśto mówi się o nich
          w mediach, więc coś tam zawsze wiedzieć powinniśmy - nietolerancja nie jest
          czymś oczywistym, w krajach rozwiniętych jest raczej mniejszościową postawą.
          • Gość: P.S.J. Re: A co to za absurdy? IP: *.itpp.pl 06.01.06, 10:50
            > oczywisćie, że mozna ustanowić. tyle że ot tak, przez pstryknięcie palcami, w
            > sekundę, lecz przez wiele lat. ludzie nie żyją na bezludnych wyspach, tylko w
            > społeczeństwie. przez lata życia w społeczeństwie uczą się moralności - sami
            z
            > siebie mają niewielki wpływ na kształtowanie swej moralnosci (ale oczywiście
            > jakiś mają:).

            Nadal się nie rozumiemy. Moralność to wewnętrzne przekonanie każdego człowieka,
            jego własny i samodzielnie tworzony/poznawany system wartości, ktorymi kieruje
            się w zyciu. Nie można "narzucić" norm moralnych, bo stałyby się wówczas
            nieodróżnialne od norm prawa (nakazów), podczas gdy kwestią moralności jest
            przekonanie wewnętrzne o SŁUSZNOŚCI danych działań. Naprawdę nie możesz
            wyobrazic sobie sytuacji, w której ktoś przestrzega prawa ze strachu przed
            karą, ale jest głęboko przekonany, że prawo to jest niesłuszne? (np.
            ograniczenie prędkości do 50 km/h jest odbierane jako "niesłuszne" przez
            większość kierowców)

            > z kolei uważam, że moralnośc nie ma nic wspólnego z rozumem. rozum może nam
            > mówić, że np. zabranie torebki staruszce na ciemnej, pustej ulicy mozę być
            > opłacalne, jednak moralność - sumienie - powstrzyma na najprawdopodobniej
            przed

            sumienie jest kategorią pojęciową b. ściśle związaną z metafizyką, jeśli nawet
            nie z Bogiem. Jak taki ateista jak ty może wierzyć w jakieś "głosy wewnętrzne",
            które mowią nam a priori co jest dobre, a co złe?

            Idea, że to twój rozum ostrzega cię dając ci uczucie niesłuszności/słuszności
            danych działań, powinna wydawać ci się bardziej pociągająca...

            Swoją drogą co do twego przykładu - oczywiście mozna zabrać staruszce torebkę,
            masz wolną wolę, ale twój rozum ostrzeże cię poczuciem niesłuszności przed tym,
            że działanie takie jest niemoralne, bo godzisz się na potencjalną powszechność
            zabierania torebek, więc de facto godzisz się z tym, że ciebie ktoś pobije i
            zabierze ci torebkę czy neseser.

            > widać nic nie zrozumiałeś z tego, co diverse mówił. nie same prawa naukowe
            czy
            > odkrycia są złe lub dobre, ale nasze zachowania w kwestiach, w których te
            > odkrycia poczyniono.
            > np. homoseksualizm - do kiedy nauka się tą kwestia w ogóle nie zajmowała,
            > sprawa była prosta; nietolerancja i brak akceptacji był usprawiedliwiony
            (nikt
            > nie wiedział, ilu homo istnieje m/w na świecie, skąd się to
            najprawdopodobniej
            > bierze, itp.). w momencie, kiedy jako tako wiedzę o tym mamy - a przynajmniej
            > mamy dostęp do materiałów naukowych o homoseksualistach, częśto mówi się o
            nich
            >
            > w mediach, więc coś tam zawsze wiedzieć powinniśmy - nietolerancja nie jest
            > czymś oczywistym, w krajach rozwiniętych jest raczej mniejszościową postawą.
            >

            Zgodziłbym się z tobą, ale... :) skąd w takim razie w pewnych kulturach
            poprzedzających naukowe odkrycia nt. homoseksualizmu postawy homoseksualne były
            akceptowane, a nawet niekiedy afirmowane?

            Nota bene, wg. imperatywu kategorycznego Kanta homoseksualizm nie może być
            normą moralną, bo mógłby prowadzić do zagłady człowieka jako istoty rozumnej :)
            Az dziw, że nikt nie wyciągnął tego oświeceniowo-humanistycznego argumentu
            filozofa uznawanego za "wroga religii" przeciwko homoseksualistom :D
            • blinski Re: A co to za absurdy? 06.01.06, 12:57
              jego własny i samodzielnie tworzony/poznawany system wartości, ktorymi kieruje
              > się w zyciu. Nie można "narzucić" norm moralnych, bo stałyby się wówczas
              > nieodróżnialne od norm prawa (nakazów), podczas gdy kwestią moralności jest
              > przekonanie wewnętrzne o SŁUSZNOŚCI danych działań. Naprawdę nie możesz
              > wyobrazic sobie sytuacji, w której ktoś przestrzega prawa ze strachu przed
              > karą, ale jest głęboko przekonany, że prawo to jest niesłuszne? (np.
              > ograniczenie prędkości do 50 km/h jest odbierane jako "niesłuszne" przez
              > większość kierowców)

              nie nie, nie rozumiesz:) chodzi o to, że ta moralnośc wyrosła na gruncie
              społecznym, niezależna od nas jest najczęściej bezrefleksyjna. to nie jest na
              zasadzie 'moja moralnośc jest inna, ale ze strachu przed karą dostosuję się do
              reszty' - najczęściej to, co uznajemy za naszą własną, indywidualną moralność
              jest tak naprawdę tworem powstałym podczas socjalizacji, a więc wykształciło ją
              życie w społeczeństwie, a nie nasz własny rozum.


              > sumienie jest kategorią pojęciową b. ściśle związaną z metafizyką, jeśli
              nawet
              > nie z Bogiem. Jak taki ateista jak ty może wierzyć w jakieś "głosy
              wewnętrzne",
              >
              > które mowią nam a priori co jest dobre, a co złe?
              >
              > Idea, że to twój rozum ostrzega cię dając ci uczucie niesłuszności/słuszności
              > danych działań, powinna wydawać ci się bardziej pociągająca...

              ale ta teoria jest zbyt 'zmechanizowana'.. to, że nie wierzę w boga, nie
              oznacza że nie wierzę w pewne zjawiska 'metafizyczne':) (które tak naprawdę nic
              z metafizyką wspólnego nie mają, lecz na kształt naszego sumeinia - czyli
              takiej maszynki mówiącej co jest ok a co nie - ma wpływ wspomniana
              socjalizacja).

              > Zgodziłbym się z tobą, ale... :) skąd w takim razie w pewnych kulturach
              > poprzedzających naukowe odkrycia nt. homoseksualizmu postawy homoseksualne
              były
              >
              > akceptowane, a nawet niekiedy afirmowane?


              ale afirmowane były z zupełnie innych powdów niż teraz:) poza tym nie
              twierdziłem nigdzie, że nigdy wczesniej nie były - mówiłem jedynie, że
              nietolerancja i brak akceptacji były usprawiedliwione.


              > Nota bene, wg. imperatywu kategorycznego Kanta homoseksualizm nie może być
              > normą moralną, bo mógłby prowadzić do zagłady człowieka jako istoty
              rozumnej :)

              tyle że kant żył w czasach, w których nawet wielcy naukowcy i filozofowie o
              homoseksualizmie mieli nikłe pojęcie:)
              poza tym jedna rzecz - zgodziłbym sie całkowicie z kantem, gdyby istniało
              realne zagrożenie zwiększenia się odsetka homo wśród ogólu ludności. zapewne
              kant o tym, że takie zagrożnie nie istnieje nie wiedział, i dlatego wysmażył
              cos takiego;)
              • Gość: DIVERSE Re: A co to za absurdy? IP: *.pl / 80.50.77.* 06.01.06, 15:15
                i oto chodziło , obiło się o sedno.....

                >"najczęściej to, co uznajemy za naszą własną, indywidualną moralność
                >jest tak naprawdę tworem powstałym podczas socjalizacji, a więc wykształciło >ją"

                oczywiście ... najważniejsze jest otoczenie i społeczność bo ona geneuje poglądy
                i zachowania.... oczywiście nie w ciągu kilku lat ....ale pokoleniami....

                pozatym coraz więcej zaobobonów, mitów czy dziwnych cudownych historii
                jest obalanych wiedzą i nauką.... i tendencja będzie szła do przodu coraz
                szybciej z postępem.

                ------------------------------------
                nierozumne przemyślenie na dziś:
                ------------------------------------
                jakby mieli komórki kilkanaście wieków temu to Imperium Rzymskie by nadal
                istniało (na całej ziemi) i byłoby niepokonane.
                • Gość: Echo Re: A co to za absurdy? IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 06.01.06, 15:21
                  > pozatym coraz więcej zaobobonów, mitów czy dziwnych cudownych historii
                  > jest obalanych wiedzą i nauką.... i tendencja będzie szła do przodu coraz
                  > szybciej z postępem.
                  >

                  DIVERERSE, zadziwiasz mnie glownie jezykiem nowomowy.
                  Reszty sie nie da komentowac: to zwykle frazesy.
    • alexanderson Była już podobna dyskusja 05.01.06, 23:39
      Widzę, że pani Echo znalazła sobie nowy wątek, na którym może z pozycji
      nieomylności szerzyć swoje poglądy. Dla zainteresowanych inna podobna dyskusja:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=26551430&s=0
    • renebenay Re: Ateizm (i religia) a wolność 06.01.06, 03:50
      Jak ktos mnie pyta dlaczego nie chodze do kosciola to odpowiadam:Jestem bardzo
      zlym i wrednym czlowiekiem ale mimowszystkim nie chce byc jeszcze gorszym.Kto
      madry zrozumie a kto.........
      • Gość: Echo Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 06.01.06, 05:59
        > Jak ktos mnie pyta dlaczego nie chodze do kosciola to odpowiadam:Jestem bardzo
        > zlym i wrednym czlowiekiem ale mimowszystkim nie chce byc jeszcze gorszym.Kto
        > madry zrozumie a kto.........

        To sie niestety nazywa wymadrzaniem. Przez moment myslalam ze jestes
        inteligentniejszy.
        • blinski Re: Ateizm (i religia) a wolność 06.01.06, 09:41
          myślałaś, że znalazł sie ktoś kto z własnej woli i na poważnie przyznał, że
          jest złym człwoeikiem bo nie chodzi do kościoła?
          :))
          • Gość: Echo Re: Ateizm (i religia) a wolność IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 06.01.06, 10:36

            > myślałaś, że znalazł sie ktoś kto z własnej woli i na poważnie przyznał, że
            > jest złym człwoeikiem bo nie chodzi do kościoła?
            > :))

            Alez, masowo sie tym tutaj chwala!!
        • renebenay Re: Ateizm (i religia) a wolność 06.01.06, 22:08
          To sa slowa jednego z moich przyjaciol ktory byl w stanie duchownym w
          Polsce,aktualnie mieszka z zona i dziecmi w Paryzu.
    • 0golone_jajka Re: Ateizm (i religia) a wolność 06.01.06, 09:42
      Przeglądając forum Gazety zajrzałem m. in. do naszego
      > ulubionego forum bez katocenzury


      Serdecznie dziękuję za te piękne słowa o forum przeze mnie niegdyś założonym

      Bóg zapłać :)
      • Gość: Echo Moralnosc i prawo IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 06.01.06, 15:33
        Wlasciwie dyskusja toczy sie w kierunku ze "moralnosc" polega
        na widzimisie. Dla mnie i moralnosc i prawo maja swoja role w rozwoju
        cywilizacji. Prawo dba o efekty krotkoterminowe i jest egzekwowane.
        MOralnosc ma wplyw bardziej dlugoterminowy i z tego wzgledu wielu
        uwaza ze nie ma zadnego wplywu. Np. rozklad rodziny jest regulowany
        prawnie ale prawo robi stosunkowo niewiele zeby wesprzec rodziny. Wrecz
        przeciwnie, od czasow Rewolucji Francuskiej wypracowane reguly moralne
        oparte na religii sa systematycznie podstawiane przez dogmaty ideologiczne.
        Jeden z takich dogmatow to ze stosunki homoseksualne sa rownie dobre jak kazde
        inne. Ze nienarodzone dziecko nie ma prawa do zycia. etc. Dla mnie zadziwiajace
        jest jak nasza cywilizacja usiluje podminowac wlasne istnienie eliminujac reguly
        ktore decydowaly o jej rozkwicie. Ideologiczna nienawisc do chrzescijanstwa
        jest o niebo gorsza niz do jakiejkolwiek innej religii co jest przyznaniem
        ze nasza cywilizacja jest zbudowana na chrzescijanstwie i tylko eliminacja
        chrzescijanstwa moze doprowadzic do zmian: niestety katastrofalnych z punktu
        widzenia jej przezycia.
        • renebenay Re: Moralnosc i prawo 07.01.06, 02:57
          Dlaczego ponad wszystko jest chrzescijanstwo podstawa naszej cywilizacji a
          przeciez jest oprocz innych religi czy filozofi rowniez judaizm.Ta religia jest
          najstarsza i bez niej nigdy by nie bylo chrzescijanstwa ale to jest inna
          sprawa.Moim zdaniem w niedoszlej konstytucji europejskiej podstawy naszej
          cywilizacji sa slusznie i dobrze okreslone bo stwarzaja ze, wszyskie religie sa
          jednakowo potraktowane poniewaz kazda z nich cos przyniosla ze swego
          bogactwa.Wspominasz Rewolucje Francuska i tutaj lepiej sie zapytac dlaczego ona
          wybuchla i dlaczego po poczatkowym wsparciu, kosciol sie stal wielkim
          wrogiem.Wiem ze,nastapila wojna ideologiczna ale kij ma zawsze dwa konce i
          jezeli nie mozemy kogos pokonac to lepiej z nim pojsc na kompromis.Dalej
          piszesz o zwiazkach homoseksualnych i tutaj sie ciesze ze,nie uzywasz
          slowa "dewiacja".Podobnie mysle o ich prawach jak Ty ale co z tymi ludzmi
          zrobic bo to sa jednak ludzie ktorzy tez maja prawo do zycia i szczescia.Nie
          mam do nich nic ale zeby byli na rownych prawach co zwiazek kobieta-mezczyzna
          to troche mnie razi.Prawo do zycia nienarodzonego dziecka i tutaj uwazam
          ze,dochodzimy do goracego tematu.Osobiscie jestem za tym prawem do zycia bo
          uwazam stale ze,czlowiek chyba jest istota myslaca i wie a przynajmniej
          powinien wiedziec co nalezy robic aby nie bylo nie chcianej ciazy.Mamy troje
          dzieci,synowie studiuja a corka robi juz mature a tak od siebie to i czwarte
          tez by sie wychowalo ale zona miala za zbyt wielkie problemy zdrowotne.Prawie
          juz 22 lata jestesmy razem i u nas rozpad rodziny napewno nie nastapi--moralnie
          to dobrze brzmi ale jak to jest u innych to sie nie wie.Mieszkajac kiedys we
          Francji musze przyznac ze,panstwo tam ogromnie pomagalo rodzinom z dziecmi
          obojetnie czy to byl zwiazek bez albo po slubie.Niestety my swiata nie zmienimy
          i pomimo ze,ten swiat nie jest doskonaly to sprobojmy jednach zyc w tolerancji
          i szacunku .Pozdrowienia
          • Gość: Echo Re: Moralnosc i prawo IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 07.01.06, 06:38
            >Niestety my swiata nie zmienimy
            >i pomimo ze,ten swiat nie jest doskonaly to sprobojmy jednach zyc w tolerancji
            >i szacunku .Pozdrowienia

            Slowa, slowa, slowa. Wytlumacz to rozjuszonej "mlodziezy" ktora spalila
            tysiace samochodow. Ty nie miales takiej pomocy socjalnej dla swoich dzieci
            i czujesz sie zwiazany z Francja. Oni nia gardza. Wiecej pieniedzy niczego nie
            zmieni. Do dzis najbardziej atakowane we Francji jest chrzescijanstwo a wokol
            innych religii chodzi sie na paluszkach. Francja nie ma wyjscia: w imie wolnosci
            pozbyla sie wlasnych dzieci teraz chce budowac meczety, szkolic imamow i trzesie
            sie ze strachu.
            • renebenay Re: Moralnosc i prawo 07.01.06, 21:52
              DBFaktycnie jestem troche kosmopolita i bardzo sobie cenie spotykac i rozmawiac
              z ludzmi roznych horyzontow.Nie gardze ani murzynem ani arabem a pozatem
              naszymi sasiadami jest wspaniala rodzina turecka.Mam tez okazje czasem
              porozmawiac sobie i z Rosjanami a niezmiernie wielka przyjemnosc mi zrobila
              znajoma Algierka zyczac nam przed wigilia "wesolych swiat"-Algierka i
              muzulmanka,to ogromnie cieszy i ile jest w tym tolerancji.Tylko nie mylic
              tolerancje z wydarzeniami we Francji bo to nie ma wiele wspolnego.Dalej o mnie
              napisze tak krotko a wiec przyjechalem do Francji 1973 roku i 10 lat pozniej
              sie ozenilem ze Slazaczka.Potem mielismy troje dzieci i w 1994 moj zaklad
              przeniesli do Niemiec i w ten sposob zamieszkalismy w poblizu francuskigo
              Strasbourga ale juz z drugiej strony granicy.Nasze dzieci urodzily sie we
              Francji i rowniez tam chodzily do szkoly podstawowej i w ten sposob poznalem
              caly system socjalny.Pomoc dla rodzin,samotnych matek jest naprawde super
              rozwinieta a pozatem szczegolnie ochrona dzieci--dzieci bite,zle traktowane
              albo glodne sa natychmiast odbierane rodzicom a zeby potem dzieci odzyskac to
              jest naprawde trudno.Ja osobiscie pracowalem sam a zona byla w domu z dziecmi i
              tutaj dodam ze,oprocz rodzinnego kasa rodzinna oplacala skladki emerytalne dla
              zony przez okres wychowawczy.Dzieci konczac 3 lata zaczynaly przedszkole i tak
              samo jak inne dzieci szkolne o godz.8 wsiadaly do autobusu i wracaly do domu
              okolo godz.17-tej.Ta konsekwencja i nabyta pilnosc w szkole francuskiej sie
              oplacala bo im pomogla w Niemczech ogromnie,synowie pokonczyli gimnazja i teraz
              studioja--to byl ogromny wysilek ale to jest ich osobisty sukces a dla nas
              duma.Teraz do tematu,a wiec piszesz abym wytlumaczyl rozjuszonej mlodziezy
              ktora spalila tysiace aut co to jest tolerancja.Po pierwsze za spalone auta
              ubezpieczenia zaplaca i tym samym rowniez fabrykanci samochodow maja wiecej
              roboty.To troche cyniczne ale niestety tak jest i co ciekawe ze, we Francji
              specjalnie nikt nie dramatyzowal.Powodem tych zabuzen byl analfabetyzm rodzicow
              tych dzieci a szczegolnie matek majacych je wychowywac.To proste do
              zrozumienia :ojciec wielodzietniej rodziny muzulmanskiej pracuje a zona ktora
              do meza po slubie przyjechala np. z Maroka nie znala ani nie chciala poznac
              jezyk francuski.Z kolei ich dzieci poznaly francuski w szkole i ze swoja mama
              robily co chcialy a szczegolnie jak to byl syn.Ojciec w tym czasie pracowal i
              wracal pozno wieczorem i tym samym nic takze nie kontrolowal a z kolei synowie
              robili biznes sprzedajac narkotyki,kradzieze i nawet prostytuowali swoje
              kuzynki.Nasi znajomi we Francji w latach 1995-7 zapisywali dzieci do
              katolickich szkol prywatnych bo w szkolach publicznych ich dzieci byly
              demoralizowane przez mlodych Arabow pomimo ze,jako urodzeni we Francji stali
              sie automatycznie obywatelami tego kraju.W rezultacie bez szkoly nie ma roboty
              i jest tylko maly zasilek a jak to nie starczy to biznes i wiezienie
              itd.itd.Inna rzecz ze,istnieje pewna niechec do Arabow czy murzynow z powodu
              straconych koloni i ta blizna musi byc najpierw zagojona a na to potrzeba
              czasu.W telewizji kiedys omawiano sprawe podniesienia kwalifikacji dla tych
              mlodych i oni powiedzieli krotko:my nie potrzebojemy zadnej szkoly bo my chcemy
              tylko pieniadze--aby policja opuscila nasze dzielnice i abysmy mogli dalej
              prowadzic biznes?????.Nie masz racji ze, Francja sie trzesie ze strachu ale ja
              sie boje bo francuzi sa bardzo gwaltowni pomimo ze, sa lagodni w zyciu.Francuzi
              sa bardzo konserwatywni i mimo wszystko jak chodza do kosciola to tylko w duze
              swieta no i jak sa jakies ceremonie.Faktycznie nasza cala piatka jest
              emocjonalnie zwiazana z Francja--czy to w Polsce,Francji albo w Niemczech
              zawsze jestesmy u siebie.Wydaje mi sie ze,koscol katolicki nie ma tak sobie zle
              we Francji bo np.immani muzulmanscy pragna tych samych praw dla swojej religi
              co maja chrzescijanie.Prawdopodobnie beda budowane meczety ale nie za pieniadze
              publiczne i kolei sie mowi o ksztalceniu immanow ktorzy sa urodzeni we Francji
              a takze obrzadek ma byc po francusku.Niedawno czytajac w Figaro w poczekalni u
              lekarza dowiedzialem sie ze,panstwo francuskie oplacajac emerytury i kase
              chorych dla duchownych katolickich wydaje miliard euro a z kolei na utrzymanie
              i odreustorowanie obiektow kultu 17 miliardow rocznie-oczywiscie prawie
              wszystkie obiety kultu naleza do panstwa.Jeszcze wracajac do zamieszek we
              Francji to nie nalezy mowic ze,wszyscy muzulmanie sa zli bo ci co podpalali
              auta to byla tylko mala grupa ale za to dobrze zorganizowana.Potem mlodsi
              bracia nasladowali starszych i w ten sposob to sie rozszerzylo na caly
              kraj.Chyba pomylilem zawody- od jutra pisze ksiazki.Pozdrowienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka