pan.na.wlosciach
09.01.06, 00:01
Jadąc na dyżur do redakcji, specjalnie zmieniłem trasę podróży, by móc
znaleźć się przy ustawionym przed "Pałacem" im. Józefa Stalina scenicznym
podestem, na którym jak co roku występować mieli "artyści" scen estradowych i
telewizyjnych za pieniądze podatników, czyli "publicznej" TVP, zgromadzeni
przez Stołeczną Estradę w celu zamanifestowania scenicznego spontanu dla
rozlicznych ponoć rokrocznie tłumów zaludniających pl. Defilad w
momencie "finału Orkiestry J. Owsiaka". Chęć konfrontacji medialnego
wizerunku "szołu" charytatywnego, organizowanego przez wieloletniego guru
młodzieżowych programów radiowych i telewizyjnych na rzecz wiecznie
niewydolnego Ministerstwa Zdrowia i nienasyconego budżetu niemiłościwie nam
panującej wciąż PRL-bis z niezafałszowaną rzeczywistością sprowadziła mnie na
stację Centrum warszawskiego metra tuż przed godziną 18. Jadąc schodami
ruchomymi w otoczeniu rzeczywiście licznej młodzieży, mogłem jeszcze przed
wynurzeniem się na powierzchnię placu posmakować węchem zdecydowanej
mieszanki "dopalaczy imprezowych", znanych każdemu z czasów studenckich, w
których stan konta biednego żaka mało kiedy pozwalał na raczenie się bardziej
wysublimowanymi napitkami niż piwny napój z niegdysiejszego browaru
warszawskiego, sprzedawany w poręcznych dla robociarskiej
dłoni "handgranatkach".
Kiedy wszyscy dojechaliśmy do końca sztolni i wyszliśmy na przestrzeń łomotu
wzmacniaczy głoszących sławę nieśmiertelnej piosenki biesiadnej "...ore, ore,
siaba-da-baaa, amoreeeeeeeee!!!" w wykonaniu zawodowych szansonistów
politycznie poprawnego pochodzenia artystowskiego i "romskiego", zrozumiałem,
że zapachy w wagonikach kolejki podziemnej oraz przestrzeniach stacji były
zaledwie wstępem do zapoznawczej degustacji wydychanych przez uczciwie tym
razem opisany jako ponaddwutysięczny tłum imprezowiczów produktów destylacji
przemysłu spożywczo-chemicznego (można mieć nadzieję, że przynajmniej w
większości pochodzące z przedsiębiorstw działających w polskim obszarze
podatkowym). Do kompletu doszło jeszcze efekty dźwiękowe wydobywające się z
jam ustnych małoletnich uczestników centralnego spędu plenerowego Orkiestry
Świątecznej, używających swych języków do wymiany poglądów na temat innych
współzabawowiczów. Tym razem rozmowy "młotcieszy" zgromadzonej w okolicach
sceny obracały się wokół tematów oczywiście imprezowych poszerzonych o
zwyczajowe komentarze o osobach, a raczej osobniczkach w pobliżu: "Tyyyy,
luknij, k...a, jaka k...a!", "Za..bisto!", "J...ny Owsik! Taka impra co roku!
etc. Trzeba mieć nadzieję, że tego typu zachowania nie dominowały podczas tej
imprezy, choć ja niestety ze swojej obserwacji nie czerpię żadnej pociechy.
Widoczne wszędzie "patrole WOŚP", składające się zresztą z ludzi w podobnym
wieku, co "cywile" zupełnie nie przejawiały zainteresowania rynsztokowym
słownictwem dominującym w tej części placu. te okoliczności zadecydowały o
szybkiej mojej ewakuacji z miejsca uciechy zorganizowanej przez tego bardzo
wydajnego współpracownika Ministerstwa Finansów, a i termin przybycia do
firmy naglił.
Właściwie po co to piszę, skoro od lat takie i podobne obrazki można było
zobaczyć przy tej samej okazji? Może po to, by przywołać wspomnienia
pamiętnych pierwszych koncertów rockowych w Jarocinie, które na początku lat
90. ub. wieku były także i moim udziałem, choć biernym - na których jednak
styl "looozacki", typowy - jak widać - dla wszystkich sfer obecnych
pokoleń "młotcieszy", ZDECYDOWANIE NIE DOMINOWAŁ?
P.