rwetest
25.03.06, 10:40
Z góry chcę uprzedzić, że moim zamiarem nie jest bynajmniej kwestionowanie
podstaw wiary i nauki Kościoła. Sam jestem wierzący. Jednakże, żyjąc we
współczesnych czasach człowiekowi trudno jest pozostać obojetnym na naukowe
odkrycia i tysiące trafiających do niego informacji za świata nauki i badań.
Choć kosmos czy wszechświat nadal pozostaje wielką niewiadomą dla człowieka
to jednak zdobywamy potwierdzone naukowo, niekiedy empirycznie, nowe
zadziwiające informacje na jego temat. I tu zachodzi zależność, która jak
mniemam nie małej grupie ludzi spędza sen z powiek, mianowicie im wiecej
wiemy na temat wszechświata tym mniejsza, zarówno w sensie wielkości jak i
znaczeniowym, staje sie dla nas ziemia, ziemianie, życie ludzkie na ziemi.
Znaczenie istnienia ziemi we wszechświecie jest tak znikome, że jej brak w
kosmosie można by porównać do zabrania z pustyni 1 ziarenka pisku, a i to
porównanie nie do końca uczciwie oddaje skalę. Jakiż jest więc powód, że
uciekamy od tych przecież powszechnie znanych informacji i upychamy je
głeboko w najdalszych zakamarkach naszej świadomości. Dlaczego Kościół jako
taki nie zauważa kosmosu? Ano dlatego, że kiedyś kiedy rodziła sie religia
nie mieliśmy takiej wiedzy, a Bóg nie uznał za stosowne wtajemniczać nas w
sprawy wszechświata, być może ktoś odpowie. Ale dlaczego dziś, we
współczesnym świecie Kościół zapomina o wszechświecie, czy z premedytacja
pozostawia nas(wierzących) z tą nieznośną dychotomią, czy też wciąż szuka
optymalnej dla wiary i Kościoła odpowiedzi?