alfalfa
06.01.03, 21:49
W czasie Wigilii zawsze w rodzinnej tradycji było śpiewanie kolęd. Prezentów
nie wolno było rozpakować aż tych kilku-kilkunastu nie zaśpiewaliśmy. I
wszyscy śpiewali a atmosfera się poprawiała i robiło się ciepło i rodzinnie,
udzielał sie nastrój i było naprawdę wreszcie świątecznie. W zasadzie nie
kojarzę żadnej podobnej, wspólnie śpiewanej okazji czy uroczystości. Czasem
mam wrażenie, że śpiewanie to w ogóle raczej niepopularna (w efekcie brak
uniejętności) sprawa w Polsce. Najbardziej to widać przy okazji gdy tłum
śpiewa hymn - po prostu ryk! Tak jakby chcieli kogos przestraszyć tym
wykrzyczanym hymnem! Co jeszcze? "Sto lat" i "Góralu czy ci nie żal"?
Pijackie szlagiery...
Czy to z tym spiewaniem to poboczna strona braku umiejętności w cieszeniu
się, zabawie? Polacy, mam wrażenie, nie umieją się cieszyć bawić tańczyć i
śpiewać. Ci znad Morza Śródziemnego to by tylko tańczyli, pili wino i
śpiewali. Spotkają się w knajpie i zaraz po kilku kieliszkach zaczynają -
kółeczka, korowody, wspólne przyśpiewki, jakby się znali od zawsze. Na czym
to polega? Czego nam brakuje?