Dodaj do ulubionych

"Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony.

05.03.07, 22:17
Mam pytanie do zwolenników aborcji na życzenie.


Obecnie jest tak, że mężczyzna jest zobowiązany łożyć na dziecko, nawet jeśli
tego dziecka nie chce. Skoro uważacie, że to wyłącznie sprawa kobiety czy
chce urodzić dziecko, czy może zechce usunąć ciążę i nikomu nic do tego, to
czy postulujecie także zmianę w kwestii ponoszenia odpowiedzialności przez
ojca? Dlaczego kobieta miałaby mieć wolną rękę co do ponoszenia konsekwencji
i brania odpowiedzialności za swoje czyny, a sytuacja ojca miałaby być
całkowicie zależna od woli kobiety?
Obserwuj wątek
    • daktylek Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 05.03.07, 22:22
      To raczej pytanie do przeciwników aborcji, bo łoży się na dziecko urodzone.

      W przypadku zwolenników aborcji na życzenie ten problem powstaje znacznie
      rzadziej :)
      • torpeda.wulkaniczna Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 05.03.07, 22:31
        No i masz, Pielęgniarzu,pierwszy komentarz.
        Życzę wielu sił w dyskusji z dialektycznymi.
        Będziesz tłumaczył "Daktylkowi" swoje pytania? Objaśniał podstawowe definicje?
    • kozaki_wiesi Bo tu chodzi o przywileje a nie o równouprawnienie 05.03.07, 22:41
      Gretkowska: "Żądamy wyrównania szans, choć równość z mężczyznami to jeszcze
      za mało. Jako matki jesteśmy w trudniejszej sytuacji. Rodząc dzieci,
      przerywamy pracę zawodową, a kiedy je wychowamy, boimy się, czy będziemy
      mogły wrócić. W Islandii, gdy o to samo stanowisko stara się mężczyzna i
      kobieta, nawet jeśli mają takie same kwalifikacje, pracę na pewno dostanie
      kobieta. To zasługa islandzkiej partii kobiet"
    • xtrin Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 05.03.07, 23:20
      W drugą stronę - nie zdejmować z niego odpowiedzialność, ale dołożyć praw. Moim
      zdaniem w kwestii aborcji ojciec również powinien mieć prawo do wyrażenia
      swojego zdania. Problem pojawia się jak to praktycznie załatwić.

      Przy legalizacji aborcji na życzenie powinno się moim zdaniem wprowadzić zapis,
      że w przypadku kobiety zamężnej wymagana jest na zabieg zgoda męża. Istnieje coś
      takiego jak domniemanie ojcostwa męża matki, niech więc to poza obowiązkami
      pociąga też i prawo głosu. Kwestią otwartą pozostaje jak w takim wypadku
      rozwiązać problem kobiet maltretowanych, którym mąż-tyran na aborcję nie
      pozwoli, choć dzieciak po narodzeniu staje się oczywiście wyłącznie jej problemem.
      Inaczej przedstawia się sprawa ciąż pozamałżeńskich. Tutaj nie ma kogo pytać o
      zdanie. Nie ma też czasu na poszukiwanie go, musiałby sam się zgłosić. Jak już
      się zgłosi to w zasadzie należałoby dać mu prawo veta, ale jak udowodnić, że to
      właśnie on je ma? Nie wiem w jak wczesnym okresie ciąży można przeprowadzać
      testy DNA, ale zakładając nawet, że w każdej chwili i tak pozostaje kwestia
      czasu i odpłatności za samo badanie (bo państwowa odpada).
      No i pozostaje jeszcze kwestia przyjęcia przez vetującego ojca odpowiedzialności
      za opiekę nad kobietą w ciąży i narodzonym dzieckiem.

      Obawiam się, że w tym przypadku idea musi przegrać z praktyką.
      • xtrin Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 05.03.07, 23:40
        Zanim ktoś się przyczepi - oczywiście powyższe nie ma żadnego zastosowania w
        przypadku ciąży zagrażającej życiu bądź zdrowiu kobiety lub pochodzącej z gwałtu.
    • mahadeva Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 05.03.07, 23:33
      no coz, takie jest prawo natury...
    • Gość: Ana Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. IP: *.bsk.vectranet.pl 05.03.07, 23:42
      Zalałeś forme to płać. Zamordowanie swojego dziecka, nawet jeżeli jest ono w
      łonie oczywiście jest złe. Niedoszła matka oprócz problemów psychologicznych(
      wyrzuty sumienia itp.)może mieć również problemy z późniejszym zajściem w
      ciążę. Moim zdaniem jest niedopuszczalne zastanawiać się , czy zabić swoje
      dziecko czy nie.Dlaczego tylko kobieta ma ponosic koszty wychowywania wpólnego
      dziecka? Trzeba ponosić odpowiedzialność za swoje nierozsądne czyny. Jednym
      słowem , uprawiaj seks z kobietą którą kochasz, a nie z byle dajką.
      • xtrin Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 05.03.07, 23:59
        Być może przeoczyłaś, ale pytanie było skierowane do zwolenników "aborcji na
        życzenie". Więc zdecydowanie nie do Ciebie.
    • Gość: Majka Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 00:17
      Akurat nie jestem zwolennikiem "aborcji na życzenie" - to nie koncert życzeń,
      ale uważam że póki nie ma dzieworództwa rodem z Seksmisji to ojciec ma obowiązek
      łożyc na swoje dziecko. Ba ma nie tyle obowiązek prawny ale LUDZKI. Bo gdy
      czytam takie bzdurne pytania to się zaczynam zastanawiac czy aby mężczyzna na
      pewno jest człowiekiem, skoro ma gdzieś los włąsnego dziecka.
      • xtrin Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 06.03.07, 00:19
        Gość portalu: Majka napisał(a):
        > Akurat nie jestem zwolennikiem "aborcji na życzenie"

        W takim razie pytanie nie było skierowane do Ciebie. Być może dlatego go nie
        zrozumiałaś.
        • Gość: Majka Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 00:23
          Xtrin może sprawdz czy cię nie ma w innym pokoju? Ty jesteś uzaleziona od moich
          postów czy co? Jak się nie doczepisz to jesteś chora?:D Zrozumiałam i odpisałam.
          • xtrin Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 06.03.07, 00:26
            Gość portalu: Majka napisał(a):
            > Xtrin może sprawdz czy cię nie ma w innym pokoju?

            Troszkę kultury.

            > Ty jesteś uzaleziona od moich postów czy co?

            Nawet nie zauważyłam czyj to post odpowiadając, nie pochlebiaj sobie.
            Temat jest moim zdaniem interesujący, a póki co większość odpowiadających
            odpowiedziała zupełnie nie na temat.

            > Zrozumiałam i odpisałam

            Sądząc po odpowiedzi - nie zrozumiałaś.
            • Gość: Majka Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 00:29
              Haha a co jest niekulturalnegoi w tym zdaniu??? Xtrin uważma że stanowczo za
              dużo siedzisz w sieci :D
              Ty komentujesz wszystko co napisze w 5 sekund, o której bym tu nie weszła :D I
              nie wiem co pochlebnego miałoby być w twoich odpowiedziach, buhaha. Raczej są
              upierdliwe.
              A post zrozumiałam własnie tak. O co chodziło autorowi to on sam musiałby
              napisac a jeszcze się nie odezwał.
              • xtrin Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 06.03.07, 00:47
                Gość portalu: Majka napisał(a):
                > Ty komentujesz wszystko co napisze w 5 sekund, o której bym tu nie weszła :D

                To samo mogłabym napisać o Tobie. Ale nigdy nie napisałam. I absolutnie nigdy
                nie wnioskowałabym na tej podstawie w którym pokoju być powinnaś lub ile
                powinnaś siedzieć w sieci.

                > Raczej są upierdliwe.

                Więc po prostu ignoruj. Zaloguj się i włącz ukrywanie moich postów, po co się
                męczysz?

                > A post zrozumiałam własnie tak. O co chodziło autorowi to on sam musiałby
                > napisac a jeszcze się nie odezwał.

                Na samym początku jasno zaznaczył, że chodzi mu o stosunek do sprawy zwolenników
                aborcji na życzenie. Całość wątku tyczy się relacji odpowiedzialności mężczyzny
                a aborcja. Twoja odpowiedź zupełnie temat aborcji pomijała.
                • Gość: Majka Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 01:16
                  Nie możesz tego powiedzieć o mnie bo ja nie odpisuje na twoje posty, zawsze to
                  ty 1 piszesz na moje :D Ale co mnie to..
                  W kwestii odpowiedzialności mężczyzny a aborcji prosze bardzo - konsekwentnie,
                  kobieta sobie sama dziecka nie zrobiła (no chyba że skorzystała z banku spermy)
                  a więc coś do powiedzenia ma też ojciec. To tak samo jego dziecko. Z drugiej
                  strony nikt nie może zmuszac kobiety do rodzenia dziecka bo to jest pozbawienie
                  jej wolności osobistej i traktowanie przedmiotowe a nie podmiotowe.
                  • silic Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 06.03.07, 12:58
                    Majka:
                    1. jeśli nie ma aborcji na życzenie to i ojciec i matka na dziecko muszą się
                    zgodzić i oboje ponoszą konsekwencje ciąży
                    2. jeśli jest aborcja na życzenie i kobieta ( jak piszesz ) ma wyłączne prawo
                    głosu to tylko ona decyduje czy i jakie konsekwencje poniesie, meżczyzna nie ma
                    wyboru - jest całkowicie zależny od jej decyzji. Traktowany jest przedmiotowo
                    nie podmiotowo.
      • Gość: Pawel Czy kobieta jest czlowiekiem zabijajac wlasne dzie IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.03.07, 16:31
        Mezczyzzna nawet jesli nie placi, to dziecka nie zabija, a kobieta dokonujaca
        aborcji wlasnie to robi. Kto jest wiec tutaj wiekszym potworem?
        • Gość: Majka Aborcja do 3 miesiąca ciąży nikogo nie zabija n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 21:29
    • chwila.pl Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 06.03.07, 00:48
      Hasło "mój brzuch, moja sprawa" - to sprzeciw przeciwko ingerencji państwa w tę
      sferę życia kobiety. Przetransponowałeś go i zaadaptowałeś do innego kontekstu.
      To tak na marginesie.
      Ad rem, o tym, czy w związku ma sie pojawić dziecko, powinni decydować w równym
      stopniu oboje partnerzy. Jeśli jednak facet definitywnie nie chce dziecka, ma
      przecież do dyspozycji środki antykoncepcyjne, w ostateczności poddać się
      wazektomii, to nie problem.
      • Gość: Majka Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 01:18
        Środki anty zawodzą a wazektomia chyba jest u nas zakazana :)
        • kot_behemot8 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 06.03.07, 08:55
          > wazektomia chyba jest u nas zakazana :)


          Ale gdzie indziej zakazana nie jest. Skoro kobiety mogą wyjeżdżać za granice w
          celu dokonania aborcji to i mężczyzna może wyjechać zrobić sobie wazektomię.
        • Gość: Pawel Twoj brzuch ,ale zycie w nim nie twoje IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.03.07, 16:33
          Ty mozesz sobie podwiazac jajniki. Lepsze to niz zabijanie innych.
          • Gość: Majka Re: Twoj brzuch ,ale zycie w nim nie twoje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 21:28
            Ty to sobie podwiąż komórki mózgowe, i tak ci są zbędne :) Nic innego nie
            potrafisz tylko wykrzykiwac swoje komunały.
            • matrek Re: Twoj brzuch ,ale zycie w nim nie twoje 20.03.07, 05:38
              gburowata kretynka
              • Gość: hehe Re: Twoj brzuch ,ale zycie w nim nie twoje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 09:40
                nie, dostosowała sie tylko do poziomu rozmówcy
    • kot_behemot8 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 06.03.07, 09:14
      Jak każdy przed tobą, w tej setki razy dyskutowanej sprawie popełniasz dwa
      błędy.
      Pierwszy błąd: prawo do wolnej aborcji oznacza, że decyzję mają podejmowac
      rodzice oraz że nikt postronny (ksiądz, poseł, wszechpolak, sąsiad itd) nie ma
      prawa się w ich decyzje wtrącać. A skoro tak, to przedstawiony problem nie
      istnieje, bo potencjalny ojciec MA prawo podejmowania decyzji. Zupełnie odrębną
      sprawą jest już to, czy daje się to prawo wyegzekwować w praktyce, gdy istnieje
      spór między potencjalnymi rodzicami. Moim zdaniem takiej praktycznej, realnie
      funkcjonującej mozliwości nie ma - cóż, jak się to panom nie podoba to może
      niech sami zaczną zachodzić w ciążę?;)
      Błąd drugi.
      W momencie narodzin dziecko, czy komuś się to podoba czy nie, staje się
      PODMIOTEM prawa a ty nadal traktujesz je jak przedmiot któremu bezkarnie można
      jego przyrodzone prawa odebrać. Dziecko ZAWSZE ma prawo do opieki ze strony
      obojga rodziców a okoliczności w jakich przyszło na świat nie mają na ten fakt
      najmiejszego wpływu. Spory istniejące między matką a ojcem nic dziecka nie
      obchodzą, jego prawa są niezalezne od praw innych osób - także od "prawa" ojca
      do żądania aborcji. Każdy inny zapis byłoby łamaniem fundamentu na którym jest
      zbudowany nasz system prawny i jako taki jest zwyczajnie niemozliwy do
      wprowadzenia.
      • mg2005 "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 09:25
        Chcę tylko zwrócic uwagę na absurdalność tego feministycznego hasła.
        Zarodek jest odrębnym organizmem, a nie częścią brzucha :)
        • kot_behemot8 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 09:27
          mg2005 napisał:

          > Chcę tylko zwrócic uwagę na absurdalność tego feministycznego hasła.
          > Zarodek jest odrębnym organizmem, a nie częścią brzucha :)


          Jeśli nie jest częścią brzucha, to zapewne łatwo go od tegoż brzucha odłączyć...
          W czym więc problem?
          • mg2005 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 16:14
            kot_behemot8 napisała:

            > Jeśli nie jest częścią brzucha,

            A jest ?... :)

            > to zapewne łatwo go od tegoż brzucha odłączyć..

            Błędny wniosek.

            > W czym więc problem?

            Chyba w myśleniu... :)

            • kot_behemot8 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 18:44
              Wniosek był całowicie prawdłowy, próbuj dalej:)
              • hymen Proszę Pani, poproszę o uzasadnienie. 06.03.07, 22:34
                kot_behemot8 napisała:

                > Wniosek był całowicie prawdłowy, próbuj dalej:)
                >

                Mamy coś żyjącego, nie wiem czy to jeden czy więcej organizmów. Ale odłączyłem
                tę część, która wydawała się mi odrębnym organizmem. Okazało się, że ta
                odłączona część nie przeżyła podczas, gdy ta, od której odłączono ma się
                całkiem dobrze. Proszę wyciągnąć prawidłowy wniosek i go uzasadnić, czy to coś
                żyjącego było jednym czy dwoma organizmami.
                • kot_behemot8 Re: Proszę Pani, poproszę o uzasadnienie. 07.03.07, 16:12
                  Przy podanych założeniach, na drodze rozumowania logicznego nie daje się
                  stwierdzić czy mielismy do czynienia z jednym czy z dwoma odrębnymi
                  organizmami.
        • ave.duce Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 09:31
          mg2005 napisał:

          > Chcę tylko zwrócic uwagę na absurdalność tego feministycznego hasła.
          > Zarodek jest odrębnym organizmem, a nie częścią brzucha :)

          No, to sprawa prosta:
          jeśli kobieta nie chce urodzić "tego" zarodka >>>
          powinno się zarodek oddzielić od kobiety i wychować!
          Namawiam zatem do adopcji zarodków.

          EOT
          • hymen Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 10:56
            ave.duce napisała:

            > mg2005 napisał:
            >
            > > Chcę tylko zwrócic uwagę na absurdalność tego feministycznego hasła.
            > > Zarodek jest odrębnym organizmem, a nie częścią brzucha :)
            >
            > No, to sprawa prosta:
            > jeśli kobieta nie chce urodzić "tego" zarodka >>>
            > powinno się zarodek oddzielić od kobiety i wychować!
            > Namawiam zatem do adopcji zarodków.

            Na tej samej zasadzie można by powiedzieć, jeśli kobieta nie chce urodzić
            należy ją zaszyć. Jeśli zarodek i brzuch stanowią jeden organizm nie powinno
            być problemu.
            • xtrin Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 13:21
              hymen napisał:
              > Jeśli zarodek i brzuch stanowią jeden organizm

              A ktoś tak twierdzi?
              • hymen Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 13:27
                xtrin napisała:

                > hymen napisał:
                > > Jeśli zarodek i brzuch stanowią jeden organizm
                >
                > A ktoś tak twierdzi?

                Tak, znam takich. Ale w tym przypadku chodzi raczej o sposób argumentowania na
                zwrócenie uwagi, że brzuch i zarodek stanowią odrębne organizmy.
                • mika74 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 13:55
                  Mamy tu do czynienia z typowa manipulacja słownicwem,która jest niezgodna z
                  nauką."Zarodek", "płod" to nie przedmiot ,albo inny organizm niz homo sapins ,a
                  stadium rozwoju podobnie jak stadiium rozwoju jest "noworodek" czy "dziecko"
                  zmiania sie tylko forma zaleznosci od matki. Ale to,ze dany organizm zalezy
                  jest od drugiego nie znaczy,ze nie jest odbrebnym organizmem, ktory trzeba
                  traktowac jak podmiot, kóry nalezy chronic prawnie(chyba,ze zachodza wazniejsze
                  od jego zycia okolicznosci np. zdrowie czy życie matki),a nie traktowac jak
                  nerke czy wyrostek robaczkowy, na ktorego wyciecie tez zresztą potrzebna jest
                  zgoda lekarza i specyficzne okolicznosci.
                  Panie krzyczace te hasło to jednoczesnie panie krzyczace:"nasza wygoda i widzi-
                  misie wazniejsze od zycia naszych dzieci". Tylko wspólczuc dzieciom,ktore juz
                  posiadają.Typowa ideologia w wykonaniu tych pań.
                  • Gość: zły Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.07, 14:02
                    > traktowac jak podmiot, kóry nalezy chronic prawnie(chyba,ze zachodza wazniejsze
                    > od jego zycia okolicznosci np. zdrowie czy życie matki),
                    skoro jednak będzie się chronić życie dziecka "od poczęcia", to co z życiem
                    matki, gdyby było zagrożone? Ma umrzeć?
                    • Gość: goldi Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 14:07
                      skoro jednak będzie się chronić życie dziecka "od poczęcia", to co z życiem
                      > matki, gdyby było zagrożone? Ma umrzeć?
                      dla takich przemądrzałych katoliczek życie kobiety nie jest nic warte, liczą
                      się tylko płody i zarodki i one stanowią dla nich dobro najwyższe. tak jak
                      można to pojać kiedy takie poglądy głosi podstarzały dziad, tak ciężko
                      zrozumieć jak kobiety mogą mieć tak za nic życie innych kobiet.
                      • mika74 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 14:15
                        Gość portalu: goldi napisał(a):

                        > skoro jednak będzie się chronić życie dziecka "od poczęcia", to co z życiem
                        > > matki, gdyby było zagrożone? Ma umrzeć?
                        > dla takich przemądrzałych katoliczek życie kobiety nie jest nic warte, liczą
                        > się tylko płody i zarodki i one stanowią dla nich dobro najwyższe. tak jak
                        > można to pojać kiedy takie poglądy głosi podstarzały dziad, tak ciężko
                        > zrozumieć jak kobiety mogą mieć tak za nic życie innych kobiet.


                        Kolejny mit.Akurat wg katolicyzmu kobieta ma w przypadkach zagrozenia jej zycia
                        ratowac własne zycie, no chyba,ze jej wybór jest inny.
                        Poglady pana Giertycha nie maja nic wspolnego z katolicyzmem tylko z jakąs jego
                        wlasną ideologia,a Ty niepotrzebnie uzywasz potwarzy dla "argumentacji".To
                        świadczy tylko o "sile" Twoich argumentów ,a raczej ich braku.
                        A zaroddeek nie jest jakims przedmiotem-sam byłes kiedys w stadium zarodka
                        wyobraź sobie...
                        Tylko czekac czasow haseł "Moje dzieci,moja sprawa!"
                        • Gość: zły Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.07, 14:25
                          > Kolejny mit.Akurat wg katolicyzmu kobieta ma w przypadkach zagrozenia jej zycia
                          > ratowac własne zycie, no chyba,ze jej wybór jest inny.Giovanna Beretta Molla
                          ratowała własne życie??????
                          Jeszcze ją JP2 święta zrobił :/Choć zachowała się jak totalna egoistka! Dla
                          własnej świętości odebrała swoim dzieciom prawo do posiadania matki :/
                          • mika74 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 14:34
                            Gość portalu: zły napisał(a):

                            > > Kolejny mit.Akurat wg katolicyzmu kobieta ma w przypadkach zagrozenia jej
                            > zycia
                            > > ratowac własne zycie, no chyba,ze jej wybór jest inny.Giovanna Beretta Mo
                            > lla
                            > ratowała własne życie??????
                            > Jeszcze ją JP2 święta zrobił :/Choć zachowała się jak totalna egoistka! Dla
                            > własnej świętości odebrała swoim dzieciom prawo do posiadania matki :/

                            A słyszałes poglądy jej dzieci w tej materii??Doczytaj.
                            • Gość: zły Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.07, 14:40
                              A czytałaś jak księża zaczynają narzucać właśnie innym kobietom jej wybór???
                              Że skoro ona tak mogła wybrac, to i pani też może!!!
                              Święta zawsze będzie stawiana jako wzór do nasladowania - w tej materii w kk się
                              nic nie zmieniło!
                              • mika74 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 14:44
                                Gość portalu: zły napisał(a):

                                > A czytałaś jak księża zaczynają narzucać właśnie innym kobietom jej wybór???
                                > Że skoro ona tak mogła wybrac, to i pani też może!!!
                                > Święta zawsze będzie stawiana jako wzór do nasladowania - w tej materii w kk
                                si
                                > ę
                                > nic nie zmieniło!

                                Chlopie piszesz bzdury az miło.Proponuje Ci pogadac z kapelanem szpitalnym
                                jednym czy drugim i potem pisac takie bzdety, bo nie masz pojęcia o czym
                                piszesz.To żadne fakty, tylko Twoja wyobraźnia.
                                A jesli uważasz ,ze oddanie swego zycia za kogos moze nastapic po czyichs
                                namowach to potrzebna Ci dodatkowo wiedza psychologiczna na poziomie
                                podstawowym.
                                No niestety.mam wrazenie,ze bronisz tak naprawde swego egoizmu,zarzucając go(a
                                moze zazdroszcząc?) innym.
                                • Gość: zły Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.07, 14:47
                                  > Chlopie piszesz bzdury az miło.Proponuje Ci pogadac z kapelanem szpitalnym
                                  > jednym czy drugim i potem pisac takie bzdety, bo nie masz pojęcia o czym
                                  > piszesz.To żadne fakty, tylko Twoja wyobraźnia.
                                  1. Że jeszcze nie spotkałaś księdza-idioty, to dziękuj Bogu...
                                  2. I chyba nigdy nie miałas okazji odwiedzić oddziału patologii ciąży...
                                • wdakra Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 17:13
                                  mika74 napisała:


                                  >
                                  > Chlopie piszesz bzdury az miło.

                                  To Ty piszesz bzdury. KK jest przeciwko aborcji bez żadnych wyjątków, a więc
                                  również wtedy, kiedy jest ona niezbędna dla ratowania życia kobiety, a
                                  stanowisko w tej sprawie Giertycha jest całkowicie zgodne ze stanowiskiem KK.
                                  Najostrzejsze jego sformułowania były cytatami z JP II.
                                  • zloty_delfin Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 19:02
                                    wdakra napisała:

                                    > mika74 napisała:
                                    >
                                    >
                                    > >
                                    > > Chlopie piszesz bzdury az miło.
                                    >
                                    > To Ty piszesz bzdury. KK jest przeciwko aborcji bez żadnych wyjątków, a więc
                                    > również wtedy, kiedy jest ona niezbędna dla ratowania życia kobiety, a
                                    > stanowisko w tej sprawie Giertycha jest całkowicie zgodne ze stanowiskiem KK.
                                    > Najostrzejsze jego sformułowania były cytatami z JP II.

                                    CZy aby na pewno?
                                    Polecam lekturę:
                                    media.wp.pl/kat,38202,wid,8606080,wiadomosc.html?ticaid=1356b
                                    • wdakra Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 07.03.07, 00:21
                                      zloty_delfin napisała:

                                      "Kościół nigdy nie zgodzi się na bezpośrednią aborcję, czyli zabicie dziecka."

                                      To cytat z artykułu, którego ling podałes.

                                      Ten sam artykuł podaje przykłady kobiet, ktore umarły wskutek tego, że uległy
                                      antyaborcyjnej propagandzie kościelnej.

                                      • zloty_delfin Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 08.03.07, 13:58
                                        wdakra napisała:

                                        > zloty_delfin napisała:
                                        >
                                        > "Kościół nigdy nie zgodzi się na bezpośrednią aborcję, czyli zabicie dziecka."
                                        >
                                        > To cytat z artykułu, którego ling podałes.

                                        A dalej jest napisane tak:

                                        "Jednak czasem lekarze muszą dokonać wyboru, czy swój wysiłek skoncentrować na
                                        ratowaniu matki czy dziecka. O tym muszą decydować w sumieniu i na podstawie
                                        ich najlepszej wiedzy lekarskiej. Taka sytuacja jest moralnie dopuszczalna –
                                        dodaje."

                                        > Ten sam artykuł podaje przykłady kobiet, ktore umarły wskutek tego, że uległy
                                        > antyaborcyjnej propagandzie kościelnej.

                                        Taki był ich wybór. Podobno o to chodzi w tej całej dyskusji dotyczącej
                                        aborcji: o prawo do wyboru.
                                        • wdakra Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 09.03.07, 03:18
                                          zloty_delfin napisała:
                                          >
                                          > A dalej jest napisane tak:
                                          >
                                          > "Jednak czasem lekarze muszą dokonać wyboru, czy swój wysiłek skoncentrować na
                                          > ratowaniu matki czy dziecka. O tym muszą decydować w sumieniu i na podstawie
                                          > ich najlepszej wiedzy lekarskiej. Taka sytuacja jest moralnie dopuszczalna R
                                          > 11;
                                          > dodaje."

                                          Czyli zaledwie moralnie dopuszczalne jest skoncentrowanie się przez lekarza na
                                          ratowaniu matki pod warunkiem, ze nie wymaga to dokonania aborcji. Nie ma
                                          przyzwolenia na dokonanie aborcji nawet jeśli ciąża zagraża życiu lub zdrowiu
                                          matki. Jednym słowem jest to mydlenie oczu.


                                          > Taki był ich wybór. Podobno o to chodzi w tej całej dyskusji dotyczącej
                                          > aborcji: o prawo do wyboru.

                                          Również o to, żeby nie nakłaniac kobiet do tej formy samobójstwa i nie odwodzić
                                          lekarzy od prawidłowego leczenia kobiet ciężarnych.
                                          Przepraszam, ale wg mnie trzeba być skrajnie nieodpowiedzialnym i mieć zrobioną
                                          przez antyaborcyjna propagandę wodę z mózgu, żeby zrezygnować z ratowania
                                          własnego życia, wiedząc, że osieroci się już urodzone dzieci i to dziecko, które
                                          ma się urodzić będzie od początku swego życia pozbawione matki.
                                          Myślę, że nie bez znaczenia dla takich wyborów jest fakt, że antyaborcjoniści
                                          minimalizują zagrożenie twierdząc, że lekarze zwykle przesadzają z tym
                                          zagrożeniem i mnożąc opowieści o kobietach, które wbrew ostrzeżeniom lekarzy nie
                                          zgodziły się na aborcję czy leczenie szkodliwe dla zarodka, szczęśliwie urodziły
                                          i potem się wyleczyły. To daje tym kobietom złudną nadzieję, że im sie uda.
                                          • zloty_delfin Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 09.03.07, 14:02
                                            > Czyli zaledwie moralnie dopuszczalne jest skoncentrowanie się przez lekarza na
                                            > ratowaniu matki pod warunkiem, ze nie wymaga to dokonania aborcji. Nie ma
                                            > przyzwolenia na dokonanie aborcji nawet jeśli ciąża zagraża życiu lub zdrowiu
                                            > matki. Jednym słowem jest to mydlenie oczu.

                                            I tak wiele jest kobiet, które w obliczu zagrożenia życia biorą ten brak
                                            przyzwolenia pod uwagę?

                                            > Również o to, żeby nie nakłaniac kobiet do tej formy samobójstwa i nie
                                            odwodzić
                                            > lekarzy od prawidłowego leczenia kobiet ciężarnych.

                                            Co proponujesz: ubezwłasnowolnienie tych kobiet, którym sumienie nie pozwala
                                            poddać się podobnemu zabiegowi (to niekoniecznie muszą być katoliczki)?
                                            Dopuszczenie do zawodu lekarza wyłącznie zadeklarowanych zwolenników aborcji?

                                            > Przepraszam, ale wg mnie trzeba być skrajnie nieodpowiedzialnym i mieć
                                            zrobioną
                                            > przez antyaborcyjna propagandę wodę z mózgu, żeby zrezygnować z ratowania
                                            > własnego życia, wiedząc, że osieroci się już urodzone dzieci i to dziecko,
                                            które
                                            > ma się urodzić będzie od początku swego życia pozbawione matki.

                                            Oczywiscie, wybór, jaki by nie był, podlega społecznej ocenie. Ale córka tej
                                            kobiety żyje wyłącznie dlatego, że - bez względu na to jak dalece patetycznie
                                            to zabrzmi- jej matka kochała ją bardziej niż siebie i poświęciła dla niej
                                            swoje życie. Powtórzyłabyś jej (córce) te słowa gdybyś miała okazję ją spotkać?

                                            > Myślę, że nie bez znaczenia dla takich wyborów jest fakt, że antyaborcjoniści
                                            > minimalizują zagrożenie twierdząc, że lekarze zwykle przesadzają z tym
                                            > zagrożeniem i mnożąc opowieści o kobietach, które wbrew ostrzeżeniom lekarzy
                                            nie
                                            > zgodziły się na aborcję czy leczenie szkodliwe dla zarodka, szczęśliwie
                                            urodziły
                                            > i potem się wyleczyły. To daje tym kobietom złudną nadzieję, że im sie uda.

                                            Nie wiem czy wmawiają czy nie, ale kobieta, o której mowa w artykule akurat
                                            sama była lekarzem i świetnie zdawała sobie sprawę z konsekwencji swojego
                                            wyboru.
                                            • wdakra Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 09.03.07, 17:25
                                              zloty_delfin napisała:

                                              >
                                              > I tak wiele jest kobiet, które w obliczu zagrożenia życia biorą ten brak
                                              > przyzwolenia pod uwagę?
                                              >

                                              Zbyt wiele. Ponadto sumienie katolików jest kształtowane przez KK i nie jest
                                              rzeczą przypadku, że to głównie katoliczki popełniają takie samobójstwa i
                                              katoliccy lekarze utrudniają kobietom ciężarnym leczenie i ratowanie życia oraz
                                              odmawiają kierowania na badania prenatalne tym samym naruszając prawa tych kobiet.
                                              >
                                              > Co proponujesz: ubezwłasnowolnienie tych kobiet, którym sumienie nie pozwala
                                              > poddać się podobnemu zabiegowi (to niekoniecznie muszą być katoliczki)?

                                              Wiem. Moga tez być muzułmanki. Islam zajmuje podobne stanowisko w sprawie
                                              aborcji.To są religie antykobiece i ich stanowisko jest wynikiem kwestionowania
                                              pełni człowieczeństwa kobiet. Proponuję uświadamiać tym kobietom absurdalność
                                              ich poświęcenia.

                                              > Dopuszczenie do zawodu lekarza wyłącznie zadeklarowanych zwolenników aborcji?
                                              >
                                              Proponuję karanie jak za morderstwo lekarzy, którzy przedkładając życie płodu
                                              ponad życie kobiety nie dołożą należytej staranności przy leczeniu kobiety
                                              ciężarnej doprowadzając tym do jej śmierci. Zaniechanie jakiejś procedury
                                              mającej znaczenie dla zdrowia matki, a mogącej spowodować poronienie, powinno
                                              wymagać wyrażonej na pismie odmowy poddania się jej przez kobietę. To
                                              pozostawiałoby kobiecie prawo wybporu, a chroniłoby ją przed decydowaniem za
                                              nią, że ma umrzeć czy stracić zdrowie.

                                              >
                                              > Oczywiscie, wybór, jaki by nie był, podlega społecznej ocenie. Ale córka tej
                                              > kobiety żyje wyłącznie dlatego, że - bez względu na to jak dalece patetycznie
                                              > to zabrzmi- jej matka kochała ją bardziej niż siebie i poświęciła dla niej
                                              > swoje życie. Powtórzyłabyś jej (córce) te słowa gdybyś miała okazję ją spotkać?
                                              >
                                              >
                                              Powtórzyłabym. To nie jej wina, że jej matka uległa antyaborcyjnej propagandzie.
                                              Trzeba naprawdę dużo rozsądku i hartu ducha, żeby sie jej oprzeć, zwłaszcza
                                              jeśli jest się gorliwą katoliczką.
                                              Jesli chodzi o tę wielką miłość do embrionu, to trudno to traktować poważnie.
                                              Dziwna to miłość, która ogranicza się do dbania jedynie o to, żeby urodzić
                                              dziecko bez odrobiny troski o jakość jego życia po urodzeniu. Co z miłością do
                                              pozostałych dzieci? Mam powazne wątpliwości, czy kochając je zdecydowałaby się
                                              je osierocić. A jesli nie kochała dzieci już urodzonych, to co dopiero mówić o
                                              tym, ktore dopiero miało sie urodzić? Ja bym to raczej złożyła na karb
                                              fanatycznego przestrzegania zasad swojej, zabójczej dla kobiet, religii.
                                              >
                                              > Nie wiem czy wmawiają czy nie, ale kobieta, o której mowa w artykule akurat
                                              > sama była lekarzem i świetnie zdawała sobie sprawę z konsekwencji swojego
                                              > wyboru.
                                              >
                                              Katolicy wierzą w cuda. Jako gorliwa katoliczka mogła wierzyć, że dla niej
                                              stanie się cud. Ale cudu nie było i umarła, jak wiele innych kobiet - ofiar
                                              antyaborcjonistów.

                                              Pokrętne wywody przedstawione w tym artykule troche mi przypominają wysiłki,
                                              zeby zjeść jajko i mieć jajko. Na początek dobre i to, że duchowni katoliccy
                                              usiłują wskazać możliwość obejścia bezwzględnego zakazu aborcji głoszonego
                                              przez KK z ratowaniem życia kobiet przynajmniej w niektórych przypadkach,
                                              głównie wtedy, gdy nie ma szans na donoszenie ciąży i urodzenie dziecka (ciąża
                                              pozamaciczna). Traktuję to jako drobne ustępstwo wymuszone przez feministki.
                                        • Gość: hehe Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 09:45
                                          > Taki był ich wybór. Podobno o to chodzi w tej całej dyskusji dotyczącej
                                          > aborcji: o prawo do wyboru.
                                          No ale gdy w przypadku zagrożenia życia kobiety nie będzie dozwolona aborcja, to
                                          ta kobieta nie będzie miec wyboru - teraz ma wybór. Kapujesz?
                            • mika74 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 14:40
                              mika74 napisała:

                              > Gość portalu: zły napisał(a):
                              >
                              > > > Kolejny mit.Akurat wg katolicyzmu kobieta ma w przypadkach zagrozen
                              > ia jej
                              > > zycia
                              > > > ratowac własne zycie, no chyba,ze jej wybór jest inny.Giovanna Bere
                              > tta Mo
                              > > lla
                              > > ratowała własne życie??????
                              > > Jeszcze ją JP2 święta zrobił :/Choć zachowała się jak totalna egoistka!

                              Chyba oddanie swego zycia za zycie drugiego jest akurat kompletnym wrecz arcy
                              zaprzeczeniem "ego"izmu.
                              Poza tym dobrze byłoby poznac cale jej zycie ,aby cos pisac o niej (sa
                              biografie,listy ,swidectwa jej męża, dzieci, znajomych itd).Zresztą to własnie
                              z ramienia rodzinyy Molla wyszła chec ,zgłoszenie Joanny do procesu
                              kononizacji,jak to się odobywa najczęsciej w przypadkach świeckich.
                              • Gość: zły Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.07, 14:43
                                Swięta to wzór do naśladowania!!
                                Dotarło?????

                                I potem dzieki takim kontrowersyjnym świętym księża narzucają innym wybór.
                                Na zasadzie, skoro ona mogła sie poswięcić, to i pani też może...
                                Kapujesz?
                                Czy przetłumaczyć?
                          • mg2005 zły, to zły wniosek... 06.03.07, 16:12
                            Gość portalu: zły napisał(a):

                            > zachowała się jak totalna egoistka! Dla
                            > własnej świętości odebrała swoim dzieciom prawo do posiadania matki :/
                    • mika74 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 14:12
                      Gość portalu: zły napisał(a):

                      > > traktowac jak podmiot, kóry nalezy chronic prawnie(chyba,ze zachodza wazn
                      > iejsze
                      > > od jego zycia okolicznosci np. zdrowie czy życie matki),
                      > skoro jednak będzie się chronić życie dziecka "od poczęcia", to co z życiem
                      > matki, gdyby było zagrożone? Ma umrzeć?

                      Zły, no przeciez odpowiedziałam w tym własnie fragmencie który
                      zacytowałes; "chyba,ze zachodza wazniejsze okolicznosci np. zdrowie czy zycie
                      matki".wydaje mi sie jednak,ze te "okolicznosci" przybieraja w ustach
                      tych ,ktorzy chca aborcji na zyczenie postac wygody czy innego widzi-misie...
                      • Gość: zły Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.07, 14:20
                        No właśnie te "wazniejsze okolicznosci np. zdrowie czy zycie matki", p. Giertych
                        i spółka chcą wykreślić.

                        Skoro JP2 uznał za świętą Giovanne Beretta Mollę, co zgodziła sie urodzić
                        kolejne dziecko, choć ciąża zagrażała jej życiu, przez co odebrała swoim
                        starszym dzieciom prawo do posiadania matki, to chyba jasne jest stanowisko
                        koscioła.
                        Nadrzędne jest życie dziecka, nie matki...

                        Zresztą, pare lat temu była w Irlandii awantura - kobieta w ciąży uległa
                        wypadkowi, "obrońcy życia" wymyślili, że należy ją sztucznie podtrzymywać przy
                        życiu do tego czasu, aby płód był na tyle rozwinięty, by mógł przeżyć poza
                        organizmem matki. I co?
                        Jednak Bóg był mądrzejszy i kobieta zmarła ;P
                        • mika74 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 14:33
                          Gość portalu: zły napisał(a):

                          > No właśnie te "wazniejsze okolicznosci np. zdrowie czy zycie matki", p.
                          Giertyc
                          > h
                          > i spółka chcą wykreślić.
                          >
                          > Skoro JP2 uznał za świętą Giovanne Beretta Mollę, co zgodziła sie urodzić
                          > kolejne dziecko, choć ciąża zagrażała jej życiu, przez co odebrała swoim
                          > starszym dzieciom prawo do posiadania matki, to chyba jasne jest stanowisko
                          > koscioła.
                          > Nadrzędne jest życie dziecka, nie matki...
                          >
                          > Zresztą, pare lat temu była w Irlandii awantura - kobieta w ciąży uległa
                          > wypadkowi, "obrońcy życia" wymyślili, że należy ją sztucznie podtrzymywać przy
                          > życiu do tego czasu, aby płód był na tyle rozwinięty, by mógł przeżyć poza
                          > organizmem matki. I co?
                          > Jednak Bóg był mądrzejszy i kobieta zmarła ;P

                          Mylisz dwie rzeczy. Nuaka Kościoła zawrta jest w konkretnych dokumentach i
                          przykazaniach.Nie ma nauki ,ktora mówi"masz oddac jedna nerke komus kto jej
                          potrzebuje" albo ryzykowac swoje życie przy ratowaniu tonącego jesli samemu
                          kiepsko się pływa. Co nie znaczy,ze takie gesty sa uznane za heroiczne nie
                          tylko w Kosciele ,ale po prostu w społeczenstwie.
                          Joanna Molla akurat została swieta za calokształ zycia, jej heroiczny wybór( to
                          był jej wybór,a nie nakaz Kościoła)był tylko potwierdzeniem,ze potrafi sie
                          zdobyc na czyn,który wymaga ogromnej ,nadludzkiej siły . Nie slyszałzm tez aby
                          za złe miały to jej dzieci czy jej maz.
                          Co do drugiego przypadku to tez byl to wybór kobiety, nie wiem czemu wine
                          zwalasz na Boga-tak zdecydowala kobieta , to jej wybór, jej sumienie-widocznie
                          uznala,ze jej zycie na tym świecie nie jest najwyzsza wartoscią.Ale tak Kosciól
                          nie nakazuje, bo nie moze nakazac heroizmu i nadludzkich decyzji.To nalezy do
                          czlowieka i absolutnie nie mozna tego sankcjonowac prawnie.
                          Zresztą przeciwko pogladom p.Giertycha w tej materii krytycznie wypowiadał się
                          Kosciół, wiec nie wiem po co wywarzasz drzwi otwarte...
                          • Gość: zły Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.07, 14:38
                            > Co do drugiego przypadku to tez byl to wybór kobiety, nie wiem czemu wine
                            > zwalasz na Boga-tak zdecydowala kobieta , to jej wybór, jej sumienie-widocznie
                            > uznala,ze jej zycie na tym świecie nie jest najwyzsza wartoscią.
                            Ty chyba masz problemy ze wzrokiem!
                            W drugim przypadku pisałem o kobiecie, co miała być sztucznie podtrzymywana przy
                            życiu, gdyż jej mózg był praktycznie martwy - była "roślinką". Więc niby o czym
                            miała decydować????
                            Zastanów się!!!

                            > Joanna Molla akurat została swieta za calokształ zycia, jej heroiczny wybór( to
                            > był jej wybór,a nie nakaz Kościoła)był tylko potwierdzeniem,ze potrafi sie
                            > zdobyc na czyn,który wymaga ogromnej ,nadludzkiej siły .
                            Ogłaszając ją świętą dano akurat to za wzór!!
                            I akurat ten jej osobisty wybór w wielu wypadkach narzuca się osobom, w
                            sytuacji, gdy musi być wybór: życie matki czy życie dziecka :/
                            Że skoro ona mogła tak wybrac, to i pani też tak może :/
                            • mg2005 zły, masz dziś zły dzień ?... :) 06.03.07, 16:09
                              Gość portalu: zły napisał(a):

                              > W drugim przypadku pisałem o kobiecie, co miała być sztucznie podtrzymywana
                              prz
                              > y
                              > życiu, gdyż jej mózg był praktycznie martwy - była "roślinką". Więc niby o
                              czym
                              > miała decydować????

                              Czy widzisz w tym coś złego, że lekarze próbowali ratować dziecko ?...


                              > I akurat ten jej osobisty wybór w wielu wypadkach narzuca się osobom,

                              Czy i w jaki sposób "narzuca sie" ? Podaj kilka z tych "przypadków wypadków" .
                              • Gość: zły z własnych doświadczeń IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.03.07, 14:36
                                Moja matka prawie 30 lat temu miała usunięte narządy rodne - był guz w macicy,
                                patologiczne zmiany na jajnikach...
                                Akurat była w 2 miesiącu ciąży...
                                Przywieźli ją do szpitala z solidnym krwotokiem...

                                Do swojej śmierci [pare lat temu] od obrońców życia pokroju miki.74 i
                                nawiedzonych kieckowych wysłuchiwała że jest morderczynią!
                                Że należało ratować dziecko, a nie ją!
                          • Gość: zły Mówisz o poglądach Kościoła IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.07, 15:02
                            > Zresztą przeciwko pogladom p.Giertycha w tej materii krytycznie wypowiadał się
                            > Kosciół, wiec nie wiem po co wywarzasz drzwi otwarte...
                            Wypowiadał sie Kościól ale nie cały, wystarczy włączyć pewną rozgłośnie z
                            Torunia i posłuchać. Nie mówię o bełkoczących na antenie niektórych ojczulach,
                            ale o części polskiego Episkopatu, oficjalnie popierających te pomysły.
                        • mika74 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" 06.03.07, 14:46
                          Gość portalu: zły napisał(a):

                          > No właśnie te "wazniejsze okolicznosci np. zdrowie czy zycie matki", p.
                          Giertyc
                          > h
                          > i spółka chcą wykreślić.
                          >
                          > Skoro JP2 uznał za świętą Giovanne Beretta Mollę, co zgodziła sie urodzić
                          > kolejne dziecko, choć ciąża zagrażała jej życiu, przez co odebrała swoim
                          > starszym dzieciom prawo do posiadania matki, to chyba jasne jest stanowisko
                          > koscioła.
                          > Nadrzędne jest życie dziecka, nie matki...
                          >
                          > Zresztą, pare lat temu była w Irlandii awantura - kobieta w ciąży uległa
                          > wypadkowi, "obrońcy życia" wymyślili, że należy ją sztucznie podtrzymywać przy
                          > życiu do tego czasu, aby płód był na tyle rozwinięty, by mógł przeżyć poza
                          > organizmem matki. I co?
                          > Jednak Bóg był mądrzejszy i kobieta zmarła ;P

                          Przepraszam Cie ale za decyzje w szpitalu odpowiadają lekarze,którzy sa
                          podlegli danemu prawu,a nie jacys "obroncy zycia".
                          Za duzo propagandy widze w Twoich postach.
                          • Gość: zły propaganda czy fakty? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.07, 14:52
                            Ciekawe który medyk zdecydowałby się na odłączenie aparatury, po ogólnokrajowym
                            wrzasku w mediach?
                            Pomyśl, to naprawde nie boli...
    • goniacy.pielegniarz Widzę, że mało kto zrozumiał, o co pytam.... 06.03.07, 10:34
      Chodzi o pewną nierówność, z którą mielibyśmy do czynienia.
      Ponoszenie odpowiedzialności przez mężczyznę byłoby całkowicie uzależnione od
      kobiety. Jeśli oboje rodzice nie chcą dziecka i kobieta dokonuje aborcji, to
      problemu w tej kwestii nie ma. W przypadku gdy mężczyzna nie chce dziecka, a
      kobieta decyduje się urodzić, mężczyzna jest zobowiązany ponosić tę
      odpowiedzialność i nie ma nic do powiedzenia. Kobieta natomiast mogłaby zawsze
      decydować, czy chce tę odpowiedzialność ponosić.
      Odpowiedzi w stylu - jak facet nie chce dziecka, to może stosować
      antykoncepcję - jest nietrafione w tym przypadku, bo to samo można by
      powiedzieć o kobiecie(nie chciałaś dziecka, to trzeba było się zabezpieczać).

      p.s.
      Nie odpisywałem wcześniej, bo nie na tym forum założyłem ten wątek, tylko
      adminka z innego forum mi to tutaj przeniosła.
      • chwila.pl Re: Widzę, że mało kto zrozumiał, o co pytam.... 06.03.07, 10:49
        goniacy.pielegniarz napisał:

        > Odpowiedzi w stylu - jak facet nie chce dziecka, to może stosować
        > antykoncepcję - jest nietrafione w tym przypadku, bo to samo można by
        > powiedzieć o kobiecie(nie chciałaś dziecka, to trzeba było się zabezpieczać).

        Rozpatrz taką sytuację:
        facet kategorycznie nie chce dziecka, natomiast kobieta chce je mieć.
        Jak rozwiążesz ten problem? Przecież trudno wymagać od kobiety by sie
        zabezpieczała, jeżeli marzy o macierzyństwie. Jedyne rozwiązanie, skuteczne z
        punktu widzenia potrzeb tego faceta, to stosowanie przezeń antykoncepcji, nie
        sądzisz? Chyba, że uważasz, że kobieta musi się podporządkować woli męża i tylko
        ona ma stosować antykoncepcję, by spełnić żądania faceta...
        • chwila.pl Re: Widzę, że mało kto zrozumiał, o co pytam.... 06.03.07, 10:52
          Jest jeszcze jedno rozwiązanie tego problemu - rozwód.
          • goniacy.pielegniarz Re: Widzę, że mało kto zrozumiał, o co pytam.... 06.03.07, 11:03
            chwila.pl napisała:

            > Jest jeszcze jedno rozwiązanie tego problemu - rozwód.


            A w przypadku czego rozwód rozwiązuje problem?
        • goniacy.pielegniarz Re: Widzę, że mało kto zrozumiał, o co pytam.... 06.03.07, 11:02
          chwila.pl napisała:


          > Rozpatrz taką sytuację:
          > facet kategorycznie nie chce dziecka, natomiast kobieta chce je mieć.
          > Jak rozwiążesz ten problem? Przecież trudno wymagać od kobiety by sie
          > zabezpieczała, jeżeli marzy o macierzyństwie. Jedyne rozwiązanie, skuteczne z
          > punktu widzenia potrzeb tego faceta, to stosowanie przezeń antykoncepcji, nie
          > sądzisz?
          > Chyba, że uważasz, że kobieta musi się podporządkować woli męża i tylko
          > ona ma stosować antykoncepcję, by spełnić żądania faceta...

          Trochę zbaczasz z tematu. Ale skoro tak, to nie uważam, że kobieta musi się
          podporządkować woli męża. Przecież to nie ma sensu. Natomiast sytuacja, którą
          tutaj narysowałaś, jest dosyć chora. Kobieta chce mieć dziecko, a facet nie.
          Ok. I co, on myśli, że ona się zabezpiecza, a ona się nie zabezpiecza, bo chce
          mieć dziecko, pomimo tego że on nie chce? Czy może on nie chce dziecka i wie,
          że żadne z nich się nie zabezpiecza?
          • chwila.pl Re: Widzę, że mało kto zrozumiał, o co pytam.... 06.03.07, 11:09
            goniacy.pielegniarz napisał:

            > Trochę zbaczasz z tematu. Ale skoro tak, to nie uważam, że kobieta musi się
            > podporządkować woli męża. Przecież to nie ma sensu. Natomiast sytuacja, którą
            > tutaj narysowałaś, jest dosyć chora. Kobieta chce mieć dziecko, a facet nie.
            > Ok. I co, on myśli, że ona się zabezpiecza, a ona się nie zabezpiecza, bo chce
            > mieć dziecko, pomimo tego że on nie chce? Czy może on nie chce dziecka i wie,
            > że żadne z nich się nie zabezpiecza?

            Przeczytaj swój post inicjujacy wątek. Piszesz wyraźnie, czy facet, który nie
            chce dziecka ma ponosić odpowiedzialność za nie, jeśli kobieta zdecyduje sie je
            jednak urodzić. Czy dobrze zrozumiałam?
            >
            >
            >
            • goniacy.pielegniarz Re: Widzę, że mało kto zrozumiał, o co pytam.... 06.03.07, 11:17
              chwila.pl napisała:


              > Przeczytaj swój post inicjujacy wątek. Piszesz wyraźnie, czy facet, który nie
              > chce dziecka ma ponosić odpowiedzialność za nie, jeśli kobieta zdecyduje sie
              je
              > jednak urodzić. Czy dobrze zrozumiałam?


              Tak. Było to w kontekście tak zwanej aborcji na życzenie. Kobieta mogłaby tę
              odpowiedzialność z siebie zrzucić poprzez aborcję, a mężczyzna nie. Uznałem
              argument o antykoncepcji za nietrafiony, bo jeśli kobieta chciałaby zrzucić z
              siebie tę odpowiedzialność, dokonując aborcji, też można by powiedzieć, że
              mogła się zabezpieczać, a jeśli tego nie zrobiła, to niech teraz rodzi i ponosi
              konsekwencje.
              • chwila.pl Re: Widzę, że mało kto zrozumiał, o co pytam.... 06.03.07, 11:49
                goniacy.pielegniarz napisał:

                > Tak. Było to w kontekście tak zwanej aborcji na życzenie. Kobieta mogłaby tę
                > odpowiedzialność z siebie zrzucić poprzez aborcję, a mężczyzna nie. Uznałem
                > argument o antykoncepcji za nietrafiony, bo jeśli kobieta chciałaby zrzucić z
                > siebie tę odpowiedzialność, dokonując aborcji, też można by powiedzieć, że
                > mogła się zabezpieczać, a jeśli tego nie zrobiła, to niech teraz rodzi i
                > ponosi konsekwencje.

                To trochę inny wariant, niz przyjęłam poczatkowo. Zasugerowałam się przykładem z
                tzw życia, dotyczacego bliskiej mi koleżanki. Jej mąż stanowczo podkreslał,
                jeszcze przed slubem, że absolutnie nie chce mieć dziecka. Ona była tego samego
                zdania. Tylko, życie płata figla i po pewnym czasie zaszła w ciążę, mimo
                zabezpieczeń, oczywiście tylko jej zabezpieczeń, pan mąż ani myslał ich
                stosować. Pokochała to dziecko jeszcze będąc w ciąży. Bała sie o tym powiedzieć
                mężowi, tuszowała swój stan, do czasu gdy się sam zorientował, a na aborcję
                byłoby i tak za późno. Mąż poczuł sie na tyle dotknięty i oszukany, że zwiał.
                Koleżanka urodziła zdrowego, ślicznego synka. Jej mąż nigdy go nie odwiedził,
                nie chciał nawet go zobaczyć. Rozwiedli się, koleżanka zrezygnowała z alimentów.
                Pomoc nie tylko finansową zapewniali jej rodzice już byłego męża, kochają wnuka
                bez pamięci. Dziś Radek ma 12 lat i nigdy nie widział swojego ojca...
                • xtrin Re: Widzę, że mało kto zrozumiał, o co pytam.... 06.03.07, 13:24
                  chwila.pl napisała:
                  > Bała sie o tym powiedzieć mężowi, tuszowała swój stan, do czasu gdy się sam
                  > zorientował, a na aborcję byłoby i tak za późno. Mąż poczuł sie na tyle
                  > dotknięty i oszukany, że zwiał.

                  I ciężko mu się dziwić. Co nie zmienia faktu, że alimenty płacić powinien
                  (jeżeliby ona z nich nie zrezygnowała oczywiście).
                  • chwila.pl Re: Widzę, że mało kto zrozumiał, o co pytam.... 06.03.07, 13:44
                    xtrin napisała:

                    > I ciężko mu się dziwić. Co nie zmienia faktu, że alimenty płacić powinien
                    > (jeżeliby ona z nich nie zrezygnowała oczywiście).

                    Z jednej strony go rozumiem, urazona ambicja, męska duma, etc
                    Z drugiej jednak strony, wkurza mnie jego postawa. On też mógł stosować
                    chociażby prezerwatywy, ale nie, hrabia przezdziecki, cały ciężar zabezpieczeń
                    zrzucił na jej barki, i to ja obciążył odpowiedzialnością. A potem zrejterował.
                    Wg mnie był współodpowiedzialny za zaistniały stan rzeczy. No, ale cóż, taki typ...
                  • goniacy.pielegniarz Re: Widzę, że mało kto zrozumiał, o co pytam.... 06.03.07, 14:19
                    xtrin napisała:


                    > I ciężko mu się dziwić.


                    Żartujesz? Przecież w szerszym kontekście to tak naprawdę nie ma znaczenia, czy
                    ukrywała czy też nie i nie jest to powód, żeby uciekać(obrażać się??). Z tego
                    krótkiego opisu wynika raczje, że gość nie uciekł, dlago że ukrywała, tylko
                    dlatego że miała urodzić dziecko. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś
                    był aż takim kretynem, żeby odejść od rodziny tylko dlatego, że mu żona nie
                    powiedziała od razu, że jest w ciąży(z nim).
                • goniacy.pielegniarz Re: Widzę, że mało kto zrozumiał, o co pytam.... 06.03.07, 14:03
                  chwila.pl napisała:


                  > Pomoc nie tylko finansową zapewniali jej rodzice już byłego męża, kochają
                  >wnuka bez pamięci.

                  To synek chyba nie za bardzo dał się wychować rodzicom, skoro rodzice potrafili
                  się zachować, a synek nie.
      • michelle28 Re: Widzę, że mało kto zrozumiał, o co pytam.... 06.03.07, 11:42
        > Chodzi o pewną nierówność, z którą mielibyśmy do czynienia.
        > Ponoszenie odpowiedzialności przez mężczyznę byłoby całkowicie uzależnione od
        > kobiety. Jeśli oboje rodzice nie chcą dziecka i kobieta dokonuje aborcji, to
        > problemu w tej kwestii nie ma. W przypadku gdy mężczyzna nie chce dziecka, a
        > kobieta decyduje się urodzić, mężczyzna jest zobowiązany ponosić tę
        > odpowiedzialność i nie ma nic do powiedzenia. Kobieta natomiast mogłaby
        zawsze
        > decydować, czy chce tę odpowiedzialność ponosić.
        W tej kwestii nigdy nie będzie pełnej równości, nie da się tu po równo
        rozdzielić obowiązków i odpowiedzialności. To kobiety zachodzą w ciążę, rodzą
        dzieci i ich zawsze ciąża czy maciezryństwo będą dotyczyły przynajmniej trochę
        bardziej niż nawet najmocniej zaangażowanego w temat faceta.
        Uważam, że mężczyznom nie powinno się odmawiać prawa do własnego zdania w tym
        temacie, do współdecydowania czy wpływania na decyzję kobiety. Tylko to jakie
        ich głos będzie miał znaczenie powinno zależeć od tego jaki stopień
        porozumienia wypracował sobie z kobietą zanim zaszła w ciążę.
        Nie wyobrażam sobie wprowadzania np. prawnych uregulowań dotyczących udziału
        ojca w takiej decyzji. Po pierwsze dlatego że aborcja nie jest w naszym kraju
        oficjalnie dopuszczana we wszystkich przypadkach, a w tych w których jest nic
        zdanie mężczzny nie powinno móc zmienić. Po drugie dlatego, że nie widzę
        możliwości ani sensu zmuszania do urodzenia kobiety która tego nie chce
        kierując się tym że jej partner ma odmienne zdanie. Wprowadzenie jakichś
        zapisów próbujących regulować tą kwestię byłoby tylko dla zasady, a w
        rzeczywiostości nie do wprowadzenia w życie.
      • Gość: Majka No więc otóż IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 12:48
        powtórzę trochę to co już napisałam, ja cię zrozumiałam.
        Możliwości może być kilka: oboje nie chcą - usuwają, oboje chcą - nie usuwają,
        kobieta chce a facet nie chce - nie można kobiety zmusić do usunięcia ciąży na
        siłę, kobieta nie chce a facet chce - nie można też kobiety zmusic na siłe do
        noszenia niechcianej ciąży i wychowywania niechcianego dziecka.
        Pies jest pogrzebany w tym, że to jednak kobieta nosi ciążę, to na jej zdrowie i
        samopoczucie ona wpływa. Nie jestem sobie w stanie wyobraźić zmuszania kobiety
        do rodzenia dziecka, którego ona nie chce! Związać?? Ubezwłasnowolnić?? Bardziej
        jestem sobie w stanie wyobrazić usunięcie ciąży nieco na siłę, mimo że kobieta
        chce dziecko. Chociaz trzeba sobie zdawać sparwe z tego że będzie za nią to
        chodziło całe życie, że może zniszczyć jej psychikę oraz najprawdopodobniej
        zniszczy związek.
        Po prostu PRZED związkiem trzeba takie rzeczy jak dziecko USTALAĆ.
        I tyle.
        • goniacy.pielegniarz Re: No więc otóż 06.03.07, 13:29
          Nikt tu nie mówi o decydowaniu przez mężczyznę, czy kobieta ma rodzić, czy ma
          usuwać ciążę. To przecież byłoby chore.
          • kot_behemot8 Re: No więc otóż 06.03.07, 14:04
            > Nikt tu nie mówi o decydowaniu przez mężczyznę, czy kobieta ma rodzić, czy ma
            > usuwać ciążę. To przecież byłoby chore.


            Dokładnie tak samo chory jest pomysł by odbierać dziecku alimenty od ojca na
            tej podstawie, że tatuś z mamusią nie potrafili się dogadać co do kwestii
            utrzymania ciąży. Spróbuj moze jednak zrozumieć, że prawa dziecka do opieki nie
            mają charakteru warunkowego lecz są przyrodzone. Rodzice mogą się kłócić do
            woli - alimenty i tak się dziecku należą. Ojciec nie może ralizować swoich praw
            kosztem praw dziecka, bo dziecko po narodzinach jest odrębnym podmiotem
            prawnym. Jak to wreszcie zrozumiesz, cały twój dylemat przestanie istnieć.
            • Gość: Majka Prawda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 21:32
              Zgadzam się. Z jakiej racji ma cierpieć niewinne dziecko?? Bo się rodzice
              dogadać nie mogą? Dziecku się należy szczęsliwe dzieciństwo i ma mu niczego nie
              brakować, również finansowo, jeśli jest taka możliwośc. Wszyscy tutaj gadają o
              prawach kobiety czy prawach faceta a co z prawami dziecka?? To dla niego są te
              alimenty a nie dla mamusi.
      • Gość: ant Re: Widzę, że mało kto zrozumiał, o co pytam.... IP: *.adsl.inetia.pl 06.03.07, 15:12
        goniacy.pielegniarz napisał:

        > Chodzi o pewną nierówność,

        czy życie jeszcze cie nie nauczyło, że równość to fikcja i wymysł komunistów,
        jeśli nie,
        to pewnie jeszcze zdąży cie nauczyć,

        a jak ci nie pasują nierówności to rzeczywiście dobra rada:
        - nie ciupciaj

        :)
        pozdrawiam.
    • kochanica-francuza Jaaasne...ojcowie NIGDY nie chcą aborcji 06.03.07, 11:13
      hehehehehehe
      • goniacy.pielegniarz Re: Jaaasne...ojcowie NIGDY nie chcą aborcji 06.03.07, 11:20
        Nie mówimy o tym, co jest bardziej prawdopodobne.
        To tak dla ułatwienia...
    • truten.zenobi jasne że tak. 06.03.07, 12:42
      to znaczy nie jestem zwolennikiem "aborcji na życzenie" czy traktowania aborcji
      jako środka antykoncepcyjnego w XXIw. ale jestem też przeciwnikiem karania za
      aborcje i zbytniej restrykcyjnosci, by nie powiedzieć religijnej
      dogmatyczności, prawa w tym wzgledzie.

      jeśli kobieta decyduje się na dziecko (a w XXI w. nie moze być mowy o
      przypadku - albo swiadoma decyzja albo głupota) to jeśli jest to tylko jej
      decyzja to i tylko ona powinna ponosic tego konsekwencje.

      problem tylko w udowodnienu "tylko jej decyzji" - wiadomo w małżeństwie mozna
      przyjąć domniemanie wspólnej decyzji ale w pozostałych związkach?
      • kochanica-francuza i tylko ona ponosi np. konsekwencje 06.03.07, 12:56
        osiągnięć dziecka? jeżeli dziecko zostaje milionerem - korzysta z tego tylko
        mamusia, tatuś - nie?

        starą, schorowaną mamusią dziecko opiekuje się, tatusiem - nie?

        a jeżeli dziecko dostanie nagrodę Nobla - powinno rozsławić nazwisko
        MATKI...czyli powinno je nosić!
        • truten.zenobi Re: i tylko ona ponosi np. konsekwencje 06.03.07, 13:03
          no cóż nie pocuwanie się do obowiązków powino tez przekreślac wszelkie prawa z
          tym związane to chyba logiczne?

          (fakt masz rację pewnie nie dla wszystkich;) )
          • kochanica-francuza Re: i tylko ona ponosi np. konsekwencje 06.03.07, 13:06
            truten.zenobi napisał:

            > no cóż nie poczuwanie się do obowiązków powino tez przekreślac wszelkie prawa z
            >
            > tym związane to chyba logiczne?

            Nooo teraz to co innego.

      • Gość: Majka Re: jasne że tak. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 13:10
        eśli kobieta decyduje się na dziecko (a w XXI w. nie moze być mowy o
        przypadku - albo swiadoma decyzja albo głupota) "

        NIE ISTNIEJA 100% metody antykoncepcji. Ciąże zdarzają się i przy prawidłowym
        braniu pigułek, i z wkładką antykoncepcyjną, anwet po podwiązaniu jajowodów,
        nawet w okresie menopauzy jeśłi kobieta myśli że już przekwitła a tu niespodzianka.
        Jeśli ludzie decydują się na seks zawsze muszą liczyc się z konsekwencją w
        postaci ciąży. To nie głupota tylko medycyna, która poznała owszem mechanizmy
        płodności ale wielu rzeczy jeszcze wciąż nie wie i nie rozumie dlaczego tak się
        dzieje a nie inaczej. Nie jesteśmy w stanie w 100% kontrolowac płodności. Jedyną
        metodą taką jest brak seksu :)
        • truten.zenobi Re: jasne że tak. 06.03.07, 13:29
          moze i tak a może trzeba stosowac zgodnie z instrukcją i nie opierać się na
          jednym zabezpieczeniu...

          ale też sama wiesz dobrze że cześć kobiet stosuje "te chwyty" by złapać męża
          lub frajera płacącego alimenty, ba czasem nie jest on nawet ojcem dziecka...

          a swoją droga wymysla się wiele różnych chwytów by sciągac alimenty ale nie
          robi się jednego prostego że notoryczne uchylanie się odłożenia na dziecko
          skutkuje odebraniem praw rodzicielskich (co by pomogło wielu dzieciakom gdy już
          sa dorosłe!!!)
          • Gość: Majka Re: jasne że tak. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 21:39
            Wiele kobiet zachodzi w ciążę celowo, z różnych powodów. Ja nikogo nie potępiam,
            każdy ma swoje racje. Faktem jest że jeśłi dziecko JUZ JEST na tym świecie to
            należy mu zapewnić jak najlepsze warunki do życia i rozwoju a nie wykłócac się o
            alimenty. One nie są dla mamusi tylko dla tego dziecka. Poza tym wydaje mi się
            że jeśłi ojcu obojętny jest los jego własnego dziecka to taki tatuś ma coś nie
            tak z człowieczeństwem i zdolnością do uczuć wyższych.
            Odebranie praw rodzicielskich nic nie zmieni, jeśli ktoś nie płacił alimentów,
            tyle tylko że przestanie być rodzicem wg prawa. Lepiej znaleźć skuteczne sposoby
            ich egzekwowania.
            • truten.zenobi Re: jasne że tak. 07.03.07, 14:29
              Faktem jest że jeśłi dziecko JUZ JEST na tym świecie to
              > należy mu zapewnić jak najlepsze warunki do życia i rozwoju a nie wykłócac się
              > o
              > alimenty. One nie są dla mamusi tylko dla tego dziecka. Poza tym wydaje mi się
              > że jeśłi ojcu obojętny jest los jego własnego dziecka to taki tatuś ma coś nie
              > tak z człowieczeństwem i zdolnością do uczuć wyższych.

              na takiej zasadzie to można każdego obarczyć obowiązkiem łożenia na dziecko, tak
              więc nie przesadzajmy!!!

              > Odebranie praw rodzicielskich nic nie zmieni, jeśli ktoś nie płacił alimentów,

              zmieni! znam parę przypadków gdy rodzice (bo niekoniecznie tatusiowie ale i
              mamusie też!) sobie nagle przypominają że mają dziecko gdy jest ono dorosłe i
              zarabia a więc może ich utrzymywać (najczęściej dawać kasę na wódę)

              takie odbieranie administracyjne praw zabezpieczało by w przyszłości interes
              takiego dziecka...
      • goniacy.pielegniarz Re: jasne że tak. 06.03.07, 13:24
        truten.zenobi napisał:



        > problem tylko w udowodnienu "tylko jej decyzji"


        Ależ to żaden problem. Chodzi o to, kiedy mężczyzna może uniknąć konsekwencji i
        odpowiedzialności, a kiedy kobieta. Przypominam, że mówimy o sytuacji, w której
        dopuszczalna jest aborcja na życzenie.
        Kobieta:
        - chce dziecka, podejmuje decyzję o urodzeniu - ponosi odpowiedzialność
        - nie chce dziecka, podejmuje decyzję o aborcji - unika odpoweidzialności
        Mężczyzna:
        - chce dziecka - ponosi odpowiedzialność
        - nie chce dziecka, partnerka rodzi - ?????

        O ten ostatni punkt mi chodzi. Przy zakazie aborcji obie strony są skazane na
        ponoszenie odpowiedzialności za własne czyny. W przypadku aborcji na życzenie
        tylko kobieta może wybierać, natomiast w jednej sytuacji mężczyzna nie decyduje
        sam, czy chce ponieść odpowiedzialność, tylko jest do tego zobowiązany. Dlatego
        pytam zwolenników/zwolenniczki aborcji na życzenie, czy wraz z daniem
        możliwości decydowania matce, chcą też dać możliwość decydowania ojcu.
        • kochanica-francuza Pielęgniarz, dwie sprawy 06.03.07, 13:27
          1. Kogo gonisz?

          2. Czy zgadzasz się z moim postem?
          • goniacy.pielegniarz Re: Pielęgniarz, dwie sprawy 06.03.07, 13:42
            kochanica-francuza napisała:

            > 1. Kogo gonisz?

            A skąd wiesz, że kogoś? Może coś?

            > 2. Czy zgadzasz się z moim postem?

            Z którym?
            • kochanica-francuza Re: Pielęgniarz, dwie sprawy 06.03.07, 13:44
              goniacy.pielegniarz napisał:

              > kochanica-francuza napisała:
              >
              > > 1. Kogo gonisz?
              >
              > A skąd wiesz, że kogoś? Może coś?

              Kogo lub co gonisz?
              >
              > > 2. Czy zgadzasz się z moim postem?
              >
              > Z którym?

              Ano z tym:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=58511053&a=58540591
              >
              >
              • goniacy.pielegniarz Re: Pielęgniarz, dwie sprawy 06.03.07, 13:56
                kochanica-francuza napisała:


                > Kogo lub co gonisz?


                A muszę odpowiadać?


                > > Z którym?
                >
                > Ano z tym:
                >
                > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=58511053&a=58540591


                To nie jest kwestia zgadzania się czy też nie, bo ja tutaj niczego nie
                postuluję, żeby była jasność(nie jestem adwokatem diabła), a jedynie próbuję
                stworzyć pewną równowagę w hipotetycznej sytuacji. Ale jeśli byłaby możliwość
                zrzucenia przez ojca odpowiedzialności, to oczywiście wiązałoby się to z
                traktowaniem takiego delikwenta jako osoby całkowicie obcej w stosunku do
                dziecka. Mówimy oczywiście o wszystkim, co jest regulowane prawem. Bo tego, że
                nadal byłby to ojciec biologiczny, to przecież nie dałoby się zmienić.
                • kochanica-francuza Re: Pielęgniarz, dwie sprawy 06.03.07, 14:01
                  goniacy.pielegniarz napisał:

                  > kochanica-francuza napisała:
                  >
                  >
                  > > Kogo lub co gonisz?
                  >
                  >
                  > A muszę odpowiadać?

                  Przymusu nie ma. ;-)
                  • kochanica-francuza Re: Pielęgniarz, dwie sprawy 06.03.07, 14:02
                    kochanica-francuza napisała:

                    > goniacy.pielegniarz napisał:
                    >
                    > > kochanica-francuza napisała:
                    > >
                    > >
                    > > > Kogo lub co gonisz?
                    > >
                    > >
                    > > A muszę odpowiadać?
                    >
                    > Przymusu nie ma. ;-) Byłam ciekawa.
                    • goniacy.pielegniarz Re: Pielęgniarz, dwie sprawy 06.03.07, 14:05
                      kochanica-francuza napisała:


                      > > Przymusu nie ma. ;-) Byłam ciekawa.


                      No niestety... Kobiety to by chciały wszystko od razu wiedzieć:)
                      • kochanica-francuza Re: Pielęgniarz, dwie sprawy 06.03.07, 14:14

                        >
                        >
                        > No niestety... Kobiety to by chciały wszystko od razu wiedzieć:)
                        >
                        > A chłopy to, jak wiadomo, nigdy w życiu. ;-)
                        • goniacy.pielegniarz Re: Pielęgniarz, dwie sprawy 06.03.07, 14:24
                          kochanica-francuza napisała:

                          >
                          > >
                          > >
                          > > No niestety... Kobiety to by chciały wszystko od razu wiedzieć:)
                          > >
                          > > A chłopy to, jak wiadomo, nigdy w życiu. ;-)

                          Nie wiem jak inni, ale ja zawsze udaję niezainteresowanego, a potrzebne
                          informacje pobieram z innego źródła:)
        • xtrin Re: jasne że tak. 06.03.07, 13:29
          goniacy.pielegniarz napisał:
          > Dlatego pytam zwolenników/zwolenniczki aborcji na życzenie, czy wraz z daniem
          > możliwości decydowania matce, chcą też dać możliwość decydowania ojcu

          Należy dać mu prawo zablokowania aborcji, jakiej dokonać chciałaby kobieta. Do
          zmuszenia kobiety do aborcji - nie. Oczywiście w ramach praktycznych możliwości
          i nie w przypadkach zagrożenia życia/zdrowia czy gwałtu.
          • goniacy.pielegniarz Re: jasne że tak. 06.03.07, 13:40
            xtrin napisała:


            > Należy dać mu prawo zablokowania aborcji, jakiej dokonać chciałaby kobieta. Do
            > zmuszenia kobiety do aborcji - nie. Oczywiście w ramach praktycznych
            możliwości
            > i nie w przypadkach zagrożenia życia/zdrowia czy gwałtu.


            Ale to już nie byłaby tak do końca aborcja na życzenie, a ja chciałbym usłyszeć
            opinię tych, którzy uważają, że to sprawa wyłącznie kobiety, co chce zrobić z
            własnym ciałem, czy jakkolwiek to określimy.

            Ale tutaj od razu nasuwają się dwa pytania:
            1)Co w przypadku, gdy nie mamy do czynienia z małżeństwem i ewentualne dojście
            do tego, kto jest ojcem(w sensie udowodnienie mężczyźnie, że to on) może
            potrwać dłużej niż okres, w którym można aborcję przeprowadzić? Czy już
            ewentualnie "po fakcie" będzie taki delikwent musiał ponosić odpowiedzialność?
            2)Rozumiem, że bez zgody męża/partnera nie można by przeprowadzić aborcji. A co
            w przypadku, gdy kobieta zdecyduje się na aborcję, pomimo tego, że ojciec
            dziecka się nie zgadzał? Czy to byłoby karalne?
            • xtrin Re: jasne że tak. 06.03.07, 13:49
              goniacy.pielegniarz napisał:
              > Ale to już nie byłaby tak do końca aborcja na życzenie, a ja chciałbym
              > usłyszeć opinię tych, którzy uważają, że to sprawa wyłącznie kobiety,
              > co chce zrobić z własnym ciałem, czy jakkolwiek to określimy.

              Ależ jest to jak najbardziej "aborcja na życzenie", tyle, że życzenie matki i
              ojca, a nie samej matki.

              > Ale tutaj od razu nasuwają się dwa pytania:
              > 1)Co w przypadku, gdy nie mamy do czynienia z małżeństwem i ewentualne dojście
              > do tego, kto jest ojcem(w sensie udowodnienie mężczyźnie, że to on) może
              > potrwać dłużej niż okres, w którym można aborcję przeprowadzić? Czy już
              > ewentualnie "po fakcie" będzie taki delikwent musiał ponosić odpowiedzialność?

              Pisałam już o tym wyżej - to teoria, praktyka niestety jest ciężka.

              > 2)Rozumiem, że bez zgody męża/partnera nie można by przeprowadzić aborcji.
              > A co w przypadku, gdy kobieta zdecyduje się na aborcję, pomimo tego,
              > że ojciec dziecka się nie zgadzał? Czy to byłoby karalne?

              Nie może się na nią zdecydować legalnie, bo aborcja legalna wymaga zgody męża.
              Może oczywiście dokonać jej w podziemiu i to będzie karalne, podobnie jak np.
              dokonanie aborcji zbyt późno.
            • chwila.pl Re: jasne że tak. 06.03.07, 14:10
              goniacy.pielegniarz napisał:

              > a ja chciałbym usłyszeć opinię tych, którzy uważają, że to sprawa wyłącznie
              > kobiety, co chce zrobić z własnym ciałem, czy jakkolwiek to określimy.

              Pogląd, że decyzja o urodzeniu należy przede wszystkim do kobiety, była bardzo
              popularna w Polsce w latach siedemdziesiatych i osiemdziesiątych. Autorem tej
              tezy i jej propagatorem był Mikołaj Kozakiewicz, polski socjolog, polityk, poseł
              na Sejm. Profesor nauk humanistycznych, autor kilkudziesięciu książek z
              socjologii wychowania i oświaty, znany publicysta.
              Jako aktywny członek Towarzystwa Świadomego Macierzyństwa, Towarzystwa
              Planowania Rodziny miał szerokie pole do działania i uświadamiania kobiet.
              Argumentował tę tezę między innymi tym, że to kobieta nosi przez 9 miesięcy
              dziecko pod swym sercem, to ona znosi związane z tym dolegliwości, to kobieta
              wreszcie ryzykuje swoją karierą zawodową. Jego teorie na ten temat traktowane
              były niemal jak dogmaty, powoływano sie na nie, były powszechnie akceptowane. I
              nadal ma wielu zwolenników.
              Tytułem dopełnienia obrazu jego działalności, z poczucia obowiązku dodam taże,
              że popularyzował antykoncepcję, bronił legalności aborcji, prawa
              homoseksualistów do inności i prawa chorych na AIDS do godnego życia. Popierał
              legalizację miękkich narkotyków. Sprzeciwiał się nadmiernej obecności Kościoła w
              życiu publicznym.
              • xtrin Re: jasne że tak. 06.03.07, 15:27
                chwila.pl napisała:
                > Tytułem dopełnienia obrazu jego działalności, z poczucia obowiązku dodam taże,
                > że popularyzował antykoncepcję, bronił legalności aborcji, prawa
                > homoseksualistów do inności i prawa chorych na AIDS do godnego życia.
                > Popierał legalizację miękkich narkotyków. Sprzeciwiał się nadmiernej
                > obecności Kościoła w życiu publicznym.

                Innymi słowy przykładowy lewak :).
                Ale co to wnosi do dyskusji?
                • chwila.pl Re: jasne że tak. 06.03.07, 15:47
                  W celu uporządkowania tematu, nic więcej...
                  Podałam genezę poglądów, o których sprecyzowanie prosił autor wątku.
                  Właśnie M. Kozakiewicz propagował autorską tezę, że decydujący głos w sprawie
                  aborcji lub jej braku ma kobieta.

                  goniacy.pielegniarz napisał:

                  > a ja chciałbym usłyszeć opinię tych, którzy uważają, że to sprawa wyłącznie
                  > kobiety, co chce zrobić z własnym ciałem, czy jakkolwiek to określimy.
          • Gość: Majka Ha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 21:48
            Ciekawe jak ty sobie Xtrin wyobrażasz zablokowanie aborcji :)) Zamknąć ją w
            więzieniu?? Zastosowac dozór policyjny?? Pilnowac 24 h/dobę?? Utopia.
            Zdesperowanma kobieta jeszcze sobie krzywdę zrobi, np szydełkiem. Nie wolno
            kobiety zmuszać ani do usuwania ani do rodzenia - jaki będzie los tego
            niechcianego dziecka?? Może część kobiet takie dziecko pokocha a dla innych
            będzie znienawidzone i będzie za to cierpiało.
            • xtrin Re: Ha 07.03.07, 00:44
              Gość portalu: Majka napisał(a):
              > Ciekawe jak ty sobie Xtrin wyobrażasz zablokowanie aborcji :))

              1. "Zablokować" oczywiście w znaczeniu nie przyzwolić na aborcję legalną.
              2. Wielokrotnie podkreślałam, że sama idea jest czysto teoretyczna.
        • truten.zenobi za trudne jak na mój mały rozumek ;) 06.03.07, 13:30

        • Gość: Majka Re: jasne że tak. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 21:43
          No a jakie widzisz rozwiązanie? Przyjść z policją, zamknąć kobietę w szpitalu i
          usunąć ciążę?? Tutaj chodzi o dziecko, a nie o kobietę! Jeśli dziecko już się
          urodziło i jets na świecie są tego konsekwencje, znikąd się nie wzięło, jełśi ma
          ojca ojciec musi dokłądać się do jego utrzymania i wychowania. Innej możliwości
          nie widzę. Jeśli nie ojciec to kto? My?? Podatnicy? Ktoś musi.
    • Gość: ant "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. IP: *.adsl.inetia.pl 06.03.07, 14:47
      może nie wydam sie oryginalny, ale powiem ci że zapewne na tym forum nie ma
      wielu ludzi (osobiście nie wiedzałem żadnego postu potwierdzającego) którzy są
      zwolennikami "aborcji na życzenie" - są za aborcją ale nie jako środkiem
      antykoncepcyjnym co sugeruje moim zdaniem twoje określenie.
      po drugie,
      >Dlaczego kobieta miałaby mieć wolną rękę co do ponoszenia konsekwencji
      > i brania odpowiedzialności za swoje czyny, a sytuacja ojca miałaby być
      > całkowicie zależna od woli kobiety?

      bo tak jest, i przyjmij to do wiadomości
      :)
      pytasz jak szczeniak, "a dlaczego ptaki mągą latać a ja nie ??
      dlaczego jestem zależny od siły grawitacji, a one sobię z nią radzą?? nie
      zgadzam sie !!!"

      a jak ci to nie wystarcza, to napisze ci inaczej, może to trafi do ciebie -
      >Dlaczego kobieta miałaby mieć wolną rękę
      "bo tak chciał bóg"
      :)
      pozdrowienia.



      • salila Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 06.03.07, 14:55
        > >Dlaczego kobieta miałaby mieć wolną rękę co do ponoszenia konsekwencji
        > > i brania odpowiedzialności za swoje czyny, a sytuacja ojca miałaby być
        > > całkowicie zależna od woli kobiety?
        >
        > bo tak jest, i przyjmij to do wiadomości
        > :)
        > pytasz jak szczeniak, "a dlaczego ptaki mągą latać a ja nie ??
        > dlaczego jestem zależny od siły grawitacji, a one sobię z nią radzą?? nie
        > zgadzam sie !!!"

        To tak samo jakby kobiety pytały- czemu tylko my zachodzimy w ciążę i rodzimy
        dzieci, czemu nie mężczyźni? ;-) Tak jest i tyle. I choćby nie wiem jak
        zaangażowanym już na etapie ciąży facetem był przyszły czy niedoszły ojciec,
        nie zmieni to faktu że to jednak kobiet w większym stopniu dotyczy sprawy
        ciąży.
      • silic Może inaczej. 06.03.07, 16:52
        > >Dlaczego kobieta miałaby mieć wolną rękę co do ponoszenia konsekwencji
        > > i brania odpowiedzialności za swoje czyny, a sytuacja ojca miałaby być
        > > całkowicie zależna od woli kobiety?
        >
        > bo tak jest, i przyjmij to do wiadomości

        Twoje argumenty są do niczego.

        Dlaczego kobieta miałaby mieć wolną rękę w czym kolwiek ? Ma słuchać męża bądź
        innych mężczyzn. Są silniejsi i potrafią wymusić posłuszeństwo. Tak jest i
        przyjmij to do wiadomości.
        Żadne prawa kobiecie się nie należą. Mężczyzna jest od niej lepszy.
        Tak chciał bóg.
        • michelle28 Re: Może inaczej. 06.03.07, 17:04
          > Dlaczego kobieta miałaby mieć wolną rękę w czym kolwiek ? Ma słuchać męża bądź
          > innych mężczyzn. Są silniejsi i potrafią wymusić posłuszeństwo. Tak jest i
          > przyjmij to do wiadomości.
          > Żadne prawa kobiecie się nie należą. Mężczyzna jest od niej lepszy.
          Dobre ;-))

          > Tak chciał bóg.
          Ten bóg w jednej, ale jak ważnej kwestii, nie wiedzieć czemu dał wielką
          przewagę kobietom. Nie dość, że mogą "wpaść" bez wiedzy czy zgody mężczyzn, to
          jeśli zechcą samodzielnie mogą zadecydować o aborcji.

          • silic Re: Może inaczej. 06.03.07, 20:46
            > Ten bóg w jednej, ale jak ważnej kwestii, nie wiedzieć czemu dał wielką
            > przewagę kobietom. Nie dość, że mogą "wpaść" bez wiedzy czy zgody mężczyzn, to
            > jeśli zechcą samodzielnie mogą zadecydować o aborcji.

            Spowodowanie by mężczyzna kobietę zapłodnił "niechcący" i bez wiedzy to prawie
            niemożliwe - w sensie takim, że trudno seksić się nie wiedząc o tym. Jeśli on
            się będzie dobrze zabezpieczał to ona może chcieć i chcieć i nic nie wyjdzie z tego.
            Nie zapomnij, że kobiety mogą "wpaść" także bez swojej zgody.

            Ten wcześniejszy wpis był ironiczy - to żeby nie było wątpliwości.
            • michelle28 Re: Może inaczej. 06.03.07, 21:18
              > Spowodowanie by mężczyzna kobietę zapłodnił "niechcący" i bez wiedzy to prawie
              > niemożliwe - w sensie takim, że trudno seksić się nie wiedząc o tym. Jeśli on
              > się będzie dobrze zabezpieczał to ona może chcieć i chcieć i nic nie wyjdzie
              z tego.

              Chodziło mi o taką "wpadkę" kontrolowaną z jednej strony, kiedy to kobieta
              bardzo chce, facet jest na nie, ufa że ona np. bierze tabletki, a jej bardziej
              zależy na dziecku niż szczerym związku. Niestety słyszałam o kilku takich
              przypadkach, w których kobiety wykorzystały w tym temacie pewną swoją
              przewagę :-/

              > Ten wcześniejszy wpis był ironiczy - to żeby nie było wątpliwości.
              Nie ma wątpliwości :-)
        • Gość: ant Re: Może inaczej. IP: *.adsl.inetia.pl 09.03.07, 00:30
          > Żadne prawa kobiecie się nie należą. Mężczyzna jest od niej lepszy.

          chyba ze znajdzie się inny meżczyzna który "wytłumaczy" tamtemu jego błąd -
          zaryzykujesz ??
          :)

          > Tak chciał bóg.

          do mnie nie trafia...
          :)
    • tomekjot a może"Mój p...., moja sprawa!" 06.03.07, 16:10
      Co byście na to intelektualistki forum powiedziały. Przeciez to sprawa faceta z
      kim uprawia seks i zadnej z was nic do tego, nawet jak zostanie ojcem to
      powinien wybrac czy bedzie łożył na utrzynmanie potomka czy nie. Żadne prawo
      nie powinno go do tego zmuszć.

      > Mam pytanie do zwolenników aborcji na życzenie.
      >
      >
      > Obecnie jest tak, że mężczyzna jest zobowiązany łożyć na dziecko, nawet jeśli
      > tego dziecka nie chce. Skoro uważacie, że to wyłącznie sprawa kobiety czy
      > chce urodzić dziecko, czy może zechce usunąć ciążę i nikomu nic do tego, to
      > czy postulujecie także zmianę w kwestii ponoszenia odpowiedzialności przez
      > ojca? Dlaczego kobieta miałaby mieć wolną rękę co do ponoszenia konsekwencji
      > i brania odpowiedzialności za swoje czyny, a sytuacja ojca miałaby być
      > całkowicie zależna od woli kobiety?
      >
      >
      >
      • michelle28 Re: a może"Mój p...., moja sprawa!" 06.03.07, 16:27
        Przeciez to sprawa faceta z
        > kim uprawia seks i zadnej z was nic do tego, nawet jak zostanie ojcem to
        > powinien wybrac czy bedzie łożył na utrzynmanie potomka czy nie. Żadne prawo
        > nie powinno go do tego zmuszć.
        Tak się niestety składa, że prawo już od dawna zmusza biednych tatusiów do
        płacenia na swoje dzieci i żadna w tym rola forumowych intelektualistek.
        Koniecznie zgłoś się ze swoim projektem do ustwodawcy, może zlituje się i
        zdejmie z biedaków ten straszny obowiązek.
        • Gość: tomekjot a może"Mój p...., moja sprawa!" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 16:33
          To prosze o odpowiedż- dlaczego feministki wakczą o prawo o dezydowania o tym
          czy urodzic dziecka, a jednoczesnie tatusiowie nie walczą o dobrowolne łozenie
          na dzieci- tylko niektórzy siła sa zmuszani do płacenia nadzieci. To jest
          karygodne bo zmusza się ich do tego wbrew ich woli
          • michelle28 Re: a może"Mój p...., moja sprawa!" 06.03.07, 16:46
            a jednoczesnie tatusiowie nie walczą o dobrowolne łozenie
            > na dzieci- tylko niektórzy siła sa zmuszani do płacenia nadzieci.
            O to należałoby zapytać tych tatusiów. Wielu z nich jako sposób walki z
            niesprawiedliwym prawem, wybrało lekceważenie obowiązku alimentacyjnego i spora
            część nie ponosi z tego tytułu konsekwencji.

            To jest
            > karygodne bo zmusza się ich do tego wbrew ich woli
            Jeśli facet zdecydowanie, od początku mówił, że nie chce dziecka i został
            wrobiony w ciążę, to rzeczywiście może czuć się pokrzywdzony. W innym przypadku
            trudno mówić o zmuszaniu, bo tak samo jak kobieta brał udział w poczęciu
            dziecka.
      • Gość: ant Re: a może"Mój p...., moja sprawa!" IP: *.adsl.inetia.pl 09.03.07, 00:32
        > Co byście na to intelektualistki forum powiedziały. Przeciez to sprawa faceta
        z
        >
        > kim uprawia seks i zadnej z was nic do tego, nawet jak zostanie ojcem to
        > powinien wybrac czy bedzie łożył na utrzynmanie potomka czy nie. Żadne prawo
        > nie powinno go do tego zmuszć.

        a zmusza ??
        • tomekjot A czy znasz Kodeks Rodzinno opiekuńczy 16.03.07, 14:27
          Gość portalu: ant napisał(a):

          > > Co byście na to intelektualistki forum powiedziały. Przeciez to sprawa fa
          > ceta
          > z
          > >
          > > kim uprawia seks i zadnej z was nic do tego, nawet jak zostanie ojcem to
          > > powinien wybrac czy bedzie łożył na utrzynmanie potomka czy nie. Żadne pr
          > awo
          > > nie powinno go do tego zmuszć.
          >
          > a zmusza ??
    • radykalni_w_antyfaszyzmie Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 06.03.07, 16:13
      goniacy.pielegniarz napisał:

      > Mam pytanie do zwolenników aborcji na życzenie.
      >
      >
      > Obecnie jest tak, że mężczyzna jest zobowiązany łożyć na dziecko, nawet jeśli
      > tego dziecka nie chce. Skoro uważacie, że to wyłącznie sprawa kobiety czy
      > chce urodzić dziecko, czy może zechce usunąć ciążę i nikomu nic do tego, to
      > czy postulujecie także zmianę w kwestii ponoszenia odpowiedzialności przez
      > ojca? Dlaczego kobieta miałaby mieć wolną rękę co do ponoszenia konsekwencji
      > i brania odpowiedzialności za swoje czyny, a sytuacja ojca miałaby być
      > całkowicie zależna od woli kobiety?
      >
      >
      >

      może dlatego, że mamy demokrację i po tysiącach lat faszystowskiego dyktatu
      religi katolickiej kobieta może wreszcie decydować o sobie?
      • tomekjot gorzej ci? 06.03.07, 16:14
        radykalni_w_antyfaszyzmie napisał:

        > >
        > może dlatego, że mamy demokrację i po tysiącach lat faszystowskiego dyktatu
        > religi katolickiej kobieta może wreszcie decydować o sobie?
        • radykalni_w_antyfaszyzmie Re: gorzej ci? 06.03.07, 16:16
          tomekjot napisał:

          > radykalni_w_antyfaszyzmie napisał:
          >
          > > >
          > > może dlatego, że mamy demokrację i po tysiącach lat faszystowskiego dykta
          > tu
          > > religi katolickiej kobieta może wreszcie decydować o sobie?
          >
          >

          gorzej to będzie takim faszystom jak ty gdy raaf zdobędzie szerszą popularność,
          takie nietolerancyjne gnojki zawisną na drzewach
          • tomekjot Re: gorzej ci? 06.03.07, 16:23
            Daleki jest od nietoleranji wobec wszelkiooiego rodzaju mniejszo sci, jadynie
            co mi mozna zarzucić to niepopieram dążeń do tego żeby miały one wieksze prawa
            w stosunku do pozostałej częsci społeczeństwa. Tak się składa że jednym z
            najbardziej tolerancyjnych krajów swiata(mimo wszelkiego rodzaju aktów
            nietolerancji) była właśnie nasz ojczyzna. Poszukaj sobie w internecie i
            zorientuj się kiedy w USA kobiety i np. murzyni zdobyli prawo głosu, kiedy w
            ostatnich satanch zniesiono zakaz ślubów pomiedzy osobami o różnym kolorze
            skóry to przejrzysz na oczy.



            radykalni_w_antyfaszyzmie napisał:

            > tomekjot napisał:
            >
            > > radykalni_w_antyfaszyzmie napisał:
            > >
            > > > >
            > > > może dlatego, że mamy demokrację i po tysiącach lat faszystowskiego
            > dykta
            > > tu
            > > > religi katolickiej kobieta może wreszcie decydować o sobie?
            > >
            > >
            >
            > gorzej to będzie takim faszystom jak ty gdy raaf zdobędzie szerszą
            popularność,
            > takie nietolerancyjne gnojki zawisną na drzewach
            • radykalni_w_antyfaszyzmie Re: gorzej ci? 06.03.07, 16:32
              looool, dawno się tak nie uśmiałem "Polska oazą tolerancji", co do USA to jest
              zgoda, bo to kraina zbudowana na prawicowy wzór - pełna nietolerancji,
              uprzedzeń, pruderii no i oczywiście niskich podatków dzięki którym bogaci
              kapitaliści są jeszcze bogatsi, bo nie muszą wspomagać osób którym los był mniej
              przychylny. A wzorem tolerancji jest i będzie europa, która doświadczona
              działaniami hitlera już dawno powiedziała prawicowej zarazie "nie"
              • tomekjot Re: gorzej ci? 06.03.07, 17:14
                Tak, a skąd sie wzieło u nas tyle zydów nie zastanawiałeś się kiedyś?
              • mg2005 Re: gorzej ci? 06.03.07, 21:41
                radykalni_w_antyfaszyzmie napisał:

                > A wzorem tolerancji jest i będzie europa, która doświadczona
                > działaniami hitlera już dawno powiedziała prawicowej zarazie "nie"

                Krynico Mądrości, teraz już wiem dlaczego w Niemczech i Szwecji neonaziści
                działają legalnie i odnoszą sukcesy w wyborach regionalnych...
                :)))))
          • Gość: tomekjot Re: gorzej ci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.07, 16:25
            Poczytaj moje pozty ja jestem nadzwyczaj tolerancyjny
        • mg2005 Re: Nie , u niego to norma... :))))) 06.03.07, 21:48
          tomekjot napisał:

          > radykalni_w_antyfaszyzmie napisał:
          >
          > > >
          > > może dlatego, że mamy demokrację i po tysiącach lat faszystowskiego dykta
          > tu
          > > religi katolickiej kobieta może wreszcie decydować o sobie?

          :)))
          Matołku, czy wiesz chociaż, że w katolickiej Polsce kobieta miała znacznie
          większe prawa niż w krajach protestanckich ?
          Sprawdź sobie też, kiedy w "postępowej" Francji kobiety dostały prawa wyborcze
          i prawo do rozwodu.
          • Gość: tomekjot Re: Nie , u niego to norma... :))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.07, 16:24
            Ale to nie ja napisałem
      • goniacy.pielegniarz Już niedługo.... 06.03.07, 22:19
        radykalni_w_antyfaszyzmie napisał:


        > może dlatego, że mamy demokrację i po tysiącach lat faszystowskiego dyktatu
        > religi katolickiej kobieta może wreszcie decydować o sobie?

        Już niedługo. Śmiejcie się antyfaszyści z Giertycha, śmiejcie. Sam się często z
        niego śmieję. Jak już tolerancja i polityczna poprawność dojdą do granic
        śmieszności i ta straszna niby katolicka Europa z problemem przyrostu
        naturalnego będzie w takim tempie zaludniana przez emigrantów z krajów
        islamskich, chcących się rozmnażać, to zobaczycie aborcję, tolerancję i
        wszystkie Wasze hasła, że ho,ho!
        • Gość: Majka Re: Już niedługo.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.07, 00:35
          Tak tak, "my" zobaczymy, a ty to gdzie żyjesz, na Księzycu??:D
    • Gość: Pawel Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.03.07, 16:35
      Decyduj o brzuchu, a nie o zycu drugiego czlowieka. Twoj brzuch w czasie
      aborcji nie umiera.
      • wdakra Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 06.03.07, 17:47
        Gość portalu: Pawel napisał(a):

        > Decyduj o brzuchu, a nie o zycu drugiego czlowieka. Twoj brzuch w czasie
        > aborcji nie umiera.

        Decyduj o własnym zyciu, a nie o życiu innych ludzi. To nie Ty rodzisz, więc nie
        próbuj zmuszać do tego kobiet, które rodzić nie chcą.
        • tomekjot Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 06.03.07, 17:50
          No tak to po co spałaś fazetem jak nie wiedziałalś czym to grozi!
          • michelle28 Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 06.03.07, 18:03
            > No tak to po co spałaś fazetem jak nie wiedziałalś czym to grozi!
            A skąd wiesz czy spała czy nie wiedziała? Gdzie w ogóle napisała że sama
            chciałaby dokonać aborcji? Ja tego w Jej poście nie widzę.
          • xtrin Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 06.03.07, 18:33
            tomekjot napisał:
            > No tak to po co spałaś fazetem jak nie wiedziałalś czym to grozi!

            Nie zawsze.
          • wdakra Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 09.03.07, 03:21
            tomekjot napisał:

            > No tak to po co spałaś fazetem jak nie wiedziałalś czym to grozi!

            A Ty idziesz do łóżka z kobietą z pełną świadomością, że może ona zajść w ciążę
            powodującą jej śmierć?
            • tomekjot Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 09.03.07, 12:28
              No tak ale nie mówimy o możliwości śmierci podczas stsunku, chociaż takie
              przypadki medycyna zna.
              • wdakra Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 09.03.07, 17:37
                tomekjot napisał:

                > No tak ale nie mówimy o możliwości śmierci podczas stsunku, chociaż takie
                > przypadki medycyna zna.

                Nie piszę o smierci w czasie stosunku, tylko w okresie ciąży i porodu.
                Powikłania zdarzają się w co ok. 10 ciąży. Idąc z kobietą do łóżka narażasz ja z
                duzym prawdopodobieństwem na zajście w ciążę i komplikacje zdrowotne z nią
                związane. Dla części kobiet kończy sie to śmiercią lub trwałą utratą zdrowia.
                Niestety, nie spotkałam statysk dotyczących tych zjawisk, ale z obserwacji
                własnych wiem, że nie jest to zjawisko tak rzadkie, jak chcieliby ludziom wmówić
                antyaborcjoniści. Różnica między Tobą, a kobietą, z którą sypiasz jest tylko
                taka, że ona ryzykuje własnym zdrowiem i życiem, a ty jej.
                • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 16.03.07, 19:00
                  > Nie piszę o smierci w czasie stosunku, tylko w okresie ciąży i porodu.
                  > Powikłania zdarzają się w co ok. 10 ciąży. Idąc z kobietą do łóżka narażasz
                  > ja z duzym prawdopodobieństwem na zajście w ciążę i komplikacje zdrowotne z
                  > nią związane. Dla części kobiet kończy sie to śmiercią lub trwałą utratą
                  > zdrowia. Niestety, nie spotkałam statysk dotyczących tych zjawisk, ale z
                  > obserwacji własnych wiem, że nie jest to zjawisko tak rzadkie, jak chcieliby
                  > ludziom wmówić antyaborcjoniści. Różnica między Tobą, a kobietą, z którą
                  > sypiasz jest tylko taka, że ona ryzykuje własnym zdrowiem i życiem, a ty jej.

                  To jest cos na ksztalt feministycznej logiki, prawda? Alternatywnej, wyzwolonej
                  od "patriarchatu" itp.?

                  A sprawa jets taka prosta - tak sie ludzie (i nie tylko) rozmnazaja - nikt na
                  nic nikogo nie "naraza", bo to jest zwyczajna kolej rzeczy. Jest ryzyko, jak we
                  wszystkim. Rownie dobrze moglabys mowic, ze maz (partner pewnie jest
                  modniej) "naraza Cie na ryzyko wypadku" proszac np. o zrobienie herbaty.

                  Ja jako antyaborcjonista nie chce nikogo przekonywac, ze ryzyko zwiazane z
                  ciaza jest mniejsze czy wieksze, bo jest to calkiem nieistotne dla sporu, czy
                  wolno sobie wyskrobywac dzieci czy nie.

                  Nie chcesz sie "narazac" lub nie chcesz miec dzieci - nie chodz z nikim do
                  lozka, proste i skuteczne. Jesli chodzisz, licz sie z konsekwencjami.

                  DonQ
                  • zyziaczkowo Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 17.03.07, 09:57
                    A powiedz mi jakie ryzyko ponosi facet w takim wypadku? Jak prosto jest mowic o
                    konsekwencjach pojscia do lozka facetowi, ktory w wyniku ciazy ani nie
                    oslepnie, ani nie bedzie mial raka ani nie umrze, przeciez to takie proste,
                    skoro uwazasz ze kobieta w takim wypadku nie moze bronic swego zdrowia i zycia
                    to tak samo nie bron sie jak cie ktos napadnie i bedzie chcial cie zabic, tylko
                    nadstaw drugi policzek, ja proponuje takim facetom jak ty obowiazkowe umieranie
                    razem z ich kobietami, skoro to ich wspolne dziecko to czemu tylko ona ma
                    umierac, niech facet rowniez pokaze ze umie sie poswiecic dla dziecka,
                    proponuje wpisanie tego do konstytucji jako obowiazek, podoba sie? I tak
                    wlasnie sie dba o to by kobiety w Polsce chcialy zachodzic w ciaze, skazujac je
                    na smierc, gwarantuje ze jak cos takiego przejdzie bedzie jeszcze mniej dzieci,
                    bo ktora kobieta bedzie chciala zajsc w ciaze jak nie bedzie miala zadnych praw
                    do obrony swego zycia, dlatego wlasnie "cudowna" Malta ma najmniejszy wskaznik
                    urodzen bo tam jest calkowiy zakaz aborcji.
                    • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 17.03.07, 12:38
                      Jaki potok wypowiedzi bez sensu.

                      O co w ogole chodzi z tym 'ryzykiem faceta'? 'Ryzyko' kobiety jest rzeczywiscie
                      wieksze i zwiazane bezposrednio z biologia. Ja wiem, ze w obecnych czasach
                      trzeba "wyrownywac nierownosci", takze biologiczne (grubych odchudzac a chudych
                      nadymac jak pisze pewien dowcipny publicysta), ale absurdy obecnie lansowanej
                      "rownosci" sa widoczne golym okiem.

                      Nieszczesciem i skladowa "wspolczesnej wrazliwosci" jest postrzeganie zajscia w
                      ciaze jako "ryzyka", nie jako po prostu drogi do posiadania potomstwa. A to
                      dlatego, ze posiadanie potomstwa jest przedstawiane jako w najlepszym razie
                      "nieobowiazkowe" w najgorszym - nieznosny ciezar.

                      Ja rozumiem, ze bycie z ciazy i rodzenie dzieci jest trudne. Jest jednoczesnie
                      naturalne i nieuniknione. Jesli jakas kobieta tak bardzo sie tego boi, niech nie
                      zachodzi w ciaze. Jak ktos sie bardzo boi latac samolotem, to nie lata.

                      Calkowicie zgadzam sie, ze mezczyzna jest rowniez odpowiedzialny za swoje
                      dziecko (co jest calkowicie oczywiste tak moralnie jak i prawnie, oczywiscie bez
                      obowiazku umierania z kobieta, bo to byloby calkowicie absurdalne). To rzeklszy,
                      jest rownie oczywiste, ze z przyczyn od nikogo niezaleznych wiekszy ciezar
                      wydawania na swiat potomstwa i jego wychowania spada na kobiety. I nie ma
                      potrzeby zadnego "wyrownywania" biologii w tym zakresie - trzeba po prostu sie z
                      tym pogodzic. Oczywiscie, ryzyko zwiazane z ciaza mozna zmniejszac (medycyna).

                      Jesli ktos sie nie godzi na tak podstawowe fakty zwiazane z egzystencja na tym
                      padole lez - jest wyjscie! Jak zycie ci zbrzydnie i stanie sie pieklem itd...

                      Wszystko to co opisane powyzej nie ma zadnego zwiazku z aborcja. Aborcja jest
                      calkowicie niedopuszczalna moralnie, bo jest zabojstwem i to szczegolnie
                      ohydnym, bo na wlasnym dziecku. Zadne argumenty typu "jak zezwolimy na aborcje
                      to sie poprawi to czy tamto" sa bez znaczenia, bo tego prostego faktu nie zmieniaja.

                      A co do propagandy (Malta bla bla...), tutaj sa dane Eurostatu:

                      epp.eurostat.ec.europa.eu/portal/page?_pageid=1996,39140985&_dad=portal&_schema=PORTAL&screen=detailref&language=en&product=Yearlies_new_population&root=Yearlies_new_population/C/C1/C12/cab12048
                      DonQ
                      • zyziaczkowo Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 17.03.07, 12:52
                        czlowieku, jestes facetem wiec ryzyka nie ponosisz, wiec latwo ci powiedziec ze
                        kobieta ma umierac jak tak wyszlo, ciekawe czy jak ty bys mial bez mrugniecia
                        okiem umierac za plod nie majac prawa do wyboru i obrony to tez bys tak
                        cwierkal, to jest wlasnie to, facet ma najwiecej do gadania bo to nie jego
                        bezposrednio dotyczy, przeciez to jest smieszne, masz kobiete, kochasz ja? Tez
                        bez mrugniecia okiem kazalbys jej umierac za plod? Rany, normalnie co z ciebie
                        za facet, a czemu calkowicie absurdalne byloby umieranie faceta za dziecko?
                        Wedlug mnie calkiwicie absurdalne jest umieranie kobiety za dziecko, wedlug
                        ciebie nie, ale jak facet mialby umierac to oczywiscie wielki absurd i o to
                        wlasnie chodzi, powiedz mi czy jak kiedys ktos bedzie cie probowal pozbawiac
                        zycia to tez nie bedziesz nic robil zeby go nie zabic i go nie pozbawic zycia?
                        Bo jesli nie to jestes zaklamay i tyle, nie powinienies bronic sie przed
                        napastnikiem, ktory probuje cie zabic bo jego tez mozesz zabic, to pozbawianie
                        zycia, ktore jest niemoralne, wiec pytam jeszcze raz, jak ktos cie napadnie i
                        bedzie probwal zabic bedziesz sie bronic czy nie, zabijesz kogos czy dasz sie
                        zabic?
                        • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 18.03.07, 21:24
                          I to właśnie jest nieszczęście dzisiejszych czasów i pętla powoli zaciskająca
                          się nam na szyjach - kobiety stawiające swoje własne dzieci rosnące w ich
                          brzuchach na równi z bandytami, przed którymi się trzeba bronić i albo ty albo oni.

                          W wersji łagodniejszej - jako demona. Który jest przekleństwem, nie pozwala
                          "cieszyć się życiem", "realizować swoich pragnień", którego nie akceptuje się z
                          pokorą, bo taka jest ludzka kondycja, ale którego się "planuje", a
                          "niezaplanowanym" - biada.

                          Ja, mam nadzieję, jeśli Bóg w swej łaskawości dałby mi odwagę, byłbym w stanie
                          umrzeć za swoje dziecko. W końcu to ono jest przyszłością świata a rodzice nie
                          powinni ogladać śmierci swoich dzieci. Co nie zmienia faktu, że umieranie z
                          kobietą "za płód" (jeśli ona umiera) jest absurdalne.

                          Obronić się przed "płodem" najprościej jest nie sadząc go sobie w brzuchu. Jeśli
                          sobie zasadziłaś - klamka zapadła, c'est fini, ryzyko zostało podjęte a kości
                          rzucone.

                          DonQ
                          • makrama1 Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 18.03.07, 21:58
                            donq napisał:


                            > Ja, mam nadzieję, jeśli Bóg w swej łaskawości dałby mi odwagę, byłbym w stanie
                            > umrzeć za swoje dziecko.

                            No wzruszające. A gdyby tak nie dał ci odwagi, a byłbyś w ciąży, która miałaby
                            dla ciebie zakończyć się śmiercią? Też byłbyś w stanie?
                            • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 18.03.07, 22:36
                              > No wzruszające. A gdyby tak nie dał ci odwagi, a byłbyś w ciąży, która miałaby
                              > dla ciebie zakończyć się śmiercią? Też byłbyś w stanie?

                              No dziękuję, miało być nieco łzawo :)

                              Po pierwsze nie mógłbym być w ciąży, więc to pytanie nieco akademickie.

                              Ale spróbuję. Jeśli jesteś w ciąży i niesie ona ze sobą ryzyko, masz dwa wyjścia
                              (sytuacja nie jest komfortowa i happy endu może nie być):

                              1. Podjąć ryzyko (nikt na świecie nie jest w stanie powiedzieć, kiedy umrzesz,
                              łącznie z wszelkimi konowałami)

                              2. Zabić swoje dziecko w nadziei, że uratujesz siebie. Nie każdemu Bóg daje
                              odwagę przecież. Są rzeczywiście skrajne sytuacje, w których ciężko człowieka
                              potępić za różne czyny, np. zjadanie kolegów w warunkach głodu.

                              To, co jest najohydniejsze w żądaniach aborcji w takim czy innym przypadku to:

                              1. Prezentowanie najskrajniejszych przypadków jako wehikułu dla wprowadzenia de
                              facto aborcji na życzenie (np. zaświadczenia o "cierpieniach psychicznych" są
                              wystarczające itp.)

                              2. Żądanie, by państwo zapewniło kucharza do przyrządzenia kolegi (w ziołach,
                              komfortowo, z przebadanym mięsem i ze srebrnymi sztućcami).

                              3. Najohydniejsze - żądanie, by rozpaczliwą decyzję w najskrajniejszym
                              przypadku, za którą trudno może potępić, ale którą też trudno uznać za
                              akceptowalną moralnie traktowano jak by się nic nie stało. A nawet jako dowód
                              "odwagi".

                              DonQ
                              • Gość: makrama1 Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.mofnet.gov.pl 19.03.07, 10:33
                                donq napisał:


                                > Po pierwsze nie mógłbym być w ciąży, więc to pytanie nieco akademickie.

                                I dlatego doradzałabym daleko posuniętą ostrożność w ocenie postępowania kogoś,
                                kto w ciąży może być, w tym również w takiej, która stanowi bezpośrednie
                                zagrożenie życia.

                                > Ale spróbuję. Jeśli jesteś w ciąży i niesie ona ze sobą ryzyko, masz dwa wyjści
                                > a
                                > (sytuacja nie jest komfortowa i happy endu może nie być):
                                >
                                > 1. Podjąć ryzyko (nikt na świecie nie jest w stanie powiedzieć, kiedy umrzesz,
                                > łącznie z wszelkimi konowałami)
                                >
                                > 2. Zabić swoje dziecko w nadziei, że uratujesz siebie. Nie każdemu Bóg daje
                                > odwagę przecież. Są rzeczywiście skrajne sytuacje, w których ciężko człowieka
                                > potępić za różne czyny, np. zjadanie kolegów w warunkach głodu.

                                Jednak dopuszczasz, że kobieta może ratować swoje życie. Prawo też musi
                                dopuszczać taką możliwość.

                                > To, co jest najohydniejsze w żądaniach aborcji w takim czy innym przypadku to:
                                >
                                > 1. Prezentowanie najskrajniejszych przypadków jako wehikułu dla wprowadzenia de
                                > facto aborcji na życzenie (np. zaświadczenia o "cierpieniach psychicznych" są
                                > wystarczające itp.)

                                Aborcji na życzenie jestem cała przeciw, natomiast nie można zamykać oczu na to,
                                że życie kobiety może być zagrożone przez ciążę (nawet gdyby to był tylko jeden
                                przypadek rocznie, to nie można go ignorować) i ona musi mieć możliwość zgodnie
                                z prawem swoje życie ratować. Oczywiście jeśli taką podejmie decyzję.
                                • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 19.03.07, 13:28
                                  > Jednak dopuszczasz, że kobieta może ratować swoje życie. Prawo też musi
                                  > dopuszczać taką możliwość.

                                  Zapewne dopuszcza - istnieje mozliwosc niekarania tych, co spozyli w skrajnych
                                  warunkach kolegow oraz tych kobiet, ktore zabily swoje dzieci.

                                  To, o co Ci chodzi to zapewne obowiazek prawny zapewnienia kobiecie aborcji w
                                  skrajnym wypadku. Z tym jest pewien problem, bo nie mozna nikogo zmusic do
                                  zabojstwa, wiec prawo nie moze skutecznie zapewnic takiego prawa (na co
                                  utyskujecie, ze mimo teoretycznej mozliwosci w Polsce jest problem z
                                  praktycznym wykonaniem aborcji w razie zagrozenia zycia matki; nie mnie sadzic,
                                  czy to prawda czy propaganda). Nikt nie powinien miec prawa do zabojstwa, ktore
                                  jest z gory rozgrzeszone przez prawo. Moze byc tak, ze prawo odstepuje od
                                  ukarania zabojstwa, ale nie powinno odstepowac od ustalenia okolicznosci, winy
                                  itp.

                                  Jeszcze jedno - skoro ktos tu wyciagnal bandytow - ja rowniez moglbym oddac np.
                                  swoje dziecko mordercy, ktory grozi, ze mnie zabije jesli tego nie zrobie.
                                  Prawdopodobnie prawo mnie nie ukarze (nie powinno przynajmniej) gdy dziecko
                                  oddam dla ratowania swojego zycia. Ocena moralna takiego rodzica jednak jest
                                  dla mnie jednoznaczna. Analogia jest kulawa, ale podobnie jest z ocena moralna
                                  wystraszonej kobiety w ciazy.

                                  DonQ
                          • zyziaczkowo Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 19.03.07, 09:29
                            Tak czasem plod traktuje sie jak wroga np w przypadku gwaltu gdy kobieta nie
                            miala nic do gadania jesli chodzi o chec zajscia w ciaze, ma tylko swoja
                            biologie ktora bardzo czesto wystepuje przeciwko niej w takich sytuacjach,
                            wedlug mnie umieranie kobiety z plodem czy przez plod jest absurdalne i nic
                            tego nie zmieni, twoje zdanie jest malo wazne bo i tak zawsze decyzje podejmuje
                            kobieta a ty tylko mozesz kwilic sobie cichutko, ze nie masz nic tutaj do
                            gadania i pocieszac sie na forum, klocic ze wszystkimi ze jednak cos od ciebie
                            zalezy.
                          • Gość: hehe Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 09:31
                            > Obronić się przed "płodem" najprościej jest nie sadząc go sobie w brzuchu. Jeśl
                            > i
                            > sobie zasadziłaś - klamka zapadła, c'est fini, ryzyko zostało podjęte a kości
                            > rzucone.
                            Wybełkocz to może do kobiety, która zostałą zgwałcona... :/

                            I nie podpieraj się danymi Eurostatu, bo cośkolwiek o oficjalnej statystyce wiem
                            więcej od ciebie i tylko wywołujesz u mnie uśmiech politowania takim "argumentem"
                            • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 20.03.07, 10:17
                              > Wybełkocz to może do kobiety, która zostałą zgwałcona... :/

                              A co Ty bys wybelkotal do takiej kobiety?

                              > I nie podpieraj się danymi Eurostatu, bo cośkolwiek o oficjalnej statystyce
                              > wiem więcej od ciebie i tylko wywołujesz u mnie uśmiech politowania
                              > takim "argumentem"

                              To nie byl zaden "argument". Po prostu podalem linka, by kazdy mogl sobie
                              zerknac, gdyz w owej statystyce Malta nie wypada ni dobrze ni zle (nie
                              skrajnie) pod zadnym wzgledem w porownaniu z innymi krajami. I ocenic na ile
                              argumenty "ze statystyki" innych sa na miejscu.

                              Ja w ogole nie uzywam argumentow "ze statystyki", bo sa one calkowicie
                              nieistotne z punktu widzenia dyskusji o pryncypiach. Dzieci nie wolno
                              wyskrobywac niezaleznie od tego, czy ich wyskrobywanie cos statystycznie
                              poprawia czy pogarsza czy nie.

                              DonQ

                              • Gość: hehe Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 12:40
                                No jak zgwałcona kobieta miała się bronić przed "zasadzeniem" sobie płodu w
                                brzuchu? Wyjasnisz mi to geniuszu, czy nie?
                                • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 20.03.07, 13:47
                                  Patrz posty nizej w watku

                                  DonQ
                      • wdakra Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 17.03.07, 16:35
                        donq napisał:

                        >
                        > O co w ogole chodzi z tym 'ryzykiem faceta'? 'Ryzyko' kobiety jest
                        > rzeczywiscie
                        > wieksze i zwiazane bezposrednio z biologia.

                        I dokładnie o to chodzi, żeby decyzja należała do osoby, która ponosi to
                        ryzyko.

                        > Ja wiem, ze w obecnych czasach
                        > trzeba "wyrownywac nierownosci", takze biologiczne (grubych odchudzac a
                        > chudych
                        > nadymac jak pisze pewien dowcipny publicysta), ale absurdy obecnie
                        > lansowanej
                        > "rownosci" sa widoczne golym okiem.

                        Nie jest dla mnie zaskoczeniem, że jesteś przeciwnikiem równouprawnienia.
                        Zwykle tak jest, że antyaborcjonizm idzie w parze z przekonaniem o
                        "naturalnej" niższości kobiet.
                        >
                        >
                        > Nieszczesciem i skladowa "wspolczesnej wrazliwosci" jest postrzeganie
                        > zajscia w
                        > ciaze jako "ryzyka", nie jako po prostu drogi do posiadania potomstwa.


                        O ryzyku mówi się w przypadku niepożądanej ciąży. Natomiast jeśli ktos
                        pragnie spłodzić potomstwo, to mówi się o szansach. Czyżbyś w swoim
                        zaślepieniu to przeoczył?

                        > A to
                        > dlatego, ze posiadanie potomstwa jest przedstawiane jako w najlepszym
                        > razie
                        > "nieobowiazkowe" w najgorszym - nieznosny ciezar.
                        >

                        Chciałbyś wprowadzić obowiązek posiadania potomstwa? A co wtedy z osobami
                        bezpłodnymi? Do więzienia?
                        Kto i gdzie przedstawia posiadanie potomstwa jako nieznośny ciężar?
                        >
                        > Ja rozumiem, ze bycie z ciazy i rodzenie dzieci jest trudne. Jest
                        > jednoczesnie
                        > naturalne i nieuniknione. Jesli jakas kobieta tak bardzo sie tego boi,
                        > niech ni
                        > e
                        > zachodzi w ciaze.
                        >
                        Czyli ma całkowicie zrezygnować z seksu?

                        >
                        > Calkowicie zgadzam sie, ze mezczyzna jest rowniez odpowiedzialny za swoje
                        > dziecko (co jest calkowicie oczywiste tak moralnie jak i prawnie,
                        > oczywiscie be
                        > z
                        > obowiazku umierania z kobieta, bo to byloby calkowicie absurdalne).

                        Jeśli usiłujesz zmusić kobiety do umierania razem z zarodkiem czy płodem, to
                        dlaczego nie akceptujesz zmuszania mężczyzny do umierania razem z nią?

                        >To rzeklszy
                        > ,
                        > jest rownie oczywiste, ze z przyczyn od nikogo niezaleznych wiekszy ciezar
                        > wydawania na swiat potomstwa i jego wychowania spada na kobiety.

                        Większy ciężar wydawania na świat potomstwa wynika z biologii, ale
                        wychowania - nie.

                        > I nie ma
                        > potrzeby zadnego "wyrownywania" biologii w tym zakresie - trzeba po prostu
                        > sie
                        > z
                        > tym pogodzic.

                        T.zn. kobiety mają się pogodzić z tym, ze ojcowie ich dzieci wymigują się
                        od równorzędnego wkładu w utrzymanie i wychowanie potomstwa?


                        > Oczywiscie, ryzyko zwiazane z ciaza mozna zmniejszac (medycyna).

                        Owo zmniejszanie ryzyka, to m.in. usuwanie ciąży. Ponadto praktyka ostatnich
                        lat wykazała, że wskutek presji antyaborcjonistów wspieranych potęgą KK
                        kobietom w ciąży odmawia się niezbędnych dla ratowania ich zdrowia i życia
                        świadczeń medycznych w przypadku, gdy istnieje ryzyko zaszkodzenia
                        embrionowi.

                        >
                        >
                        > Wszystko to co opisane powyzej nie ma zadnego zwiazku z aborcja.

                        Problemy z kojarzeniem faktów?

                        >Aborcja jest
                        > calkowicie niedopuszczalna moralnie, bo jest zabojstwem i to szczegolnie
                        > ohydnym, bo na wlasnym dziecku.

                        Aborcja nie jest zabójstwem na żadnym dziecku, tylko usunięciem ciąży.

                        • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 18.03.07, 21:50
                          > I dokładnie o to chodzi, żeby decyzja należała do osoby, która ponosi to
                          > ryzyko.

                          Oczywiście - jeśli nie chcesz ponosić ryzyka, nie zachodź w ciążę. Proste jak
                          konstrukcja cepa.

                          > Nie jest dla mnie zaskoczeniem, że jesteś przeciwnikiem równouprawnienia.
                          > Zwykle tak jest, że antyaborcjonizm idzie w parze z przekonaniem o
                          > "naturalnej" niższości kobiet.

                          Ja nie jestem przekonany o "naturalnej niższości kobiet". Jestem przekonany za
                          to o naturalnej inności (oraz wyjątkowości) kobiet. Owszem, za nic mam gadki o
                          "równouprawnieniu" - feministyczno-lewackie brednie spływają po mnie jak po kaczce.

                          > O ryzyku mówi się w przypadku niepożądanej ciąży. Natomiast jeśli ktos
                          > pragnie spłodzić potomstwo, to mówi się o szansach. Czyżbyś w swoim
                          > zaślepieniu to przeoczył?

                          Nie ma czegoś takiego, jak "niepożądana ciąża". Jest po prostu ciąża. To, że
                          ktoś jej nie chciał, nie planował i w ogóle nie lubi tego prostego faktu nie
                          zmienia.

                          > Chciałbyś wprowadzić obowiązek posiadania potomstwa? A co wtedy z osobami
                          > bezpłodnymi? Do więzienia?
                          > Kto i gdzie przedstawia posiadanie potomstwa jako nieznośny ciężar?

                          A "niezaplanowane" potomstwo to nie nieznośny ciężar?

                          Nie napisałem i nie uważam, że trzeba zmuszać kogokolwiek do posiadania
                          potomstwa. Po prostu ubolewam nad "współczesną wrażliwością", która uważa, że
                          posiadanie dzieci nie jest losem czy przeznaczeniem człowieka ale jego "wyborem".

                          > Czyli ma całkowicie zrezygnować z seksu?

                          A niechże sobie robi co chce, nic mi do tego.
                          A ten, kto boi się latać samolotem, ma zrezygnować z podróży.

                          > Jeśli usiłujesz zmusić kobiety do umierania razem z zarodkiem czy płodem, to
                          > dlaczego nie akceptujesz zmuszania mężczyzny do umierania razem z nią?

                          Na to nie odpowiadam, bo po pierwsze napisałem już co myślę, a po drugie jest to
                          pytanie tak nieznośnie zaprawione dawką feministycznych bredni i feministycznej
                          logiki, że w ogóle szkoda słów.

                          > Większy ciężar wydawania na świat potomstwa wynika z biologii, ale
                          > wychowania - nie.

                          To Ty tak myślisz.

                          > T.zn. kobiety mają się pogodzić z tym, ze ojcowie ich dzieci wymigują się
                          > od równorzędnego wkładu w utrzymanie i wychowanie potomstwa?

                          Tzn. że kobiety powinny się pogodzić z tym, że są kobietami, a nie
                          feministycznym tworem kobietopodobnym.

                          > Owo zmniejszanie ryzyka, to m.in. usuwanie ciąży. Ponadto praktyka ostatnich
                          > lat wykazała, że wskutek presji antyaborcjonistów wspieranych potęgą KK
                          > kobietom w ciąży odmawia się niezbędnych dla ratowania ich zdrowia i życia
                          > świadczeń medycznych w przypadku, gdy istnieje ryzyko zaszkodzenia
                          > embrionowi.

                          Zabójstwo, którym jest przerwanie ciąży, nie jest "świadczeniem medycznym". Ja
                          wiem, że od lat się usilnie pracuje nad tym, żeby publikę przekonać, że lekarze
                          służą nie tylko do leczenia ale i do uśmiercania, ale zapewne domyślasz się, po
                          której stronie owej kulturowej wojny jestem.

                          > Problemy z kojarzeniem faktów?

                          Zdecydowanie nie kojarzę faktów tak jak feministki i inni lewacy. Co więcej, z
                          tego, że nie kojarzę faktów jak oni jestem dumny.

                          > Aborcja nie jest zabójstwem na żadnym dziecku, tylko usunięciem ciąży.

                          Znam tę śpiewkę.
                          Naturalnie, ciąża to jak guz czy wrzód, który się usuwa, gdy jest nieprzyjemny.
                          Nie ma związku z żadnym dzieckiem, co najwyżej z "płodami", "embrionami",
                          "zygotami" itp. (które to określenia wypowiada się tonem od lekkiego
                          lekceważenia do jawnej niechęci czy pogardy).
                          Ja już zdołałem się urodzić, ale żal mi dzieci, które będą miały matki o takiej
                          mentalności. Na szczęście natura czyni cuda a krew nie woda - pozostaje mieć
                          nadzieję, że dużej części owych postympowych pań brednie feministyczne
                          wywietrzeją z głów w miarę postępów wieku i szacowności...

                          DonQ


                          • wdakra Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 18.03.07, 22:56
                            donq napisał:
                            >
                            > > Problemy z kojarzeniem faktów?
                            >
                            > Zdecydowanie nie kojarzę faktów tak jak feministki i inni lewacy. Co więcej, z
                            > tego, że nie kojarzę faktów jak oni jestem dumny.
                            >
                            Jeżeli jesteś dumny z nieumiejętności kojarzenia faktów i logicznego myslenia,
                            to żadna dyskusja z tobą nie ma sensu.
                            EOT
                            • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 19.03.07, 19:52
                              Jaki sprytny zabieg w celu udupienia przeciwnika - ja nie napisałem, że jestem
                              dumny z nieumiejetnosci kojarzenia faktow. Ja napisalem, ze "logika"
                              feministyczno-lewacka jest mi obca.

                              No coz, pa, pa.

                              DonQ
                              • wdakra Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 19.03.07, 20:46
                                Pa pa, to sobie możesz mówić do takich faszystowskich ludobójców, jak ty.
                                • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 19.03.07, 22:32
                                  > Pa pa, to sobie możesz mówić do takich faszystowskich ludobójców, jak ty.

                                  Powoli awansuję w oczach lewaków. "Faszystowskim ludobójcą" jeszcze nie byłem :)

                                  DonQ
                  • Gość: hehe Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 09:27
                    > Nie chcesz sie "narazac" lub nie chcesz miec dzieci - nie chodz z nikim do
                    > lozka, proste i skuteczne. Jesli chodzisz, licz sie z konsekwencjami.
                    Powiedz to chłopcze kobiecie co została zgwałcona, lub ma męża, co tylko potrafi
                    pić, bić i domagac sie seksu
                    • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 20.03.07, 10:18
                      > Powiedz to chłopcze kobiecie co została zgwałcona, lub ma męża, co tylko
                      > potraf i pić, bić i domagac sie seksu

                      No a co nalezy powiedziec jednej i drugiej kobiecie?

                      DonQ
                      • Gość: hehe Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 12:39
                        No przepraszam np. kobieta ma nosić ze sobą prezerwatywy, w ramach przewidywania
                        że zostanie zgwałcona?
                        Skoro tak ochoczo bredzisz o odpowiedzialnym pójściu do łóżka i zabezpieczeniach?
                        • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 20.03.07, 13:47
                          > No przepraszam np. kobieta ma nosić ze sobą prezerwatywy, w ramach
                          > przewidywania
                          > że zostanie zgwałcona?
                          > Skoro tak ochoczo bredzisz o odpowiedzialnym pójściu do łóżka i
                          > zabezpieczeniach?

                          Rozkoszne.

                          Nie napisalem ani slowa ani o "odpowiedzialnym pójściu do łóżka" ani
                          o "zabezpieczeniach".

                          Odrzucam strategie gardlowania za aborcja na podstawie skrajnych przypadkow. To
                          typowy zabieg, ktorym zmienia sie "wrazliwosc wspolczesna".

                          Zastanowmy sie jednak, co w wypadku, gdy poczetego w wyniku gwaltu dziecka sie
                          nie zabije podczas ciazy. Co dalej i co sie zmienia z powodu tego, ze dziecko
                          jest teraz juz urodzone? Jego matka moze go dalej nienawidzic. Czym rozniloby
                          sie usmiercenie go po porodzie w porownaniu z jego wyabortowaniem przed?

                          Gwalt jest paskudna zbrodnia (i powinien byc bardzo surowo karany). Jak inne
                          zbrodnie/przestepstwa ma swoje konsekwencje. Jak dostaniesz po ryju i zlamia Ci
                          nos, to nos jest zlamany i nic tego nie zmieni. Jak kobieta zostanie zgwalcona
                          i zajdzie w ciaze to jest w ciazy. Co sie stalo to sie nie odstanie i w
                          zasadzie z faktu zgwalcenia nijak nie wynika prawo kogokolwiek do zabijania
                          dzieci.

                          Nie mam nic przeciwko wyslaniu gwalciciela do pracy w kamieniolomach do konca
                          zycia (albo choc dopoki nie dorosnie) w celu utrzymania swojego dziecka.

                          To wszystko rzeklszy w przypadku gwaltow zaakceptowalbym (niechetnie) mozliwosc
                          aborcji (tak jak ja dopuszcza obecne prawo).

                          DonQ
                          • Gość: hehe Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 13:53
                            Gwałt - nie jest skrajnym przypadkiem, to zjawisko istnieje od dawna...
                            Jak fakt, że bardzo często w małych społecznościach, zgwałcona kobieta,
                            zwłaszcza jak zdecyduje urodzić, jest odbierana jako "ta co dała"...

                            Po urodzeniu oddaje do adopcji - a jak nikt nie adoptuje [bo to dziecko z
                            gwałtu, czyli nie wiadomo jaki zwyrodnialec wyrośnie], to co? Tułaczka po
                            bidulach, ze świadomością, że nikt go nie chce, nawet własna matka...
                            A jak pójdzie do tej matki i się dowie, że matka go nienawidzi, bo jest
                            dzieckiem z gwałtu...
                            • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 20.03.07, 14:34
                              > Gwałt - nie jest skrajnym przypadkiem, to zjawisko istnieje od dawna...
                              > Jak fakt, że bardzo często w małych społecznościach, zgwałcona kobieta,
                              > zwłaszcza jak zdecyduje urodzić, jest odbierana jako "ta co dała"...

                              Nie uprawiaj propagandy - gwalty sa jednak rzadkie, a zajscie w ciaze z ich
                              powodu jeszcze rzadsze.

                              > Po urodzeniu oddaje do adopcji - a jak nikt nie adoptuje [bo to dziecko z
                              > gwałtu, czyli nie wiadomo jaki zwyrodnialec wyrośnie], to co? Tułaczka po
                              > bidulach, ze świadomością, że nikt go nie chce, nawet własna matka...
                              > A jak pójdzie do tej matki i się dowie, że matka go nienawidzi, bo jest
                              > dzieckiem z gwałtu...

                              I pewnie uwazasz, ze nieistnienie jest czyms, za czym teskni kazdy tulajacy sie
                              poczety z gwaltu? Ty wiesz lepiej, ze on wolalby na pewno nie istniec i gotow
                              jestes antycypujac jego chec nieistnienia zapewnic mu owe nieistnienie zawczasu.

                              Jak juz istnieje - ma wyjscie, moze sobie w leb strzelic sam...

                              A moze dla niewyabortowanych poczetych z gwaltu 'aborcja ponatalna'? W zasadzie
                              czemu nie? W koncu narodzone dziecko to tez tylko 'zlepek komorek', tylko sie
                              drze, sra i spi. Co to za czlowiek? Zapewne znajda sie 'eksperci', ktorzy
                              przekonywac beda, ze 'w pelni uksztaltowany czlowiek' zaczyna sie od roku,
                              dwoch, trzech, pieciu od urodzenia. Moze trzeba umiec czytac teskty
                              feministyczne ze zrozumieniem aby byc czlowiekiem? Ja bym sie nie
                              zakwalifikowal, bo tego sie nie da czytac ze zrozumieniem - pewnie tez bylbym
                              do odstrzalu.

                              DonQ
                              • Gość: hehe Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 14:56
                                Czy bidul i nienawiśc ze strony matki [uzasadniona!] jest tym, za czym tęskni
                                każde dziecko? Chyba nie...
                                Przejdź sie po domach dziecka i zapytaj jak się czują te dzieci... Zwłaszcza te,
                                które wiedzą, że rodzice się ich wyrzekli [z różnych powodów]...

                                Poza tym - słynny już przypadek zgwałconej 13-latki, któa musiałaby urodzić...
                                Przypomnij sobie Anię z Gdańska, tam nawet nie było gwałtu, tylko ordynarne
                                molestowanie, dziewczynka się powiesiła...
                                • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 20.03.07, 15:17
                                  No i co z tego wynika? Ze te z domu dziecka trzeba bylo zawczasu wyskrobac? Ze
                                  to dla nich lepsze niz bycie w domu dziecka?

                                  Ze rodzice, ktorzy sie wyrzekaja swoich dzieci sa podli - zgadzam sie.

                                  Ze dzieci cierpia z tego powodu - niewatpliwie.

                                  Jak z tych prostych konstatacji dojsc do wniosku, ze lekarstwem na podlosc
                                  jednych i cierpienie drugich jest pozbywanie sie cierpiacych ku wygodzie
                                  podlych - to potrafi tylko odpowiednio uksztaltowany feministyczno-
                                  lewacka "logika" mozg.

                                  Po drodze trzeba przejsc przez rozne zalozenia:

                                  1. Slawne opowiesci o 'zlepkach komorek' mowiac o dzieciach w brzuchach.

                                  2. Uznanie, ze zycie w cierpieniu nie jest warte zycia - to jest wybitnie
                                  grozne i stanowi postawienie na glowie calej naszej moralnosci. Dzisiaj
                                  przekonujesz mnie, ze dla cierpiacych dzieci byloby lepiej, gdyby sie nie
                                  urodzily (czytaj: gdyby je wyskrobano). Inni przekonuja, ze zycie cierpiacego
                                  starca nie ma wystarczajacej 'jakosci' by warte bylo kontynuowania, wiec dobrze
                                  jest go 'zeutanazjowac'. Jutro powstana wydzialy w szpitalach od oceny 'jakosci
                                  zycia' i szafowania wyrokami na tych, ktorzy zyja
                                  niewystarczajaco 'jakosciowo', niewystarczajaco 'godnie'. A pojutrze stwierdzi
                                  sie, ze 'jakosc zycia' np. tzw. "faszystow" jest niewystarczajaca, by zabierali
                                  innym powietrze.

                                  3. Uznanie, ze skoro zycie bez odpowiedniej 'jakosci' moze sie sobie nie
                                  podobac (a moze, czemu nie) to ktos (panstwo, lekarz, nowego
                                  typu 'samarytanin') ma prawo a nawet obowiazek 'pomocy' tzn. skrocenia owego
                                  zycia. Nie tylko nie popelnia niczego zdroznego, ale jeszcze otoczony jest
                                  nimbem quasi-bohatera.

                                  Bedziemy mieli Happy New World niedlugo, smacznego...

                                  DonQ
                                  • Gość: hehe Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 15:19
                                    zapytaj filozofie, co czuje zgwałcona kobieta, której każą urodzić niechciane
                                    dziecko
                                    czuje że jest dla społeczeństwa "workiem na spermę" dla jakiegoś zwyrodnialca

                                    kończę rozmowę
                                    • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 20.03.07, 16:36
                                      > zapytaj filozofie, co czuje zgwałcona kobieta, której każą urodzić niechciane
                                      > dziecko
                                      > czuje że jest dla społeczeństwa "workiem na spermę" dla jakiegoś zwyrodnialca

                                      To jest teoria feministek i proaborcjonistow na temat co taka kobieta czuje.
                                      Nie wydaje mi sie, aby mozna bylo powiedziec, ze kobieta czuje to czy tamto w
                                      takim wypadku. Kobiety sa rozne, jak to ludzie, i w zaleznosci od osobowosci,
                                      mentalnosci, okolicznosci moze czuc rozne rzeczy. To prymitywna propaganda
                                      feministyczna kladzie kobietom do glowy co maja 'czuc'. W tej perspektywie
                                      kobieta to pozbawiona indywidualnosci maszyna czujaca to, co feministki uwazaja
                                      za stosowne czuc w danych okolicznosciach.

                                      Owszem, zgadzam sie, ze gwalt jest upokorzeniem i ze kobiety moga z tego powodu
                                      nienawidzic potencjalnie powstala ciaze (wcale nie musza wydaje mi sie).

                                      Natomiast mysl, ze jest dla 'spoleczenstwa' 'workiem na sperme' moze tylko
                                      pojawic sie w glowie mocno zindoktrynowanej feministycznymi bredniami
                                      nieszczesniczki.

                                      Nikt nikomu nie 'kaze' urodzic dziecka. Jesli ktos taki istnieje, to jest nim
                                      natura, Bog, biologia czy co tam sobie innego odpowiedzialnego za to, ze
                                      kobieta moze zajsc w ciaze podczas gwaltu podstawisz. Bezposrednio
                                      odpowiedzialny jest gwalciciel.

                                      Wolta myslowa czyniaca 'spoleczenstwo' odpowiedzialnym za powyzsze jest zaiste
                                      gwaltem (nomen omen :)) na logice i rozumie, ktore dla propagandy feministyczno-
                                      lewackiej sa zwyklym sposobem dzialania.

                                      Zle 'spoleczenstwo' moze co najwyzej odmowic aborcji, co jest ni mniej ni
                                      wiecej tylko odmowa aborcji, a nie 'zmuszaniem do rodzenia'. Jest to postawa
                                      typu "uwazam, ze gwalciciel popelnil zbrodnie, ale nie jest to moja wina; ja na
                                      swoje sumienie wyskrobywania dzieci nie moge brac".

                                      DonQ


                                      • Gość: hehe Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.03.07, 09:12
                                        Każąc rodzić zgwałconej kobiecie, dajesz atut obrońcy gwałciciela - skoro
                                        zdecydowała sie urodzić to z moim klientem [oskarżonym] było jej bardzo dobrze.

                                        > Nie wydaje mi sie, aby mozna bylo powiedziec, ze kobieta czuje to czy tamto w
                                        > takim wypadku. Kobiety sa rozne, jak to ludzie, i w zaleznosci od osobowosci,
                                        > mentalnosci, okolicznosci moze czuc rozne rzeczy.
                                        No i niech ma wybór!
                                        Żeby urodzenie tego dziecka zależało tylko od niej!

                                        Tierieszkowa latała w kosmos, Rutkiewicz włóczyła się po górach - ja się tam nie
                                        wybieram, bo mam wybór!
                                        A zmuszając mnie bym urodziła, każesz mi właśnie być bohaterką...
                                        • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 21.03.07, 10:14
                                          > Każąc rodzić zgwałconej kobiecie, dajesz atut obrońcy gwałciciela - skoro
                                          > zdecydowała sie urodzić to z moim klientem [oskarżonym] było jej bardzo
                                          > dobrze.

                                          Bzdura.

                                          Co do 'zmuszania do rodzenia' juz pisalem, nie bede sie powtarzal.

                                          DonQ

                                          • Gość: hehe Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.03.07, 10:45
                                            > > Każąc rodzić zgwałconej kobiecie, dajesz atut obrońcy gwałciciela - skoro
                                            > > zdecydowała sie urodzić to z moim klientem [oskarżonym] było jej bardzo
                                            > > dobrze.

                                            > Bzdura.

                                            Nie, taka jest linia obrony w polskich sądach - to zawsze zgwałcona jest winna,
                                            bo raczyła rozłożyć nogi, a mój klient święty i niewinny - wziął bo dają.
                                            Wiesz dlaczego częśc kobiet nie zgłasza gwałtu? Średnia przyjemność być
                                            "przeczołganym" na sali sądowej...

                                            Jak zaczną karac gwałcicieli obcinaniem genitaliów, to możemy podyskutować o
                                            tym, że zgwałcona powinna urodzić dziecko z gwałtu.
                                            BO na razie to ofiara ponosi największą karę, a nie sprawca!
                                            • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 21.03.07, 13:40
                                              > Nie, taka jest linia obrony w polskich sądach - to zawsze zgwałcona jest
                                              > winna,
                                              > bo raczyła rozłożyć nogi, a mój klient święty i niewinny - wziął bo dają.
                                              > Wiesz dlaczego częśc kobiet nie zgłasza gwałtu? Średnia przyjemność być
                                              > "przeczołganym" na sali sądowej...

                                              'Linie obrony' moga byc rozne, w koncu to obrona wymysla jak uchronic swojego
                                              klienta przed kara. Do sadu zas nalezy rozstrzygniecie. Podwazanie
                                              wiarygodnosci poszkodowanego chyba nie jest rzeczywiscie niczym niezwyklym.
                                              Pretensje o to do systemu sprawiedliwosci (tzn. do jego rdzenia - istnienia
                                              obrony/oskarzenia/sadu).

                                              Zapewne chcialabys, aby przyjac zasade, ze w sprawach o gwalt wierzy sie
                                              kobietom i juz, niezaleznie od okolicznosci. Tak pieknie nie ma - i zapewne
                                              czesc 'gwaltow' istotnie gwaltami nie jest. Mozna sobie wyobrazic mnostwo
                                              przypadkow (i zaloze sie, ze maja miejsce), gdy kobieta falszywie oskarza
                                              o 'gwalt' - sad ma ustalic jak bylo naprawde. Ze jest to nieprzyjemne dla
                                              zgwalconej? No moze jest, moze mozna sie zastanowic jak mogloby byc mniej
                                              nieprzyjemne, ale co to ma do wyskrobywania dzieci?

                                              Rozwazania sadownicze znowu nie maja nic wspolnego z sednem sprawy - czy wolno
                                              wyskrobywac dzieci czy nie. Stwierdzenie:

                                              > Jak zaczną karac gwałcicieli obcinaniem genitaliów, to możemy podyskutować o
                                              > tym, że zgwałcona powinna urodzić dziecko z gwałtu.

                                              jest bez sensu, bo to, czy dziecko z gwaltu mozna wyskrobac czy nie w zaden
                                              sposob nie zalezy od tego, jak ukarano (lub nie ukarano) gwalciciela.

                                              Zeby byla jasnosc - jak dla mnie moga karac gwalcicieli obcinaniem genitaliow,
                                              nie mam nic przeciwko. Mam cos przeciwko przyjmowaniu przez sady
                                              zasady 'oskarzajaca o gwalt mowi prawde' jako zasady procesowej. Sad jest od
                                              ustalenia prawdy i ukarania winnych nie od okazywania empatii stronom.

                                              Co do ofiar przestepstw - rzeczywiscie nalezy dbac o to by ich sprawcy
                                              dotkliwie odczuli na swej skorze, ze zle zrobili, bo ofiara juz odczula,
                                              zgadzam sie.

                                              DonQ



                                              • Gość: hehe Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.03.07, 13:51
                                                > No moze jest, moze mozna sie zastanowic jak mogloby byc mniej
                                                > nieprzyjemne, ale co to ma do wyskrobywania dzieci?
                                                Jak to co ma?
                                                Argument dla obrońców za tym, że gwałtu nie było :)
                                                Sama dała, bo dziecko chciała mieć...

                                                I kolejna rzecz - zgwałcona ma urodzić, a może tak jakaś pomoc dla niej? Przede
                                                wszystkim psychologiczna, bo "efekt końcowy" może być nieciekawy - owszem
                                                urodzi, ale skończy w psychiatryku, albo popełni samobójstwo...
                                                • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 21.03.07, 14:10
                                                  > Jak to co ma?
                                                  > Argument dla obrońców za tym, że gwałtu nie było :)
                                                  > Sama dała, bo dziecko chciała mieć...

                                                  Ja dalej nie widze, jak rozne argumenty, ktorymi sie moga poslugiwac czy
                                                  posluguja obroncy gwalcicieli maja wplywac na nasz poglad czy dziecko mozna
                                                  wyskrobac czy nie.

                                                  > I kolejna rzecz - zgwałcona ma urodzić, a może tak jakaś pomoc dla niej?
                                                  > Przede
                                                  > wszystkim psychologiczna, bo "efekt końcowy" może być nieciekawy - owszem
                                                  > urodzi, ale skończy w psychiatryku, albo popełni samobójstwo...

                                                  Zapewne pomoc jest nie od rzeczy. Istnieje zapewne mnostwo roznych instytucji
                                                  (panstwowa sluzba zdrowia, rozne ogranizacje charytatywne itp.) ktore moga
                                                  pomoc. Nie wiem, jak wyglada dostep do rzeczywistej pomocy w praktyce (zapewne
                                                  feministyczna propaganda glosi, ze jest okropnie), ale:

                                                  1. Trudnosc otrzymania pomocy psychologicznej nie jest argumentem za tym, zeby
                                                  mozna bylo wyskrobywac dzieci. Jest argumentem za tym, by starac sie poprawic
                                                  dostep do takiej pomocy.

                                                  2. Czysta demagogia jest sugerowanie (co robisz), ze ewentualne klopoty
                                                  psychologiczne, proby samobojcze itp. sa efektem niewyskrobania. One sa efektem
                                                  gwaltu, nie niewyskrobania. Mysle, ze wyskrobanie moze kobiecie rownie dobrze
                                                  na psychike pomoc jak i zaszkodzic. Mozna np. uwazac, ze do zla, ktore sie
                                                  stalo (tzn. gwaltu) nie powinno sie dokladac nastepnego (tzn. aborcji).

                                                  DonQ





                                                  • Gość: hehe Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.03.07, 14:22
                                                    a może daj dobry przykład - jak kobieta urodziła dziecko z gwałtu i oddała do
                                                    adopcji - to je adoptuj, a wcześniej - w czasie ciąży pomagaj finansowo
                                                    ale fizycznie, nie duchowo
                                                    jakoś nie słyszałam o tym, by prolajfowcy tak ochoczo adoptowali dzieci matek,
                                                    którym odmówiono aborcji :P
                                                    najłatwiej "adoptowac duchowo", bo to ślicznie brzmi i nic nie kosztuje, trochę
                                                    modlitwy i nic więcej

                                                    Organizacje kościelne są nastawione tylko na urodzenie i oddanie do adopcji,
                                                    stan psychiki matki dziecka mają głęboko w d.

                                                    > Mozna np. uwazac, ze do zla, ktore sie
                                                    > stalo (tzn. gwaltu) nie powinno sie dokladac nastepnego (tzn. aborcji).
                                                    Aborcja jest złem, a urodzenie dziecka z gwałtu - dobrem dla zgwałconej????????
                                                    Żałosne :/
                                                  • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 21.03.07, 15:17
                                                    To, czy znajdzie sie ktos chetny do adopcji czy nie, znow nie jest argumentem
                                                    za czy przeciw temu, czy mozna wyskrobywac dzieci czy nie. Nie wolno zabijac,
                                                    bo nie ma komu sie zajac dzieckiem.

                                                    > Organizacje kościelne są nastawione tylko na urodzenie i oddanie do adopcji,
                                                    > stan psychiki matki dziecka mają głęboko w d.

                                                    Znam propagande feministyczna, mozesz mi darowac. Jak jest naprawde nie wiem,
                                                    feministkom nie wierze.

                                                    > Aborcja jest złem, a urodzenie dziecka z gwałtu - dobrem dla
                                                    > zgwałconej????????
                                                    > Żałosne :/

                                                    Moze zalosne, moze nie tak bardzo.

                                                    DonQ
                                                  • Gość: hehe Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.03.07, 15:19
                                                    tjaa, bidul najlepszy dla dziecka, którego nikt nie chce :/

                                                    nie wiesz? to sprawdź - a nie szczekaj o propagandzie
                                                  • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 21.03.07, 15:35
                                                    > tjaa, bidul najlepszy dla dziecka, którego nikt nie chce :/

                                                    Nie rozumiem. Jesli dziecka nie moge / nie chce (adoptowac zapewne) lub
                                                    utrzymywac to i tak jestem o niebo lepszy od tych, ktorzy dybia na jego zycie.
                                                    Nie ma obowiazku adopcji czy utrzymywania 'niechcianych' dzieci i sprzeciw
                                                    wobec mozliwosci wyskrobywania dzieci nie pociaga za soba powstania takiego
                                                    obowiazku dla protestujacego.

                                                    Sa dzieci, ktorych nikt nie chce, nie tylko poczete z gwaltow. Proponujesz, aby
                                                    je 'eutanazjowac' po pewnym czasie, gdy ich ciagle nikt nie chce? A jesli
                                                    uwazasz, ze taki pomysl jest zly, to dlaczego jest zly Twoim zdaniem?

                                                    A szantaz typu 'jak nie chcesz go wziac albo na nie placic to jestes winny jego
                                                    wyskrobaniu/eutanazji' jest znow wykuty przez feministyczna propagande i co
                                                    najmniej zaskakujacy dla normalnego czlowieka. Ludzi nie wolno zabijac pod
                                                    pretekstem, ze sa 'nie chciani', i tyle.

                                                    Nie zamierzam nic sprawdzac, bo to na co sa 'nastawione' organizacje katolickie
                                                    i tak nie ma zwiazku z tym, czy wolno dzieci wyskrobywac czy nie.

                                                    DonQ
                                                  • Gość: hehe Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.07, 11:56
                                                    różnica między dzieckiem "z gwałtu", a dzieckiem rodziców-pijaków jest jedna
                                                    to drugie jest po prostu nie kochane
                                                    to pierwsze - nienawidzone przez własną matkę

                                                    rok po gwałcie nawet jeśli nie ma ciąży jest najgorszy dl psychiki kobiety,
                                                    jeśli w ciągu tego roku o tym fakcie przypomina kobiecie rosnący pod nosem
                                                    brzuch, to wcale się to wesoło nie kończy

                                                    bo jakaś urodziła dziecko z gwałtu i pokochała? To ja tez muszę???
                                                    Tierieszkowa latała w kosmos, Rutkiewicz łaziła w wysokie góry, niektóre
                                                    wariatki chciały pracować w kopalniach jak faceci - ale na szczęście za tej
                                                    zakichanej komuny nikt nie zmuszał kobiet, by robiły to samo
                                                  • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 23.03.07, 13:42
                                                    > różnica między dzieckiem "z gwałtu", a dzieckiem rodziców-pijaków jest jedna
                                                    > to drugie jest po prostu nie kochane
                                                    > to pierwsze - nienawidzone przez własną matkę

                                                    No dobrze (w zasadzie sie nie zgadzam, ale mniejsza z tym), ale co to ma do
                                                    rzeczy (tzn. do tego, czy mozna wyskrobywac dzieci czy nie)?
                                                    A moze jest to odpowiedz na moje pytanie czy mozna eutanazjowac "niechciane"
                                                    dzieci po urodzeniu? Jesli tak, to rowniez nie rozumiem, jaki zwiazek mialaby
                                                    ta wypowiedz miec z pytaniem.

                                                    > bo jakaś urodziła dziecko z gwałtu i pokochała? To ja tez muszę???

                                                    Nic nie musisz, mozesz sobie nienawidzic do woli i kogo uznasz za stosowne. Nie
                                                    musisz nikogo kochac jesli taka Twoja uroda.

                                                    Niezaleznie od tego jak bardzo nienawidzisz, nie wolno Ci zabijac obiektow
                                                    nienawisci. Elementarne, drogi Watsonie.

                                                    A inni maja prawo ocenic Twoje nienawisci i Twoj brak milosci.

                                                    DonQ
                                              • wdakra Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 21.03.07, 14:19
                                                donq napisał:

                                                > Rozwazania sadownicze znowu nie maja nic wspolnego z sednem sprawy - czy wolno
                                                > wyskrobywac dzieci czy nie.

                                                W cywilizowanych krajach ofiarom gwałtu obligatoryjnie podaje się środki
                                                wczesnoporonne i żadne wyskrobywanie nie jest potrzebne.
                                                • donq Re: Twoj brzuch, ale zycie w nim nie twoje 21.03.07, 15:20
                                                  Naturalnie, postymp i cywilizacja rzadzi!

                                                  'Obligatoryjnie' sie podaje srodki wczesnoporonne, to zaiste cudowna
                                                  cywilizacja (szczegolnie to, ze 'obligatoryjnie').

                                                  A roznica miedzy srodkiem wczesnoporonnym a wyskrobaniem to tylko, ze tak
                                                  powiem, kwestia 'estetyczna', nieprawdaz?

                                                  DonQ
      • Gość: Majka Drogi Pawełku :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 21:53
        Ja np nie uważam zygoty ani innych form wczesnych stadium płodu za człowieka. No
        i co? Wg mnie nikt nie umiera bo NIKOGO jeszcze nie ma.
        • Gość: Pawel Re: Droga Majeczko IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.03.07, 21:31
          Jesli nikogo nie ma to po co aborcja? Kogo sie boisz? Jak z niczego moze powstac
          ktos?
          • Gość: Majka Re: Droga Majeczko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.07, 00:21
            Masz gorączkę czy co? Bo piszesz od rzeczy. Nie wiesz jakie sa wskazania do
            aborcji? To co ty w ogóle robisz w tej dyskusji? Dziś się urodziłeś czy co?
            Z niczego powstaje ktoś gdy staje się człowiekiem, ma wszystkie narządy i cechy
            ludzkie charakterystyczne dla człowieka, ukłąd nerwowy i myślący mózg. Ot cud
            natury.
            • Gość: Pawel Re: Droga Majeczko IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 09.03.07, 17:30
              Majeczko obawiam sie ze ty jeszcze dlugo nie spelniasz wlasnych warunkow aby byc
              uznana za czlowieka.
              • misscraft Re: Droga Majeczko 18.03.07, 21:39
                Wybacz, ale to my rodzimy dzieci i my mamy bądź co bądź więcej do powiedzienia w
                tej sprawie (lub powinnyśmy mieć raczej), facetów ten problem bezpośrednio nie
                dotyczy a uważają się za największa wyrocznie "moralności".
                Jakby faceci rodzili dzieci aborcja byłby legalnym zabiegiem wykonywanym w
                przerwie na lunch jak wizyta u dentysty.
          • misscraft Re: Droga Majeczko 18.03.07, 21:36
            pomylisłeć jej chodziło dokładnie od słowo "nikt", a nie "nic".
    • facet123 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 08.03.07, 14:18
      Ostatecznie to nawet mógłbym sobie wyobrazić, że prawo do decyzji w sprawie
      aborcji miałby mieć sprawca ciąży. Byłoby to bardzo trudne do egzekwowania i
      raczej nie byłoby poprawne z punktu widzenia prawa, ale lepsze to niż całkowity
      zakaz aborcji.
      W Polsce narazie dyskusja nie toczy się o tym czy to kobieta, czy mężczyzna ma
      prawo do zadecydowania o aborcji, ale o to, czy ktokolwiek ma prawo decydować.
      Gdy się nieco bardziej ucywilizujemy, wtedy będzie podnieść temat, który zacząłeś.
      • michelle28 Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 08.03.07, 17:03
        > Ostatecznie to nawet mógłbym sobie wyobrazić, że prawo do decyzji w sprawie
        > aborcji miałby mieć sprawca ciąży. Byłoby to bardzo trudne do egzekwowania i
        > raczej nie byłoby poprawne z punktu widzenia prawa, ale lepsze to niż
        całkowity
        > zakaz aborcji.
        Nie wyobrażam sobie jakby miało być egzekwowane takie ewentualne prawo. Tak jak
        teraz prawo dotyczące aborcji jest tylko fikcją, a wykonuje się tysiące
        zabiegów, tak wtedy podobnie byłoby traktowane prawo dotyczące udziału mężczyzn
        w decyzji. Prawda jest taka że nikt nie jest w stanie zmusić kobiety do
        posiadania dziecka jeśli ona zdecydowanie tego nie chce.
        Jestem za tym aby mężczyźni mieli prawo do współdecydowania w tak ważnej
        sprawie, ale nie widzę innego wyjścia jak to że znaczenie ich zdania powinno
        zależeć od kobiety. Jeśli w swoim związku para wypracowała sobie odpowiedni
        poziom porozumienia to kobieta z pewnościa weźmie pod uwagę zdanie partnera i
        będzie on mógł wpłynąć na jej decyzję.
        W przypadku kiedy rodzicami miałaby zostać 2 prawie obcych sobie osób, trudno
        żeby nie mogąca sobie pozwolić na dziecko kobieta, była zmuszona do rodzenia bo
        facet ma odmienne od niej zdanie.
        Zresztą w przypadków panów trudno byłoby znaleźć jednostki które nie dość że
        pragnęłyby dziecka mimo że kobieta jest na nie, to jeszcze byliby skłonni o nie
        walczyć a później np. samodzielnie wychowywać.
    • misscraft Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. 17.03.07, 21:26
      dlatego, że zgodnie sprawem natury ona poenisie największe konsekwencje tak
      ciążęy jak i usunięcia i chodzi o coś ważniejszego niż pieniądze, nad których
      łożeniem tak płaczą ojcowie, o zdrowie i całe życie jakie być może poświęci
      dziecku którego ojciec nie chciał.
    • Gość: Paweł Od strony chrzescijanstwa :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 10:30
      Wstęp
      Humaniści wiele mówią o prawie do wyboru i o decydowaniu człowieka o samym
      sobie.

      Wielu naszych rodaków (w tym znanych polityków) domaga się usankcjonowania
      dokonywania aborcji jako wyrazu respektowania praw kobiet do decydowania o
      sobie.

      Co ciekawe, wielu chrześcijan jest zupełnie obojętnych i głuchych na toczącą
      się w mediach dyskusję na temat zabiegów aborcyjnych, chcąc
      pozostać „neutralnymi” politycznie i światopoglądowo (!).

      W praktyce jednak mamy do czynienia z dyskusją o decydowaniu o życiu bądź
      śmierci nienarodzonego człowieka.

      Nazywając więc rzeczy po imieniu, dążenie do legalizacji aborcji jako „prawa
      matki”, jest dążeniem do legalizacji morderstwa w majestacie prawa. Obojętność
      lub „tolerancyjne” przyzwolenie na aborcję jako wyraz szacunku wobec
      odmienności poglądów jest więc w istocie brakiem reakcji i przyzwoleniem na
      dokonywanie morderstw na najbardziej bezbronnych istotach.

      Podstawa całej kontrowersji

      Na samym początku całej dyskusji o aborcji musimy poczynić ważną obserwację:
      nasz pogląd na ów temat uzależniony będzie od tego, co jest naszym ostatecznym
      autorytetem i według jakiego standardu chcemy budować podstawowe przekonania.

      Przykładowo, według niektórych niechrześcijańskich filozofii (odrzucających
      autorytet Pisma Św.) ludźmi się stajemy, a nie rodzimy. Człowiekiem stajemy się
      chociażby poprzez proces wychowania, przyjmowanie norm społecznych i
      ucywilizowanie. Według tego podejścia nie możemy więc mówić o życiu ludzkim
      rozwijającym się i realnie istniejącym już w łonie matki.

      Wielu ateistów dąży do ustalenia granicy, np. 7-12 tygodni (niektórzy mniej),
      do której zabieg aborcyjny powinien być dopuszczalny.

      Chrześcijanin natomiast opierając swoje przekonania na Bożym autorytecie
      (Piśmie Św.) uważa, że każde nienarodzone dziecko jest istotą ludzką, w nie
      mniejszym stopniu niż dziecko poza łonem matki.

      Z tego powodu historyczny kościół (wszystkie wyznania) jednomyślnie stał na
      stanowisku że aborcja jest zabójstwem nienarodzonego życia.

      Źródłem całego konfliktu na temat aborcji jest więc przeciwstawienie ludzkich
      zasad i ludzkiej „mądrości” – Bożemu Prawu.

      Z jednej strony mamy tych którzy wierzą w całkowitą ludzką autonomię. Dla tej
      grupy dobrem jest to, co człowiek sam usankcjonuje. Wszelkie prawa są więc dane
      przez człowieka. Nie ma więc miejsca na autorytet ponad człowiekiem, który
      weryfikowałby poprawność naszych ocen moralnych. Konsekwentnie ów pogląd uważa,
      że każdy ma prawo czynić z własnym ciałem co tylko uważa za słuszne i stosowne.

      Motto zwolenników tego podejścia to: „Nie wtrącaj się ze swoimi zasadami w moje
      życie.” Lub: „Moje ciało należy do mnie!”

      Z drugiej strony mamy tych, którzy uznają Bożą władzę nad światem i życiem
      człowieka. Owi ludzie wierzą, że to Bóg określa co jest dobre, sprawiedliwie i
      słuszne dla jego stworzeń. Nie ma więc autorytetu ponad Bogiem, zaś każda
      ludzka opinia powinna być weryfikowana przez pryzmat Jego suwerennych i
      niezmiennych praw. Chrześcijański światopogląd stoi na stanowisku, że
      niemożliwe jest istnienie uniwersalnych praw etycznych bez Boga. Pogląd nie
      dopuszczający Boga do głosu lub zaprzeczający Jego istnieniu może co najwyżej
      poprzestać na stwierdzeniu, że to co jest „dobre” dla jednego człowieka, może
      być „złe” dla drugiego, nie mając żadnych podstaw do dokonywania ostatecznych
      weryfikacji.

      Co więcej, ateistyczne podejście, dokonując owych „subiektywnych ocen” nie
      zauważa prostej konsekwencji, że odrzucając istnienie Boga pozbawia się
      wszelkich podstaw by móc ogóle mówić o istnieniu jakichkolwiek niematerialnych
      praw, wartości, zasad i pojęć je opisujących (takich jak dobro, zło,
      sprawiedliwość, niesprawiedliwość, grawitacja, miłość, wolność, itp.).

      Walka o definicje

      Wiele rzeczy już nas dziś nie oburza z powodu tego, że niechrześcijanie ubrali
      je w „odpowiednie” słowa. Cudzołóstwo nazywa się „niewinnym romansem”, kradzież
      i nieuczciwość nazywa się „sprytem i zaradnością”, homoseksualizm –
      „alternatywną miłością”, zaś współżycie przed ślubem – „wyrażaniem miłości”.

      Dla aborcji również wymyślono hasło reklamowe: „Prawo do wyboru”. Zawsze
      ilekroć mamy do czynienia z publiczną debatą na temat aborcji, pojawia się
      stwierdzenie jej zwolenników: „Chodzi tylko o wybór” lub „Dlaczego chcecie
      ograniczać naszą wolność poprzez narzucanie nam swojego światopoglądu?” Itp.

      Jeśli jako chrześcijanie zaczynamy myśleć podobnymi kategoriami („Hm, coś w tym
      jest”), oznacza to, że porzuciliśmy nasz autorytet i zostaliśmy duchowo
      zainfekowani humanistycznym wirusem.

      Zupełnie inaczej brzmiały powyższe stwierdzenia, gdybyśmy zamiast
      słowa: „wybór” wstawili bardziej właściwe słowo: „morderstwo”.

      Jakże inaczej brzmiałyby owe argumenty: „Wy chrześcijanie nie chcecie chronić
      kobiet zabierając im prawo do morderstwa własnych dzieci! Dlaczego chcecie
      ograniczać naszą wolność do dokonywania morderstwa na nienarodzonych
      dzieciach?!”

      Nie brzmi to ani przyjemnie ani politycznie poprawnie.

      Mówienie o mordowaniu nigdy nie jest przyjemne. Wiedzą o tym nawet zwolennicy
      aborcji. Stąd wiedzą, że lepiej więc użyć innego języka, by uzyskać właściwy
      sobie cel.

      Co mówi Biblia o nienarodzonym życiu i aborcji?

      Jeśli chcemy szczerze poddać naszą wolę naszemu Zbawicielowi, powinniśmy
      pragnąć szukać w Jego Słowie co nasz Pan mówi na temat jednego z najbardziej
      dyskutowanych tematów w naszym społeczeństwie, jakim niewątpliwie jest temat
      aborcji (Jer 1:7).

      Pismo Św. wiele razy mówi o wartości i nienaruszalności nienarodzonego życia
      oraz o jego istnieniu od samego poczęcia. Przyjrzyjmy się kilku fragmentom:

      2 Mojż 21:22-25 – należy tutaj zwrócić uwagę, że większość tłumaczeń
      angielskich, a także tłumaczenie Biblii Gdańskiej różni się od przekładu
      zarówno naszej „brytyjki” jak i „tysiąclatki”.

      Porównajmy tłumaczenie fragmentu z 2 Mojż 21:22-23 w Biblii Warszawskiej
      („brytyjki”) z tłumaczeniem Biblii Gdańskiej:

      BW: „Jeżeli dwaj mężowie się biją, a przy tym uderzą kobietę brzemienną tak, że
      poroni, ale nie poniesie dalszej szkody, to sprawca zapłaci grzywnę, jaką mu
      wyznaczy mąż tej kobiety, a uiści ją w obecności rozjemców. Jeżeli zaś poniesie
      dalszą szkodę, to wtedy da życie za życie.”

      BG: „Jeźliby się też powadziwszy mężowie, uderzył który z nich niewiastę
      brzemienną, tak żeby z niej płód wyszedł, jednakby nie zaszła śmierć koniecznie
      karanie odniesie, jakie włoży nań mąż onejże niewiasty, a da wedle uznania
      sędziów. Ale gdzie by śmierć zaszła, tedy dasz duszę za duszę.”

      Widzimy więc, że zgodnie z tłumaczeniem Biblii Gdańskiej (oraz większością
      angielskich tłumaczeń) Bóg nakazał karę grzywny w przypadku zachowania życia
      przez przedwcześnie urodzone dziecko (w wyniku przypadkowego uderzenia bijących
      się mężczyzn). Kara śmierci miała być zastosowana tylko w przypadku śmierci
      (matki lub dziecka, a nie tylko matki co sugeruje tłumaczenie „brytyjskie”). Co
      ciekawe, jeśli przypadkowe (w wyniku bójki) odebranie życia matce lub dziecku
      uzasadniało wymierzenie najwyższej kary, o ileż bardziej świadome tego typu
      działanie. Ten fragment pokazuje nam jak cenne w oczach Bożych jest życie, bez
      względu na to, czy jest to życie w łonie czy poza łonem. Jak bardzo różni się
      to z podejściem wielu współczesnych „moralnych liberałów”!

      1 Mojż 25:22 – Jakub i Ezaw „trącali się” nawzajem w łonie matki.

      Sędziów 13:5 – znów zauważyć możemy różnicę w polskich tłumaczeniach tego
      wersetu. Angielskie tłumaczenia oddają ten
      • Gość: Paweł Re: Od strony chrzescijanstwa :) ciag dalszy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 10:33
        Sędziów 13:5 – znów zauważyć możemy różnicę w polskich tłumaczeniach tego
        wersetu. Angielskie tłumaczenia oddają ten werset mówiąc, że Samson będzie
        nazwany Nazarejczykiem Bożym od poczęcia. Biblia Gdańska: „(...) bo
        Nazarejczykiem Bożym będzie to dziecię zaraz z żywota (...)”

        Joba 3:3; 13:19 – Job w swojej skardze rozważa co stałoby się z nim gdyby
        zginął jeszcze w łonie matki jako nienarodzone dziecię.

        Psalm 51:7 – Człowiek jest grzeszny od poczęcia, jeszcze zanim się narodzi

        Ps 139:13-16 – Dawid dziękuje za ukształtowanie i stworzenie go w łonie matki

        Izajsza 49:1 – Bóg powołał Izajasza już od samego poczęcia, gdy był jeszcze w
        łonie matki.

        Jeremiasz 1:5 – Bóg utworzył Jeremiasza w łonie matki.

        Łukasza 1:15,44 – Jan Chrzciciel napełniony Duchem Św. w łonie Elżbiety

        Łuk 1:44 – Jan Chrzciciel ruszający się z radości w łonie matki, gdy do
        Elżbiety dotarło pozdrowienie Marii.

        W Piśmie możemy również znaleźć inne fragmenty, odpowiadające na pojawiające
        się kontrowersje i argumentacje zarówno zwolenników jak i przeciwników aborcji.
        Przykładowo:

        „Aborcja jest dozwolona w przypadku cielesnej wady i choroby nienarodzonego
        dziecka”

        Odpowiedź: A przechodząc, ujrzał człowieka ślepego od urodzenia. I zapytali go
        uczniowie jego, mówiąc: Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, ze się
        ślepym urodził? Odpowiedział Jezus: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego,
        lecz aby się na nim objawiły dzieła Boże. Jana 9:1-3

        Czy Ten, który uczynił ucho, nie słyszy? Czy nie widzi Ten, kto ukształtował
        oko? - Ps. 94:9

        Nie będziesz złorzeczył głuchemu, a przed ślepym nie będziesz kładł przeszkody,
        ale będziesz się bał Boga swojego; Jam jest Pan. - 3 Moj. 19:14

        A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują,
        to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani. Rzym 8:28

        „Dzieci są nie są darem od Boga, lecz problemem”

        Odpowiedź:

        Rachela zaś, widząc, że nie urodziła Jakubowi dzieci, zazdrościła swej siostrze
        i rzekła do Jakuba: Spraw, abym miała dzieci, bo jeśli nie, to wypadnie mi
        umrzeć.

        Jakub rozgniewał się na Rachelę i rzekł: Czy ja jestem Bogiem, który odmówił ci
        potomstwa? 1 Mojż 30:1-2;

        Oto dzieci są darem Pana, Podarunkiem jest owoc łona.

        Czym strzały w ręku wojownika, Tym synowie zrodzeni za młodu.

        Błogo mężowi, który napełnił nimi swój kołczan! Nie zawiedzie się, Gdy będzie
        się rozprawiał z nieprzyjaciółmi w bramie. - Psalm 127:3-5

        Inne fragmenty: Ps 22:10; Amos 1:13; Przyp 24:11-12; 2 Mojż 20:13; Mat 18:5-10;
        19:13-15; 25:40.

        Widzimy więc wyraźnie, że na podstawie powyższych fragmentów Bożego Słowa
        bardzo jasno możemy sformułować biblijne (chrześcijańskie) stanowisko na temat
        aborcji.

        Milczenie w tej kwestii lub stawanie po stronie walczących o „prawa kobiet”
        domagających się usankcjonowania aborcji jest przyzwoleniem na zło i grzech.

        Tak powszechnie hołdowana wśród chrześcijan „polityczna neutralność” może stać
        się unikaniem biblijnej odpowiedzialności za sprawy na które powinniśmy głośno
        się wypowiadać.

        Państwo a ochrona życia

        Dyskusja o aborcji nie odbywa się jedynie w zaciszach naszych mieszkań i
        towarzyskich spotkań. Kontekstem współczesnej publicznej dyskusji o aborcji
        jest sejmowa sala w której zapadają uchwały mające znaczący wpływ na nasze
        życie. Pismo Św. stawia jasne wymagania wobec rządzących i odpowiedzialnych za
        najważniejsze decyzje w państwie.

        Widzimy w Bożym Słowie, że najważniejszym zadaniem państwa jest chronić ludzkie
        życie, a nie niszczyć je (Rzym 13:1-7). Jeśli nienarodzone dziecko jest
        człowiekiem (a Biblia uczy, że jest!), ma ono takie samo prawo do bycia
        chronionym przez państwo jak dorośli obywatele.

        Wielu chrześcijan powołując się prawo każdego człowieka do wolności wyznania,
        sumienia i światopoglądu – patrzy na całą dyskusję o legalizację aborcji z
        lekkim zakłopotaniem.

        Niektórzy wręcz chętnie by stwierdzili: „Jeśli niechrześcijanie chcą dokonywać
        aborcji – to ich sprawa. Kościół jest od tego by kierować swoje poselstwo do
        jednostek, by zmieniać ich serca poprzez moc ewangelii, a nie od tego, by
        walczyć o polityczne ustawy. Nie możemy na siłę zmuszać nie nawróconych ludzi,
        by respektowali chrześcijańskie zasady (w domyśle: nie możemy zakazywać
        aborcji).”

        Prawdą jest to, że ustawami nie zmienimy serc, jednakże prawdą jednocześnie
        jest, że możemy i powinniśmy przyczyniać się do zmniejszenia liczby
        uśmierconych dzieci będąc posłusznymi szóstemu przykazaniu. Dyskusja o aborcji
        nie jest więc wyłącznie walką o definicje, słowa i o granice wolności. Jest
        przede wszystkim dyskusją o życie ludzkie i o tym chyba najczęściej zdarza nam
        się zapominać podczas debat i dyskusji.

        Kultura i społeczeństwo akceptujące aborcję jest społeczeństwem znajdującym się
        pod Bożym Sądem i przekleństwem. Jeśli jesteśmy nieposłuszni Bożemu Słowu nie
        oczekujmy, że przyniesie to pozytywne rezultaty „neutralnemu” kościołowi i
        społeczeństwu.

        Mity i prawdy o aborcji

        Na koniec prześledźmy kilkanaście stwierdzeń, które w istocie są aborcyjnymi
        mitami, a które bardzo często możemy usłyszeć z ust jej zwolenników
        (zaczerpnięte z artykułu pt. „Biblical perspective on abortion” - Mike Warren,
        Jeff Dwiggins). Żaden z poniższych mitów nie broni się przed jasnym nauczaniem
        Bożego Słowa, jak i konsekwencjami, do których logicznie prowadzi.

        MIT: Nienarodzone dziecko nie jest w pełni człowiekiem ponieważ jest całkowicie
        uzależnione od życia matki.

        PRAWDA: Jednoroczne dziecko również jest zależne od swojej matki. Powinniśmy
        więc odebrać mu życie jeśli jest dla niej ciężarem?

        MIT: Aborcja jest konieczna aby każde dziecko było dzieckiem chcianym.

        PRAWDA: Tysiące rodziców, którzy nie mogą mieć dzieci ze względu na biologiczne
        problemy czekają w kolejkach zakładów adopcyjnych.

        MIT: Zwolennicy aborcji chcą po prostu pomóc młodym dziewczynom w ułożeniu
        normalnego życia w czasie ich trudów.

        PRAWDA: Aborcja przynosi wielomiliardowe zyski. To największa legalna
        niekontrolowana działalność w USA. Lekarz wykonujący zabiegi aborcji zarabia
        nawet 900 dolarów za godzinę. Jak jest napisane: „Albowiem korzeniem wszelkiego
        zła jest miłość pieniędzy (...)” – 1 Tym 6:10.

        MIT: Aborcja jest bezpiecznym, prostym zabiegiem.

        PRAWDA: Zapomina się tu jednak o tym, że co najmniej połowa tych, którzy
        wchodzą do klinik aborcyjnych jest mordowana. Matki również czasem umierają (na
        świadectwie zgonu jako przyczynę śmierci podaję się wtedy krwotok wewnętrzny
        lub coś w tym rodzaju). Wiele kobiet jest niezdolnych do tego by mieć kolejne
        dziecko ze względu na uszkodzenie łona poprzez zabieg aborcyjny. „Aż 15% ciąż
        przerwanych w pierwszym trymestrze, 40% przerwanych w drugim i 90% w trzecim
        trymestrze powodują problemy wymagające szczególnego nadzoru medycznego.”
        (George Grant „Grand Illusions”, str. 65-66)

        MIT: Aborcja nie przynosi żadnych znaczących psychologicznych zaburzeń.

        PRAWDA: Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi w USA ponad 90% wszystkich kobiet,
        które poddały się zabiegowi aborcji cierpi na łagodne lub ostre zaburzenia
        emocjonalne i psychiczne spowodowane aborcją. Ponad 10% wymaga leczenia
        psychiatrycznego w szpitalu lub innej specjalistycznej opieki
        (Grant „Przymierze” str.124).

        Jeśli zabieg aborcji nie wiąże się z żadnym psychologicznym urazem, to znaczy
        że dana kobieta ma nieczułe serce.

        MIT: Chrześcijanie poprzez prawne uchwały chcą „na siłę” umoralniać
        społeczeństwo.

        PRAWDA: 1) Każda legislacja służy wprowadzaniu moralności. Uznając kradzież za
        bezprawie rząd wprowadza szacunek do cudzej własności (ma więc to aspekt
        umoralniający).

        2) Bóg w Piśmie Św. mówi
        • Gość: Paweł Re: Od strony chrzescijanstwa :) ciag dalszy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 10:34

          PRAWDA: 1) Dzieci nie powinny być zabijane za grzechy ich ojców.

          2) Aborcja jest często dokonywana na ofiarach kazirodztwa ponieważ niszczy
          dowody przestępstwa ojca.

          3) Nienarodzone dziecko nie powinno być mordowane ponieważ zostało poczęte
          poprzez gwałt lub kazirodczy związek tak samo jak 10 latek który został poczęty
          w taki sam sposób. Czy dlatego mamy prawo owemu 10-latkowi odebrać życie? Oboje
          są stworzeni na Boży obraz i podobieństwo.

          4) Bóg ma moc obrócić przekleństwo i nieszczęście w błogosławieństwo (1 Mojż
          50:20)

          MIT: Aborcja jest potrzebna by zapobiec nadmiernemu przyrostowi populacji

          PRAWDA: Nie mamy do czynienia z nadmiarem populacji. Problem głodu dotyka
          jedynie te kraje, gdzie ateistyczne i socjalistyczne władze sprawują kontrolę
          nad gospodarką.

          Słowo Boże uczy: „Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię i
          czyńcie ją sobie poddaną” - 1 Mojż 1:28, 9:1.

          Bóg obiecuje dostarczyć nam wszystkiego co potrzebne jeśli jesteśmy mu wierni –
          5 Mojż 28

          Paweł Bartosik
          • Gość: hehe Ty nie odróżniasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 13:09
            aborcji "na życzenie" [czego chyba nikt normalny nie chce] od sytuacji
            ekstremalnej, jaką jest ciąża z gwałtu czy ciąża zagrażająca życiu kobiety

            > PRAWDA: 1) Dzieci nie powinny być zabijane za grzechy ich ojców.
            A za co ma cierpieć kobieta??? Za to że dała sie zgwałcić???
            Bo jeśli zajdzie w ciążę to gwałtu nie wymaże tak szybko z psychiki - przez 9
            miesięcy będzie jej o tym przypominał rosnący pod nosem brzuch, a przez następne
            pół roku - odciąganie pokarmu, nawet jeśli odda dziecko do adopcji 2 dni po
            narodzeniu!! I perspektywa, że za lat "naście" to dziecko przyjdzie nazwie ją
            "wyrodna matką"[lub gorzej] że oddała go do adopcji...

            I problem ciąży zagrażajacej życiu kobiety - czyje życie ratować? Dziecka? Jeśli
            kobieta w ciąży umrze w pierwszych miesiącach ciąży, to i tak dziecka nie
            uratujesz!!!
            Czy może jednak matki, bo w przyszłości może mieć kolejne dzieci...
            • Gość: Pawel Re: Ty nie odróżniasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 13:32
              Czy przeczytales caly tekst, czy tylko podsumowanie :)
              Wiele razy byl poruszany ten problem i rowniez jest opisany w powyzszych
              postach :)
              • Gość: hehe Re: Ty nie odróżniasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 13:37
                > Wiele razy byl poruszany ten problem i rowniez jest opisany w powyzszych
                > postach :)
                Opisany - bardzo powierzchownie, w sposób świadczący o tym, że autor/autorzy nie
                mają bladego pojęcia o psychice ofiary gwałtu, lub osoby, której życie jest
                zagrożone :/
                Nikt nie ma prawa narzucać kobiecie, by była super-kobietą, która owoc gwałtu
                przyjmie z błogosławieństwem, lub poświęci własne życie by jej dziecko przyszło
                na świat [tylko kto je wychowa?], rozumiesz?
                Dziecko ma byc darem od Boga, nie przekleństwem!
                • Gość: Pawel Re: Ty nie odróżniasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 13:47
                  Z tym sie zgodze darem od Boga, nie przeklenstwem!
                  Dziewczyna/kobieta zgwalcona przezywa niemilosierny ucisk na psychice.
                  Ale czy mamy prawo zabic wtedy dziecko, jesli Ty bys byl dzieckiem z gwaltu i
                  odmowiono by Ci zycia za co? za błąd (grzech) Twojego taty. Czy bys nie chcial
                  wtedy zyc?
                  dziecko zawsze mozna oddac do adopcji. 9 miesiecy w brzuchu za tyle lat moze
                  dobrego czy wspanialego zycia dziecka
                  Nie dojdziemy do konsensusu w tej dziedzinie bo po pierwsze zadna z nas osoba
                  nie rodzi dzieci (nie wie jak to jest ) po drugie zadna osoba z nas nie
                  przeszla przez to.
                  • Gość: hehe Re: Ty nie odróżniasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 13:54
                    > dziecko zawsze mozna oddac do adopcji. 9 miesiecy w brzuchu za tyle lat moze
                    > dobrego czy wspanialego zycia dziecka
                    albo tułaczki po bidulach, bo nikt mnie nie chce, bo jestem dzieckiem z gwałtu,
                    czyli nei wiadomo jaki zwyrodnialec wyrośnie, a matka się mnie wyrzekła...
                    chciałbyś życ z taką swiadomością?
                    • Gość: Pawel Re: Ty nie odróżniasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 14:04
                      Nie wiem czy wiesz matką ktore staraja sie o adopcje nie sa ujawniane dane
                      rodzicow prawdziwych wiec nikt nie wie czy jestes z gwaltu czy nie, czy uwazasz
                      ze dziecko z gwaltu jest gorsze?
                      I tak samo takie notatki nie sa udostepniane dla dzieci sierot :)

                      I tak bym wolal zyc w swiadomosci ze jestem dzieckiem z gwaltu niz nie zyc w
                      ogole:)
                      • Gość: hehe Re: Ty nie odróżniasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 14:52
                        Oficjalnie nie są udostępniane takie info, ale nieoficjalnie... zawsze znajdzie
                        się ktos "życzliwy"... Zwłaszcza jak dziecko sie dowie, że został adoptowany i
                        będzie chciał odnaleźć swoją matkę.
                        Trochę dziwnie bym sie poczuła, gdy docieram do swej biologicznej matki, a ta mi
                        mówi, że dlatego przyszłam na świat, bo jakiś zwyrodnialec chciał sobie "ulżyć"
                        i dlatego mnie nienawidzi...

                        Dziecko z gwałtu jest postrzegane jako "gorsze" to chyba proste - wiadomo że
                        jego ojcem jest zwyrodnialec, więc prawdopodobieństwo odziedziczenia zlych
                        skłonności "tatusia"...
                        • Gość: Tomek Re: Ty nie odróżniasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 15:12
                          Dobrze przyjmujac dwa toki myslenia, ze by nie bylo zabronione dawanie wyboru
                          matce (juz po otrzasnieciu sie) czy chce miec to dziecko czy nie.
                          Ale temat jest o wiele szerszy. Dopuszcza sie cudzolustwa/wszeteczenstwa taka
                          osoba i jeszcze przyzwoilc na nastepny grzech? Jesli wejdzie aborcja to nasze
                          spoleczenstwo bedzie na tyle rozdarte moralnie ze kazda nastolatka a co tam mi
                          wpasc z kims jak cos to usune... takie myslenie bedzie coraz częstrze. Wiesz ze
                          srednio 18latka ma za soba juz 3 partnerow seksualnych i co 2 czy 3
                          pietnastolatka ma za soba swoj pierwszy raz... niektorzy zaczynaja traktowac to
                          jak sport a to jest bardzo negatywne i tego wlasnie Bóg nie chce. Bóg nie jest
                          przeciwnikiem seksu. Wlasciwie to On bo zaplanowal. Bog chce, abysmy się nim
                          cieszyli, lecz zakreślił pewne bespieczne granice. Seks nie służy tylko dla
                          przyjemności, ale również do podtrzymania rodzaju ludzkiego. Bóg chce, aby
                          dzieci rodziły sie w rodzinach, gdzie znajdą miłość i opiekę. Z tego powodu Bóg
                          ustanowił ścisłe zasady współżycia seksualnego. Maja one na celu
                          powstrzymywanie mężczyzn i kobiety przed używaniem seksu wyłącznie dla
                          przyjemności, bez zobowiązań małżeńskich i kochajacej , troskliwej rodziny.
                          Łamanie Bożych zasad prowadzi wielu do rozpaczy i nieszczęscia, a to ma wpływ
                          nie tylko na łamiących te zasady, ale również na tych którzy sa niewinnymi
                          ofiarami ich grzechu (np. małe dzieci z rozbitych domow)
                          Nie tylko podobamy sie Bogu , gdy jestesmy posłuszni temu co On powiedzial na
                          temat seksu w Bibli, lecz w pełni możemy się cieszyc tym wsspaniałym darem.
                          Seks jest dobry i czysty. Biblia uczy nas, że seks w granicach małżeństwa jest
                          czyms prawym i pięknym. (Hbr 13,4)
                          • Gość: hehe Re: Ty nie odróżniasz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.03.07, 09:13
                            nie mówimy dziecino o aborcji "na życzenie"...
                      • misscraft Re: Ty nie odróżniasz 22.03.07, 20:51
                        Jakby Cię nie było nie miałbyś nic do powiedzenia, poprostu by Cię nie było, a
                        może byłbyś kimś innym jeśli wierzyć w reinkarnacje;] Ja licze swoje życie od
                        momentu kiedy mam świadomość, wcześniej nie byłam tym kim jestem, jakby mnie nie
                        było nie miałabym żalu, bo nie istniałabym po prostu.
                        • lolek94 Re: Ty nie odróżniasz 23.03.07, 09:41
                          przypomnialas mi o czyms co mialem schowanego :
                          ATEISTA W ZARODKU

                          W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał się drugiego:
                          - Wierzysz w życie po porodzie?
                          - Jasne. Coś musi tam być? Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy,
                          żeby się przygotować na to co będzie potem.
                          - Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by miało wyglądać?
                          - No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść
                          buzią....
                          - No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść
                          ustami! Przecież żywi nas pępowina.
                          - No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę, i ta się będzie o nas starać.
                          - Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według ciebie w ogóle jest?
                          - No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas
                          nie było.
                          - Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem czyli jej nie ma...
                          - No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo
                          poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna
                          się dopiero później.

                          Pozdrowki :P
                  • misscraft Re: Ty nie odróżniasz 22.03.07, 20:47
                    nie moge już słuchać gadki o adocpcji, w wypadku gwałtu chodzi o to, żeby
                    zmniejszyć prawdopodobieństwo ciężkiej depresji, ciążą i rodzenie wtedy mogą być
                    najgorsze bo nawet gdyby nie zaszła w ciążę ten czas: rok od gwałtu byłby
                    najcięższy.
    • Gość: polubu Re: "Mój brzuch, moja sprawa!" - od innej strony. IP: *.uznam.net.pl 23.03.07, 07:56

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka