lolek94
07.05.07, 14:33
Mam na imię Paweł. W październiku 2003 roku , zostałem zaproszony na
nabożeństwo niedzielne - obiecałem , że pójdę.
Poszedłem na nie z czystej ciekawości , żeby zobaczyć jak to wygląda. Nie
wiązałem z tym pójściem jakiś wielkich zmian w moim życiu. Ale słowa jakie
tam padły zaciekawiły mnie , a co najważniejsze poruszyły. Spowodowały
łańcuch kolejnych wydarzeń. Zacząłem się bardziej interesować swoim życiem
duchowym - tym co będzie po śmierci i dokąd zmierzam ze swoim życiem.
Poznałem ludzi , którzy zechcieli ze mną rozmawiać. Zacząłem się zwierzać i
poruszać tematy ,które mnie „gryzły” .Zaprzyjaźniłem się z Bartkiem , który
mnie wspierał w mych pierwszych krokach za Bogiem. Zaproponował mi abym
zaczął czytać Biblie bo tam jest cała prawda. Zrobiłem jak poradził , a wtedy
zaczęły się kolejne pytania ,niepewność czy droga , którą obrałem jest
słuszna bo tyle się słyszy o sektach i zgrupowaniach…. Zacząłem szukać
odpowiedzi na własna rękę. Jako , że byłem uczniem i chodziłem na religie
pytałem mojej katechetki co mam robić .Pytałem o sprawy związane z wiara i
dogmatami kościelnymi -nie potrafiła mi ich jednak wyjaśnić .Pewnego razu nie
wiedząc co mam robić poszedłem późnym wieczorem do księdza katolickiego
prosić go o radę tam również nie otrzymałem odpowiedzi na moje pytania tylko
kolejne enigmatyczne odpowiedzi. Katechetka pożyczyła mi swój Katechizm
Kościoła Katolickiego , w którym to miałem znaleźć odpowiedzi na nurtujące
pytania. Ale tak się nie stało. Gdy o tym usłyszał Bartek wyjaśnił mi jak
umiał wszystkie kwestie ,a co najważniejsze zrozumiałem cos więcej: że to nie
kościoły i katechizmy czy doktryny zbawiają ludzi lecz sam Jezus Chrystus. Od
tego momentu skupiłem się na Jezusie. Zacząłem się modlić, spotykać na
modlitwach i spotkaniach młodzieżowych. Po dwóch i pół miesiącach moi rodzice
zauważyli zmiany w moim życiu ,tym co robię - stałem się bardzie spokojny i
opanowany lecz nie akceptowali tego w jaki sposób do tego doszedłem, zaczęły
się konflikty o podłożu religijnym. Ja sam zacząłem zauważać , że coś jest
nie tak :widzę zmianę na zewnątrz ale ona nie była do końca w środku.
Zacząłem się pytać czy to jest normalne wtedy mój przyjaciel pozwiedzał mi
abym oddał życie Chrystusowi. Ale jak mam to zrobić- pytałem- ,niestety na to
pytanie nie potrafił mi konkretnie odpowiedzieć .Mówił , że mam się sam
zapytać Pana. Zacząłem się modlić i prosić aby mi powiedział lecz on nic nie
mówił i ta sytuacja ciągnęła się do marca kiedy to Bartek wraz z przyjaciółmi
powiedzieli mi , że jest wyjazd na „Konferencje Uwielbienia” do Żar. Nie
chciałem jechać lecz postawili mnie przed faktem dokonanym i głupio mi było
odmówić i postawić ich w nie zręcznej sytuacji. Przez kilka dni zastanawiałem
się”po co ja tam będę jechał ?”, lecz jak obiecałem to już musze jechać.
Wyjazd był zaplanowany na sobotę . Dzień wcześniej złożyłem ten wyjazd w
rękach Jezusa by się wszystkim zatroszczył.Po przyjeździe do Żar powiedziałem
sobie ,że jak ktoś mi będzie kazał wyjść na środek lub opowiedzieć o sobie to
wyjdę z konferencji. Na niej było mnóstwo ludzi zebranych w jednym celu
uwielbienia Pana. Zaczęło się od modlitw pieśni do momentu, kiedy pastor
powiedział, że jeśli ktoś potrzebuje modlitwy niech podniesie rękę a my jako
zbór pomodlimy się za te osoby. W tym momencie doszedł do mnie taki dziwny
głos mówiący: ” no podnieś rękę” ja zacząłem się bronić mówiąc temu
głosowi :”nie podniosę wszyscy się będą na mnie gapić, (choć pewnie już i tak
zostałem zauważony z racji wysokiego wzrostu). Nie,nie podniosę!” Wtedy głos
powiedział, ale ty to samolubny jesteś myślisz ze tylko ty to jesteś ze nikt
inne nie potrzebuje pomocy Bożej. Po krótkiej refleksji i zastanowieniu się
powiedziałem sobie, co mi tam, podniosę (podniosłem rękę jednocześnie
spuszczając głowę) I w wtedy się wszystko zaczęło poczułem gorąco i
otaczającą mnie atmosferę .Słyszałem jak ludzie się za mnie modlili poczułem
moim sercu jak coś pęka, rozpłakałem się jak dziecko .Zrozumiałem ,że to sam
Jezus do mnie przemawiał. Po modlitwie poczułem niesamowita lekkość i ulgę.
Po nabożeństwie powiedziano mi , że wielka się wykazałem odwaga. Ja
zapytałem, dlaczego tak uważasz , a on powiedział: ja bym nie podniósł ręki
sam jak palec. Zaraz zapytałem:” czy to znaczy ze byłem jedyny?” On
pozwiedzał ,że tak, byłem jedyny. Wtedy zrozumiałem całą sytuacje (podniosłem
rękę myśląc ze inni tez zrobią to, lecz tak się nie stało wtedy zrozumiem
Boży plan) po pewnym czasie, gdy zbliżała się przerwa obiadowa ponownie
pastor powiedział,: ”kto potrzebuje modlitwy niech wyjdzie do przodu. ”I w
tedy ponownie odezwał się we mnie głos mówiący: na skoro już wszyscy się
znają nie boisz się chyba wyjść naprzód. Powiedziałem ,że nie i
wyszedłem .Pastor z mojego miasta zauważył, że nadchodzę i wziął mnie do
siebie i z jeszcze jednym, bratem zaczęli się nade mną modlić i poczułem
jeszcze większe ciepło i lekkość. To właśnie w tedy naprawdę oddałem swoje
życie Chrystusowi.Niech ta historii będzie świadectwem prawdziwej łaski
Jezusa Chrystusa
Dziękuje wszystkim którzy przyczynili się do mojego poznania
Boga - Bartkowi Annie Remigiuszowi i Marcie a także wszystkim
innym którzy mnie wspierali w modlitwie.
DZIĘKUJĘ