Dodaj do ulubionych

czy to już

11.09.14, 10:25
Dzień dobry wszystkim.
Małżeństwo ze stażem 15 letnim.
Dwie córki: 13 i 7 lat.
Zawodowo poukładane. Oboje pracujemy, żona w wymiarze prawie etatu, ja w wymiarze dwóch - od dawna, taki zawód (lekarz). Finansowo: ponadprzeciętnie, stabilnie, bez długów.

Zdrady: emocjonalna żony 11 lat temu, poza tym - nie było.

Wspólnota tematów i zainteresowań : nadal bardzo duża.

Więź emocjonalna: nadal.

Emocje: gwałtowne, problemy z komunikacją, oskarżenia, stałe próby godzenia się, szybkie powroty do sprzeczek o pierdoły, przeradzająych się w kłótnie fundamentalne, ale szybko gasnące.
Znużenie, zmęczenie- po obu stronach, głównie życiem, codziennością: żona sama ogarnia dom, ja zasuwam w ciężkich i odpowiedzialnych (ludzkie życie!) pracach.

Myśli samobójcze- deklarowane u obu stron (ja po epizodzie depresji leczonej psychiatrycznie 20 lat temu).

Znakomite wakacje co rok, brak istotnych trosk materialnych, przychylność rodziny po obu stronach. Zdolne i fajne dzieci.

Mieszkanie obecnie o standardzie slumsów- przeze mnie zawalane tonami książek i nieprzeczytanych gazet, przez żonę: kompulsywnie kupowanymi ubraniami dla dzieci.
Tony zalegającego kurzu który nie przeszkadza ani mnie ani żonie - więc zalega dalej.
Garnki jeszcze myjemy.

Czy to już?
Czy terapia związku ma sens?
Czy już na dobre pozamiatane (w przeciwieństwie do mieszkania)?




Obserwuj wątek
    • anbale Re: czy to już 11.09.14, 11:32
      Nie jest tragicznie, choć widać pewne wypalenie. Ale skoro są emocje to naprawdę nie jest źle...
      Zresztą, chyba większość wieloletnich małżeństw wygląda podobnie, wzloty i upadki, zmęczenie, nic nadzwyczajnego...
    • avril37 Re: czy to już 11.09.14, 11:50
      Zainteresowania i tematy nadal macie, więc więzi intelektualne są okay.
      W łóżku - zgaduję, że też.

      To co szwankuje to organizacja życia. Terapia jak najbardziej ma sens.
      • obs2 Re: czy to już 12.09.14, 16:13
        > Zainteresowania i tematy nadal macie, więc więzi intelektualne są okay.
        > W łóżku - zgaduję, że też.

        Pytanie, czy nie są to wyłącznie więzi intelektualne, choć już pisząc to wiem że przesadzam, niewątpliwie nie tylko- jest przywiązanie.
        Co do uczuć typu "miłość" (haha, wielkie słowo).
        Wg niektórych prawdziwa miłość to są pierwsze miesiące, góra 1-2 lata związku, oczywiście wszystko jest kwestią definicji.
        Np. moja żona ma - odnoszę wrażenie - taką właśnie definicję miłości.
        Przywiązanie jest na pewno.

        Łóżko? Tu nie mam złudzeń, zresztą nigdy ich nie miałem.
        To się skończyło w przyzwoitej jakości po jakichś 2 latach znajomości.
        Żony potrzeby w tym względzie są zerowe (aspekt zdrady odpada w ewidentny sposób w wielu powodów: jej spójność w jej zerowych potrzebach seksualnych jest przerażająco konsekwentna, po drugie - to naprawdę praktycznie ona prowadzi dom, jest po prostu zryta fizycznie, jedyne "szaleństwo" jakie popełniła w ciągu ostatniego miesiąca to było zaczytanie się ciekawą książką, którą to skończyła o 4 nad ranem - piszę to dla ilustracji jak to wygląda; cała reszta jest monotonnym kieratem, zresztą u mnie też, tyle że u mnie - poza domem).
        Co do moich potrzeb seksualnych - to na szczęście (bo istnieje cień równowagi) są zdecydowanie niskie. Tzn. chciałbym i kiedyś walczyłem, ale teraz już nie muszę walczyć.
        Mam 42 lata. Już jestem na etapie spokojnego wyobrażania sobie życia bez seksu.
        Tzn - ja to realizuję, nie muszę sobie wyobrażać. Chodzi mi o to, że już wiem że to nie rodzi dużej frustracji. Jakąś rodzi oczywiście. Widok ładnej panny jeszcze jakoś tam na mnie działa.
        Ale szczerze - nawet myśląc o potencjalnym skoku w bok- jak pomyślę o tym całym zawracaniu głowy, stroszeniu piórek, gadaniu......Mam to gdzieś. Wolę swoje zainteresowania. Popęd wygasa, jeszcze nie do zera, ale.....
        • nowel1 Re: czy to już 12.09.14, 16:26
          Nie wiem obs, to smutne, co piszesz.
          Nie wiem, co mogłabym Ci doradzić. Macie dzieci, jeśli potraficie być dla siemie dobrymi kompanami, wspieracie się, lubicie - nadal jest o co walczyć.
          Z drugiej strony - zycie potrafi być takie piękne... i wcale tu nie chodzi o grom z jasnego nieba i miłość jak w powieści; bardziej chodzi o całą różnorodność świata, o wiele rzeczy, które można robić, o prawdziwą radość z przebywania z drugim człowiekiem.
          Sam sobie odpowiedz, czy to, co masz, gdy myślisz o tym w ten sposób - że potrwa to do końca Twoich dni - czy to Ci wystarczy. Czy to właśnie jest Twoje życie.
    • nowel1 Re: czy to już 11.09.14, 12:56
      1.Warto powalczyć
      2.Odpuścić trochę pracy
      3.Robić sobie więcej przyjemności, wspólnych leniwych dni, po prostu pobyć ze sobą
      4.Zobaczyć, jak to działa poza codzienna gonitwą.
      • zelda87 Re: czy to już 11.09.14, 13:03
        Terapia na pewno się przyda, w waszym przypadku naprawdę warto walczyć o ten związek. I nauczcie się relaksować, zastopować codzienną gonitwę, przestać się mijać, cieszyć się byciem razem. Powodzenia
        • avril37 Re: czy to już 11.09.14, 14:04
          Relaksować się i zastopować gonitwę wbrew pozorom nie jest łatwo, szczególnie jeśli do ogarnięcia jest dom, dzieci i bardzo wymagająca praca. Łatwo się to mówi i przyjemnie słucha ale rzeczywistość bywa inna... Terapia pokazałaby JAK to zrobić i nie ugrząźć między teorią a praktyką wink
      • obs2 Re: czy to już 12.09.14, 16:22
        >2.Odpuścić trochę pracy

        to wiem i to jest konieczne, także z czysto egoistycznych względów (po prostu odpier.dolę na zawał jak tak będę dalej robił, mam 42 lata, brzuszek oczywiście, rezerwy się wyczerpują).

        > 3.Robić sobie więcej przyjemności, wspólnych leniwych dni, po prostu pobyć ze sobą
        > 4.Zobaczyć, jak to działa poza codzienna gonitwą.

        Ha, poza codzienną gonitwą działa zupełnie dobrze. Praktycznie w czasie wakacji jesteśmy świetnie funkcjonującą rodziną. Nie ma tylko elementu seksualnego (vide moja odpowiedź w sprawie łóżkowej - wyżej).
        Jednym z kluczowych elementów poprawiających funkcjonowanie żony jest proste opuszczenie naszego mieszkania. To nie muszą być wakacje, to mogą być 2 dni.
        Do sprzątania mieszkania zabieraliśmy się kilkadziesiąt razy. Próbujemy w tych dniach ponownie.
        Poza codzienną gonitwą niestety fundujemy sobie gonitwę wakacyjną (jesteśmy fanami zwiedzania) - ale nawet wtedy, gdy jest daleko, drogo, gorąco i trudno: funkcjonujemy nieźle.
        Tak jak wspomniałem, z głównych deficytów jest tylko brak seksu. Przy czym na wakacjach jest on już zupełnie permanentny, w domu czasami się coś zdarzy. Gdy się zdarzy, moje odczucia są mniej więcej takie jak po wypaleniu cygara, co czynię 2 razy w roku.
        Owszem, coś w tym jest, ma to w sobie jakieś "coś", jest to "jakieś", ale można tego nie robić.
        Po cygaro sięgam 2 x w roku, mam z tego przyjemność, ale mógłbym tego spokojnie nie robić do końca życia. Gdy zdarzy się seks, jest z tego przyjemność, ale jeszcze 2-3 lata temu myślałem ze będę o to walczył lub próbował zdobywać. Teraz wiem, że mógłbym tego nie robić do końca życia. Patrząc na prawie gołe 20- latki w maju na krakowskim rynku, może na chwilę zmieniam zdanie. Na chwilę- szybko mi przechodzi smile

        • chalsia Re: czy to już 12.09.14, 16:35
          ja to jednej rzeczy ni w ząb nie rozumiem
          jak można, mając ponadprzeciętne warunki finansowe, bazjel w domu oraz żonę zrypaną prowadzeniem domu, nie zatrudnić pani do sprzątania - choćby raz na tydzień
          • przeciez.wiem Re: czy to już 12.09.14, 16:50
            I ja tego nie pojmuję uncertain.
            Dodatkowo opiekę dla dzieci w weekend i zaaranżować jakieś wyjścia tylko we dwoje - kino, knajpa, klub, wieczorny spacer, cokolwiek - chyba czas przypomnieć sobie jak to było kiedyś. Może to pomoże odbudować więź?
            • kama265 Re: czy to już 18.09.14, 12:50
              opiekę nad dziećmi? 17-latka spokojnie może zostać z siostrą, jak rodzice raz na jakiś czas wyjdą wieczorem z domu przecież ...
        • nowel1 Re: czy to już 12.09.14, 17:19
          Z tym seksem... trochę Ci nie wierzę smile
          No bo tak: jako lekarz ( witaj w klubie, chyba zresztą się znamy z innego forum) doskonale wiesz, że bez seksu można żyć.
          Ale trochę / bardzo szkoda wink
        • wiosnaw Komedia 13.09.14, 09:34
          Sorry, ale Twoja opowieść ma jakieś poważne luki. Gdy ktoś dobrze zarabia, nie będzie zarastał brudem i kurzem, tylko z takiego powodu, że nie ma czasu / chęci sprzątać. Żony Twoich kumpli z pracy też sprzątają, tak jak Twoja, zawsze same gotują, myją okna i prasują? Ciekawe, bo niektórzy (z tych, których znam), to nawet do wyprowadzania psów mają pomoc.
          A Wy nie możecie zatrudnić opiekunki, która odbierze dziecko z przedszkola czy zrobi zakupy? wink Sama byłam żoną b. dobrze zarabiającego faceta, tym bardziej nie dam się wkręcić.
          A libido zawsze miałeś takie niskie, nawet jeszcze przed trzydziestką? wink Z prostego wyliczenia wynika, że od ok. 15 lat nie miałeś, cyt. "przyzwoitej jakości seksu". Wg mnie facet mający kasę ma automatycznie mnóstwo potencjalnych chętnych, nie wierzę, żeby wytrzymał, skoro ma potrzeby, a żona go zlewa.
          To wszystko się koopy nie trzyma, i tyle.
          • obs2 Re: Komedia 13.09.14, 13:43
            > Sorry, ale Twoja opowieść ma jakieś poważne luki. Gdy ktoś dobrze zarabia, nie
            > będzie zarastał brudem i kurzem, tylko z takiego powodu, że nie ma czasu / chęc
            > i sprzątać.

            no dobra. odpowiadam, bo widzę że kolejna osoba to wyciąga, więc coś musi w tym być.
            Więc dokładnie tak jest. Mamy kasę. O pani sprzątającej rozmowy trwają od kilku lat.
            Rozmowy. No właśnie. To jest nasz problem. Utrzymanie się na powierzchni codzienności (dzieci- w sensie szkoła, zajęcia dodatkowe), jedzenie, pranie, mycie, no i praca - to jest blisko 100 % naszych rezerw. Wakacje się udają. Ale głupie przygotowanie do wyjazdu to jest dla obojga nas już coś jakby już przekraczanie 100 % rezerw.
            Dla informacji: oboje na pewno nie mamy niedoczynności tarczycy - bo rozumiem że taka diagnoza mogłaby się komuś nasunąć i mógłby mieć rację z tym brakiem sił na cokolwiek

            No tak mamy. Pani sprzątająca jest w planach od lat.
            W planach.

            > A libido zawsze miałeś takie niskie, nawet jeszcze przed trzydziestką? wink
            > Z prostego wyliczenia wynika, że od ok. 15 lat nie miałeś, cyt. "przyzwoitej jakości
            > seksu". Wg mnie facet mający kasę ma automatycznie mnóstwo potencjalnych chętnych,
            > nie wierzę, żeby wytrzymał, skoro ma potrzeby, a żona go zlewa.

            Nie zauważyłem tych potencjalnych chętnych. Może brałbym to kiedyś pod uwagę, teraz nie - już pisałem - kolejna sprawa gdzie po prostu mi się nie chce.
            Więc szukać samemu, zdobywać - jakoś chyba nie.
            Żeby same chciały - no wyobraź sobie że jakoś nie zgłaszają się. Nie cierpię z tego powodu.
            Ale po prostu informuję.
            Może też jest tak, że moja kasa nie jest widoczna. Ubieram się normalnie. Do pracy jeżdżę 9 -letnim autem mocno przeciętnym już w chwili kupienia. Telefon mam zwykły, klawiaturowy. Buty zwykłe. Pasek od spodni - zwykły. Fryzurę przeciętną. Zresztą co to za kasa?
            Nie przesadzajmy. Mówiąc o tym że mam kasę chce powiedzieć że nasza rodzina jest wolna od trosk materialnych. Ale szału nie ma. 50 tysięcy miesięcznie to ja nie zarabiam i zarabiać nie będę. Nie ma na co "lecieć" moim zdaniem. Zdaniem kobiet jak widać - też.
            Z drugiej strony - chyba (chyba- bo pewności nie mam) mi to nie przeszkadza, że nie widac jakoś tej kolejki chętnych.

            > To wszystko się koopy nie trzyma, i tyle.

            Bo ja wiem?





            • chalsia Re: Komedia 13.09.14, 13:51
              > No tak mamy. Pani sprzątająca jest w planach od lat.
              > W planach.

              no to skoro wylądowałeś tu na forum, czyli podjąłeś JAKIEŚ działanie wykraczające poza codzienną rutynę, to wynajęcie pani do sprzątania jest równie proste - googlasz agencję sprzątaczek, wysyłasz specyfikację mailem czego oczekujecie z żoną - co pani ma robić i jak, agencja przysyła 3 panie wraz z referencjami na rozmowę kwalifikacyjną, wybieracie jedną i po ptokach.

              jednym słowem - zamiast tracić czas na czytanie postów i odpisywanie - rusz d...ę - a właściwie rękę i znajdź agencję sprzątaczek
            • wiosnaw Re: Komedia 13.09.14, 16:06
              Żeby spokojnie pozwolić sobie na sprzątaczkę i opiekunkę, nie trzeba chyba aż 50 tys.
              Ja po prostu tego zupełnie nie rozumiem: codzienne obowiązki rozwalają Was od -nastu lat, a Wy przez kilka lat zbieracie się, żeby wprowadzić najprostszą zmianę?

              OK, nie dziwię się, że nie kupujesz drogich ciuchów i gadgetów na pokaz, chociaż chłopa, który nie rwałby się do drogiego auta, gdy go na nie stać, jeszcze nie spotkałam smile W każdym razie przychodzi mi do głowy pytanie: Po co więc tak zasuwasz czy też zasuwacie? Siłą rozpędu tylko? - bo wygląda na to, że na życie wydajecie niewiele wink
              Wiesz, jakieś to wszystko dziwne, jak na 40-latka w tym zawodzie - ale dość, nie chcę tu zaczynać dyskusji o cudzym portfelu czy modelach życia (wiem, że mogą być różne, chodzi mi tylko o spójność).
              • obs2 Re: Komedia 13.09.14, 17:57
                > chociaż chłopa, który nie rwałby się do drogiego auta, gdy go na nie stać, jeszcze nie
                > spotkałam smile

                bo i nie stać mnie na drogie auto. Drogie auto to jest - rzędu - 5 tys miesięcznie kredytu.
                Zarabiam więcej, ale nie na tyle więcej.

                > Wiesz, jakieś to wszystko dziwne, jak na 40-latka w tym zawodzie

                moja praca zasadnicza jest wyceniona na 3600 złotych brutto w wymiarze etatu.
                To są właśnie mity o "tym zawodzie".
                Dorabianie daje trochę lepsze pieniądze, ale dorabianie jest stagnacyjne. Ta dość słabo płatna praca zasadnicza pozwala mi na rozwój i kształcenie. No ale potem muszę jeszcze gdzieś iść do pracy by zarobić na chleb. No dobra- niech będzie, że na masło.

                > bo wygląda na to, że na życie wydajecie niewiele wink

                niekończąca się dyskusja. Wiele i niewiele. Tego się nie da jednoznacznie powiedzieć.

                1000 zł rata za samochód (ten drugi, rodzinny, też bez szału)
                1000 zł opłaty domowe, media, te sprawy.
                1000 zł wpłacane na inwestycje (bo coś wpłacać trzeba)
                1000 zł co miesiąc odkładane na wakacje (o których pisałem- zawsze są fajne)

                No i jak to się teraz mawia - hello! 4 tysiące wydane (czyli już więcej niż zarabiam w pracy zasadniczej!!!!), a na razie jeszcze nic nie zjedliśmy, nie kupiliśmy dziecku jednej bluzki, nie wypiliśmy kufla piwa, nie kupiliśmy jednej książki.

                Nie palimy, pijemy sporadycznie wino, czasem piwo, do kina chodzi czasem żona, ja przestałem od kiedy taśmę filmową zastąpił wyświetlacz, jakoś nie czuję magii kina w tym wydaniu, chodzimy czasem na koncerty.

                Ale widać wyraźnie, że przy istotnym zmniejszeniu czasu pracy po prostu musielibyśmy dołączyć do grona osób zastanawiających się jak związać koniec z końcem

                czy Wy drodzy forumowicze jesteście pewni, że NA WŁASNE ŻYCZENIE zejść do poziomu wiązania końca z końcem - to jest łatwa i oczywista decyzja?
                to tak a propos realności istotnego ograniczenia czasu pracy.


                Nie wydaje się żeby



                • chalsia Re: Komedia 13.09.14, 18:05
                  > czy Wy drodzy forumowicze jesteście pewni, że NA WŁASNE ŻYCZENIE zejść do pozio
                  > mu wiązania końca z końcem - to jest łatwa i oczywista decyzja?
                  > to tak a propos realności istotnego ograniczenia czasu pracy.
                  >
                  >
                  > Nie wydaje się żeby

                  przesadzasz
                  po pierwsze nikt nie każe Ci zejść do poziomu wiązania końca z końcem
                  zrezygnowanie z 1000 zł inwestycji nie oznacza przejścia na poziom suchego chleba

                  i źle Ci się wydaje
                  ja zrezygnowałam z części etatu by dziecko nie było wychowywane wyłacznie przez opiekunkę
                • ada1214 Re: Komedia 13.09.14, 18:40
                  Przestan jeczec. Jeczysz jakbys co najmniej mial z 1000 ujac polowe. W Waszym budzecie JEST z czego ciachac. Najpierw z budzetu wakacyjnego, a potem mozna sie zastanowic czy drugie auto jest niezbedne. Inwestycje? NO coz, jesli wolisz inwestowac w nieruchomosc niz w zwiazek, to wynik tez bedzie adekwatny, tylko nie jecz. Nie znosze jeczypal.
                  • heniek.8 Re: Komedia 13.09.14, 19:09
                    > Przestan jeczec. (...) Nie znosze jeczypal.

                    powiedziała w trybie rozkazującym kierowniczka forum, co zamyka sprawę smile
                    • ada1214 Re: Komedia 13.09.14, 19:13
                      heniek.8 napisał:

                      > > Przestan jeczec. (...) Nie znosze jeczypal.
                      >
                      > powiedziała w trybie rozkazującym kierowniczka forum, co zamyka sprawę smile


                      big_grin big_grin
                      sorry! ponioslo mnie! sorry!
                      po prostu Obs wyglada na typowego marudziarza i szerzy marazm i apatie. Szesnastoletni kurz w domu i zona zostawiona na pastwe losu a jemu zal wakacji.
                      • obs2 Re: Komedia 13.09.14, 20:22
                        > Szesnastoletni kurz w domu i zona zostawiona na pastwe losu a jemu zal wakacji.

                        Wakacje lubimy oboje ale to w sumie od żony nauczyłem się że wakacje- zwłaszcza ze względu na dzieci - muszą być.
                        Dopiero od 3-4 lat jeżdżę na wakacje (i to bezwarunkowo 3 -tygodniowe), z równą chęcią co żona i dzieci.
                        Zapewnienie wakacji jest jednak głównie "dla nich".
                        Więc nie "jemu" żal wakacji.
                        zakup drugiego auta, takiego właśnie rodzinnego, wakacyjnego, był też z inspiracji żony.

                        Dla jasności: żona nigdy nie robiła mi wyrzutów o to że za mało zarabiam.
                        Przeciwnie, twierdzi że "nie musimy" itd.
                        Ale:
                        1. to ona bardziej (w perspektywie 16 lat) oczekiwała fajnych wakacji
                        2. to ona przekonała mnie do drugiego auta
                        3. to ona w jednym zdaniu potrafi poinformować mnie że jestem za mało w domu i możemy mniej zarabiać, oraz w tym samym zdaniu - np. niedawno bo wrzesień i szkoła że: to 400 zł, to 700 zł, a to 500 zł. I że to otwiera listę wydatków na ten tydzień.
                        I nie są to fanaberie. Książki do szkoły, zajęcia sportowe (które dzieci uwielbiają), coś tam jeszcze - ot, codzienne wydatki, tyle że w kwocie sumującej się tak, że moje całkiem przyzwoite dochody zaczynają na to w miarę wystarczać i tyle - nie ma szalonych rezerw.

                        Nie piszę tonem pretensji. Przyjąłem taką rolę. Pieniądze do domu przynoszę.
                        Nie mam nałogów, kochanki, drogich hobby.

                        Tylko że:
                        "musisz być więcej w domu" i za 30 sekund "w tym tygodniu na dzieci poszło 1500 zł, a nie zapłaciliśmy jeszcze....".

                        TO NIE JEST PRETENSJA.
                        Relacjonuję.
                        • obs2 Re: Komedia 13.09.14, 20:27
                          Aha.
                          Żona nienawidzi gotować.
                          Będąc 4 lata temu 3 tygodnie we Włoszech, żywiliśmy się pizzą.
                          Tak- pizza jest tania, ale gdy się pomnoży przez 4 osoby, przez 20 dni i doda napoje- we Włoszech praktycznie równe w knajpie cenie pizzy - to wychodzi jakaś tam kwota.

                          I wtedy słyszę od żony "ja tak często narzekam że dużo pracujesz, ale nawet nie wiesz jak ci jestem wdzięczna za to że jedziemy sobie do Włoch na 3 tygodnie i nie musimy gotować".

                          No więc tak to wygląda.
                          To nie jest proste.
                          To nie jest tak że ja z pieśnią na ustach sobie uciekam w pracę.
                          • mia17 Re: Komedia 15.09.14, 11:26
                            wiesz, obs - a mnie się wydaje, że Ty nie widzisz tego, co MASZ.
                            pięknie tu wszystko wyliczyłeś i wyszło na to, że miesięcznych wydatków macie 4.000zł.
                            a wiesz, ile ja mam na siebie i córkę miesięcznie? 1000 zł. i żyję. są tacy, którzy mają mniej.
                            są rzeczy ważne i ważniejsze.
                            zamiast jęczeć - postanów coś. podejmij jakieś kroki.
                            siedzi na tyłku od nastu lat i "chcenie", aby było fajnie...pisanie, że "nie macie siły wynająć sprzątaczki" - wybacz, ale to śmieszne.
                            każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. skoro wysiliłeś się i napisałeś posta na forum - pójdź za ciosem. skoro chcesz zmian w swoim życiu - zacznij od siebie.
                            zamiast jęczeć, że to to i tamto - wprowadź zmiany. od dziś.
                            • zmeczona100 Re: Komedia 15.09.14, 12:07

                              mia17 napisała:

                              > a wiesz, ile ja mam na siebie i córkę miesięcznie? 1000 zł. i żyję. są tacy, kt
                              > órzy mają mniej.

                              No tak- do pobicia rekordu są w kolejce np. bezdomni.
                              Tylko jakie to znaczenie ma dla Obsa?

                              Bezdomnemu wystarczy dach nad głową i pełny żołądek. Na początek.
                              Ty potrzebujesz czegoś więcej, niż bezdomny, aby zyć- bo inaczej nie potrzebowałabyś tego tysiąca miesięcznie. I pewnie chciałabyś coś więcej, niż to, co masz.

                              Obs do życia potrzebuje jeszcze więcej, bo innego życia zasmakował, ma tez inne wykształcenie, co wskazuje, że jego rozwój, potrzeby są inne, niż Twoje, bezdomnego czy innego Kowalskiego. Zauważ, że Ty spokojnie możesz zyć bez wyjazdu wakacyjnego, tak samo bezdomny. Ale Obs do życia potrzebuje południa Francji czy Włoch. I ja go rozumiem. Tyle, że ja mam skrzywienie na starożytność. A takie wyższe potrzeby kosztują więcej, niż przysłowiowa miska ryżu. Obs ma warunki do zarabiania, więc zaspokaja swoje potrzeby, a przy okazji rozszerza horyzonty dzieciakom.
                              Życie dla Obsa (i dla mnie), to jednak coś więcej, niż możliwość zaspokojenia potrzeb biologicznych.
                              Syty głodnego nie zrozumie. Tak, jak ktoś żyjący za 1000 zł miesięcznie nie zrozumie potrzeb kogoś, kto ma do dyspozycji kilkakrotnie więcej. Inne możliwości- inne potrzeby.
                              • mia17 Re: Komedia 15.09.14, 12:14
                                w takim razie niech siedzi dalej na tyłku i jęczy.
                                o.
                                • zmeczona100 Re: Komedia 15.09.14, 12:20
                                  Nie widzę, żeby jęczał. Obs nie napisał nawet, co mu przeszkadza, co chciałby zmienić. Napisał tylko o tym, jak wygląda jego życie.
                                  Moim zdaniem wygląda tak, jak wielu innych setek tysięcy rodziców.
                                  Trzeba przetrzymać.
                                  Później posypie się zdrowie, zaczną chorować rodzice i też to wpłynie na jego życie- jak i na miliony innych.
                                  Sęk w tym, żeby wiedzieć kiedy z czego korzystać. Teraz obs niech korzysta z możliwości dodatkowej pracy, zdrowia i wyjazdów wakacyjnych smile
                              • ada1214 Re: Komedia 15.09.14, 13:02
                                Ale Obs do życia potrzebuje południa Francji czy
                                > Włoch. (...) Obs ma warunki do
                                > zarabiania, więc zaspokaja swoje potrzeby, > Życie dla Obsa (i dla mnie), to jednak coś więcej, niż możliwość zaspokojenia p
                                > otrzeb biologicznych.

                                Chyba jednak ma inne potrzeby, skoro sa deklarowane mysli samobojcze. Wiec albo te wlochy i francja to calkowite pudlo, albo moze juz nie wystarczaja i teraz pragnie na Malediwy. Nastepna destynacja po malediwach to ksiezyc.
                                Zona tez ma swoje potzreby niezaspokojone, bo 1) kompulsywnie kupuje ubrania 2) tez mysli samobojcze
                                Wiec co radzisz? Pracowac wiecej jeszcze? I jeszcze wiecej ciuchow kupowac?
                                Nie tedy droga.
                                Jest takie oklepane powiedzenie, jak nie wiesz, do jakiego portu plyniesz to zaden wiatr nie jest dobry. Oni chyba nie maja zadnego konkretnego celu w zyciu, tak tylko zyja z rozpedu, sila bezwladu. To sie i pojawia malkontenctwo. Stad ta niemoc w kazdej strefie, nawet pani do sprzatania nie sposob zamowic.
                                • zmeczona100 Re: Komedia 15.09.14, 13:09
                                  ada1214 napisała:

                                  > Chyba jednak ma inne potrzeby, skoro sa deklarowane mysli samobojcze.

                                  A co mają wspólnego stany sprzed 20 laty do aktualnej sytuacji- diametralnie innej?

                                  > 1) kompulsywnie kupuje ubrania

                                  Nie wynika z opisu, aby to było kompulsywne. Po drugie to ubranka dla dzieci- dziewczynek. Tym raczej jedna czy dwie sukieneczki na tydzień to za mało, a skoro chłopa w domu niet, to nawet nie wie, ile która czego potrzebuje. Plus możliwość zakupienia tego, co jest ładne smile

                                  Oni chyba nie maja zadnego konkretnego celu w zyciu,
                                  > tak tylko zyja z rozpedu, sila bezwladu.

                                  A jakiż to można mieć cel w życiu? Oprócz wychowania dzieci i zadowalającego sposobu życia? Pewnie, mozna pofilozofować, ale ja tam wolę twardo stąpać po ziemi wink
                                  • ada1214 Re: Komedia 15.09.14, 13:15
                                    zmeczona100 napisała:

                                    > ada1214 napisała:
                                    >
                                    > > Chyba jednak ma inne potrzeby, skoro sa deklarowane mysli samobojcze.
                                    >
                                    > A co mają wspólnego stany sprzed 20 laty do aktualnej sytuacji- diametralnie in
                                    > nej?


                                    Chyba maja, skoro o tym pisze. A jesli nie maja, to na kij o tym pisze?
                                    • zmeczona100 Re: Komedia 15.09.14, 13:24
                                      > A jesli nie maja, to na kij o tym pisze?

                                      Pomyśl.
                                      • ada1214 Re: Komedia 15.09.14, 13:31
                                        Wybacz, szkoda mi zycia na rozpracowywanie co zmeczona mysli albo jakie obs mial intencje.
                            • zmeczona100 Re: Komedia 15.09.14, 13:34
                              mia17 napisała:

                              pisanie, że "nie ma
                              > cie siły wynająć sprzątaczki" - wybacz, ale to śmieszne.

                              Równie śmieszne, jak zespół Tourette’a , czy jeszcze śmieszniejsze?
                              Bo dla mnie śmieszniejszy jest brak umiejętności czytania ze zrozumieniem.
                • wiosnaw Re: Komedia 14.09.14, 09:52
                  obs2 napisał:
                  > moja praca zasadnicza jest wyceniona na 3600 złotych brutto w wymiarze etatu.
                  > To są właśnie mity o "tym zawodzie".
                  > Dorabianie daje trochę lepsze pieniądze, ale dorabianie jest stagnacyjne. Ta do
                  > ść słabo płatna praca zasadnicza pozwala mi na rozwój i kształcenie. No ale pot
                  > em muszę jeszcze gdzieś iść do pracy by zarobić na chleb.

                  Przecież wiadomo, że ta „praca zasadnicza” * (dziwne to Twoje określenie) jest tylko punktem wyjścia, i że lekarze dorabiają na dyżurach, w prywatnych przychodniach i klinikach, gdzie często dostaje się kasę też za wirtualne przebywanie, no ii na własnej pryw. praktyce oczywiście. Poza tym ta „praca zasadnicza”, np. w szpitalu, jest potrzebna też do wyrabiania i utrzymywania znajomości, do kariery zawodowej w sensie m.in. wyrabiania nazwiska, umożliwia tzn. upraszcza takie rzeczy jak jakieś publikacje, wyjazdy na konferencje itd. - więc sam najlepiej wiesz, że ten etat jest inwestycją i tak się go traktuje (i nie zapominajmy, że poznają Cię tam pacjenci, wielu później przyjmujesz prywatnie).

                  Wiem też, ile nawet młody lekarz może mieć z samego dorabiania, dlatego kwoty, które w tym wątku podajesz, są dla mnie dziwnie (tj. niskie). I przecież mówimy cały czas o kimś, kto wyrabia te właśnie dwa etaty i ma jeszcze pracującą żonę!

                  Sorry, ale dla mnie żona lekarza, wspominająca z łezką w oku jakieś wakacje - bo nie znosi gotować , a wtedy nie musiała - to jakaś kosmiczna heca!
                  Naprawdę nie stać Was na restaurację choćby ze 3 razy w tygodniu albo na wysłanie dzieciaków czasem do Sevi Kebabu czy Pizzy Hut (jeśli np. nie uznajcie McDonaldów czy KFCtów)?! O pani do sprzątania już nie wspomnę…
                  Jeśli więc prawdą jest, co dotychczas napisałeś, to musiałeś coś pominąć, bo nic mi tu nie pasuje, sorry wink

                  *Ta kwota jest dla mnie tak czy inaczej dziwnie niska, chociaż oczywiście nie wiem, gdzie pracujesz, jaką masz specjalizację i który stopień.
                  • obs2 Re: Komedia 14.09.14, 10:43
                    szczerze mówiąc nie rozumiem co tu Ci nie pasuje?

                    że żona która nienawidzi gotować wspomina miło czas kiedy nie musiała - bo stać nas było jeść w knajpach, bo były to południowe Włochy (bo już w południowej Francji nas nie było stać bo w południowej Francji obiady dla rodziny przez 3 tygodnie to jest kilka tysięcy złotych w najtańszych możliwych knajpach)?

                    że lekarz z drugim stopniem specjalizacji i na ukończeniu kolejnej zarabia na etacie 3800 zł brutto?

                    nie rozumiem pytania o to czy nas stać na wyjście do knajpy co jakiś czas? oczywiście że nas stać. Skoro nas stać to co? A jeśli nie byłoby nas stać, to co? Nie rozumiem

                    nie rozumiem ciągłego w tym wątku powracania do tematu pani sprzątającej - w sposób typu "a jaki to jest problem ją zorganizować skoro was stać?"

                    LUDZIE. Właśnie o pomoc w tym m. in. mi chodziło. INFORMUJĘ, że skoro od kilku lat chcemy do zrobić, nie robimy, mając na to kasę - to znaczy że problem jest trochę złożony i DLATEGO piszę na tym wątku.

                    Rady typu : to weź telefon, wykręć i zamów panią od sprzątania nie są zbyt cenne.
                    Naprawdę, w wieku 42 lat i mając ukończone wyższe studia i jednak jakoś funkcjonując w rzeczywistości: potrafię to zrobić.

                    Czy nie rozumiecie, że kilkadziesiąt rozmów w ostatnich latach o pani sprzątającej, posiadanie na to zasobów finansowych i nie zrobienie tego - to jest dowód głębszego problemu, może część diagnozy?

                    Może darujemy sobie stwierdzenie że powinniśmy zamówić panią sprzątającą.

                    Może spróbujecie mi pomóc zrozumieć, dlaczego po nią nie dzwonimy????


                    • wiosnaw Re: Komedia 14.09.14, 11:27
                      obs2 napisał:
                      > nie rozumiem pytania o to czy nas stać na wyjście do knajpy co jakiś czas? oczy
                      > wiście że nas stać. Skoro nas stać to co? A jeśli nie byłoby nas stać, to co? N
                      > ie rozumiem

                      No kurka wodna, o co może mi chodzić z knajpami!
                      No przecież o to, że pójście parę razy w tygodniu gdzieś na obiad, skoro kogoś stać, to zasadnicze odciążenie dla osoby, która nie lubi i nie ma czasu gotować!!!

                      > Może darujemy sobie stwierdzenie że powinniśmy zamówić panią sprzątającą.
                      > Może spróbujecie mi pomóc zrozumieć, dlaczego po nią nie dzwonimy????

                      A to wreszcie doszliśmy do zasadniczego celu wątku wink

                      Obs, nie chcę być złośliwa, dlatego wyłączam się już z tego wątku. Poza tym po Twoim ostatnim zdaniu nie widzę już sensu dalszej dyskusji.
                      Niezależnie od tego - życzę Ci dobrych decyzji i szczęścia w życiu.
                      • obs2 Re: Komedia 14.09.14, 22:27
                        >Obs, nie chcę być złośliwa, dlatego wyłączam się już z tego wątku. Poza tym po Twoim
                        > ostatnim zdaniu nie widzę już sensu dalszej dyskusji.

                        sądzę że masz rację.

                        luźne uwagi nie mające istotnego związku z tematem, padające z Twojej strony, nie zwiększają sensu tej dyskusji.
                    • ada1214 Re: Komedia 14.09.14, 11:58
                      > Może spróbujecie mi pomóc zrozumieć, dlaczego po nią nie dzwonimy????

                      Bo skonczyla Ci sie kasa na karcie?

                      A powaznie- jest jak mowilam. Marazm i niemoc. Nic Ci sie nie chce, nawet samemu nad soba nie chce Ci sie zastanowic, tylko chcesz zeby inni Ciebie rozkminili. Sprzatac sie nie chce, uprawiac seksu nawet sie nie chce, nic, nic.
                      Boisz sie opuscic strefe komfortu, stad ta ucieczka w prace.
                      Moze te pizze jedzone w kolko Ci tak szkodza. Jako lekarz (a wlasnie jaka specjalnosc?) powinienies chyba wiedziec, ze nawet proces myslenia powoduje zuzywanie sie zasobow energetycznych oraz witamin i mineralow. A w pizzy pustka, to Cie przez lata zycia na takiej walowce wyjalowilo. Mowie calkiem powaznie.
                    • heniek.8 Re: Komedia 14.09.14, 12:15
                      > Może spróbujecie mi pomóc zrozumieć, dlaczego po nią nie dzwonimy????

                      oto jest zagadka godna sherlocka smile
                      może być że macie gdzieś z tyłu głowy uwarunkowanie, że dopuszczanie kogoś z zewnątrz do grzebania w waszych brudach jest tak krępujące, że minusy z tego dyskomfortu znoszą plusy z czystego mieszkania.
                      a jeżeli powiesz do żony "słuchaj zamówię na sobotę panią do sprzątania, polecona przez znajomego z pracy, może trochę tu ogarnie" - to jak zareaguje? jeżeli negatywnie, to może być tak że ona ma wpojone że kobiety (szczególnie jeżeli pracuje dużo krócej niż Ty) obowiązkiem jest doprowadzić to do czystości i jest w klinczu bo z jednej strony nie ma siły się do tego zabrać, a z drugiej wynajęcie kogoś byłoby skazą na honorze.
                      dlatego wazne jest żeby to zakomunikować w formie że to nie chodzi o to że ona nie robi swoich obowiązków, tylko że po prostu razem chcecie mieć czas i wygodę.
                      • ada1214 Re: Komedia 14.09.14, 12:48
                        Ale Pan pojechal z ta skaza na honorze, Panie Henku.

                        Moze to zwykle zmeczenie materialu.
                        Chyba kazdy ma taki czas, wczesniej czy pozniej, ze chcialby zapomniec drogi do domu.
                    • chalsia Re: Komedia 14.09.14, 13:06
                      > Może spróbujecie mi pomóc zrozumieć, dlaczego po nią nie dzwonimy????

                      do wyboru:
                      - jesteście głupie ciołki
                      - bo zmieni się układ sił w związku
                      - ze strachu
                      - nie lubicie obcych w domu
                      i pisz sobie co chcesz

                      jesteś lekarzem i głupie pytanie stawiasz na forum zamiast działać
                      a co zrobić - z racji fachu - winieneś wiedzieć
                      czyli iść na terapię małżeńską
                      • heniek.8 Re: Komedia 14.09.14, 19:25
                        chalsia napisała:
                        > do wyboru:
                        > - jesteście głupie ciołki

                        sama się poniżasz takimi tekstami uncertain
                    • mayenna Re: Komedia 16.09.14, 08:14
                      O tym pisałam: miedzy wami są jakieś zaszłości, żale, których nie werbalizujecie, może nawet są podświadome, ale przekładają się na bierno-agresywny stosunek do partnera i brak seksu. Terapia na pewno pomoże porozmawiać konstruktywnie o zmianach, o was, o tym nieszczęsnym seksie. Bo ja w plagę osób bez potrzeb seksualnych to raczej nie wierzę. Sam powiedz: jak to się statystycznie w populacji kształtuje? a co druga żona to seksu z męzem nie potrzebuje....
                    • luciva Re: Komedia 16.09.14, 15:10
                      Czy to depresja? że tak nas naprowadzasz na rozwiązanie?
                      Porponuje udac się do psychiatry.
                      A może brak celu w zyciu, a może adrenaliny, a może jakichs ekstremalnych wydarzeń.
            • mayenna Re: Komedia 16.09.14, 08:03
              Jesteś lekarzem więc jak ci wytłumaczyć, że w seksie nie o kasę chodzi a o feromony, do tego abstynencja i popłyniesz w sprzyjających okolicznościach na pewno.Nawet starać sie nie musisz bo to samo przyjdzie jak osiagniesz punkt krytyczny. Jeszcze jesteś na krawędzi więc mozna cos z tym zrobić.

              A co zona na ten brak pozycia mówi? Rozmawialiście o tym?
              I nie wierzę, że przy dwójce dzieci już dośc dużych macie az taki kołowrót. !3- latka może juz samodzielnie chodzić do szkoły, na zajęcia dodatkowe także, moze pomóc w domu, może zając się młodszą siostrą lub zrobić np. kolację.
              Szukasz wytłumaczenia, a nie sposobu na zmiany.
              Tak mi jakoś przyszło, że może to kryptoreklama żeby znależć kochankę?smile Tak bezproblemowo?smile Bo mamy tu ideał: pan inteligentny i na poziomie, zdrowy raczej, niechętny stałym zobowiązaniom bo ma żonę, ale niebiedny....To ile maili dostałeś?smile
              • yoma Re: Komedia 16.09.14, 11:54
                "Proszę przyjść na rozmowę kwalifikacyjną w stroju fertycznej pokojówki"? wink
              • obs2 Re: Komedia 16.09.14, 13:35
                >że w seksie nie o kasę chodzi a o feromony, do tego abstynencja i popłyniesz w sprzyjających
                >okolicznościach na pewno

                jeśli przez jakieś 12 lat nie popłynąłem a jestem coraz starszy i coraz mniej mi się wszystkiego chce i do wszystkiego zaczynam mieć starczy smile dystans, to nie wiem czy na pewno popłynę.

                > A co zona na ten brak pozycia mówi? Rozmawialiście o tym?

                dziwne pytanie. Czy z moich postów nie wynika, że o naszych problemach z żoną rozmawiamy i to często?
                tak, rozmawialiśmy. Dziesiątki razy. żona nie potrzebuje. Jest to spójne i konsekwentne w jej wydaniu.

                >Tak mi jakoś przyszło, że może to kryptoreklama żeby znależć kochankę?smile Tak
                >bezproblemowo?smile

                Hahaha, gdybym faktycznie o tym myślał, gdybym faktycznie szukał, to zdołowałbym się już na maksa. Bo widzisz- ja też słyszałem legendy w podobnym stylu.
                Zresztą ktoś to już imputował w podobnym jak Ty nurcie:

                > Bo mamy tu ideał: pan inteligentny i na poziomie, zdrowy raczej,
                > niechętny stałym zobowiązaniom bo ma żonę, ale niebiedny....

                No i to się niby zgadza. Otóż przez te wszystkie lata abstynencji (załóżmy ze wydzielam feromonowy sygnał "natychmiast i każda" wg Twojej retoryki, no bo przecież taki zdeprywowany jestem) - żadna jakoś (a mam sporo kobiet znajomych) nie ten tego.
                No więc jak to jest z tymi stereotypami?

                > To ile maili dostałeś?smile

                Zero i Bogu niech będą dzięki smile

                • mayenna Re: Komedia 17.09.14, 01:07
                  Obs, jak napisałam: nie wierzę w brak potrzeb seksualnych, szczególnie gdy chodzi o zdrową kobietę przed 40 rokiem życia. Jak ich nie ma to niech badania zrobi - sam wiesz, jako lekarz, że to może być objaw zaburzeń na róznym tle.Albo jednak nie ten facet u boku.
                  Pomyślałam tez, że u was ten kryzys wynika za zdrady emocjonalnej żony. Rozumiem, że ona zakochała się w innym? Pogrzebałabym w tej historii.
                  Moim zdaniem, a miałam podobny staż małżeński, seks jest więziotwórczy i nie kończy się po dwóch latach małżeństwa. Podobnie jak miłość.. W tej chwili mógłbyś na podobnych zasadach tworzyć rodzinę z ciocią, z sąsiadką, z kolegą. Chyba cię to jednak uwiera.
                  Pytasz czy to już czas na rozwód: moim zdaniem nie,ale czas chyba na zmianę. Tylko nadal nie rozumiem jakiej zmiany chcesz: w sumie stawiasz jakiś 'zarzut' a potem wycofujesz się z niego bo nic z tego co napisałeś, nie okazuje się dla ciebie istotne. To jak to jest? To ma byc bez kurzu, ma być pani do sprzatania, ma być ten seks, czy nie? Może problem jest w tobie, a nie w małżeństwie. Czego ty tak naprawdę w życiu chcesz? Czego oczekujesz od związku? Jak ma wyglądać twoje zycie za 5 lat?
                  • tricolour Niestety kolega lekarz uciekł... 17.09.14, 09:14
                    ... ponieważ forum nie dostarczyło żadnej konkretnej rady jak skombinować sprzątaczkę ani samo z siebie nie poleciało sprzątać.

                    Przyznam, że śmiać mi się chce. Ze znanych mi lekarzy nie jest to pierwszy egzemplarz ze wszystkimi lewymi kończynami.
        • m.a.l.a_syrenka Re: czy to już 20.01.15, 20:58
          A może by tak do kolegi seksuologa? wink To co, że was już nie grzeje temat. Przecież wszędzie byliście i wszystko wiecie, ciekawe czy byście się odważyli. Co do " porządku ". Moi genialni rodzice (nie lekarze, ale po pracy była praca i hobby) ustalili dyżury nam -dzieciom. Ile mam dzięki temu wspomnień i mój braciszek też. Dużo też umieliśmy, choć dotarło to do nas znacznie później. Niemniej jednak nasz dom nie wyglądał jak każdy inny- zawsze był nieład i pełno ludzi.
          Poza tym, kiedy leżałam sobie ostatnio w szpitalu zachodziłam w głowę, kiedy ci lekarze mieszkają w domu...-No nigdy. Na szybkie co nieco wołaj żonę do roboty(taka niespodziewankawink)
          • obs2 Re: czy to już 22.01.15, 12:50
            > Przecież wszędzie byliście i wszystko wiecie,

            ????????????

            • m.a.l.a_syrenka Re: czy to już 22.01.15, 17:23
              To w kwestii ilości wiedzy, a także doświadczenia. Mam wrażenie, że gdyby można było te dwie rzeczy zważyć u was obojga, potrzebna byłaby waga towarowa. Tyle, że chyba życie żyje sobie jakimś zestawem odruchów.
    • kruche_ciacho Re: czy to już 11.09.14, 14:10
      zatrudnic Pania do sprzatania lub ekipe z programow typu "zbieracze", "czysty dom"
      jak zrobicie porzadek w domu moze latwiej bedzie zrobic porzadek w zyciu
      • avril37 Re: czy to już 11.09.14, 14:13
        Lubię To wink
    • mia17 Re: czy to już 12.09.14, 09:23
      jeśli jest chęć pójścia na terapię z obydwu stron - walczyłabym.
      powodzenia!
    • kachaa17 Re: czy to już 12.09.14, 17:56
      Z opisu wydaje się, że jest o co walczyć. Przede wszystkim skoro warunki finansowe są dobre to czemu nie zatrudnić pomocy domowej? Żona byłaby mniej zryta i mieszkanie ogarnięte. To chyba podstawa. No i przydałoby się, żebyś ograniczył czas pracy. Będzie to też z korzyścią dla pacjentów. Po co ci 2 etaty? Z przyzwyczajenia? Ze strachu? A może po to, żeby być mniej w domu?
      Z twojego opisu małżeństwo nie umarło całkowicie ale niepokojący jest brak seksu.
      Jak masz ochotę i czas to przeczytaj sobie książkę "Czy to małżeństwo można uratować" Rosen Margery. Nie zastąpi terapii ale może co nieco rozjaśnić w głowie. Jest tam opis kilkudziesięciu par z pokazaniem ich problemów i relacją z ich terapii.
      • beanr Re: czy to już 12.09.14, 22:37
        Powiem przewrotnie - trochę zazdroszczę.
        Mam 3 lata mniej, nie mam już męża, nie mam dzieci - nie zdążyliśmy. Mam porządek w mieszkaniu, i siedzę w nim sama. Robię, co chcę, "...Nie walczę już z nikim, nie walczę już o nic ..." ale zastanawiam się ostatnio, czy na tym polega życie (jeżeli w ogóle na czymś polega). Chyba jednak musi się "coś dziać" ...
        Zatem jeśli tu piszesz, to chyba jednak jeszcze Tobie zależy - walcz.
        Zastanów się, co będziesz robił po potencjalnym "po"?
    • yoma Re: czy to już 13.09.14, 07:10
      Ty, a co to była ta zdrada emocjonalna 11 lat temu?
      • obs2 Re: czy to już 13.09.14, 13:17
        No standard.
        Ja w pracy, żona zmęczona przy pierwszym małym dziecku, zawężający się krąg znajomych, narastające zmęczenie.
        W tym wszystkim facet poznany w pracy, co ciekawe - przypominający trochę mnie, zagubiony wewnętrznie, ze skłonnościami do depresji, refleksyjny, analityczny, z morzem wad (jak to ujęła żona - "życie z nim byłoby niewyobrażalne"), tyle tylko że słuchający mojej żony i dający jej wsparcie emocjonalne.
        to była tak naprawdę chwila.
        oczywiście nigdy nie wiemy na pewno, ale wiele twardych danych pokazuje że była to tylko zdrada emocjonalna. Zresztą jaka by nie była, nie ma to teraz żadnego znaczenia. to było 11 lat temu i trwało może 3-4 miesiące.
        • yoma Re: czy to już 13.09.14, 17:39
          Pamiętliwy jesteś. W życiu bym nie pamiętała, czy kto mojemu chłopu dawał wsparcie emocjonalne 11, czy 9 lat temu i przez ile miesięcy.

          Czy gdyby to była kobieta, też nazywałbyś to zdradą emocjonalną?
          • obs2 Re: czy to już 13.09.14, 18:00
            wiesz oni się całowali dając wsparcie emocjonalne.
            Sądzę (mam sporo danych) że tylko całowali i tylko raz. Jak mówię - teraz to bez znaczenia.
            Ale jednak - uważam że nazwanie tego zdradą emocjonalną nie jest przesadą.
            • yoma Re: czy to już 15.09.14, 09:30
              OK. A dlaczego ty nie całowałeś i nie słuchałeś?
              • obs2 Re: czy to już 15.09.14, 10:09
                > A dlaczego ty nie całowałeś i nie słuchałeś?

                zaczyna mnie porażać poziom dyskusji na tym forum.

                nie pamiętam byś była obok mnie wtedy 24 godziny na dobę.
                Więc skąd wiesz że nie całowałem i nie słuchałem żony?
                Kamery internetowe nie były wtedy szczególnie popularne.
                Dronów nie było w ogóle.
                Więc skąd wiesz u licha????
                Zdolności paranormalne?
                • yoma Re: czy to już 15.09.14, 18:39
                  Czego się rzucasz? Człowiek przeważnie poszukuje całowania i słuchania nie dla sportu, lecz gdy go nie dostaje. A drony pewnie były, skoro tak precyzyjnie znasz czas tej zdrady.
    • ada1214 Re: czy to już 13.09.14, 10:16
      Zaczelabym od odgracenia mieszkania. Nie jest tajemnica, ze chaos i syf w otoczeniu, w ktorym sie przebywa to zwykle chaos w glowie. Nie twierdze, ze posprzatanie mieszkania uzdrowi Wasze malzenstwo, ale jest szansa ze bedzie impulsem do dalszym zmian.

      Druga absolutnie konieczna rzecz, to zredukowanie czasu pracy. Tu juz nie ma co spekulowac, nie da sie zbudowac zadnej relacji z osobnikiem ktorego po prostu nie ma. Wlasciwie fakt, ze jeszcze jestescie razem i jeszcze jest miedzy Wami JAKAS wiez, graniczy z cudem.
      • obs2 Re: czy to już 13.09.14, 13:24
        >Wlasciwie fakt, ze jeszcze jestescie razem i jeszcze jest miedzy Wami JAKAS wiez, graniczy z
        >cudem.

        to wynika jak sądzę z jednej z cech które nas łączą: potrafimy być małostkowi w drobiazgach (któż nie jest?), i naprawdę zadziwiająco czasem wielkoduszni w sprawach dużych.
        Więc jakoś to trwa na zasadzie pogodzenia się z losem.

        Trochę może być tu analogii do sytuacji wojny: ludzie o osobowości psychasteniczej potrafili być bohaterami.
        To jest tak: taki psychastenik będzie narzekał że jedzenie nie takie, że onuce śmierdzą, że hałas od bomb jest nie do zniesienia. A potem pójdzie pierwszy pod ogień nieprzyjaciela - nie jest wielkim bohaterem, tylko jest luźno związany z życiem.

        U nas chyba podobnie. Drobiazgi wykańczają, ale ani ja nie szukam bogini seksu, ani żona nie szuka księcia na białym koniu.
        Oboje jesteśmy po czterdziestce- może to też już doświadczenie życiowe?
        Na zasadzie - szanujmy co mamy? Lepiej zapewne może być, ale o ileż łatwiej można zrobić by było gorzej?
        Może to jest nasze motto i może dlatego trwamy?
        Jesteśmy zmęczeni życiem. Jednak łatwiej to pchać we dwójkę.
        Chyba oboje nie mielibyśmy sił ani ochoty na próbę układania życia na nowo.
        A ponieważ nikt nikogo nie bije, nikt głodny nie chodzi, są miłe chwile - no to w sumie status quo trwa.

        Co ciekawe - jedna osoba wypowiedziała się w duchu "ratować, szanse wielkie, co ty w ogóle robisz na tym forum", druga osoba "cud że w ogóle jeszcze jesteście razem".

        Czyli mam rację pytając Was o zdanie i o radę.
        Chyba nawet diagnoza etapu - gdzie jesteśmy jako związek ? - jest w naszym przypadku szczególnie trudna.
        • przeciez.wiem Re: czy to już 13.09.14, 13:43
          obs2 napisał:

          > Co ciekawe - jedna osoba wypowiedziała się w duchu "ratować, szanse wielkie, co
          > ty w ogóle robisz na tym forum", druga osoba "cud że w ogóle jeszcze jesteście
          > razem".

          Chyba nie czytasz uważnie, albo nie czytasz ze zrozumieniem.
          Zdecydowana większość osób sugeruje Ci, że jest o co powalczyć i co naprawiać.
        • ada1214 Re: czy to już 13.09.14, 14:24
          Co ciekawe - jedna osoba wypowiedziała się w duchu "ratować, szanse wielkie, co
          > ty w ogóle robisz na tym forum", druga osoba "cud że w ogóle jeszcze jesteście
          > razem".

          Przeciez jedno drugiegio nie wyklucza, a nawet wspaniale uzupelnia.
          Oczywiscie ze jest co ratowac, skoro jest miedzy Wami wiez i przywiazanie i przyjazn i co tam jeszcze. Ale ze te rzeczy sa, jest to cud, zakladajac ze Ciebie nigdy nie ma w domu, i to nie jest przenosnia, skoro pracujesz po 16 godzin na dobe. Przypuszczam, ze nie ogarniasz, kiedy zona ma okres i sie gorzej czuje, ani kiedy byla u dentysty z dziecmi. Kazda kobieta potzrebuje wsparcia, opieki, troski, a Ty jej tego nie dajesz. Ciebie po prostu nie ma, ani w zyciu zony, ani w zyciu dzieci. Doprawdy, cud ze przez 16 lat sie ta budowla nie zawalila.
    • heniek.8 Re: czy to już 13.09.14, 16:36
      widzę kilka podobieństw do mojej sytuacji.

      jeżeli mogę wtrącić swoje 3 grosze
      1. niezależnie od tego czy się rozwodzicie czy nie, to chyba stać was wysupłać stówkę raz na 2 tygodnie żeby jakaś sprzątaczka ogarnęła wasz bajzel?
      2. w zasadzie jak się przeczyta co piszesz to nie za bardzo widać dlaczego jesteś nieszczęśliwy - w sumie to wydaje mi się że kluczowe może być to:
      > Emocje: gwałtowne, problemy z komunikacją, oskarżenia, stałe próby godzenia się
      > , szybkie powroty do sprzeczek o pierdoły, przeradzająych się w kłótnie fundame
      > ntalne, ale szybko gasnące.


      trzeba by zrobić dokładny audyt o co komu chodzi w tych sprzeczkach,

      z moich doświadczeń widzę, że ludzie mają tendencję do wpadania w schematy które funkcjonowały w domu rodzinnym - nie tak od razu w wieku 20 lat gdzie są "anty" - to zdarza się po 30-tce albo później - pod tym kątem też bym spojrzał co się dzieje/działo u Waszych rodziców
      zapewne Twoje dwie prace to forma ucieczki od tego żeby się "znieczulić" - wyższa forma "-olizmu"

      3. miałem bardzo bliski kontakt z dziećmi i jedną z moich największych obaw było że jak to będzie funkcjonować beze mnie. na razie jest lepiej niż myślałem, ale jeszcze za wcześnie na podsumowania (w sensie może dopiero przed nami jakieś kumulacje emocji, wiek dojrzewania itd.), za krótki mam staż jako rozwodnik. ale jest ulga, muszę przyznać smile
      • slomiany.wdowiec Re: czy to już 14.09.14, 10:56
        W sumie to ludzie zapominają o upływie czasu. O tym że świat i tak jedzie dalej innym autobusem, a my wysiedliśmy na przystanku "powszedniość". Codzienne problemy w pracy, bylejakość w domu. Wszystko się nawarstwia i kumuluje. Tak jak biegacze, w pewnej chwili dobiegamy do ściany i nie można przebić tego muru. Zabrakło we wcześniejszym okresie rozmów i bliskości. Nagle okazuje się że pomiędzy wami jest czarna dziura która wchłania w siebie to wszystko co było i jest pomiędzy wami.
        Piszesz o kłótniach o pierdoły które wybuchają i nagle się godzicie. Za chwilę znowu to samo.
        Panie doktorze, może nie jesteś psychiatrą, ale ta wiedza powinna być ci wiadoma z podstaw nauki na studiach. To normalny objaw zmęczenia ludzi. Zwykły nawał obowiązków, brak wypoczynku. A śmiem twierdzić że nawet odrobiny szaleństwa. Pies jak się nudzi to sobie wylizuje jaja. A co ty robisz w ramach relaksu ? Mędzisz na forum gazetowym i pytasz czy to już pora sie rozwieść. Chyba kiepski z ciebie lekarz.
        Moze wystarczy zrobić małą przerwę w gonitwie za tym czego i tak nie ma. Jest dom, rodzina, dzieci, żona, mąż. A gdzie w tym wszystkim rodzinne życie ? Czy czas wakacji we Włoszech wystarczy na odbudowę relacji ? Sam piszesz o tym jaka żona jest wtedy szczęśliwa. Tobie też odpowiada taki nastrój rodzinnej sielanki. Więc za czym gonisz, czego szukasz. Coś za coś. Z czegoś musisz zrezygnować.
        Czasem może trzeba żonę namówić na obejrzenie pornosa i przećwiczyć gimnastykę erotyczną żeby lepsze sny były potem. To właśnie jest pewnego rodzaju szaleństwo. A u ciebie nuuuuuuuuda wieje we wszystkich czynnościach. Nuda w domu, okraszona kłótniami o duperele. Nuda w pracy w bieganiu z jednego etatu na drugi. Nuda z hobby którego nie widać. Bo nie wmówisz nam że twoja praca daje ci tyle zadowolenia i satysfakcji jako źródło życia.smile
        Nie rozumie cię, a jednocześnie rozumiem sytuację w jakiej się znalazłeś. Rozumiem zapętlenie w twoim życiu. A nie rozumiem dlaczego nie widzisz przyczyny tylko skutek.
        Jako lekarz wiesz że po 1. nie szkodzić. Po 2. znaleźć skutek i usunąć przyczynę choroby. A potem zastanowić się czy lek jaki chcesz zastosować nie zaszkodzi pacjentowi i nie wywoła skutków ubocznych.
        Chcesz rozwodzić się z żoną, ale jakie dalej będą tego konsekwencje.
        Dwa domy, dają zwiększone wydatki. Pomniejszą możliwości wakacyjne. Spowodują zwiększenie intensywności pracy i zarobkowe. Opłaty alimentacyjne. Z powodu niechęci żony do prowadzenia porządku i niechęć gotowania dzieci zarosną brudem i kurzem, oraz nabawią się jakiejś tam choroby gastrycznej. Co w kwintesencji odbije się na stanie zdrowotnym i zwiększonych jeszcze bardziej wydatkach na leczenie.
        Uffff................................
        A może wystarczy tylko pomyśleć racjonalnie i pogadać z żoną o tym co kuleje w domu.
        Zamiast pisać na forach internetowych wystarczy wziąć w garść swoje życie. A tak po prawdzie wziąć odpowiedzialność za to co spłodziłeś do spółki z żoną.
        • mia17 Re: czy to już 14.09.14, 11:34
          dobrze napisane.
        • obs2 Re: czy to już 14.09.14, 22:01
          slomiany.wdowiec napisał(a):


          > Nuda z hobby którego nie widać.

          Skąd nie widać? Czemu nuda?
          Czy ja coś pisałem o tym że mam nudne albo niedostrzegalne hobby?
          Piszesz ot tak żeby pisać?

          Otóż wyobraź sobie że są pewne obszary muzyki, nazywane umownie "dawną", w której cokolwiek wiem i cokolwiek posiadam z nagrań. To jest moje główne hobby. Ot na zupełnie amatorskim poziomie, ale z satysfakcją, że gdy wchodzę do największego sklepu płytowego Berlina czy Wiednia, to pewne działy w tych sklepach są gorzej zaopatrzone niż moja kolekcja. Przy okazji coś tam samodzielnie brzdąkam na instrumencie. Tyle, nie będę więcej truł, chodzi o to żebyś zobaczył że hobby widać albo jak o niego zapytasz albo jak się ktoś z nim ujawni. To że go nie widziałeś samoistnie, to jeszcze niewiele znaczy.



          > bo nie wmówisz nam że twoja praca daje ci tyle zadowolenia i satysfakcji jako źródło
          > życia.smile

          oczywiście że nie, pracę traktuję bardzo instrumentalnie. Równocześnie dlatego też nie uważam się za pracoholika.
          Pracoholik to - w uproszczeniu oczywiście- ktoś kto na papierze pracuje od poniedziałku do piątku od 8 do 17, a w pracy jest od 8 do 21 i wpada też w soboty.
          Ja mam każdą godzinę spędzaną w pracy płaconą i doprawdy jestem znany z tego, że jako lekarz (podobno wyjątek) jestem obrzydliwie punktualny, ale co do godziny przyjścia do pracy jak i co do godziny wyjścia z pracy. Nie jestem też żadnym Judymem ani ideowcem, ale też w żadnym razie nie dusigroszem i złotówy mi nie przesłaniają (jak wielu kolegom) życia.
          Uważam że akurat w podejściu do pracy zachowuję zdrowe proporcje, OCZYWIŚCIE zaburzone długością pracy, ale to ma swój cel: chcę utrzymać dla rodziny godny poziom życia. Ale nie realizuję się poprzez pracę, nie jestem pracoholikiem, nie jestem także uzależniony od pieniędzy, od wydawania pieniędzy, nie kręci mnie to.
          Lubię się czasem napić wina, kupić książkę czy płytę, pójść na koncert. Ale mam trzyletni telefon wart wyjściowo 120 złotych, do pracy jeżdżę 9 letnim autem wartym obecnie 10 tys złotych - jeśli rozumiesz co chcę powiedzieć.


          >A nie rozumiem dlaczego nie widzisz przyczyny tylko skutek.

          Mój Boże, gdybyśmy naprawdę tak ot widzieli przyczyny naszych problemów, to życie byłoby ekstremalnie proste.


          > Chcesz rozwodzić się z żoną,

          ?????????????????????????????????????????????????????????????



          > A może wystarczy tylko pomyśleć racjonalnie i pogadać z żoną o tym co kuleje w
          > domu.
          > Zamiast pisać na forach internetowych wystarczy wziąć w garść swoje życie.

          Myślałem że to forum służy próbom spojrzenia z boku, nawet przy bardzo niepełnych danych - i pomocy dzięki temu.
          Skąd wiesz ile razy i jak mocno próbowałem i próbuję nadal brać życie w garść?

          Wybacz ale to są rady z półki pierd.olenie o Szopenie.
          To trochę jak z jakością rady: weźce se sprzątaczkę.
          Komunikuję jak bardzo mamy świadomość tej konieczności, od jak dawna o tym rozmawiamy i jak bardzo nam nie wychodzi. A tu słyszę: no trzeba zadzwonić.

          Dobra. Jutro pacjentowi z anemią powiem: no wie pan, musi pan jakoś tak zrobić żeby te pana erytrocyty się lepiej sprawowały. Więcej wytwarzały, więcej hemoglobiny miały. Wie pan, wystarczy wziąć swoją anemię w garść.

          To jest naprawdę istotnie wysoka jakość rady, porady i działania, no nie?


    • to-wlasnie-ja Re: czy to już 14.09.14, 15:58
      Nie jestescie w stanie podjac decyzji na temat pani do sprzatania a zdolacie na temat rozwodu lub terapii? Wyjasnij mi, bo nie rozumiem. Poza tym, co Ci ( Wam ) da rozwod?
      Gdyby z powodu zmeczenia i normalnych , codziennych obowiazkow ludzie brali rozwod, to sady nie nadazalyby z praca.
      • obs2 Re: czy to już 14.09.14, 22:11
        > Nie jestescie w stanie podjac decyzji na temat pani do sprzatania a zdolacie na temat
        > rozwodu lub terapii? Wyjasnij mi, bo nie rozumiem.

        Nie jesteśmy w stanie podjąć decyzji na temat sprzątania.

        Byliśmy w stanie podjąć skutecznie i wspólnie dziesiątki decyzji dotyczących nauki dzieci, ich zajęć dodatkowych.
        Zakupu auta. Wyjazdu wakacyjnego. Pomocy choremu rodzicowi.

        Więc teraz ja nie rozumiem.
        Na forum pytam z prośbą o radę.
        Może- jeśli łaska - nieco bardziej konstruktywną typu "zadzwoń po panią od sprzątania".
        To znaczy - taka rada może i jest konstruktywna, ale jak widać nie w naszym konkretnym przypadku.

        To jest trudne.

        Co jest trudniejsze?
        Zamówić panią do sprzątania czy kupić auto?
        Zamówić panią do sprzątania czy umieścić dziecko w szkole, z całym bagażem odpowiedzialności za wybór i ze wszystkimi konsekwencjami?

        Zapytuję tu prosząc o radę, także w sprawie sprzątania- nie za bardzo widzę odzew.
        Skupiacie się na trywialnie technicznej stronie zagadnienia. Są jedynie pojedyncze (ciekawe i dające do myślenia) próby odpowiedzi na moje pytania.
        Jeszcze raz: naprawdę i ja i żona umiemy wykręcić numer telefonu do sprzątaczki

        Po drugie - piszesz jakbyśmy mieli i chcieli się rozwodzić - tak już na poważnie
        Trochę tego nie rozumiem. Wątek zatytułowałem "czy to już?" .
        To jest pytanie a odpowiedzi dla mnie wyjściowo jest kilka.
        Pytam o radę. Połajanki rozumiem, ale są średnio konstruktywne.
        • rubarom Re: czy to już 16.09.14, 10:13
          obs2 napisał:

          > Zapytuję tu prosząc o radę, także w sprawie sprzątania- nie za bardzo widzę odz
          > ew.
          > Skupiacie się na trywialnie technicznej stronie zagadnienia. Są jedynie pojedyn
          > cze (ciekawe i dające do myślenia) próby odpowiedzi na moje pytania.
          > Jeszcze raz: naprawdę i ja i żona umiemy wykręcić numer telefonu do sprzątaczki

          Dawno się tu nie udzielałam, chociaż czytam regularnie, ale teraz już nie wytrzymałam.
          Człowieku, jaja sobie robisz, czy jak?!


          > Po drugie - piszesz jakbyśmy mieli i chcieli się rozwodzić - tak już na poważni
          > e
          > Trochę tego nie rozumiem. Wątek zatytułowałem "czy to już?" .
          > To jest pytanie a odpowiedzi dla mnie wyjściowo jest kilka.
          > Pytam o radę. Połajanki rozumiem, ale są średnio konstruktywne.

          A to znowu co za kwiatek - włazisz na forum rozwodowe, i dziwisz się, że ludzie odbierają Cię jako osobę, która myśli o rozwodzie?!
          • yoma Re: czy to już 16.09.14, 10:55
            On chyba chce, żeby forum kolektywnie wpadło i posprzątało...
            • rubarom Re: czy to już 16.09.14, 11:12
              yoma napisała:

              > On chyba chce, żeby forum kolektywnie wpadło i posprzątało...

              Ha, coś w tym jest chyba big_grin
              • obs2 Re: czy to już 16.09.14, 14:28
                > yoma napisała:
                >
                > > On chyba chce, żeby forum kolektywnie wpadło i posprzątało...

                > Ha, coś w tym jest chyba big_grin

                @yoma, @rubarom - sądzicie podług siebie i swoich reakcji i sposobów postępowania ? smile

                • yoma Re: czy to już 16.09.14, 14:50
                  Nie, przyjacielu. Ja, kiedy wiem, czego chcę, to robię to. A kiedy nie wiem, to nie zawracam dupy światu, w dodatku w tonie agresywnym. Żona wyjechała i nie masz z kim się kłócić o pierdoły, to wlazłeś na forum?

                  I ty, lekarz, nie wiesz, co powinieneś zrobić w takim stanie? Powinieneś iść gabinet dalej do kolegi psychiatry i powiedzieć Słuchaj Maciek, mam atrofię woli, nie mogę się zebrać do kupy i mam ochotę lać cały świat. Dostaniesz jakąś benzodiazepinkę na wyciszenie, lekki antydepresant i może wreszcie wykonasz ten telefon do sprzątaczki. A potem jeszcze mała terapia złości i żyjesz, człowieku.
                  • rozpuszczona1oo Re: czy to już 16.09.14, 15:18
                    Jemu antydepresanty pomogą tak samo, jak mnie czy Kowalczyk.
                    Z całym szacunkiem, Yomka, bo wiesz, że Cię lubię wink
                    • yoma Re: czy to już 16.09.14, 15:22
                      Z wzajemnością smile Nie jestem psychiatrą i nie będę go diagnozować przez internet. Chociaż jako laik mam wrażenie, że uspokajacz by się jednak przydał.
        • orangeplus Re: czy to już 16.09.14, 14:17
          No to teraz puść wodze wyobraźni i napisz co by było, gdybyś np. jutro rano wziął 12-letni telefon do ręki i zadzwonił po sprzątaczkę?
          • obs2 Re: czy to już 16.09.14, 14:33
            > No to teraz puść wodze wyobraźni i napisz co by było, gdybyś np. jutro rano wziął 12-letni
            > telefon do ręki i zadzwonił po sprzątaczkę?

            odpowiadam, bo pomimo punktowanej już przeze mnie niejakiej upierdliwości anankastycznych prób łopatologicznego "rozwiązania" problemu, podoba mi się bezkompromisowość podejścia.

            jutro dzwonię z telefonu nieco młodszego niż 12-letni, bo poprzedni trzeba było wymienić,
            sprzątaczka deklaruje przyjście.
            przychodzi.
            sprząta.
            żona nie jest zadowolona, bo nie było planu tej akcji, jej udziału w określaniu zakresu oraz działań przygotowawczych (głównie w postaci zabezpieczenia przed przestawieniem przez sprzątaczkę niezbadanego systemu w jakim poustawiane są po domu kupki ubrań).
            mijają miesiące.
            za pół roku na forum "rozwód i co dalej" ponownie pytam o PRÓBĘ ROZWIĄZANIA (ROZWIĄZANIA) problemu i próbę ZROZUMIENIA (ZROZUMIENIA) przyczyny problemu

            czy teraz jaśniej czy nadal nie?
            • chalsia ja Ci już dawno napisałam, że winniście się udać 16.09.14, 14:44
              z małżonką na terapię małżeńską
            • yoma Re: czy to już 16.09.14, 14:52
              A żonie uszy poobcinało, że nie słyszy, co mówisz czy tobie narząd gębowy?
            • orangeplus Re: czy to już 16.09.14, 16:05
              A nie kusi cię by właśnie tak zrobić? By wziąć ten cholerny telefon, zadzwonić, postawić żonę przed faktem dokonanym i mieć w dupie dylematy w postaci leżących nie tam niż zwykle "kupek ubrań"? Mam wrażenie, że ten marazm ci się podoba. Że boisz się zmian na tyle, że nawet gdyby ci ktoś ten telefon do łapy dał ze sprzątaczką po drugiej stronie, to być go wyłączył. Żyjecie z żoną właśnie wg. planu akcji i co macie?
    • zmeczona100 Re: czy to już 14.09.14, 21:11
      Oho, co my tu mamy.
      A no styczeń i śniegu pełno. I ja nie wiem, czy mi ten śnieg leży, czy przeszkadza, a jesli przeszkadza to w czym, i co ewentualnie mogłabym zrobić, aby mi przestał przeszkadzać- przecież nie zniknie w środku zimnej zimy. No i nie wiem, czy czekam na wiosnę, czy raczej wolałabym wrócić do ostatniego lata. A jeśli jednak miałaby to być wiosna, to jaka...

      Tak mi się skojarzyło.
      I jeszcze z Bieńkowską- Sorry, taki mamy klimat.

      Ja to widzę tak- jesteście w takiej fazie małżeństwa, że skupiacie się na tym, co najważniejsze- rodzina i zarobienie na jej utrzymanie. I nie ma co czekać, że to się jakoś zmieni przez najbliższe lata. Ulga (mniejsze zmęczenie) to będzie wtedy, gdy dzieciaki będą już prawie zupełnie samodzielne i nie będą potrzebować aż takiej Waszej uwagi, a nawet pomogą w ogarnięciu mieszkania i wyborze wakacji. No ale wtedy pewnie i finanse większe będą potrzebne.

      A ja rozumiem Cię doskonale z tym wieloletnim niedzwonieniem po osobę sprzątającą. To jest związane z tym, co wyżej. Przemęczenie. Nie zmęczenie, gdzie się regenerujesz po odpoczynku, tylko totalne wypalenie sił, aby robić coś więcej, niż jest to konieczne. Ja broniłam się przed osobą sprzątającą, bo to było takie naoczne, namacalne wink przyznanie się, że nie daję rady, nie mam siły, aby robić to, co robią inni- sprzątanie, gotowanie. Moje życie wtedy kręciło się zupełnie wokół innych spraw, niż centymetry kurzu na półkach czy walające się kociska pod łóżkami (i nie była to praca zawodowa). Ja po prostu czekałam na przypływ energii, abym mogła być jak inni- zabrać się i posprzątać, robić jak inni- regularnie. Przecież to nie jest nic aż tak wielkiego.

      A no własnie, że jest! Dla kogoś, kto ciągnie na spalinach.

      W końcu jednak przełamałam się i znalazłam odpowiednią osobę. Jeszcze bardzo dużo czasu upłynęło, nim przyzwyczaiłam się, że co tydzień ktoś obcy włazi mi do domu, zmienia pościel, szoruje łazienkę, myje podłogi, okna itp. No bo jak to- ja tego nie jestem w stanie zrobić? Teraz mam czystą chatę i nie mam "wyrzutów sumienia", że nie robię tego sama. Mam za to siły na inne sprawy- ważniejsze, niż sprzątanie.

      Na koniec zahaczę o coś jeszcze. Chodzi o Twoją dodatkową pracę. Jak zrozumiałam, wziąłeś ją, by odkładać "w skarpetę", na zabezpieczenie przyszłości. Ale czy żona o tym wie? Bo coś mi się wydaje, że żona może to inaczej odbierać- owszem, pracujesz więcej i z tego tytułu rodzina może żyć w-y-g-o-d-n-i-e-j, nie ma Cie w domu, ale za to mamy jeszcze jeden samochód, no i wakacje. Czyli kosztem jej obciążenia obowiązkami domowymi, gdy Ty pracujesz, macie więcej pieniędzy. Piszesz, że to w sumie żona namówiła Cię na drugi samochód, że we Włoszech była szczęśliwa, bo nie musiała gotować, więc Twoja żona może uważać, że własnie zarabiasz po to, aby Wam było lepiej. A Ty- aby napakować w skarpetę wink Tzn., że nie uzgodniliście, po co pracujesz dodatkowo.

      Przykład z pizzą we Włoszech jest, niestety, sugestią, żeś liczykrupa.
      To zresztą kolejny doskonały przykład, że nie rozmawiacie o sprawie tak ważnej, jak wyjazd wakacyjny rodzinny. Nie rozmawiacie, bo gdybyście rozmawiali, to Ty nie wypominałbyś tej pizzy, bo o niej wiedziałbyś w momencie planowania wakacji, wydatków na ten cel. Ty założyłeś, że jak już trzeba, to zmienisz miejsce stałego pobytu na wakacje, a zona - pojechała tam wypocząć. Pominę milczeniem, dlaczego Ty nie gotowałeś, skoro pizza była tak droga.
      A wracając do liczykrupy- szlag by mnie trafił, gdybym jechała na wakacje po to, aby zmienić miejsce pobytu, zajmować się obcymi garami, w obcej kuchni, zmywać, sprzątać etc., zamiast ODPOCZYWAĆ. Od tego jest wersja all inclusive w hotelu, a skoro dużo zwiedzacie, to dla mnie normalka w tych sytuacjach jest po prostu jadanie tam, gdzie w danym momencie jestem. Skoro stać mnie na benzynę, to i stać mnie na odpoczynek. Nie mów, że Cię nie stać na posiłki w czasie wakacji, skoro stać Cię na 1000 zł raty za samochód i 1000 zł odkładania do skarpety.
      Wracam do celu Twoich dodatkowych zarobków, bo z tego przykładu znowu wynika, że żona uważa, iż poprzez dodatkowe pieniądze macie możliwość "łyknięcia komfortu odpoczynku", czyli w jej wypadku odstawienia garów na czas wyjazdu. A Ty z kolei liczysz, ile Ci z tej skarpety ubyło.
      Kurdę, jeśli mnie nie stać na wyjazd, to siedzę w domu. A jeśli już wyjadę, to nie mam najmniejszej ochoty zajmować się tym, co w domu, ale w obcym miejscu, gdzie są obce gary, obce produkty, które trzeba kupić, a tym samym pobyt będzie dostosowany do pór zakupów i posiłków, a nie do miejsca zwiedzania. W życiu!

      Nie ma w Twoim opisie, w Twoich postach najważniejszego- co Cię uwiera i jak Twoje życie teraz powinno wyglądać- wg Ciebie. I jak ono powinno wyglądać za 10-15 lat, kiedy dzieciaki będą już mieć własne życie.

      Twój opis odbieram jako normalną sytuację w rodzinie, gdzie są małe dzieci, jest możliwość życia na nieco wyższym poziomie, ale kosztem pracy, przemęczenia. Normalna faza, która trwa od momentu urodzenia się 1. dziecka, do momentu ukończenia przez ostatnie edukacji i usamodzielnienia się czy może nieco szybciej, jak wybędzie na studia do innego miasta. Zdaje się, że mężczyźni boją się tego, że życie im ucieka, że to takie życie w zawieszeniu, że tak już będzie zawsze. Zawsze to nie będzie, ale sprowadzenie dzieci na ten świat zmienia nasze życie diametralnie.

      Tak na koniec to nie wyobrażam sobie męczarni z siedmiolatkiem na wyjeździe urlopowym smile Normalnie zamordowałabym smile Wiem, że inni jakoś jeżdżą i ponoć nawet odpoczywają. Ja sobie nie chcę nawet tego wyobrażać smile Co innego starsze dzieci- samo zajmie się sobą i nie trzeba mieć go cały czas na oku, a do tego nie gubią mu się majtki czy jakieś tam inne fatałaszki smile

      Moje coroczne wakacje z naszczęściejużniemoim i synem wspominam jako czas koszmarny. Gotowanie, zakupy, zmywanie etc., bo przecież w restauracji za drogo. Tylko odliczałam dni do powrotu do domu, aby odpocząć. Od rozwodu wyjeżdżam z opcją all inclusive- i wreszcie wiem, co to znaczy odpocząć na urlopie smile
      • obs2 Re: czy to już 14.09.14, 22:14
        DZIĘKUJĘ!

        Bo już myślałem, że piszę tak, że nikt mnie nie rozumie.
        Jak widać- są tacy co rozumieją.

        DZIĘKUJĘ.
        • obs2 Re: czy to już 14.09.14, 22:21
          aczkolwiek doczytałem i - niestety ZUPEŁNIE nie zrozumiałaś przekazu z pizzą.

          Nie chce mi się rozwijać ale NIE BYŁO ŻADNEGO WYPOMINANIA.

          To było tak: oboje wspólnie byliśmy zadowoleni z tego, że nie trzeba gotować!!!!!

          Podkreślałem tylko że na taki numer stać mnie w południowych Włoszech.
          Nie stać mnie np już we Francji!!! No nie stać mnie na 70 E codziennie za obiad dla rodziny!
          Ale to nie problem, zrozum, ani dla mnie, ani dla żony. Gotowaliśmy i było OK. Ja zmywałem, żona zmywała.

          W przykładzie z pizzą chodziło mi o to, że moje pieniądze służą wszystkim.
          Wszyscy byli zadowoleni że jemy pizzę!!!!!!! Ja też!!!!!!!
          Tylko że potem łatwo traci się z oczu to ile co kosztuje.

          To znaczy: ja uważam że żona tylko tak mówi, że moglibyśmy znacznie mniej zarabiać.
          Trochę - tak. Ale znacznie? Nie sądzę.
          Ona docenia moją pracę. Równocześnie jest sfrustrowana.
          Ale sądzę że jej deklaracje że możemy mieć np. 50 % mniej - są bez pokrycia.
          • zmeczona100 Re: czy to już 14.09.14, 22:43
            > Nie chce mi się rozwijać ale NIE BYŁO ŻADNEGO WYPOMINANIA.


            Nie chodziło mi o to, że to jej miałbyś tę pizze wypominać smile Chodziło mi o to, że Ty sobie w każdej z tych pizz widziałeś uciekające Ci kolejne banknociki ze skarpety- zobacz, JAK, w JAKIM kontekście połączyłeś pizzę, niegotowanie przez żonę i te nieszczęsne pieniądze wink

            > Nie stać mnie np już we Francji!!! No nie stać mnie na 70 E codziennie za obiad
            > dla rodziny!

            No to wtedy wybieracie to, co jest dla Was najważniejsze w tej Francji wink Albo zmieniacie kierunek. No kurde, nie można mieć wszystkiego. Albo masz Francję i trochę ciekawych wspomnień, odymionych gotowanym obiadem, targaniem siat, albo masz lżejszy portfel, ale za to więcej wspomnień. No albo masz Turcję czy Tunezję, gdzie masz wszystkiego po pachy, a w dodatku dzieciory zajmują się sobą mając do dyspozycji wodne miasteczko.

            No nie stać mnie na 70 E codziennie za obiad
            > dla rodziny!

            No własnie, że Cię stać.
            Tyle, że Ty wolisz, aby te pieniądze zostały przy Tobie wink
            Obiektywnie Cię stać, bo zakładając dwa tygodnie we Francki, to nie odkładasz do skarpety przez jakieś trzy miesiące. Coś za coś.

            > To znaczy: ja uważam że żona tylko tak mówi, że moglibyśmy znacznie mniej zarab
            > iać.
            > Trochę - tak. Ale znacznie? Nie sądzę.

            Ja też nie sądzę. Teraz jest zmęczona, bo po pracy ma cały dom da głowie, ale gdybys jej pomagał, to wtedy mogłyby się pojawić problemy typu "nie możemy sobie pozwolić w tym roku na wyjazd". Byłaby i tak zmęczona, ale innymi czynnikami. Tak ja to widzę.
            No po prostu taki czas macie w rodzinie.

            > Ona docenia moją pracę. Równocześnie jest sfrustrowana.

            Tak, jak każdy, kto nie ma wyboru. Teoretycznie ma, ale praktycznie nie ma. Stąd frustracja.

            > Ale sądzę że jej deklaracje że możemy mieć np. 50 % mniej - są bez pokrycia.

            Ja też smile
            Chyba, że mogłaby tę lukę wypełnić swoją pracą zawodową. Ale wtedy doszedłby jeszcze inny rodzaj zmęczenia.
        • adenium42 Re: czy to już 19.09.14, 11:20
          Znam problem.
          Jak chcesz porozmawiać napisz na priv: adenium@interia.pl
          • mayenna Re: czy to już 19.09.14, 14:12
            adenium42 napisał(a):

            > Znam problem.
            > Jak chcesz porozmawiać napisz na priv: adenium@interia.pl
            O, i to jst dokładnie to o czym mówię.Nic tak nie łączy jak wspólne problemysmile
            • adenium42 Re: czy to już 20.09.14, 08:11
              Tak, szczególnie jak ma się rodzica z tym problemem.
              Doświadczenia niezapomniane sad
      • errormix Re: czy to już 16.09.14, 09:09
        Zmęczona100 napisała:
        > Od rozwodu wyjeżdżam z opcją all inclusive- i wreszcie wiem, co to znaczy odpocząć na urlopie

        Rozpuściłaś się .
        • yoma Re: czy to już 16.09.14, 10:57
          To ja poproszę tydzień w Bieszczadach. Nie musi być all inclusive smile
          • zmeczona100 Re: czy to już 16.09.14, 14:40
            Yoma, to na co czekasz? Bierz torbę i się pakuj smile
            Wcześniej możesz wziąć telefon i zadzwonić do jakiegoś pensjonatu i zarezerwować pokój. Chyba nie czekasz na to, aby forum kolektywnie wpadło i Cię spakowało? tongue_out
            • yoma Re: czy to już 16.09.14, 14:54
              Złośliwa bestio smile

              Istnieją obiektywne argumenty przeciw wyjazdowi teraz w Bieszczady, inaczej dawno bym już tam była. Ale cichutko miauknąć o marzeniu chyba wolno, nie? smile
              • zmeczona100 Re: czy to już 16.09.14, 14:58
                Jak byś naprawdę chciała, to byś wyjechała. Ale Ty wolisz narzekać.
                Normalnie jak Obs.

                tongue_out
                • yoma Re: czy to już 16.09.14, 15:19
                  Wypraszam sobie porównanie. Zresztą możemy sprawdzić: zaraz założę wątek "czy to już? nie wyjeżdżam w Bieszczady, laboga!" i zobaczymy, czy też osiągnie ponad 100 postów smile
                  • zmeczona100 Re: czy to już 16.09.14, 15:56
                    Osiągnie, ale musisz zacząć od dylematu związanego z wyborem koloru skarpetek tongue_out
                    • yoma Re: czy to już 16.09.14, 16:10
                      Czekaj czekaj, lecieć skarpetki, ja mam dwie pary górskich butów... smile
                      • zmeczona100 Re: czy to już 16.09.14, 17:09
                        Phi, co to za dylemat.
                        Nawet pół setki nie osiągnie.
                        • yoma Re: czy to już 16.09.14, 19:41
                          A właśnie większy niż gdybym miała dziesięć par. Bo czy brać te z futerkiem? Jeszcze nie jest tak zimno? Ale są wygodniejsze niż te letnie. Ale letnie mają lepszy bieżnik. Ale letnie są granatowe, a tamte brązowe i lepiej mi pasują do bojówek. Ale w bojówkach mam dziurę, to może jednak w dżinsach?

                          I tak stoję, rozumiesz, nad tym rozdziawionym plecakiem... tongue_out
                          • zmeczona100 Re: czy to już 18.09.14, 10:33
                            Ha! A widzisz!
                            UKRYWAŁAŚ DZIURĘ!!!

                            Jak można mieć dziurę w bojówkach????!!!! I jeszcze się tym chwalić na forum???!!!

                            Ty tak specjalnie o tych Bieszczadach wspomniałaś, bo chodziło Ci o tę dziurę. To jest ważne, a nie jakieś tam Bieszczady, futerka czy granaty tudzież brązy!

                            Pisz, czemu ona niezałatana do dziś!
                            • mia17 Re: czy to już 18.09.14, 10:39
                              może ona niezałatana, bo yoma nie ma siły chwycić za igłę z nitką... tongue_out
                              • zmeczona100 Re: czy to już 18.09.14, 10:44
                                Ma siły na Bieszczady, to i na nitkę z igłą ma.



                                tongue_out
                                • yoma Re: czy to już 18.09.14, 19:07
                                  No to teraz mi natychmiast odpowiedzcie, co powoduje, że nie chwytam za igłę z nitką i wsadźcie sobie dobre rady typu chwyć za igłę z nitką! Zmęczona, tylko ty jedna na tym forum mnie rozumiesz, chlip...

                                  tongue_out
                                  • zmeczona100 Re: czy to już 19.09.14, 14:29
                                    No nie chwytasz, bo najpierw musiałabyś kupić- i igłę, i nitkę.


                                    tongue_out

                                    Pytanie- dlaczego nie masz tego podstawowego osprzętowania w domu. Co za przykład dla dzieci!, Oh!
                                    • yoma Re: czy to już 20.09.14, 09:03
                                      Nieeee, gdzieś tu była... o mam! Wpięta w śpiochy!

                                      tongue_out
        • zmeczona100 Re: czy to już 16.09.14, 14:43
          > Rozpuściłaś się .

          Co to ten rozwód z człowiekiem robi wink
          • yoma Re: czy to już 16.09.14, 14:55
            Zmień nick tongue_out
            • rozpuszczona1oo Re: czy to już 16.09.14, 15:11
              Taki może być?
              wink
              • yoma Re: czy to już 16.09.14, 15:16
                O smile
                • rozpuszczona1oo Re: czy to już 16.09.14, 15:19
                  Tylko proszę mnie nie pomylić.
                  Z "100" było zajęte, więc musiałam się ratować "1oo" big_grin
                  • yoma Re: czy to już 16.09.14, 15:24
                    Zauważyłam. I OK, dodaje oryginalności smile
                    • errormix Re: czy to już 16.09.14, 16:09
                      Potwierdzam. Poza tym od razu ci z 10 lat ubyło smile
                      • zmeczona100 Re: czy to już 16.09.14, 16:53
                        Eeee..., to wolę stary.
                        Żebyś mnie wywalił z forum- jako nieletnią tongue_out
                        • zmeczona100 Re: czy to już 16.09.14, 17:00
                          Źle ze mną.
                          Żebyś mnie NIE wywalił z forum- miało być big_grin
    • sok.z.truskawek Re: czy to już 15.09.14, 09:50
      Ja raczej sadzę, ze to nuda w związku, problem z którym żył każdy z nas. Macie dwoje dzieci (to nie są absorbujące maluchy), które są w stanie zając się same sobą. Piszesz, że "żona sama ogarnia dom"- niby w jaki sposób skoro mieszkacie w syfie, w którym brak nawet chęci na jakąkolwiek intymność. Gwarantuje Ci, ze Twoja żona marzy o super ekscytującym seksie.... Zaskocz ją. Dzieciaki do rodziców, koleżanek, a Ty zaserwuj jej najlepszy seks w życiu.
      • przeciez.wiem Re: czy to już 15.09.14, 10:12
        No ale jak ma zaskoczyć, skoro jemu się już nie chce?
      • obs2 Re: czy to już 15.09.14, 10:12
        może lepszy Twój nadmierny optymizm niż jałowość większości pozostałych rad.

        Więc: Twoja rada nie działa. Próbowano.
        Być może nie jestem właściwą osobą.
        Ale- żona z jakiegoś powodu nie szuka w ogóle seksu.
        Z nikim. Może i myśli o tym - tego nie wiem. Ale: od lat nie szuka.
        • sok.z.truskawek Re: czy to już 15.09.14, 10:20
          Trudno to zrozumieć... szczególnie rozwódce big_grin Nie martw się, może i marne to pocieszenie- ale po 15 latach rzadko który małżonek jest obiektem fascynacji seksualnych swojej żony/męża.
        • ada1214 Re: czy to już 15.09.14, 12:41
          obs2 napisał:

          > może lepszy Twój nadmierny optymizm niż jałowość większości pozostałych rad.
          >
          > Więc: Twoja rada nie działa.


          No i czy nie mowilam: typowa maruda. Szkoda waszych klawiatur ludzie. On tylko chce pojeczec.
    • avril37 Re: czy to już 15.09.14, 10:55
      Jak tak czytam, to Wam chyba po prostu jest... zbyt grzecznie. Zbyt normalnie. Zbyt zblazowanie. Zbyt zachowawczo.
      Za mało dziania się.
      W pracy masz pewnie co rusz nowe przypadki pacjentów, musisz się głowić, zastanawiać, być w ciągłej gotowości. W domu już Ci się nie chce. Chcesz spokoju.
      Dlatego objawy aktywności (zorganizować Panią Pomoc) są spychane na dalszy plan. Niby organizujecie wakacje ale to zupełnie inny rodzaj aktywności. Tu chodzi o ogarnięcie codzienności, więc Was od tego odpycha. Więc tylko rozmawiacie. Od lat.
    • mia17 Re: czy to już 15.09.14, 11:15
      a mnie przyszło do głowy (po lekturze większości wpisów), że może byś po prostu...zaakceptował tę sytuację.
      przyjął, że po 15 latach małżeństwa związek wygląda inaczej niż na początku. że znikają motyle w brzuchu, przygasa (lub wypala się) namiętność, ludzie wpadają w rutynę, kierat codzienności.
      nie brzmi to może cudownie - ale takie jest życie.
      wydaje mi się, że sporo rozwodów i rozstań bierze się właśnie stąd, że ludzie nie są w stanie zaakceptować etapu, na jakim znalazło się ich małżeństwo. szukają ekscytacji, wrażeń, próbują różnych rzeczy. nie wystarcza im to, że są zdrowi, mają zdrowe dzieci, bezpieczeństwo finansowe. szukają....no właśnie, czego? każdy czegoś innego.
      z Twojego opisu wynika, że u Was jest po prostu wypalenie. zmęczenie, może zniechęcenie, marazm. na siłę nic nie zrobisz - o tym pewnie wiesz.

    • 0nce-upon-a-time Re: czy to już 15.09.14, 14:47
      Moim zdaniem zatrudnienie pani do sprzątania będzie Twoją porażką po całej linii. Na początek, w chwili wolnej od różnorakich refleksji, złap za szczotkę i odkurzacz, a następnie zagoń do regularnej roboty swoje trzy księżniczki. Wszyscy domownicy są zdrowi, a z wysokości opłat wnoszę, że macie kilkudziesięciometrowe mieszkanie, a nie trzystumetrową rezydencję ? To od razu szykuj kasę na kolejny etat dla kucharki, bo przecież żona nie lubi gotować, a trzynastoletnia panna nie potrafi sobie zrobić obiadu. Ja rozumiem - zakurzone książki, cygara, melancholia, winylowe płyty z kompozycjami Rachmaninowa - atmosfera inteligenckiego domu i intelektualnego fermentu. Ale tu chodzi nawet o względy pedagogiczne - po co tym dzieciom te wszystkie kursy i zajęcia dodatkowe, skoro w kwestiach egzystencjalnie podstawowych będą miały po dwie lewe ręce ? Za lat X pewnie wylądują z podobnymi pytaniami, na podobnym, dekadenckim forum.
      • obs2 Re: czy to już 16.09.14, 13:14
        odpowiadam "technicznie" i konkretnie, bo poza jedną osobą (@zmęczona) widzę, że nie pojawia się w tym wątku nikt kto próbuje widzieć świat, relacje i problemy na nieco dociekliwszym poziomie niż poziom stwierdzeń "brudno to trzeba posprzątać", "trawa jest zielona", "dwie proste równoległe nigdy się nie przecinają".

        >To od razu szykuj kasę na kolejny etat dla kucharki, bo przecież żona nie lubi gotować

        To w ogóle nie stanowi i nie stanowiło problemu.
        Ja z racji moich prac jadam poza domem.
        Dzieci jadają w szkole. Żona w tym jest bardzo spójna: nie lubi gotować, ale nigdy nie wybrzydza, je byle co byle szybciej, jak to mówi jest z tych którzy uważają że je się po to by przeżyć i nic poza tym.

        > a trzynastoletnia panna nie potrafi sobie zrobić obiadu.

        je w szkole co jej dają i nie grymasi. Znowu - widzicie problem tam gdzie go nie ma.

        >Ja rozumiem - zakurzone książki, cygara, melancholia, winylowe płyty z kompozycjami
        > Rachmaninowa - atmosfera inteligenckiego domu i intelektualnego fermentu.

        tak, od pokoleń smile))
        co do winyli z Rachmaninowem - chciałbym, ale miejsca brak.
        Raczej kompakty z Buxtehudem.
        Ferment - o, za duże słowo. Też chciałbym. Jesteśmy intelektualnie wyjałowieni, bo na kontakty ze znajomymi też brak czasu i sił. Są - ale rzadkie. No i zaprosić nikogo do tego gnoju nie sposób. A sprzątaczka dalej nie zadzwoniona smile))
        Cygara - staram się ograniczyć, bo to szkodzi. 2 w roku chyba nie szkodzą.
        Palę czytając na werandzie w Toskanii Muratowa.
        Pasuje do stereotypu?

        > po co tym dzieciom te wszystkie kursy i zajęcia dodatkowe, skoro w kwestiach
        > egzystencjalnie podstawowych będą miały po dwie lewe ręce

        starsza działa aktywnie w harcerstwie, uprawia sporty, jeździ na obozy sportowe, sama, pakuje się sama.
        nie wiem czy nie ma w tym wątku niejakiej tendencji do wniosku, że cała nasza rodzina jest rozpaczliwie niezaradna- w oparciu o JEDEN fakt że od kilku lat nie zadzwoniliśmy po sprzątaczkę?


        • once-up0n-a-time Re: czy to już 18.09.14, 07:25
          Proste równoległe czasami się przecinają w konsekwencji zakrzywiona czasoprzestrzeni pod wpływem siły grawitacji. Ja akurat podjąłem polemikę co do koniecznosci zatrudnienia sprzątaczki, a jeśli chodzi o nieporadność, to wybacz, sam taki obrazek narysowaleś. Co innego podjąć decyzję o szkole dla dziecka, czy o zakupie samochodu, a zupełnie innym rodzajem wysiłku jest dbanie o proste, rutynowe czynności. W ogóle za wiele regularności to w waszym związku nie widzę, funkcjonujecie raczej zrywami. Do dobrze zorganizowanego domu domownicy chętnie wracają, nie planują ucieczki, przygotowanie do wyjazdu wakacyjnego trwa ze dwie godziny itp. Nie dopuszczasz takiej możliwosci, ze inni rozumieją co do nich piszesz, lecz mają własne zdanie na podstawie Twoich komunikatów
    • mayenna Re: czy to już 16.09.14, 07:49
      Jeśli jest wola terapii po obu stronach to zawsze warto.
      Miedzy wami sa jakieś niepozałatwiane sprawy, żale które wypływają jako kłótnie o pierdoły.

      Na zalegający kurz radą jest zatrudnienie pani do sprzątania bo on ci jednak przeszkadza, skoro go widzisz i o nim piszesz, ale nie masz chęci sam posprzątać. Obstawiam, że uważasz, że to żony działka i dlatego go nie ruszasz.
      • yoma Re: czy to już 16.09.14, 11:01
        Ale widzisz: forum ma przestać dawać rady typu zatrudnić panią, bo to żadna rada.
        • obs2 Re: czy to już 16.09.14, 13:27
          > Ale widzisz: forum ma przestać dawać rady typu zatrudnić panią, bo to żadna rada.

          A uważasz że to jest "jakaś" rada?

          Poczytaj wypowiedzi @zmęczonej100
          Ona jedna zdolna była do refleksji i zrozumienia, że jeżeli ktoś mówi że od kilku lat CHCE coś zrobić i NIE ROBI i dopytuje usilnie jaki jest tego powód, to radę żeby po prostu TO ZROBIŁ można sobie w du.pę wsadzić.

          Ja rozumiem że świat jest pełen takich rad.
          Może to zresztą tłumaczy miałkość i mierność wielu (większości) spraw, rozwiązań, wyników, efektów, skutków......





          • yoma Re: czy to już 16.09.14, 15:14
            No to zaprawdę powiadam, rozwiedź się z jednym banknotem stuzłotowym i przejdź się do specjalisty. Tu jest forum rozwodowe, nie psychoterapia online. A jeszcze wleźć, żądać - nie prosić, żądać - rady i obrażać się, że forum machnięciem złotej różdżki nie rozwiązało problemu, to już do wyboru - bezczelność, naiwność albo głupota.

            Jak to będzie po łacinie: Lekarzu, zacznij od siebie?
            • obs2 Re: czy to już 16.09.14, 15:33
              > A jeszcze wleźć, żądać - nie prosić, żądać - rady i obrażać się, że forum machnięciem złotej
              > różdżki nie rozwiązało problemu,

              złotej różdżki......
              niezłe ego tu macie.

              sądząc po rozpaczliwej dosłowności, ufiksowaniu na kasie ("rozwieść się z banknotem stuzłotowym", "skarpeta", nieskończone wyliczenia ileż to by kosztowała sprzątaczka i jakie to straszne dla mnie wyrzeczenie; ludzie ja mogę mieć jutro 3 sprzątaczki, i nawet się nie zmartwię ale wy nie widzicie poza @zmeczona, że problem jest zupełnie gdzie indziej)-
              to rady tego forum są na poziomie raczej machania łopatą niż złotą różdżką - z wyjątkami, na czele z @zmeczona (chyba do niej napiszę maila zgodnie z sugestiami i radami).

              Pokaż mi w którym miejscu żądałem rad.
              Ja raczej tylko pokazuję, że upierdliwe pseudodoradzanie nie pomaga.
              Oczywiście nie mam prawa żądać rad, ale Forum nie ma prawa zakazywać mi oceny tego co robicie jako przyziemnego pseudodoradzania ("chwyć za słuchawkę") na poziomie machania łopatą.
              A Ty tu o różdżce....
              znaj proporcję.....

              • yoma Re: czy to już 16.09.14, 16:12
                No to proszę w jednym zdaniu, najwyżej raz współrzędnie złożonym: czego oczekiwałeś od forum, zakładając wątek?
                • obs2 Re: czy to już 16.09.14, 16:25
                  > No to proszę w jednym zdaniu, najwyżej raz współrzędnie złożonym: czego oczekiwałeś od
                  > forum, zakładając wątek?

                  oceny mojej sytuacji (oczywiście możliwej zdalnie, na podstawie wyrywkowych danych), przez ludzi którzy dotknięci zostali sytuacją rozwodową i mają sumarycznie spore doświadczenie.

                  co ciekawe, ta diagnoza mojego związku została postawiona na początku wątku, brzmi ona: jest sens walczyć, wskazana terapia.

                  za tą diagnozę bardzo dziękuję, jest dla mnie ważna

                  bicie piany, moje rzekomo "obraźliwe" odpowiedzi i rozrost wątku do >100 postów nastąpił po wejściu pseudodoradców od "chwytania za słuchawkę".

                  mam jednakże wrażenie, że nikomu się przez to krzywda nie stała.

                  odniosłem z wątku jeszcze jedną korzyść.

                  wielu ludzi odpowiada mi tak, że nie pozostaje nic innego jak uznać że nie władam językiem polskim, bo forumowe odpowiedzi na to wskazywały (totalne niezrozumienie).
                  czyli 100 osób mówi jednak że jestem koniem.
                  dzięki postom @zmeczonej100, dowiedziałem się że jednak władam językiem polskim i treści które chcę przekazać, mogą (choć raczej w drodze wyjątku niż reguły) być zrozumiane.

                  Za to dziękuję tym bardziej.

                  pozdrawiam wszystkich.



                  • zmeczona100 Re: czy to już 16.09.14, 17:06
                    obs2 napisał:

                    > dzięki postom @zmeczonej100, dowiedziałem się że jednak władam językiem polskim
                    > i treści które chcę przekazać, mogą (choć raczej w drodze wyjątku niż reguły)
                    > być zrozumiane.

                    Przecież to nie kwestia języka wink
                    Swój swego zrozumie. A że nas mało, to inna kwestia.

                    Ja to się dziwię, że Ty jesteś zaskoczony.
                    Chociaż nie powinnam, bo przecież sama tak zaczynałam smile
    • tricolour Facet, generalnie to marudzisz... 16.09.14, 08:53
      ... a biorąc pod uwagę tylko Twoje wykształcenie i pracę (a więc zasoby, choćby intelektualne) to pierdzielisz jak dureń.

      Do sprzątania i prasowania rzeczy, gdy samemu brakuje sił i czasu, bierze się chętną osobę. Dwadzieścia złotych za godzinę, to jest bardzo dobra stawka. Stówa tygodniowo, cztery stówy miesięcznie. Koniec domowych problemów z syfem.

      Oczywiście możesz jęczeć, że to o cztery stówy mniej w skarpecie. Fakt, mniej. Alternatywą jest rozwód (w zasadnie nie ma innej alternatywy, bo prędzej czy później trafi się czystszy mężczyzna i zdefloruje żonę na dobre) czyli podział skarpety wraz z przyległościami na dwoje.

      Więc sobie policz, co Ci się bardziej opłaca: stracić cztery stówy miesięcznie czy wszystko, co masz. A gdy już stracisz wszystko, co masz, to zaczniesz płacić alimenty. Ze dwa tysiące miesięcznie, bo masz takie możliwości zarobkowe.

      Zanim pójdziecie na terapię, to weźcie sobie pomoc domową. Może być młody i bezpruderyjny czyściciel basenów...
      • obs2 Re: Facet, generalnie to marudzisz... 16.09.14, 14:40
        > Do sprzątania i prasowania rzeczy, gdy samemu brakuje sił i czasu, bierze się chętną osobę.

        Jak młotem o..... młot.

        > Oczywiście możesz jęczeć, że to o cztery stówy mniej w skarpecie.

        nic nie zrozumiałeś. Nic. Jedna z nielicznych przyjemności mojego życia to jest wydawanie pieniędzy na rodzinę. Na zabawki. Na zajęcia dla dzieci. Na koncert z żoną. Na wakacje (te mamy naprawdę super, pracuję na to cały rok).
        Teraz zamierzam wysłać żonę z córkami, na tydzień do Hiszpanii, bo lubią popływać.
        Kur.wa, no nie, świat nie znał takiego liczykrupy skarpetowego.
        Zwykłe krakowskie centusie to są przy mnie cieniasy, kur.wa.

        > prędzej czy później trafi się czystszy mężczyzna i zdefloruje żonę na dobre

        zawsze się może trafić, takie życie.

        > A gdy już stracisz wszystko, co masz, to zaczniesz płacić alimenty. Ze dwa tysiące
        > miesięcznie, bo masz takie możliwości zarobkowe.

        musiałbym być do cna wyprany z godności, żeby zgodzić się płacić moim dzieciom takie grosze alimentów.

        > Zanim pójdziecie na terapię, to weźcie sobie pomoc domową. Może być młody i
        > bezpruderyjny czyściciel basenów.

        nie mamy basenu.
        nawet ty mnie przeceniasz smile



        • zmeczona100 Re: Facet, generalnie to marudzisz... 16.09.14, 15:06
          Obs wink

          Wpadłeś tu na forum i w zasadzie nie wiadomo po co.
          Masz wszystko to, czego nie ma jak nie całość, to zdecydowana większość forum.
          Po prostu w dup.e Ci się poprzewracało z tego wszystkiego.
          Chłopie, jakie Ty możesz mieć problemy?
          Masz gdzie mieszkać, za co żyć, masz dzieci, żonę, bardzo dobrze płatną pracę, wakacje coroczne i nawet odkładasz złocisze "na później".
          No dobra, może seksu nie masz, ale to bardzo dziwne, bo możesz mieć na wyciągnięcie ręki- inni nie mają z seksem problemów, bo mają czysto w chacie.
          Dziwny zresztą jesteś, bo jako chłop wcale nie stary to już pięć tysięcy razy powinieneś zaliczyć własny zgon z powodu braku seksu.

          Wlazłeś tu i czego oczekujesz?
          Że dostaniesz tu jakieś info zwrotne, które okaże się pomocne?
          Wolne żarty- sam napisałes:
          "miałkość i mierność wielu (większości) spraw, rozwiązań, wyników, efektów, skutków...... "
          Jakie społeczeństwo- takie forum.

          Że zawiść ludzka nie zna granic to pewnie też wiesz.

          To tak, jak gdybyś wpadł na forum dla bezdomnych i poprosił o porady, co zrobić z uciążliwym sąsiadem z góry, który po nocach mordę piłuje i nie daje Ci spać.

          Do tego forum trzeba mieć po prostu dystans i znać jego możliwości. Co zrozumiałe- nowi raczej je przeceniają smile
          • obs2 Re: Facet, generalnie to marudzisz... 16.09.14, 15:50
            > Wpadłeś tu na forum i w zasadzie nie wiadomo po co.

            preambuła forum:

            "I to pytanie ważne dla wszystkich, którzy się rozwiedli, rozwodzą lub myślą o rozwodzie.Pozdrawiam i zapraszam..
            Jarkoni"

            czyżby preambuła forum nie stała w zgodności z codzienną praktyką?
            czy zatem forum wyklucza aktywność osób będących na etapie "myślą - być może - o rozwodzie"?
            • zmeczona100 Re: Facet, generalnie to marudzisz... 16.09.14, 15:53
              Hej, ale ja to wszystko napisałam z przymrużeniem oka...
          • szpila.2 Re: Facet, generalnie to marudzisz... 17.09.14, 11:10
            poplułam się ze śmiechu smilesmilesmile duet yoma/zmęczona - bezcenny smilesmilesmile
            • yoma Re: Facet, generalnie to marudzisz... 18.09.14, 19:09
              A dziękuję smile
    • mia17 a mnie się coś widzi, że.... 16.09.14, 15:35
      jesteś po prostu trollem.
      wymyśliłeś sobie temat, żeby podkręcić forum - i patrz! już ponad 100 wpisów!
      skoro żadna rada Ci nie pasuje to leć gdzie indziej, może na "psychologię", albo cuś.
      • obs2 Re: a mnie się coś widzi, że.... 16.09.14, 15:42
        > i patrz! już ponad 100 wpisów!

        no i???

        ciebie to kręci? naprawdę?

        > skoro żadna rada Ci nie pasuje

        a ten wniosek to niby skąd?
        i ile rad, takich faktycznych rad, jest w tych 100 postach?
        • yoma Re: a mnie się coś widzi, że.... 16.09.14, 16:16
          Jeśli jedna osoba mówi ci, że jesteś koniem, pukasz się w czoło. Jeśli 100 osób mówi ci, że jesteś koniem, idź kup se siodło.

          Jeśli 100 osób mówi ci "rusz dupę"...
        • orangeplus Re: a mnie się coś widzi, że.... 16.09.14, 16:20
          Przychodzi baba do lekarza i mówi:
          - Panie doktorze, gardło mnie boli.
          - Niech pani weźmie Cholinex
          - Nie, Cholinex nie, kiedyś brałam, niby mi pomaga, ale nie, nie wezmę
          - No to może dam pani Neo-Angin?
          - Nie, neo-angin mam w domu, w sumie mogłabym wziąć, ale on na pewno nie pomoże.
          - No to w takim razie może Scorbolamid?
          - Scorbolamid? No może by mi pomógł, ale to gardło i tak będzie boleć
          - No to już nie wiem co pani przepisać.
          - No trudno. Najwyżej następnym razem podczas jedzenia będę te marchewki rozgryzać.

          Czaisz aluzję? big_grin
          • obs2 Re: a mnie się coś widzi, że.... 16.09.14, 16:33
            czaję - i masz rację.
            ale takie jest życie.

            wiesz, po to rozmawia się na forum, by omówić detale.
            diabeł siedzi w szczegółach.

            bo niby wszyscy wiemy że świat jest chuj.owy, ludzie sprzedadzą się za grosz, a przyjaciele też, tylko z jednym wyjątkiem: znacznie szybciej i za grosz obiecany, że faceci to wieczne dzieci i chcą się dup.cyć, a baby to tępe albo zimne suki dyszące z wyrachowania, że Rosja nas napadnie i nikt palcem nie kiwnie, że emerytury będziemy mieć 300 zł, że zdradzają wszyscy, że.....

            tylko że czasem warto te ogólne i niepodważalne prawdy przetrawić i przesiać przez filtr jednostkowej sytuacji. Także- w oczekiwaniu na wyjątek od reguły (że zimna suka raz przytuli szczerze a nie z wyrachowania, że Putin owszem nas zajeb.ie, ale jeszcze trochę zaczeka, że emerytura dobije do 500 zł, że jutro będzie cieplej i nie będzie padać).

            Tak że masz rację.
            Ale dość do tego, żeby rozgryzać marchewkę przed połknięciem - nie jest łatwo.
            Widzisz- lekarze są znacznie głupsi (jako ludzie zwłaszcza) niż baby z dowcipów.

            Pozdrawiam.
          • heniek.8 Re: a mnie się coś widzi, że.... 16.09.14, 23:13
            jeżeli naprawdę duży jest bałagan w tej chacie, to może wysłać Wolfa?

            - Nie ma sprawy Obs, biorę to na siebie, uspokój czarnuchów i czekaj na Wolfa, jest w drodze.
            - Przyślesz Wolfa?
            - Ulżyło ci kutafonie?!
            - Ku*** facet, nie musisz nic więcej mówic!

            orangeplus wyłapałeś chyba sedno - to jest wątek w stylu gry "A może by .... no tak, ale ..." opisanej 60 lat temu
        • mia17 Re: a mnie się coś widzi, że.... 16.09.14, 21:03
          nie, mnie głupota nie kręci.
          powodzenia życzę.
          • to.ja.kas Re: a mnie się coś widzi, że.... 17.09.14, 00:55
            Zaglądam tu tyle lat a jednak czasami mnie coś jeszcze zadziwić potrafi. smile
            Najbardziej to, że znowu zgadzam się ze Zmęczoną. Chyba się starzeję wink.
            A tak poważnie. Oglądałeś pewnie "Skrzypka na dachu"? Mądry jesteś chłopak, wykształcony, inteligentny to pewnie tak. Dawno? Jeśli dawno, to włącz to kino domowe, odgarnij gacie z monitora, siądźcie razem z żoną i ze zrozumieniem obejrzyjcie.
            Normalna miłość to nie Włochy a już na pewno nie południowa Francja. Dlatego to wakacje się nazywa. Normalna miłość jest czasami pełna rutyny, marudzenia, zmęczenia i fumów. Ale wyobraź sobie, że nagle jej nie ma. I pomyśl o tm keczupie wiosennym na jesiennym stole o którym pisał Tri. Seks na brudnym stole i w brudnym wyrze źle się uprawia, więc ZAMÓW TĄ KOBIETĘ DO SPRZĄTANIA ! wink)))) . Ale, ja znam osoby, które seksu nie uprawiają a się kochają. I żyją. Nie ma konieczności. Ba z wiekiem będzie coraz mniejsza. Bez presji, skoro Wam się nie chce i w sumie to nie przeszkadza. wink.
            • zmeczona100 Re: a mnie się coś widzi, że.... 18.09.14, 10:49
              to.ja.kas napisała:


              > Najbardziej to, że znowu zgadzam się ze Zmęczoną.

              Świat się kończy tongue_out

              ------
              Pierwszy mąż jest jak naleśnik- zwykle nieudany.
    • heksa_2 Re: czy to już 17.09.14, 15:32
      W dupach się poprzewracało. Wojna by się jakaś przydała albo kataklizm, nie? Zaraz by się ciekawiej zrobiło. Trochę adrenaliny w życiu zamiast buksowania w koleinach.
      • yoma Re: czy to już 17.09.14, 16:30
        Ja tylko mam nadzieję, że jeśli facet naprawdę jest lekarzem, to na niego nie trafię. Bo najpierw na mnie ryknie, a potem będzie 12 lat myślał, czy mi ten wyrostek zoperować.
        • obs2 Re: czy to już 17.09.14, 19:42
          > Ja tylko mam nadzieję, że jeśli facet naprawdę jest lekarzem, to na niego nie trafię.

          I vice versa. Na szczęście są setki pacjentów które na mnie trafiły i wracają.

          > Bo najpierw na mnie ryknie, a potem będzie 12 lat myślał, czy mi ten wyrostek zoperować.

          przez kilkanaście lat pracy na dwa i więcej etaty ryknąłem może na 2 pacjentów. Były powody.
          Nie jestem chirurgiem, nie operuję wyrostków.
          • to-wlasnie-ja Re: czy to już 17.09.14, 20:49
            Co tak naprawde chcialbys zmienic w Waszym malzenstwie?
          • heksa_2 Re: czy to już 18.09.14, 00:13
            Ja myślę, że dla lekarza sukcesem jest, jak pacjenci nie wracają.
            • szpila.2 Re: czy to już 18.09.14, 07:50
              Może proktolog? To czasem tam chrzani do doopy smilesmilesmile.
              Facet, czego Ty chcesz?

              Nie bardzo rozumiem: dzieci w mairę samodzielne, Żona pracuje w niepełnym wymiarze (chyba, że źle pamiętam), nie musi gotować - nikt z domowników na to nie napiera, a ona nie ma czasu nić ogarnąć? To dla mnie jest dziwne. Kwestia wakacji nie jest tu dla mnie ważna. Czemu macie bajzel w domu. Ty dużo jesteś poza domem. Ale Twoja żona chyba w tym domu przebywa, co? Jeśli bałagan przeszkadza, to może trzeba posprzątać? Jak wszyscy przede mną - nie rozumiem w czym rzecz. I nie dążę do tego, że sprzątanie jest obowiązkiem kobiety, ale do tego, że sprzątnąć chałupę powinien ten, kto ma na to czas.

              Bałagan dookoła, to jest też bałagan w życiu i w głowie. Może dlatego Wam się przestało "kleić", bo macie wokół siebie chaos.
        • heksa_2 Re: czy to już 18.09.14, 00:12
          Albo wrzuci na forum Zdrowie opis objawów i ogłosi plebiscyt na najlepszy pomysł na leczenie.
    • tricolour Napisałem koledze... 18.09.14, 10:14
      ... jakim jest mężem, ojcem i kochankiem oraz jakim wzorcem dla swoich córek. Napisałem, że te wspaniałe wakacje w Hiszpanii (sikamy po nogach) to wyłącznie blichtr kryjący... tu się muszę ograniczyć.

      Kolega poprosił mnie, bym wypierda... co dowodzi wprost, że miałem rację, bo się przejął.

      Poza tym kolega chciał się odgryźć, ale nie ma czym, bo jego życiowa nieporadność przeniosła się na braki w uzębieniu.
      • zmeczona100 Re: Napisałem koledze... 18.09.14, 10:28
        No to ja się nie dziwię, że kazał Ci wypierda.ać smile
        Mnie też kiedyś "wzruszał" Twój prymitywizm smile smile smile
      • yoma Re: Napisałem koledze... 18.09.14, 11:04
        OK, dzięki smile
      • obs2 Re: Napisałem koledze... 02.12.14, 18:47
        > Napisałem, że te wspaniałe wakacje w Hiszpanii (sikamy po nogach) to wyłącznie
        > blichtr kryjący...

        Hiszpania jest w planach. Wspaniałe (wolę "udane" - wspaniałe to już pretensjonalna emfaza)
        wakacje były we Włoszech.
        Pisałem o tym dlatego, by oddać realia funkcjonowania. Blichtr? Jaki blichtr? W dzisiejszych czasach Włochy to może być blichtr?
        Dobrze- bo widzę że nie dopowiedziałem.
        O wakacjach we Włoszech napisałem by pokazać jak potrafimy dobrze funkcjonować.
        Sprowokowałeś mnie do uszczegółowienia: proszę bardzo. Wzmianka o Włoszech wynika z tego, że w dobrych nastrojach i konstruktywnie przez 2 dni rozmawialiśmy o wpływie i czasów i per se wpływie przemian formalno treściowych malarstwa Duccia i Martiniego na malarstwo późniejsze, a może nawet (choć to diablo ryzykowna teza) - na historię Europy.
        W tym czasie dzieci były umyte, nakarmione, domek ogarnięty, dalsze dni zaplanowane, auto zatankowane, czas z dziećmi spędzony (gry itp) - to dla rodzących się już zapewne w głowach niektórych - uwag że 2 dni o Ducciu a pewnie w domku wakacyjnym gnój jak w mieszkaniu.
        Tyle.
        • heksa_2 Re: Napisałem koledze... 03.12.14, 01:13
          Zapewniam cię, że rozmawianie o malarzach sieneńskich nie wystarczy do utrzymania małżeństwa. Nawet jak dorzucisz do tego prerafaelitów, prymitywistów flamandzkich, kupersztychy, drzeworyt sztorcowy, mokulito, nowych dzikich i abstrakcjonizm ekspresyjny. Nawet, jeśli te rozmowy są baaardzo ciekawe. To za mało.
          • obs2 Re: Napisałem koledze... 03.12.14, 21:04
            Napisałem
            >W tym czasie dzieci były umyte, nakarmione, domek ogarnięty, dalsze dni zaplanowane, auto zatankowane,
            >czas z dziećmi spędzony (gry itp) - to dla rodzących się już zapewne w głowach niektórych - uwag że 2 dni o
            >Ducciu a pewnie w domku wakacyjnym gnój jak w mieszkaniu.

            Heksa_2 pisze:
            > Zapewniam cię, że rozmawianie o malarzach sieneńskich nie wystarczy do utrzymania małżeństwa.

            Niewiarygodne. Po prostu niewiarygodne
            • heksa_2 Re: Napisałem koledze... 04.12.14, 01:06
              Że dzieci umyte i śpią? To jakaś zasługa szczególna? Co nas twój gnój w mieszkaniu obchodzi? Twoja sprawa.
              Jak zwykle chciałeś troszkę przyszpanować. Przez cały wątek szpanujesz czym się tylko da. Przeważnie czymś, czym się nie da. Chcesz sobie troszkę ego przed samym sobą podwindować? Przez cały wątek udajesz kogoś, kim chciałbyś być. Nie mam na myśli tego, że udajesz lekarza. Pewnie jesteś lekarzem. Ale co z tego? Chciałbyś, żeby ludzie rozdziawiali paszcze i mówili Wow! Wpuszczasz tu żenujące kawałki jak z Pudelka. Totalnie jałową egzystencję chcesz zastąpić kawalkami o gosposi, samochodach, prywatnych szkołach i na koniec wyjeżdżasz z Ducciem, który zmienił bieg historii. Totalna żenada i narcystyczny bełkot. Pod tym nic nie ma.
              • obs2 Re: Napisałem koledze... 04.12.14, 08:14
                > Że dzieci umyte i śpią? To jakaś zasługa szczególna?

                nie- dowód na klapkę w moim umyśle, która (stale) informuje mnie że małżeństwo nie składa się z rozmów o szkole sieneńskiej.
                Z troski o dzieci też się nie składa? Super, ciekawych rzeczy się tu dowiaduję.

                > Totalnie jałową egzystencję chcesz zastąpić kawalkami o gosposi,

                akurat o gosposi 1/3 postów tego wątku jałowo tworzona jest przez innych userów. To tylko takie fakty, nie przejmuj się nimi, wiem że fakty dla ciebie są bez znaczenia.

                > samochodach,

                mamy 2 samochody, jeden żenujący do dojazdu do prac (dziesięcioletnie poobijane auto wartości rynkowej pewnie 9500 zł), drugi już pomału starzejący, się wartości rynkowej może 30 000 zł. Proszę cię, nie rozśmieszaj mnie. Co, wg ciebie miałem napisać że chodzimy w łachmanach - wtedy pozostałe (dominujące) elementy moich relacji byłyby wiarygodniejsze? Bardziej zasługujące na jakąś poradę? Że zapuszczony dom, wakacje w Europie i 2 dwa już przechodzone taniutkie auta to jest wg ciebie próba podbudowania ego?
                Masz problem- albo z sobą, albo - fundamentalny problem z czytaniem. Pocieszę cię - nie ty jedna.


                > prywatnych szkołach

                ????????

                Jednak masz fundamentalny problem z czytaniem. Dziewczynki chodzą do publicznych szkół i pisałem o tym.


                Nie wiem jaką opcję polityczną wyznajesz, ale mentalnie jedzie PISem.
                "Nikt nam nie wmówi że białe jest białe, a czarne czarne".
                To twoja optyka spojrzenia.
                • manahmanah77 Re: Napisałem koledze... 04.12.14, 14:25
                  Muszę odpowiedzieć, bo czuję, że rozumiem.

                  Z góry uprzedzam, że nie mam dobrej rady, mogę udzielić co najwyżej duchowego wsparcia.

                  Was po prostu zupełnie rozwala to, że nie dajecie rady sprostać oczekiwaniom, choć macie po temu wszelkie warunki. Od rodziny lekarza oczekuje się, żeby była poukładana, syf w domu nie pasuje. Tobie nie wolno być zadowolonym z siebie, bo niereprezentacyjnie zarabiasz i nie masz seksu - wstyd dla wykształconego czterdziestolatka!

                  No i z jednej strony, macie przeświadczenie, że do czegoś w życiu doszliście, ileś Was to kosztowało i w zasadzie to jest etap, na którym wszyscy oceniający powinni się od Was odpier... Natomiast chyba czujecie dysonans pomiędzy tym, co macie, a tym, co moglibyście. I sprzątaczka niczego nie załatwi, bo co z tego, że będzie czyściej, skoro Waszym problemem jest to, że nie potraficie zabrać się za porządkowanie życia i otoczenia?

                  Psychika ma większy wpływ na nasze życie niż pieniądze czy sukces zawodowy.

                  Nie mam wcale przekonania do terapii i terapeutów, ale na Waszym miejscu bym się wybrał, choćby, żeby poczuć, że coś zrobiliście dla poprawy sytuacji. Czasem rozwiązaniem jest sama walka, a zwycięstwo to tylko wisienka na torcik.

                  Trzymam kciuki, żeby się udało.
                  • obs2 Re: Napisałem koledze... 04.12.14, 16:23
                    manahmanah77 napisał:

                    > Muszę odpowiedzieć, bo czuję, że rozumiem.

                    Tak, rozumiesz. Dziękuję, cenne słowa.

                    To już są 2 osoby na forum: Ty i @zmeczona, dla których mój język polski jest komunikatywny.
                    To dobrze.
                    Jedną z większych mych frustracji od młodości jest brak zrozumienia.
                    Niemniej jednak ZAWSZE wokół mnie istniały osoby które mnie rozumiały.
                    Są one także na tym forum.
                    To znaczy, że jednak nie mówię po chińsku.
                    Większość odbiera mnie tak, jakbym mówił po chińsku.
                    Ale jednak nie wszyscy.
                    Pozdrawiam.



                    • blue_ania37 Re: Napisałem koledze... 04.12.14, 16:25
                      Ja Cię też rozumiemsmile
                      Ja bym wiala daleko......
                      Bo dalej też jest życie
              • obs2 Re: Napisałem koledze... 10.01.15, 14:21
                heksa_2 napisała:

                > Przez cały wątek udajesz kogoś, kim chciałbyś być.
                > Totalnie jałową egzystencję chcesz zastąpić kawalkami o gosposi, samochodach,
                > prywatnych
                > szkołach i na koniec wyjeżdżasz z Ducciem, który zmienił bieg historii. Totalna żenada i
                > narcystyczny bełkot. Pod tym nic nie ma.

                Przemyślałem to co napisałaś jeszcze raz.
                Ponieważ jestem typowym lekarzem (są to osobnicy raczej tępi), trochę to jak widać trwało.
                I mój wniosek jest taki: masz rację.
                Niestety - masz rację.
                Poza prywatnymi szkołami, bo o nich nie było mowy i ich nie ma - ale rozumiem mechanizm, w którym sobie to dośpiewałaś (jest to spójne z Twoim obrazem mojej osoby).

                1. Nie przez cały wątek, ale przez całe życie udaję kogoś kim chciałbym być.
                Psychopatologia zaburzeń osobowości zna dokładnie ten typ- to się powtarza setki i tysiące razy. Ludzie tracą energię (i czas, choć w mniejszym stopniu, bo można te rozważania snuć równocześnie z realną aktywnością) na fantazjowanie kim mogliby być, gdyby.....
                Myślę że znaczna część objawów wynika z wiecznego rozczarowania.
                Ludzie którzy sprzątają perony dworców mają frustrację bo w myślach i marzeniach są nauczycielami czy choćby urzędnikami.
                Szeregowe lekarzyny mają frustrację bo nie są profesorami ("a przecież wydaje się że to nie jest tak odległe i niemożliwe"....).
                Pamiętam że już na studiach zauważyłem, jak bardzo niewiele dzieli czasem ocenę dostateczną z egzaminu od bardzo dobrej.
                Że większość pracy jaką w cokolwiek wkłada się, idzie na wykonanie podstawowego, elementarnego wysiłku - w przypadku egzaminu to jest rozróżnienie zdać/nie zdać.
                Myślę, że dostateczny to jest 65-70% wysiłku do opanowania perfekt zagadnienia, a bardzo dobry - jakieś 90%.
                To samo np. z budowaniem domu. Jeden jest piękny, drugi brzydki, ale oba stoją, i naprawdę większość nakładów środków i pracy idzie na to by dom stał i się nie przewracał itp.
                No ale ludzie widzą fasadę, wykończenie.....
                W życiu chyba też tak jest.
                W moim życiu 70 % albo więcej - energii idzie na zmuszenie się do wstania, walkę z rozsypującą się kawą, źle wiążącym się butem, spaloną żarówką w aucie, urwanym guzikiem....
                Ktoś powie- wszyscy tak mamy.....I tak i nie. Są ludzie po których naprawdę nie widać, by kiedykolwiek zastanowili się, czy ich obciąża te kilkanaście czy kilkadziesiąt czynności KAŻDEGO DNIA typu naprawianie w kółko tego samego, sznurowanie butów po raz dwutysięczny, mycie zębów.....Oczywiście tych ludzi też te czynności kosztują, ale to się jakoś tak dzieje samo.
                Ja mam z tym problem. To znaczy - robię co trzeba, ale zostaje mało sił potem. Jeśli do tego dołożyć pracę- jestem na energetycznym bilansie ujemnym.
                To i tak cud, że sięgnę po książkę, pójdę na koncert.....
                Równocześnie chyba nie dziwi w tym kontekście myślenie o tym "co mógłbym....".

                2.
                @manahmanah77 pisze
                "Was po prostu zupełnie rozwala to, że nie dajecie rady sprostać oczekiwaniom, choć macie po temu wszelkie warunki."

                to bardzo mądre słowa.
                Przy czym: obserwuję siebie przez ostatnie miesiące i widzę że moje własne oczekiwania są nikłe.
                Po prostu: chciałbym przez telefon usłyszeć w głosie żony choć cień radości z faktu że dzwonię. Chciałbym choć raz zobaczyć cień radości że wracam do domu.....

                Jeszcze inaczej: to jest tak. Nie ma i nie było zdrad. Nie było przemocy fizycznej. Nie było uzależnień, zagrożenia biologicznego bytu rodziny.
                I równocześnie: poza namiętnością która istniała na początku związku, obecnie wypala się to co jest jak sądzę podstawą funkcjonowania starszych (załóżmy że >15 lat stażu) małżeństw: przywiązanie.
                Zauważam, że nasze wzajemne oczekiwania są bardzo niskie (ja nie oczekuję już w ogóle seksu, żona nie oczekuje już praktycznie pomocy w domu; co nas wiąże? Czekanie na wakacje? Wspólne konto? Wygoda ze stabilizacji, na zasadzie zdawania sobie sprawy że ludzie borykają się z problemem jak przeżyć biologicznie- my będąc razem nie mamy tego problemu). Miotamy się więc zapewne pomiędzy: wyobrażeniem jak mogłoby być, a może zwłaszcza jak POWINNO być (biorąc pod uwagę przyzwoite warunki wyjściowe), między tym co jest, a ponadto: między coraz bardziej dojmujące uczucie wypalenia na całej linii (w relacji, oraz życiowego wypalenia każdego z nas indywidualnie).

                To co mnie przeraża, to fakt że pomimo rzadkiego bywania w domu nie ma radości ze spotkania, i jest jakieś nerwowe oczekiwanie.
                Na co? Na kolejne me wyjście do pracy? Żona twierdzi, że nie. Ale......

                Nie wiem czy jest to tak bardzo narcystyczne jak twierdzi @heksa_2.

                trochę- jest na pewno.
                na ten moment nasuwa mi się porównanie do gasnącej świecy.
                Nie wszystko kończy się w spektakularnym wybuchu, wśród interwencji policji, w krzykach, uderzeniach, w brawurowych i seryjnych zdradach, w pijackich ciągach, w długach za kasyno, w rozdzierającej rozpaczy i na najwyższym diapazonie.....

                Czy wypalenie (turbomegawypalenie) jest odwracalne????
                • heksa_2 Re: Napisałem koledze... 10.01.15, 22:56
                  Sorry, że tak na ciebie naskoczyłam smile To była trochę nadinterpretacja. Wrzuciłam do wora razem z tobą kilku znajomych lekarzy. Ale wierz mi, że z zewnątrz widać ten mechanizm. Jako lekarz musisz spełniać oczekiwania. Swoje i otoczenia. Ale głównie swoje, żeby podobać się sobie na tle otoczenia. Lekarzowi (podobnie jak adwokatowi) nie wypada wypaść poniżej średniej. Musi krakać, jak inne wrony. To nie jest zawód, gdzie wypada być alternatywą, trzeba nadążać i stale konfrontować się z konkurencją, budować domy, kupować samochody, jeździć na wakacje, kolekcjonować książki, płyty, alkohole i gadżety. Ostatnio też, na moje szczęście zresztą, także dzieła sztuki. W tym środowisku status świadczy o człowieku. Dzieci muszą być udane, trzeba je wozić na różne ciekawe zajęcia, żeby miały dobrą pozycję startową. Należy mieć jakieś inteligenckie hobby, żeby nie myśleli, żeś jełop albo pustak. Dobrze też grać w golfa, jadać ciągle w innych restauracjach, chodzić na siłownię i nie mieć brzucha, bo to passe i mieć garnitury odpowiedniej marki. Trzeba przebierać łapkami na tej karuzeli coraz szybciej, żeby nie pomyśleli, żeś odstał od peletonu. Żebyś sam nie pomyślał, że odstajesz. A tu żona nie wykazuje entuzjazmu, bo nie cieszy to, co oczywiste. Wszyscy znajomi mają to samo. I dzieci jakoś mało wdzięczne. Należy im się przecież. Lekarstwem na to są panienki lub seks z komputerem. Ale też przestaje dawać satysfakcję po kilku razach. Lub nowy związek. To na jakiś czas doładowuje człowieka. Ale poczucie winy wobec żony i dzieci zabija. I jeszcze szybciej trzeba przebierać łapkami, bo nowa kobieta i stare alimenty. Gdzie jest miejsce dla ciebie w tym wszystkim? Na twoje potrzeby. Czy choć wiesz, jakie one naprawdę są? Nie staraj się podobać. Pomyśl, czego TY chcesz, a nie jaki spodobasz się innym. Ja widzę jakąś totalną reaktywność w tobie i uzależnienie od twojego wyobrażenia, kim powinieneś być, żeby cię cenili. Jakbyś stale potrzebował zewnętrznych mechanizmów doładowawczych. Ale to oczywiście tylko jakieś przeczucie na podstawie internetowych wpisów. Ale jeśli nie znajdziesz siły w sobie, jakiejś proaktywności, to przepadłeś. IMho powinieneś przestawić priorytety i zacząć od budowania siebie. Wtedy może jakoś reszta też się poukłada.
                  • altz Re: Napisałem koledze... 11.01.15, 07:31
                    Ładnie napisane, heksa. smile
                    Ja może dodam, że jeszcze człowiek się boi odpocząć z tłumem.
                    Na zabawę nie pójdzie w większym gronie, bo zaraz ktoś zasłabnie i będą wrzeszczeć za lekarzem.
                    Nad jezioro strach, a nad Bałtyk w ogóle, bo się ktoś znowu będzie topił i pech, bo zawsze się topią, gdy się chce odpocząć, zmówili się czy co? big_grin Na spotkaniach rodzinnych też nie jest fajnie, bo ludzie myślą, że to jest bezpłatna pomoc i ustawiają się kolejki po darmową poradę, od staruszek, po młodych i pełnych sił, którzy mogliby spokojnie pójść do lekarza w przychodni, ale "są zarobieni, nie mają czasu". smile

                    Ja bym mógł być lekarzem, zniósłbym jakoś to środowisko, ale te ciągłe kolejki i zasłabnięcia i topielce chyba by mnie dobijali. smile
                  • zmeczona100 Re: Napisałem koledze... 11.01.15, 19:24
                    heksa_2 napisała:
                    To była trochę nadinterpretacja. Wrzuci
                    > łam do wora razem z tobą kilku znajomych lekarzy. Ale wierz mi, że z zewnątrz w
                    > idać ten mechanizm. Jako lekarz musisz spełniać oczekiwania. Swoje i otoczenia.
                    > Ale głównie swoje, żeby podobać się sobie na tle otoczenia.

                    Hm...
                    Chyba i tym razem, w swoim opisie, pojechałaś stereotypami wink
                    Może się Obs odezwie, to rozjaśni sprawę, bo mi się wydaje, że chodzi mu raczej o to, że chciałby, aby było tak, jak u innych, bez tak prozaicznych problemów, jakie opisał tak:

                    > W moim życiu 70 % albo więcej - energii idzie na zmuszenie się do wstania, walk
                    > ę z rozsypującą się kawą, źle wiążącym się butem, spaloną żarówką w aucie, urwa
                    > nym guzikiem....
                    > Ktoś powie- wszyscy tak mamy.....I tak i nie. Są ludzie po których naprawdę nie
                    > widać, by kiedykolwiek zastanowili się, czy ich obciąża te kilkanaście czy kil
                    > kadziesiąt czynności KAŻDEGO DNIA typu naprawianie w kółko tego samego, sznurow
                    > anie butów po raz dwutysięczny, mycie zębów.....Oczywiście tych ludzi też te cz
                    > ynności kosztują, ale to się jakoś tak dzieje samo.
                    > Ja mam z tym problem. To znaczy - robię co trzeba, ale zostaje mało sił potem.
                    > Jeśli do tego dołożyć pracę- jestem na energetycznym bilansie ujemnym.
                    > To i tak cud, że sięgnę po książkę, pójdę na koncert.....

                    Nic tu nie pisze o spełnianiu cudzych oczekiwań.
                    Ja tu widzę albo wypalenie zawodowe (o co w jego zawodzie, przy ostatnich kilkunastoletnich, ciągłych i coraz bardziej absurdalnych zmianach jest normą, niestety) albo o przyczynach zdrowotnych (niby lekarz, ale wiadomo, szewc bez butów chodzi).

                    Mnie najbardziej w tych jego opisach brakuje odpowiedzi na następujące pytanie- bardzo ważne, kluczowe, różnicujące wręcz (przy czym nie mam na mysli nikogo zmaterializowanego na horyzoncie):

                    Co czuje na myśl o tym, że nagle mógłby spotkać jakąś kobietę, która zainteresowałaby go, zaintrygowała?

                    /Chodzi o to, czy to codzienne mycie zębów, zakładanie butów itp. nagle przestałoby być zauważalnym wydatkiem energetycznym, czy wręcz przeciwnie- na samą myśl o spotkaniach, randkach itp. uchodzi z niego resztka energii)

                    Może odpowie wink
                    A jeśli odpowie, to wtedy można już coś więcej powiedzieć.

                    Zakładam, Obs, że na tym etapie wykluczasz jakiekolwiek problemy somatyczne? Czy nie wykluczasz, a nie bierzesz ich pod uwagę?

                    No i nadal nie wiem, czy poza posiadaniem wystarczających na całodzienną aktywność zapasów energetycznych, ma jeszcze jakieś inne oczekiwania, czy np. zmiana postawy żony (na uradowaną codziennie widokiem powracającego męża z pracy) byłaby tym, co zakończyłoby jego listę życzeń.
                    • obs2 Re: Napisałem koledze... 12.01.15, 22:14
                      > Może się Obs odezwie, to rozjaśni sprawę, bo mi się wydaje, że chodzi mu raczej
                      > o to, że chciałby, aby było tak, jak u innych, bez tak prozaicznych problemów,
                      > jakie opisał....

                      Wiesz, nie znam ludzi bez tych prozaicznych problemów (ten tekst o "filozoficznym" absurdzie codziennego wiązania butów - i męce mentalno-energetycznej z tym związanej - to jest pokłosie rozmów z kolegą- nie lekarzem dla jasności. To on, będąc freelanserem, zawodowym fotografem, zawodowym reżyserem dźwięku, dziennikarzem-społecznikiem, klawiszowcem, pianistą, organistą, gitarzystą, członkiem chóru, literatem amatorem, elektronikiem na poziomie zawodowym, inżynierem i nie wiem kim jeszcze, równocześnie mężem i ojcem - piszę to wszystko by pokazać że ogarnia i to jeszcze jak rzeczywistość- codziennie przeżywa egzystencjalną mękę konfrontując się z JAŁOWOŚCIĄ ale i NIEZBĘDNOŚCIĄ sznurowania butów).

                      Ja wiem że każdy w duchu mówi "kur_wa" albo coś podobnego gdy mu się kawa rozsypie.
                      Ja mam chyba niestety większy wymiar tego. Przenosi się na rodzinę. Jakoś tak pozawerbalnie.

                      > Mnie najbardziej w tych jego opisach brakuje odpowiedzi na następujące pytanie-
                      > bardzo ważne, kluczowe, różnicujące wręcz (przy czym nie mam na mysli nikogo z
                      > materializowanego na horyzoncie):
                      >
                      > Co czuje na myśl o tym, że nagle mógłby spotkać jakąś kobietę, która zaintereso
                      > wałaby go, zaintrygowała?

                      Czuję że mógłbym na jakiś czas uzyskać większą energię życiową.
                      Może pozbyłbym się nadwagi, zadbał o skórę dłoni (zupełnie skatowaną - ma skłonność do przesuszania się i jest myta z powodów zawodowych nawet 50 razy dziennie) itp.
                      A potem pomyślałbym że poczucie bezpieczeństwa mi się wali i pewnie odpuściłbym.
                      To znaczy: ja nie zdradzam zapewne nie dlatego że mam takie morale, tylko że nie uważam jednego czy dwóch wytrysków w fajnej kobiecie za równoważące możliwy życiowy kataklizm, w tym: smutek dzieci (kocham je i one mnie kochają - pokazują to), możliwą chorobę (typu WZW), a tak w ogóle - no i co z tej atrakcyjności? Tzn. pewnie że dawno nie miałem sytuacji typu motyle w brzuchu, ten cały urok kawiarnianych spojrzeń, zapachu nieznanych perfum, ale gdy sobie robię rachunek zysków i strat to.... no kurde, wychodzi że na grzyba to.
                      Sądzę że w ciągu tych 15 lat pojawiły się koło mnie (na gruncie zawodowym) jakieś ze 3 kobiety, z którymi pewnie mógłbym randkować bez jakiegoś ekstremalnego wysiłku z mojej strony. Dwie nawet dość ładne. Czy miałem myśl? Pewnie biologicznie tak - jak facet.
                      Jako lekarz z podejściem biologicznym widzę to dość cynicznie. Młodzi określiliby to trywialnie acz niestety prawdziwie - hm, może przez 2 czy 4 minuty miałem myśl, że "mógłbym zamoczyć". Ale mi przeszło. To tak jak z panią do sprzątania domu: tak, mógłbym zamówić. No to nie zamawiam.
                      Sądzę, @zmęczona że mnie rozumiesz (bośmy z jednej abstrakcyjnie skojarzeniowej gliny).

                      > Zakładam, Obs, że na tym etapie wykluczasz jakiekolwiek problemy somatyczne?

                      Absolutnie wykluczam, pisałem o tym
                      2 lata temu miałem dość poważne podejrzenia choroby u siebie- jestem dobrze przebadany. Jestem zdrowy somatycznie (poza pewną nadwagą i kiepskimi oczami, ale to od dziecka).

                  • obs2 Re: Napisałem koledze... 12.01.15, 21:58
                    > Jakbyś stale potrzebował zewnętrznych mechanizmów doładowawczych. Ale to oczywiście
                    > tylko jakieś przeczucie na podstawie internetowych wpisów.

                    Bardzo trafne stwierdzenie.
                    Wiem to od dawna.
                    Niestety jest to immanentna część mojej osobowości.
                    Nie wiem czy jest to zmiany u osoby po 40 roku życia. Nie sądzę.

                    Moje "rzutowanie na zewnątrz" to moja zmora, choć w sumie już przywykłem.
                    Na szczęście stosunkowo mało wpływa to na moje życie zawodowe, choć oczywiście wpływa. Sądzę jednak, że pacjenci mają z tego raczej korzyść (zdecydowanie jestem lekarzem sięgającym po opinie kolegów, ale też - w sytuacji naglącej daję radę sam podejmować decyzje).
                • yoma Re: Napisałem koledze... 11.01.15, 10:19
                  Żona się nie cieszy, że wracasz do domu? A zołza. To rusz do cholery czwórkę i zrób coś, co ją ucieszy.
                  • obs2 Re: Napisałem koledze... 12.01.15, 22:20
                    > To rusz do cholery czwórkę i zrób coś, co ją ucieszy.

                    Rozczula mnie Twoja pewność, że nie robię. No bo z formy Twoje rady wynika że masz tą pewność.

                    Wiesz: jest dwóch gości, jeden ma ból nogi bo się przeciążył na siłowni, drugi ma złamaną nogę. Boli ich podobnie. Obaj muszą pójść w określone miejsce. Ty do obu mówisz: "no to do cholery ruszcie się i idźcie". Pierwszy idzie. Oceniasz go dobrze. Drugi nie idzie. Skreślasz go bez zastanowienia się nad przyczynami. Tak masz, wiesz?
                • mayenna Re: Napisałem koledze... 11.01.15, 11:52
                  Mnie się wydawało, że jak ktoś ma zaplecze w postaci zapewnionego bytu powyżej średniej i stabilna pracę to może sobie żyć po swojemu.
                  Nie zgadzam się z Yoma, że możesz zrobić coś co zonę ucieszy. Na tym etapie pewnie juz nic jej nie ucieszy. Chyba bardziej postawiłabym na robienie tego co mnie cieszy.Jak odrobinę chociaż zmienisz siebie, swoją sytuację na mniej dokuczliwą, to powinno zmienić się też coś w reszcie. Tylko zachwianie tego układu może doprowadzić do rozwodu, a jak pamiętam jeszcze kochasz żonę.
                  Bardzo mnie poruszyło to co napisałes.Powodzenia.
                  • yoma Re: Napisałem koledze... 11.01.15, 13:05
                    OK. Niech dba o to, co go cieszy. Ale niech nie ma pretensji do żony, że się nie cieszy. Inaczej, niech nie przerzuca na żonę odpowiedzialności za swoje niedbanie.
                    • mayenna Re: Napisałem koledze... 11.01.15, 15:55
                      yoma napisała:

                      > OK. Niech dba o to, co go cieszy. Ale niech nie ma pretensji do żony, że się ni
                      > e cieszy. Inaczej, niech nie przerzuca na żonę odpowiedzialności za swoje niedb
                      > anie.
                      Yomka, może ja dziwna jestem, ale nie cieszysz się jak wraca do domu ktoś kogo kochasz? Skąd wiesz, że to on ma coś z siebie dać zanim dostatnie coś, co mnie się wydaje dość podstawową i oczywistą sprawą? To nie jest wymiana. Sa rtzeczy, które powinny być ot tak, bez starań i ta życzliwość czy ciepło w domu na powitanie chyba tym jest? A jak dziecko wraca to też ma się starać żeby mama je życzliwe powitała? No, weż, To tak nie działa.
                      • yoma Re: Napisałem koledze... 11.01.15, 16:15
                        A jednak. Cieszę się, bo oto wraca ktoś, kto ode mnie dostaje to ciepło i życzliwość, ale też mi coś daje. Rzeczone ciepło. Czułość. Bezpieczeństwo. Whatever. A nie, że mam się z automatu cieszyć, że wraca zobojętniały facet, bo ten facet przypadkiem nazywa się mąż, a jeszcze strzela focha, że się nie cieszę.

                        To jest wymiana. Bo jak tylko dajesz i dajesz i dajesz, to ci się w końcu znudzi.
                        • argentusa Re: Napisałem koledze... 11.01.15, 16:37
                          No to jak rozpatrujemy miłość w kategoriach wymiany handlowej to szczęscia nie wróżę.
                          Faktem jest, że umiejętność postrzegania miłości w kategoriach: w związku każdy daje to co ma najlepszego. (a nie oczekuje wzajemności, bo on sam coś daje) - jest raczej znikoma. Mam takie przekonanie, że dopóki oczekujemy za miłość "czegoś" - to nic z tej miłości nie będzie. Bowiem w miłości to jest tak, że każdy kocha na własny rachunek. I wtedy miłość ma szansę trwać. Transakcje handlowe to nie w tej kategorii życiowej.
                          Amen.
                          Ar.
                          • zmeczona100 Re: Napisałem koledze... 11.01.15, 19:26
                            Mam takie przekonanie, że dopóki oczekujemy za miłość "cze
                            > goś" - to nic z tej miłości nie będzie. Bowiem w miłości to jest tak, że każdy
                            > kocha na własny rachunek.

                            Ja dopowiedziałabym jeszcze "i na swój sposób".
                            • heksa_2 Re: Napisałem koledze... 11.01.15, 22:04
                              A ja dalej swoje: facet nie ma poczucia szacunku do samego siebie. Ma takie ogólne poczucie własnej wartości wynikające z tego, że jest lekarzem, ale szacunku nie ma. To z niego wysysa całą energię. I dlatego doładowuje się zewnętrznościami. Potrzebuje, żeby się żona cieszyła, żeby mógł się czuć dobrze. Potrzebuje ludzkiego poklasku czy szacunku, żeby sobie skompensować, stąd te samochody, gadżety i inne zewnętrzne znamiona zamożności. Dlatego nam też stara się zaimponować. Niby się żali i pyta o radę, ale przy okazji chce troszkę przyszpanować. Dletego wielokrotnie podkreślał, ze jest lekarzem. Jakby to miało w tym wypadku jakiekowlwiek znaczenie. Jakby tu wszyscy nie byli kimś. Dopóki nie poczuje się w równowadze sam ze sobą, nie ułoży swojego małżeństwa. Stan małżeństwa jest wyłącznie wynikiem stanu własnego.
                              • mayenna Re: Napisałem koledze... 12.01.15, 07:43
                                Heksa, każdy z nas, nawet najbardziej podbudowany, potrzebuje głasków od osoby, z którą żyje. Każdy potrzebuje być ważny dla osoby, która kocha i tworzy małżeństwo.Poczucie wartości nie ma tu nic do rzeczy.
                                Żyłabyś z kimś, kto cię nie zauważa?
                              • mayenna Re: Napisałem koledze... 12.01.15, 07:47
                                A stwierdzenie, że zona się nie cieszy jak on wraca jest dla mnie przejawem już ostatecznej desperacji małżeńskiej,tego jak bardzo się oddalili.
                                • heksa_2 Re: Napisałem koledze... 12.01.15, 13:10
                                  No tak, ale ja tu czuję jakieś głebsze podłoże.
                              • obs2 Re: Napisałem koledze... 12.01.15, 22:43
                                wiesz @heksa niesamowite jest jak co rusz w Twoich wypowiedziach czytam stwierdzenia naprawdę trafiające w sedno i bardzo mądre, oraz powtarzane stereotypy które już masz w głowie na mój temat (choć parę postów wyżej zręcznie i dość miło napisałaś że trochę uogólniłaś i odpowiadając mi pisałaś o kilku innych znanych Ci lekarzach).

                                >facet nie ma poczucia szacunku do samego siebie

                                bardzo trafne, wiem o tym od lat, nie za bardzo potrafię coś z tym zrobić.

                                > Ma takie ogólne poczucie własnej wartości wynikające z tego, że jest lekarzem,

                                Nie, to właśnie jest jeden z tych stereotypów. Ufiksowałaś się na tym. Ja uważam że to zawód jak każdy inny. Proszę Cię nie rób mitologii. Moje częste powtarzanie że jestem lekarzem ma Wam przypominać o sytuacji, ja naprawdę (stawiam dowolną sumę) pracuję godzinowo więcej niż prawie każdy i każda z Was. Bo lekarze tak pracują. Pisząc "ja, lekarz" chcę o tym przypomnieć, bo rozumiem że ktoś myśli odruchowo "to poobserwuj waszą rodzinę w weekend, w święta". Na przykład. A ja pisząc "ja, lekarz" piszę "nie ma, kur_wa, weekendów, nie istnieją, kur_wa, święta". A nie że whisky, golf i prywatne szkoły, zrozum to!!!!!

                                > Potrzebuje ludzkiego poklasku czy szacunku, żeby sobie skompensować, stąd te
                                > samochody,

                                Heksa czytaj czasem zanim skomentujesz.
                                Już pisałem. Jeden 10 letni koreańczyk - mam wymienić wszystkie otarcia karoserii, wgniecenia i co w nim stuka? Jakbym go sprzedał za 8 tysięcy, to uznałbym że dobrze.
                                Jeżdżę nim do pracy. Więcej jak 30 km od domu bym się nie wypuścił.
                                I drugi - auto rodzinne, 5 letnie zwykłe kombi. Ręczna klima, bez ESP, bez alusów, bez metalika, tak po prostu, żeby pojechać na wakacje.
                                Heksa, na litość. Nawet ja nie jestem tak głupi, żeby szpanować dziurawym płotem (hipotetycznie, nie mam płotu, nie mam własnego domu), dziurawym uzębieniem, albo moimi autami! Moja kolekcja płyt jest znacznie droższa od tych 2 aut razem i to znacznie, gdybym chciał przyszpanować to bym o niej pisał- czy pisałem poza tym że mam "jakieś" płyty?

                                > Dlatego nam też stara się zaimponować.

                                Może jakiś cytat, to spróbuję się odnieść.

                                > Stan małżeństwa jest wyłącznie wynikiem stanu własnego.

                                I znowu bardzo trafne stwierdzenie, dziękuję, daje do myślenia.

                                Heksa, jak to robisz że w 8 linijkach postów zawierasz stwierdzenia nieomal genialne (serio) i piramidalne bzdury? I to nawet razem się trzyma kupy, tylko proszę Cie już nie jedź stereotypami. Zresztą to chyba Ty sobie uroiłaś prywatne szkoły moich córek, podczas gdy obie chodzą do publicznych. To pokazuje, że jakaś część mojego wizerunku w Twojej głowie jest aprioryczna i złożona wyłącznie ze stereotypów. Ja wiem że to jest nieuniknione ale odpuść.
                                Zrozum że pisząc "ja lekarz" komunikuję "pracuję 300 godzin w miesiącu".
                                Zrozum że pisząc "2 auta" komunikuję że "staram się funkcjonować jak inni, nie jestem całkowitym dnem, jakoś zarobiłem na to, jakoś ogarnąłem zakup, jakoś ogarniam przeglądy i naprawy". To o to mi chodzi.
                                Jeśli chodziłoby o przyszpanowanie, to bym pisał co innego. Że znam ministra (bo znam, akurat nie zdrowia, nieważne), że znałem osobę która korespondowała z Janem Pawłem II i przyjaźniła się z Turowiczem et consortes, jeśli chodziłoby o przyszpanowanie, to pisząc o wakacjach we Włoszech pisałbym nie o tym że z żoną dyskutowaliśmy o malarskiej szkole sieneńskiej tylko o tym że mieszkaliśmy w zamku z XVI wieku, a śniadanie podawała nam pani, której praprapraprapraprapradziadek był panem ziem i właścicielem wzgórz i wąwozów o których później zachwycony pisał wiersze Iwaszkiewicz.....
                                Mam jechać dalej? Daj spokój stereotypom.
                                Kiedy piszę "ja lekarz" wyobraź sobie gościa który przyjął 50 pacjentów, ma ręce krwawiące od przesuszenia i mycia, spadł 2.5 godziny w ciągu ostatnich 36 godzin, ma na sobie przepocony podkoszulek z Tesco, pracuje na dole drabiny i hierarchii lekarskiej, nigdy nie był na zjeździe w KualaLumpur, przegryza hamburgera z McDonaldsa i wsiada do 10 letniego auta w którym skrzypią wycieraczki a chodniczki myte były ostatni raz 6 lat temu, i cieszy się że kierownica ma wspomaganie które jeszcze działa bo w poprzednim aucie nawet wspomagania nie było, i jedzie na kolejny dyżur....
                                To znaczy "jestem lekarzem", rozumiesz??????
                                • heksa_2 Re: Napisałem koledze... 13.01.15, 00:29
                                  Sorry, może za bardzo nadinterpretuję smile
                                  Ale dalej wydaje mi się, że rodzina i żona to skutek, a nie przyczyna. Ja mam stale wrażenie, że tobie sie wydaje, że musisz, a nie nadążasz. I to cię blokuje. Że powinienieś być doskonały, a nie jesteś. Jak się rurę zatka w jednym miejscu, to wybije w innym (sorry za tak trywialne porównaniawink). A jakby to wszystko, za przeproszeniem, osrać? Przestać robić to, co powinienieś, a zacząć robić to, co chcesz? Przestać się ścigać? Zastanowić się, co naprawdę ważne dla ciebie? Spojrzeć na siebie w trumnie i zastanowić się, co chciałbym po sobie zostawić? Może to głupie kawałki, ale trzeba wyznaczyć jakiś cel, a przynajmniej wiedzieć, czego się chce. Działanie musi być skuteczne, a cel trzeba wyznaczyć. Działanie bez celu wykańcza, trwonienie życiowej energii prowadzi do depresji. Człowiekowi do poczucia spełnienia potrzebna jest wewnątrzsterowalność. A ty wydajesz mi się zewnątrzsterowalny. Ale może znowu nadinterpretuję. smile Trzymaj się i życzę sukcesu w złapaniu pionu.
                                • mayenna Re: Napisałem koledze... 13.01.15, 09:03
                                  Obs, wszystko pięknie, tylko czy widzisz jakis sposób na poprawę swojej sytuacji? Diagnozujesz problem świetnie, a czy masz pomysł co ci może pomóc?
                          • yoma Re: Napisałem koledze... 12.01.15, 13:50
                            Ar, ty i Mayenna macie pretensje o "wymianę handlową", a to czysta psychologia. Jeśli ktoś daje i daje i daje, i ani razu nie pomyśli "zaraz, a ja?", to albo jest Matką Teresą, albo ma syndrom sztokholmski.

                            Zresztą mnie nie o to chodziło. Chodziło mi o to, że nikt nie ma prawa mieć pretensji o to, że ktoś nie żywi jakichś uczuć, tu radości. Uczucia są albo ich nie ma i sam żywiący nie ma na to wpływu. Natomiast mający pretensje mógłby owszem wykonać jakiś ruch w kierunku wzbudzenia uczuć, ot choćby kwiatka przynieść, ale mu się nie chce. Tym bardziej nie ma prawa mieć pretensji.

                            Mechanicznie na widok pana cieszy się pies, ludzie są bardziej skomplikowani.
                            • argentusa Re: Napisałem koledze... 13.01.15, 10:36
                              To nie jest kwestia pretensji. Być może zupełnie odmiennie pojmuję miłość. Ja daję i daję i nie pomyślałam "a zaraz, a ja?". Bowiem nie daję więcej niż chcę bezinteresownie.
                              .
                              Nie oczekuję od partnera, że będzie mi moje deficyty wyrównywał. np: jak chcę się przytulić to lezę i przytulam. Jak chcę żeby pozmywał, to proszę żeby to zrobił (nie czekam aż się domyśli) Ja w ogóle mam raczej małe oczekiwania wobec ludzi.

                              > Zresztą mnie nie o to chodziło. Chodziło mi o to, że nikt nie ma prawa mieć pre
                              > tensji o to, że ktoś nie żywi jakichś uczuć, tu radości. Uczucia są albo ich ni
                              > e ma i sam żywiący nie ma na to wpływu.
                              a tu pełna zgoda! rację masz w zupełności.
                              najlepszego,
                              Ar.
                            • once-upon-a-tlme Re: Napisałem koledze... 25.01.15, 08:28
                              W kpinie Yomy dostrzegam ziarnko smutnej prawdy - jak chcesz sprawiać komuś swoją obecnością odrobinę radości, to kup sobie psa na starość. Na Księżnikczki jakoś specjalnie
                              bym w tym zakresie nie liczył - żona traktuje Cię instrumentalnie, a wychowywane przez żonę
                              córki mogą przejąć jej stosunek do Ciebie.
                              Czy tak musiało wyglądać Twoje małżeństwo po kilkunastu latach ?
                              Pewnie nie, ale najpierw trzeba sobie było za żonę pojąć ciepłą kobietę, która może nie wiedziałaby kim byli Duccio i Martini, za to robiłaby Ci kanapki do pracy (w miejsce bułek z Maca).
                              Rozwód, jak słusznie zauważyłeś, byłby małym kataklizmem. Dla dzieci, mieszkając osobno już zupełnie nie miałbyś czasu, skoro nie masz go mieszkając razem. Mieszkanie
                              pewnie zostawiłbyś dzieciom, bo gdybyś zażądał od żony spłaty to chybaby musiała zamieszkać z dziewczynkami pod mostem. Co do alimentów, to sędzia by powiedziała - pan jest lekarzem, pan nie ma czasu, ale ze trójkę to pan może na dzieci luźno płacić.
                              A już totalna masakra jakby Cię jeszcze podkusiło wpakować się w jakiś romans
                              w pracy - doszedłby rozwód z Twojej winy i alimenty na żonę (to prawie zawsze wychodzi, prędzej czy później zdradzi Cię zabłąkany sms, zapach perfum albo nawet kumpel. Do tego ten skandal i wściekłość poniżonej żony - pamiętaj, już lepiej zapłacić jakiej dziewczynie za masaż raz na jakiś czas niż do wszystko ryzykować).
                • molly_wither Re: Napisałem koledze... 11.01.15, 16:59
                  Wiesz Obs, darze lekarzy mieszanymi uczuciami z powodow osobistych.
                  Z drugiej strony wiem,ze to sa ludzie lepiej wyksztalceni ode mnie , i tyle, albo az tyle. Ale moze przez to,ze zamiast uczyc sie zycia w tym czasie siedzieli nad ksiazkami nie uwazam, ze sa madrzejsi ode mnie. A wiec,jesli moja rada ma sens to moze wystarczy docenic to,kim sie jest tu i tera i cieszyc sie kadym kolejnym dniem? Takie proste i takie trudne. Twoje "problemy" tym bardziej mnie dziwia,ze na co dzien masz doczynienia z prawdziwymi tragediami ludzi.Moze masz feler - brak empatii?
                • lolalive Re: Napisałem koledze... 12.01.15, 15:55
                  Czytam Twój wątek od września i dopiero po tym poście z 11 stycznia zrozumiałam jaki masz problem.
                  Problemem Twoim jest zbyt duża ilość pracy. Dwa etaty to jest dobre na kilka lat, a nie powinien być to sposób na życie.
                  Pewnie słyszałeś, że wieloletnie przepracowanie się może mieć skutki uboczne: zmęczenie, apatia (nawet depresja), pogorszenie kondycji fizycznej, bezsenność. Zastanów się, które z tych objawów Ty masz. Do tego dochodzi: osłabienie kontaktów z rodziną, żoną i dziećmi. Twoja rodzina najprawdopodobniej nauczyła się już żyć bez Ciebie i - jeżeli jeszcze tak nie jest, to za kilka lat to nastąpi - są szczęśliwe bez Ciebie.
                  Zastanów się, ile czasu dajesz tygodniowo dzieciom. W relacjach z żoną może być już za późno, ale nie pozwól, aby Twój "związek" z dziećmi też wkroczył w taką fazę obojętności. Być może dajesz też zły przykład roli męża i ojca córkom dla ich przyszłych związków. Za kilka lat będą przekonane, że rolą męża jest ciągła praca na ich potrzeby. To ich wyobrażenie pewnie okaże się bolesne w kontakcie z rzeczywistością, chyba, że znajdą naiwnego, który będzie całe dnie na nie harował.
                  Niektórzy mówią, że pieniądze szczęścia nie dają. Ty jesteś tego przykładem, a przynajmniej w tzw. "klasie normalnie pracującej". Jesteś człowiekiem, który aby mieć taki poziom życia, jaki masz musi pracować całe dnie.

                  Myślę, że na razie z tego powodu masz małe problemy. Uważaj, bo mogą pojawić się większe.
    • nowe_zycie3 Re: czy to już 13.01.15, 15:57
      hej,

      uważam, że absurdem jest szukanie rozwiązania Waszych/Twoich problemów w myśli o rozwodzie. Jak nie znajdziesz szczęścia w sobie, jak nie zaczniesz czuć się dobrze sam ze sobą to nigdy i nigdzie nie będzie Ci dobrze.

      Sprecyzuj co Ci przeszkadza:
      - żona, która niczego nie oczekuje od Ciebie ?
      - towarzystwo Twojej rodziny ?
      - Ty sam? może jesteś po prostu znudzony sam sobą ?
      - nikt się nie cieszy jak wracasz do domu ?
      - bałagan w domu ?
      - znudziłeś się swoją pasją ? (to pytanie dziwne bo jeśli pasja to raczej nie powinna Cię nudzić, raczej powinna dodawać powera w życiu)
      - nie realizujesz się w pracy ?
      - masz problemy w pracy ?

      możesz sobie wymieniać i wymieniać i poszukać rozwiązań które zmienią Twoje życie. Posiadasz wszystko co jest potrzebne do zmian - jedyną rzeczą, która może Ciebie ograniczyć jesteś Ty sam - ale rozumiem, że chcesz to zmienić smile

      Pozdro
      • obs2 Re: czy to już 29.01.17, 11:08
        Kłaniam się wszystkim po 2 latach. Ośmielam się napisać, bo jednak ten wątek wzbudził wtedy zainteresowanie większe, niż sądziłem. Wszystko to co pisałem, było prawdą, wszystkie nici emocji i zdarzeń opisane były prawdą- chodziło o jesień 2014 roku. 2015 rok przeżyliśmy tak samo jak poprzednie lata, i tak jak opisywałem wielokrotnie. W 2016 roku coś się zdarzyło. Zmiany w żonie, poszukiwanie, między nami znów- po pewnym okresie uspokojenia- awantury, i nadal więź intelektualna. Sierpień 2016 roku masakra. We wrześniu zakomunikowała że to koniec życia na dotychczasowych regułach. Że mieszkamy razem, ale każde żyje swoim życiem, że każde ma wolność, że ona "chce pożyć". I że zobaczymy co się stanie. Potem rollercoaster emocjonalny i piekło: jej "życie", dowiadywanie się o zdradach, próby poskładania tego, konfrontowanie się z myślą że to koniec i że ona naprawdę mało z tym że nic nie czuje do mnie od lat- ona ROZSTAŁA się ze mną kilka lat wcześniej tyle że nasze wspólne (kolejna łącząca nas rzecz) pewne rozmemłanie decyzyjne, pewna naturalna skłonność do refleksji, przemyśliwania i potrzeba podejmowania decyzji po kilka razy (a tych kluczowych: po kilkadziesiąt razy) - spowodowała ten okres latencji.
        Całe noce spędzone na rozmowach (dalej się jakoś tam przyjaźnimy i nasza więź intelektualna jest nie do zerwania, sprawdziliśmy przechodząc przez piekło emocjonalne) - i oto zrozumiałem że rozstaliśmy się jakoś w 2010, może 2011 roku. A powyższe nasze wspólne cechy spowodowały, że w połowie 2016 roku zaczęliśmy o tym mówić. I dopiero w jakże symbolicznym dniu 25 grudnia (!) ona wreszcie wypowiedziała to całym zdaniem, jednoznacznie, do mnie i bez przypisów: to koniec.
        Zostaje kosmiczny bagaż. Dzieci, obecnie 15 i 9 letnie, milion cudownych wspomnień którym ona też nie zaprzecza (choć ja bardziej akcentuję), organicznie zrośnięte finanse, wspólne mieszkanie, banał, ale trudny banał. Wyprowadzam się na dniach. O rozwodzie na razie nie ma mowy, choć to oczywiste że majaczy on na horyzoncie. Choć pewnie z tych samych opisanych już wyżej przyczyn to może być kwestia lat, a może nigdy??? Ona nie odeszła "do innego"- odeszła ode mnie, nie potrzebuje rozwodu. Z kasą się dogadujemy perfekcyjnie, podobnie jak z dziesiątkami innych spraw...
        Mieliście rację.
        -Życie jest gdzie indziej.
        - znalazł się taki co ją "zdeflorował do końca" - trudny, ale prawdziwy tekst z waszych wypowiedzi sprzed 2 lat.
        - każdy "chce pożyć".
        - wszystkie takie historie są rozpaczliwie, epicko, przerażająco trywialne, powtarzalne i schematyczne.
        - bólu sięgającego skowytu i myśli o sznurze nie zmniejsza to w żadnym stopniu.......
        • ajzbella Re: czy to już 29.01.17, 16:29
          Obs, napisałam do Ciebie na priv, nie wiem, czy sprawdzasz tą skrzynkę.
          • obs2 Re: czy to już 30.01.17, 07:26
            @ajzbella proszę powtórz na priv, poczta nie była aktywna, teraz jest.
            • lewana77 Re: czy to już 30.01.17, 13:09
              Witaj w klubiesmile
              Myślę, że coś się skończyło, ale to nie znaczy, że już nic dalej się nie wydarzy...
              Poczekaj, odpocznij, nie myśl o sznurze.
              Są dzieciaki, masz dla kogo żyć. Dasz radę!
            • ajzbella Re: czy to już 31.01.17, 07:32
              wysłałam ponownie
        • green_kitty Re: czy to już 31.01.17, 22:08
          obs... przepraszam za brutalność, ale nie daj się tak. Weź rozwód i zacznij żyć po swojemu. Twojej żonie jest wygodnie - ma utrzymanie, dach nad głową i jeszcze nikt jej po głowie nie jeździ. Żyć nie umierać... nie daj się tak.
          • lewana77 Re: czy to już 01.02.17, 13:18
            zwierciadlo.pl/magazyn-zwierciadlo/szczesliwi-po-rozwodzie

            Krotko i na temat w ostatnim numerze Zwierciadla
          • obs2 Re: czy to już 13.02.17, 12:01
            >przepraszam za brutalność, ale nie daj się tak. Weź rozwód i zacznij żyć po swojemu. Twojej żonie jest wygodnie - ma
            >utrzymanie, dach nad głową i jeszcze nikt jej po głowie nie jeździ

            rozumiem przekaz by się "tak nie dać", ale wiesz, mi do niczego nie jest potrzebne "tak się nie dać". Być może to jedna z przyczyn moich problemów w życiu i w małżeństwie. Jestem na ogół obok spraw i ponad sprawami. Nic na to nie poradzę. Nie zabiegam, nie wytaczam wojen, zawieram kompromisy, orzę od rana nie tam że do nocy, tylko do następnego rana i znów i wciąż....W ogóle nie mam odruchu walki. Ona teraz chce się wyszaleć, mamy dzieci, koszty rosną, ktoś to musi pokryć...Możecie to nazywać syndromem sztokholmskim, brakiem godności albo jakkolwiek chcecie. Znów: jestem obok tego.....
        • nowy99 Re: czy to już 06.02.17, 19:19
          Hej, masz identyczny rozwoj akcji Waszego malzenstwa jak jasmile
          Moj maz wprawdzie informatyk. Dzis tez sie rozwodzimy, po 17 latach, i tez zakomunikowalam to zaraz po swietach, tez robimy to megakulturalnie itd... nie jestes sam.. moj maz tez to znosi slabo. I ja tez odchodzę, bo nie chce byc z nim, nie dla innego...
          Co do koncertow i innych muzycznych eventow: jestem fanka dobrej muzy (zawod pianistasmile) i nie o filharmonie tu chodzi wink
          Mogę Cię kiedys wyciagnac smile
        • zmeczona100 Re: czy to już 12.02.17, 21:07
          Witaj, Obs.... Witaj po ponad 2 latach smile

          A więc jednak...
          Jednak kochanek i jednak rozstanie.

          Myślę, też z perspektywy swoich doświadczeń, że jeśli dojdzie do poważnych tąpnięć w związku, choćby to było zauważalne tylko dla jednej osoby, to nie da się już tego posklejać tak, aby funkcjonowało bez zarzutu i dawało satysfakcję obojgu.

          No cóż, nie Ty pierwszy i nie ostatni. Wiem, truizm, ale z czasem zobaczysz, że wszystko ma jednak pewien schematyczny przebieg. Poukładasz sobie wszystko, popatrzysz z dystansu i za jakiś czas wrócisz tu znowu- z optymistycznymi wieściami. Czego Ci bardzo życzę smile
          Pozdrawiam,
          • obs2 Re: czy to już 12.02.17, 22:17
            @zmeczona100.
            Przez te 2 lata nie raz myślałem o Tobie. Bo Ty jako pierwsza i prawie jedyna rozumiałaś to co chciałem powiedzieć wtedy, pisząc ten wątek.
            Co do schematyczności: oczywiście że tak- to już widzę od dawna. Rozpaczliwie rytualna schematyczność tego co mnie/nas spotkała też nie poprawia mi humoru smile.
            Co do "Jednak kochanek i jednak rozstanie." Chyba na odwrót. To zresztą podobno też jest schematyczne. Ona była pewna odejścia już dawno. Kochankowie pojawili się później. Jak już była do kwadratu i do sześcianu pewna.
            W sumie, niezależnie oczywiście od emocjonalnego roller-coastera który sobie zafundowaliśmy od września 2016 do teraz (nie żałuję na razie ani minuty, poza minutami złych słów ode mnie), cenię ją bo i tak robiła to wszystko w sumie w białych rękawiczkach, a ja potrzebowałem czasu. Z perspektywy tych kilku miesięcy rozpaczliwej, daremnej walki, wiem że potrzebowałem tego czasu.
            Kocham ją nadal. Fascynuje mnie. Na razie idę w przyszłość bez żadnego przesłania. Sporo pracowałem dotychczas. Hm, tak? To było "sporo"? No to zobaczycie teraz smile).

            • alsk9 Re: czy to już 21.02.17, 14:37
              Fajnie fajnie, wy się od lat rozstać nie możecie do końca, smęcicie w kółko o tym samym, a co dzieci? siedząc na takiej emocjonalnej rodzicielskiej bombie zegarowej od lat?
              Wiadomo było już dwa lata temu od twojego pierwszego postu, ze jak żona chce więcej wolności to po to, zeby zobaczyć czy sobie jest w stanie przygruchać kochanka czy nie. Przygruchała więc oświadczyła że "koniec" był luż lata temu. Tiaaa.... gdyby żadnego nowego nie znalazła to do tej pory by gadała niewyraźnie.
              A ty robisz jakiś melodramat "ach kochamją, rozumimysieintelektualnie, fascynujemnieach" . Zejdz chłopie na ziemię. Przestań się tak skupiAĆ na sobie i swoim "przeżywaniu", twoje "odgrażanie się" że uciekniesz w pracę jest...miałkie. Teraz potrzebują cię dzieci, by pomimo rozstania rodziców mieć tego ojca który się nimi interesuje a nie tylko daje kasę. Zacznij spędzać czas z dziećmi, bez żony, wymyśl dla was wspólną aktywność, ogarnij się i zacznij samodzielne życie a nie bądź li jedynie sponsorem znudzonej tobą exi.
    • obs2 Re: czy to już 13.02.17, 11:54
      Ciekawe co o tym myślicie.
      W preambule tego forum czytam:

      >Na koniec-ku rozwadze-credo do przemyślenia:
      > "Należy rozwieść się nie wtedy jak znajdzie się pierwszy powód do rozwodu, ale
      > rozwieść się gdy upadnie OSTATNI powód do bycia razem".

      Jak ma się to do Waszych doświadczeń? Bo wobec mojego rozstania z żoną i oczywistego gdzieś kiedyś rozwodu, ma się nijak. To znaczy: bez głębszego zastanowienia się jestem w stanie wymienić 10 powodów do dalszego funkcjonowania razem, o których wiem, że ona by ich nie kwestionowała, i pewnie kolejnych 20 co których moglibyśmy przyjaźnie (przy winie, koniaku, raz na czas nieco się przytulając) podyskutować.
      Jak to jest? Od pół roku próbuję zrozumieć czy jedynie długie wypalenie i skumulowane zranienia ale przecież bez katastrof, jednoznacznie wiodą do rozstania ludzi, którzy nadal chcą się przyjaźnić, spotykać, rozmawiać, ba: wyjeżdżać razem, bo oboje traktują to z kolejnych 10 powodów jako optymalny pomysł??????
      Piszę tak bo wiem że to co robi obecnie żona łącznie z toczącymi się obecnie jej co najmniej dwoma romansami, to jest objaw a nie przyczyna. To się pojawiło gdy od lat kołatała jej w głowie myśl że to koniec....
      Ale znowu wracając do początku: koniec gdy znajdujemy i to szczerze, bez wątpliwości, nie jeden a wiele powodów by nadal być razem.....O co tu chodzi? I jak to ogarnąć po 18 latach? Oraz bardziej osobiste pytanie które coraz bardziej nade mną dominuje: po co ogarniać?.....
    • blueberries37 Re: czy to już 16.02.17, 16:00
      Obs, przeczytalam caly watek. Przepraszam za szczerosc ,ale tak to widze:
      Twoja zona tworzy sobie idealny uklad. Ty, jako ten stateczny maz,ojciec, zarabiajacy, dajacy poczucie bezpieczenstwa. I oni,kochankowie, pozwalajacy jej czuc sie mlodsza,atrakcyjniejsza,wiatr w zagle. Ma pewnosc, ze Ty bedziesz zawsze tu i pozniej,kochajacy,wspierajacy,wierny.
      Ona przezywa druga mlodosc. A Ty? Kiedy i czy w ogole pojawi sie u Ciebie zwykle,proste wk...ie na nia, na sytuacje ktora stworzyla,na rozwalenie malzenstwa? Czemu tego nie ma? Ona ma sytuacje komfortowa, Ty sie wyprowadzasz, po drodze jakies szmery bajery o intelektualnym i emocjonalnym przywiazaniu,plany wspolnych wyjazdow? Co to jest?
      Rozwod? Pewnie do niego nie dojdzie, jej do niczego niepotrzebny. Mysle ze wroci za jakis czas,kiedy juz podbuduje swoje egoi zateskni za straym,nudnym,stabilnym mezem. A wlasciwie to pozwoli Tobie wrocic. Czy tego bedziesz chcial? To juz melodia przyszlosci. Nie wiem co musi sie stac zeby potrzasnelo Toba,bys po prostu sie wsciekl na ta sytuacje?
      Przepraszam, ale rozbieranie tego na czynniki proste,intelektualne dywagacje nic nie zmienia. Kobiecie odbija druga mlodosc i nie szanuje Cie jako mezczyzny ( vide imie,nazwisko kochasia).
      Czego Ty chcesz? Zajmij sie soba,mam wrazenie ze Twoje ego jest zerowe. To wbrew pozorom sa sprawy zero-jedynkowe,albo woz albo przewoz. Trzymaj sie.
      • obs2 Re: czy to już 16.02.17, 19:21
        >Kiedy i czy w ogole pojawi sie u Ciebie zwykle,proste wk...ie na nia, na sytuacje ktora stworzyla,na rozwalenie malzenstwa?

        nie da się tego wkur.wienia wygenerować. Odczuwam oczywiście silne poranienie i zbicie tą sytuacją.
        Nie przekłada się to na wkur.wienie na nią. Ewentualnie - na siebie (że zawaliłem)
        Na razie zrobiła za mało bym to czuł. No po prostu....


        >Ona ma sytuacje komfortowa, Ty sie wyprowadzasz, po drodze jakies szmery bajery o intelektualnym i emocjonalnym
        >przywiazaniu,plany wspolnych wyjazdow? Co to jest?

        Korzystanie z życia. Rozmowy w których czytasz komuś w myślach i ten ktoś czyta Tobie w myślach. Jeśli obie strony się godzą na to pomimo całej otoczki, to czemu nie? Rozmowy z nią to najlepsze rozmowy w moim życiu: 18 lat temu, 10 lat temu i teraz. To w ogóle jedna z najlepszych rzeczy jaka mi się przydarzyła, seks przy tym to na ogół nuda. Skoro tak i skoro jest to dostępne- to dlaczego nie wziąć?

        > Rozwod? Pewnie do niego nie dojdzie, jej do niczego niepotrzebny.

        Prawda, że jej nie.

        > Mysle ze wroci za jakis czas,kiedy juz podbuduje swoje egoi zateskni za straym,nudnym,stabilnym mezem

        nie sądzę. Cały czas mam tu wizualizację ziemi spalonej do szczętu, pokrytej dawno wygasłym popiołem. Zbyt jest atrakcyjna na takie powroty.....

        > Nie wiem co musi sie stac zeby potrzasnelo Toba,bys po prostu sie wsciekl na ta sytuacje?

        też nie wiem, też próbowałem wymyślić co by musiało się stać. Nie wymyśliłem.

        > Kobiecie odbija druga mlodosc i nie szanuje Cie jako mezczyzny ( vide imie,nazwisko kochasia).

        to oczywiste.

        > Czego Ty chcesz?

        szybkiego upływu lat które mi pozostały.

        >Zajmij sie soba,mam wrazenie ze Twoje ego jest zerowe.

        zapewne to jedna z przyczyn naszej katastrofy.

        • blueberries37 Re: czy to już 16.02.17, 20:48
          Mysle,ze mozesz miec depresje. Albo...melancholijna osobowosc (jest cos takiego?).
          Moze nie doszles jeszcze do swojej sciany.
          Wierze ,ze pozbierasz sie,dostrzezesz, ze jest zycie poza Nia i moze byc calkiem fajne. Z czasem jej wyidealizowany obraz zblaknie. Dla wlasnego dobra musisz sie odciac na ile to mozliwe, dziewczynki sa juz duze,mozesz je widywac poza domem, z ex spotykac i rozmawiac jak najmniej. Niech ona tez poczuje ,ze mozesz sie oddalic i fizycznie i emocjonalnie. Przetnij to,nawet nie wiem jak to nazwac, ten dziwny i chory uklad. I poddaj sie, pomysl, zrobiles co mogles, ona wybrala. Ruszaj w swoja droge. Nie ogladaj sie, zobaczysz jest zycie poza Nia.
          Powodzenia.
    • obs2 Re: czy to już 21.02.17, 18:06
      > Terapia ma sens jak najbardziej!

      ????Proszę???? Że co, zmusić ją do terapii?????

      > Nadal się kochacie, powalczcie trochę o to uczucie.

      wklejasz wypowiedzi nie do tego wątku, po prostu. Tak, ja ją kocham. Ona mnie nie. Od lat.

      >Nie ma sensu rozwodzić się tak naprawdę z byle powodu, bo nic strasznego się nie stało.

      No nie, w ogóle. 3 romanse o których ja wiem, czyli co - optymistycznie pomnożyć przez 3, czyli koło 10.
      Jej jednoznaczna deklaracja że to koniec (25.12.2016 r.)
      Jej oczekiwanie bym się wyprowadził- zrealizowane.

      Ok, w sumie nic się nie stało.

      Fajnie, poprawiłeś/aś (z nicku nie wynika) mi humor. Trochę to szubieniczne żarty, ale zawsze.


      • lispokis Re: czy to już 21.02.17, 20:37
        chłopie, piłeś coś czy ogólnie jesteś słabo kumaty? nie widzisz, że ktoś odpowiada na pierwszy twój wpis -sprzed kilku lat?
        było założyć nowy wątek z linkiem do starego to by nikt nie był wprowadzony w błąd co do aktualnej wersji sytuacji.
        myśl trochę.
        skończ z histerią.
        ułóż sobie oddzielne życie i przestań się zajmować tą babą.
        dzieci masz to je weź na wspólny weekend na narty czy inny aquapark czy wakacje i żyj długo i szczęśliwie.
      • nowel1 Re: czy to już 21.02.17, 21:59
        Obs, masz jedno życie i trwonisz je na trzepanie kasy i wmawianie sobie uczucia, które jest tylko iluzją.
        • azja001 Re: czy to już 24.02.17, 09:51
          Idealizujesz babę, która od kilku lat w białych rękawiczkach doprawia ci rogi. Nie masz szacunku do samego siebie a dzieci na to patrzą i być może mając taki chory wzór matki i ojca same nie stworzą zdrowych relacji z mężczyznami. Odseparuj się od niej, jesteś chyba psychicznie uależniony od spędzania z nią czasu, może jakaś terapia indywidualna po to aby te emocje na nowo poukładać i powartościować. Powodzenia i sił życzę
          • obs2 Re: czy to już 24.02.17, 11:38
            >Idealizujesz babę, która od kilku lat w białych rękawiczkach doprawia ci rogi.

            nasze pożycie intymne skończyło się wiele lat temu, jeśli potem cokolwiek się zdarzało, było żałosną farsą dla obu stron. Emocje takie jak między parą ludzi, mężczyzną i kobietą, z jej strony wygasły wiele lat temu a i z mojej strony były w wielu miejscach dwuznaczne i całkiem dalekie od ślepego idealizmu. Więc o jakich rogach mówimy? Tylko dlatego że formalnie jesteśmy małżeństwem? Nie noszącym już od jakiegoś czasu obrączek?
            Jak już chyba wcześniej gdzieś napisałem: ona mnie nie zdradza! Kobieta która śpi z innym mężczyzną nie zdradza swojego kolegi. Nawet jeśli ten kolega jest ojcem jej dzieci (bo takie są fakty).

            >dzieci na to patrzą i być może mając taki chory wzór matki i ojca same nie stworzą zdrowych relacji z mężczyznami.

            między innymi dlatego zamieszkaliśmy osobno. Dobro dzieci mamy na uwadze, myślimy o tym

            > jesteś chyba psychicznie uależniony od spędzania z nią czasu

            chyba??? Hehehe. Przecież ja to wiem i wprost nazywam. To jest ciężki przypadek uzależnienia.

            > może jakaś terapia indywidualna

            oczywiście że jest. Terapeutka, m. in. specjalizująca się także w terapii par, nie krytykuje i nie odradza mi kontaktów z żoną na obecnym etapie mojego życia. Więc????
            • azja001 Re: czy to już 24.02.17, 13:45
              Więc idziesz w dobrą stronę, wsparcie terapeuty być może pomoże wzmocnić poczucie własnej wartości bo sporo w życiu osiągnąłeś pomimo że życie osobiste leży w gruzach. Skłonności depresyjne nie ułatwią sprawy, ale jednak szukaj jasnych stron życia w towarzystwie dzieci, przyjaciół i swoim własnym. W końcu poczujesz ulgę, na pewno
              • obs2 Re: czy to już 25.02.17, 13:16
                >Więc idziesz w dobrą stronę, wsparcie terapeuty być może pomoże wzmocnić poczucie własnej wartości bo sporo
                >w życiu osiągnąłeś pomimo że życie osobiste leży w gruzach.

                OK, tylko jak ugryźć temat relacji z żoną?
                bo tutaj dość radykalna nagonka na całkowite zerwanie kontaktów, doprawiona sugestią kontaktu z terapeutą. No a ta terapeutka...nie zaleca zerwania kontaktów na tą chwilę.....Ja wiem że nikt tej drogi nie przejdzie za mnie. Ani wspierający mnie ludzie, ani terapeuta. Ale sprzeczność komunikatów (na forum, w realu) pokazuje jedno: nie ma prostej teorii na to i nie ma jednej drogi.
                • azja001 Re: czy to już 25.02.17, 13:54
                  Zgadza się, nie ma prostego wzoru matematycznego którego użycie da dobry wynik. A to dlatego że jesteśmy indywidualnościami. Z mojego punktu widzenia podzieliłabym te relacje ze współmałżonkiem na te które są nieuniknione ze względu na dzieci oraz osobiste na linii ona on. Te związane z dziećmi należy pielęgnować na ile to możliwe(mi w praktyce wychodzi to różnie) a te osobiste starałabym się zniwelować w końcu do zera. Skoro terapeutka radzi aby ich jeszcze nie zrywać to pewnie wie co mówi. A sprzeczność komunikatów to tylko dowód na to, że tak jak to stwierdziłeś sam musisz przejść tę drogę. Każdy kto ma rozwód za sobą wie to doskonale.
                • nowel1 Re: czy to już 25.02.17, 16:03
                  Relacje z żoną moim zdaniem należy stanowczo ograniczyć do spraw związanych z dziećmi.
                  Ucinać wszelkie jej próby powrotu do dawnych rozmów - o czymkolwiek ( sztuka, podróże, samochody, jej emocje).
                  Na to może kiedyś nastąpić jeszcze czas, ale nie w perspektywie najbliższych kilku lat.
                  I przede wszystkim - znaleźć dla siebie aktywność, która będzie absorbująca i pochłaniająca czas; najlepiej taka, która wymaga kontaktu z ludźmi spoza branży. Wiem co mówię smile
            • once_upon_a_time_again Re: czy to już 11.03.17, 10:56
              bs2 napisał:
              > między innymi dlatego zamieszkaliśmy osobno. Dobro dzieci mamy na uwadze, myślimy o tym

              Dobro dzieci macie na uwadze ??

              Tzn. kto i kiedy ma w szczególności dobro tych dzieci na uwadze ?
              Ty będąc w pracy praktycznie 24/7, wyprowadziwszy się uprzednio z domu w ramach realizacji wyraźnej dyspozycji małżonki w tym zakresie ?
              Czy też może Twoja żona ma ich dobro na uwadze, w nielicznych momentach, w których akurat nie jest pochłonięta "toczącymi się obecnie jej co najmniej dwoma romansami" ?

              Zamiast zająć się przyszłością swoją i dzieci, to od dwóch lat pierdzielisz coś od rzeczy o intelektualnej więzi z Szanowną, która ewidentnie robi Cię w konia i ma gdzieś.
              Słabo się robi od samego czytania tych smętów.
              Wnieś chłopie pozew o rozwód, a jak Ci więzi intelektualnych brakuje, to się umów na wódkę z kolegami i przyjmij do wiadomości fakt, że Twoją żonę intelektualnie, emocjonalnie i fizycznie zaspokajają kochankowie.

              Reasumując odpowiedź na Twoje zasadnicze pytanie: Tak, to już.
              • obs2 Re: czy to już 11.03.17, 17:37
                >Dobro dzieci macie na uwadze ??
                >Tzn. kto i kiedy ma w szczególności dobro tych dzieci na uwadze ?
                > Ty będąc w pracy praktycznie 24/7, wyprowadziwszy się uprzednio z domu w ramach realizacji wyraźnej
                > dyspozycji małżonki w tym zakresie ?

                wszyscy trąbili że pozostawanie w domu, co rodziło napięcia nie do wytrzymania, jest destrukcyjne. Żona odetchnęła. W domu z tego co wiem jest spokojniej. Więc to jest lepiej dla dzieci. Niestety, sorry, to jest nadal jej decyzja: to ona zaaranżowała cały cyrk, owszem wyszedłem z domu na jej polecenie- jedynie tylko rozciągnięte w czasie- było oczywiste i jest to jednoznaczna wola dzieci, że zostają z nią. Ich samotność w domu jest na jej odpowiedzialność. Przepraszam bardzo, ja muszę kupić mieszkanie. Tego się nie kupuje z kieszonkowego, wiesz? Trza zarobić. Oszczędności oczywiście mamy, ale nie takie by o, we wtorek kupić mieszkanie. Żyliśmy zgodnie, nie planowaliśmy aż takich katastrof.

                > Zamiast zająć się przyszłością swoją

                nosz KUR.WA zajmuję się. Z roboty piszę. Jutro też idę.
                nie dogodzi, panie.

                Człowieku, jest katastrofa, ofiary muszą być. Dzieci niewinne wiem. Ale sorry, to jest katastrofa.
                Nie da się wyprowadzić, kupić mieszkania, budować mega super więź z dziećmi dając im czas za siebie i za nieobecną żonę, najlepiej jeszcze z uśmiechem na ustach, prawda?
                Nie, to jest wojna, wybuch wulkanu, powódź, tsunami.
                To jest rozstanie ludzi będących całe dorosłe życie razem.
                To musi boleć. Trup się musi ścielić.
                SORRY.
                Tak, myślę o dzieciach. I zaraz jadę do nich na chwilę. Ale PRACUJĘ i będę pracował!


                • once_upon_a_time_again Re: czy to już 12.03.17, 08:40
                  obs2 napisał:

                  > wszyscy trąbili że pozostawanie w domu, co rodziło napięcia nie do wytrzymania,
                  > jest destrukcyjne.

                  Kto to są ci Wszyscy i dlaczego wychodzili z założenia, że to akurat Ty powinieneś się wyprowadzić ?
                  Czyżby chodziło o to, że w związku z Twoją obecnością w domu, żona była zmuszona spotykać się z kochankami na mieście, a wolałaby żeby wpadali do niej ?
                  Jak sam napisałeś - "to ona zaaranżowała cały ten cyrk" - więc niech sama się wyprowadzi.


                  > i jest to jednoznaczna wola dzieci, że zostają z nią

                  Pewny tego jesteś, że dzieciaki jednoznacznie chcą zostać z nią ?
                  A może na tą chwilę chcą jedynie pozostać w domu, w którym od lat mieszkały ?
                  Gdyby to żona postanowiła wyprowadzić się do któregoś kochanka, to dzieci też by się chciały wyprowadzić razem z matką ? Rozmawialiście o tym z dziećmi ?
                  No to jak - dzieci chcą zostać z matką, czy dzieci chcą po prostu zostać tam gdzie mieszkają ?


                  > Przepraszam bardzo, ja muszę kupić mieszkanie.

                  Dlaczego "musisz" ?
                  "Musisz", żeby do tych wszystkich wydatków wymienionych gdzieś powyżej doszedł Ci jeszcze kredyt na mieszkanie ? Sam pewnie dojeżdżasz do pracy starym gratem, bo lepszy samochód oddałeś żonie, żeby jeździła na balety.
                  Wiesz co chłopie ? Ty już nic nie musisz i niech ta Twoja żona nie będzie taka cwana. Przeprowadźcie najpierw rozwód, podzielcie majątek, a kiedy każdy będzie rozporządzał swoją częścią, to sobie pomyślisz o zakupie mieszkania.

                  Dlaczego "musisz" ?
                  Chcesz być Panem, zdolnym kreować rzeczywistość wokół siebie, zgodnie ze swoją wolą i na własną modłę ?
                  Czy chcesz na zawsze pozostać się niewolnikiem, wiecznie zależnym od woli innych - żony, córek, ordynatora, terapeutki i wiecznie spętanym jakąś niefortunną koincydencją zdarzeń ?


                  > Ale PRACUJĘ i będę pracował!

                  Pracuj, pracuj, żona będzie miała więcej do podziału.
                  • obs2 Re: czy to już 12.03.17, 11:46
                    > Kto to są ci Wszyscy i dlaczego wychodzili z założenia, że to akurat Ty powinieneś się wyprowadzić ?

                    bo "nasze" mieszkanie to jest mieszkanie żony. W jej rodzinnej od pokoleń kamienicy. Ja tam bylem gościem. Przez 19 lat, ale gościem.

                    >Czyżby chodziło o to, że w związku z Twoją obecnością w domu, żona była zmuszona spotykać się z
                    >kochankami na mieście, a wolałaby żeby wpadali do niej ?

                    ze względu na dzieci jednak nie żeby wpadali, przynajmniej na razie.

                    > więc niech sama się wyprowadzi.

                    nie byłbym w stanie tego zaakceptować. Tą kamienicę postawił jej pradziadek w 1909 roku. Pewnych rzeczy po prostu się nie robi. Po prostu. Z powodów, powiedzmy, czysto estetycznych

                    >Pewny tego jesteś, że dzieciaki jednoznacznie chcą zostać z nią ?

                    wiesz, oboje to zepsuliśmy, ja zepsułem brakiem obecności, tak jestem pewien. One mnie lubią, ale to ona jest ich przewodnikiem w życiu.

                    >"Musisz", żeby do tych wszystkich wydatków wymienionych gdzieś powyżej doszedł Ci jeszcze kredyt na
                    >mieszkanie ?

                    jeśli wynajmę mieszkanie, to hm, ceny wynajmu w Krakowie są porównywalne lub WYŻSZE od raty kredytu. Zatem na pewno lepiej kupić.
                    No chyba że proponujesz przytulisko dla bezdomnych. Owszem, zdarzyło mi się być w takim niedawno, z wizytą lekarską do chorego, powiem szczerze że byłem zaskoczony porządkiem i czystością tam panującą. Więc ok, do rozważenia.

                    >Sam pewnie dojeżdżasz do pracy starym gratem, bo lepszy samochód oddałeś żonie, żeby jeździła na
                    >balety.

                    oczywiście że tak, starym gratem, przy czym nie doceniasz mojej żony, na balety jest wożona, i odwożona. Wiesz, miłość. Nawet pączki do pracy jej przywożą w tłusty czwartek. Miłość, panie.

                    >Wiesz co chłopie ? Ty już nic nie musisz

                    no właśnie, czuję to i robię co chcę. Piszę z pracy, dla jasności smile))

                    >Przeprowadźcie najpierw rozwód, podzielcie majątek, a kiedy każdy będzie rozporządzał swoją częścią, to
                    >sobie pomyślisz o zakupie mieszkania.

                    hm, tyle miesięcy pod mostem albo w przytułku, no cóż, trza to trza.

                    >Chcesz być Panem, zdolnym kreować rzeczywistość wokół siebie, zgodnie ze swoją wolą i na własną
                    >modłę ?

                    nie odczuwam takiej potrzeby.











                    • once_upon_a_time_again Re: czy to już 12.03.17, 16:13
                      obs2 napisał:

                      > Ja tam bylem gościem. Przez 19 lat, ale gościem.

                      Byłeś tylko gościem, ale rozumiem że pokrywałeś wszelkie koszty tego mieszkania ? I nadal zamierzasz je pokrywać ? Jako mąż i nie mąż ?


                      > ze względu na dzieci jednak nie żeby wpadali, przynajmniej na razie.

                      Niestety to jej sprawa kogo będzie przyjmować we własnym domu.


                      > tak jestem pewien. One mnie lubią, ale to ona jest ich przewodnikiem w życiu.

                      Serio dzieci Cię „lubią” ? A moja córka lubi „cukierki toffilowe”. Przez wiele lat to jej matka była przewodniczką w jej życiu, aż ostatnio doprowadziłem do tego, że koniec końców mała (już nie taka mała, bo 14-letnia) znalazła się pod moją stałą opieką. Zresztą nigdy nie miałem wątpliwości co do tego, że to ja powinienem tą opiekę sprawować. Naturalnie nie twierdzę, że tak powinno być i w Twoim przypadku. Może rzeczywiście oboje jesteście kiepskimi rodzicami i trudno powiedzieć które z was jest lepszym. A może tylko brakuje Ci wiary w to, że jesteś wystarczająco dobry, żeby zająć się dziewczynkami. Jednak mam wrażenie, że masz tendencję do oddawania wszystkiego walkowerem.


                      > No chyba że proponujesz przytulisko dla bezdomnych.

                      Twoje możliwości nie wykraczają poza Kraków ? Możliwości lekarza z drugim stopniem specjalizacji to taka mizeria ? Trochę czasu spędziłem na Zachodzie i zawsze mi się zdawało, że tam też pracują polscy lekarze.


                      > Piszę z pracy, dla jasności smile

                      Ja w zasadzie też piszę z pracy, bo żeby być w pracy wystarczy mi odpalić VPN-a na laptopie (jestem programistą, a apetyt mojego pracodawcy na nowe funkcjonalności w supportowanych i rozwijanych aplikacjach jest niepohamowany – tak, tak, nie tylko czas pracy lekarzy jest nienormowany). I jednocześnie mam na oku co tam moja córka wyprawia na tablecie.
                      Córka ma Aspergera, - dla jasności.


                      > nie odczuwam takiej potrzeby.

                      No cóż, to jest Twoja sprawa jak chcesz żyć. Moje pytania były zresztą retoryczne, bo jak widzę - większość została już przez Twoją żonę przemyślana i postanowiona. Ja Ci tylko przedstawiłem własny punkt widzenia.

                      Pozdrawiam,
                      • ajzbella Re: czy to już 13.03.17, 11:21
                        once_upon_a_time_again - w punkt, niestety. Najtrafniejsze wydaje mi się podsumowanie: "mam wrażenie, że masz tendencję do oddawania wszystkiego walkowerem". Przy czym obawiam się, że w tym przypadku tego się już nie da zmienić. Osoby postronne będą się wkurzać na tak ekstremalnie bierną postawę i radzić do upadłego, żeby wziąć się w garść i zawalczyć, ale raczej nic nie wskórają. Lektura całego wątku to potwierdza.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka