wiu
20.06.07, 17:24
Mam 31 lat, od 7 lat jestem mężatką, od 6 lat próbujemy mieć dziecko (i nie
wychodzi, leczymy się). Okres buntu mam już za sobą (i dobrze) ale od czasu
do czasu jest on na nowo wzbudzany, kiedy w tv, radiu lub innym medium
usłyszę komentarze typu "dziecko czyni rodzinę kompletną", "dziecko to
największe szczęście dla kobiety" itd. Albo negatywne komentarze o kobietach,
które "robia karierę", nie ma ich całymi dniami w domu, i jest "nie
ugotowane, nie uprane, nie posprzatane" skutkiem czego "nie ma prawdziwego
domu"...Zadaję sobie bowiem pytanie, czy to oznacza, że jeśli pozostanę
bezdzietna, to ta "pełnia szczęścia" o której mowa będzie dla mnie
nieosiagalna? Jestem ciekawa, w czym wy upatrujecie swojej "pełni
szczęścia"....Jestem ciekawa, jak rozwijaja sie życiowe scenariusze osób
bezdzietnych... zy to z wyboru czy z konieczności. A co z wpływem
bezdzietności na jakość związku??