Praca za seks - co w tym złego

09.05.08, 20:53
Tak sobie pomyślałem - co jest złego w żądaniu seksu w zamian za pracę? Mówimy o kimś, kto ubiega się o pracę. Jasny układ - dwoje dorosłych ludzi. Właściciel firmy i osoba zainteresowana pracą. Właściciel chce dać pracę, ale żąda seksu. Druga strona albo się godzi, albo szuka innej firmy. Nie rozumiem, co jest tu takiego, że musi się zakończyć procesem?
A jakbym dajmy na to dał ogłoszenie w stylu:
Szukam sekretarki - 2000 na rękę lub 5000 jeśli zgodzi się na seks. Co w tym złego?
    • chwila.pl Re: Praca za seks - co w tym złego 09.05.08, 21:05
      wielki_czarownik napisał:

      > A jakbym dajmy na to dał ogłoszenie w stylu:
      > Szukam sekretarki - 2000 na rękę lub 5000 jeśli zgodzi się na seks.
      > Co w tym złego?

      Ależ nic w tym złego. Pod warunkiem, że szukasz pracownika do agencji
      towarzyskiej, lub kolokwialnie mówiąc - burdelu. W każdym innym przypadku ma
      posmak skandalu.
    • markus.kembi Re: Praca za seks - co w tym złego 09.05.08, 23:41
      wielki_czarownik napisał:

      > (...)
      > A jakbym dajmy na to dał ogłoszenie w stylu:
      > Szukam sekretarki - 2000 na rękę lub 5000 jeśli zgodzi się na seks. Co w tym zł
      > ego?
      ______________________________________

      A seks będzie w umowie, czy tak na czarno? ;-)
      • Gość: J07 Re: Praca za seks - co w tym złego IP: *.nycmny.east.verizon.net 10.05.08, 04:43

        Zrobi sie tak,aby obylo sie bez podatku.
        • kochanica-francuza Re: Praca za seks - co w tym złego 10.05.08, 14:59
          Gość portalu: J07 napisał(a):

          >
          > Zrobi sie tak,aby obylo sie bez podatku.
          Prace zlecone???
    • kochanica-francuza ale praca 8 godzin dziennie? 09.05.08, 23:51
      czyli seks między 8 a 16
      • markus.kembi Re: ale praca 8 godzin dziennie? 10.05.08, 00:10
        Plus nadgodziny - płatne podwójnie :-)
    • Gość: Lena Re: Praca za seks - co w tym złego IP: *.multimo.gtsenergis.pl 09.05.08, 23:53
      Mysle,ze nie jest niczym złym płacenie za seks jeśli jest tylko
      niekaralne. Idziesz do agencji, płacisz, masz to za co płacisz i
      wychodzsz. Zupełnie czymś innym jest szantaż sekretarki,ze ją
      zwolnisz jeśli na seks się nie zgodzi albo szantaż,że dasz komuś kto
      jest w beznadziejnej sytuacji pracę jeśli na seks się zgodzi a potem
      następne szantaże (bo jak raz się zgodziła to przecież zgodzi się
      dalej). To wcale nie jest "czysta sytuacja" ... Jesli ktoś kto
      wie,że masz "nóż na gardle" zaszantazuje cię to będziesz zupełnie
      inaczej to odbierał ...
    • supaari Re: Praca za seks - co w tym złego 10.05.08, 00:53
      wielki_czarownik napisał:

      > Tak sobie pomyślałem - co jest złego w żądaniu seksu w zamian za
      pracę? Mówimy
      > o kimś, kto ubiega się o pracę. Jasny układ - dwoje dorosłych
      ludzi. Właściciel
      > firmy i osoba zainteresowana pracą. Właściciel chce dać pracę,
      ale żąda seksu.
      > Druga strona albo się godzi, albo szuka innej firmy. Nie
      rozumiem, co jest tu
      > takiego, że musi się zakończyć procesem?
      > A jakbym dajmy na to dał ogłoszenie w stylu:
      > Szukam sekretarki - 2000 na rękę lub 5000 jeśli zgodzi się na
      seks. Co w tym zł
      > ego?

      Układ rzeczywiście prosty... Jak ją zarazisz chorobą weneryczną -
      można będzie ją uznać za chorobę zawodową. Jak ona Ciebie - za
      rzeżące... znaczy rażące naruszenie obowiązków pracowniczych. Jak Ci
      podpadnie będziesz ją mógł "zesłać" do magazynu z takim samym
      zakresem obowiązków i wynagrodzeniem. Jak będzie ambitna, to
      odejdzie, jeśli się nie będziesz spisywał na biurku i może komu się
      nie poskarży, że się "marnowała" w pracy. Ciekawe tylko jaką składkę
      ubezpieczenia wypadkowego zażyczy sobie ZUS...
    • snajper55 Re: Praca za seks - co w tym złego 10.05.08, 03:19
      Dowiesz się, gdy Twój szef zażąda Twojej dupy.

      S.
    • Gość: czytelnik Re: Nic zlego, oczywiscie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.08, 22:53
      wielki_czarownik napisał:

      > Tak sobie pomyślałem - co jest złego w żądaniu seksu w zamian za
      pracę? Mówimy
      > o kimś, kto ubiega się o pracę. Jasny układ - dwoje dorosłych
      ludzi. Właściciel
      > firmy i osoba zainteresowana pracą. Właściciel chce dać pracę, ale
      żąda seksu.
      > Druga strona albo się godzi, albo szuka innej firmy. Nie rozumiem,
      co jest tu
      > takiego, że musi się zakończyć procesem?
      > A jakbym dajmy na to dał ogłoszenie w stylu:
      > Szukam sekretarki - 2000 na rękę lub 5000 jeśli zgodzi się na
      seks. Co w tym zł
      > ego?


      a no nic, zlego. Mam jednak odruch wymiotny bo taki "szef" kojarzy
      mnie sie ze zwyklym,polskim bucem. Szef w hamerykanskiej firmie mial
      by na uwadze dobro firmy a nie wlasnej dupy.Taka niby malutka
      roznica.
    • hymenaios Re: Praca za seks - co w tym złego 10.05.08, 23:01
      Uważasz, że to dobry pomysł seks i pieniądze traktować jako
      zamienniki w rozliczaniu z pracownikiem? A co będzie jak przyjedzie
      inna pracownica i zażąda wypłaty premii rocznej w postaci seksu z
      tym samym właścicielem? Regulamin, siatka płac musi tego typu sprawy
      rozwiązywać.
    • xtrin Re: Praca za seks - co w tym złego 11.05.08, 09:30
      wielki_czarownik napisał:
      > Szukam sekretarki - 2000 na rękę lub 5000 jeśli zgodzi się na seks.

      W takim przypadku to stanowisko w firmie powinno się nazywać
      "sekretarka-prostytutka".
      Pozostaje też problem płacy - nie powinna raczej być rozliczana jak
      wynagrodzenia reszty pracowników, różnica tych 3k powinna być płacona z
      prywatnych pieniędzy właściciela, a nie z pieniędzy firmy.
      • muerte2 Re: Praca za seks - co w tym złego 11.05.08, 12:56
        W zasadzie praca za seks to nic złego. Można za pieniądze, można za wikt i opierunek, to można i za seks. Obawiam się tylko, że seks na stałe zagościłby wówczas we wszystkich umowach o pracę. I znalezienie pracy wiązałoby się z obowiązkowym udostępnienie swoich 4 liter. Gdyby potencjalny szef był istotą atrakcyjną to pół biedy - wystawia się to i owo, parę minut (oczywiście jeżeli nie ma problemów seksuologicznych) i mamy pracę. Jeżeli szef jest brzydki, to rosną koszta znalezienia pracy, bo trzeba zaopatrzyć się w torebkę na wymiociny. Dalej jest już tak samo jak w przypadku szefa atrakcyjnego.
        • 10iwonka10 Re: Praca za seks - co w tym złego 11.05.08, 18:57
          No ale jak wszyscy sie na to beda godzic to bedzie nastepny
          etap...kto jest lepszy w lozku ten dostanie prace.I tutaj trzeba
          sie bedzie wykazac finezja, pomyslowoscia, aktywnoscia....a jak szef
          gruby, przydki i smierdzacy??? masakra.
    • kol.3 Re: Praca za seks - co w tym złego 11.05.08, 20:50
      Jeśli nic w tym złego pozwól żeby szef Twojej swojej żony/
      dziewczyny molestował ją w ramach układu praca za seks . Co za
      problem?
    • qqazz Ano złego złego 11.05.08, 21:36
      bo jak to prywaciarz to jego sprawa, ale jak na perwersje idą publiczne środki
      to już jest problem.



      pozdrawiam
      • supaari Re: Ano złego złego 12.05.08, 09:20
        qqazz napisał:

        > bo jak to prywaciarz to jego sprawa, ale jak na perwersje idą
        publiczne środki
        > to już jest problem.
        >

        > pozdrawiam

        Gwoli ścisłości - środki nie muszą być publiczne. Wystarczy, że są
        cudze. Zatem tak samo należy ocenić wojewodą zatrudniającego
        sekretarkę w urzędzie za seks, jak prezesa spółki giełdowej
        robiącego to samo.
        Jednak autor wątku stwierdził wyraźnie, że jest przedsiębiorcą
        prywatntym, zatem nie jest niczyim agentem i za własne może sobie
        fundować dowolne uciechy...
        Jest jednak jeszcze jeden problem - koszty pracy "seks-retarki"
        zmniejszają deklarowany podatek dochodowy naszego dzielnego
        biznesmena. Gdyby poszedł do agencji i wziął fakturę, na podstawie
        której chciałby koszty usług profesjonalistki zaliczyć do kosztów,
        to US zapewne przyczepiłby się do odpowiedniej pozycji w rachunku
        wyników. Czy w przypadku sekretarki byłoby inaczej? Zapewne nie - US
        uznałby, że część jej wynagrodzenia nie stanowi kosztów uzyskania
        przychodu lub uznał, że biznesmen czerpie prywatne benefity, które
        może sobie finansować ze środków prywatnych po opodatkowaniu...
    • wielki_czarownik Wyjaśnienie 12.05.08, 12:22
      Mówię o sytuacji, gdzie obie strony od początku wiedzą o co chodzi. Nie wtedy, kiedy pracodawca wymusza seks na pracowniku, ale wtedy gdy jeszcze przed zatrudnieniem go mówi jak się sprawy mają.
      • muerte2 Re: Wyjaśnienie 12.05.08, 12:27
        Ogólnie wszyscy powinni się bzykać z wszystkimi. Spada wtedy napięcie i człowiek
        czuje się szczęśliwy. A zadowolony pracownik (i szef), to dobry pracownik (i
        szef). PKB poszedłby w górę, a poza tym nie byłoby gwałtów, wojen,
        niesprawiedliwości i niczego by nie było.
      • kot_behemot8 Re: Wyjaśnienie 12.05.08, 12:40
        Gdyby usługi seksualne zostały wpisane w zakres obowiazków ze
        wszystkimi tego konsekwencjami (podatek, ubezpieczenie, godziny
        nadliczbowe itd) to od strony formalnej nie widzę przeszkód. Od
        strony nieformalnej... mozna się porzygac na samą myśl o pracy dla
        takiego szefa, nawet gdyby mój zakres obowiązków był hmmm...
        standardowy tylko (albo gdybym była tylko klientka takiej firmy).
        Podejrzewam, ze sporo osób tak by rozumowało i firma takiego typa
        szybko by upadła.
        Naturalnie mowa wyłącznie o sytuacji w której szef jest zarazem
        właścicielem 100% udziałów w firmie (oczywista oczywistością jest
        to, ze żadne urzędy, partie, firmy państwowe, spółki giełdowe itp
        nie wchodzą w grę).
Pełna wersja