okrent9
01.06.08, 04:29
Dziś Dzień Dziecka; myślimy o prezentach dla naszych dzieci, dla
naszych wnuków, siostrzenic, bratanków... Chcemy świętować miłość do
własnych dzieci, ale też zastanawiamy się nad tym, co z nich
wyrośnie, i jak zadbać o to, by rosły w zdrowiu i bezpieczeństwie i
stały się szczęśliwymi dorosłymi. Zapewne większość forumowiczów się
ze mną zgodzi, że piętnastolatek to jeszcze dziecko. Parę dni temu
przez przypadek dowiedziałam się o tym, co przed kilkoma miesiącami,
13 lutego 2008, spotkało piętnastoletniego Lawrence'a Kinga...
Ośmioklasista zginął od dwóch strzałów w głowę. Zastrzelił go jego
szkolny kolega, czternastolatek. Powód? Larry przyznawał otwarcie,
że jest homoseksualistą. W szkole na każdej lekcji spotykały go
przezwiska typu "pedał"... W przeddzień "Walentynek" zaproponował
swojemu zabójcy, by ten był jego "walentynką".
Pod tym linkiem można obejrzeć slideshow ze zdjęciami Larry'ego:
www.rememberlarry.com/
W kontekście tej śmierci, czy nie byłoby dobrym pomysłem przyjrzenie
się własnemu podejściu do sprawy i refleksja nad tym, jaki wpływ
mamy na wybory młodszego pokolenia?
Ktoś powie: ależ u nas by się to nie stało. Dziesięć lat temu sama w
to wierzyłam. Teraz, kiedy czytam nasączone jadem wypowiedzi w
wątkach o prawach gejów i lesbijek, przechodzą mnie ciarki.
W Polsce sprawa godności i jakości życia osób homoseksualnych
dopiero stosunkowo niedawno zaistniała w społecznej świadomości. W
USA podobny proces emancypacji społecznej gejów i lesbijek rozpoczął
się jakieś piętnaście-dwadzieścia lat temu. W tamtym okresie
ofiarami zbrodni nienawiści ze względu na orientację seksualną stały
się dziesiątki ludzi w każdym wieku - w tym trzymiesięczne niemowlę,
którego ojciec uznał, że wyglądało na homoseksualne! Nastolatków
bito do nieprzytomności, rozczłonkowano, palono żywcem,
umierających, błagających o darowanie życia, pozostawiono samym
sobie. Para gejów została zamordowana we śnie, zastrzelona we
własnym łóżku. Byli ze sobą czternaście lat.
Zaczynam się zastanawiać, do czego są zdolni moi rodacy. Nie do
morderstw?.. Słyszałam już o siedmiolatkach WYZYWAJĄCYCH SIĘ
od "gejów". Nawet jedno samobójstwo nastolatka z powodu bycia
dręczonym przez rówieśników to za dużo. Wyzwiska to przemoc słowna.
Jak mają się czuć te dzieciaki, które odkrywają w sobie skłonności
homoseksualne, jeśli wokół słyszą pod adresem homoseksualistów i
lesbijek słowa pogardy, potępienia, kpiny? Orientacji nie da się
zmienić. Można ją jedynie ukrywać. Udawać kogoś, kim się nie jest.
Żyć w kłamstwie i wprowadzać w błąd bliskich. Cierpieć w milczeniu.
Wikłać się w związki hetero, które nie mają szans na to by być
szczęśliwymi. Życie jest krótkie. Jeśli chcecie, żeby WASZE DZIECI
mogły być bezpieczne i szczęśliwe będąc kim są, uczcie je empatii i
szacunku dla odmienności. I uczcie je żyć z otwartymi oczami i
umysłami. Jeśli je kochacie, uczcie je tego dla ich własnego dobra.
I dla własnego. Bo homofobia zabija. Zawsze czyjeś dzieci.
Pod poniższym linkiem można obejrzeć twarze i przeczytać personalia
i czasem szczegóły śmierci około 170 gejów, często nastolatków,
którzy zostali zamordowani albo sami odebrali sobie życie nie mogąc
znieść prześladowania:
www.youtube.com/watch?v=mw9zJq0QGl0
Dla tych, którzy nie znają angielskiego, poniżej skrótowe
tłumaczenie fragmentów filmiku. Pominęłam te najbardziej drastyczne.
"(...) Matka Danny'ego Overstereta często mu powtarzała, żeby nigdy
nie stał tyłem do drzwi, bo "ludzie powariowali". Kto mógł
przewidzieć, że nawet w kawiarni dla gejów homoseksualista nie może
czuć się bezpieczny i "u siebie"? W 2000 roku jakiś homofob otworzył
z broni palnej ogień do klientów takiej kawiarni. Danny Oversteret
padł jego ofiarą.
W Iranie w 2005 roku powieszono dwóch nastoletnich homoseksualistów.
W 2006 roku w Portugalii 46-letnia transseksualistka była przez
wiele dni torturowana i molestowana seksualnie a później zamordowana
przez czternastu chłopców w wieku 10-16 lat, wychowanych w
nienawiści do "ciot".
21-letni Matthew Shepard w październiku 1998 roku po tym, jak
przyznał się dwóm nowo poznanym mężczyznom, że jest gejem, został
przez nich porwany, brutalnie pobity, okradziony i poparzony.
Błagał, by darowali mu życie. Zostawili go przywiązanego do płotu na
pustkowiu. Zmarł po siedmiu dniach w szpitalu. Jego matka spotykając
się potem z młodzieżą uniwersytecką opowiadała, że mijający go
ludzie początkowo nie zwrócili na niego uwagi, myśląc, że to strach
na wróble...
23-letni Allen R. Schindler, Jr., w 1992 roku w wieku 22 lat został
tak brutalnie pobity przez swych "kolegów" z wojska, że wszystkie
jego organy wewnętrzne były zmiażdżone, a matka poznała go tylko po
tatuażu na ramieniu.
(...)"