Dodaj do ulubionych

Roszczeniowość - skąd to się bierze?

17.11.08, 14:10
Z dużą ciekawością przeczytałam kilka wątków na tym forum. Wynika z nich głównie, ze nie lubi się głównie rodziców dzieci, a nie samych dzieci jako takich. Ja to rozumiem - też nie przepadam za niektorymi egzemplarzami.
Zastanowily mnie watki o wrednych matkach z wozkami, nachalnych kobietach w ciazy i ich wymaganiach. Postawa roszczeniowa ludzi z malymi dziecmi i spodziewajacych sie dziecka. Autorzy watkow zastanawiaja sie, skad tyle chamstwa. Przeciez to niemozliwe, zeby wszystkie kobiety w ciazy i z malymi dziecmi byly chamowate?
Robia sie takie, czy co?
Otoz wydaje mi sie, ze mam odpowiedz. Tak, robia sie takie, niestety.
Jestem teraz w koncowce ciąży.
Dla ludzi na ulicy, w momwncie kiedy moj brzuch stal sie widoczny, przestalam byc czlowiekiem.
Dawniej, kiedy nioslam ciezka siate, sasiad stojacy przed blokiem proponowal czasem pomoc. Teraz patrzy na mnie i moje zakupy jak na powietrze, nie mowiac o tym, ze czesto jak na zepsute powietrze.
Kobieta na klatce patrzac mi w oczy zatrzaskuje mi przed twarza drzwi do windy. Co jej zrobilam?? Przedtem sie tak nie zachowywala.
Ludzie w kolejce odwracaja wzrok i czujesz, jak narasta wokol ciebie atmosfera niecheci. Bo przeciez takiej " z duzym brzuchem" trzeba ustapic, a nikomu sie nie chce. Ale poczucie pozostaje.
Ten sam syndrom w komunikacji miejskiej- wszyscy patrza w okna, albo w gazety.
I zaznaczam - malo ktora ciezarna kobieta sie domaga. Po jakims czasie z czlowieka robi sie tylko stlamszona, winna temu, ze jest w ciazy kobieta, ktora stara sie zachowac dume i nie prosic.
Kiedy ide na poczte i widze ponurych ludzi w kolejce, ktorych nagle najbardziej na swiecie inetersuja ich wlasne paznokcie, to rposze sie ode mnie nie domagac usmiechnietej twarzy. Nie bede prosic o nic,ale nie mam tez poczucia, ze stado sie mna opiekuje.
stad bardzo powoli rodzi sie niechec i agresja.
Jeszcze nie wiem, jak bedzie z wozkiem, ale z przerazeniem czytam pytania na forum o dzieciach "co mam zrobic? jutro jade do lekarza, a boje sie znow wyjechac z wozkiem na miasto, bo ostatnio musialam wniesc go sama do autobusu?"
Nikt z zelaza nie jest. Ja tez obserwuje, ze czasami zamiast zachowywac sie normalnie, zaczynam sie zloscic. Bo "naciagnieto mi strune", bo wiem, ze nie moge liczyc na bliznich, ze spotkam sie z ich strony raczej z niechecia, niz z pomoca.
Oczywiscie, od kultury osobistej zalezy, czy objawi sie to najezdzaniem komus wozkiem na buty, czy nie.
Ja wiem, ze prawdopodobnie wiekszosc z Was ustepuje, pomaga itd.
Tylko jak to sie dzieje, ze w ciagu calej ciazy nikt mnie nigdy nie przepuscil w kolejce, nie pomogl mi dzwignac i takie tam. Przeciez sie nie domagam tak strasznie? nie tupie, nie jestem niegrzeczna. Czasami tylko trudno mi stac. I tyle.
Obserwuj wątek
    • bubster A dlaczego się nie domagasz? 17.11.08, 17:39
      Dlaczego nie podejdziesz, nie powiesz - czy mógłby mi pan ustąpić
      miejsca, źle się czuję, jestem w ciaży?
      Wiem, że "z założenia" wszyscy powinni być dla siebie mili itp. itd.
      ale to nie jest świat idealny.
        • zigzac1 Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 17.11.08, 19:15
          Ja wlasnie zaznaczam, ze faktycznie, po stronie matek z wozkami i kobiet w ciazy pojawia sie niegrzeczna roszczeniowosc, skrzywione twarze, narzekanie i mruczenie pod nosem. Tylko dopiero teraz rozumiem, skad to sie bierze.
          Dlaczego nie prosze? Wiesz, bubster, czasem prosze.
          Krotka anegdotka. Jeszcze goraco bylo i duszno, brzuch juz widoczny, ale faktycznie jeszcze nie wygladalam na slaniajaca sie ciezarna. Poczta. Zero klimy i kolejka, jakies osiem- dziesiec osob, do odbioru paczek.
          Staje w kolejce. Za moment poczulam, ze nie dam jednak rady (czasem i w szostym miesiacu jest trudno, duszno i takie tam) i zapytalam. Odpowiedzialy mi glownie kobiety. Ze "dlaczego" i "z jakiej racji". Ze nie ma wywieszki, ze poza kolejnoscia. i tyle. Bylo na tyle nieprzyjemnie, ze po prostu wyszlam, zeby sie nie denerwowac.Sa ludzie, ktorzy potrafia egzekwowac i sie nie denerwowac. Praktyczna umiejetnosc, a raczej cecha. Niestety, nie nabywa sie jej automatycznie poprzez zajscie w ciążę. big_grin

            • zigzac1 Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 17.11.08, 19:32
              @bubster: smile pewnie, ze sie nalezy zwracac do jednej osoby, nie do stada. To prosty zabieg. Odpowiedzialność rozmyta i takie tam. I z pewnościa sie tego naucze, bo bede musiala.
              Cale jednak moje zaczepienie Was bylo w temacie, skad biora sie pomioty szatana myslace macica i wsciekle matki, wyznaczajace stereotyp.
              Bo zanim nie zaszlam w ciaze, wydawalo mi sie, ze jednak jest zasadnicza roznica pomiedzy zachowaniami osob, ktore uzywaja sformulowan "dzidzia", "cycanie" i przekonuja, ze bycie matka jest jedynym sposobem na zycie - a normalnymi kobietami, ktore po prostu sa w ciąży.
              A okazuje sie, ze w opinii ludzkiej zachodzi zrownanie postaw poprzez przypuszczenie.
              Bardzo proste rownanie - jestem w tej chwili nielubiana przez ogol, bo jestem w ciazy i zaklada sie, ze mam postawe roszczeniowa. Czuje sie z tym niekomfortowo, odpowiadam ogolowi niechecia i zaczynam miec postawe roszczeniowa.
              • zigzac1 Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 17.11.08, 20:02
                A! Przepraszam - w ramach PSu najlepsza historyjka, jaka mi sie wydarzyla. Symboliczna bardzo.
                Miejsce :znowu nieszczesna poczta
                Okoliczności ; po raz kolejny odbior paczki
                Wystepują : Ja
                Pan o wyglądzie mątwy
                Pan siedzi i na krzeselku, czekajac na swoja kolejke, kolejka niewielka, staje w niej.
                Pan ; A czemu pani nie pojdzie do tego tam okienka, bez kolejki?
                Ja: Ale ja musze paczke odebrac.
                Pan : ( z zastanowieniem ) Aa.. jak paczke, to co innego...
                (po chwili z ozywieniem) To ja jestem przed pania.

                Nie bardzo wiadomo - smiac sie,czy plakac...
                • broceliande Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 18.11.08, 09:06
                  Zigzac, co Ty z tymi paczkami, tak sie zastanawiam.
                  Jestem zwyczajnie ciekawa.
                  Zamawiasz rzeczy dla dziecka na allegro? Nie ma Cię w domu, kiedy
                  listonosz miałby szansę Cię zastać? Pracujesz, tak?
                  Czy nie możesz kupić w ciuszków w sklepie dla niemowląt, albo na
                  pocztę wysłać partnera? Wszak poczty czynne do późna.

                  Osobiście będąc w ciąży nie pracowałam i preferowałam leżenie pod
                  kocykiem, a nie spacery.
                  Dużo więcej dokopały mi spacery po rozdzieleniu, z wózkiem. Ale
                  wypracowałam sobie piękny uśmiech i miłe zwroty. Nawet po schodkach
                  do księgarni ZAWSZE miałam pomoc we wniesieniu wózka.

                  A może tak tylko dobrze trafiałam?

                  • zigzac1 Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 18.11.08, 12:47
                    Paczki, to akurat przypadek smile Poczta Polska zreszta nie dostarcza zazwyczaj paczek - pracuje rownie efektywnie , jak ZUS, wiec sobie mozna czekac na listonosza- on wrzuca tylko avizo z info, ze nikogo nie zastal.
                    Pracuje w wolnym zawodzie, wiec mam wiecej mozliwosci zalatwiania tzw spraw na miescie, niz kolega malzonek. I staram sie zyc w ciazy normalnie - chodzic na spacery,w miare mozliwosci pracowac, zalatwiac drobne sprawy i prowadzic dom.
                    Malżonek tez lata na poczty i inne takie, ale staram sie, zeby nie musial wszystkiego zalatwiac za mnie.
                    A co do pomocy przy wnoszeniu wozka - usmiech zawsze pomaga. smile
                    Byc moze jestes kolejnym dowodem na moja teze - poniewaz w ciazy nie musialas sie specjalnie udzielac spolecznie, nie dostalas w kosc i nie zrobilas sie zla na wszystkich. Dzieki temu latwiej ci bylo o usmiech po urodzeniu dziecka.Oczywiscie nie wiem, czy mam racje smile Moze faktycznie dobrze trafialas? Tez sie zdarza z pewnoscia.
                    • broceliande Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 18.11.08, 13:02
                      Moje dziecko jest z samego początku aktualnego wyżu demograficznego.
                      Wtedy wydawało mi się, że na kobietę w ciąży patrzy się z uśmiechem.
                      Absolutnie nie dostałam w kość.

                      Teraz widzę bardzo dużo kobiet w ciąży, ale głównie z partnerami.
                      I bardzo dobrze, bo ludzie tacy wyrywni są do samotnych.
                      Nikt nie opieprzy ciężarnej przy jej mężu.
                      • zigzac1 Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 18.11.08, 13:17
                        Masz racje, ze przy facecie latwiej. Ale tez trudno chlopa na smyczy przy sobie trzymac caly dzien.
                        Moze faktycznie tez wyz demograficzny pogorszyl sprawe, bo jest widoczny i moze czesciej ludzie napotykaja na matki z dziecmi w restauracjach oraz stekajace ciezarne w srodkach komunikacji. Nie wiem.
                        Wiem, ze moja mama opowiadala mi, ze jej zdaniem zmiana mentalna nastapila w latach osiemdziesiatych. Ja urodzilam sie w wyzu gierkowskim i mama twierdzi, ze nigdy nie miala problemu wtedy z wniesieniem zakupow, wozka itp. Moj brat, to wyz solidarnosciowy i tutaj nasluchalam sie opowiesci, ze z relacjami na ulicy wobc matki z dzieckiem i ciezarnej bylo w widoczny sposob gorzej.
                        Oczywscie nie jestem w stanie tych opowiesci zweryfikowac.
                        Przyczyny tego , co sie dzieje teraz tak naprawde rowniez nie znam - moze wyz? a moze nie?
                        A moze zmiana w wychowaniu? Czasem mysle, ze wklada nam sie do glowy teraz myslenie, ze trzeba byc asertywnym za wszelka cene i sa sytuacje, w ktorych to myslenie sie zwraca, a sa takie gdzie wychodzimy na chamow. Nie mam odpowiedzi.
                        Bezdzietnosc stala sie synonimem niezaleznosci, umiejetnosci radzenia sobie w zyciu. Sama bylam wiele lat bedzietna w wyboru, wiem w jaki sposob partzylam na kobiety z dziecmi. Wydawaly mi sie oglupione, zniewolone i niezaradne. I tak, jak juz napisalam, ulegalam stereotypowi, nie chcialo mi sie myslec. Moze teraz swiat bierze na mnie odwet ? big_grin
                        • broceliande Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 18.11.08, 14:09
                          I tu zaraz zejdziemy z tematusmile
                          Ale to Twój wątek, więc chyba można.

                          Ja też jestem z wyżu gierkowskiego i też uważam, że ta mentalna
                          zmiana nastąpiła w latach osiemdziesiątych. Nastąpiło to w momencie
                          upadku komuny i skojarzenie z tą komuną kobiet. Czytałam coś takiego
                          u Agnieszki Graff.
                          W "Seksmisji", która jest satyrą na komunę, mamy świat rządzony
                          przez kobiety. Mężczyźni (mimo, że w mniejszości) obalają ten świat.
                          Nastąpiło skojarzenie: komuna = kobieta.
                          I jakoś tak zaczęło się zwalczanie kobiet, wprychanie ich do domów,
                          umniejszanie roli (która przez komunę była raczej wychwalana,
                          traktory itd.) i ogólnie jakoś mniej szacunku.

                          Jedno, co się zmieniło na dobre w naszym pokoleniu, to większe
                          zainteresowanie ojców sprawom porodu i wychowania. Warunki na
                          porodówkach zmieniły się tylko dlatego, że mężczyźni tam wkroczyli
                          i zaprotestowali.

                          Oburza mnie, że byle kto (nie mam tu na myśli wyłącznie, a nawet
                          szczególnie bezdzietnych) może kobiecie w ciąży dokopać, a młodą
                          matkę skrytykować. Byle kto może podejść i zwrócić uwagę, że za
                          lekko/grubo ubrane, że co to za matka skoro karmi butelką, takie
                          duże a ze smoczkiem, takie duże a jeszcze na piersi, a jeszcze z
                          pieluchą i milion innych. Sądzę, że to jednak sprawa wyżu.
                          Śmieszne, bo ten wyż to taka kumulacja: trzydziestolatki rodzą razem
                          z dwudziestolatkamii identycznie są traktowane.
                          Jak ofiary wpadek.
                          Dobrze, że nie poczułam na własnej skórze.

                          Ja również przez wiele lat byłam bezdzietna, ale jakoś na dzieci nie
                          zwracałam uwagi. Były mi obojętne. Kiedy znajomi rówieśnicy zaczęli
                          być dzietni, zamieniliśmy ich na młodszych znajomychsmile
                          • zigzac1 Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 18.11.08, 16:38
                            To, ze kazdy moze podejsc i skrytykowac, to chyba akurat nie jest kwestia wyżu...Chciaz na temat obecnego wyzu mam to samo spostrzezenie - dwudziestki i trzydziestki razem. Taka sama ocena kobiet, ktore stwierdzily, ze dziecko przede wszystkim i tych, dla ktorych dziecko jest efektem "juz mozna". A prawda jest taka, ze tym kobietom trudno sie dogadac miedzy soba ogolnie i na temat macierzystwa rowniez. Dzieci dla trzydziestek raczej nie sa "fasolkami".. smile
                            A co ogolnego krytykanctwa - to chyba staly punkt programu w Polsce.
                            Kazdy wie lepiej. na kazdy temat. a bezbronnego najlatwiej zaatakowac.
    • keltoi Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 18.11.08, 17:37
      Hej, pierwszy raz Cię chyba widzę? Miło poznać smile
      A co do tematu... fakt, czasem się zdarzy chamidło, ale wiesz, to chyba raczej kwestia kim się jest. Jak przed dzieckiem jest się chamem, to tak zostanie... ale masz rację - takie traktowanie może człowieka dobić. Ja się stałam marudna, kiedy byłam po wypadku i raczej niezbyt sprawna. Męczyłam się w tempe ekspresowym, miałam notoryczne zawroty głowy, ruszałam się jak maszyna (stabilizator na kolanie i gips na połowie torsu, a potem też stabilizatory na stawy...) i w ogóle czułam się do du...
      Część tego czasu jeździłam komunikacją miejską na rehabilitację i mówię Ci - komediodramat. A to pretensje, że siedzę i nie ustępuję ("Gówniara cholerna! Siedzi i się gapi, co za chamstwo! - Proszę pani, ale ja jestem po wypadku.. - Co z tego, nie widać!" O_o), a to, że chcę usiąść ("A po co? Pani jest młoda i może postać." O_o)...
      Chyba wiem, jak się czujesz wink

      Po jakimś czasie zaczęłam olewać. A teraz? Staram się ustępować starszym, kobitkom w ciąży, z dzieckiem - kiedy mogę. Tzn, kiedy jestem pewna, że sama się nie wywalę - bo nadal nie jestem całkiem wyleczona i nigdy już, niestety, nie będę. Podnieść wózka nie dam rady, ale chętnie i bezczelnie zapędzam okolicznych facetów big_grin

      Ale wiesz co? Jak się trafi na miłą mamę, to jest wyjątek, tak samo jak na miłego człowieka, który podchodzi bez fochów... Czasem się uda, czasem nie. Nie przejmuj się i egzekwuj bez skrępowania, ale miło. No co, do cholery? Ja też się czasem nie mogę doprosić o miejsce, kiedy zaczyna mnie coś nawalać, ale proszę. Grzecznie, z usmiechem, konkretnie. "Przepraszam, czy mógłby mi Pan ustąpić? Ja mam po wypadku kolana do niczego i tak potwornie mnie bolą, że zaraz upadnę". Taka prawda.

      Z historyjek i na zakończenie: kiedyś byłam w naprawdę marnym humorze i kiedy na taką prośbę usłyszałam sfochowane "Ale Pani nie wygląda na chorą!!!", nie wytrzymałam i pokazałam moją ulubioną bliznę w kolekcji... Pan zzieleniał, pokraśniał i wycofał się tyłem, przepraszając. Wniosek: czasem trzeba przegiąć, żeby stało się coś zupełnie zwykłego. Nie krępuj się wink Nie warto.
      • zigzac1 Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 18.11.08, 18:57
        Hej! Tez milo poznac! smile
        Bardzo wspolczuje sytuacji powypadkowej.Sama pare reazy bylam po urazach, nawet jakis czas na wozku i to co trzymalo mnie na powierzchwni, to fakt tymczasowosci mojej sytuacji. Nawet nie chce sobie wyobrazac, co musi czuc czlowiek narazony na wieloletnia rehabilitacje i bezradnosc wobec chamstwa innych "bo nie widac".
        Pewnie, ze jak mowi popularne powiedzienie - "Kto sie gów..m urodził,ten kanarkiem nie umrze" i jeśli ktos byl chamski, to taki pozostanie. Mnie bardziej inetresuja przypadki chamstwa nabytego, rewanzyzmu, odbijania sobie na wszystkich, kiedy juz mozemy.
        A tak naprawde to caly ten watek wyniknal chyba z mojego wewnetrznego zalu, ze nie potrafimy byc dla siebie nawzajem lepsi i normalniejsi. Ze dokonujemy sztucznych podzialow, musimy pokazywac innym "kto tu rzadzi". Ze postepujemy wedlug okrutnej zasady "Dlaczego sie tak zachowuje? To proste - bo moge..."
        • keltoi Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 19.11.08, 12:10
          zigzac1 napisała:

          > Hej! Tez milo poznac! smile
          > Bardzo wspolczuje sytuacji powypadkowej.Sama pare reazy bylam po urazach, nawet
          > jakis czas na wozku i to co trzymalo mnie na powierzchwni, to fakt tymczasowos
          > ci mojej sytuacji. Nawet nie chce sobie wyobrazac, co musi czuc czlowiek narazo
          > ny na wieloletnia rehabilitacje i bezradnosc wobec chamstwa innych "bo nie wida
          > c".

          Sytuacja jest faktycznie do niczego, bo teoretycznie, z wierzchu i jak się dobrze nie przyjrzeć, to jest ok. Ruszam się, chodzę, nadal gotuję dla rodziny i znajomych, nadal wkurzam pedantyzmem w sprzątaniu wink Wolniej to idzie, ale idzie. Problem to notoryczne bóle i ograniczona sprawność stawów - no i tego właśnie "nie widać". I weź tu i wytłumacz takiemu baranowi w autobusie czy tramwaju, że chcesz usiąść... ;/

          > Pewnie, ze jak mowi popularne powiedzienie - "Kto sie gów..m urodził,ten kanark
          > iem nie umrze" i jeśli ktos byl chamski, to taki pozostanie.

          Dokładnie. Przykre, ale prawdziwe...

          > Mnie bardziej inet
          > resuja przypadki chamstwa nabytego, rewanzyzmu, odbijania sobie na wszystkich,
          > kiedy juz mozemy.
          > A tak naprawde to caly ten watek wyniknal chyba z mojego wewnetrznego zalu, ze
          > nie potrafimy byc dla siebie nawzajem lepsi i normalniejsi. Ze dokonujemy sztuc
          > znych podzialow, musimy pokazywac innym "kto tu rzadzi". Ze postepujemy wedlug
          > okrutnej zasady "Dlaczego sie tak zachowuje? To proste - bo moge..."

          Zgadzam się w całej rozciągłości. Ja właśnie zaczęłam powoli dryfować w kierunku "należy mi się", ale na szczęście się szybko zorientowałam i zatrzymałam. A z drugiej strony - były takie dwie sytuacje, po których stwierdziłam, że warto z uporem tłumaczyć i pokazywać.
          Pierwsza to ta z dziećmi. Dwójką takich, które zapewne większość czasu wychowują się nawzajem i telewizorem. Stałam na przystanku, nadjeżdżał tramwaj, grzebałam w torbie za biletem i szłam w stonę wysepki. Musiałam ominąć jakiegoś pana, więc uśmiechnęłam się do niego i powiedziałam "przepraszam bardzo". Pan się oduśmiechnął, odsunął, a obserwujące to dzieci stwierdziły z potężnym zaskoczeniem: "Widziałaś, przeprosiła go!" Jechaliśmy razem tramwajem - kiedy przechodziły, mówiły "przepraszam", jakby to był jakiś modny cudzoziemski zwrot. A nuż im coś zostanie?
          Druga: jechałam autobusem. Kierowca rzucał nami jak ziemniakami, wszyscy byli zdenerwowani, na siedzeniu przed moim wywiązała się sprzeczka między mężczyzną, a trójką znajomych - dwoma kobietami i mężczyzną, wszyscy koło 30. Bluzgali straszliwie, prowokowali tego samotnego pana, robiło się nie przyjemnie. W końcu nie wytrzymałam i zwróciłam się do najgorzej mówiącego - mężczyzny z feralnej trójki - z prośbą, czy mógłby tak nie przeklinać, podziękowałam za jego "tak, oczywiście". Za chwilę zaczęły się żarty "Ty, nie mów tak, ta pani nie lubi jak się mówi ku..., pier...ę, ch.. pie...lony".
          Nie zwracałam uwagi, rozmowa im zeszła na ślub jednej z pań. Pani zaczęła płakać, bo rodzina przeciwko i w ogóle problemy. Nie popisali się, ale co tam - podałam jej chusteczkę, uśmiechnęłam się, poklepałam po ramieniu, bidna kobitka - historia naprawdę smutna. Kiedy wysiadałam, usłyszałam, jak mówi "No już tak nie bluzgaj, ludzi to denerwuje - patrz, jaka ta kulturalna pani była dla nas miła. Umiesz tak?"
          I tak sobie od tej pory myślę - może tacy ludzie, stłamszeni, nabawieni tego "chamstwa nabytego", odbijający sobie, jak pewnie słusznie podejrzewasz - może oni potrzebują właśnie takich "przykładów"? Takiego małego poprawienia im dnia, uśmiechnięcia się - pokazania, że przypadkowy przechodnie też mogą być mili, że to nie jest wiecznie naburmuszona masa z pretensjami? Taki efekt kamyka w stawie - ile osób dziś zaraziłaś/eś uśmiechem? wink
    • daria_nowak Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 20.11.08, 18:10
      "zachowac dume i nie prosic"? Przecież to alogiczne. Trudno, zęby wszyscy
      dokładnie Ci się przypatrywali i czekali na zmianę wyrazu twarzy jako znak, ze
      czegoś potrzebujesz. Jeśli czegoś chcę, to o to proszę. Gdzie tu problem dumy?
      Chcesz - prosisz-dostajesz. Chcesz - nie prosisz - trudno oczekiwać, abyś
      dostała... Jeśli chcesz na ten temat podyskutować, to w pierwszej kolejności
      zapraszam tu:
      czarownicazla.blox.pl/2008/08/A-tak-sie-milo-zaczelo.html#ListaKomentarzy
      i do linkowanego wpisu. Sporo tam mówiłam, nie ma sensu się powtarzać.
      co do autobusu i pomocy przy wózku, to tez się dziwię, co za dyshonor kogoś
      poprosić? Pamiętam, gdy jechałam akurat tramwajem, stałam przy drzwiach i
      dziewczyna wsiadająca z wózkiem prawie wyszeptała 'czy mogłaby mi pani pomóc',
      mimo, ze to trasa z Polibudy, więc pełno było młodych chłopaków. Ja nie mogłam z
      powodów zdrowotnych, ale zapytałam pierwszego lepszego - i mógł. W czym tu problem?

      'Tylko jak to sie dzieje, ze w ciagu calej ciazy nikt mnie nigdy nie przepuscil
      > w kolejce, nie pomogl mi dzwignac i takie tam'
      nikt nie ma obowiązku zwracać na Ciebie szczególnej uwagi. Jesteś jedną z tłumu.
      Jak to się stało? Zwyczajnie o to nie poprosiłaś, nie zwróciłąś na siebie uwagi.
      • des4 dziwne 20.11.08, 20:05
        przecież zwracanie uwagi na cięzarne i matki jest głownym zajęciem
        forumowych BzW...

        a jakby jeszcz ośmieliła się poprosić, znowu byłby wątek na 1000
        wpisów jaka to bezczelna że żąda pomocy, przecież nikt je nie kazał
        zachpodzić w ciażę......
        • daria_nowak Re: dziwne 24.11.08, 10:10
          Czyli olałaś moją prośbę i nie chciało Ci się zerknąć w komentarze... Dziwne, bo
          sądziłam, ze temat Cię interesuje, ale jeśli nie - to nie ma o czym dyskutować.
      • zigzac1 Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 20.11.08, 20:12
        Przeczytałam watek dyskusyjny na blogu i Twoim i tym obok, przez Ciebie komentowanym.
        Powiem tak - niewiele sobie możemy powiedzieć. Moje doświadczenia w proszeniu innych o pomoc są takie, jak opisałam. Ludzie również poproszeni - odmawiają. Udają,że nie doslyszeli często na przykład.
        Na kasie dla ciężarnych, inwalidów i innych przeszkadzających jest wyrażnie wspomniana przez Ciebie w dyskusji "kartka", ze tam bez kolejności. Ale co z tego, skoro nawet po przeproszeniu, poproszeniu - słyszysz komentarze.
        Ale Ty już to wszystko czytałaś przecież. I nic Cię przecież nie przekona. Bo światy ludzi nie zawsze są kompatybilne - w moim świecie trudno się prosi i źle znosi odmowy. W Twoim nie.
        Tematem wątku nie było, "CZY", tylko "DLACZEGO".to tak na marginesie.
      • ma_maja Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 22.11.08, 09:51
        Nie masz obowiązku zauważenia wszystkich, którzy potrzebują pomocy ale świadome
        ignorowanie potrzebującego "bo nie poprosił" to już świadczy o twojej kulturze
        osobistej a raczej jej braku. Może nie jestem na bieżąco, może aktualnie panują
        inne standardy albo może mnie po prostu inaczej wychowano ale takie odwracanie
        wzroku i udawanie, że "nie wiem co mam zrobić" to zwykłe chamstwo. Jeśli wiesz
        jak "wypada się zachować" to się tak po prostu zachowaj a nie dorabiasz
        ideologię do zwykłego lenistwa.
        • daria_nowak Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 24.11.08, 10:13
          Ja akurat wychowana zostałam nieźle, więc nie będę odpowiadać za wszystkich
          chamów. I dlatego właśnie pisze o poproszeniu - nie jako ujmie na honorze, ale
          sposobie zwrócenia na siebie uwagi. Dla mnie to wystarczy, zeby komuś pomóc,
          chyba, ze jest to sytuacja bardzo wyjątkowa, jak w jednym z linkowanych komentarzy.
      • druga_swiezosc zalinkowane wątki 22.11.08, 14:04
        Szczerze urzekła mnie dyskusja w zalinkowanych wątkach,a przede
        wszystkim wyłożony przez darię_nowak prosty,logiczny tok myślenia.
        I jedyne o co proszę autorkę tegoż toku,to o potwierdzenie,że mój
        malutki umysł ogarnął tą logikę big_grin
        Hipotetyczna sytuacja: siedzę w autobusie,czytam książkę,wsiada
        osoba z nogą w gipsie. Oczywiście nie ustepuję jej miejsca, bo :
        a/ nie zauważam jej (przecież czytam)
        b/zauważam,ale mnie nie poprosiła o ustąpienie
        Zatem przechodzimy do kolejnego etapu : "prośba".
        Osoba ta prosi mnie o ustąpienie miejsca,ale...uuupss,znowu
        skucha,zrobiła to nie dość uprzejmie tongue_out Co robię? Oczywiście nie
        ustępuję smile
        Wariant nr 2 zakłada, że owa osoba poprosiła dokładnie tak,jak
        powinna,ale cóż...ja przecież
        a/czytam książkę (CIEKAWĄ!)
        b/śpieszę się, a jak siedzę, to wydaje mi się,że szybciej jadę tongue_out
        itp.itd.
        Oczywiście są to MOJE priorytety.Miejsca nie ustępuję,rzecz jasna.
        Genialne.

        ps Pytanie, PO CO do takich bzdetów typu 'nie znoszę bab w ciąży'
        czy 'mam wszystkich w d*pie' dorabiać ideologię? Nie prościej
        odpowiednie dać rzeczy słowo?
        • zigzac1 Re: zalinkowane wątki 22.11.08, 18:14
          @druga_swiezosc: Dajze spokoj....nie przekonasz, nie zmusisz do myslenia, nie zmienisz komus przekonania, ze ma zawsze racje. Przeciez sama wiesz.
          Moim zdaniem tok myslenia uscislony przez Ciebie jest dokladniutki smile
          Ale to tak, jak powiedziec osobie wyznania katolickiego, ze symbolem tej religii jest narzedzie tortur. Niby prawda, a trudno lyknac.
          Bo duzo latwiej jest mnostwo gadac, niz powiedziec wprost prawde tak prosta, ze wlasnie nieprzyjemna dla nas samych.
          A tak na marginesie - zgadzam sie z autorem komentarza na ktoryms z tamtych watkow, ze daria_nowak, gdyby kiedykolwiek potrzebowala pomocy, np. wlasnie w ciazy byla, bylaby najbardziej roszczeniowa. Nie mam co do tego watpliwosci. Ale dyskutowac z nia? Szkoda pradu w mozgu.
        • daria_nowak Re: zalinkowane wątki 24.11.08, 10:19
          druga_swiezosc napisała:

          > Szczerze urzekła mnie dyskusja w zalinkowanych wątkach,a przede
          > wszystkim wyłożony przez darię_nowak prosty,logiczny tok myślenia.
          > I jedyne o co proszę autorkę tegoż toku,to o potwierdzenie,że mój
          > malutki umysł ogarnął tą logikę big_grin

          Najwyraźniej nie ogarnąłsmile
          1. Siedzę w autobusie, czytam książkę, podchodzi - ciężarna, chora, ktośtam,
          prosi o ustapienie miejsca (prosi nie oznacza, ze się płaszczy i opowiada mi o
          swojej chorobie, czy dolegliwościach, tylko zwyczajnie mówi 'Czy może mi pani
          ustąpić miejsca'. Ruszam tyłek.
          2. Kwestia priorytetu - bo tu chyba jednak nie przeczytałaś. Jestem na poczcie.
          Spieszę sie, bo wiem, ze opiekunka mojej umierajacej babci wyjdzie z domu, jeśli
          się spóźnię (sytuacja autentyczna). Ktoś z podejściem roszczeniowym i na chama
          wpycha się przede mnie. Bez szans. Ktoś prosi, czy mogę, odpowiadam, zgodnie z
          prawdą, ze z powodów osobistych przede mną nie, przepraszam i pytam osobę
          stojącą za mną, czy ta proszący może być po mnie.
          Proste?
    • blue-mau Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 01.12.08, 21:35
      Wiesz, tu nie chodzi dokładnie o Twój stan. To nie do końca tak.
      Gnieździmy się w blokowiskach jak kury w chowie klatkowym. Jesteśmy
      ściśnięci. Mamy sąsiada nad i pod. W MPK jest tłok, trzeba się
      rozpychać łokciami żeby wysiąść. Ogólnie wszędzie musimy się
      rozpychać łokciami. Jest nam CIASNO. I narasta niechęć do drugiego
      człowieka jako takiego. Kurom w chowie klatkowym często ścina się
      dzioby, żeby się nie poraniły.
      Widzisz, ja nie zawsze ustępuje miejsca np. starszej osobie.
      Wyglądam młodo, ale mam problemy z kręgosłupem i sercem. Czasem robi
      mi się czarno przed oczami, albo trafia mnie jakiś upierdliwy
      nerwoból od kręgosłupa. I wtedy z reguły wyrastają nade mną
      zrzędliwe staruszki, które wiedzą gdzie jest miejsce tych młodych -
      najlepiej na dachu tramwaju. Zrzędzą mi nad głową, przy każdym
      zakręcie dbają o to by mnie walnąć torbą itp itd. I moja chęć do
      ustępowania komukolwiek zaczyna zanikać. Kiedyś jechałam ze znajomą,
      która miała nogę do kolana w gipsie i jadąc w tramwaju wieszała ją
      sobie na oparciu kuli bo jej nikt nie ustąpił. Mogę się założyć, że
      ona teraz nie ustąpi miejsca nawet totalnie choremu człowiekowi.
      Tak to już jest.... kokoko
    • haganna Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 01.12.08, 21:37
      A co powiecie na to:
      stoję w kolejce na poczcie, po znaczek, w dziewiątym miesiącu ciąży.
      Jest upał. Muszę wysłać L4 do firmy. Podchodzi pan w średnim wieku i
      żąda, żebym mu ustąpiła, bo on tylko znaczek chce kupić!!!
      Nie mówiąc już o karczemnej awanturze zrobionej mi przez dziarską
      starszą panią w autobusie - wracałam z pobrania krwi (na czczo).
      Byłam w zaawansowanej ciąży - dla tej pani byłam młoda i to
      wystarczyło.
      Nie mówiąc o tym, jak toczyłam się do jedynego wolnego miejsca w
      autobusie, a tu wskakiwała na nie dziarska "wcześniejsza emerytka" i
      myk - twarz w szybę. Od tej pory jestem cięta na wszystkie
      emerytki...wink.
      • zigzac1 Re: Roszczeniowość - skąd to się bierze? 02.12.08, 15:35
        O tej ciasnocie, to wiemy wszyscy. Ze niefajnie, ze duzo ludzi, ze agresja. prawda.
        Ale jakos tak - mam wrazenie przynajmniej - ja udtepowalam odruchowo.Mniej w ludziach dookola bylo wlasnie tego rewanzyzmu, tego ze " mnie nie ustapili, to teraz zobacza".
        A apropos tego co haganna : wlasnie wczoraj, z monstrualnym brzuchem polazlam do apteki. Juz w zasadzie nie wychodze, bo nie daje rady i tez po to, zeby wlasnie sie narazac na "sytuacje". Ale wczoraj musialam.
        Apteka - spora kolejka, dwa miejsca siedzace, zajete przez kobiety w wieku ok 50 lat. Wszyscy patrza na moj monstrualny brzuchol i...nic. Odstałam pol godziny, bo musialam. Potem poszlam do sklepu spozywczego, zrobilam male zakupy. Znacie taki system kas, ze normalna kasa, a druga na alkoholach? W tym sklepie, to wszystko jedno, do ktorej sie podejdzie. Akurat na alkoholach nikogo przy kasie, podchodze, a pani do mnie, ze kasa nieczynna. Nie pyskuje - nieczynna, to nieczynna. Ustawiam sie w ogonku do kasy "normalnej" i 30 sek. później ogladam sie za siebie. W kasie " na alkoholach" pani juz obsluguje klienta z samu. Po prostu podlicza go na kasie.
        Wróciłam do domu i myslalam, ze bede plakac.
        Sama nienawidze "dyszacych " emerytek. Nerwowych kobiet w ciazy, obrazonych w gory. Nie lubie. Ale w takich sytuacjach wlacza mi sie rewanzyzm i jak powiedzial moj kolega malzonek "nie musimy tam robic wiecej zakupow. I nie bedziemy". Jasne, ze nikt tego nie zanotuje. Ale sami powiedzcie - jak nie byc zlym?
      • keltoi Haganna, to proste! ;) 02.12.08, 16:28
        Dziadowi "wujkiem Staszkiem", babci to samo, a emerytce sprinterce?
        Tak samo jak emerytki, mędzić nad głową na głos i w temacie lamentu, co to a degrengolada, że ciężarna/z dzieckiem usiąść nie może, a tu taka zdrowa pani, tak pięknie biegła, a teraz UDAJE... ;D

        Ja wiem, że chorym/kobietom w ciąży/starszym należy ustępować itd, ale do cholery! Są pewne granice! W tramwajach i autobusach jest pełno młodych byków, którzy rozwalają się na siedzeniach, niech oni wstają. Siedzą panowie w kwiecie wieku, siedzą najzupełniej zdrowe i roześmiane nastolatki.

        No to niech przestaną. ;P
        • ckm1 Re: Haganna, to proste! ;) 04.12.08, 18:41
          keltoi napisała:

          > Ja wiem, że chorym/kobietom w ciąży/starszym należy ustępować itd,
          ale do cholery! Są pewne granice! W tramwajach autobusach
          jest pełno młodych byków, którzy rozwalają się na siedzeniach,
          niech oni wstają. Siedzą panowie w kwiecie wieku, siedzą
          najzupełniej zdrowe i roześmiane nastolatki.


          To wszystko jest wynikiem wychowania, jeśli małemu dziecku od
          najmłodszych lat wkłada się do głowy że jest pępkiem świata, to
          potem są takie efekty. Mnie moi rodzice zawsze uczyli szacunku do
          ludzi ze szczególnym uwzględniem starszych osób, ale także do
          zwierząt. Jako dziecko 5- letnie nie było takiej możliwości abym
          siedział w autobusie ( nawet jeśli małe nogi bolały ) jeśli obok
          stała starsza osoba czy pani w ciąży. Dla 5-letniego dziecka to było
          dziwne i niezrozumiałe, ale moja mama zadawała sobie trud aby
          wytłumaczyć dlaczego tak należy postępować.
          • matrymonialnie Re: Haganna, to proste! ;) 04.12.08, 18:59
            > Jako dziecko 5- letnie nie było takiej możliwości abym
            > siedział w autobusie ( nawet jeśli małe nogi bolały ) jeśli obok
            > stała starsza osoba czy pani w ciąży.

            Takie opowieści zresztą traktuje podobnie jak te że dziecko ma się po to żeby na
            starość szklankę wody podało. Znam przypadki że taki "mały bohater" jak wyrósł
            to stwierdził że on się już w życiu nastał i nikomu nie ustępuje.
          • estelka1 Re: Haganna, to proste! ;) 09.01.09, 18:39
            Ja sama chorobliwie nienawidzę roszczeniowych ludzi i nieważne, czy
            to kobieta w ciąży, z małym dzieckiem, inwalida, emeryt, czy jeszcze
            ktoś. I ciężko mi o wyrozumiałość, gdy widzę np., gdy
            ta "umierająca" z wysiłku osoba pcha się niemal po trupach do
            wolnego miejsca w autobusie, a potem żali się całemu światu, jacy to
            ludzie podli i nie chcą ustąpić miejsca.
            Nie da się jednak zaprzeczyć, ze chamstwo zrodziło się niestety
            z ... chamstwa. Jak byłam w ciąży, czy kiedy moja córka była malutka
            nigdy jakoś nie miałam problemów z tym, żeby ktoś mi pomógł wnieść
            wózek, ustąpił miejsca w autobusie, czy przepuścił w kolejce. Tyle
            tylko, że ja sobie z racji ciąży czy macierzyństwa nie rościłam
            pretensji do jakiegoś specjalnego traktowania. Nawet mając brzuch
            pod nosem, czy małą córkę na kolanach potrafiłam ustąpić miejsca w
            autobusie komuś słabszemu ode mnie. Ciąża nie choroba, a dziecku też
            się nic nie stanie, gdy chwilę postoi obok mnie. Efekty na ogół były
            przesympatyczne smile ustąpiłam kiedyś staruszce miejsca w autobusie,
            ta ślicznie podziękowała, a potem wzięła moją córcię na kolana i
            dojechałyśmy w miarę komfotowo, gdzie trzeba. Jako "cięzarówa"
            przepuściłam w kolejce przed siebie niepełnosprawną osobę
            i ...widząca to kasjerka obsłużyła bez kolejki najpierw tę osobę,
            potem mnie nie zważając na protesty innych klientów.
            Nie mniej w sytuacjach, kiedy naprawdę źle się czuję, czy coś w tym
            stylu, po prostu siedzę i nie ustępuję.
            • mam_na_nia_alergie Re: Haganna, to proste! ;) 09.01.09, 19:49
              Wybacz, ale to co piszesz, mnie po prostu śmieszy. Masz żal do całego
              bezdzietnego świata o to że nie nadskakują Ci jak jesteś w ciąży. Owszem jestem
              za pomaganiem kobietom w ciąży, bo rozumiem że mogą się źle czuć itp. Ale nie
              rozumiem takiej postawy bo oni nic nie robią, a powiesz coś że potrzebujesz
              pomocy? że się źle czujesz? Nie a pretensje masz i to wielkie. Kochana ludzie
              mają swoje życie i często np. patrzą w gazetę bo ją czytają a nie dlatego by nie
              spojrzeć na Ciebie. Każdy zajmuje się sobą, a jest jeszcze druga strona medalu.
              Np. Ilekroć mój partner zapyta taką panią z wózkiem w autobusie :"czy pomóc Pani
              z wózkiem?" to co się dzieje? ta spiorunuje go wzrokiem jakby nie wiadomo co
              zrobił i powie .NIE DZIĘKUJE! To samo z większością emerytek : Może Pani
              usiądzie? NIE POSTOJE a cały czas się na Ciebie patrzy i jeszcze potrafi potem
              powiedzieć że młodzież nie kulturalna na przykład. Zastanów się trochę! By
              dostać pomoc trzeba o nią prosić. I to wcale nie jest przejaw nie honoru czy
              czegoś w tym stylu.
              • naturella Re: Haganna, to proste! ;) 09.01.09, 20:05
                Przeczytałam cały wątek i sobie dopiero teraz uświadomiłam coś, o
                czym wcześniej nawet nie myslałam - że od czasu ciąży, a nawet
                dwóch, nie ustępuję miejsca w autobusie emerytkom. Przez całe dwie
                ciąże zdarzyło mi się zaledwie kilka razy, że ustąpiono mi miejsca,
                i ustępowały wyłącznie młode kobiety. Emerytki, emeryci, panie w
                okolicach 50-60 beznamiętnie się gapiły na mój brzuch, na to jak
                autobus szarpie, a ja się ledwie trzymam. Pamiętam jedną taką jazdę,
                autobus był stary, stałam na końcu i dosłownie ciskało mnie z lewej
                na prawą i odwrotnie - a kilkanaście osób po chamsku się na to
                przedstawienie gapiło. I pamiętam, jak rosła we mnie nienawiść do
                tych ludzi.

                I faktycznie, o ile przed ciążą wstawałam z miejsca, jak tylko
                pojawiła się w zasięgu wzroku jakaś kobita w wieku emerytalnym, o
                tyle teraz nawet nie drgnę. Pewnie to niedobre, ale dopiero teraz
                sobie uświadomiłam, że tak się stało.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka