Gość: szara mysz
IP: *.acn.pl
30.12.03, 18:54
Od dłuższego (półtora roku)czasu chodze do alterlier fryzjerskiego Leszka
Czajki. Za każdym razem jak stamtąd wychodzę to przysiegam sobie, że więcej
tam nie wrócę. Ale na przysiedze sie kończy, bo zatrudnia Czajka fajną,
utalentowaną dziewczynę. Zawsze mnie uczesze tak jak ja chcę. Jeżeli ona
stamtąd odejdzie - pójdę za nią jak pies. Natomiast w trakcie pobytu w
owym "raju dla snobów" mierzi mnie ta atmosfera, gdzie szare myszy z ulicy
traktuje się jak towar second hand. Priorytet mają tylko osoby znane i
bogate. Pana Czajki nie obchodzi fakt, że szare myszy zostawiają te same (nie
małe pieniądze) co gwiazdy! Oczywiście jak na mistrza przystało mistrz Czajka
robi głównie duzo szumu niż samego strzyżenia. Kto inny myje gwieździe włosy,
kto inny nakłada farbę, mistrz podstrzyże, no ewentualnie (zrzadka) ułoży
koafiurę. Najczęściej jest asystowanie przy kasie i poprawienie opadającej
grzywki gwiazdy. Jeśli juz, jakims nieziemskim cudem trafi mu się mysz szara,
to może sobie pomarzyć (mysz) o szybkim załatwieniu sprawy. Sama była
świadkiem jak biedna kobieta z mokrą głową siedziała na fotelu przy otwartym
jesienią oknie, a mistrz (po mimo zwracania mu uwagi) nadal pogrążony był
w "rozmowie" z gwiazdą. Na miejscu tej szarej myszki rzuciłabym w niego
szczotką, najwiekszą aby może w ten sposób zwrócić n siebie uwagę.
Przykro patrzeć jak zwykłemu chłopakowi z Zakopca tak sie przewróciło w
głowie, że zapach mają tylko pieniądze od gwiazd...