estella50
18.05.16, 14:38
Kilka lat temu moja koleżanka jeszcze z liceum powiedziała, żebym sobie wzięła jej rower, skoro tak lubię jeżdzić, bo ona już nie będzie. Faktycznie; była po wielu operacjach, niemal niewidoma, ze skrzywionym kręgosłupem. Rower fajnie, lekko jeżdził, ale musiałam w nim powymieniać wiele: koło, siodełko, hamulce, światła itd.
Dziewczyna zmarła 3 miesiące temu. A dzisiaj zjawiła się u mego progu jej siostra (nie znałam kobiety wcześniej) w towarzystwie innej, ale znanej mi kobiety i zażądała zwrotupożyczonego roweru! Tak miała jej powiedzieć przed śmiercią siostra.
Wytłumaczyłam, że rower dostałam i wiele w niego zainwestowałam, mogę to udowodnić poprzez warsztat, który dokonywał przeglądu i wymieniał te części.
Ale gotowa jestem dać jej ten rower, jeśli zwróci mi koszty nowych części.
Obrażona odwróciła się na pięcie i odeszła.
Czuję się bardzo niekomfortowo. Nie chcę uchodzić za złodziejkę (właścicielka zmarła, to rower już jest mój!) Ale nie chcę też dać się wykorzystać. Jeśli oddam rower bez zwrotu kosztów, to jakbym przyznawała się do przywłaszczenia!
Co o tym myślicie?