ako17
24.08.25, 17:37
Pierwszy raz z Eugeniuszem spotykamy się w OwR. Tam jest nerwowym mężem swojej wiecznie spiętej żony i nieobecnym ojcem. Zdarza mu się lepszy nastrój: „Tatuś przynajmniej czasem był wesoły”, ale głównie gdy przebywał poza domem: „Kwadrans po północy w drzwiach zazgrzytał klucz i Ewa Jedwabińska doczekała się wreszcie, pan domu powrócił z zebrania, czy czegoś w tym rodzaju. Stanął w progu wesół, ożywiony i z błyszczącym okiem. Jego twarz pokryta była zdrowym rumieńcem, kołnierz wiosennego palta nonszalancko rozpięty”.
Małżeństwo Jedwabińskich nie było szczęśliwe, oboje nie byli zdolni do głębszego rozumienia swoich potrzeb, nie potrafili okazać uczuć ani sobie nawzajem, ani córce. Pytanie, po co w ogóle brali ślub? „O, tak. Aurelia znała to zdjęcie. Leżało w szufladzie biurka w pokoju mamusi. Ojciec poważny, ubrany w czarny garnitur, prawie niepodobny do siebie, bo szczupły i z wąsem. Mamusia w białym kostiumie i kapelusiku, jak zwykle ładna, jak zwykle zdenerwowana, wpatrywała się wyniośle w obiektyw, ale Aurelia wiedziała, co się zawsze kryło pod tą wyniosłością: strach.”
Kiedy wynika ta straszna sytuacja z ucieczką Aurelii, Eugeniusz mniej boi się o dziecko, bardziej jest zdziwiony i rozczarowany faktem, że jego perfekcyjnie zorganizowana żona tak słabo załatwiła sprawę opieki nad córką – wychodzi bowiem na jaw, że dziewczynka często wałęsała się po mieście samopas. Jest również poirytowany tym, że żona ma jakieś informacje o „znajomych” Aurelii, czyli ludziach, których ich dziecko odwiedza, a on nic o tym nie wie. ”- Ogorzałki! No, ciekawe, czego ja się jeszcze dowiem - rzekł złowróżbnie pan Jedwabiński, patrząc z potępieniem na swą żonę.”
OwR kończy się poprawą stosunków pomiędzy matką a córką, ale czy do tego serdeczniejszego układu dołączył Jedwabiński – nie wiemy. Raczej nie.
Aurelię widzimy jeszcze przelotnie w Noelce (i dowiadujemy się, że coś jest u niej nie tak: „Aurelia ma kłopoty w domu. Nic dziwnego, że wygląda trochę bez humoru”), ale o Eugeniuszu tam nic nie ma. Spotykamy go dopiero w DP, skąd dowiadujemy się, że opuścił żonę i dziecko lata wcześniej i do tego stopnia nie utrzymywał z nimi kontaktu, że nawet nie wiedział, iż Ewa zachorowała na nowotwór.
"-Ach, tak - powiedział Jedwabiński. - Znał ją pan. Wie pan, ja naprawdę nie wiedziałem, że ona choruje. (...) - Wie pan, jak to jest w małżeństwie. Czasami ma się po prostu dość i... (…) Była niesamowicie nerwowa, kłębek nerwów, wie pan. Uciekałem z domu, wie pan, aż wreszcie się wyprowadziłem do... no, tutaj - pan Jedwabiński zatoczył ręką wokół siebie, a jego wzrok wyraził to samo zdziwienie, co przedtem. Jakby się zastanawiał, co on tu właściwie robi. - Pomógłbym jej przecież... ale ona nie chciała.
Moment. Skoro Eugeniusz twierdzi, że Ewa nie chciała pomocy, to jednak musiał się w jakiś sposób z nią kontaktować i tę pomoc oferować. Chyba, że na własny użytek poczynił takie założenie – co świadczyłoby o nim bardzo źle. Z kolei ciężko chora Ewa powinna, moim zdaniem, raczej przyjąć pomoc męża, bo miała przecież na stanie córkę, nastolatkę, sama natomiast przebywała długo w szpitalu i postawa „nic od niego nie chcę, sama sobie poradzę” naprawdę nie miała racji bytu. Aurelia wtedy mieszkała u Kreski i Maćka, obcych w sumie ludzi, z którymi wiązała ją nić sympatii, ale według mnie – raczej jednostronna. Dla Aurelii Kreska i Maciek stanowili wtedy cały jej świat i jedynych bliskich ludzi, natomiast mogę sobie wyobrazić, że oni bez Aurelii mogli się doskonale obyć, tym bardziej, że mieli już małe dzieci*.
* tu bym prosiła o pomoc z osią czasu – kiedy Aurelia mieszkała u Kreski? DP to połowa 1993, minął rok od śmierci Ewy, w czasie tego roku Aurelia mieszkała z Moniką i Eugeniuszem. Czyli do połowy 1992 musiała mieszkać u Dmuchawca i Ogorzałków. W czasie akcji z porodem Kreski nie ma nic na temat przebywania tam Aurelii, ale może ona była akurat w szpitalu u mamy, albo w szkole, a zresztą nikt tego dnia nie miał do niej głowy?