Dodaj do ulubionych

powod rozwodu

16.08.06, 11:00
W rodzinie szykuje sie rozwod. Bardzo bolesne, bo jest dziecko. Nikt nie zna
z pewnoscia calej prawdy. Nie wchodzi w gre alkoholizm, maltretowanie,
agresja, zdrady. Mlodzi znali sie przed slubiem, nawet mieszkali ze soba i
teraz sa malzenstwem od 7 lat. Dziecko trzy letnie. Jakie jeszcze wazne
przyczyny moga byc powodem rozwodu. Przeciez nie mozna majac dziecko tak
poprostu sie rozejsc. A moze mozna? Co moge ja, ciotka-matka chrzestna,
bardzo szanowana,kochana? Mozna jakos pomoc?
Obserwuj wątek
    • framberg Re: O co pytasz? 16.08.06, 16:08
      Jeśli chodzi o formalne powody rozwodu (w Polsce) to są nimi rozkład związku w
      trzech sferach:
      a) ekonomicznej - dowodem rozpadu jest prowadzenie w znacznej części
      odrębnego gospodarstwa domowego np. oddzielne gotowanie (oddzielne
      zamieszkanie załatwia sprawę)
      b) pożycia - brak seksu, pożycia małżeńskiego
      c) uczuciowej - nie kochają się (lub jedna osoba nie kocha a sąd
      zdecyduje czy lepiej jest zachować małżeństwo czy nie).
      Czyli separacja na garach, w łożu, i w myślach.

      Sąd rozwodząc ma wziąć pod uwagę dobro dziecka. Moim zdaniem dzieci w
      rodzinach, chcących się rozejść, nie kochających się a utrzymywanych przez sąd
      mają gorzej. Ich sytuacja jest niejasna a rodzice są ze sobą niejako pod
      przymusem więc zadrażnienia rosną, pojawia się nienawiść.
      Rozwód nie oznacza utraty szacunku wobec byłych małżonków - to zależy tylko od
      ich klasy.

      Jeśli pytasz o rzeczywiste powody to moim zdaniem między 7 a 13 rokiem
      małżeństwa występuje znużenie objawiające się ze strony kobiety zniechęceniem
      do partnera, utratą jego atrakcyjności i w związku z tym brakiem ochoty na seks
      a ze strony partnera rozdrażnienie brakiem seksu połączonym z utratą
      atrakcyjności partnera (również w sferze psychicznej - brak ciepła).

      Piszesz, że młodzi mieszkali przedtem ze sobą - czyli sumują małżeństwo i
      wcześniejsze prawie małżeństwo to ten niebepieczny okres.

      U tych znajomych, którzy się rozwiedli podawano mnóstwo powodów ale one
      wszystkie nie były decydujące. Najwyżej wpływały pośrednio na atrakcyjność
      związku.
      Przepraszam, że piszę jak facet, od twojej strony może to wyglądać inaczej ale
      jeśli młodzi się bzykają i lubią to, to tzw szarość codzienności ledwie do nich
      dociera. Jak się nie bzykaja to owa szarość urasta do rangi problemu istnienia
      i przytłacza. Podobnie z innymi problemami.
      I nie załatwi sprawy poprawa w innych sferach życia. Co najwyżej odwlecze co
      nieuniknione.
      Zastanawiając się nad sytuacją piszesz o braku alkoholizu, maltretowania. Nie
      wymieniasz płci ale ten zestaw problemów wskazuje na podejrzenie z twej strony,
      że to mężczyzna ma dość i się usuwa, dąży do rozwodu. Sądzę więc, że problemem
      jest to co jemu nie odpowiada w małżeństwie.
      Konkluzja:
      Myślę, że nic się nie da zrobić. Kobiety mają teraz własne zdanie, są
      nieroformowalne bo wyemancypowane (nie dadzą się pouczać) i trudno dojść z nimi
      do ładu. Mają własne wizje, od których nie chcą odstąpić, i które często nie
      odpowiadają facetom więc ci się usuwają. Poza tym mają roszczeniowy charakter i
      będą obwiniać zawsze tę drugą stronę. Trudno budować na tym porozumienie.
      Z facetm łatwiej - wiadomo czego chce i wystarczy to mu dać (oczywiście z
      czasem trzeba nieco oprawy i uatrakcyjnienień).
      Jestem pesymistą; jedyną drogę widzę w zmianie postępowania dziewczyny a to
      mało prawdopodobne; poza tym może być za późno (jak się wylewa kubeł zimnej
      wody na głowę przez dłuższy czas to nie ma tam co płomyczka rozniecać).

      Nie przejmuj się. 3/4 par w Danii i Szwecji się rozwodzi. U nas już podobno
      1/2. I nic szczególnego się nie dzieje.
      Staraj się raczej wesprzeć, w pierwszym rzędzie dziewczynę, a potem faceta -
      przecież chodzi o to, że mają dziecko więc ono powinno mieć dwoje rodziców;
      nawet jeśli się rozejdą.

      No i bez względu na to czy dojdzie do rozwodu czy nie, trzeba łagodzić
      konflikty, nie zajmować strony (bo to oznacza wzniecanie konfliktu), nie
      wartościować postępowania. Nawet jeśli dojdzie do rozwodu poprawne stosunki
      zapewnią większy komfort kontaktów i komfort dziecka.
      • kamyk_niebieski Re: O co pytasz? 16.08.06, 16:54
        Jestem spokrewniona z kobieta, to prawda, nie jestem jednak w duszy po jej
        stronie. Zawsze byla egzaltowana i konfliktowa, przed tym zwiazkiem byly inne,
        oczywiscie bez slubu, trwajace kilka lat i raptownie zakonczone. No nie miala
        latwego dziecinstwa i najlepszego przykladu z domu, to moze inaczej nie
        potrafi. Jest wyksztalcona, inteligenta, doswiadczona osoba i chyba kocha
        dziecko, to moze powinna sie nad tym glebiej zastanowic. Sugerowalam
        profesjonalna porade, ale rzekomo maz nie chce, nie jest zainteresowany.
        Zarzuca mu nieodpowiedzialnosc, brak zaangazowania w codzienne sprawy. Chlopak
        jest prawde mowiac roztargniony, zapominalski, taki typ naukowca, ale czy to
        moze byc glowna przyczyna? Nie sadze, aby zostala dlugo sama a czy jej przyszly
        partner bedzie jednoczesnie dobrym ojcem i przykladem dla dziecka? Watpie. Dla
        mnie to dramat i typowe(rozbite malzenstwo, okaleczone wychowanie)postepowanie
        dla calej tej rodziny. Dziekuje za madre wartosciowe dla mnie uwagi.
        • framberg Re: O co pytasz? 16.08.06, 18:06
          Hmm, z tego co piszesz sprawa wygląda dość typowo:

          k_n> Zawsze byla egzaltowana i konfliktowa
          k_n> Jest wyksztalcona, inteligenta, doswiadczona osoba
          k_n> powinna sie nad tym glebiej zastanowic
          k_n> Zarzuca mu nieodpowiedzialnosc, brak zaangazowania w codzienne sprawy

          Typowe do bólu.

          Może być tak, że to chłopak nie chce profesjonalnej porady. Być może uznał, że
          partnerka jest niereformowalna, że jej już nie kocha więc po co przedłużać
          przykry stan, stała się nieatrakcyjna bo zrzędzi cyt."Zarzuca mu
          nieodpowiedzialnosc, brak zaangazowania w codzienne sprawy", bo ma męski sposó
          myślenia: Kolumb nie potrzebował rad jak dopłynąć do Ameryki - ja też nie
          potrzebuję, bo tzw. profesjonalne doradztwo to w rzeczywistości sfemenizowana
          instytucja biorący zawsze stronę kobiet i obwiniająca mężczyzn.

          Gdyby mnie taka sytuacja dotyczyła pewnie zgodziłbym się na seans dla spokoju
          ducha i ze względów konsyliacyjnych bez jakiejkolwiek wiary w jego powodzenie.

          Rozwód nie musi być tragedią jeśli młodzi i otoczenie będzie pracować nad
          przyszłością rodziny (rozbitej ale jednak rodziny) a nie nad wartościowaniem
          postaw i zachowań.

          Jednak szkoda.
          • muraszka1 Re: O co pytasz? 16.08.06, 19:48
            smutne to sad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka