Gość: KaWa
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
04.06.05, 20:17
Ku wiecznej pamięci, na chwałę naszej i ościennych dzielnic :-)
Marian Kukiel, "Dzieje oręża polskiego": "Miał ze sobą (Sokolnicki - przyp.
mój) tylko 12 pułk piechoty szefostwa Weysenhoffa, 2 trzyfuntowe armatki i 2
pułk ułanów, ten sam, który 19 kwietnia pod Nadarzynem się odznaczył. Ważną
była piechota, wyborny żołnierz zaprawiony w boju pod Gdańskiem. O świcie
uderzył pułk Weysenhoffa, szybkim, gwałtownym atakiem na Austryaków koło
Grochowa. Po skrzydłach pułku rozsypani woltyżerowie gwałtowny a celny
rozpoczęli ogień; bataliony szły krokiem podwójnym, z nastawionym bagnetem,
pedząc wroga po piaskach Szmulowizny. Z lasów wawerskich wypadł batalion
austryacki, nacierając na flankę bohaterskiego pułku; odpedził go kapitan
Białkowski z jedną kompanią grenadyerów. Potargał Weysenhoff piechotę
austryacką, pędził artyleryę, atakiem na bagnety jazdę zmusił do ustąpienia
sam poparty tylko dwiema kompaniami woltyżerów, nadbiegającemi z wyzwolonej
Pragi. Pojawienie się Aleksandra Fredry (sic!- przyp. mój) z szwadronem
ułanów 2 pułku na tyłach wroga dokonało reszty - Mohr rejterował spiesznie do
Karczewa, zostawiając 100 trupów, 300 jeńców, kilkuset rannych w ręku mężnej
garstki Polaków. Walka trwała dzień cały a patrzyła na nią z zapartym tchem
armia arcyksiążęca i rozgorączkowany, drżący lud warszawski. Bitwa grochowska
otwierała drogę do Galicji"