Dodaj do ulubionych

Dylemat moralny

25.01.06, 09:38



Mam bardzo trudny problem do rozwiazania.Mieszkam w Anglii,z angielskim mezem
i dzidzia (26 tygodni).Rodzice mieszkaja w Polsce.Sa zagorzalymi
katolikami,ja niestety do takich nie naleze.Nie jestem ateistka,wierze w
istnienie sily wyzszej ale nie chodze co niedziele do kosciola.Mialam z tym
zawsze problemy bo nie odczuwalam tej samej potrzeby co rodzice,zeby chodzic
do kosciola i czesto sie modlic,robilam to dla swietego spokoju kiedy bylam z
nimi w domu,bo urzadzali straszne awantury,glownie ojciec.Teraz przyjezdzam
do domu tylko raz na rok.Wiem ze roznimy sie w sprawie religii,ale to moi
rodzice,chce ten kontakt utrzymac.Nie wiedza do konca jak jest ze mna w
sprawie religii.Teraz pytaja czy ochrzcze dziecko.Maz jest ateista ale wybor
w tej sprawie pozostawil mi.Ja mysle ze najrozsadniej byloby pozostawic wybor
dziecku i niech samo wybierze kim chce byc gdy bedzie wystarczajaco
dorosle.Takie jest moje zdanie,po prostu chce zrobic tak jak czuje ale co
wtedy z moimi rodzicami?Czy nadal mam klamac ze ochrzcze dziecko zeby tylko
utrzymac poprawne stosunki?Wiem ze nie zaakceptuja mojego wyboru.Bardzo mi
zalezy na rodzinie,ale to jest moje zycie i moje wybory,jakze trudne
wybory.Chcialabym poznac wasze opinie na ten problem,czy moze ktos mial w
zyciu podobny?



Obserwuj wątek
    • eballieu Re: Dylemat moralny 25.01.06, 10:01
      W drodze,
      ja dylematow nie mialam.
      Dla mnie po prostu przejawem braku szacunku do ludzi wierzacych, jest
      chrzczenie, branie slubow w kosciolach przez ludzi, dla ktorych to sa sprawy "z
      obowiazku", a nie sa materia duchowa - sakramentalna.
      Niestety bardzo czasto jest tak jak piszesz. Ateisci sa bardziej tolerancyjni,
      niz ludzie wierzacy. Rodzice , tesciowie wymuszajacy cos na swoich latoroslach,
      tylko po to aby sami mogli byc usatysfakcjonowani i kto jeszcze - sasiedzi i
      jakas tam rodzina.
      A zeby bylo bardziej obrazkowo. Nie bralam slubu w kosciele, nie chrzcilam
      dziecka. Co nie znaczy, ze te wazne momenty w moim, naszym zyciu nie byly
      swietowane. Rodzina - nie mialam problemow z tlumaczeniem sie, ja po prostu
      tego nie robie. Jesli mam sie liczyc dla moich rodzicow tylko przez pryzmat
      tego czy ochrzcze dziecko itp., to chyba cos tu jest nie tak. A jesli pojawia
      sie szantaz psychologiczny - jak nei ochrzcisz, to nam sie nie pokazuj - tym
      bardziej jest cos nie tak.
      Dzis ktos zmusza cie do ochrzenia dziecka, narzucenia ci pomyslu na to jak
      swietowac zamazpojscie, jutro bedzie decydowal za ciebie jak spedzic wakacje,
      swieta i czy urzadzic dziecku komunie na 80 osob, czy jechac w podroz do
      Meksyku.
      Zrobisz tak jak uwazasz, a najlepiej tak jak Wy z mezem uwazacie. A najlepiej
      byloby gdybyscie wy jako para mogli zyc waszym zyciem, sami podejmowac decyzje,
      co nei znaczy oddzielac sie od rodziny, ktora kochacie. Ale nieochrzenie
      dziecka wedlug mnie nie powinno meic wplywu na relacje uczuciowe miedzy Toba,
      a mama. Przestanie cie kochac? A nawet jesli, to juz tylko swiadczy o niej
      jakim jest czlowiekiem. Chyba daleko od rzeczywistych przykazan.
      • formaprzetrwalnikowa Re: Dylemat moralny 25.01.06, 10:10
        zgadzam sie z eballieu.
    • formaprzetrwalnikowa Re: Dylemat moralny 25.01.06, 10:05
      moj brat mial. horror. najpierw byla batalia o slub koscielny. otarlo sie
      o 'wyklecie' z rodziny. po kilku latach troche sie uciszylo, choc pytania o to,
      kiedy wezma slub (maja cywilny) pojawiaja sie nadal. kiedy pojawilo sie
      dziecko - zaczelo sie znowu. dziecie niedlugo skonczy rok i jest nadal
      nieochrzczone. teoretycznie sprawa przycichla, ale dziadkowie do tej pory nie
      pofatygowali sie, zeby mlodego zobaczyc. mlodzi rodzice robia niedlugo impreze
      roczkowa, zastanawiam sie, czy pojawia sie na niej wszyscy dziadkowie...
      z tym, ze moj brat i jego zona generalnie neiwiele sobie z tego robia. a ja po
      probie wciagniecia mnie w 'nawracanie' mojego brata, powiedziawszy co mysle na
      temat wtracania sie moich starszych w zycie i poglady filozoficzne mojego
      brata, juz nawet dzwonie do nich coraz rzadziej (prawde mowiac nie dzwonilam od
      jakichs 8 miesiecy). i nie mam nawet wyrzutow sumienia z tego powodu.
      Ja bym byla za jasnym postawieniem sprawy: nie, bo takie sa moje i mojego meza
      poglady. ja glosze zasade, ze jesli ktos odrzuca mnie ze wzgledu na moje
      poglady zyciowe, to chocby byl niewiadomo kim dla mnie, traci te range. wiem,
      jestem okrutna.
      Trzymam kciuki za najlepsze dla ciebie rozwiazanie :)
      • eballieu Re: Dylemat moralny 25.01.06, 10:23
        I jeszcze jedno Wdrodze: zwykle partner - plci meskiej odpuszcza. Ale jak po
        latach uslyszysz od niego, ze na swieta to tylko do Polski, bo twoja mamuska
        chciala nas tam widziec, na Wielkanoc do Polski krzyzem lezec, bo twoja
        mamuska, ja zawsze ci ustepowalem, ale dosc tego, bo jedno ustepstwo pociagnelo
        za soba nastepne i teraz juz nawet nie mozemy sobie spedzic Wielkanocy tak
        jakbysmy chcieli.
    • effata Re: Dylemat moralny 25.01.06, 10:33
      Ja na twoim miejscu w kłamstwo bym nie brnęła. Jedno kłamstwo najczęściej
      pociąga za sobą drugie i potem się nieźle można pogubić. To co robią twoi
      rodzice (i całe tłumy rodziców w Polsce) to się ładnie nazywa kontrola
      emocjonalna, granie na uczuciach itd. w celu ... no właśnie, w celu zbudowania
      własnego, pozytywnego obrazu w oczach sąsiądów, krewnych, księdza proboszcza
      ('Lusiu, a chrzest już był? Pokaż zdjęcia'). I jak pochodzi się z małej
      miejscowości, to ta presja jest większa. Wiem, bo takie dylematy przeżywa moja
      teściowa. My braliśmy ślub w kościele protestanckim, a ona powiedziała całej
      rodzinie (której nawet nie przekazała zaproszeń), że nie warto jechać taki
      kawał do Warszawy, bo nawet wesela nie będzie - oczywiście nie wspomniawszy nic
      o niekatolickim ślubie :)))) Ale to jej kłamstwa. Jak chce, niech sobie kłamie
      na własny rachunek.
      Moi rodzice też się trochę czaili przed sąsiadami, ale kiedyś 'pani somsiadka'
      mnie przydybała i przez płot się spytała, kiedy chrzest, na co uzyskała miłą i
      rzeczową odpowiedź na temat tego, że dzieci ochrzczą się same, jak będą na to
      gotowe i temat zamknięty. Rodzice nie zostali wyklęci ze społeczności
      osiedlowej, no ale to Warsiawka, gdzie może trochę trudniej o ostracyzm.
      Jeśli rodzice mieliby cię 'wyklnąć' za TAKI powód jakim jest chrzest dziecka, a
      raczej jego brak, to nie bój się - jak im ulegniesz w tej kwestii, to i tak
      sobie za chwilę znajdą inny powód by cię szantażować emocjonalnie. Czasami
      terapia szokowa i jasne stawianie spraw daje lepsze efekty, bo druga strona
      musi zaakceptować status quo (tylko musi je najpierw znać :)))
      Wiem, czasami to się może skończyć totalnym 'zapieczeniem' i zerwaniem
      stosunków, ale ... opisałam ci tylko mój punkt widzenia. Swój dylemat i tak
      będziesz musiała rozwiązać sama. Powodzenia :)
      --
      Don't guess.
      • monia72 Re: Dylemat moralny 25.01.06, 10:45
        Coz - ustepstwa pociagaja za soba konsekwencje :(((My chcielismy ochrzcic
        dziecko (pomijam napady babc i ciotek na niechrzczone dziecko). Zrobilismy tak
        jak chcielismy czyli ochrzcilismy mlodego podczas wizyty w Polsce, z rodzina i
        co... Nieszczescie: chrzest w zwykly dzien, chrzestni nie z rodziny (tylko nasi
        dobrzy znajomi) a dziecko potem bawilo sie w lokalu!!! Obraza!!!Czyli jak dobra
        nie bedziesz, badz dobra przede wszystkim dla siebie :)))I stawiaj prosto
        sprawe, zeby nie bylo zludzen.
        • agazat Re: Dylemat moralny 25.01.06, 11:15
          Moja mama na szczescie pare lat temu sie zreformowala i juz nie wnika w sprawy
          mojej wiary tak gleboko. Bylo pare klotni, pare dyskusji, ale odkad jestem w
          Anglii nie mam juz zadnego problemu. Mama nawet przyjela do wiadomosci fakt, ze
          chodze do kosciola anglikanskiego (kiedys byla przekonana, ze protestanci to
          jakas sekta). Moj maz tez jest ateista, ale na chrzest sie zgodzil bez
          problemu. Corcie ochrzcilismy w kosciele anglikanskim wlasnie (mama tylko
          niesmialo baknela, ze dla katolikow ten chrzest jest niewazny, ale co mnie to
          obchodzi), posle ja tez pewnie kiedys do szkolki niedzielnej, aby miala jakies
          podstawy, a dalej niech juz sama decyduje. Rodzina musiala to zaakceptowac;
          wiem ze byly zgrzyty ze strony ciotek, ze niby dlaczego wybralismy takich
          chrzestnych a nie innych, ale dla mnie takie pretensje to tylko przejaw tego,
          ze ci ludzi wcale nie dbaja o mnie tylko mysla o sobie.
          Popieram eballieu.
          • lucasa Re: Dylemat moralny 25.01.06, 11:29
            wdrodze,
            chrzczac dziecko zobowiazujesz sie, ze wychowasz je w wierze katolickiej (tak
            samo zreszta biorac slub koscielny). jezeli nie chcesz/nie mozesz/nie
            potrafisz/nie jestes przekonana - to jak chcesz to zrobic?

            A
        • karolinazuk Re: Dylemat moralny 25.01.06, 11:36
          Ja tez nie jestem osoba gleboko wierzaca, moj maz jest ateista w pelnym tego
          slowa znaczeniu. Nigdy nie czulam zadnej presji ze strony mojej rodziny, ale
          zdaje sobie sprawe ze chrzest naszej corki mialby dla nich wyjatkowe znaczenie
          i dlatego planujemy zorganizowac chrzest w Polsce. Moze moje stanowisko byloby
          inne gdybym rzeczywiscie byla szantazowana. Mysle tez ze w przypadku
          uroczystosci, podczas ktorych dziecko jest starsze takich jak komunia
          kierowalabym sie przede wszystkim jego zdaniem. Ale ten chrzest nam ani dziecku
          krzywdy nie sprawi, a dla niektorych bedzie jednym z najwazniejszych wydarzen w
          zyciu wiec ani ja ani moj maz nie widzimy problemu. Tata mojego meza jest
          wyznania hinduskiego i jak Maia sie urodzila tez bardzo nalegal abysmy
          pozwolili wziac coreczke do swiatynii. On wierzy ze to przyniesie szczescie
          dziecku na cale zycie. Wtedy tez nie protestowalismy bo widzielismy jak duze
          znaczenie ma to dla niego. Jak to anglicy mowia "if it won't kill you, it will
          only make you stronger". Ja wlasnie uwazam ze jezeli dla mnie pewna kwestia
          jest obojetna, a dla bliskiej mi osoby jest niezmiernie wazna, to nie widze
          problemu aby wyrazic na nia zgode.
    • steph13 Re: Dylemat moralny 25.01.06, 11:50
      A ja postapilam wedlug slynnego Pascal's Wager: jesli Bog tak naprawde nie
      istnieje a ja dziecko ochrzcze, to zadna strata; jesli jednak Bog istnieje, to
      chrzest tylko na dobre dziecku wyjdzie. Asekuracja pewnego typu ale jesli ma
      rowniez zadowolic rodzicow to dlaczego nie? Pozniej, dzieci tak czy owak
      wybiora sobie wlasna sciezke i to juz bedzie ich sprawa.
      • vygotsky Re: Dylemat moralny 25.01.06, 12:10
        Zgadzam sie z toba Steph, ja tez tak zrobilam. Tylko dlatego ze mama sie
        upierala. I do obowiazku wychowania w wierze katolickiej nie poczuwam sie
        zupelnie bo nie wierze i nie uwazam tego za brak szacunku w stosunku do
        wierzacych - wreszcie ten chrzest to nie moj wybor...mnie tez ochrzcili i co, w
        zakonie nie jestem - wprost przeciwnie - na ateistke wyroslam. A tak BTW to
        przydal sie ten chrzest oj przydal jak mielismy problem z otrzymaniem miejsca w
        jakiejkolwiek szkole dla mlodego...(juz szkole zmienilismy).
      • lucasa Re: Dylemat moralny 25.01.06, 12:38
        steph13 napisała:

        > A ja postapilam wedlug slynnego Pascal's Wager: jesli Bog tak naprawde nie
        > istnieje a ja dziecko ochrzcze, to zadna strata; jesli jednak Bog istnieje,
        to
        > chrzest tylko na dobre dziecku wyjdzie. Asekuracja pewnego typu ale jesli ma
        > rowniez zadowolic rodzicow to dlaczego nie? Pozniej, dzieci tak czy owak
        > wybiora sobie wlasna sciezke i to juz bedzie ich sprawa

        ja asekuracje rozumiem, a nie rozumiem niekonsekwencji. bo przy powyzszym
        zalozeniu i innych danych niezmienionych to co z rozwazaniem czy istnieje/nie
        istnieje Allah, Budda, a moze to mormoni maja racje, a co z amiszami itd, itp?
        co z zabezpieczniem sie (?) z tej strony?

        a juz zupelnie nie rozumiem dlaczego dziecku ochrzczonemu (decyzja podjeta na
        podst. zakladu Pascala!) chrzest ma wyjsc na "dobre". co to znaczy "na dobre"?
        to znaczy, ze dzieci nieochrzczone wychodza na braku chrztu "na zle"?

        mam wielki szacunek dla osob myslacych/postepujacych jak Ela.
        pozdrawiam
        A
        • steph13 Re: Dylemat moralny 25.01.06, 13:06
          lucasa, tak sie sklada, ze wychowana zostalam w tradycji katolickiej i o
          przekazaniu takowej wlasnie debatowalam w stosunku do dzieci. Stad 'asekuracja'
          w kontekscie tego Boga a nie wielu innych. Troche podobnie, choc niesmacznie
          splycone, jak z ubezpieczeniem samochodu, na przyklad; nie wykupuje polis od
          wielu firm aby od wszystkich skasowac w razie wypadku; wybieram jedna,ktorej na
          jakiejs podstawie ufam.
          Podobnie, chrzczac dziecko, czulam, ze w jakims sensie polecam je opieco kogos
          kogos 'up there'. Nie zaszkodzi a pomoc moze, moze?
          Jest to kwestia bardzo indywidualna i prywatna; nikomu nie udzielalabym porad w
          tym zakresie ani nie szukalabym porad od innych.
          • wdrodze Re: Dylemat moralny 25.01.06, 13:20

            Wlasnie,nikt do konca nie jest pewien czy tego Boga nie ma czy jest.Dlatego
            podjelam decyzje ze porozmawiam z ksiedzem,wytlumacze jakie jest moje do tego
            podejscie i jesli udzieli mimo to chrztu to dziecko ochrzcze.Jednak nie bede
            udawac kogos kim nie jestem i zmuszac do tego dziecko.
            • mallgosha Re: Dylemat moralny 25.01.06, 14:09
              Im wczesniej pokazesz swojej rodzinie, ze masz swoje zdanie na temat swojej
              wiary, swojego zycia itp. tym lepiej dla Ciebie i unikasz klopotu w
              przyszlosci. Na poczatku jest to szok dla rodzicow, ale z czasem jesli widza,
              ze jestes konsekwentna powinni odpuscic. Rodzicow tez trzeba sobie wychowac...
              Nie wiem, czy rozmowa z ksiedzem pomoze ci rozwiazac ten dylemat. Nawet jesli
              ksiadz ochrzci Twoje dziecko, co to zmienia dla Ciebie?
            • chihiro2 Re: Dylemat moralny 25.01.06, 14:24
              Nigdy nie bedziesz w 100% pewna, czy Bog jest czy go nie ma, bo naukowe dowody
              na istnienie badz nieistnienie nie istnieja. To jest tylko i wylacznie kwestia
              wiary!
              Ja nie amm jeszcze dzieci, ale wiem, ze na pewno ich nie ochrzcze. Wierze w
              Boga, ale nie zwiazanego z zadna konkretna religia, i wlasciwie nie nazywam
              Boga Bogiem. Wierze w reinkarnacje, karme, energie i wierze, ze kazdy dla
              siebie samego jest Bogiem (sama siebie karze i nagradzam)... Chce przekazac
              mojemu dziecko wiedze o wielu religiach i jak bedzie mialo ochote i bedzie na
              tyle dojrzale, by w cos uwierzyc - uwierzy. Nie chce tego przyspieszac na sile
              i mowic o Bogu jakby wiedza o nim byla wiedza dogmatyczna, a nie wiara. Chce
              chodzic z dzieckiem do swiatyn roznych religii, by pokazac mu, jak wygladaja
              miejsca modlitwy w roznych religiach. Nie chce, aby moje dziecko czulo sie
              zmuszone do wierzenia w cokolwiek. Chce, zeby najpierw zaczelo kwestionowac
              pewne rytualy i przykazania, a dopiero potem, droga wiary, wybralo co dla niego
              odpowiednie. Mnie najpierw wmawiano, ze bog istnieje itp., chodzilam do
              kosciola (nie wyobrazalam sobie, jak mozna inaczej), a dopiero potem poznalam
              inne religie i inne sposoby wiary. A gleboko wierze, ze powinno to wygladac
              inaczej...

              A tak na marginesie - zdanie rodziny kompletnie mnie nie obchodzi. Nikogo nie
              da sie zmusic do wiary, wiec ani ja nie wnikam, w co kto wierzy, ani nikogo nie
              powinno obchodzic, w co ja wierze.
    • jennifer_e Re: Dylemat moralny 25.01.06, 14:54
      Ja myślę, że tu nie chodzi o zasadność czy nie sakramentu chrztu.
      Tu chodzi o to na ile rodzice mogą wymuszać w tak emocjonalny sposób decyzje na swoim dziecku.
      Ja wierzę w nadrzędność takich pojęć jak wolność osobista, wolność sumienia.
      Wierzę też, że miłość rodzicielska jest tak niezwykła, ponieważ jest bezwarunkowa. Dziecka nie kochamy za to, że jest piękne czy mądre, za to czy jest ochrzczone czy nie, za to jakie decyzje w życiu podejmuje. Tak samo jest z miłością do rodziców zresztą. Nie kochamy naszych rodziców za to czy mają ślub kościelny czy nie. Kochamy ich takimi jacy są.

      Wierzę też, że naturalną koleją rzeczy, naturalnym etapem rozwoju dziecka jest odcinanie pępowiny. Nauka samodzielności, niezależności, podejmowania własnych decyzji i ponoszenia ich konsekwencji.
      Oczywiście tak jest w założeniach i ideałach. Na codzień wielu rodziców wie doskonale co jest najlepsze dla ich dzieci i stara się to bezwzględnie egzekwować.
      Wiem też jak trudno jest rodzicom zrozumieć, że oto nadszedł w ich życiu etap, gdy ich dziecko jest dorosłe i chce samodzielnie decydować o sobie i swoim losie. Dlatego czasem tak trudno jest o normalną rozmowę.
      Ale uważam, że należy do tego dążyć. I uważam, że każdy z nas ma prawo żyć w zgodzie z samym sobą a nie według oczekiwań rodziców czy sąsiadów.

      Oczywiście, że dziecku nie stanie się żadna ujma jeśli zostanie ochrzczone.
      Ale czy dla Ciebie fakt, że Twoi rodzice nie potrafią zaakceptować Twoich dorosłych decyzji też będzie bez znaczenia?
      • hopplik Re: Dylemat moralny 25.01.06, 15:56
        wielu rodziców nie pozwala dorosnąć swoim dzieciom, nie zdając sobie nawet
        sprawy jak bardzo je krzywdzą. jest też niemała grupa dzieci, którym taki układ
        pasuje.

        gdy urodził się mój synek przyjęłam założenie: nie jest moją własnością
        obecnie ma 3 latka, a już słyszałam 'dobre rady', że małego trzeba temperować
        bo miewa swoje zdanie :)))))
        • monia72 Re: Dylemat moralny 25.01.06, 16:09
          Jesli dobrze pamietam, to podczas chrztu najwazniejsze jest, aby rodzice
          chrzestni byli katolikami praktykujacymi, bo to oni jakby przejmuja pewne
          obowiazki.
          • edzior1 Re: Dylemat moralny 27.01.06, 19:17
            to niestety zalezy czy chrzcisz dziecko w polsce czy np w anglii, w polsce
            prawdopodobnie nie ochrzcisz dziecka bez slubu koscielnego a juz napewno
            chrzestni musza byc praktykujazcy katolicy, natomiast tutaj ( anglia- kosciol
            katolicki) chrzestnym moze byc kazdy pod warunkiem ze chce!, nie wyssalam sobie
            tego z palca kolezanka chrzcila corke i chrzestnym byl nie katolik, w zasadzie
            ateista. Narzuca sie tylko jedno pytanie - kosciol katolicki jest podobno jeden
            ale dlaczego w roznych krajach jest rozne prawo koscielne???, nie jestem pewna
            ale slyszalam ze katolicy w stanach odzrzucili spowiedz?!
            • eballieu Re: Dylemat moralny 27.01.06, 19:47
              Zwiazki niesakramentalne jak najbardziej moga chrzcic dzieci w kosciele
              katolickim. Samotny rodzic tez. Tyle mowi Katechizm Kosciola Katolickiego.

              W Polsce tez ateista moze byc chrzestnym. Zalezy ile zaplacisz. I to taki
              ateista z krwi i kosci, sam nie byl chrzczony.
        • chihiro2 Re: Dylemat moralny 25.01.06, 16:12
          No wlasnie, za duzo rodzicow blednie zaklada, ze dziecko jest ICH i traktuja je
          bardziej jako przedluzenie samych siebie, a nie jak odrebnego nowego czlowieka,
          ktory ma prawo do autonomii i decydowania o sobie, na poziomie oczywiscie
          adekwatnym do wieku i dojrzalosci.
          • wdrodze Re: Dylemat moralny 26.01.06, 15:42

            Chichiro2 jak ja Ci zazdroszcze takiego podejscia do sprawy.Ja po prostu nie
            moge sie tak zdystansowac .Mam swoje zdanie na temat religii,ale boje sie ze
            rodzice zupelnie sie ode mnie odsuna.Chcialabym ten strach przelamac,musze go
            przelamac,bo za bardzo wplywa na moje zycie,czesto odwiedzajac ich czuje sie
            jak w krepujacym kaftanie,ciagle uwazaj co mowisz to im sie nie spodoba,tego
            nie zaakceptuja.A to dlatego ze ile razy probowalam dyskutowac i mialam
            odmienne zdanie zostalam zakrzyczana i dom zamienial sie w pieklo.Dlatego z
            obawa i niechecia mimo ze ich kocham jade na urlop do nich.Tym razem jadac tam
            z dzieckiem wynajme pokoj w hotelu gdyz wiem gdy cos sie nie spodoba ojcu moze
            mi powiedziec zebym sie wynosila.Juz kiedys mi tak powiedzial,dlatego podjelam
            pierwsza lepsza prace i wyprowadzilam sie od nich.O ile lepsze byloby moje
            zycie gdybym miala tolerancyjnych rodzicow.Wiem ze to okrutne,ale gdy bylam
            bardzo malym dzieckiem przylapywalam sie na tym zeby ktos inny mnie
            zaadoptowal.Tlumaczylam sobie potem,co ty robisz,tak nie wolno myslec,to sa
            twoi rodzice,powinnas ich kochac.Ale to dzialala podswiadomosc zmeczona
            ciaglymi kontrolami,krytykanctwem i nieakceptowaniem mnie takiej jaka
            jestem.Dzis mam 30 lat i ciagle boli tak samo.
            • aniaheasley Re: Dylemat moralny 26.01.06, 16:45
              Ja ochrzcilam moje dzieci chociaz dla mnie nie ma to zadnego 'duchowego'
              znaczenia. Zrobilam to dla rodzicow, chociaz oni pewnie by sie zdziwili gdyby
              to przeczytali :-)
              Po prostu wiedzialam, ze dla nich to jest szalenie wazne, ze gdyby wnuki nie
              mialy chrztu to moim rodzicom byloby bardzo smutno, chociaz raczej nie
              powiedzieliby tego glosno. Sa bardzo konserwatywni, bardzo religijni, ale wobec
              mnie sa bardzo tolerancyjni i nigdy nie narzucali mi absolutnie niczego.
            • chihiro2 Re: Dylemat moralny 26.01.06, 16:57
              Wdrodze, rozmumiem Cie, naprawde. Ja mam b. silna osobowosc, ale moi rodzice
              robili wiele, zeby mnie "zlagodzic". Klocilam sie z nimi okropnie, ale odkad
              nie mieszkam z nimi i nie jestem od nich zalezna finansowo, odpuscilam i nie
              reaguje tak na rozne przytyki. Zawsze trudno mi bylo wypowiadac wlasne zdanie,
              bo moi rodzice wszystko biora sobie bardzo do siebie i moja mama kazda roznice
              zdan uwaza za konflikt. I dotyczy to bzdur czesto, np. rodzice i siotra chcieli
              zjesc na obiad placki z jablkami, a ja mialam ochote na cos innego. I juz
              klotnia gotowa. Uwazali mnie za niezwykle trudna osobe, robiaca wszystko ze
              zlosliwej przekory, co czesto bylo naprawde trudne do zniesienia. Ile to ja
              razy plakalam przez nich i mialam wszystkiego dosyc... Faktem jest, ze moje
              poglady sa czasem niekonwencjonalne, ale moi rodzice nie widzieli tego
              wlaciwie. Zwlaszcza tata: docinal mi z powodu wegetarianizmu, tego, ze lubie
              kino niezalezne, ze jestem wciaz i wciaz niewdzieczna, bo nie wybieram tej
              sciezki kariery, ktora on dla mnie widzi. A jednoczesnie umozliwial mi
              realizacje wielu marzen, popieral moj roczny wyjazd do Australii i Niemiec
              (sponsorowal je wlasciwie). Teraz dostaje od nich duzo wiecej wsparcia, ale
              nauczylam sie tez nie mowic im o wielu sprawach, bo wiem, ze niewlasciwie je
              zrozumieja. Mam chlopaka, na ktorym od ponad 8 lat moge polegac w kazdej
              sprawie i on mi na co dzien wystarcza. Z nim moge dyskutowac o wszystkim i on
              akceptuje kazde moje zdanie, kazda opinie i nasze rozmowy sa zawsze ciekawymi
              dyskusjami, nigdy klotniami.
              Wiem, ze moi rodzice sa pelni kompleksow i wlasnych problemow i dlatego tak
              nieadekwatnie odnosza sie do sytuacji. Moja mama nie pracuje, nie ma zadnych
              pasji, wiec wlasciwie zyje zyciem innych (dzieci glownie). Moja tata natomiast
              ma bardzo kreatywny, fascynujacy zawod i uwaza, ze tylko on jeden wie, co to sa
              problemy, dlatego sprawy innych osob czesto bagatelizuje. Zawsze marzylam o
              rodzicach, ktorzy sa szczesliwi sami ze soba, ktorzy lubia samych siebie, nie
              sa przepelnieni frustracja i nie narzekaja tak na wszystko na kazdym kroku.
              ktorzy maja pasje, realizuja sie, rozwijaja... Rodzicach, z ktorymi moglabym
              sie wszystkim podzielic, ktorzy jakiegokolwiek zainteresowania jakas sprawa
              (np. filmem chinskim) nie pojmowaliby od razu jako niezdrowa egzaltacje czy
              obsesje... Trudno marzyc przy moich rodzicach :(
              Na szczescie cos sie zmienia - przeprowadzili sie do Niemiec, kupili dom, moj
              tata bedzie sie lepiej realizowal zawodowo, moja mama ma mase planow na
              przyszlosc dotyczacych wlasnego zycia, wiec moze stana sie spokojniejsi,
              radosniejsi, bardziej pogodni...
            • ania.eastwood Re: Dylemat moralny 27.01.06, 19:53
              wdrodze,

              mnie sie wydaje ze tu wiekszosc odpowiedzi jest zbyt agresywna... ze sie musisz
              postawic, pokazac kto decyduje w twoim zyciu i o twoim zyciu....

              ja wiem, ze z rodzicami nie chcialabym sie poklocic na powaznie o nic, nie
              chcialabym stawiac sprawy na ostrzu noza i ryzykowac, ze sie ode mnie odwroca

              a moze twoi zrozumieja jesli im pewne sprawy wytlumaczysz?..... moze troche
              naciagajac rzeczywistosc, ale nie klamiac zupelnie?

              moj maz jest absolutnym ateista. mimo to mamy slub koscielny, bo wiedzial jakie
              to dla mnie bylo wazne. ale dzieci (ktorych zreszta nie mamy, ale rozmowy
              przeporwadzalismy juz dawno) nigdy nie zgodzi sie ochrzcic dopoki same nie beda
              tego chcialy. poczatkowo bylam tym nastawieniem przerazona. rozmawaialam z mama
              i poczytalam sobie troche tez. w jednej madrej jak dla mnie ksiazce
              przeczytalam - jesli ksiadz uwaza ze istnieje zagrozenie, ze dziecko nie bedzie
              wychowywane w wierze katolickiej, moze odmowic ochrzenia go az sytuacja sie
              zmieni. to mnie uspokoilo - to jakby daje zezwolenie na to, ze dziecko nie musi
              byc ochrzczone jako kilkutugodniowy bobas, ze najwazniejsze jest potem
              utrzymanie tej wiary.

              moze to tlumaczenie dotarloby do twoich rodzicow? ze nie chrzcisz dziecka, bo
              po1) chcesz zeby dokonalo wlasnego wyboru (argument zgodny z prawda i twoimi
              przekonaniami, jak rozumiem)
              po 2)to wcale nie jest obowiazkiem, zwlaszcza w kraju gdzie wierzacych i
              praktykujacych jest niewiele, w srodowisku, gdzie w sumie ciezko jest wiare
              podtrzymywac i kultywowac. mozesz naciagnac, ze ty dziecko o bogu postarasz sie
              uswiadomic (argument naciagany grubo, jak rozumiem :) ale najwazniejszy jest
              dla ciebie swiadomy wybor wiary lub niewiary.

              mam nadzieje, ze to co napisalam w ogole ma sens :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka