Dodaj do ulubionych

grass is always greener.....

04.02.06, 14:08
wczoraj wieczorem, po sporej dawce czerwonego wina i hiszpanskiej muzyki
ogarnela mnie straszna tesknica za barcelona i krakowem. przypomnialam sobie
moje studenckie krakowskie mieszkanie, picie wina na balkonie i sluchanie
wlasnie hiszpanskiej muzyki (im dalej w noc, tym gorszej jakosci i
weselszej..), smiechy i harce. a potem barcelone, gorace noce i wyskakiwanie
o 3 w nocy na drinka do baru pod domem i rozmowy z lekko zawianymi stalymi
bywalcami.
czy macie takie miejsca (i czasy), za ktorymi czasem ogromnie tesknicie,
nawet jak tu, gdzie jestescie jest dobrze?
mnie to chyba nigdy nie opusci...
Obserwuj wątek
    • izabelski Re: grass is always greener..... 04.02.06, 14:16
      chatka na Dlugiej polanie pod Turbaczem w Gorcach
    • jagienkaa Re: grass is always greener..... 04.02.06, 15:44
      siedzenie na Gliwickim rynku z puszką piwa o 1 w nocy w ciepłą, letnią noc z
      przyjaciółmi - taka nieskomplikowana jestem...tzn głównie chodzi o to, że tak
      łatwo kiedyś było mi wyskoczyć z domu wieczorem, mama mieszka w samym centrum,
      a tutaj:( do tego już jestem mężatka i dzieciatka;)
      • gibisia Re: grass is always greener..... 04.02.06, 16:17
        Wieczorne spacery po Ostrowiu Tumskim we Wroclawiu, szczegolnie we mgle....
        • m_anee Re: grass is always greener..... 04.02.06, 16:32
          Hmm....nocne szalenstwa ze znajomymi na plazy w Scheveningen,itp.
          • patch_of_heaven Re: grass is always greener..... 04.02.06, 18:06
            O matko - ja tez super wspominam plaze w Scheveningen - bylam tam z przyjaciolmi
            na polu namiotowym ladnych pare lat temu, te dyskoteki na plazy, ci faceci... oj
            rozmarzylam sie:)
    • agcyb Re: grass is always greener..... 04.02.06, 16:44
      Barcelona, Madryt, Amsterdam, Lizbona, Krakow, i Warszawa to miasta za ktorymi
      tesknie.
      • gobisha Re: grass is always greener..... 04.02.06, 17:17
        miasta: Brugge, Palma de Mallorca
        konkretne miejsce kojarzace sie z beztroska mlodoscia: Herkulesy w Bialymstoku, akademik Delta tamze i Przystanek Woodstock.
        • eballieu Re: grass is always greener..... 04.02.06, 18:34
          Wroclaw moje studenckie zycie tam: jedzenie caly tydzien frytek - czyli jak
          przezyc tydzien za 6 zlotych, jak ma sie olej w mieszkaniu studenckim. Picie
          piwka, bo lepsze dobre piwo niz tanie wino. Przyjaciele, rozmowy do switu,
          imprezy na plazy pod Mostem Warszawskim, widok z mieszkania na Swidnickiej we
          Wroclawiu.
          Smaku pasztetu na chlebie czterodniowym w deszczowy lipiec w Bieszczadach nie
          zapomne. Byly to tak wyborne kanapki, a jak z cebulka i keczupem to juz
          luksusowe.
          Nie zapomne tez pielgrzymek, a raczej wieczorow i nocy pod namiotem na
          pastwiskach - jaka wspaniala mielismy ekipe znajomych. I trzytygodniowych
          wypraw w gory, z plecakiem namiotem i pasztetem.
          I juz swiezsze wspomnienia, te poranki w Brugii, spacery. My zamieszkamy tam na
          stale, bo chcemy wrocic do miejsca, w ktorym chociaz jedno z nas ma korzenie.
          Maz jest z Brugii, domeczek w historycznym centrum z ogrodkiem, i zyc moge
          dalej. I tesknic za studenckimi czasami.
          KNYSZA - wroclawski rarytas. Teraz kiedy odwiedzam to miasto, to zjadam dwie w
          ciagu dnia i trzy w nocy, kiedy popijemy juz piwka i biegniemy do budki po
          knysze.
          Wzgorze Tumskie w moim rodzinnym miescie Plocku.
    • jagienkaa Re: grass is always greener..... 04.02.06, 18:23
      ja jeszcze bardzo dobrze wspominam wakacje w Międzywodziu!to były czasy...nawet
      z mężem tam później byłam dwa razy, podobało mu się:)
      • moniska11 Re: grass is always greener..... 04.02.06, 19:41
        Bardzo tesknie za Nowym Jorkiem, w ktorym spedzilam 15 miesiecy swego zycia. W
        ogole tesknie za Ameryka, za ta amerykanska wolnoscia,za Clearwater Beach na
        Florydzie( cudowne miejsce jak z bajki).
        • ania.eastwood Re: grass is always greener..... 04.02.06, 19:51
          a mnie brakuje powrotow do domu przez krakowski rynek o 4tej nad ranem z imprez
          knajpianych lub domowych u kogos ze znajomych, kiedys przyjaciol.... dzis nawet
          na maila nie odpisujacych...... i ryzykowanie zycia za kazdym razem przechodzac
          przez planty pelne podejrzanych typow nocna pora, bo przeciez szkoda bylo kasy
          na taksowke... (nota bene teraz tez bym tak wracala :))
          • karolinazuk Re: grass is always greener..... 04.02.06, 22:41
            A ja wspominam z utesknieniem Warszawe, szczegolnie niedzielny brunch w Cafe
            Brama po sobotnim "clubbing" (teraz to juz jest podobno demode) albo
            popoludniowe wypady z przyjaciolka do Miedzy Nami albo Malej Czarnej. Zreszta w
            Warszawie tyle bylo fajnych miejsc aby spotkac sie ze znajomymi.
            • jagienkaa Re: grass is always greener..... 06.02.06, 14:55
              moimi ulubionymi miejscami był też Antykwariat i ZAWSZE dobrze wspominam Bacio.
              I pierogi i żurek w Radio Cafe...ech to były czasy...
              • karolinazuk Re: grass is always greener..... 06.02.06, 15:05
                Antykwariat tez byl fajny, chodzilismy do niego jak nie bylo miejsc w Malej
                czarnej bo to tylko przecznica dalej. Ah to byly czasy, jakby ktos nie wiedzial
                to moglby pomyslec ze mamy po 85 a nie 25 lat!
            • agcyb Do karolinazuk 06.02.06, 23:35
              Za tymi samymi miejscami w Warszawie tesknie. Ach te omlety z frytkami i
              salatka w Cafe Brama: swietne na kaca;) A koktajle w Malej Czarnej pamietasz? I
              jak trzeba bylo do toatety chodzic do sasiednich knajp?

              • karolinazuk Re: Do karolinazuk 07.02.06, 12:02
                Pamietam, pamietam. Moj ulobiony to byl Java. Nawet wypady do toalety mialy
                swoj urok. Zreszta moj chlopak, a teraz maz mieszkal doslownie pare krokow od
                Malej Czarnej wiec czesto wyskakiwalismy po prostu do niego :-)
    • formaprzetrwalnikowa Re: grass is always greener..... 04.02.06, 22:56
      dordogne- pd-zach francja, w sierpniu, wieczorami, kiedy 'niebo ma kolor
      indygo'; albo rano, kiedy jeszcze rosa na trawie, mgła nad rzeką a wokoł nikogo.
      Pojechałam tam drugi i trzeci raz - ale juz nie było tak samo.
      Bo Tempus Fugit.
      • princessjobaggy Re: grass is always greener..... 04.02.06, 23:19
        formaprzetrwalnikowa napisała:

        > dordogne- pd-zach francja,
        > Pojechałam tam drugi i trzeci raz - ale juz nie było tak samo.
        > Bo Tempus Fugit.

        Ach, zebys wiedziala, ze fugit...
        Przestalam sie ludzic, ze w tych samych miejscach co kiedys (nawet z tymi
        samymi ludzmi) bedzie jeszcze tak samo. Tak to juz jest, wszystko sie zmienia.
        Z jednej strony szkoda, bo czasem nastepuje bolesne zderzenie pozostalych w
        glowie wspomnien ze zmieniajaca sie rzeczywistoscia i czlowiek mysli
        sobie: 'Niemozliwe, przeciez kiedys spedzilam tu piekne dni/miesiace/lata
        mojego zycia, dlaczego nie jest juz tak samo?'. Z drugiej strony, gdyby
        najpiekniejsze chwile z przeszlosci tak latwo bylo powtorzyc, do czego bysmy
        wzdychali?
    • jaleo Re: grass is always greener..... 05.02.06, 00:24
      duende1 napisała:

      > wczoraj wieczorem, po sporej dawce czerwonego wina i hiszpanskiej muzyki
      > ogarnela mnie straszna tesknica za barcelona i krakowem.

      Ech Barcelona... Jak sie w sukience w kwiaty latalo z nareczami swiezej miety
      z La Boqueria, zeby bylo z czego Mojitos robic. Mieszkanie mojej przyjaciolki,
      tez Flamenquity, przy tym skrzyzowaniu, gdzie jest glowna straz pozarna i
      Hospital Clinic... W nocy trzeba bylo albo zatyczki w uszy albo pic te Mojitos
      na balkonie, bo spac sie nie dalo... A stazacy nas zawsze podrywali, jak sie
      kolo strazy przechodzilo.

      Ech, to byly czasy.

      A najsmieszniejsze jest to, ze strazacy dalej zagaduja, mnie teraz matke dwojki
      dzieci z trzydziesci-iles-tam-lat-na-karku. Nudzi im sie widocznie ;-))) - az
      sie usmialam tej jesieni jak ostatnio odwiedzilam te moja kochana Barcelone.

      A jaka hiszpanska muzyke lubisz najbardziej? Flamenco aside, z ostatnich kilku
      lat ja najbardziej Melendi ("Con la luna llena" wchodzi za skore niesamowicie)
      i Bebe.
      • duende1 Re: grass is always greener..... 05.02.06, 13:29
        jaleo napisała:

        > A jaka hiszpanska muzyke lubisz najbardziej? Flamenco aside, z ostatnich kilku
        >
        > lat ja najbardziej Melendi ("Con la luna llena" wchodzi za skore
        niesamowicie)
        > i Bebe.


        ja lubie rozne rzeczy. ojos de brujo bardzo, ale tez estope np. (a ostatnie to
        nawet jose valderramas z ana belen - "envidia".
        nie znam zupelnie nowej muzyki z ostatniego roku, wiec jesli mozesz cos
        polecic, to po prosze.
        lubie tez latynoska - np. los fabulosos cadillacs, la mosca

        barcelona...ja wciaz pamietam jak pachnie :)
    • leggetta Re: grass is always greener..... 07.02.06, 22:06
      a mi sie marzy najzywklejszy polski las, najlepiej w poblizu jeziora.
      mam takie jedno dosc dzikie miejsce w Pl gdzie wypoczywalam pod namiotem kilka
      lat z rzedu i chcialabym tak kiedys wrocic: poczuc zapach lasu, szum wody - tam
      jest moj raj.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka