Dodaj do ulubionych

wrazenia z podrozy

12.11.06, 22:12
W zeszla niedziele wrocilam z Gdanska. Tygodniowy wypad byl bardzo udany
(spotkania ze znajomymi i rodzina, ktorych dawno nie widzialam - no bo trudno
wszystkich obskoczyc przy kazdej wizycie). Kupilam dwie pary kozakow Rylki
(bo krzyczaly "kup nas, kup nas!"), opilam sie domowych wodeczek i nalewek,
pojadlam dobrego domowego jedzonka (znajoma super gotuje). Chcialam sie
jednak z Wami podzielic moimi kilkoma wrazeniami, ktore mnie ubawily setnie.
Doswiadczenia te sa natury "klient-sprzedawca" i z owych wnioskuje, ze czasem
jeszcze w Polsce ma sie ochote sprzedawce potraktowac ciosem karate ;o)

Scenki rodzajowe:
1) "Nie mam jak wydac"
Jednego dnia w Gdyni droga kupna nabylam kozaki Rylki ale nie kupilam pasty
do butow (bo jakos nie pomyslalam). Udalam sie wiec dnia nastepnego do
sklepu na Zaspie (dzielnica Gdanska) do innego sklepy Rylki. W sklepie owym
byla juz jedna ogladajaca obuwie klientka. Mlode dziewcze "za lada" zajete
bylo rozmowa telefoniczna. Podchodze jednak (bo poziom obslugi klienta w UK
pozwolil mi wyzbyc sie naboznego podejscia do sprzedawcy) z usmiechem do
lady. Dziewcze w koncu przerywa rozmowe nieodkladajac jednak sluchawki
(telefon byl "pracowniczy" a nie k-ka) pyta sie czy chce cos przymierzyc. Ja
odpowiadam, ze chcialabym kupic paste do butow i dalej wyjasniam, ze chodzi
mi o taka co by nie odbarwila obuwia (tu pokazuje z polki wziety but zeby
wskazac na typ skory). W zwiazku z tym, ze kroila sie dluzsza dyskusja
dziewcze powiedzialo do sluchawki, ze zadzwoni za chwile (rozmawiala z
mama). Ja dalej sie szczerze bo jestem na wakacjach. Pani pokazuje paste i
mowi, ze do owej skory dana pasta sie nadaje (koszt 8 zl).
Na to ja, ze owszem, poprosze owa paste i wreczam pani banknot 100-u
zlotowy. No i tu mnie pani kompletnie zastrzelila wyparowujac z miejsca z
wyrzutem "ale ja nie mam drobnych (!)". Ja odpowiadam (zerkajac ponownie do
portfela): "ja tez nie". Pani: "ale ja nie wydam reszty". Po krotkim
obliczeniu stwierdzilam, ze wydawanie 100zl na paste do butow, ktora tak
naprawde kosztuje 8zl to lekka przesada wiec powiedzialam pani, ze ja
dziekuje ale zeby sobie zatrzymala te paste. Ania razu od pani nie
uslyszalam "przeraszam" za to jej ton byl pelen wyrzutu. Pozniej sie
dowiedzialam, ze klienci w ten przemily sposob sa "zachecani" do latania po
innych sklepach w poszukiwaniu "drobnych".

2) "Ciastko"
Jeden wieczor mialam "wolny" wiec postanowilam odwiedzic Sopot. Najpierw
poszlam do pijalni czekolady Wedla (mniam, mniam i obsluga z usmiechem).
Potem zachcialo mi sie do Macka (w tylach Krzywego Domku an Monciaku). Tam
skonsumowalam sledzika popjajac go wodeczka. Zachecona goscinnoscia Sopotu
przenioslam sie do lokalu w przedniej czesci (nazwy nawet nie zauwazylam).
Lokal bylby pusty gdyby nie jedna para siedzaca w rogu. Ja zejelam drugi
rog. Wchodzac spojrzalam w strone baru sprawdzajac czy obsluga (dwie mlode
dziewczyny) mnie zauwazyla. Zauwazono mnie (tak mi sie przynajmniej
wydawalo). W koncu pani podeszla i zostawila mi karte. Po przestudiowaniu
menu zamknelam karte, polozylam na stoliku i znow spojrzalam na bar. Pani
sie na mnie popatrzyla z usmiechem - ja na nia z usmiechem. Mysle sobie,
zaraz ktos mnie obsluzy. Chwila ta sie ciagnela wiec zajelam sie czytaniem
ksiazki. Przeszlam przez paragraf, podnosze glowe zeby znowu "dac znac" ze
ja to gotowa juz jestem. I co widze? Jedna z dziewczat zajada kawalek ciasta
a druga stoi obok, obie trajkoczace o czyms-tam. Gdyby nie to, ze wypilam
juz dwie setki, bylam na wakacjach to pewnie bym nimi obiema wymiotla
podloge. A tak to siedzialam przez chwil pare chlonac widok, bo mi komora
nie mogla obrazu przerobic. Ubaw mialam po pachy... juz widze scenke tu w
UK... :o) Po tej lekcji stwierdzilam jednoznacznie, ze gdziekolwiek sie w
Gdansku nie rusze zawsze bede miala ksiazke przy sobie, pare wodeczek tez
szkody nie zrobi ;o)

3) "Nie oni decyduja"
Na prejsciu na lotnisku w Rebiechowie (Gdansk) jako bagaz podreczny mialam ze
soba plastikowa siatke a w niej pudlo z kozakami - kozaki pod kolano wiec
siatka waska i jeszcze w ramach dozwolonych (mniej wiecej). Wkladam to w
skaner, sama przechodze przez bramke. Po drugiej stronie bramki wite mnie
MORDA. Ale jaka MORDA… Naburmuszone to-to, w mundurze, plci zenskiej. Pyta
sie mnie morda gdzie jade, odpowiadem “do Liverpool”. Morda patrzy na siatke
i zadaje pytanie: “a to gdzie pani wsadzi w samolocie?”. Ja na to “w luk na
bagaz podreczny”. “Noooo, ale to chyba ma wiecej niz 45 centymetrow” –
ciagnie dalej morda. Ja na to: “pokazalam przy stoisku na dole, pani mnie
odprawila nic nie mowiac”. Morda sie nadela i wycedzila: “nie oni
decyduja”. Nic na to nie odpowiedzialam, wzielam siatke ze skanera i sie
odwrocilam zeby przejsc do poczekalni. Morda stanela w takim miejscu, ze
musialam slalom gigant zeby ja ominac bo sie morda nie chciala usunac mi z
drogi I umozliwic przejscie. Juz nie chcialam sie z morda wdawac w dyskusje,
ze to linie lotnicze decyduja o wielkosci bagazu i jakby zarzadzili jutro, ze
wszyscy maja wnosic na poklad plecaki w ksztalcie Myszki Miki to wszyscy
musieliby sie dostosowac. Za bezcelowe tez uznalam wskazanie innych pasazerow
z bagazami o wiele wiekszymi niz moj, juz czakajacych przy bramie.

Jakiez inne od polskiego zamordyzmu w mundurach jest podejscie celnikow w
UK. Przy wyjezdzie musialam przepakowac sloiczek kremu i butelke pefum
jeszcze przy odprawie bagazowej. Mialam butelke wina w podrecznym –
zostawilam myslac, ze jesli nieotworzona to nie bedzie problemu. Stojac w
kolejce do doprawy celnej zorientowlam sie, ze nie mozna miec w bagazu
podrecznym zadnych plynow przed odprawa celna. Mowie wiec celnikowi (temu,
ktory kieruje ludzi do skanerow), ze mam butelke wina w podrecznym. Pan sie
zaraz odwrocil do kolegow przy skanerze i krzyknal “teraz nadchodzi wino!” –
odezwaly sie smiechy (bo ich stoliczek mial juz pokazna kolekcje roznych
alkoholi). Wszystko sie dbywalo z usmiechem. Inny celnik wygrzebal mi to
wino (przy mojej pomocy bo wsadzilma butelke w rekaw kurtki zeby sie w torbie
nie potlukla). Zapytal sie mnie tylko czy nie wiedzialam o zakazie. Ja
odpowiedzialam, ze myslalam, ze to sie tyczy otwartych uz plynow. Pan sie
zapytal czy chce “cofnac” walizke z odprawy bagazowej bo moge sobie to wino
przewiezc w bagazu glownym, poradzil tez, ze jak wino zostawie to moge kupic
nowe w “wolnoclowym”.

Co kraj to obyczaj.
:o)

Ma ktos jakies "ciekawostki" z podrozy, ktorymi zechcialby sie podzielic?
Niekoniecznie z wyprawy do Polski :)
Obserwuj wątek
    • jagienkaa Re: wrazenia z podrozy 12.11.06, 22:23
      ostatnio lecąc z Sheffield/Doncaster do Katowic przy wejściu już do hali
      odlotów stał sobie pan policjant z panią policjantką i WSZYSTKICH maglowali o
      życiorys: pytali się mnie co ja robię, gdzie mieszkam, gdzie się z mężem
      poznałam, a Dominika się spytano czy ja jestem jego mamą (powiedział że nie
      wie...no i ma rację chłopak, może nie pamiętać!).
      Poza tym niezmiennie bawi/denerwuje/dziwi mnie to, że kolejka do bramki(gate)
      ustawia się natychmiast po wylądowaniu samolotu który ma nas zabrać i wszyscy
      się tak spieszą jakby im miał samolot odlecieć (jak autobus czy coś).
      • deadeasy Re: wrazenia z podrozy 14.11.06, 22:39
        Co do bramek... w Warszawie zrobili jedna ciekawa rzecz. Bramki sa dwie, blisko
        siebie. Kto przylatywal do W-wy wizzair-em to wie jak hala wyglada. Rzedy
        krzesel przed kazda brama - prawie jak w malym kinie z szerokim przejsciem
        pomiedzy krzeslami bramki 1 i 2. No wiec wszyscy sie usadowili na krzeslach na
        przeciwko odpowiednich bramek (Liverpool i Sztokholm, chyba). Po czym - chyba
        dla jaj - otworzyli oba stanowiska i oglosili, ze zaszla zmiana i ta bramka co
        byla do Liverpool jest do Sztokholmu a ta co do Sztokholmu jest teraz do
        Liverpool. Ha-ha. Ale byl mlyn! :o)
    • vierablu Re: wrazenia z podrozy 12.11.06, 22:32
      > 1) "Nie mam jak wydac"

      Alez to jest stary polski obyczaj, nie tak dawno dyskutowany z przejeciem na
      zaprzyjaznionej liscie dyskusyjnej, ktorej czlonkowie mieszkaja poza Polska i
      podczas licznych wizyt w Polsce podczas wakacji przypomnieli sobie ten obyczaj
      z neijakim zdziwieniem.
      Wersje lagodniejsza obyczaja ("czy ma pani koncowke") mozna spotkac w polskim
      sklepie spozywczym kolo POSK-u.
      • jaleo Re: wrazenia z podrozy 12.11.06, 22:42
        vierablu napisała:

        > > 1) "Nie mam jak wydac"
        >
        > Alez to jest stary polski obyczaj, nie tak dawno dyskutowany z przejeciem na
        > zaprzyjaznionej liscie dyskusyjnej, ktorej czlonkowie mieszkaja poza Polska i
        > podczas licznych wizyt w Polsce podczas wakacji przypomnieli sobie ten
        obyczaj
        > z neijakim zdziwieniem.
        > Wersje lagodniejsza obyczaja ("czy ma pani koncowke") mozna spotkac w polskim
        > sklepie spozywczym kolo POSK-u.
        >

        Ostatnio mi kolezanka z pracy (jedna z nielicznych rodaczek u nas pracujacych ;-
        ) pozyczyla polskie czasopismo, gdzie byla reklama karty Maestro pod haslem:
        Nigdy wiecej - nie mam wydac.

        Slowo daje, ze lamalam sobie glowe z 15 minut, zeby zrozumiec, co ta reklama
        oznacza. Przerazenie mnie zaczelo ogarniac, ze juz z polskim u mnie zupelnie
        krucho. I w te i wewte czytam to zdanie, i nijak nie moge sensu uchwycic. Bo
        przeciez karta kredytowa jest chyba do wydawania pieniedzy - to jak to "nie mam
        wydac". I co to za gramatyka, chyba powinno byc "nigdy wiecej nie wydam" - ale
        to tez bez sensu. I temu podobne majaki mi po glowie chodza. I po 15 minutach
        olsnienie - alez tu chodzi o brak drobnych w sklepie!!
        • natalia.brzeska Deadeasy 12.11.06, 22:50

          Bylysmy w tym samym czasie na lotnisku, tylko ze ja czekalam na ten feralny lot
          do Londynu. (opoznienie 11 godzin, bo silnik nie dzialal).
          I tu ciekawostka - na Rebiechowie mowia zeby dzwonic do Wizz, aby sie
          dowiedziec co sie dzieje, czy samolot poleci czy nie, a w call centre wizz
          mowia, ze TO NIE ICH SPRAWA, ze trzeba na Rebiechowo dzwonic. Albo pani z Wizz
          mowi: "To samolot nie polecial? Nie wiedzialam..."
          • aniek133 Też o lotach 12.11.06, 22:56
            A jak chcesz sie dowiedziec czegokolwiek na temat lotu Ryan Air to musisz
            dzwonic do Irlandii, bo oni tu w Polsce zadnego biura nie maja. Dla mnie to
            troche dziwne....
          • deadeasy Re: Deadeasy 14.11.06, 22:48
            "Bylysmy w tym samym czasie na lotnisku"

            ?! :)

            Rzeczywiscie opoznienie bylo okrutne. 11 godzin w Rebiechowie... brrrr... az mi
            ciary przechodza po plecach... Nasz byl spozniony tylko kilkanascie minut. Jak
            sie dowiedzielismy juz siedzac wygodnie w kabinie "bo byl problem z silnikiem,
            ale juz sobie poradzili". Tak sobie pomyslalam, ze ja chyba bym sie obyla bez
            tej wiadomisci ;o)
      • eballieu nie mam wydac 13.11.06, 13:35
        A postawcie sie w roli sprzedawcy, ktoremu wlasciel sklepu wybiera z kasy
        wszystkie pieniadze i stawia go na otwarcie sklepu z pusta kasa!!!
        To jest rzeczywistosc polskiego drobnego handlu.
        Wlascicel w ciagu dnia jeszcze wpada do sklepu i z kasy wyjmuje kazdy grosz.

        Sprzedawca ma to po prostu gdzies, skoro wlasciciel nie jest zmartwiony faktem
        zostawienia pustej kasy.
        • vierablu Re: nie mam wydac 13.11.06, 13:44
          ja nie mam nic do sprzedawcow, tylko do organizacji pracy sklepu. Tu tez
          przeciez czasem sie zdaza, ze kasjer nie ma drobnych - ale wtedy nie prosi mnie
          o odliczona sume, tylko gdzies tam dzwoni i przybiega jakis pomocnik, ktory
          przynosi rulony z drobnymi.
          Inna sprawa, ze w takiej sytuacji wszyscy w kolejce potulnie czekaja - w
          sklepie w Polsce w 8 przypadkach na 10 wywiazalaby sie awantura, bo przeciez
          wszystkim sie spieszy.
          • annamaria0 Re: nie mam wydac 13.11.06, 13:50
            Eballieu, to prawda, moja mama nieraz musiala siegac do wlasnego portfela, poniewaz stara sie wlasnie
            nie rzucac takich hasel, tylko sprawnie i z usmiechem obsluzyc klientow. Wlasciciel natomiast sie nie
            przejmuje brakiem odpowiedniej ilosci bilonu.
        • deadeasy Re: nie mam wydac 13.11.06, 17:05
          To, ze sprzedawaca nie ma drobnych do wydania klinetowi nie usprawiedliwia
          jej/jego chamstwa i braku manier.
        • kraxa eballieu RACJA 20.11.06, 08:29
          Sklep to niekoniecznie bank, jak ma 3 do 4 w porywach dronyh klientow dziennie
          bo wszyscy kupuja w Alfie ;-P to przepraszam, dodrukowywac te pieniadze maja
          czy co??? Przestancie kupowac w centrach handlowych, albo robcie to
          konsekwentnie TYLKO tam z pewnoscia butiki w Manhattanie nie maja problemow z
          wydaniem gotowki.No i chyba latwiej klientce pojsc "rozmienic kase" niz tej
          dziewczynie wyprosic klientke, zamknac sklep i wrocic za chwile z drobnymi. Tak
          na zdrowy rozum biorac
      • eballieu Re: wrazenia z podrozy 13.11.06, 13:55
        A ja z podrozy po Anglii.
        Siedzimy juz 40 minut przy stoliku. Ktos sie krzata, zbiera jakies puste
        naczynia.
        I nie podszedl do nas powiedziec - nie ma obslugi, musisz isc do baru i tam
        zamowic posilek.
        Oczywiscie wrocilismy glodni do domu z wyprawy nad morze.

        Podjerzdzam moim bardzo tanim autem do sklepu z warzywami i owocami.
        Sprzedawczyni widziala z "czego" wysiadlam.
        Podbiegla do mnie, aby mi powiedziec - czy wiesz ile to kosztuje, ze az tyle
        bierzesz?
        Chyba miala mi za zle, ze prawie karton czeresni biore lapami moimi. I a noz,
        jak uslysze cene, to powiem - nie dziekuje. Scenka ze sklepu na Hutton Road w
        Shenfield.
        W butiku z rzeczami skandynawskimi dla dzieci, w Brentwood, pani tez rozmawiala
        przez telefon jak wchodzilam, rozmawiala przez telefon jak wychodzilam,
        spedzilam tam 6 minut z zegarkiem w reku. Patrzylam sobie na produkty, bo
        wszedzie napisy - "nie dotykac, popros sprzedawce jesli chcesz cos obejrzec".
        Wyszlam - chyba nawet nie zauwazono.

        Nuffield Hospital - glowne wejscie w Brentwood. Sobota rano, godzina 10.
        Wszedzie wykladzina. Burdno, piasek, bloto, liscie chyba z calego piatku. Po
        zamedlowaniu sie na recepcji uprzejmie donosze o tym, ze to dziwne uczucie,jak
        sie wchdozi do prywatnego szpitala i widzi po pierwsze brud, bo kompozycje
        kwaitowe nie sa go w stanie przykryc. Inni stojacy w kolejce do recepcji
        przytakuja mi. Pani recepcjonistka zdziwiona, ze ktos ma czelnosc jej o tym
        powiedziec. Tweirdzi,ze jest brudno ze wzgledu na pogode. A od rana sweici
        slonce, nie ma wiatru, iwec liscie sobie same nei rpzyfrunely. Za 15 minut
        slysze z innej poczekalni warczenie odkurzacza - a jednak, wezwano kogos do
        posprzatania.

        Zapraszam do malych angielskich miasteczek!

        W centrum handlowym, jak chce sie byc obsluzonym, nawet w sklepie firmowym typu
        Gant, to chyba trzeba wynajac sobie doradce zakupowego, bo mlodzierz, ktora tam
        pracuje udaje, ze intensywnie sklada ubrania i dziwi sie, ze czlowiek rozwalil
        wieze spodni, bo szukal odpowiedniego rozmiaru.

        No wlasnie, co robicie, jak idziecie sami na zakupy i w przymierzalni okazuje
        sie, ze to nie ten rozmiar? Moze gdzies sa jakies mikrofony, przez ktore mozna
        wolac i prosic o pomoc? (nie mowie o sklepach typu Reiss, gdzie chodza przy
        tylku)
        • edavenpo Re: wrazenia z podrozy 13.11.06, 14:08
          No wlasnie, co robicie, jak idziecie sami na zakupy i w przymierzalni okazuje
          > sie, ze to nie ten rozmiar? Moze gdzies sa jakies mikrofony, przez ktore mozna
          > wolac i prosic o pomoc? (nie mowie o sklepach typu Reiss, gdzie chodza przy
          > tylku)
          ___
          Ja wychylam leb z przymierzalni i wolam sprzedawce ktory zazwyczaj stoi w
          poblizu i prosze o inny rozmiar. Jeszcze mi sie nie zdarzylo zeby mnie ktos
          odeslal z kwitkiem ;-))
          • eballieu Re: wrazenia z podrozy 13.11.06, 15:02
            Edavenpo, ale chyba mowisz o malych sklepach i z drozszymi ubraniami.
            Nasze doswidczenie z GAnt'a z przed dwoch tygodni, po prostu jest nieziemskie.
            gdyby nie to, ze maz lubi ich ubrania, to wyszlibysmy.
            Znam owszem sklepy z rzeczami dla dzieci, gdzie jest pani od zabawiania dzieci,
            kiedy dorosli chca im kupic ubranka.
            Tego nie wymagam, ale kogos kto jest autentycznie zainteresowany i pomoze przy
            wybiorze rozmiaru - tak.
            Poza Reiss nie spotkalam duzego sklepu, w ktorym sprzedawca stoi przy
            przymierzalni i czeka, aby ci pomoc. Doniesc, odebrac i itp.
            • edavenpo Re: wrazenia z podrozy 13.11.06, 16:29

              Powiem ci ze mowie tutaj bardziej o sredniej polce typu Diesel czy All Saints
              ale i w tych tanszych typu Topshop czy Oasis czy Zara czy Gap zawsze dziewczyna
              czy chlopak stoi rozdajac numerki do przymierzalni wiec ja prosze o inny rozmiar
              a ona albo sama pojdzie albo kogos zawola - nigdy nie mialam problemu. W GAP
              szczegolnie sa pomocni. Nie jest to obsluga w stylu ktos stoi tak jak Joseph
              czy Paul&Joe i czeka na ciebie ale zawsze pomoga. Slowem, jeszcze nigdy
              rozebrana nie musialam isc po inny rozmiar ;-)
        • annamaria0 Re: wrazenia z podrozy 13.11.06, 14:13
          Moje obserwacje z ostatniego pobytu w Londynie, pierwszego z dzieckiem w wozku:
          - podroz jakakolwiek trzeba planowac niczym kampanie militarna, zeby sie nie okazalo, ze np. stacja
          metra nie ma windy (wiele nie ma), i zalozyc z gory co najmniej 1-2 godziny wiecej na kazda podroz,
          bo np musisz przepuscic dwa pierwsze autobusy, gdyz miejsca na wozek sa zajete, i liczyc na to, ze
          trzeci cie w koncu wezmie. O pomocy z wozkiem nie ma oczywiscie mowy
          - wiele kawiarni przy jednej z glownych ulic handlowych nie ma toalet, a jak juz ma, to bez przewijaka,
          a jak juz przewijak jest, to najczesciej niemozebnie zapaskudzony
          - parking przy Baker Street kosztowal firme mojego M 35 f. za 2 godz.
          - mimo ostrych przeciez przepisow dot. podjazdow dla niepelnosprawnych, wiele miejsc nadal ma
          jedynie strome schody
          • lucasa Re: wrazenia z podrozy 13.11.06, 14:58
            annamaria0 napisała:

            O pomocy z wozkiem nie ma oczywiscie mowy


            ja jezdzilam prawie codziennie po Londynie najpierw z jednym maluchem potem z
            dwoma. i wlasnie wchodzac na perony po wielgasnych schodach albo ktos sam
            oferowal pomoc albo ja pytalam "mlodych silnych" czy nie pomoga - czasami
            kumple niesli i wozek i zakupy i jeszcze starsza corke!
            A
        • lucasa Re: wrazenia z podrozy 13.11.06, 14:53
          Ela, jak rzadko zgadam sie z Toba! :)
          nie potrzeba pisac tylko o malych miasteczkach -a Paryz? - tam obsluga klienta
          jest !wow! - nigdzie takiej w Europie i nawet nie ma do kogo sie poskarzyc. no
          i watek bylby obszerniejszy niz te trzy przyklady z pierwszego postu.

          fakt, ze ta dziewczyna "od drobnych" mogla byc bardziej uprzejma, ale jak nie
          ma pieniedzy w kasie to nie ma - nie zamknie sklepu i nie bedzie latac po
          kioskach. (zakladajac, ze na poczatek dnia ma sume 100zl czy wiecej w kasie).
          moze teraz dziewczyna tez opisuje na jakims forum ta sytuacje? ja znowu w druga
          strone - zawsze sie dziwie jak w Polsce maja wydac z wiekszej sumy... moze za
          krotko tu jestem i nie potrafie jeszcze pisac/mowic jaka tam okropna obsluga?
          bo juz tyle razy zauwazylam, ze nie zalezy od miejsca tylko o osoby. nie
          powinno tak byc ale jest.

          Annamaria - ja mam inne doswiadczenie z Londynu - fakt, ze metro rzadko
          uzywalam, ale juz podroz pociagiem czy autobusem to luksus(byle nie w godzinach
          szczytu), jeszcze jak mozna sobie zaplanowac caly dzien, ze tu czy tu (muzeum,
          pub, instytucja publiczna) przebiera sie maluchy a tu czy tu sie je (w pubach i
          kawiarenkach krzeselka a w lecie mozna rozlozyc sie na trawniczku). wg mnie nie
          ma problemu. a ze parkingi drogie w Londynie to fakt!
          A
          • eballieu do Lucasy 13.11.06, 15:10
            Lucasa napisala:
            "fakt, ze ta dziewczyna "od drobnych" mogla byc bardziej uprzejma, ale jak nie
            ma pieniedzy w kasie to nie ma - nie zamknie sklepu i nie bedzie latac po
            kioskach. (zakladajac, ze na poczatek dnia ma sume 100zl czy wiecej w kasie).
            moze teraz dziewczyna tez opisuje na jakims forum ta sytuacje? ja znowu w druga
            strone - zawsze sie dziwie jak w Polsce maja wydac z wiekszej sumy... moze za
            krotko tu jestem i nie potrafie jeszcze pisac/mowic jaka tam okropna obsluga?
            bo juz tyle razy zauwazylam, ze nie zalezy od miejsca tylko o osoby. nie
            powinno tak byc ale jest"

            Lucasa, napiszesz raz jeszcze. Bo nie wiem o czym do mnie mowisz.
            Odniose sie do Paryza - nie jezdze tam na zakupy, to nie wiem jak jest w
            tamtejszych sklepach. Ale lubie poczytac o doswiadczeniach innych.
            • lucasa Re: do Lucasy 13.11.06, 15:16
              sprzedawczyni ktora nie miala drobnych byla w pierwszym poscie.

              my w Paryzu nie bylismy na zakupach, ale mimo usilnych prob w roznych miejscach
              nie udalo nam sie w jakiejs milej atmosferze i przy milej obludze ani wypic
              kawy ani zjesc posilkow.

              A
              • rozyczko Re: do Lucasy 13.11.06, 23:55
                Bylismy w Paryzu krotko, bo tylko 3 dni, ale NIGDY nie mielismy podobnych
                problemow. Zawsze obslugiwano nas z usmiechem. Dodam, ze zwiedzalismy na tzw.
                budzecie", wiec nie pisze tu o drogich restauracjach i kawiarniach.

                Ewa
                • vygotsky Re: do Lucasy 14.11.06, 00:38
                  A porozumiewaliscie sie po francusku czy probowaliscie po angielsku? Bo z
                  mojego doswiadczenia to duza roznica.
                  • chihiro2 Re: do Lucasy 14.11.06, 12:22
                    Ja wlasnie wrocilam z tygodniowego pobytu w Paryzu, wiec doswiadczenia mam
                    swieze. Moj chlopak mowi po francusku, wiec poslugiwal sie tym jezykiem (ja
                    siedzialam cicho). Francuzi byli bardzo uprzejmi, mili, usmiechnieci, ale
                    czesto zwyczajnie nieelastyczni. Jestesmy wegetarianami, wiec zamawiajac
                    salatke raz ukochany poprosil dla siebie tunczykowa, ale bez tunczyka.
                    Uslyszelismy, ze nie, nie da sie tak zrobic. Umowilismy sie na kawe ze
                    znajomymi i poprosilismy, by rozliczono nas oddzielnie, bo kolezanka chciala
                    rozmienic wieksza sume. I znowu - Nie, nie da sie. Chcialam za rajstopki
                    zaplacic w innym dziale niz rajstopowy (ktory nie mial kasy) - Nie, tu mnie nie
                    obsluza. Wszystko milo, ale jednak "nie!".
                    • eballieu Re: do Lucasy 14.11.06, 12:31
                      Lucasa, ale ja nie zamierzam dyskutowac z Twoimi doswiadczeniami. W koncu watek
                      jest o naszych doswiadczeniach, a nie o tym, aby kogos przekonac, ze jest
                      inaczej.
                      Nawet gdyby do Paryzewa jezdzila po chleb i maslo, buty i fryzjera i
                      doswiadczenie bym miala, to nie znaczy, ze ktos moze miec inne;-)
                      • chihiro2 Re: do Lucasy 14.11.06, 12:35
                        To chyba nie bylo do mnie?
                  • rozyczko Re: do Lucasy 14.11.06, 21:11
                    francuskiego nie znamy :)
                  • lucasa odp 14.11.06, 21:14
                    vygotsky napisała:

                    > A porozumiewaliscie sie po francusku czy probowaliscie po angielsku? Bo z
                    > mojego doswiadczenia to duza roznica.

                    z mojego tez - po ang to faktycznie malo kto byl skory do pomocy. ale z nativ
                    francuskim tez jakos nie bylo widac aby obsluga byla milsza. zreszta meza
                    francuska czesc rodziny, co ciekawe - tez ta mieszkajaca w Paryzu, ma kiepska
                    opinie o obsludze klienta w swojej stolicy.
                    A
                    • chihiro2 Re: odp 14.11.06, 21:21
                      Od bardzo wielu osob slyszalam, ze najgorsza obsluga jest w Berlinie i Paryzu.
                      Co do Berlina - mieszkalam, potwierdzam, ale mi to akurat nie przeszkadza, to
                      taka berlinska "maniera". Co do Paryza, to bylam za krotko. Zreszta Francuzi
                      maja wlasnie inne nastawieni do osob roznych narodowosci, najgorzej chyba
                      traktuja Amerykanow, ktorych tam jest na peczki.
        • vierablu Re: wrazenia z podrozy 13.11.06, 16:00
          > No wlasnie, co robicie, jak idziecie sami na zakupy i w przymierzalni okazuje
          > sie, ze to nie ten rozmiar? Moze gdzies sa jakies mikrofony, przez ktore
          mozna
          > wolac i prosic o pomoc? (nie mowie o sklepach typu Reiss, gdzie chodza przy
          > tylku)

          Widzialam w kilku sklepach przyciski w przymierzalniach ktorymi sie przywoluje
          obsluge, jak rozmiar nieodpowiedni. Fakt, ze nie spotyka sie tego czesto.
          • annamaria0 Zwierzatka 13.11.06, 16:29
            Widzieliscie zapewne reklame Flasha, gdzie wlasnie jest mowa o tym, ze Anglicy bardziej kochaja
            zwierzeta niz ludzi?
            Swiadczy tez o tym niezbyt pochlebny dla Anglikow fakt, ze wszelkie charities pomagajace zwierzetom sa
            generalnie bogatsze od tych, ktore pomagaja dzieciom. Np schronisko dla oslow w Devon, niedaleko
            mojego szwagrostwa, jest jedna z najbogatszych fundacji w calym hrasbstwie. Tymczasem ognisko
            hokejowe dla dzieci, do ktorego chodzi bratanek mojego M, nie moze sie doprosic o dofinansowanie.
            • annamaria0 Re: Zwierzatka 13.11.06, 16:35
              No coz, moze mialam pecha, poza tym pewne rzeczy widzi sie ostrzej, gdy sie je oglada ze swiezej
              perspektywy. Nie zmienia to jednak faktu, ze niektore stacje nie maja wind, i ze dwa autobusy nie
              wpuscily mnie (poza szczytem), bo miejsca na wozki byly juz zajete i stalam na przystanku jak kolek,
              czekajac na nastepny - podroz zamiast godziny zajela mi prawie dwie. Podziwiam mamy wychowujace
              maluchy w Londynie - moja prowincja jest jednak znacznie mniej stresujaca.
    • aniek133 Re: wrazenia z podrozy 12.11.06, 22:54
      Deadeasy, ja sie dziwie, ze Ty sie dziwisz - przeciez to takie polskie i sie
      chyba nigdy nie zmieni :) Naprawde nie pamietasz takich sytuacji czy sie
      odzwyczailas?

      Jaleo, ubawilas mnie swoja historyjka z napisem na karcie kredytowej :)))
      • edavenpo Re: wrazenia z podrozy 12.11.06, 23:34

        Teraz na mnie kolej ;-)

        Jestem stara psiara wiec co widze tu policje z psem to wyglaskam, wycaluje, dam
        przysmaki (zawsze mam przy sobie pudelko psich przysmakow ;-)

        Mam nawet psy policyjne na blogu, gdzie oficerowie pozwolili mi zrobic zdjecia,
        pogadac, wypytac o szczegoly etc. Nawet w rocznice 7/7 w czasie krotkiej przerwy
        na herbate dali sobie zadek zawracac.

        Nigdy, przenigdy nie mialam innej reakcji jak usmiech i zadowolenie ze ktos sie
        interesuje ich psem.

        POdczas ostatniej wizyty w POlsce, na lotnisku w Poznaniu widze psa, labradora
        ze straznikiem. Straznik ubrany jak Schwazenegger w Commando - dlugie buty,
        moro, kamizelka - jakby conajmniej w tym Poznaniu byla dzungla. Obowizkowo wąs
        sumiasty i morda (Deadeasy - dziekuje za znakomite opisowe okreslenie). Morda
        nadeta, pelna powagi i wypelniona poczuciem wlasnej waznosci oczywiscie. Pies
        obwachal caly bagaz, ludzi sie zmyli, hala pusta, ja czekam na Liama ktory
        poszedl do toalety. Facet przechodzi z psem - ja wale szeroki usmiech i pytam,
        czy moge psa pglaskac jak juz skonczyl pracowac. Morda patrzy wilkiem i burczy
        'Jak sie da'. Lab jak lab - zadowolony, merda ogonem. Podchodze facet nawet nie
        zwolnil tylko przeszedl mi pod nosem, kompletnie mnie ignorujac. Nastepna morda
        graniczna stojaca obok zarzala ze smiechem 'Niech uwaza bo reke odgryzie!' I tak
        zostalam z wyciagnieta reka.



        • edavenpo Re: wrazenia z podrozy 12.11.06, 23:40
          edavenpo napisała:

          >
          > Teraz na mnie kolej ;-)
          >
          > Jestem stara psiara wiec co widze tu policje z psem to wyglaskam, wycaluje, dam
          > przysmaki (zawsze mam przy sobie pudelko psich przysmakow ;-)
          ___

          He he he - dla jasnosci dodam ze psa wycaluje i wyglaskam nie policjantow ;-))
          • aniek133 Psy 13.11.06, 14:22
            Tak z czystej ciekawości zapytam, czy podobnie traktujesz wszystkie psy?
            Szczególnie te bez właścicieli? Zawsze bardzo lubiłam psy, ale po paru
            spotkaniach i kilkudziesięciu zasłyszanych historiach z psami bez uwięzi w roli
            głównej jestem bardzo zniechęcona i trzymam się maksymalnie daleko od tych
            zwierzaków.
            • edavenpo Re: Psy 13.11.06, 14:49

              Wszystkie - naprawde ;-) Mam na tym punkcie niegroznego fiola.

              Tak w ogole to rozmowa na temat psa przebija kazda angielska rezerwe (mowie
              celowo angielska, nie brytyjska) w kazdej klasie spolecznej. Ze wzgledu na bloga
              zaczepiam kompletnie obcych ludzi i jeszcze ani razu mi sie nie zdarzylo aby
              ktos mi odmowil zdjecia badz nie byl chetny do rozmowy czy byla to byla
              arystokratyczna pani w Green Park czy chlopak w szarym dresiku i kapturze
              wyprowadzajacy psa z zapuszczonego bloku komunalnego w Islington czy bezdomny
              lezacy z psem w przejsciu podziemnym.

              Anglicy kochaja swoje psy nad zycie i antropolodzy i socjolodzy nawet
              podkreslaja ten fakt - nie na darmo mowi sie tutaj mama i tata a nie pan czy
              pani np. jak psa odsylasz do wlasciciela mowi sie 'Go to your mum/dad'.

              Tutaj rzadko (prawie nigdy) widuje psy bez wlascicieli, latajace luzem. Jesli
              widze ze pies jest 'niepewny' to najpierw wyciagam reke i badam reakcje. Jest
              kilka znakow ktore pokazuja ci jak pies cie odbiera. Zreszta ja do psow
              podchodze zazwyczaj po zapytaniu wlasciciela – nigdy nie dotykam psa bez
              pozwolenia, no chyba ze sam sobie przyjdzie. Ogolnie psy z niewielkimi wyjatkami
              sa tutaj bardzo przyjazne, dobrze wychowane. Poza tym kazdy bez wyjatku pies
              momentalnie sie robi grzeczny jak wyjme pudelko z przysmakami - 6-ty zmysl czy
              co, ale od razu siadaja na tylek i grzecznie czekaja - nawet ci lape podadza bez
              pytania ;-)
              Wlasciwie jak o tym pomysle to nie spotkalam tutaj agresywnego psa – poza moim
              jamnikiem ktory jak prawdziwy pies zaczepno-obronny nie cierpi innych psow i
              im wiekszy pies tym glosniej sie drze na ich widok ;-)
              • eballieu Re: Psy 13.11.06, 15:07
                O tak Edavenpo, w 100 procentach masz racje.
                Weterynarza mozesz miec na zawolanie. Na pediatre, ktory inakusje 120 futnow za
                15 minut wizyty musisz czekac 3 tygodnie. Symptomy znikaja;-)
      • deadeasy Re: wrazenia z podrozy 13.11.06, 17:02
        Z pamiecia u mnie nie jest zle i pamietam jak sama latalam po kioskach i
        sklepach bo pani w kasie nie miala drobnych i przynosilam drobne w zebach,
        calujac sprzedawczyni buty, merdajac ogonkiem zadowolona, ze mnie chciala w
        ogole obsluzyc dzisiaj. A owszem, odzwyczailam sie. Tak samo jak odzwyczailam
        sie od naburmuszonych polskich ekspedientek co mysla, ze to klient jest dla
        nich a nie na odwrot. Jesli w Polsce sie tyle zmienilo na lepsze (gospodarczo
        znaczy sie) nie rozumiem czemu nie nadrabiamy za reszta europy w manierach.

        W wiekszosci sklepow/barow w Polsce obsluga jest bardzo mila i usmiechnieta.
        Tym bardziej wiec odstaja takie "klocki" jak panienka w obuwniczym.
        :)

        Choc mozna na to patrzec z rozrzewnieniem i traktowac jako swego rodzaju
        skansen ;o)
    • deadeasy wrazenia z podrozy cz.2 13.11.06, 17:11
      Oto jeszcze jedna scenka rodzajowa. Miejsce zdarzenia Tczew, stacja kolejowa,
      sala kas biletowych. Wchodzimy na sale mama i ja. Dwie kasy otwarte, kolejka
      tylko do jednej. Mysle sobie, pewnie ta druga kasa to na expresy albo
      rezerwacje ale widze jakas pani podeszla, kupila normalnie bilet wiec zostawiam
      swoje miejsce w kolejce i tez podchodze. Pytam sie jednak grzecznie pani w
      okienku, dla upewnienia, czy mozna kupic u owej pani taki-a-taki bilet do
      Gdanska. Pani na to odburknela “a pani mysli, ze po co ja tu jestem?”. Nic
      nie odpowiadam, prosze o dwa bilety. Pani mnie nie slyszy bo rumor na sali a
      mikrofon maciupenki i pewnie jej glosnik tez (jej mozg plasuje sie zaraz po).
      Rozkazuje powtorzyc. Juz mam zamiar powtorzyc gdy do okienka pochodzi moja
      mama i “przejmuje paleczke” - jak to moja mama, ciagle mysli, ze ja ma 7
      lat ;o). Mama ma lat 70 i jak to osoby w tym wieku maja – nieco niedoslyszy
      juz. Tez musi powtarzac wszystko dwa razy i mowic glosniej (bo pani w okienku
      rozkazuje + mama niedoslyszy wiec i tak nieco glosniej mowi). No wiec pani z
      okienka warknela na mame, ze nie musi krzyczec. A jak mama poprosila o
      powtorzenie ceny to pani z okienka jeszcze dodala “no co, glucha pani jest?”.

      I teraz prosze gawiedzi, niech mi ktos powie co pracodawca owej pani ma do jej
      chamstwa? Ze co, ze niby placi jej niewiele to ona ma prawo pomiatac klientami?

      Tak samo owa panienka w sklepie obuwniczym. To, ze nie miala reszty to jedna
      sprawa ale to w jaki sposob sie do mnie jako do klientki odezwala to zupelnie
      inna para kaloszy. Gdyby na ten przyklad dziewczyna powiedziala “Przepraszam
      Pania bardzo ale szef(owa) zdala kase i nie mam na razie drobnych zeby Pani
      wydac.” Zupelnie inaczej to brzmi niz warkniecie “nie mam drobnych” (i temu
      podobne burkniecia). Gdyby mnie taka mila odpowiedz spotkala to bym pewnie
      poszla do jednej z kafejek, jakich teraz sporo w centrach handlowych, wypilabym
      smaczna kawe, zjadla pyszne ciastko, rozmienila przy okazji pieniadze i z
      usmiechem bym do owej sprzedawczyni wrocila. Ale jak ktos na mnie warczy no to
      przepraszam ale moze sie bujac. Widac, ze razem z drobnymi szef zabral tez
      maniery owej pannie.
      • gosica37 metki a Carrefour 13.11.06, 18:18
        Jestemy na rodzinnych zakupach w duzym centrum handlowym w Bielsku Bialej i
        wybieramy kurtke zimowa dla najmlodszej corki mojej siostry w Carrefour. Cena
        promocyna 59 zlotych glosi wielki szyld nad kurtkami(w dwoch kolorach,zilonymi
        czerwonym). Niestety,przy kasie pani kasuje nas za kurtke 69 zlotych. Nie ma
        nikogo do pomocy wiec sama latam po sklepie w poszukiwaniu owych kurtek i raz
        jeszcze sprawdzenia ceny. I tak,dwa kolory i cena taka sama,o co wiec chodzi!??
        Niestety,na dwoch ostatnich w kolorze czerwonym,metka z 59 zlotymi odpada przy
        blizszym kontakcie i wraz z nia nadzieja na cene promocyjna. Pan z obslugi
        klienta,do ktorego udajemy sie prosto z kasy podchodzi owszem do kurtek,ale nie
        widzi odpadnietych i lezacych na ziemi cen promocyjnych i stad uwaza ze czerwone
        nie sa na promocji!!! Niby 10 zlotych to niewiele ale odchodzimy z kwasnymi minami.
      • agazat Re: wrazenia z podrozy cz.2 14.11.06, 09:12
        Ktos kiedys na jakims forum napisal, dlaczego sprzedawczynie czy kasjerki w UK
        sa mile i usmiechniete, a w Polsce nie sposob doprosic sie o usmiech. Otoz
        brytyjska sprzedawczyni usmiecha sie, bo zastanawia sie czy ze swojej pensji
        pojechac na wakacje do Grecji czy Hiszpanii, a polskiej nie do smiechu, bo
        zastanawia sie od kogo by tu pozyczyc do pierwszego.
        Nie usprawiedliwia to oczywiscie chamstwa w zadnej postaci. Ale moze te
        wyzyskiwane dziewczyny pracujace po 600 czy 800 PLN sa Konradami Wallenrodami
        rozkladajacymi system od srodka?? ;) Pewnie maja podejscie - jak mi malo placi,
        to mi wisi, nie bede sie starala.
        Inny obrazek, sprzed dwoch tygodni.
        Pojechalismy na tydzien do mojego miasta rodzinnego - 60tys mieszkancow, moze
        mniej bo cala ich masa siedzi obecnie w Southampton. Nie lubie wyciagac od razu
        duzych kwot na pobyt w gotowce, w koncu tu prawie zawsze place karta (chyba
        tylko w warzywniaku nie). Tam natomiast trzeba o tym zapomniec ... o placeniu
        karta znaczy sie. Odwiedzilam kilka sklepow, m in najstarsza w miescie
        ksiegarnie - nadal najwieksza i najpopularniejsza, pewnie jedyna sprzedaje
        podreczniki szkolne. I kicha, trzeba miec gotowke. Bankomatow tyle co kot
        naplakal. Najblizszy (nie tak znowu blisko) nie dziala. Podobna sytuacja w tzw
        domu handlowym. Tylko gotowka. Po co wiec ludziom karty bankowe?? Ano do
        wyciagania gotowki z konta tylko i wylacznie.
        Tu ciekawa scenka rodzajowa, ktora zafascynowala mojego meza. W bloku moich
        rodzicow jest bank, bankomat takze, a jakze (niestety, z Visa nie moge z niego
        skorzystac). Przed bankowatem ciagle kolejka. Od rana do wieczora. Jak za
        starych dobrych czasow. Przynajmniej 10 osob, ciagle. Pytam mamy dlaczego??
        Odpowiedz - bo to jedyny bankomat w okolicy, ludzie nie moga placic karta prawie
        nigdzie, wiec potrzebuja gotowki, a ze nie chca wszystkiego od razu wyciagac co
        by odsetki od "kapitalu" nie przepadly, wiec tak stoja w kolejce do bankomatu po
        kilka razy w tygodniu.

        • aniek133 Karty kredytowe 14.11.06, 13:04
          Wiec juz wrocilas :) Pozdrowienia!

          Z tymi kartami to swieta racja.Mogloby byc lepiej :) W malym sklepie, w butiku
          mozna zapomniec o korzystaniu z nich. Wiec ja zawsze mam gotowke na male
          zakupy. Natomiast w wiekszych sklepach, marketach, centrach handlowych itd. nie
          ma problemu. Podobnie w aptekach i na stacjach paliw. Wystarczy wiec pamietac,
          gdzie gotowka, a gdzie karta. Wcale nie uwazam, ze korzystanie z karty jest
          takie wygodne, bo te systemy obslugujace karte dosc dlugo dzialaja i wole jak
          klienci w kolejce przede mna placa gotowka :))
          A przy bankomatach faktycznie zdarzaja sie kolejki, szczegolnie 10 kazdego
          miesiaca :)
          • aanes Podróże... 15.11.06, 22:57
            Bardzo spodobał mi się ten wątek, zgadzam się z wieloma osobami jeśli chodzi o
            brak kultury w sklepach i innych miejscach usługowo-handlowych. Ja jednak wciąż
            wspominam mój pierwszy wyjazd do UK, a właściwie powrót do Polski. Pierwszy raz
            w Londynie, szok, fascynacja, podniecenie, zupełnie inny świat. Jednak po kilku
            tygodniach zdążyłam przyzwyczić się do wysokiej kultury tu panującej,
            przesiąknęłam brytyjskością. I wracając do Polski (wtedy jeszcze autokarem)
            znów narażona zostałam na szok kulturowy :-) Pierwszy przystanek w Polsce,
            Zielona Góra zdaje się, każdy udaje się do najbliższej toalety na dworcu PKS. A
            tam niespodzianka. Toaleta płatna, a "babcia klozetowa" nie jest zmartwiona
            naszym brakiem złotówek. Za to na ścianie widnieje wielki napis "PŁACISZ-
            WCHODZISZ, NIE PŁACISZ- NIE WCHODZISZ". No coż... welcome home
    • onionka Re: wrazenia z podrozy 15.11.06, 22:56
      Rzadko zdarza mi sie odwiedzac te strone, jednak temat jest dla mnie mocno
      frapujacy. Przeczytalam chyba wszystkie wypowiedzi i wiele z nich zrobilo na
      mnie duze wrazenie. Mieszkam w UK (Kent) okolo 3 lat, moj maz dluzej. Wiele z
      obserwacji przytoczonych wczesniej moge potwierdzic. Absolotnie zgadzam sie z
      opininiami o drobnych. Autostrada A2 Nowy Tomysl- (teraz) Strykow; moj maz
      podaje banknot 50 PLN; pani w kasie pyta;- nie ma pan 1 zl, na co malzonek z
      uprzejmym usimiechem zapytuje czy 50 zl to za malo (cena 11zl o ile dobrze
      pamietam na jednej bramce). Oburzona pani wydaje resze bez usmiechu. Poczulam
      sie tak jakbym sprawila jej osobista przykrosc swoim przejazdem, niestety tych
      bramek jest chyba trzy jak na razie, bo reszty nie zdazyli wybudowac.
      Inny przyklad; placilismy w punkcie obslugi kasowej PKO BP w Waraszawie przy ul
      Perzynskiego, dwie panienki, spodenki typu szorty, gole pepki, balajaze. Na
      witrynie naklejki z informacja o platnosciach kartami (visa, master-cards, am-
      expres etc.) Panienka zada dowodu osobistego przy transakcji- o tym nie ma ani
      slowa w informacji, po dyskusji podaje jej dowod i karte po czym ona informuje
      mnie, ze transakcja nie moze byc przeprowadzona bo pewnie mam za maly limit
      dzienny, szok,i tu pozwole sobie zadac pytanie- gdzie jest to bezobocie, skoro
      pracownica banku z podobno nienaganna reputacja zadaje takie pytanie? Mam kilka
      kart kredytowych typu visa roznych instytucji finansowych i nigdy nie slyszalam
      o limicie dziennym.Co to takiego? Moze to glupie pytanie, w Polsce nie mialam
      karty kredytowej poniewaz ich jeszcze nie bylo, a kiedy sie pojawily mnie tam
      juz nie bylo. Jednak mam wrazenie, ze swiatowe systemy bankowe sa raczej
      podobne i takie pindzie z golymi brzuchami powinny sie na tym znac.Kto
      zatrudnia cos takiego? Ja raczej nie chodze do banku dla wrazen estetycznych,
      od tego sa chyba agencje towarzyskie?
      Byl tez watek o psach, to dla mnie bardzo emocjonujace zagadnienie, bo psa mam,
      raczej suke i to nawet dwie. Jedna jest dystyngowana pania w dojrzalym wieku i
      mieszka w Polsce z moja corka, druga natomiast to podlotek i mieszka w UK.
      O psach, roznicach i mentalnosci ludzkiej moge w nieskonczonosc. Dosc na tym,
      ze pies w UK jest traktowany na ogol jak maskotka, wszyscy sie usmiechaja i
      chca poglaskac, W Polsce chca kopnac! Ot taka drobna roznica.

      Przepraszam, rozpisalam sie, pozdrawiam cieplo narazie jeszcze nie z podrozy,
      wyjezdzam w polowie grudnia z zapasem srodkow uspokajajacych. Rodzinne swieta.
      • profes79 Re: wrazenia z podrozy 19.11.06, 23:49
        O psach, roznicach i mentalnosci ludzkiej moge w nieskonczonosc. Dosc na tym,
        ze pies w UK jest traktowany na ogol jak maskotka, wszyscy sie usmiechaja i
        chca poglaskac, W Polsce chca kopnac! Ot taka drobna roznica.

        Moze troche dlatego, ze przez pol roku widzialem w UK tyle psow co w Lodzi
        przez tydzien. To pierwsza rzecz ktora zwrocila moja uwage w UK - pelno kotow i
        baardzo malo psow.
        • deadeasy Re: wrazenia z podrozy 20.11.06, 00:45
          "[...]To pierwsza rzecz ktora zwrocila moja uwage w UK - pelno kotow i baardzo
          malo psow"

          Moze to po czesci dlatego, ze koty sie puszcza w UK samopas a psy nie - choc
          dzisiaj widzialam *az* dwa walesajace sie psy ;o)

          U nas w okolicy jest sporo psow, kotow tez niezla ilosc ale na szczescie tylko
          te ostatnie sa puszczane samopas. :o)
          • profes79 Re: wrazenia z podrozy 20.11.06, 07:43
            Wiem :) Jednego swego czasu malo nie rozdeptalem wracajac nad ranem z pracy. Na
            dworzu buro, chodnik bury, kot tez bury... Chyba do konca nie wierzyl ze ja go
            naprawde nie widze i go moge nadepnac :P Zauwazylem go bo raczyl leb podniesc.
            Co do psow - zgadza sie - ale np. w centrum miasta czy tez gdzies na jego
            obrzezach psow u nas widzi sie od metra - od ratlerkow do amstaffow. Tutaj -
            jedno co zaobserwowalem to spora liczba psow-przewodnikow - znacznie wieksza
            niz u nas. Zwykle psy widuje rzadko. Idac do pracy przy ladnej pogodzie psy
            moze przez 20 minut ( w tym kolo parku) zobacze dwa, a wygrzewajacego sie kota
            co drugi ogrodek.
      • robespierra sprawa karty 20.11.06, 14:50
        i nigdy nie slyszalam
        > o limicie dziennym.Co to takiego?

        Banki polskie, w zależności od programu komputerowego stosują jako jedno z
        kolejnych zabezpieczeń właśnie ustalanie limitów dziennych bądź tygodniowych
        bądż miesięcznych.Dodatkowo często można ustalić limit pojedynczej tranakcji
        kartą. Dlatego domysły polskiej urzędniczki wydają się logiczne.

        Wiem, że i w UK ustalane są limity, gdyż mój małżonek ma ustalony odgórnie
        przez bank limit, o którym się dowiedział dopiero przy transakcji, powyżej
        kwoty limitu. Nie wiem czy to dotyczy wszystkich banków w UK, ale limity jak
        widać i tu się stosuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka