Wiadomo, że Szeregowiec Ryan zrewolucjonizował sposób pokazywania wojny na
filmie. A przy okazji zrobił to samo z grami. Od czasów Ryana gracz może się
poczuć jak jeden z wielu żołnierzy, a nie jak jednoosobowa armia. I tego mi
przed ową "erą Ryana" brakowało. Przyjrzyjmy się szeregowi postspielbergowych
gier o drugiej wojnie, korzystających ze stworzonego przez reżysera wzorca;
oczywiście zachęcam do dyskusji (i przypominam, że wyrażam tutaj swoje OPINIE,
a nie prawdy objawione, więc nie musicie się zbytnio na nie wściekać

).
Medal of Honor (PSX) - kiedyś to było coś - pierwsza poważna gra o
wojnie, na dodatek wyprodukowana przez samego Stevena. Klimatu nie można
odmówić jej do dziś, choć grafika i sterowanie mogą zdetonować wasze mózgi.
Mimo wszystko... da się grać - i to zaskakująco fajnie! 8/10
Medal of Honor: Underground (PSX) - w zasadzie więcej tego samego, z
jedną różnicą: bohaterem jest... kobieta. Z francuskiego ruchu oporu. To bodaj
pierwsza gra drugowojenna, w której wprowadzono współpracę między członkami
oddziału a graczem, choć zastosowano ją w bardzo niewielkim zakresie. Mimo
wszystko gra nadal grywalna, choć niektóre poziomy wyglądają brzydziej niż w
pierwszej części. 7/10
Medal of Honor: Allied Assault (PC) - jak dla mnie szczytowe
osiągnięcie epoki. Gra bardzo ładna, świetnie zaprojektowana, z GENIALNĄ
muzyką, grywalna do dziś. Razi tylko skakanie między konwencjami: raz mamy
realizm w rodzaju Szeregowca, by w kolejnej misji samemu tłuc wrogów niczym
Eastwood w "Tylko dla orłów". Te przeskoki odbywają się niezbyt płynnie i w
momencie premiery mi przeszkadzały, ale z czasem... jeszcze bardziej polubiłem
tę gierkę! Starzeje się jak wino. 9/10
Dodatki łaskawie przemilczę, gdyż nie ma o czym mówić. Niektóre dzisiejsze DLC
są bardziej rozbudowane i ciekawsze.
Call of Duty (PC, teraz również Xbox 360 i chyba PS3) - ta gra już się
niestety tak dobrze nie postarzała - może dlatego, że próbowała wprowadzać
innowacyjne rozwiązania. W swoim czasie prezentowała się zabójczo, ale dziś
jest jakaś taka... pusta i niedopracowana. Stanowiła pierwszy krok wielkiej
rewolucji gier wojennych, za co można ją cenić, ale niekoniecznie kochać. Na
dodatek grafika wygląda obecnie gorzej, mniej klimatycznie i stylowo niż w
MoH. 5/10
Call of Duty: United Offensive - dodatek do CoD, który w każdym
aspekcie przewyższa pierwowzór. Nie ma tu chwil nudy, która wręcz ziała m.in.
z brytyjskiej kampanii w oryginale. Są bitwy ciekawie zainscenizowane o dużym
rozmachu, rozgrywające się w całkiem ładnej scenerii. Niestety - wszystko to
kończy się bardzo szybko. 7/10
Call of Duty 2 (PC, 360) - w chwili premiery myślałem, że niemożliwe
jest wydanie lepszej, ładniejszej, bardziej ekscytującej gry. Wróciłem do niej
kilka dni temu. I cóż... Nuda, brak klimatu i akcja pędząca na złamanie karku.
Brak chwil wytchnienia sprawia, że ta gra mnie po prostu męczy. Nieustanna
kanonada jest nazbyt intensywna, po prostu przesadzona; brak tu miejsca na
prawdziwe emocje. Etapy na dodatek są niby przestronne, a jednocześnie ciasne;
grafika obecnie mocno słabuje. 5/10
Medal of Honor: Frontline (PS2) - w swoim czasie prawdziwy killer.
Świetnie wykonany shooter, w zasadzie pierwszy dobry FPS na konsolach
ówczesnej generacji. Gra tak dobra, że nie mam nic więcej do dodania. 8/10
Brothers in Arms oraz BiA: Earned in Blood (PC, PS2, PSP) - świeże
podejście do tematu. Dystrybutor jednak nie trafił czasowo - gierka wyszła w
okresie przesycenia rynku wojennymi shooterami. Cenię ją za odmienność; to
tytuł, który powinien spodobać się osobom narzekającym na "głupie" FPSy. I
tylko dialogi, czy generalnie scenki przerwynikowe jakieś takie nieudane -
niby scenariusz porządny, ale rozmowy się nie kleją, wypadają nienaturalnie. 7/10
Medal of Honor: Rising Sun (PS2) - koncepcja żywcem wzięta z
Frontline'a, ale przeniesiona w realia Pacyfiku niestety się nie sprawdza.
Zbyt wolna ta gra, ze zbyt rozległymi pustymi przestrzeniami. Nie potrafiła
oddać specyfiki walk w bardzo specyficznym regionie. Pozostawiała spory
niedosyt. 5/10
Medal of Honor: Pacific Assault (PC) - pecetowa wariacja na temat wojny
na Pacyfiku wyszła o wiele lepiej. Walki były odpowiednio intensywne, a
wprowadzał do nich bardzo klimatyczny tutorial. Historia kleiła się i miała
kilka niesamowitych fragmentów. Chyba pierwsza całkowicie udana gra o
zabijaniu "dżapsów". 9/10
Call of Duty 3 (PC, 360, Wii, Xbox, PS2, PS3) - i tu również odmienna
reakcja niż w chwili premiery. Wtedy bowiem ta znacznie spokojniejsza gra
wydawała mi się gorsza od części drugiej. Dziś uważam to za jej zaletę.
Generalnie giera o wiele bardziej przekonywająco pokazuje pole walki. Wkurzają
tylko typowe niedoróbki: animacja ludzików potrafi zgrzytnąć, jakiś skrypt nie
odpalić... No i nie da się wyłączyć filmików (ileż się nakląłem). Poza tym
standardowo - kampania brytyjska jest do bani. Mimo wszystko jest to najlepszy
drugowojenny Call of Duty. 8/10
Brothers in Arms: Hell's Highway (PC, 360, PS3) - to z kolei gra
straszliwie niedoceniona. Cierpi na problem poprzedników: naprawdę DZIWNE
dialogi. Nie chodzi o same teksty, ani nawet o grę aktorską (choć ta jest
najwyżej przeciętna). Rzecz rozbija się, jak myślę, o montaż dźwięku -
dłuuugie pauzy między wypowiedziami tworzą dziwaczną atmosferę. Ale może o to
chodziło. Sama gra jest nadspodziewanie ładna i wciągająca, choć sterowanie
można by poprawić. 9/10
Wiem, że pominąłem jeszcze gry na konsole przenośne, a także m.in. MoH:
European Assault. Kieszonkowcami zajmę się kiedy indziej, natomiast
pozostałych "dużych" gier najprawdopodobniej nie ograłem, więc się na ich
temat nie wypowiem. To już wasze zadanie.