Dodaj do ulubionych

Wrażenia pospotkaniowe

27.06.04, 19:04
Myślałam, że już znajdę na forum wpisy od tych, którzy zaszczycili mnie swoją
obecnością w moim ogrodzie, a tu widzę, żem pierwsza! No, Janeta jeszcze nie
dotarła do domu, więc usprawiedliwiona, ale reszta?

Byli (w kolejności alfabetycznej):
Amadyn z rodziną (razem 4 szt.)
Antares777
Ekspert
Janeta
Kropka
Piasia.

I Mjotctwo dzwoniące na komórki.

Aha, i pies imieniem Kłopot.

Było - mam nadzieję - super.
Zaczęło się od tego, że o 10.30 zadzwonił do mnie Amadyn ( z rodziną) i
zapodał, że jest na miejscu. Ja tez byłam na miejscu, czyli jeszcze w
Częstochowie, czekając na mającą mnie zabrac Kropkę, która stała w korku w
Tuszynie. W tym mniej więcej czasie Antares czekał na dworcu w Katowicach na
Janetę, której pociąg spóźnił się pół godziny.
Gdy gospodyni dotarła na miejsce, goście juz bawili się w najlepsze ;)))
Dobrze że mieli ze sobą własne krzesła.

Potem doszło do radosnych powitań, pisków i uścisków.

Potem wyszło na jaw, że gospodyni nie bardzo wie, gdzie wyłącza sie alarm w
domku, więc goście czekali, aż skontaktuje się ona z gospodarzem.

Potem wszyscy rzucili się z przywiezioną przez siebie wałówą i prezentami
więc domek okazał się nieco przyciasny (zwłaszcza kuchnia).

Potem dojechał Antares z Janetą, więc powitania zaczęły się od początku
(jeśli dobrze usłyszałam, ktoś komuś groził rękoczynem za używanie
formy "pan, pani")

Potem towarzystwo przeszło do stołu ustawionego pod drzewem, a śląskie
gospodynie w ilości 3 sztuk zajęły się szykowaniem spyży.

Potem gospodyni poszła do pokoju po talerz na ciasto i tu dopadł ją Antares
ze swym prezentem, co sprawiło, że jedna z gospodyń musiała iść przywołac
gospodynię do porządku, bo w euforii zapomniała ona o talerzu (na marginesie
dodam, że prezentem który wywołał moją radość była msza żałobna na CD -
najlepszy dowód na to, że jestem pomylona).


Potem Kropka została poproszona o oprawienie prezentu dla Eksperta.

Potem Jurek rozpoczął akcję sadzenia pamiątkowego krzaka kaliny - chyba
największego okazu, jaki można dostać w podwarszawskich szkółkach).

Potem......

i tak bym mogła długo.... chcecie jeszcze? To ja będę pisac dalej, a może
ktos się odezwie i dopisze co swojego?
Obserwuj wątek
    • piasia Re: Wrażenia pospotkaniowe 27.06.04, 19:24
      Lecimy z ciągiem dalszym.

      W tzw. międzyczasie przeżyłam moment niebotycznej dumy, widząc Eksperta jak
      omalże klęka przed jednym z moich rojników, żeby go sfotografować. Ach, jak się
      poczułam! WOW!

      Potem zaczęło padać więc zwialiśmy spod drzewa do domku. Oczywiście wtedy padać
      przestało.

      Potem się bawiliśmy, gadaliśmy, śmialiśmy, głaskaliśmy psa imieniem Kłopot,
      obserwowaliśmy ptactwo, odbieraliśmy SMS-y od Mjotctwa, zastanawialiśmy się
      czemu cała reszta nie przyjechała, wspominaliśmy co ciekawsze wątki na forum,
      łaziliśmy po sadzie, robiliśmy grilla, zmywaliśmy nieliczne (chwała Kropce!)
      naczynia no i sączyliśmy złocisty chmielowy napój.

      Pierwszy opuścił nas Jurek, wyściskany przez pozostających - w końcu do W-wy
      kawał drogi. Tu mała niedyskrecja - rozmawialiśmy m.in. o tym, jak mówi się na
      mieszkańców różnych regionów Polski, że Slązacy to Hanysy, Krakusy to centusie,
      Szceciniacy to paprykarze, Częstochwianie to medaliki, a Warszawiacy to
      krawaciarze. Jurek zdumiony zapytał "czemu krawaciarze?" wywołując salwy
      smiechu, bo jako jedyny był w krawacie...

      Potem odjechało Amadyństwo, wyściskane przez pozostających.

      O zmroku zasiedliśmy w czwórkę pod księżycem, przy świeczce, i sącząc złocisty
      napój rozmawialiśmy o życiu. I było cudownie.

      Potem odjechała Kropka, wyściskana przez pozostających.

      A gdy juz północ była, gospodyni zachowała się podle, bo poprosiła dwłójkę
      pozostałych, by sobie wreszcie poszli. W końcu następnego dnia miał być ciąg
      dalszy spotkania. A oni zamiast ją rugnąć jak należy - poszli sobie! I wrócili
      dnia następnego!

      I znów było świetnie.

      I widzieliśmy dzierzbę na gnieździe (jak Ekspert wypatruje ptakósw to to jest
      czysta poezja, ja ledwie widzę krzak o którym mowa, a on tam widzi gniazdo i
      lokatora tego gniazda), i kosiowe jajca, i gniazdko piegży, i każdy jeden robal
      został nazwany po imieniu, a gdy juz część gości odjechała, to po sadzie biegał
      zajączek!!!!!!!! I gacki fruwały!

      Dziś zrobiliśmy sobie wycieczkę krajowznawczą - Janeta, Antares i ja (o dzięki
      Ci gredzie i Twojej Blondie) i to cośmy widzieli niech opisza juz oni, bo mnie
      pora wychodzić z kafejki.

      A jak bylo wspaniale, niech świadczy fakt, że Zgred z Janetą odwieźli mnie do
      Częstochowy, gdzie się okazało, że klucze do mieszkania zostawiłam na stole w
      Markowicach.......

      I na pewno musimy sie spotkac w październiku. Musimy. I nie próbujcie się
      wykręcać!
      A Ekspert wkrótce wrzuci na forum zdjęcia które u mnie porobił, wtedy
      zobaczycie, co straciliście, i ile jeszcze przed Wami.

      Serdeczne całusy dla wszystkich.
      Pi markowicka
      • piasia Re: Wrażenia pospotkaniowe 27.06.04, 19:34
        Krótko - na wycieczce krajowznawczej widzieliśmy m.in.:
        łan czerwonych maków nad kamieniołomem wapiennym
        łan żółtego nostrzyka
        czterystuletnie lipy wokół modrzewiowego kościółka
        stubarwne jurajskie łąki
        wyschnięte źródło w Zaborzu
        bijące źródła w Zlotym Potoku
        i wiele innych cudów świata. Nie mieliśmy tylko aparatu, buuuuu
        • mjot1 Dzięki Piasiu... 27.06.04, 20:21
          ...za relację
          Pozostali jak mniemam potrzebują jeszcze chwilkę by ochłonąć.
          Wiem, że było „fajnie” (przecie nie mogło być inaczej). I troszkę mi żal...
          Wiem też, że (jakby nie liczyć) było to drugie spotkanie w Piasiowym Ogrodzie,
          więc w myśl prastarej zasady: „do trzech razy...” i jeśli podejść do tego tak
          troszkę ściśle i pokusić się o ujęcie w karby jakichś reguł to:
          pierwsze spotkanie: uczestników szt. 2,
          drugie spotkanie: uczestników szt. 9,
          trzecie spotkanie: szt. hmmm... 9+7? a może 9x4,5?
          Więc na następnym spotkaniu będzie oj będzie!
          Początek, czyli najtrudniejsze wykonano. I to (jak czytam) Jaaaaki Początek!

          Najniższe ukłony!
          Rządny dalszych relacji M.J.
          • venus22 Re: Dzięki Piasiu... 27.06.04, 21:12
            Jestem zachwycona waszymi relacjami!
            Wyglada na to ze spotkanie wypadlo fantastycznie, nie tylko towarzystwo ale i
            przyroda dopisala, i oby wiecej takich spotkan!

            Venus
    • janeta5 Re: Wrażenia pospotkaniowe 27.06.04, 22:01
      Dotarłam do domu.Zmęczona podróżą ,ale szczęśliwa i pełna wrażeń.
      Opiszę wszystko jutro ,bo już sił nie staje ,a jeszcze rodzinka
      maltretuje ,żeby opowiadać.
      Powiem Wam dziś tylko,że Piasia znalazła swoje miejsce na Ziemi,wszyscy byli
      kochani,a Stare Zgredzisko ma największe serducho pod słońcem. :)

      Janeta



      • pauli7 Re: Wrażenia pospotkaniowe 28.06.04, 10:09
        Ehhh, zazdroszcze Wam.... ale tez sie ciesze, ze sie spotkanie udalo:). To
        niesprawiedliwe, ze ja musze pracowac!
        pozdrowionka
        Pauli
    • janeta5 Re: Wrażenia pospotkaniowe 28.06.04, 10:21
      Było tak :

      Zaraz na poczatku wpadka." Pociąg relacji Rybnik-Katowice opóźni się o 30 min.z
      przyczyn od nas niezależnych " Fajnie. Nie zdążę na połączenie z Katowic do
      Dąbrowy Górniczej ,gdzie czeka na mnie Stary Zgred z Blondi.Szybko do samochodu
      i Chudy wiezie mnie na katowicki dworzec.Zdążyliśmy na styk.Od Katowic
      Zgredzisko cały czas mnie telefonicznie pilotował - gdzie jesteś,zaraz będziesz
      wysiadać,już się zbieraj.Nawet Chudy tak o mnie nie dba :)
      Na stacji W Dąbrowie nie mieliśmy kłopotu ,żeby się zwąchać, bo był tylko
      Zgred w swoim góralskim kapelusiku i ja z tobołami.Przywitaliśmy się i w drogę.
      Podróż do Markowic przebiegła już bez problemów -stary Zgred zna drogę ,a
      Blondi sprawuje się bez zarzutu.
      Około 13.00 jesteśmy na miejscu.Najpierw poznałam Amadyna ,który przyjechał z
      Rodziną,potem zza krzaków wyłonił się sam Mistrz - rozpoznawalny,bo znany z
      forumowej fotki.W kuchni garami rzucała gospodyni - Piasia ,a w pokoju cichutko
      przy obrazku,który miał być upominkiem dla Eksperta- dłubała Kropka.No i
      oczywiście Kłopot -piesek Piasi.Grzeczne psisko z grzywką na łebku i wesołymi
      oczkami.
      Amadyn - poważny ,konkretny , rzeczowy - taki jak na forum
      Ekspert - uśmiechnięty, gadatliwy :)
      Piasia - rozgadana,wrażliwa trzpiotka ,zakochana w swoim piesku z wzajemnością
      Kropka - zrównoważona ,ciepła
      Stary Zgred - wesoły,uczynny
      Wszyscy sympatyczni - cieszę się,że mogłam poznać tych ludzi.
      Teraz - Piasiowa siedziba -
      Stary ,obity modrzewiowymi deskami dom -taki o których się mówi,że mają duszę.
      Wokół stary sad i dziki ogród.U Piasi wszystko rośnie jak chce ,naturalnie,bez
      przymusu.Myślę,że to nie jest ogród - to jest uroczysko, azyl,ostoja, Piasiowe
      miejsce na Ziemi.

      Przepraszam - reszta wieczorem - muszę gnać na działkę posadzić
      roślinki,którymi zostałam przez Piasie obdarowana :)

      Janeta
      • kropka Re: Wrażenia pospotkaniowe 28.06.04, 12:04
        ja powiem tylko: łaaaaaaaaał :)
        Czy widział kto czarne bratki? Nie?
        To jak nie przyjedziecie do Piasi, to ich nigdy nie zobaczycie :P
        • amadyn Re: Wrażenia pospotkaniowe 28.06.04, 16:50
          Na miejscu byliśmy jako pierwsi.By upewnić się że dobrze trafiliśmy,zadzwoniłem
          do Piasi.I wiecie co usłyszałem?"Jaki ty masz ładny akcent"-byłem załamany.
          Hanys się tak bardzo starał (mówić)a tu kompletna klapa (śmiech).Po godzinie
          przyjechał ekspert.O rany,jaki to był zaszczyt przywitać osobiście Jerzego.
          Wywarł na mnie bardzo duże wrażenie.Jego opowiadań można słuchać godzinami
          i ciągle mało.Później dołączyła Piasia i reszta,a co było dalej opisała już ona
          sama i Janeta.Do opisu ogrodu przedstawionego przez Janete dodam że jest to
          miejsce w którym żyje i rozmnaża się wiele gatunków ptaków.Są też rośliny,które
          w Polsce zagrożone są wymarciem np.kąkol (Mjocie czytasz to?)znaleziony na
          skraju pola przylegającego do sadu Piasi.Fakt ten uwiecznił aparatem Ekspert.
          Oprócz tego, Piasia pokazała nam stanowisko w jej ogrodzie gdzie rośnie taka
          rzadkość,jak grzyb o nazwie (chyba dobrze zapamiętałem) mądziak psi (malinowy)
          Mutinus caninus(zdjęcie też jest zrobione).Piasia nazwała go jakoś inaczej, ale
          lepiej będzie jak nie będę tej nazwy tu wymieniał.
          No co tu więcej gadać,po prostu było super i cieszę się że poznałem tak
          wspaniałych ludzi i mam nadzieję że "w październiku zaś przyjadymy"
          amadyn
          • piasia Re: Wrażenia pospotkaniowe 28.06.04, 17:45
            amadyn napisał:
            > Oprócz tego, Piasia pokazała nam stanowisko w jej ogrodzie gdzie rośnie taka
            > rzadkość,jak grzyb o nazwie (chyba dobrze zapamiętałem) mądziak psi (malinowy)
            > Mutinus caninus(zdjęcie też jest zrobione).Piasia nazwała go jakoś inaczej,
            ale lepiej będzie jak nie będę tej nazwy tu wymieniał.

            Ten grzyb jest opisany i nazwany tutaj:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=309&w=8000922&v=2&s=0
            warto przeczytać zwłaszcza ze względu na wielce uczoną dyskusję dotyczącą
            tematu ;))))

            A ja jeszcze czekam na relację Kropki, Zgreda i Jurka. W końcu ile ludzi, tyle
            punktów widzenia. No i czekam na zdjęcia, które Ekspert namiętnie trzaskał w
            ilościach hurtowych.

            Specjalna wiadomość dla Mjota - podczas wycieczki krajoznawczej też widzieliśmy
            kąkole. Na każdym praktycznie polu. No i niech ktoś powie że cudów nie ma!

            • mjot1 Hmmm... 28.06.04, 19:09
              „Gdzie kąkole i maki strzegą ciszy przy drodze...
              Gdzie jest gościem serdecznym nieznajomy przechodzień...”
              Może i naiwne to, co zacytowałem...
              Snujcie snujcie dalej swą opowieść...

              Najniższe ukłony!
              Z lekka naciskając M.J.
            • antares777 Re: Wrażenia pospotkaniowe 28.06.04, 22:13
              piasia napisała:

              > A ja jeszcze czekam na relację Kropki, Zgreda i Jurka. W końcu ile ludzi, tyle
              > punktów widzenia.

              Poczekaj jeszcze kapkę - muszę się odrobić. Na razie oczyszczam przedpole i
              ciągle KTÓŚ chce CÓŚ - ja się zastrzelę, albo resztę wytruję :)))
              (byłoby wczoraj ale winna jest Kropka - wlazłem w blogi i tyle mnie widzieli)

              Pomachiwajki

              Stary Zgred
              • ptasik Re: Wrażenia pospotkaniowe 28.06.04, 22:59
                Jak ja Wam kurczaczek zazdroszczę:)
                Bo tego, ze bedzie wspaniele ja bylam pewna:)

                Ciesze sie razem z Wami:)
                No i jak to napisał M.Jot - do trzech razy sztuka:)

                ... a co do kakola wl;asnie mnie oswiecilo, jutro jak dam rade wstac skoro swit lece w miejsce za domem gdzie rosnie sobie taki rozowy:)
                Eeeee jakos trudno uwierzyc w to szczescie:)
      • janeta5 Re: Wrażenia pospotkaniowe 28.06.04, 23:19
        A więc dalej :
        Kawa i ciasta na stół - zaznaczam - alkoholi niet.Całe towarzystwo widać należy
        do AA :).Rozmawialiśmy o swoich zwierzątkach,roślinach i wspominaliśmy Wielkich
        Nieobecnych.Potem zwiedzanie ogrodu i ważny moment: Panowie pod wodzą Eksperta
        sadzą - kalinę ,prezent dla Piasi.Potem Mistrz latał z aparatem po Piasiowych
        włościach i uwieczniał co ciekawsze okazy.Między innymi grzyby o których
        wpominał Amadyn,a których to nazwy wymyślonej przez Piasię w życiu nie
        wypowiem ,aczkolwiek przyznam,że podobieństwo uderzające :)
        Czas leciał i ludzie zaczęli rozjeżdżać się do domów. Natomiast Stary Zgred i ja
        umówiliśmy się z Piasią na następny dzień,żeby zwiedzić okolicę.Szkoda,że nie
        byliście z nami.Zamurowało mnie na widok olbrzymich kęp czerwonych
        maków,przetkanych niebieskimi ostróżkami na tle białych wapiennych
        kamieniołomów.Przepiękny widok - a my bez aparatu oczywiście.Potem stary
        modrzewiowy kościółek ,potężne lipy .Stary Zgred ocenił je na czterysta lat,więc
        tak być musi.Wielki mrówczy kopiec, na który położyłam na chwilkę
        chusteczkę.Mrówy bardzo się złościły, ale chusteczka pachniała kwasem
        mrówkowym,aż mi zakręciło w nosie./Wiem,wiem zaraz mnie Mjot obsobaczy,że
        przeszkadzałam pracowitym żyjątkom :)/Potem Źródła Zygmunta i łąki.Słchajcie
        ludzie w życiu takich łąk nie widziałam.Wszystkie kolory tęczy-przepiękne.
        Będę chciała wrócić w te okolice z Chudym i synkiem - dla takich widoków warto.
        Czs leci nieubłaganie ,pora wracać.Piasia do Częstochowy , a my Zagłębie i Śląsk
        Słuchajcie ,poczciwe Stare Zgredzisko latało ze mną po dworcach jak z dzieckiem
        na kolonie.Dzięki Ci wielkie dobry człowieku !
        Wróciłam do domu późnym wieczorem,zmęczona,ale pełna wrażeń.
        Dzięki Ci Piasiu za zaproszenie i gościnę.Sprawiłaś mi dużo radochy.
        Cieszę się ,że mogłam Was poznać.Szkoda,że nie wszyscy mogli być z nami,ale
        byliśmy z Wami duchem - nawet w Kanadzie :)

        Pozdrawiam i do zobaczenia

        Janeta
        • antares777 Re: Wrażenia pospotkaniowe 29.06.04, 02:00
          Nie odrobiłem się - reszta na rano poczeka.
          Ostatnia z KTÓŚ'ów przystąpiła do nocnych ablucji, więc mi pewnie już tu nosa
          nie wsadzi i będę mógł w spokoju porelacjonować w rytm rumby, która mi z
          głośnika dolatuje - nie wyobrażacie sobie, jak mnie rumba rajcuje :)

          A więc "rumbeando":

          Pożegnałem Janetę na peronie i wróciłem do domu z gorącym postanowieniem, że
          zaraz zabiorę się do relacjonowania, ale:
          1/ moje ślubne (nie)szczęście wjechało z talerzem rosołu, by strudzonego
          ślubnego zregenerować - a wiecie zapewne, że jak sobie Polak podje to mu się
          film zrywa - więc nie miałem punktów do odzywki,
          2/ gdym się ocknął, zebrałem meldunki o tym, co w międzyczasie - PiAsiu,
          oddzwonię jutro - upewniłem się, że Janeta dotarła do domu i zasiadłem do
          komputra.
          3/ wtedy mi się przypomniało, com usłyszał w sobotnią noc, podczas pożegnania z
          Kropką i wlazłem - nie: wpadłem, wsiąknąłem i już mnie z jej blogów widać nie
          było.
          4/ Gdym się stamtąd wydostał, było sporo po północy i ledwiem coś tam na forum
          zaczął - elektrownia zadbała, bym za prąd nie przepłacał. Nagle zobaczyłem
          wyłącznie gwiazdy na tle absolutnych ciemności. Nie było wyboru - trza było
          resztę odłożyć na zaś, czyli na teraz.

          A ponieważ ostatni sprząta po wszystkich, ja zacznę od sprzątania :))))

          PiAsia napisała:

          > W tym mniej więcej czasie Antares czekał na dworcu w Katowicach na
          Janetę, której pociąg spóźnił się pół godziny.

          Sprostowanie: w tym czasie Antares dowiedział się, że wszystkie gumy od namiotu
          (miał zamiar zakoczować na PiAsiowisku) sparciały i rwią się jak stare gacie,
          więc zaczął kombinować, gdzie w domu przechowuje się gumy od słoików Wecka.
          W tym samym czasie Chudy wiózł dryndą swoje słodkości do Katowic, by zdążyły na
          pociąg na Częstochowę :)

          Jedziemy dalej :)

          > Potem towarzystwo przeszło do stołu ustawionego pod drzewem, a śląskie
          gospodynie w ilości 3 sztuk zajęły się szykowaniem spyży.

          Mowa tu o dwóch gryfnych dziołszkach, które przywiózł Amadyn i o trzeciej nie
          mniej szwarnej, którąm ja woził :)
          Amadyn przywiózł także szwagra (a właściwie to było akurat na odwrót), który -
          jako mój (po pierwsze) imiennik i absolwent tej samej co i ja prześwietnej
          uczelni (to po drugie) - szczególnie przypadł mi do gustu :))) Kazik, trzim sie
          chopie!!!

          > Potem gospodyni poszła do pokoju po talerz na ciasto i tu dopadł ją Antares
          ze swym prezentem, co sprawiło, że jedna z gospodyń musiała iść przywołac
          gospodynię do porządku, bo w euforii zapomniała ona o talerzu

          Tak ci było! A Janeta stała w drzwiach i zdruzgotana czekała, aż dokończymy :)
          A nam było dobrze :)))) Kropka, która była niemym świadkiem tego widowiska,
          tylko dyskretnie spuściła oczęta na dziergane (przez PiAsię) wyobrażenie
          symbolu naszego forum. Co to było mnie nie pytajcie, albowiem nie czuję się na
          siłach komentowania dzieł sztuki :)

          > (na marginesie dodam, że prezentem który wywołał moją radość była msza
          żałobna na CD - najlepszy dowód na to, że jestem pomylona).

          Gwoli wyjaśnienia i żeby się komuś nie pomyliło: podczas pierwszego
          dwuosobowego zlotu forumowiczów - według rachuby Mjota - tak się jakoś
          zgadaliśmy o mszach żałobnych Mozarta i Verdiego i ... musiały upłynąć prawie
          dwa lata, aby słowo mogło stać się ciałem. Ale co się odwlecze to nie uciecze :)

          > Potem Kropka została poproszona o oprawienie prezentu dla Eksperta.

          Wcale nie potem tylko przedtem - nawet wcześniej, nim z Janetą zdążyliśmy
          dotrzeć - ale to i tak nie miało najmniejszego znaczenia :)

          > Potem zaczęło padać więc zwialiśmy spod drzewa do domku. Oczywiście wtedy
          padać przestało

          Zaczęło padać dokładnie wtedy, gdy nam, tzn. Kazikowi i Kazikowi udało się
          namówić "Wyborczą", aby się była łaskawie w grillu zajęła. Oczywiście, w
          związku z nagłym opadem, jak długo kazała się namawiać, tak szybko była łaskawa
          zgasnąć. Ale nie ma tego złego, coby na dobre nie wyszło, bo świeża woda
          niebiańskiego pochodzenia natchnęła nas zbawienną myślą, by pomiędzy "Wyborczą"
          a węgiel drzewny jakieś drzazgi podłożyć. Dalej już było z górki - Kazik
          fachowo dokładał brykietów, posługując się zgrabną maczetą, a ja fachowym okiem
          pieczę czyniłem :) Co? Że każdy potrafi się gapić, gdy inni pracują? Może tak,
          ale nie każdy potrafi to robić tak fachowo jak ja ;))))

          > odbieraliśmy SMS-y od Mjotctwa

          No, z tym to była przewałka!
          Zapiszczała moja komóra, a ona piszczy tak, jakby jej się pić chciało.
          Rozglądam się wokół, a tu żadnego wiadra z wodą :( No to próbuję doczytać się,
          co tam ktoś nadaje. Ktoś mnie wyręcza, bo moje oczęta już nie takie, coby mogły
          mrówkę zobaczyć i odczytuje na głos SMSa od Dany. Wypadałoby odpowiedzieć, ale
          jak tu trafiać w klawisze, gdy - jak wyżej - a poza tym serdecznie nie lubię
          wtykania liter poprzez odliczanie naciśnięć. Jakoś udaje mi się odczytać i
          zapamiętać numer telefonu, z którego przyszedł SMS, wybieram numer i słyszę w
          słuchawce: "dzwoń na numer Jurka, bo mnie bateri...." . I wszystko jasne i
          proste jak futerał na cepy! Zadzwonić na telefon Jurka! Już dzwonię, tylko nie
          wiem, jaki on ma numer :(
          Więc znowu dzwonię do Dany, a ona dokładnie to samo co poprzednio :)))
          Ale w chwilę później jest następny SMS z telefonem Mjota, który rodzi następny
          problem: numer nie jest do zapamiętania przez półślepca, zwłaszcza że zaczyna
          się ruch, bo Ekspert szykuje się do domu. Ekspert się szykuje - kolejny SMS,
          Eksperta żegnamy - ta gadzina znów piszczy, Ekspert wyjeżdża - znów piszczenie,
          Ekspert wyjechał - jak zbawienie pojawia się Kropka i już ze swego aparatu
          wybiera numer Mjota, który jej dyktuję. Że co? Że można było sobie tenn numer
          przepisać na kartkę a potem wybrać? Pewnie, że można było, tylko kto do sadu
          wybiera sie z długopisem? Ja - nie.

          Na razie tyle, bo mnie ta gadzina pt. SYSTEM sam wyloguje.

          Za chwilę ciąg dalszy :)

        • antares777 Re: Wrażenia pospotkaniowe c.d. 29.06.04, 03:13
          PiAsia napisała:

          > Tu mała niedyskrecja - rozmawialiśmy m.in. o tym, jak mówi się na
          mieszkańców różnych regionów Polski, że Slązacy to Hanysy, Krakusy to centusie,
          Szceciniacy to paprykarze, Częstochwianie to medaliki, a Warszawiacy to
          krawaciarze. Jurek zdumiony zapytał "czemu krawaciarze?" wywołując salwy
          smiechu, bo jako jedyny był w krawacie...

          Tak po prawdzie, to świat się dzieli tylko na dwie kategorie: Hanysów i Goroli.
          Wszystkie wymienione przez PiAsię kategorie (poza Hanysami oczywiście) to
          podkategorie należące do kategorii Gorole :)

          > O zmroku zasiedliśmy w czwórkę pod księżycem, przy świeczce, i sącząc
          złocisty napój rozmawialiśmy o życiu. I było cudownie.

          A gdy połówka Księżyca skryła się za kalenicą domku (było czyste niebo, tylko
          czasem jakiś delikatny obłoczek cichcem przemykał) zaczęły się opowieści o tym,
          co się zdarzyło, a zdarzyć nie miało prawa, o tym, do czego prawdziwa NAUKA
          przyznać się nie ma odwagi i tylko chybotliwy i co chwila zamierający płomyk
          świecy potwierdzał, że istnieje CÓŚ, co nas przerasta.
          Było cudownie i (przynajmniej mnie) przeraźliwie zimno (ale ja nie jestem taki
          miękki :))) ).

          > Potem odjechała Kropka, wyściskana przez pozostających.

          I wtedy, przy pożegnaniu, dotarło do mnie o jej blogowaniu i ... dlatego
          dopiero teraz walę po klawiaturze.
          Odjechała, a Wpółpyzaty zapiął swój hol pod jej lewym błotnikiem i ją wiódł aż
          do domu :) (zapewne)

          > Krótko - na wycieczce krajowznawczej widzieliśmy m.in.:
          łan czerwonych maków nad kamieniołomem wapiennym
          łan żółtego nostrzyka
          czterystuletnie lipy wokół modrzewiowego kościółka
          stubarwne jurajskie łąki
          wyschnięte źródło w Zaborzu
          bijące źródła w Zlotym Potoku
          i wiele innych cudów świata. Nie mieliśmy tylko aparatu, buuuuu

          Te czterystuletnie lipy to moze być lipa - tak mi się palnęło 400, ale to może
          być zarówno 200 jak i 1200 - jest temat do zbadania w październiku :)
          Nie ulega natomiast wątpliwości, że na gałąź takiej lipy Mjot wspiąć się nie ma
          prawa bo za wysoko, ale nic straconego - na wysokości około 2 metrów jest
          nibypółka, na kórej od biedy można zaczepić nogę i o ile tylko dzik nie będzie
          miał szabli podsiębiernych, którymi posługiwałby się jak czekanami - da się
          jakoś przeczekać. Chyba że dzik był harcerzem i rozbije się obozem - wtedy
          rokowania marne. :))))

          W Zaborzu również widziałem monodram pod tytułem "Śmierć wandalom" - w
          wykonaniu PiAsi, albowiem jakieś głupy łaskawie dołożyli tablicę informacyjną
          do ogniska i zostały tylko niedopalone deski.

          W Zaborzu również były mrówki, ale o tym później :)

          Tyle po PiAsi, a teraz do Mjota, który napisał:

          >(...) i jeśli podejść do tego tak
          troszkę ściśle i pokusić się o ujęcie w karby jakichś reguł to:
          pierwsze spotkanie: uczestników szt. 2,
          drugie spotkanie: uczestników szt. 9,
          trzecie spotkanie: szt. hmmm... 9+7? a może 9x4,5?

          A jeśli reguła tego jest: x do trzeciej plus jeden?
          To powinno nas być 28 :)
          (ale to tylko dla porządku :)

          Dalej komentarz do Janety, która oceniła:

          > Powiem Wam dziś tylko,że Piasia znalazła swoje miejsce na Ziemi,wszyscy byli
          kochani,a Stare Zgredzisko ma największe serducho pod słońcem. :)

          1/ Wszyscy, bez wyjątku :)
          2/ PiAsia znalazła, ale jak ja się znam na tych klockach, to nadal; szukać
          będzie ;) - tylko proszę, bardzo proszę, nie bij na oślep ;))))
          3/ To prawda, ma największe, bo mu kiedyś przydechło i teraz ilością nadrabia
          brak jakości :)

          W następnym poscie Janeta pisze:

          > Na stacji W Dąbrowie nie mieliśmy kłopotu ,żeby się zwąchać, bo był tylko
          Zgred w swoim góralskim kapelusiku i ja z tobołami.

          To było tak:
          Gdyśmy się w środku tygodnia telefonicznie umawiali, Janeta nagle zadała
          pytanie: "ty słuchej, a jak my sie tam poznomy?" Pocieszyłem ją, że mnie pozna
          po siwym pysku i dziwnym nakryciu głowy. Janeta obiecała, że będzie miała w
          ręku pęczek marchewki :)
          Ja miałem na głowie mój służbowy ogrodowy kapelusz góralski, a Janeta zamieniła
          marchewkę na koszyk truskawek :)

          Do charakterystyki brakuje opisu Janety. Najkrócej to powiem tak (i mam
          nadzieję, że się nie pogniewa): spora, miękka, ciepła, przytulna, z którą można
          konie kraść :)))

          A o Kropce:
          Ja: - Lubisz pichcić?
          Ona: - Nie.
          I spokojnie powróciła do przewracania skwierczących na blasze kawałków
          kurczaka :)

          A Janeta dopisała (po powrocie z ogródka):

          > Kawa i ciasta na stół - zaznaczam - alkoholi niet.Całe towarzystwo widać
          należy do AA :)

          I słusznie: piwo i szampan do alkoholi nie należą, zwłaszcza jeśli są popijane
          za zdrowie, dla uczczenia i na wszelki wypadek :) Był toast za to, żeśmy się w
          tym gronie spotkali i za to, byśmy się jeszcze spotkali w szerszym gronie -
          przynajmniej o tych, którzy chcieli, ale nie mogli :)

          > Potem stary
          modrzewiowy kościółek ,potężne lipy .Stary Zgred ocenił je na czterysta lat,więc
          tak być musi.Wielki mrówczy kopiec, na który położyłam na chwilkę
          chusteczkę.Mrówy bardzo się złościły, ale chusteczka pachniała kwasem
          mrówkowym,aż mi zakręciło w nosie.
          O ich wieku już pisałem - tak mi się palnęło, więc wcale tyle nnie muszą
          mieć :)))
          A o mrówkach: No i położyła tę chusteczkę na mrowisku, a patrzyła bacznie, by
          ją (tzn. tę chusteczkę) równo te wielkie mrówy oblazły. A mrówy najpierw się
          wściekły i goniły po chusteczce z prędkością naddźwiękową, potem uspokoiły się
          i zdawać by się mogło, że się naradzają, jak owe białe obce ciało poćwiartować
          i wciągnąćdo czeluści mrowiska.
          I wtedy, w tę atmosferę leśnego spokoju wkradł się jakiś niepokój. To Janeta
          zaczęła dziwnie podrygiwać, przytupywać, coś z nóg strzepywać i strząsać.
          Manipulowała przy tym w okolicach karku i tam, gdzie normalnie jest pasek u
          spodni. Zaofiarowałem swą uczynną pomoc, ale odmówiła i szybko oddaliła się
          krzaki :))
          A szkoda :((( Może bym sobie przypomniał, co u wieszcza stało ;)

          To może tyle sprzątania - jak na razie i po łebkach wystarczy :)
          A z rańca dopiszę jakieś moje osobiste wrażenia :)

          Pomachiwajki

          Stary Zgred
          • kropka Re: Wrażenia pospotkaniowe c.d. 29.06.04, 13:14
            antares777 napisał:

            > A o Kropce:
            > Ja: - Lubisz pichcić?
            > Ona: - Nie.
            > I spokojnie powróciła do przewracania skwierczących na blasze kawałków
            > kurczaka :)

            No bo było tak:
            w piątek zapeklowałam mięcha i gotowe na grilla przywiozłam do Piasi. Tylko
            kłaść na ruszt i przewracać. Ktos powiedział, że panowie są specjalistami od
            grillowania. Cudownie, prawda?
            Jak panowie specjalistycznie grilla rozpalali - już wiecie. Dobrze, że cuda są
            na świecie a Pan Bóg litościwy, bo byśmy z głodu umarli.
            Jak już się ten grill rozpalił, jak pierwsze kawałki na ruszcie wylądowały, to
            specjaliści sobie poszli. A ja nagle poczułam zapach spalenizny.
            Jedno powiem. Gdyby nie panie, to nic by z grilla nie było.
            A o Piasinych pysznych pierożkach z grzybami i barszczyku nikt nie wspomniał!
            Przepis na ciasto jest prosty jak budowa cepa:
            2 szklanki mąki
            1 margaryna
            2 szklanki piwa (pół szklanki do ciasta, resztę wypić, żeby się nie zmarnowało)

            Wywiozłam od Piasi kilka reklamówek zielsk przeróżnych. W związku z tym
            niedzielny ranek rozpoczął się awanturą domową.
            Chciałam posadzić roślinki, ale nie miałam gdzie, bo wszędzie pełno chwastów.
            Dzieci zostały wyrwane z łóżek i zagonione do robótek ogrodowych. Dziewczyny
            pieliły, Jasiek wynosił chwasty na kompost, a ja z wnukiem sadziłam.
            Dla ścisłości - ja sadziłam, a wnuk wyciągał. A że wnuk mądry nadzwyczaj, to
            udało nam się w końcu znaleźć consensus i do wieczora wszystko siedziało w
            ziemi mocno i szczęśliwie.
            Tylko Jasiek do dziś powtarza, że nie lubi Piasi.
            • bafra Re: Wrażenia pospotkaniowe c.d. 29.06.04, 14:01
              Ech! to mieliście "fajniście"!!!!
              Cieszę się,że spotkanie się udało,byłam z Wami.....myślami.Pozdrawiam,bf
        • antares777 Re: Wrażenia pospotkaniowe cd. 01.07.04, 03:18
          Zaczynom łod kuńca, coby łatwi beło:

          mjot1 napisał:

          > Hmmm... Zastanawiam się Antaresie dlaczego nie wynaleźliście ognia?
          Ja wiem, że jest to wynalazek „nie w kij dmuchał”! Jest to chyba odkrycie
          najdonioślejsze w dziejach ludzkości!
          Ale przecie już kilka razy jednak się udało...

          Wszystko się zgadza, tylko że - jakby to wyrazić - było co palić, było czym
          podpalić, nawet inicjatywa spotkałaby się z poparciem (może), tylko nie bardzo
          było (tak na mój strażacko-markowicki rozum) gdzie to zrobić :(
          Bo wszelkie miejsca - poza niezbędnymi szlakami komunikacyjnymi o szerokości
          półtorej stopy - na PiAsiowisku są porośnięte. Jedyne trochę większe miejsce,
          pod ognisko się nadające, też porasta modrzewiowy domek, więc kolanami tłukąc w
          sposób niewymuszony podkreślałem grozę bijącą z opowieści ;)

          A teraz do Kropki, która szydzi:

          > Jak panowie specjalistycznie grilla rozpalali - już wiecie. Dobrze, że cuda
          są na świecie a Pan Bóg litościwy, bo byśmy z głodu umarli.

          No bo to było tak:
          Patrzę, a tu jakieś żelastwo pomiędzy kwieciem popycha, zręcznie halsując to
          lewą to prawą burtą omija kwiecie i mchy, a znad żelastwa wystają okulary i
          grzywka PiAsi. Szczątki galanterii (jakie się jeszcze w człeku ostały) nakazują
          doskoczyć, wyrwać i dalej samemu przedzierać się przez gąszcze, ale przyrodzony
          mi (pono) racjonalizm zwycięża, bo aby się do owego poruszającego się żelastwa
          dorwać, trzeba albo "na skóśkę" poprzez różnokolorowe dywany kwiecia
          wszelakiego i depcząc co popadnie, albo "naobkółko" i zajść z tyłu - co z
          kolei, przy obraniu trasy optymalnej i w moim wykonaniu, wymagałoby ca 30
          sekund. A to by było stanowczo za długo.
          Więc ino wzrok spuściwszy, udaję że coś sobie poprawiam przy pasku i słyszę (a
          i czuję jednocześnie), jak mi ono żelastwo wali się u stóp, a nieznoszące
          sprzeciwu oko (to drugie też) milcząco nakazuje: "ja już przytargałam, to zrób
          coś z tym do cholery!". No i tyle.
          Gdym się już na to żelastwo napatrzył, a po resztkach niespalonego węgla
          drzewnego i po popiele wydedukowałem, że na PiAsiowisku TOTO używane bywa do
          podgrzewania czegoś - albo do usiłowania tego - wzrok podniosłem i ujrzałem
          uśmiechniętą gębę Kazika. Nie jest źle - kombinuję - jeśli się uśmiecha, to
          pewnie się na tym zna :)) (naiwny nie wziąłem poprawki, że gęba Kazika zawsze
          jest uśmiechnięta).
          - Podpalałeś grilla? - zagaduję.
          - Niyy, alech widzioł, jak to robiom.
          - Bo ja do tego używam zięcia - uzupełniłem.
          - Bydzie dobrze - dodał mi otuchy.
          No i w taki sposób wyznaczeni na ochotnika jęliśmy się tego zajęcia.
          Widząc nasze usiłowania, ekspert służył nam podpałką do węgla, której akurat w
          bagażniku nie miał, a ja wzdychałem do toluenu - którego też nie miałem, ale na
          pewno by się rozhajcowało. Ktoś (chyba Amadyn) doradzał, że benzyna też by nie
          była zła, ale za daleko było do baków.

          Tak na marginesie: nie zapomnę zabójczego (dosłownie) wzroku PiAsi, którym mnie
          karciła dwa bez mała lata temu, gdym toluenem sobie pomagał przy rozpalaniu
          ogniska. Poszły tylko czarne kłapcie, miła woń się rozeszła i wszystko huczało,
          więc nie rozumiem o co jej szło: czy o marnowanie tego aromatu (bo nie każdego
          stać na butapren) czy o to, że prawdziwy harcerz nie pije i nie pali ;))))

          Ale w końcu, gdyśmy materiał na szczapy znaleźli, a toporkiem podchodzącym w
          sam raz do ścinania sekwoi ich nieco nadłubali, to i się zajęło.

          I był następny problem: gdzie TOTO ustawić? Czy tu - bo poręczniej, czy tam -
          bo tam trochę lepszy luft bydzie, czy w końcu w cieniu daszka - bo na deszczu
          nie zamoknie. Ostatecznie ustawione zostało - już bez mego udziału - pośród
          zwojów węża ogrodowego, co okazało się pomysłem najgenialniejszym z możliwych.
          Wyjaśnienie znajdziecie u Kropki:

          > Jak już się ten grill rozpalił, jak pierwsze kawałki na ruszcie wylądowały,
          to specjaliści sobie poszli. A ja nagle poczułam zapach spalenizny.

          Co Kazik brykiet podrzucił - to Kropka wodą z tego węża przygaszała - i w ten
          sposób nie było samego węgla :)
          Swojom szosom - za fachowe obsikanie mi butów - Kropka zasłużyła na tytuł
          Honorowego Strażaka Markowickiej OSP. PiAsia proszona jest o wszczęcie
          stosownej procedury :)
          Tym bardziej, że akcentuje na koniec:

          > Jedno powiem. Gdyby nie panie, to nic by z grilla nie było.

          Łoj, święta to prawda. Z innych rzeczy też by nic nie wyszło. :(

          Chociaż - jak ostatnie wydarzenia w Krakowie wskazują, a i ich brak w Warszawie
          też - wynaleziono podobno jakieś substytuty, ale tego na pewno jeszcze nie
          wiem ;)

          Będzie jeszcze, tylko się zmobilizuję i ... może wypada poczekać na głos
          eksperta?

          Pomachiwajki

          Stary Zgred

          P.S. Niech Kazik nie ma mi za złe, że użyłem gwary. To nie było prześmiewcze, a
          jedynie licentia poetica :))
        • antares777 Re: Wrażenia pospotkaniowe - erotycznie :) 03.07.04, 02:06
          Hej!

          Jak w temacie - wszystko, co teraz napiszę, ma być w (moim) zamyśle erotyczne,
          a więc wszelka młodzież płci obojej, jeśli poważy się na czytanie tego, musi
          mieć świadomość, że uczyni to wbrew - nie sprecyzuję komu i czemu, ale jestem o
          tym święcie przeświadczony.
          Jeśli natomiast ktoś ostrzy sobie zęby na rozbieranki, gimnastykie z figuramy i
          inne takie, rozochocony i podkręcony lekturą stronek, których adresy codziennie
          podrzuca mu na pocztę internetową usłużna Gazeta Wyborcza, to kategorycznie
          oświadczam, że nie będzie nic z tych rzeczy.
          Powinno być tak, jak w tej rozmowie dwóch psiapsiółek:
          - Ty wiesz, ON zna same nieprzyzwoite piosenki!
          - A co - śpiewał ci?
          - Nie, gwizdał.

          A co wyjdzie? Nie wiem.

          Na początek powitanie: nie opiszę, ile razy kto kogo ściskał i przez jaki czas,
          bo moja pamięć tego nie rejestrowała, ale po wprowadzeniu mnie (razem z Janetą)
          do pokoju gościowego - rozpoznałem go po telewizorze stojącym na oficjalnym
          miejscu - zostaliśmy przedstawieni osobie, która w wielkim skupieniu coś tam
          majstrowała.
          Usłyszałem cichutkie "kropka" i towarzyszył temu ostry błysk okularów i łagodne
          spojrzenie, które niemal natychmiast wylądowało na zadaniu domowym z
          przedmiotu "Praca i technika".

          Potem nie lunęło, ale sporo popadało i wszyscy zgromadzili się w tymże samym
          pomieszczeniu, a gospodyni zachęcała do spożywania. Było słodkie i pierożki.
          Ponieważ słodkim z natury się brzydzę, opychałem się pierożkami i zapamiętałem
          wcale nie to, czym panie łaskawe były się zachwycać, a Kropka nawet opisała
          (czyli ciastem), ale na przekór wszystkim - zarejestrowałem smak nadzienia.
          Było grzybowe i mało tego: było grzybowe nad grzybowymi :)
          Jeśli sam smak i aromat nie są do opisania to fakt, że nadzienie było grzybowe
          i że ja się nimi (tzn. tymi pierożkami) opychałem, jest dostatecznym
          usprawiedliwieniem wizji, jakich później doświadczyłem.

          A jakie to były wizje?

          Ano najpierw przywidziało mi się, że doznaję jakiegoś deja vu, bo to było
          jakby ...dziesiąt lat wstecz i z udziałem moich szkolnych koleżanek, siedzących
          rzędem na jakimś murku: z wypiekami na twarzy, z podskakujacymi warkoczykami
          zdobnymi kokardami, jakieś szepty, łokcie, szturchnięcia, śmichy-chichy
          zamierajace z chwilą nadejscia kogoś obcego czy nawet jakiegoś innego,
          nieidentyfikowalnego szelestu - w pełnej świadomości, że to co czynią jest
          występne i w pełnej przyjemności płynącej z czynienia tegoż.
          Pełna frajda w pełnej konspirze i pełna konspira w owej frajdzie.
          I od czasu do czasu szeptem - ale takim prowokującym, aby jednak ktoś
          dosłyszał - wypowiadane słowo.
          Jakie? Powiem szczerze że nie wiem, bo gdybym nawet próbował się domyśleć, to
          byłoby to coś, czego nie godziłoby się wyartykułować na tak szacownym forum. I
          owe tajemnicze, zaczepne, nieposkromione błyski w oku - w wielu oczach naszych
          dziewcząt.

          A wszystkiemu winne owo nadzienie :(

          A potem przywidziało mi się, że nasze dziewczęta - niby od niechcenia, ale
          jakby chyłkiem - jedna po drugiej, wymykają się z ganku modrzewiowego domku (na
          którym konspirowały) i kolejno znikają w dziurze w krzakach, by po chwili
          pojawić się za granicą PiAsiowiska, którą stanowiła słabo wyjeżdżona droga
          gruntowa, już w grupie i otoczyć kręgiem jakieś miejsce na gruntach sąsiada.
          Stały tam, radziły, słychać było czasem jakieś podniesione głosy, jakiś śmiech
          serdeczny. Czasem któraś się pochyliła, choć z racji półmroku tam panującego -
          a to za sprawą zwartej gęstwiny koron drzew niegdyś owocowych - trudno było
          rozeznać szczegóły. Jedno jest pewne: byłem świadkiem jakiejś tajemnicy,
          rozgrywającej się na mych oczach.

          A co było potem?

          Potem był mistycznego przywidzenia ciąg dalszy, choć chyba nastąpiła jakaś
          przerwa w mych obserwacjach, więc zmyślał nie będę. Napiszę jeno, co moje oczy
          widziały, albo lepiej: co im się po owych grzybkach na pewno przywidziało.

          A przywidziało mi się, że Ekspert poszedł na owo miejsce (na placu sąsiada), że
          przyklęknął, że głowę swą ku ziemi pochylił, że ją uniósł i że ją znowu
          pochylił. I czynił tak po wielokroć. Pamiętam, że pomyślałem sobie, że się
          modli do Allacha, tylko zastanowiło mnie, dlaczego podczas tych pokłonów był
          zwrócony ku północy, ale co tam: w obecnych czasach mogli przecież Mekkę
          przenieść pod Piaseczno i już.
          Gdy wrócił, skomentował swe zachowanie jednym słowem: "śmierdzi". Pewnie
          chodziło mu o tę sprawę z przeniesieniem Mekki abo co?

          Moja głowa nie wytrzymywała tylu wizji na raz, więc poszedłem odświeżyć sobie
          rozum małym dymkiem, a gdym zbliżał się w drodze powrotnej do ganku domeczku,
          stałem się widzem takiej oto sceny:

          W rdzawych promieniach zachodzącego już słoneczka, z ganeczku zbiegał Ekspert,
          tańcząc krakowiaka. Lewą ręką, wysoko podniesioną ku górze, dzierżył krzepko
          okrągłe, dziesięciocalowe lusterko okute w solidny metal i skierowane 3/4 z
          góry ku jego twarzy, a prawą ręką - również krzepko - przytrzymywał sobie
          cyfrową fotoamatrycę w obudowie o wielkości mogącej konkurować z mikrofalą,
          która mu dyndała na szyi. I tym tanecznym krokiem posuwał ku wspomnianej już
          dziurze w krzakach, a za nim rządek dziewcząt w pasiakach i koronkach, z
          rozwitymi warkoczami i wiankami przekrzywionymi na smagłych czołach, powiewając
          kolorowemi wstążkami dążył gęsiego.
          Jak nagle się pojawili - tak szybko zniknęli w owej dziurze.
          Tego już było za wiele.
          Usiadłem przy gościnnym stole pod jeszcze niebombardującą jabłonią, dałem se
          jeszcze raz w płuco i rozmyślałem, czy Espert będzie sobie robił autoportret z
          grzywką (wysoko uniesione lusterko) czy bez i po co mu aż taka świta. Ale
          podobno niektóre typy tak mają, że dzieczęta wabią samą swą obecnością ;)

          Ze co? Że nieerotyczne?
          Kto nie spróbował nadzionka z grzybkami PiAsiowego wyrobu, ten nie może liczyć
          na pełną gamę przeżyć. Ci, co popróbowali, na pewno znajdą w moich wizjach sam
          erotyzm - i juszsz.

          Potem była noc i Wpółpyzaty smętnie przyświecał, a potem przyszła niedziela,
          grzybki mi przeszły i wizje też i pojechaliśmy w trójkę na wycieczkę -
          pilotowała PiAsia.

          No i w Poraju, przed przejazdem kolejowym, pojawiła się ONA - uwaga Mjocie -
          wypięta baba.
          Ale to nie była typowa wypięta baba, jakich dziesiątki, setki, tysiące
          zwiastują wiosnę - to była baba miejska, a właściwie "komunikacyjna".
          Bo wiosenne baby są zawsze wypięte ku górze albo niemal ku górze - tak, że na
          najwyższym punkcie ich wypięcia można na przykład postawić wazonik z kwiatami
          albo naczynie z najrektyfikowaniuchniejszym.
          Ta zaś była wypięta poziomo i to w dodatku w kierunku zachodnim, a swym
          wypięciem uciskała siodełko roweru. Dusza rosła, oko się radowało, a myśli
          niezbożne kłębiły się pod sklepieniem, bo wyprzedzić było i nijak i bez chęci.
          Tu maleńkie zapytanko w dygresyjce: Po czym poznał Maćko z Bogdańca, że ów
          pacholik, który mu towarzyszy, Jagna ma na imię?
          Ano po tym, że pacholę miało kolana "k sobie".
          A rzeczona baba to właśnie miała! I tym właśnie, jeszcze bardziej, swe
          podkreślała wypięcie :)
          Nie będę przytaczał argumentów, jakich używały moje współtowarzyszki, aby
          wyprostować me myśli grzeszne. Dopuściły się nawet tego, by dla kontrastu
          (chyba) zaproponować mi nastoletnią siuśkę z czekoladowymi nogami i włosem
          blond-rozwianym, która również posuwała na rowerze - abym tylko wrócił do normy
          (dialogów, ze względów przyzwoitościowych, przytaczał nie będę). A ja nic! Jak
          opoka!
          Bo widoku wypiętej baby nie da się tak łatwo wymazać z pamięci :)

          Co, było erotyczniej?

          To już na koniec trza kulturalnie.

          Gdyśmy się już ujeździli, naoglądali, nawdychali i naobcowali (z przyrodą ma
          się rozumieć), kiszki upomniały się o swoje. Zatrzymaliśmy się na skraju lasu,
          pod jakimiś strączkowatymi, w trawsku, na skraju polnej drogi, naprzeciw
          żytowiska. A w życie maki, chabry i kąkole :)))
          I urządziliśmy sobie WIELKIE ŻARCIE albo jak ktoś inny woli - OBIADEK NA TRAWIE
        • antares777 Re: Wrażenia pospotkaniowe - erotycznie c.d. 03.07.04, 02:19
          No, tegom nie przewidział, ze mi SYSTEM chlaśnie :(

          Więc kończę:

          Było fajnie i nawet nam nie przeszkadzało, że jakiś profan, czymś odrapanym, co
          27 lat temu mogło uchodzić za sześciomiejscowe lemuzyne, po krawędzi naszego
          stołu przejechał.
          Mieliśmy do niego stosunek absolutnie erotyczny :)

          Pomachiwajki

          Stary Zgred

          P.S. Przed chwilą wróciłem z dymka i widziałem W_Pełni_Pyzatego, a na
          graduśniku o 2 stopnie więcej niż tydzień temu. Komu nie pasowała data lipcowa,
          a na spotkaniu się nie pojawił?
          • lucyjka Re: Wrażenia pospotkaniowe - erotycznie c.d. 04.07.04, 08:18
            witam

            od czytania panskich wyznan erotycznych
            moją facjate szczelnie okrywaja kurze łapki:)))

            nie pomyliłesć Wasc forum ;)

            pozdrawiam Łucja
            • antares777 Re: Wrażenia pospotkaniowe - erotycznie c.d. 04.07.04, 11:11
              lucyjka napisała:

              > nie pomyliłesć Wasc forum ;)

              A nie!!! Tak łatwo się mnie Waćpanna stąd nie pozbędziesz!!

              A co? Imaginujesz sobie, Waćpanna, żem ja te grzybki wirtualnie spożywał?
              PiAsine nadzionko najrealniejszym z realnych było, a sama mi oświadczyła, że
              grzybki do niego osobiście chodziła pozyskiwać. Nieśmiało wtedy domniemałem - i
              domniemywam nadal - że ze Świata Przyrody to uczyniła. Czyż nie opisywaniu
              Świata Przyrody to forum jest poświęcone?

              > od czytania panskich wyznan erotycznych...

              To o co idzie? O to, że wyznania? Czy o to,że erotyczne? A może o czytanie?

              Jeśli uważasz Waćpanna, że nie miejsce tu na wyznania, to automatycznie niemal
              95% tu piszących skazujesz na banicję :(

              Gdybyś mi zaś zarzut nadmiernej erotyczności czyniła, to ja Cię zapytam: A cóż
              to są ogródki i ogrody - rozciągając to pojęcie na łąki, lasy i pola?
              No rzeknij coś, proszę?
              Te ogrody z liliami i bratkami, doniczki z pelargoniami, łąki z ptaszkami i
              motylkami?
              Toż to jest siedlisko wszelkiego zła: obżarstwo, opilstwo, ruja i porubstwo -
              wielka, naturalna agencja towarzyska ze swoimi pręcikami, pyłkami i słupków
              znamionami - że wymieniania innych sobie oszczędzę, bo mnie szczere obrzydzenie
              wzięło.

              Ale gdyby Ci o czytanie szło jeno - to ... to ... to ... ręce mi opadły i
              wszelki koncept straciłem. :(

              > moją facjate szczelnie okrywaja kurze łapki:)))

              O!!!! Tu Cię mam!!!
              To powiadasz mi Waćpanna, żem pomylił fora, bo Ci się jakieś kurze łapki wdały!
              A to nie od czytania, ani od facecji tylko od grzebania w ziemi pewnikiem one,
              bo ptaszyskom, przyrodzone im przez Najświętszą Matkę Naturę, zajęcie
              odbierasz :)))
              Ale zapewniam Cię - one Ci tylko uroku dodają :)))
              I wierzaj mi, bom stary :)))

              Pomachiwajki

              Stary Zgred

              • lucyjka Re: Wrażenia pospotkaniowe - erotycznie c.d. 04.07.04, 20:18
                antares777 napisał:

                > nadzionko najrealniejszym z realnych było, a sama mi oświadczyła, że
                > grzybki do niego osobiście chodziła pozyskiwać. Nieśmiało wtedy domniemałem -

                czytam bez zrozumienia tekstu,
                fakt tępawa jestem
                i nie rozumiem jak mozna domniewywac, a jednoczesnie wierzyc
                ze kobieta nakarmiwszy mezczyzne mikstura, ze szczerego serca to uczynila,
                ze nadzienie owe bylo sporzadzone bez magicznych zaklec
                i bez wszelakich przypraw Lukrecji???

                > Toż to jest siedlisko wszelkiego zła
                > naturalna agencja towarzyska ze swoimi pręcikami,
                > że wymieniania innych sobie oszczędzę, bo mnie szczere obrzydzenie
                > wzięło

                nie pojmuje rozdwojenia jazni, bo wasc z jednej strony powiadasz,
                ze jestes piewca i obronca przyrody, a rownoczesnie stwierdzasz
                ze to siedlisko zla i nasz do owego obrzydzenie

                na koniec powiadasz
                ze mam ci wierzyc bos stary,
                starosc szacunkiem darze - ale wiary nie dam :)))))

                Pozdrawiam Łucja
                • antares777 No i masz babo placek :( 04.07.04, 21:25
                  a lepiej: chłopie pierożka ;)

                  Bedąc zaplątanym we własne sieci dostrzegam światełko w tunelu :)
                  Wszak napisałaś Lucyjko:

                  > (...) nie rozumiem jak mozna domniewywac, a jednoczesnie wierzyc
                  > ze kobieta nakarmiwszy mezczyzne mikstura, ze szczerego serca to uczynila,
                  > ze nadzienie owe bylo sporzadzone bez magicznych zaklec
                  > i bez wszelakich przypraw Lukrecji???

                  Muszę przyznać, że tegom w swej dziecięcej naiwności do głowy nie dopuścił.
                  Ale skoro tak piszesz, to źródło moich omamów aż nazbyt widoczne :)))
                  Chociaż z drugiej strony - te moje wizje przykrymi dla mnie nie były; wręcz
                  przeciwnie :)

                  > nie pojmuje rozdwojenia jazni, bo wasc z jednej strony powiadasz,
                  > ze jestes piewca i obronca przyrody, a rownoczesnie stwierdzasz
                  > ze to siedlisko zla i nasz do owego obrzydzenie

                  To podobnie jak ze śliwowicą: taka wredna że ja ją w dziób, a o tym że ona mie
                  o ziem ciągle zapominam .
                  Nie wiesz, że co złe, najbardziej kusi?

                  > na koniec powiadasz
                  > ze mam ci wierzyc bos stary,
                  > starosc szacunkiem darze - ale wiary nie dam :)))))

                  Hmmm hmmm hmmm
                  To nawet całkiem nieźle - będzie o czym pogadać w październiku :)

                  Pomachiwajki

                  Stary Zgred




    • mjot1 Urwało się... 30.06.04, 16:55
      No to brakuje jedynie relacji Pana Jerzego. A swoją drogą to coście uczynili
      Ekspertowi, że ponownie Go wcięło?
      Musieliście coś chyba nakombinować...

      „...i tylko chybotliwy i co chwila zamierający płomyk świecy potwierdzał, że
      istnieje CÓŚ, co nas przerasta.
      Było cudownie i (przynajmniej mnie) przeraźliwie zimno (ale ja nie jestem taki
      miękki :))) ).”
      Hmmm... Zastanawiam się Antaresie dlaczego nie wynaleźliście ognia?
      Ja wiem, że jest to wynalazek „nie w kij dmuchał”! Jest to chyba odkrycie
      najdonioślejsze w dziejach ludzkości!
      Ale przecie już kilka razy jednak się udało...

      „Wiem, wiem zaraz mnie Mjot obsobaczy, że przeszkadzałam pracowitym żyjątkom :)”
      A właśnie, że nie!
      Otóż wyobraź sobie Janeto, iż pomimo tego żem istota w 100% wirtualna to jednak
      miewam ludzkie odruchy.
      Niech dowodem na to jak bardzo staram się stać prawdziwym człowiekiem będzie
      fakt, że właśnie jestem w stanie wojny z mrówką rudnicą właśnie. Tą że samą od
      Twej Janeto chusteczki.
      Owad wykombinował sobie, że wybuduje swój dom obok naszej chatynki w odległości
      około 3 m.
      Wiedząc, że sąsiedztwo tak bliskie przynieść musi w przyszłości jedynie
      konflikty i wspólne pretensje (nie wspominając tu już o fakcie, iż odległość ta
      jest jawnym gwałceniem ustawy Prawo Budowlane) rozpocząłem rokowania.
      Niestety perswazje z mej strony nie przyniosły spodziewanych rezultatów.
      Spodziewanych hłe hłe hłe. Żadnych rezultatów nie przyniosły!
      Qrcze żeby choć namiastkę, nadzieję. Nic!
      Nie mając wyjścia, oficjalnie z należną sytuacji powagą wypowiedziałem im
      wojnę.
      Natenczas stosuję jedynie broń odstraszającą.
      On mrówek okazał się być twardym, nieugiętym, przebiegłym i niezwykle wytrwałym
      przeciwnikiem. Staram się więc być równie wytrwałym.
      Linia frontu jest w ciągłym ruchu. Sporny kawałek terenu przechodzi z rąk do
      rąk... rąk? do łapiąt chyba?. Żadne z nas nie chce ustąpić na krok!
      Moja Zdecydowanie Lepsza Połowa w pewnym momencie poniesiona euforią walki
      uciekła się nawet do rękoczynów! Teraz sporny teren wygląda jak prawdziwe
      pobojowisko zryte długotrwałym przygotowaniem artyleryjskim.
      Jednak jak dotychczas szala zwycięstwa nie przechyliła się na żadną ze stron.
      Wojna trwa a komunikat brzmi: „Przy chałupince bez zmian”

      „...podczas wycieczki krajoznawczej też widzieliśmy kąkole. Na każdym
      praktycznie polu. No i niech ktoś powie, że cudów nie ma!”
      No i jak tu mówić o sprawiedliwości na tym padole?
      Toż ja łażę od lat wgapiam się w łany i nic!
      Zaczynam już powoli podejrzewać siebie o ślepotę albo i o co gorszego jeszcze...

      Piasia napisała: „i tak bym mogła długo.... chcecie jeszcze? To ja będę pisać
      dalej”
      No pewnie!!!

      Najniższe ukłony!
      Wirtualny M.J.
      • venus22 Re: Urwało się... 01.07.04, 09:39
        ~zachwycona jestem waszym spotkaniem! Musialo byc po prostu fan-tan-tas-
        tycznie!!!
        jejku toz wy jeszcze przed aktualnym spotkaniem mieliscie super zabawe!!
        a tak wlasciwie to juz od pierwszego postu na ten temat, ale wyglada na to ze
        najwieksza frajda byla jak sie zjezdzaliscie i potem siedzieli u Ptasika.

        Powiedzcie mi tylko prosze gdzie mniej wiecej jest to cudowne miejsce na ziemi
        gdzie rosna kakole, czterystoletnie lipy (moze lipa, moze nie :D) i maki z
        ostrozkami na tle bialych kamieniolomow?

        Dalej dalej jeszcze kilka relacji, prosze!!!
        Venus
        • piasia Re: Urwało się... 01.07.04, 19:26
          venus22 napisała:

          > ~zachwycona jestem waszym spotkaniem! Musialo byc po prostu fan-tan-tas-
          > tycznie!!!
          > jejku toz wy jeszcze przed aktualnym spotkaniem mieliscie super zabawe!!
          > a tak wlasciwie to juz od pierwszego postu na ten temat, ale wyglada na to ze
          > najwieksza frajda byla jak sie zjezdzaliscie i potem siedzieli u Ptasika.

          To jest niezwykłe - mieliśmy frajdę jak planowaliśmy, mieliśmy frajdę w
          trakcie, i mamy ogromną frajdę pisząc i czytając relacje.

          Antaresie - czyta się Twoje relacje SUPER! Dobrze, że w kafejce internetowej
          jest tolerancyjna obsługa, bo powinni mnie wyrzucić za kwiczenie przy
          komputerze i zalewanie łzami klawiatury! Tak to człowiek przyniesie GRILLA,
          którego parę lat wcześniej dostał w prezencie imieninowym podczas zjazdu pewnej
          specyficznej grupy zawodowej, a potem czyta o żelastwie , że TOTO na
          Piasiowisku robi za grilla ;))))))))) Małe sprostowanie - wyczytałeś z mych
          ocząt więcej niż w nich było - na pewno nie było "zrób cos z tym do cholery". W
          każdym razie zamiar mój i przesłanie mentalne było "bądźcie aniołami, nie
          każcie mi robić nic przy grillu". A co mi się w oczach pojawiło - oj, czuję że
          mam problem ;)))))))

          A w ogóle to mam wyrzuty że Was (Ciebie i Janetę) wyrzuciłam. Przeca mogłam Was
          ułożyć choćby na podłodze. W dodatku miałes w Blondie karimate i śpiwór, coś
          ujawnił następnego dnia!!!


          Co do Eksperta - ja myślę, że on leczy kręgosłup. W końcu przytargał z Warszawy
          największy egzemplarz kaliny, jaki mieli w okolicznych szkółkach! Fakt, że nie
          przytargał go na własnych plecach, jeno samochodem, ale wtaszczenie tego krzaka
          do owwego samochodu, tudzież wytaszczenie go, to wielki wyczyn. Że o posadzeniu
          nie wspomnę.

          A było tak:
          Pokazałam Ekspertowi kalinę, którą już mam. Sam by jej nie dostrzegł, bo kalina
          dorasta na razie do wysokości mniej więcej 20 cm, a wokół podagrycznik. Ekspert
          się zdziwil, że taka mała i dlaczego, na co usłyszał odpowiedź, że taką łatwiej
          pozyskac (istotnie, wykopana na poboczu).
          Przytachał więc z pomocą męskiej części załogi swoją kalinę wzrostu omalże
          mojego, ja dostarczyłam narzędzia do kopania, gorączkowo mysląc, kto w
          Markowicach może mieć dynamit, i zostawiłam męską część załogi w wybranym
          miejscu ogrodu.

          Jak było - oni sami wiedzą najlepiej. Nie da sie ukryć, że gleba w Markowicach
          to nie gleba a skaranie boskie, i specjalnie sadzę małe rośliny, żeby to one
          korzeniami rozbijały ziemię, a nie kazały tego robić mnie.
          W każdym razie ziemia została zroszona gęstym potem Wspaniałych Mężczyzn którzy
          ją kopali.
          Moment posadzenia został uwieczniony na zdjęciu przez Eksperta, który jak
          dojdzie do równowagi psychicznej po spotkaniu z nami, i do pionu po spotkaniu z
          oporną Matką Ziemią - zapewne się odezwie.

          Jeszcze jeden moment - coś nagle wylądowało na stole, a Ekspert spokojnie - o,
          to jest wojsiłka...

          I jeszcze coś - mam w sadzie stareńką czereśnię, wielkie, częściowo spróchniałe
          drzewo. Ekspert wymógł na mnie przyrzeczenie, że jakby wiatr tę czereśnię
          zwalił, albo jakbym ją ścinała, to mam natychmiast do niego dzwonić. Bo w tej
          czeresni żeruje larwa największej polskiej ćmy, już w zasadzie na wymarciu.
          Larwa jest wielkości i barwy cienkiej parówki (ułeeeeee) z czarnym łbem. A na
          pytanie, skąd Ekspert wie, co siedzi w czereśni, Ekspert odpowiedział, że widzi
          po trocinach, jakie zbierają się w zagłębieniu pnia. Tylko larwa tej ćmy tworzy
          takie trociny. Ludzie, zatkało mnie i tylko na krótkie chwile mnie odtyka.

          > Powiedzcie mi tylko prosze gdzie mniej wiecej jest to cudowne miejsce na
          ziemi
          > gdzie rosna kakole, czterystoletnie lipy (moze lipa, moze nie :D) i maki z
          > ostrozkami na tle bialych kamieniolomow?

          Specjalnie dla Ciebie: Europa, Polska, Wyżyna Krakowsko-Częstochowska,
          niedaleko Częstochowy. Oblatani w geografii, a mający pod ręką atlas może
          zamieszczą współrzędne geograficzne ;)))
          Czy nie wybierasz się do Polski? Specjalnie dla Ciebie zorganizujemy spotkanie
          właśnie wtedy!!!
          A w październiku nie będzie wprawdzie maków i ostróżek, i kąkoli, ale bukowe
          lasy wokół źródeł przebarwią się na wszytskie kolory jesieni.

          Całuję Was w Wasze kochane mordki - Zgredzisko dwa razy, za relacje. Jesteście
          Wielcy!!!
          • venus22 Re: Urwało się... 02.07.04, 02:12
            Moi drodzy, kochani, wezcie pod uwage ze ja tu wlasnie przekwitam, czytam i
            slozy kapia mi na klawiature!!
            Ogromnie mnie ujeliscie gotowoscia poczekania na mnie, naprawde, i serdecznie
            wam za to dziekuje.
            Niestety ze wzgledow finasowych tak predko w Polsce sie nie pojawie, tak ze
            poki co to sie ciesze ze chociaz dzieki waszym relacjom prawie jestem tam...

            jestem pewna ze w pazdzierniku, w kolorach jesiennych i calej gamie kwitnacych
            astrow i chryzantem bedzie rownie wspaniale spotkanie, czego wam serdecznie
            zycze,
            ciagle z mokrymi oczami,
            Venus
          • antares777 Re: Urwało się... 03.07.04, 12:07
            PiAsia napisała:

            > Dobrze, że w kafejce internetowej
            > jest tolerancyjna obsługa, bo powinni mnie wyrzucić za kwiczenie przy
            > komputerze i zalewanie łzami klawiatury!

            Oj dobrze! W mojej okolicy za kwiczenie ślachtujom ;)
            Ale i nie do końca dobrze, bo powinni służyć papierowymi ręcznikami :))))

            > (...) wyczytałeś z mych
            > ocząt więcej niż w nich było - na pewno nie było "zrób cos z tym do cholery".
            > W
            > każdym razie zamiar mój i przesłanie mentalne było "bądźcie aniołami, nie
            > każcie mi robić nic przy grillu". A co mi się w oczach pojawiło - oj, czuję
            > że mam problem ;)))))))

            Ja chyba też. Od poniedziałku zapisuję się na przyśpieszony kurs irydologii :)

            > A w ogóle to mam wyrzuty że Was (Ciebie i Janetę) wyrzuciłam. Przeca mogłam
            > Was
            > ułożyć choćby na podłodze. W dodatku miałes w Blondie karimate i śpiwór, coś
            > ujawnił następnego dnia!!!

            No i lepiej późno niż wcale!!!
            Mamy do czynienia tutaj, proszę Szanownego Zbiegowiska, z klasycznym
            przypadkiem gościnności tzw. "odroczonej".
            Ale może i dobrze się stało, że tak właśnie się stało, bo gdyby się stało tak,
            jak się nie stało, to ludziska mieli by co czytać, tylko kto inny by miał wiele
            do powiedzenia ;))))
            Ja w niedzielę nie narzekałem, a Janeta wcale na niewyspaną nie wyglądała :)

            A Jura jest prześliczna tylko (i niech mi to PiAsia odpuści) - im dalej od
            Częstochowy a bliżej Krakowa tym bardziejurozmaicona.

            Pomachiwajki

            Stary Zgred
            • kwiatwie Re: Urwało się... 05.07.04, 12:37
              antares777 napisał:

              W mojej okolicy za kwiczenie ślachtujom ;)
              A w mojej nie!! - i ja kwiczę porykując bezkarnie juz kwadrans!



              • piasia Ekspert krakowiaczek 06.07.04, 19:10
                Czuję się zobligowana do wyjaśnienia po co Ekspertowi było lusterko, co tak
                sugestywnie a zabawnie opisał Antares (chopie, tyś sie minoł z powołaniem! Co z
                Ciebie za skoczybruzda, jak ty mosz taki pieruński tolynt!)
                Otóż lustereczko było potrzebne do zajrzenia do gniazdka dzierzby od góry.
                Mając do wyboru dostarczyć Ekspertowi lusterko albo drabinę, wybrałam to, co
                jako kobieta wybrac musiałam (imperatyw kategoryczny). Ekspert pisnął z radości
                bardzo, hm, erotycznie, i w krakowiackich podskokach udał się z lustereczkiem w
                garści do krzaka, gdzie dzierzba miała gniazdko. Tam użył lusterka jako prawie
                peryskopu, i z dziką satysfakcją w głosie stweirdził "dzierzba!" Nawet jakby
                powiedział nam, że tam ma gniazdo pijawka oceaniczna, to i tak byśmy
                uwierzyli. ;)))))))

                Pozdrowionka
                Pi
                • antares777 Re: Ekspert krakowiaczek 07.07.04, 11:13
                  piasia napisała:

                  > Co z
                  > Ciebie za skoczybruzda, jak ty mosz taki pieruński tolynt!)

                  Żadyn ze mnie skoczybruzda ino szpec łod pomników, a skoczybruzda to był mój
                  rodzic i tak sie to za mnom wlecze. A skoczybruzdy to same utalyntowane chopy -
                  łuni to w zimie na rozgrzewke a w lecie dla ochłody chlejom ;)

                  A ło pomnikach to było tak: "Proszę państwa! Proszę nie zapominać, że mosty są
                  jak pumniki budownictwa i uważać, żeby się nie zamieniły w nagrobki jego" -
                  śpiewnym, arcysłowiańskim akcentem przywitał nas mentor.

                  Ale jak się rozejrzałem wokół i stwierdziłem, że cmentarze się rozrastają i
                  nowych nagrobków przybywa, to dałem se luz. Tylko w sercu pozostały strzępki
                  niespełnionej miłości :((
                  www.pre-engineering.com/resources/forth/images/Forth-Bridge7.jpg
                  Ale to było zupełnie nie na temat ;)

                  A na temat: to jednak nie były przywidzenia?
                  No to niech jeszcze Ekspert uchyli rąbka tajemnicy, o co się modlił do Allacha
                  i niech słodkie nasze ptaszyny zdradzą, z czego się tak chichrały a uwierzę,
                  żem wszystko to przeżył na jawie i niczego sobie nie wyśnił :)))

                  Pomachiwajki

                  Stary Zgred
                  • piasia Re: Ekspert krakowiaczek 13.07.04, 18:42
                    Niczegoś Zgredzie nie wyśnił, to wszystko było na jawie, aczkolwiek śmiem
                    twierdzić, że wszyscy byliśmy w lekkim transie.
                    Teraz smutna informacja - w gniazdku dzierzby doszło do jakiejś tragedii. Tzn.
                    do tragedii doszło poza gniazdem, bo jajek nikt nie wysiaduje. Od zjazdu minęły
                    dwa tygodnie, więc powinny tam być już pisklaki, a nadal leżą - bez żadnej
                    opieki - różowe, nakrapiane jajeczka. Ponieważ u różnych sław ornitologicznych
                    czytałam, że ptaka, który już ma jajka albo pisklaki, prawie żadna siła nie
                    jest w stanie odgonić od gniazda, więc myślę, że po prostu rodzicom-dzierzbom
                    coś się stało. I jajeczka zostały niewysiedziane. Smutne.

                    Natomiast w kosim gnieździe, tym, co to Ekspert wypatrzył z odległości kilku
                    metrów, i co powiedział, że tu nie ma drapieżników, bo gniazdo niziutko i
                    ogólnie dostępne - siedzą już cztery dorodne kosięta. Rodziców nie widziałam -
                    zapewne uwijali sie po okolicy w poszukiwaniu jedzenia dla małych żarłoków.

                    A w ogóle to podciągam wątek, bo Ekspert się pojawił i trzeba go pociągnąć za
                    język! No, Jurek, pora na Twoje wrażenia!!!! Tylko ich brakuje do kompletu!
                    • jerzy.wozniak Re: Ekspert krakowiaczek 15.07.04, 07:50
                      Witam na forum Gazety!
                      Takie okno to nie tylko kaktusy, bo na oknie można uprawiać jedynie 30-40%
                      gatunków kaktusów reszta dobrze rośnie tylko w szklarni. Takie okno to raj dla
                      wielu roślin, które wymienię poniżej. Są one dostępne w większości kwiaciarni a
                      ich wybór zależy już tylko od gustu właściciela.
                      Agawy wybierać tylko niewielkie gatunki jak agawa Wiktorii lub drobnokwiatowa,
                      aloesy w kwiaciarni do nabycia jest około 10 gatunków w tym nie nadający się na
                      parapet ( bo rośnie duży) aloe vera i aloe ferox, bugenwilla, eonium w
                      kwiaciarni około 3 gatunków, grubosze w kwiaciarni jest około 30 gatunków w tym
                      nie tylko te z rodzaju grubosz, ale również sedum, kalanchoe, czy senecio –
                      doskonale na przykład rośnie przepiękny identyczny jak bluszcz senecio
                      macroglossus – obłędna roślina!, juki, kalanchoe, kaktusy, noliny, rośliny z
                      kaudeksem, oleandry, przypołudniki (żywe kamienie), wilczomlecze (gatunki
                      przypominające kaktusy).
                      Pozdrowienia,
                      Jerzy Woźniak
                      • mjot1 Jooooj! 15.07.04, 18:48
                        Toś Pan Panie Jurku faktycznie Krakowiaczek nie lada!
                        Faaajne!
                        Widzę, że te grzybki to nie tylko Antares spożywał!
                        Ale Pana zdecydowanie dłużej trzymają w „odlocie” :-)
                        To jak widzę była faaantastyczna impreza!
                        Hłe hłe hłe!

                        Najniższe ukłony!
                        Zachwycony M.J.
    • jerzy.wozniak Re: Wrażenia pospotkaniowe 15.07.04, 07:52

      Pzrepraszam ale z szybkości wstawiłem resztke po poprzednim wątku! mam nadzieję
      że mi wybaczycie!

      Cóż ja kruszyna mogę jeszcze dodać gdy całość została opisana nawet w
      najdrobniejszych szczegółach?. Oprócz serdecznych podziękowań dla organizatorów
      zjazdu – a więc was wszystkich oraz oh i ah nad wspaniała atmosfera reszta już
      została opisana. Oczywiście żałuję ze musiałem się zwinąć przed wieczorem ale
      300 kilometrów nie jedzie się w godzinę lecz kilkakrotnie dłużej. A moje
      zmęczenie osiąga już szczyt możliwości. No cóż, jak powiedział mi lekarz jak
      Pan nie pójdzie na urlop dłuższy niż dwa tygodnie, to niech pan więcej do mnie
      nie przychodzi i przygotuje sobie czarny worek.
      Tak że z powodów zdrowotnych nie mogłem zostać dłużej bo zmęczenie – co było
      widać - za bardzo daje mi się we znaki.
      Dziękuję i co kilka dni będę wstawiał zdjęcia aby napięcie było prawidłowo
      rozłożone w czasie.

      Co do dzierzby, no cóż znaczy jedno z rodziców zginęło lub zbyt często
      podchodziłaś do gniazda. Zniesienie było pełne, dzierzba nie porzuca jaj, czyli
      coś się stało, ponieważ wysiaduje tylko samica, a samca nie widziałem w pobliżu
      być może była już w momencie obserwacji sama i niewiele już było trzeba aby
      porzuciła lęg. Jeśli tez myślicie, że ptakom udaje się wychować każdorazowo
      pisklęta to się mylicie z moich obserwacji wynika ze średnio raz na 4 lęgi
      wyprowadzają z sukcesem młode. Oczywiście jest to różnie u różnych gatunków,
      sikory i inne dziuplaki zwykle maja większe sukcesy z tym ze ich populacje
      ogranicza z kolei zatrucie pokarmu i brak miejsc do lęgu.

      Jurek
    • puma002 Re: Wrażenia pospotkaniowe 15.07.04, 19:28
      Zazdrość mnie zeźre... Jaka szkoda, że mnie tam nie było. Czerwcowy termin
      niestety zupełnie mi nie pasował. A i kontakt z internetem wiosną mi się spsuł
      nieco.
      Pozdrawiam niezmiennie serdecznie:)
      • jerzy.wozniak Re: Wrażenia pospotkaniowe 15.07.04, 21:35
        Pumko nie zazdrość tylko wyczekaj jak twoja imienniczka i zrób wspaniały koci
        skok na następne spotkanie!
        Jurek
        • puma002 Re: Wrażenia pospotkaniowe 15.07.04, 22:35
          No dobrze, szykuję się do skoku. Podobno w październiku odbędzie się kolejny
          zlot, spróbuję się urwać z kieratu;)

          • piasia Re: Wrażenia pospotkaniowe 19.07.04, 19:26
            Nie podobno, tylko na pewno się odbędzie w październiku.
            A do gniazda nie podchodziłam za często - od zlotu NIKT do niego nie podszedł.
            A ja dopiero po dwóch tygodniach.
            A kosięta coraz większe już się nie mieszczą!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka