morgana_le_fay
13.10.04, 19:15
Poniższą historią pragnę uczulić wszystkich forumowiczów - ogrodników, na
potwory czające się na ich wiernie odwiedzanych działkach, posiadłościach,
letnich rezydencjach i wiejskich ostojach. Brrrrrrrrrrr!
Otóż zapamiętale do mrozów odwiedzając moją wieś przyzwyczaiłam się już do
mysich wizyt począwszy od żniw, aż do późnej jesieni. Mysz to mysz. Sposoby
walki wewnątrz domu pominę, gdyż walcząc sama mam mieszane uczucia ważąc:
życie myszy kontra cały mój dobytek. Niemniej pewnego razu wracając ze wsi
zauważyłam brak płynu w spryskiwaczach samochodu. Po dolaniu tegoż sytuacja
się nie poprawiła, wręcz przeciwnie. Stwierdziłam, że spryskiwacze nie
działają i kropka. Szczęściem w porze jesiennej nie da się obyć bez
działających spryskiwaczy, więc dość szybko znalazłam się w warsztacie.
Włosy stanęły mi dęba, kiedy odbierając samochód pan mechanik oświecił mnie,
że owszem, rurki od płynu właściwie nie istniały, ale poza tym
zdematerializowała się też większa część izolacji "czegoś-tam", a przewody
hamulcowe były w ostatniej fazie ogryzienia i ich grubość miejscamizbliżona
była do zera i przypominała cienką błonkę. Sprawa się wyjaśniła. Pod maską
ciepłego samochodu nocowały myszy. "Jeszcze jedno, dwa hamowania i byłby
niezły pasztet" - oznajmił pan mechanik. Chyba miał na myśli pasztet z
ludziny... Cóż...ja odczułam przemożną ochotę na mysinę!
A jakie Wy miewacie przygody z myszami?
Chętnie się dowiem.
morgana.