a.adas
28.06.06, 11:35
Nie mogę już słuchać Świerczewskiego, ale wczoraj miał rację - zachowanie przy
wychodzeniu na pozycję (spaloną) Henry'ego wyglądało na wyćwiczone i włączone
do taktyki zespołu. Francuz nawet nie starał się trzymać linii z hiszpańskimi
obrońcami, w momencie prostopadłego podania momentalnie stawał i patrzył co
zrobią z piłką wychodzący na sam na sam z bramkarzem Ribery, Mauluda czy
Zidane, a nawet Vieira. Tyle dobrego, ze nie próbował iść za nimi i czekać na
podanie.
Mi się nigdy nie podobał przepis rozróżniający spalonego od pozycji spalonej -
widziałem w zyciu kilka bramek strzelonych przez zawodnika znajdującego się
kilkanaście sekund wcześniej na pozycji spalonej, niby nie biorącego udziału w
grze. To zawsze zbyt bardzo zależy od interpretacji arbitra: czy zawodnik na
pozycji spalonej przeszkadzał bramkarzowi lub obrońcom? I nie rozumiem
dlaczego należy promować zespół atakujący, dla mnie interpratacja spalonego
mogłaby byc bezwzględna - jeśli w momencie podania jakikolwiek zawodnik
drużyny przeciwnej był za linią obrońców, momentalnie liniowy podnosi chorągiewkę.
Mała nowinka taktyczna?