Gość: dexter
IP: *.acn.pl
17.02.03, 10:54
Uwierzył w czary-mary
To materiał na dobrą komedię. Tą sprawą powinien zainteresować się Machulski -
tak mecenas Maciej Żbikowski podsumował zakończony w piątek w Iławie proces.
Na ławie oskarżonych siedział były pomocnik Legii, Kameruńczyk Frankline
Mudoh Njiwaha.
Film Machulskiego mógłby rozpocząć się w iławskim sądzie. Pani prokurator
właśnie dostarczono akta sprawy Mudoha. - Zaczęłam je przeglądać i nie
wierzyłam własnym oczom. Sprawdziłam w kalendarzu, czy przypadkiem nie jest 1
kwietnia. To nie był prima aprilis, ale nadal wydawało mi się, że to żart.
Akta były jednak bardzo grube. Komu chciałoby się je sfabrykować? - mówiła
oskarżycielka.
Sprawa rzeczywiście jest przezabawna. Do tego stopnia, że w czasie procesu
sędziowie, obrońca i prokurator nie potrafili opanować śmiechu.
Wszystko zaczęło się od tego, że Legia wypożyczyła Mudoha do II-ligowego
wówczas Jezioraka Iława. Sponsorem klubu był najbogatszy biznesmen w mieście -
Zygmunt Dmochewicz. Kameruńczyk zaprzyjaźnił się z nim. Często bywał w jego
domu. Dowiedział się tam, że Dmochewicz chce pomnożyć swoje bogactwo. Mudoh
powiedział, że zna afrykańskich biznesmenów, którzy pragną zainwestować swoje
pieniądze w Polsce. Skontaktował obie strony. Biznesmeni umówili się w
Paryżu. W bardzo drogim hotelu, przy zasłoniętych oknach.
Paryski cud
Afrykańczycy zaproponowali Polakowi bardzo nietypowy biznes. Zdradzili mu, że
mają dostęp do milionów dolarów, jakie rząd USA przekazuje Nigerii. Nie były
to typowe pieniądze. Wszystkie banknoty zostały zafarbowane na czarno.
Dlaczego? Tajemniczy biznesmeni o imionach Henry i Morris wyjaśnili, że jest
to ochrona na wypadek napadu. W Nigerii nie jest bezpiecznie, więc pieniądze
zabezpieczano chemicznie.
W paryskim hotelu na oczach Dmochewicza doszło do prawdziwego cudu. Czarny
banknot zanurzony w dziwnej cieczy zamienił się w prawdziwą studolarówkę.
Biznesmen z Iławy nie chciał, żeby uważano go za naiwniaka. Wziął banknot i
pobiegł do najbliższego kantoru. Pieniądze wymieniono mu bez problemu. W
marzeniach zobaczył już tysiące odfarbowanych dolarów. Wystarczyło tylko
kupić od Henry'ego i Morrisa chemiczne odczynniki. Dmochewicz mówi, że w
sumie wydał na nie i na czarne banknoty ok. 1,6 mln złotych.
Zielone, a jednak czerwone
Na wielkie odfarbowywanie umówiono się w Iławie.
- Dmochewicz chciał się spotkać w swoim mieście, bo jak mówił, policję ma tam
owiniętą wokół palca - szczerze zeznał na procesie Mudoh.
Do spotkania doszło w garażu Dmochewicza. Biznesmen w wiadrze wymieszał
odczynniki. Wsadzono do nich plik czarnych banknotów, po chwili Dmochewicz
wyjął z kubła ładniutkie dolary. Miały one jednak mały feler. Były czerwone.
Skonsternowany biznesmen został szybko pocieszony przez swoich afrykańskich
kolegów. Zapewnili go, że nic się nie stało. Po prostu pomylili odczynniki.
Uspokoili Dmochewicza, że następnym razem przywiozą do Polski właściwe.
Oczywiście iławianin musiał za to dodatkowo zapłacić.
Kolejne odfarbowywanie zakończyło się kompletną klapą. Morris i Henry
powiedzieli Polakowi, że czarne kartki muszą się moczyć kilka godzin.
Opuścili garaż, obiecując, iż niedługo wrócą. Kartoniki nie zamieniły się
jednak w dolary, a Afrykańczycy nie wrócili. Biznesmen odkrył, że został
wykiwany.
Chcąc odzyskać swoje pieniądze, wynajął najsłynniejszego detektywa RP
Krzysztofa Rutkowskiego. Ten złapał tylko Mudoha, który miał przekazać swoim
znajomym kolejne 30 tys. dolarów. Henry i Morris zniknęli gdzieś we Francji.
Za kraty trafił więc tylko piłkarz. W czasie procesu Mudoh mówił, że nie
wiedział, iż jego znajomi chcą oszukać Dmochewicza. Nie leżało to nawet w
jego interesie. Sponsor Jezioraka obiecał mu, że jeśli biznes się powiedzie,
to odpali mu kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Dodatkowo Mudoh sam także
zainwestował w "farbowany interes". Wyłożył 40 tys. marek, pożyczonych od
wujka.
Mudoh mówił, że nie znał szczegółów całej sprawy. Uczestniczył w całym
przedsięwzięciu tylko dlatego, że prosił go o to Dmochewicz. Biznesmen z
Iławy nie porozumiewa się bowiem w żadnym obcym języku.
Wolny po wyroku
Prokurator żądał dla Kameruńczyka czterech lat więzienia. Obrońca domagał się
uniewinnienia.
- Dmochewicz udaje ofiarę cynicznego działania obcokrajowców, a przecież jest
znanym w Iławie biznesmenem, robiącym interesy także za granicą. Mówi, że
zainwestował 1,6 mln zł. Nie możemy jednak zweryfikować jego słów. Powierzał
nieznajomym wielkie pieniądze, nie biorąc na nie żadnego pokwitowania.
Dmochewicz nie był oszukany. Przystąpił do ryzykownego interesu. Chciał w
kilka tygodni czterokrotnie pomnożyć to, co wyłożył. Mudoh nie może
odpowiadać za bezmyślność Dmochewicza - mówił przed sądem Żbikowski.
Równolegle z procesem Mudoha toczyła się też sprawa przeciwko Dmochewiczowi.
Zarzucono mu, że chciał wprowadzić do obiegu nieprawdziwe pieniądze. Sprawa
została jednak umorzona.
Mudoha sąd uznał za winnego oszustwa i wyłudzenia, wymierzając mu karę roku i
ośmiu miesięcy pozbawienia wolności. Ponieważ Kameruńczyk odsiedział już 15
miesięcy, sąd zgodził się na uchylenie aresztu. Mudoh wyszedł na wolność.
Wrócił do swojej polskiej dziewczyny na warszawski Grochów. Teraz czeka go
poszukiwanie klubu, w którym mógłby kontynuować karierę. Na pewno będzie to
zespół polski. Sąd zakazał mu bowiem opuszczania naszego kraju, zatrzymując
jego paszport. Obrońca zapowiedział złożenie apelacji.
Piłkarz po ogłoszeniu wyroku przeżegnał się. Nie chciał rozmawiać z prasą. W
sądzie powiedział tylko:
- Zostałem wplątany w tę aferę tylko dlatego, że znam język polski. Jestem
zwykłym piłkarzem. Na 15 miesięcy pozbawiono mnie możliwości wykonywania
zawodu. To może zrujnować moją karierę. Nie skończyłem studiów. Poza grą w
piłkę nic nie umiem - powiedział Mudoh.
Mecenas Żbikowski jest związany z sekcją tenisową Legii. W swojej karierze
bronił nawet prezydenta Kwaśniewskiego. Sprawą Mudoha zajął się na prośbę
jego dziewczyny. Legia nie interesowała się losem swojego piłkarza. Gdy
adwokat po raz pierwszy przyjechał do Iławy, był pełen obaw. Martwił się, że
czarnoskóry mężczyzna może mieć kłopoty w więzieniu uważanym za jedno z
najcięższych w Polsce.
Traktowany jak maskotka
- Przedstawiam się przy bramie i mówię, że chcę widzieć się z Franklinem
Mudohem. Strażnik zdziwił się: "Z kim?". Odpowiedziałem, że z kameruńskim
piłkarzem. "A, z Makumbą! Zaraz go przyprowadzimy". Okazało się, że Mudoh był
bardzo lubiany w więzieniu. Traktowano go jak maskotkę. Nie miał tam jednak
możliwości treningu. Mógł ewentualnie pobiegać po spacerniaku - opowiadał
Żbikowski.
Komedia z czarnoskórym piłkarzem w roli głównej dobiegła końca. Nadal jednak
wywołuje uśmiech mieszkańców Iławy. Podobno gdy Dmochewicz pojawia się w
miejscu publicznym, wiele osób chichocze i proponuje: "Może coś odbarwimy?".
Dmochewicz żałuje, że dał się tak wykorzystać.
- Uwierzyłem w jakieś czary-mary, jakieś bajki. Byłem strasznie naiwny -
przyznał biznesmen, który swoją zachłanność przypłacił utratą oszczędności.
Niczego się jednak nie nauczył. Jak poinformował nas jeden z iławskich
dziennikarzy, niedawno Dmochewicz został oszukany przez kobietę, podającą się
za pośredniczkę jednego z banków...
Autor: Super Express