Gość: trenerski guru
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
06.05.07, 12:16
Cieszy mnie to jak cholera, bo tak typowałem. Wreszcie ich Jazzmeni dorwali,
w najważniejszym meczu, super. Jazz mogli już wcześniej wygrać w Houston, a
Rockets ani razu nie byli bliscy zwycięstwa w Salt Lake City. Sprawiedliwe
zakończenie serii. Łza się w oku kręci, Sloan ciągle na ławce, tylko zamiast
Stockton-Malone mamy Williams-Boozer (obaj grali znakomicie plus Okur z
ważnymi trójkami, Kirilenko nie tak dobry jak w szóstym, ale trójkę i wolne w
ważnych momentach miał). Jazz wyrażnie z przodu na początku, w czwartej się
wyrównało, nawet Houston pięć z przodu byli, ale Jazz nie pękli, walczyli jak
szaleni w końcówce. Ofensywne zbiórki (Harpring, Boozer) po niecelnych
rzutach i celne wolne w ostatniej minucie gry ostatecznie zadecydowały. Serię
wygrała lepsza, bardziej wszechstronna i poukładana drużyna z wartościowymi
rezerwowymi. Bardziej zespołowa gra Jazz (liczba asyst mówi to jasno) wzięła
górę nad grą Rockets opartą o dwóch graczy (niepełnowartościowi pozostali
gracze piątki, żadne praktycznie wsparcie z ławki w większości meczy).
McGrady w czarnej rozpaczy, on wciąż nie wygrał serii w playoffs, aż się
wierzyć nie chce, ale to fakt.
JAZZ - WARRIORS: stawiam na Utah, rzecz jasna.
Pistons roznieśli Bulls w pierwszym meczu, ale dalej tak łatwo być nie
powinno.