Gość: duch olabogi
IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl
12.09.03, 08:59
Niemiec dal glos w Gazecie Krakowskiej, ktorej teraz szefuje - z Niemcami na
karku zreszta. GK kupil jakis niemiecki koncern. przypominaja sie czasy
starego, dobrego Tempa.
---------------------
Figa z makiem, z Kasperczakiem...
Piątek, 12 września 2003r.
Im bardziej powiększa się w Polsce obszar biedy z nędzą, tym większa liczba
ludzi poczuwa się do obowiązku rozporządzania cudzymi pieniędzmi. Swoich nie
mają wcale, albo tyle, co kot napłakał, ale do przesady kochają zaglądać
innym do portfela, albo i skakać na ich konto. Typową egzemplifikacją takiego
chorego stanu jest namnożenie się społecznych księgowych i finansowych
ekspertów, którzy publicznie zajmują się korygowaniem wydatków Bogusława
Cupiała, zrządzeniem losu właściciela i pierwszego mocodawcy pierwszoligowych
piłkarzy Wisły. Człowiek przez ładnych parę lat, z uporem godnym lepszej
sprawy, szerokim gestem łożył na budowanie najlepszej futbolowej jedenastki w
kraju. Nikt nie pytał, czy polityka inwestowania w krajową piłkę niesie ze
sobą perspektywę rentowności. Wszyscy uznali myślenickiego biznesmena za
chodzącą studnię bez dna, z której można nie tylko wiecznie czerpać, ale
nawet szastać bez opamiętania. Teraz mają za złe Cupiałowi, że postanowił dać
sobie na wstrzymanie i nie wydał kolejnych milionów na zatrzymanie w Krakowie
panów piłkarzy, to jest Kosowskiego, Kuźby i Uche.
Rzeczywiście, Cupiał obiecywał oficjalnie, że nie spocznie, póki Biała
Gwiazda nie zagra w Lidze Mistrzów. Deklaracje tego typu, owszem padały, tyle
tylko, że w zgoła odmiennych warunkach ekonomicznych, choćby takich jak
wysoka koniunktura na produkty, w których specjalizuje się firma Tele-Fonika.
Czasy, niestety, zmieniły się na niekorzyść i Cupiał musiałby upaść na głowę,
żeby kosztem widma bankructwa, a tym samym puszczenia na bruk tysięcznej
załogi, pakować krociową kasę do kieszeni piłkarzom, którym zawsze będzie
mało. Ale ludziska, przyzwyczajeni do systematycznych przewag Wisły, za nic w
świecie nie chcą się zgodzić na zwolnienie mistrzowskiego marszu. Cupiał ma
sprzedać ostatnią koszulę, brać kredyty pod osobisty majątek, bo kibice widzą
Wisłę wyłącznie wśród partnerów Barcelony, Bayernu Monachium czy Ajaxu
Amsterdam. Może sypać workami złota ruski miliarder Abramowicz, byle tylko
londyńska Chelsea rosła w światową potęgę, dlaczego Cupiał nagle nie może?!
Porąbani, czy co?
Jest oczywiste, że z frontalnym atakiem na Cupiała nikt się specjalnie nie
wychyla. Starczy szeptanka i posiady w sekcjach. Wszyscy wiedzą, że Boguś
jest gościem pobudliwym, o labilnej wrażliwości. Tak dalekiej, że nie można
wykluczyć, iż w stanie totalnego wkurwienia, może tymi zabawkami pierdyknąć i
pójść w siną dal. Nikt mu tego przecież nie zabroni, jego wola, jego
pajacyki. Z tych to przyczyn na celowniku malkontentów znalazł się
niespodziewanie Henryk Kasperczak. Noszony na rękach jeszcze w czerwcu, po
wysiadce na przystanku Anderlecht nie jest w stanie się odczepić od rosnącej
sfory harcowników, szarpiących go za łydki. Najdalej poszli z zawoalowaną
krytyką koledzy z redakcji ,PS", którzy spróbowali podpowiedzieć
Kasperczakowi powrót na zielone wzgórza Afryki. Zabukowali nawet bilet
powrotny na Reymonta samemu Frankowi Smudzie, który ponoć po chrześcijańsku
wybaczył Cupiałowi niegdysiejsze dymisje w trybie dyscyplinarnym. Kasprowi
dostaje się ze wszystkich stron, aliści uderzenia krytyki wymierzane są
przede wszystkim w jego wcielenie menedżerskie. Nawet członek naszej (Gazety
Krakowskiej) sztafety felietonowej, profesor Andrzej Gaberle, przyłączył się
do polowania z nagonką, mierząc do siwego Kasperczaka z grubej rury.
Wielogłos skarg i zażaleń da się sprowadzić do postulatu, wedle którego na
miejsce trójki emigrantów należało sprowadzić do boku Żurawskiego Giggsa z
Manchesteru United (lewa noga w miejsce ,Kosy") oraz Luisa Figo z Realu
Madryt (zabezpieczenie flanki prawej, porzuconej przez Kalu Uche). Pewien
kłopot byłby z zastępstwem Kuźby, jako gracza uniwersalnego, ale kontrakt z
Oliverem Neuville, tego z Bayeru Leverkusen, byłby w sam raz. No, i jeszcze
kogoś do tyłów, osłabionych kontuzją Głowackiego... Tu aż prosi się, żeby
sięgnąć po Maldiniego z Milanu. Nagrał się w tym klubie szmat czasu, a że
czwarty krzyżyk się zbliża szybkimi krokami, byłaby pora dać chłopu zarobić
na solidnym transferze. A że Kraków zarywa trochę na Mediolan, z
aklimatyzacją nie będzie problemu. Perspektywa stworzenia duetu z Mariuszem
Jopem z pewnością mogłaby być dodatkową pokusą dla boskiego Paolo.
Osobiście nie mam nic przeciwko takim kierunkom działań transferowych,
podejmowanych na Reymonta. Drobny kłopot polega na tym, że jedna noga Luisa
Figo kosztuje mniej więcej tyle co dziesiąta część budżetu stołeczno-
królewskiego miasta Krakowa. I mimo że serce Cupiała coraz bardziej
przepoczwarza się organ przypominający wiślacką gwiazdę, jakaś niewidzialna
ręka powstrzymuje go przed samobójstwem ekonomicznym. Obaj z Kasperczakiem
zgadzają się, że tak krawiec kraje, jak materiału staje, i zamiast Kluiverta
biorą Quadję po kosztach własnych i Gorawskiego, w ramach dwustronnych
rozliczeń, wyrównujących salda z chorzowskim Ruchem. Wielkie inwestowanie się
skończyło, reszta w nogach i głowach zawodników. Co było do okazania...
Ryszard NIEMIEC - Gazeta Krakowska