krzychbe
10.07.08, 16:12
Od kilku miesięcy przygotowywany jest pomysł zastosowania zegarów w polskich
zawodach mistrzowskich. Ponieważ obecnie nie ma żadnych szans na pełną obsługę
czasu przez sędziów (na zawody na 4 torach potrzeba ich min. 8, a muszą to być
w dodatku osoby odpowiedzialne), jedyną realną możliwością jest samoobsługa
przez drużyny, z ewentualnością obsługi przez wolontariuszy np. w play offach,
czy samych meczach finałowych. Dlaczego jest to wartościowy pomysł? Oto wady
dotychczasowych rozwiązań:
Zupełny brak ograniczenia czasu:
- bardzo długie mecze, najwyżej 4 kolejki w ciągu dnia, mniej meczów w
turnieju, mniejsze możliwości osiągnięcia sprawiedliwej kolejności;
alternatywa - ogromne opóźnienia wzgl. harmonogramu
- brak przyzwyczajenia drużyn do szybkiej gry, czego możliwe efekty to porażka
walkowerem na ME (patrz Czesi) lub słabsza, niż to możliwe, gra, z powodu
mniej komfortowych warunków, niż te, do których drużyna reprezentacyjna się
przyzwyczaiła
Sygnał oznaczający, że aktualny end jest ostatnim w meczu:
- jeżeli curling to bardziej szachy, niż pchnięcie kulą, jeżeli używamy
taktyki, to musimy wiedzieć ile endów do końca meczu pozostało
- wciąż brak konsekwencji za powolną grę, skutki jak wyżej
- gra na czas przez drużynę, dla której to korzystne; ten problem da się
zmniejszyć oznaczaniem sygnałem przedostatniego enda, ale nie zmienia to 2
pierwszych punktów i umożliwia spore przeciąganie meczu w ostatnich endach
Poganianie drużyn przez sędziego
- możliwość błędu w ocenie drużyny, która dotychczas grała za wolno i
poganianie również jej rywala
- duża doza subiektywności, rodząca negatywne emocje
Wszystkie te sposoby nie dyscyplinują w ogóle drużyn, które po 10 minutach
trwania przerwy w połowie meczu wciąż są na papierosie.
Mierzenie czasu każdej drużynie osobno likwiduje wszystkie ww. wady. Jeżeli
drużyny muszą same wyłączać czas, powstaje w ich miejsce tylko jedna
niedogodność - konieczność wykonania po swoim zagraniu dodatkowej, maksymalnie
prostej czynności. W lokalnych rozgrywkach na Śląsku korzystano już z tego
rozwiązania (wykorzystując zegary szachowe), czego efektem jest wiedza, że
wytrenowanie nawyku jest proste (po jednym meczu mało kto miał z tym problem,
a można to trenować na sparingach) i w żaden sposób nie przeszkadza w grze.
Wypracowanie nawyku wyłączania czasu nie przeszkodzi również w turnieju, w
którym czas obsługiwany jest przez sędziów lub nie jest w ogóle mierzony.
Rozwiązanie, przedstawione wspólnie przez komisje Regulaminową, Szkolenia i
Sędziowską, ma poparcie Zarządu PZC.
Jak ma to wyglądać od strony technicznej?
Na każdym końcu toru umieszczony będzie zegar, konstrukcją zbliżony do
szachowego. Zegary będą komunikować się ze sobą, naciśnięcie przycisku na
jednym z nich zmieni bieg czasu na zegarach na obydwóch końcach toru.
Odliczanie czasu będzie wsteczne. Zegary będą stały na krzesłach umieszczonych
za hakiem, najbliżej, jak się da, by nie przeszkadzało to w zagrywaniu
kamieni. Na małych lodowiskach, jak w Toruniu, będzie je można zawiesić na
bandzie. Po zagraniu kamienia i opuszczeniu toru przez drużynę, skip naciska
na przycisk oznaczony kolorem własnych kamieni, zatrzymując swój czas i
uruchamiając czas rywala. Rywal po swoim zagraniu robi to samo. Po zakończeniu
partii, na wypadek wzięcia czasu, mierzenia kamienia lub innych okoliczności
wstrzymujących grę, czas na zegarach obydwóch drużyn będzie zatrzymywany.
Będzie to możliwe do wykonania przez każdą z drużyn, ale przede wszystkim
będzie musiała dbać o to drużyna, której czas aktualnie biegnie.
Oto próba rozwiania obaw, które pojawiały się w rozmowach:
1. Będzie to rozpraszać skipa.
Nieznacznie. Naciskanie guzika następuje PO zagraniu kamienia, czyli wtedy,
gdy skip i tak zajmuje się takimi sprawami, jak posprzątanie kamieni po
zagraniu własnej drużyny. Pozostaje mu tylko zrobić krok w tył i nacisnąć
guzik. Cała czynność zajmuje ok. 2 sekund, a nad grą myśli wtedy skip rywali.
Po naciśnięciu, przez całe zagranie rywala, swoje myślenie i zagranie swojej
drużyny, nie robi się już nic związanego z czasem.
2. Nasz skip jest zakręcony i będzie zapominał o czasie.
Może mu o tym przypominać drużyna, a w skrajnej sytuacji może się tym zająć
ktoś inny z drużyny. Ponieważ niekoniecznie na skipa wybiera się najbardziej
roztargnionego z drużyny, problemu dotąd nie było i raczej nie powinno być.
Jedno lub dwukrotne zapomnienie o naciskaniu ujdzie na sucho względem czasu wg
przepisów WCFu, szczegóły poniżej. Jeżeli raz zapomni nacisnąć jedna drużyna,
a później druga, ich błędy wzajemnie się zniosą.
3. Rywal, naciskając błędnie, może zrobić nam krzywdę.
Niemożliwe. Naciskając nieprawidłowy guzik lub nie naciskając go wcale, można
krzywdę zrobić tylko sobie.
4. W ferworze walki zapominam, jakim kolorem kamieni gram i mogę się pomylić.
Nie ma problemu. Zabierz na lód zdjęcia swoje, współmałżonka, dziecka,
sympatii, zabierz ulubionego misia, słonia lub cokolwiek, postaw przy swojej
stronie zegara i naciskaj tylko tę stronę. Tylko pamiętaj, że musisz zabrać 2
sztuki, na 2 końce toru.
5. Naciskam nieco później, niż robiłby to sędzia w zawodach WCF, więc tracę
więcej czasu.
Nieprawda. Rywal robi to samo, więc również Twój czas jest uruchamiany nieco
później.
Ile będzie czasu? WCF przewiduje na każdą drużynę 73 minuty na 10 endów
(osobno liczone są dogrywki). Przeliczając to na 8 endów wychodzi 58,4 minuty.
U nas będzie 60 minut. Nadmiar to rezerwa na 1-2 przypadki zapomnienia o
naciśnięciu (w zależności od tego, jak długo rywal korzystał z naszego czasu).
Jak to trenować? Organizując zegar szachowy. Być może ktoś taki posiada. W
Gliwicach szybko znalazły się 2, nic nie trzeba było kupować. Gra z zegarem
szachowym rodzi dodatkowo konieczność przenoszenia go co end na drugą stronę
toru, ale da się to zrobić i na treningach/sparingach, czy nawet rozgrywkach
niższej rangi, nie stanowi to problemu.
Kiedy pomiary wejdą w życie? Na pewno jeszcze nie na turnieju wyłaniającym
reprezentacje na ME, ale później najszybciej, jak się da. Termin będzie
zależał od powodzenia konstrukcji i testów.
Zatrzymywanie czasów przez skipów nie jest nigdzie stosowane? Ależ jak tylko
znajdą się wolontariusze, to od razu zasiądą przy zegarach. Tylko jak już
zasiądą, to muszą pozostać do końca turnieju. A jeśli się jednak nie znajdą,
to nie zastanawiajmy się co już gdzieś wymyślono, a czego jeszcze nie.
Zastanówmy się, co jest rozwiązaniem lepszym, a co gorszym spośród dostępnych
możliwości.
Chcemy, by czasy mierzyli nam wolontariusze? Sami mierzmy innym. Zgłaszajmy
się gromadnie i na własny koszt do mierzenia czasów, a nigdy nie będzie
potrzeby samoobsługi.
Oryginał był za długi, więc reszta w następnym poście.
K.