Gość: Soczi
IP: *.acn.pl / *.acn.pl
13.10.03, 04:58
Po spotkaniu Szwecji z Łotwą przegranym 0:1 wielu przypomina się od razu
częściowo podobny układ, jaki miał miejsce w eleminacjach w roku 1999.
Wówczas w podobnej sytuacji, w jakiej w sobotę znajdowała się Polska czy
Węgry, była Anglia, która również, jak my w sobotę, liczyła, iż Szwecja nie
odpuści. I nie odpuściła. Dlaczego? Brak takiego zespołu jak angielski
(czytaj: dużej ilości funtów brytyjskich związanych z transmisjami itd itp)
w rozgrywkach światowych bądź na szczeblu europejskim to katastrofa. Z
pewnością naciski władz piłkarskich na szwedzki związek piłkarski były w ten
czas dość znaczne i w efekcie odniosły skutek. Szwedzcy piłkarze grali z
zaangażowaniem i wygrali zasłużenie 2:0. Trudno było mieć wówczas
jakiekolwiek pretensje do kogoś - wszystko odbyło się przecież fair play. 11
października 2003 sprawy miały się odrobinę inaczej. Brak Wegier czy Polski
na imprezie rangi ME będzie powiedzmy sobie szczerze niezauważalny, i tak od
lat węgierska piłka jest bardzo słaba, my natomiast jeszcze nigdy w historii
finałów ME nie rozegraliśmy ani jednego spotkania. Nie chcę posądzać Szwedów
o celową porażkę z Łotwą, jestem natomiast pewny, iż żadne naciski od
europejskich władz sportowych tym razem nie miały miejsca. Choć pewności nie
mam, bo z drugiej strony udział Łotwy w barażach zagwarantować może awans i
z pewnością tak będzie którejś z tych drużyn, które "koniecznie muszą"
zagrać w Portugalii. Mam na myśli przede wszystkim reprezentację Hiszpanii
(także, bez której trudno sobie wyobrazić (przynajmniej UEF-ie) ME w 2004
roku. Nie będzie dla mnie zaskoczeniem jeżeli właśnie "los sprawi", iż Łotwa
spotka się w meczu barażowym z Hiszpanią czy Holandią. Nie śmiem twierdzić,
iż obecnie reprezentacja polski byłaby w stanie pokonać tak klasowy zespół
jak Hiszpanię, stanowimy jednak pewnego rodzaju niewiadomą z potencjałem,
czego nie można powiedzieć o Łotyszach - tu wszystko jest jasne.