Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    TAJNA BROŃ TAJNERA - "WIEM, ŻE NIC NIE WIEM"

    IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.01.02, 19:05
    Ostatnie występy Adama Małysza byłyby dość nudne (stabilizacja na poziomie tzw. miejsc punktowanych, czyli
    tam gdzie znajdował się przed poprzednim, wygranym TSC), gdyby nie olśniewająca forma jego trenera. Mistrz
    Apoloniusz postanowił zastąpić swojego podopiecznego na fotelu gwiazdy i przy użyciu czegoś na kształt
    odtajnionego monologu wewnętrznego, albo po prostu - niepohamowanego gadulstwa skupić na sobie uwagę
    zawiedzionych kibiców. Co pomyślał, to uczynił. Dzięki uporczywym wysiłkom, to jego wypowiedzi, a nie skoki
    Małysza są obecnie całkiem z "innej planety". Skatalogowanie i analizę wszystkich wystąpień Sztukmistrza z
    Chorągiewką zostawiam zawodowym dziejopisom oraz złośliwym studentom wyższych uczelni wychowania
    fizycznego. W tych dniach uwagę Rumianego Entuzjasty, inspirowanego odkryciami takich speców od skoków
    narciarskich, jak panowie Szaranowicz, Krawczyk itp., przyciągnęła prędkość na progu (PnP), którą to prędkość
    Małysz ma mniejszą. A skoro ma mniejszą, to bliżej skacze. Logika nie do odparcia, jak atak przy użyciu bejsbola. I
    wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ta sama telewizja, która zainspirowała Szkoleniowca. Można w niej
    zobaczyć, pokazywany do znudzenia skok Małysza z Willengen, z ubiegłego roku. A w lewym, górnym rogu
    ekranu widać PnP - 91,7 km/h. Dokładnie tyle samo, ile osiągnął w drugim skoku w roku bieżącym. Tylko, że wtedy
    skoczył 151,5 m, a obecnie 138 m.
    Teraz kilka słów bardziej serio. Małysz skacze słabiej, bo jest przemęczony, brak mu dynamiki i świeżości. Są, a
    właściwie już chyba tylko były dwa sposoby, aby to naprawić - odpoczynek oraz odnowa biologiczna. Jeśli ktoś
    nie wie, jak to zrobić, proponuję zatrudnić jakiegoś emerytowanego lekarza sportowego z byłego ZSRR lub NRD.
    Oni robili to znakomicie, i to nie tylko przy użyciu niedozwolonych środków. Niestety, w pogoni za dutkami, a może
    z głupoty Największy z Trenerów z akolitami najprawdopodobniej zaorał już Małysza do gruntu, i bieżący sezon
    ma on z głowy. A o medalach na Olimpiadzie powinniśmy szybko zapomnieć. Tylko co będzie w przyszłym
    sezonie, jeśli Szkoleniowiec Tysiąclecia przy Małyszu zostanie ?
    Obserwuj wątek
      • Gość: orest Re: TAJNA BROŃ TAJNERA - IP: *.acn.waw.pl 14.01.02, 22:00
        Gratuluję spostrzegawczości! Przypomnę, że w zeszłym roku bardzo często
        odnoszono się do niskiej prędkości Małysza na progu i chwalono go, że mimo
        tego, że jest wolniejszy, skacze kilkanaście metrów dalej od pozostałych
        zawodników. Tłumaczono szczegółowo, jak to jest możliwe i z czego to wynika.

        Prędkość na progu pozostała ta sama, tyle że w tym przypadku jej wielkość stała
        się usprawiedliwieniem.

        Nie potrafię zgodzić się natomiast z ogólną wymową Twojej wypowiedzi. Otóż nie
        wydaje mi się, żebyśmy mogli oceniać wpływ pana Tajnera na skoki Adama Małysza.

        Owszem, wydaje się, że Adam został źle "zaprogramowany". Na początku sezonu
        słyszałem wypowiedź, że musi skakać dobrze właśnie wtedy, bo potem odpuszcza
        występ w Japonii (okazuje się, że prawdopodobnie wszyscy liczący się zawodnicy
        go odpuszczą). W dodatku nadmiernie rozbudziło to apetyty kibiców.

        Wszyscy dobrzy skoczkowie mieli swoje wzloty i rok 2001 należał w pełni do
        Adama. Szkoda tylko, że zamiast przygotować na to kibiców w Polsce, pan Tajner
        zajął się propagandą sukcesu (a w pewnym sensie dołączył nawet sam Małysz,
        który wypowiadał się na początku sezonu, że jeszcze nie jest w szczytowej
        formie i podkreślał, że robił w skokach z początku sezonu całą plejadę błędów,
        które wkrótce miał wyeliminować).

        Wydaje mi się, że każdy średniorozgarnięty człowiek rozumie, że Adam Małysz nie
        jest maszyną, że może oddawać skoki lepsze, gorsze, czasami może mieć zły
        dzień, czasami może mu się nie chcieć.

        Problem w tym, że większość kibiców w Polsce zaufała panu Tajnerowi, a ten
        nadużył tego zaufania. Stworzył złudzenie, że skoki Małysza są skutkiem
        wypracowania metod treningowych. Ludzie uwierzyli, że udało się
        stworzyć "polską szkołę skoków" i że wkrótce inni skoczkowie dołączą do Adama.
        Niestety okazuje się, że to były mrzonki.

        Czy byłoby to całe rozczarowanie, te wszystkie dyskusje, gdyby na konkursach
        Polacy zajmowali miejsca, powiedzmy: 4, 11, 17 i 24? Śmiem twierdzić, że nie
        byłoby.

        Niestety, w tej chwili mamy rywalizację Małysz kontra reszta świata. Kibice nie
        mogą rozłożyć emocji na walki, powiedzmy, Matei z Horngacherem, Pochwały z
        Peterką. Nie mogą kibicować Skupieniowi by wszedł do 30-ki, tylko muszą się
        zastanawiać, czy będzie ostatni?

        Kibice czują się oszukani i, moim zdaniem, to jest odczucie w pełni uzasadnione.

        W dodatku pan Apoloniusz Tajner w dalszym ciągu wykazuje się szczytem pychy
        odmawiając Andreasowi Goldbergerowi udziału w treningach Polskich skoczków i
        zasłaniając się tajemnicą szkoleniową.

        Prawdziwym problemem nie jest, jak sugerujesz, że pan Tajner "zajechał"
        Małysza. Problemem jest to, że oszukał nas, oszukał dziennikarzy, którzy potem
        tworzyli wizję dream-teamu trenerskiego, oszukał obiecując w obecnym sezonie
        sukcesy Matei, oszukał ludzi że wprowadzi większą liczbę Polaków do konkursów.

        Jeżeli zaś nie potrafił przewidzieć takiego obrotu sprawy, to oszukał również
        sam siebie. I w takim wypadku można powiedzieć tylko, że jest fatalnym
        szkoleniowcem.
      • Gość: voytek Re: TAJNA BROŃ TAJNERA - do tom123 IP: *.chello.pl 14.01.02, 23:43
        Masz dość dobre pióro, a na pewno zabawne, Twoje neotajneryzmy też !!!!
        Pozdrawiam :))))) voytek

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka