Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Dulgheru wygrała Warsaw Open

    23.05.09, 15:44
    Żal mi organizatorów, wydaja grubą kasę na turniej. Rok przygotowań,
    napinanie mięsni, a w finale 210 na liście wta wygrywa z 40 z listy.
    Taką obsade maja turnieje z pulą nagród 20 tys $.
    Cały ten tenis to sie robi jakis cyrk, jedne graja kiedy chcą, inne
    nie grają bo im z boku ktoś nie płaci wpisowego.
    całe to towarzystwo powinno sie rozpuścić na cztery strony świata.
    Ciekawe jaką wartość promocyjną uzyskała firma suzuki.
    Nikt tego nie oglądał, na trybunach pustki, jakaś średniaczka
    dochodzi do finału. A głównym tematem jest spór Starego Radwańskiego
    z organizatorami turnieju.
    Niech sobie facet z córeczkami gra za granicą, a nam więcej głowy
    nie zawraca.
    Żenua.
    Powoli władze tenisa WTA powinne z tym cyrkiem coś zrobić. Taka
    radwańska zdyskwalifikować na rok i już by się wzięły do roboty.
    Na coraz więcej turniejach trybuny świecą pustkami i sponsorów coraz
    mniej.
    Obserwuj wątek
      • Gość: Emil Re: Dulgheru wygrała Warsaw Open IP: *.icpnet.pl 23.05.09, 16:07
        eee tam.. Ciągłe narzekania. Ja wolę skoncentrować się na samej grze zawodniczek
        niż topić się w tym morzu kontrowersji, okalającym ten naprawdę niezły turniej
        ze sportowego punktu widzenia.
        Gra Dulgheru bardzo mi się podobała. Momentami nieco przypominała mi Radwańską,
        grając przede wszystkim bardzo spokojnie i mądrze. No i ta siła psychiki. I w
        meczu z Hantuchową, i w dzisiejszym spotkaniu pokazała że naprawdę ma mocne
        nerwy i nie należy do frustratek. Nie wiem, czy jest w stanie coś więcej
        zawojować w tenisie żeńskim, lecz wypadałoby docenić jej postawę i walkę. A
        deprecjonowanie turnieju ze względu na to że że wygrała go 201 rakieta jest
        według mnie potwarzą dla wysiłku Rumunki oraz dla organizatorów. Myśląc w ten
        sposób można by od razu przyznac statuetkę i laur Szarapowej. Mniej zachodu i
        mniej kasy do wydania.
      • Gość: yello lesiaku z lasu IP: *.centertel.pl 23.05.09, 16:50
        Nie wiem gdzie ty byłeś lesiaku , pewnie w lesie , a ja byłem na
        trybunach Legii w czasie tego meczu i było nawet sporo ludzi jak na
        klasę zawodniczek i pogodę. mecz był ciekawy , ze zmienną
        dramaturgią i widać było że dziewczynom zależało na grze.
        brakowało w turnieju Agnieszki ,mam nadzieję że cienki bolas
        Makarczyk już nie będzie robił obciachu w przyszłym roku i Agnieszka
        i Urszula przyjadą i będziemy kibicować również Polkom . Tenis jest
        sportem medialnym i ciekawym , Warszawa - gdy znajdą tu się fachowcy
        od organizacji , a nie od dziadostwa jak Makarczyk - powinna mieć
        dobry turniej.
      • Gość: Jędrzej Re: Dulgheru wygrała Warsaw Open IP: *.chello.pl 23.05.09, 17:07
        lesiak111 napisał:

        > Żal mi organizatorów, wydaja grubą kasę na turniej. Rok przygotowań [...]

        Nie było roku przygotowań. Ten turniej został wpisany do kalendarza WTA Tour 2009 dopiero pod koniec stycznia br, w trybie awaryjnym. Pierwotnie miał być w tym czasie rozgrywany German Open w Berlinie, ale sponsorzy turnieju berlińskiego zrezygnowali, bo nie widzieli szansy, by w tym terminie - tuż przed French Open, a zaraz po Rzymie i Madrycie - zapewnić turniejowi obsadę odpowiednią do rangi i puli nagród. Tego ryzyka podjął się Makarczyk, ale - jak widzimy - poległ z kretesem. Myślę, że w przyszłym roku o tej porze po prostu nie bedzie żadnego turnieju rangi WTA Premier, ani w Warszawie, ani gdzie indziej.
        • Gość: lol Re: Dulgheru wygrała Warsaw Open IP: *.toya.net.pl 23.05.09, 17:16
          Najgorsze było to co zrobił Polsat. Przerwał transmisję w połowie meczu.

          Moim zdaniem powinien być turniej na Warszawiance, na mączce, ale w innym
          terminie. Nie przed RG, bo wiadomo, że nikt nie przyjedzie. Np. zamiast turnieju
          w Madrycie, który był beznadziejny.
      • Gość: Orni Re: Dulgheru wygrała Warsaw Open IP: *.dclient.hispeed.ch 23.05.09, 18:58
        Opowiadasz czlowieku od rzeczy, turniej wcale nie byl slabo
        obsadzony i wielu organizatoröw turniejöw duzo by dalo zeby to u
        nich debiutowala po 9-ciu miesiacach nieobecnosci Sharapova.
        Zwyciestwo (swietnie grajacej) nieznanej Rumunki to przeciez
        wspaniala rzecz, to swiadczy przeciez o tym, ze w prawdziwej
        rywalizcji sportowej mozliwe sa takie fantastyczne niespodzianki...
        • Gość: yello Orni masz rację IP: *.kajetany.net 23.05.09, 20:03
          dla mnie też niesamowite i piękne jest to ,że można startując od eliminacji
          wygrać turniej WTA , nawet biorąc od uwagę że kilka dziewczyn śpieszyło się do
          Paryża .Nasza Marta Domachowska i Urszula Radwańska niech mają przed oczami
          przykład Dulgheru.
          • Gość: arthur Re: Orni masz rację IP: *.rev.stofanet.dk 23.05.09, 21:33
            a kwalifikanci nie poraz pierwszy wygrywaja takie turnieje, to
            dobrze swiadczy o tym sporcie
            • Gość: tenisista niekoniecznie. to świadczy o tym Arthurze IP: *.chello.pl 23.05.09, 22:49
              że zawodniczki z drugiej setki, często mają papiery na to żeby grać z
              tenisistkami z drugiej 20, i wygrywać. to jest dylemat z której strony nadstawić
              oko, czy szklanka do połowy pełna czy pusta? bo jeśli niewiele odbiega może
              czasami pierwsza 10 (tzn chwilowo się tam znajdujące zawodniczki jak Radwańska
              czy Petrova, Chakvetadze, Hantuchova itp), od drugiej czy trzeciej setki (znowu
              części zawodniczek które mają to coś co je tam wyróżnia w górę z kolei), to albo
              zakładamy że tenis jest tak wyrównany i genialny że tenisistki są prawie same
              mistrzynie. albo też, że jest tak kiepsko z czołówką i tą ścisłą, i tą "szeroką"
              że każdy może tam niemal zawędrować, np Amanmuradowa która ma dobre warunki i
              groźny serwis, albo regularna maszynka typu no nie wiem - Cibulkova, Radwańska,
              czy - Dulgheru. prawda pewnie leży gdzieś po środku, a mianowicie to co
              powtarzam, nie ma wielu "mistrzyń" i wielkich tenisistek. jest sporo dobrych,
              pośród których kręcą się wielkie talenty czy osobowości jak np Schnyder, albo
              Kirilenko, czy Suarez Navarro, mające papiery na "mistrzynie" ale z różnych
              względów nie robiące kariery, kobiety z świetnymi warunkami do gry czysto
              "technicznej" czyli takie jak Domachowska, czy Mirza, czy regularne czy odporne,
              jak Bondarenko czy Radwańska itp, i właściwie przez wiele wad albo niezbyt
              poważnego podejścia do wyniku i tenisa i nieregularną formę tenis kobiecy owszem
              ma plusy, ale ma jednak zbyt duże minusy obok tych plusów, za które należy go
              krytykować. bo z jednej strony to fajnie, że są tenisistki takie jak Li, Marta,
              Schnyder, Mirza które "potencjalnie" albo mogą wygrać z każdym, albo wręcz to
              robią i są takimi minami które nie wiadomo kiedy wybuchną. fajnie że są solidne
              jak Bondarenko tenisistki które mogą sprawić przykrości "faworytkom" i zmuszają
              je do gry na wyższym poziomie. z drugiej strony, nie fajnie że forma tenisistek
              jest tak rozchwiana i tak mało jest kompletnych tenisistek i do tego regularnych
              (w formie regularnych, nie mylić z regularnym przerzutem), wynikiem czego z
              tylko powodów nastawienia motywacyjnego, i usposobienia mentalnego pewne
              tenisistki na pewno nie na poziom pierwszej 20, mogą wygrywać wręcz turnieje czy
              ogrywać faworytki. co to jest kompletna tenisistka? dla mnie to jest
              Suarez-Navarro, ale brak jej regularności, była Henin, Clijsters, jest Serena,
              na pewien poziom Schiavone ale to nie te lata, Mauresmo, czyli jakby "wszystko w
              sobie ma co potrzebne do grania ale też wygrywania". kilka jeszcze można
              wymienić. potem zaczynają się nierówności, i, wtedy czasami kompletna tenisistka
              ale na zupełnie innym poziomie czyli np Radwańska czy Dulgheru samą
              regularnością może wygrywać mecze z tymi w różnej formie. trudno powiedzieć czy
              to jest dobre, że nie ma równorzędnie wielu tenisistek w dobrej formie, które
              prezentują na prawdę dobry, światowy tenis.
              • Gość: arthur Re: niekoniecznie. to świadczy o tym Arthurze IP: *.rev.stofanet.dk 24.05.09, 09:05
                bede sie upieral, ze jednak dobrze swiadczy gdyby zmieniono jeszcze
                system rankingowy, ten obecny jest bezsensowny, wypacza aktualna
                wartosc a preferuje zaslugi zupelnie jak w komunizmie, tam tez
                przydzielano miejsca za zaslugi w sprzecznosci z aktualna wartoscia,
                jak ktos dostal stolek to juz na nim siedzial jesli rowno klaskal,
                kazdy turniej i kazdy rok powinien miec wlasna historie, mielibysmy
                wowczas o wiele szersze spektrum dobrych tenisistek, o wiele wieksze
                motywacje do ciezkiej pracy i o wiele lepszy tenis, nic nie byloby
                dawane, jak miejsca w rozstawianiu, te dobre, te z topu musialyby za
                kazdym razem udowodnic, ze sa dobre a nie, ze byly dobre rok temu,
                nagrody sa wysokie, czesto oblednie wysokie, dostep do podzialu
                bylby sprawiedliwszy i dawalby lepszy profit jakosci tenisa, te,
                ktore dzis wygrawaja czasami z lepszymi wygrywalyby moze czesciej
                majac przed oczami motywacje zarobienia wiekszej mamony, gdyby np.
                Wiliams spotkaly sie w pierwszej rundzie zostaloby wiecej do
                podzialu dla reszty, tych teoretycznie dzis slabszych, te slabe i
                tak by szybko odpadaly z tymi deczko lepszymi, wygrywalyny te co
                maja aktualnie najlepsza forme, turnieje nic by nie stracily na
                atrakcyjnosci, wrecz przeciwnie, bylyby bardziej atrakcyjne, to tak
                jak ze slynna Callas, jej fani i tak ja uwielbiali, byla wielka
                nawet gdy nie spiewala, atrakcyjnosc polegala na tym, czy dzis, w
                tym spektaklu wyciagnie wysokie C czy nie i w jakiej formie wytrzyma
                do konca, dlatego nie bylo gwiazd, byla Callas
                • Gość: tenisista a lubisz Djokovica? bo ja przyznam się nie bardzo IP: *.chello.pl 24.05.09, 14:44
                  on zgłosił taką propozycję żeby punkty traciło się dopiero po 2 latach od
                  wygrania turnieju :).

                  myślę że z tym rocznym cyklem rankingowym to tak jest, że różne czynniki się na
                  to składają. bronienie punktów przyciąga broniących do powrotu do tej samej
                  imprezy, bohaterowie imprez przyjeżdżają ponownie, tworzą się związki i więzi z
                  organizatorami, publicznością, a te punkty w końcu są motywacją. żeby ranking
                  oddawał też jakąś pozycję tenisisty myślę że jakiś czas zachowania punktów
                  powinien obowiązywać, bo świetny tenisista może mieć wahania formy, ale ten
                  całoroczny bilans oddaje jakieś spektrum jego możliwości. czy jeśli powiedzmy
                  Coria miał świetne wyniki jednego roku, a drugiego wypadł z obiegu poprzez
                  przerwę, to czy nie szkoda że praktycznie nigdy nie miał żadnego rozstawienia?
                  nawet dzisiejszy ranking zasług jego nie oddawał, bo miał za długą przerwę na
                  powrót, spadł na 500 miejsce, dostawał co prawda dzikie karty, ale i tak nie był
                  w stanie wrócić nawet do 100, nawet wygrać jakiegoś turnieju 3 kategorii. czy to
                  że tenisista wypadnie z obiegu i straci formę, oznacza że ci co aktualnie
                  chwilowo mają lepszą, powinni go wyprzedzać w rankingu, jeśli to jest tenisista
                  na miarę np Agassiego, Samprasa, Riosa, Raftera, itp? roczny ranking daje im
                  możliwość odpoczynku, koncentrowania się na konkretnych punktach sezonu, pomaga
                  w stworzeniu pewnej hierarchii. tu się różnimy bo Ty jesteś za wprowadzeniem do
                  rankingu anarchii raczej, ja z kolei wolałbym żeby ranking jeszcze mocniej
                  odzwierciedlał pozycję, czyli za zmniejszeniem liczby turniejów o podobnej do
                  siebie, sporej liczbie punktów. rozstawienie też jakieś być powinno bo trochę
                  nie ok by było gdyby Federer wpadał na Nadala w pierwszej rundzie. ranking też
                  utrzymuje pewne zrównanie szans zawodników od różnej nawierzchni. bo mamy okres
                  na mączce, mamy okres na trawie, a jest to teraz praktycznie przerywnik, mamy
                  sezon otwartych kortów twardych, Australian Open, Miami, turnieje amerykańskie,
                  mamy turnieje halowe, a różni tenisiści przy dzisiejszym poziomie mogą
                  specjalizować się w różnej nawierzchni. powiedzmy że ktoś jest świetny na
                  szybkiej hali ale potem spada na kortach otwartych, i spada na kortach ziemnych,
                  ranking pozwala mu utrzymać pozycję wśród różnych specjalistów, a tak by był 2 w
                  październiku i już by wypadł w lipcu następnego roku. ja z kolei jestem za tym,
                  żeby pewne zwycięstwa symbolicznie "za zasługi" pozostawiały pewne punktowe
                  pamiątki, jeśli tenisista wygrał turniej wielkiego szlema, to powinien mieć te
                  punkty przez rok, potem powinno mu zostać powiedzmy 100 symbolicznych punktów na
                  5 lat, a do końca kariery z 10, za wygrany turniej mistrzów powinno być
                  specjalne wyróżnienie, powiedzmy tyle co za finał wielkiego szlema, a potem do
                  końca życia ze 100 punktów, bo to "najlepszy z najlepszych", za wygranie nad
                  nr.1 w rankingu przy meczu dogranym do końca czyli bez wycofania się tego nr.1
                  powiedzmy 10 punktów na całe życie do rankingu, za wygranie z nr.2 5 punktów, a
                  za wygranie z nr. 3 1 punkt. to by nie odbiło się jakoś maksymalnie na rankingu
                  co do pierwszych miejsc, ale dawałoby pewną stabilizację w pierwszej setce, za
                  wybitne osiągnięcia i to że ktoś coś w tenisie znaczył a taki ktoś nie jest
                  nigdy przeciętny, nawet jak gorzej mu idzie regularne wygrywanie, trudniej by mu
                  było wypaść, łatwiej utrzymać w czołówce. jednocześnie gdyby na prawdę miał
                  słaby okres gry, i tak trzymałoby go to w pierwszej 50 gdyby miał te wyniki jak
                  Sampras, Agassi, czy Federer, Nadal, ale nie dawało wcale za wiele, bo przecież
                  każdy by jakieś takie punkty gromadził, ale byłaby taka malutka baza punktów za
                  zasługi, które by odróżniały tych wielkich od tych co są zupełnie na dorobku.
                  najlepsi tenisiści z szerokiej czołówki czyli taka pierwsza 16, 20 i tak by coś
                  z tych punktów "stabilnych" i na zawsze gromadzili, więc ci mistrzowie
                  "nieaktualni" nie mieliby wobec nich niesprawiedliwej przewagi, to byłaby
                  przewaga, w stosunku do tych z 90 miejsca powiedzmy, którzy jeszcze nigdy nic
                  więcej nie osiągnęli. powiedzmy za turniej Masters, byłoby na 5 lat 20 punktów
                  które nie przepada, teraz one się chyba nazywają premier 1000. to też by
                  zwiększało prestiż takich imprez i waleczność o wygrane do ostatniej rundy i
                  wygrane w finałach. kasę bym z kolei w turniejach zmniejszył, no ale to już
                  reguły rynku, jeśli WTA, ATP, czy zawodnicy, federacje itp mogliby zarobić
                  więcej to wiadomo że zarobią więcej, jeśli media i inni mogą na tenisie więcej
                  zarobić, to zarobią więcej, i tego się nie da przeskoczyć. tenis to komercja.
                  ponadto zmniejszyłbym ilość ważnych turniejów w sezonie jeśli chodzi o punkty,
                  czyli wielki szlem tak jak jest, masters tak jak jest, natomiast 2 razy mniej
                  turniejów 2 kategorii, z 3 razy mniej turniejów dzisiejszej 3 kategorii, i
                  wprowadzić takie "ciułane" 4 kategorię, ona jest u pań chyba, i tych zrobić
                  najwięcej. wtedy jak by ktoś naciułał w tych 4 to i tak by mu nie starczyło na
                  wysoki ranking, dziś jest tak że można naciułać dzięki punktom w obecnej 3, i
                  jeszcze dorzucić coś z drugiej, i ilością występów zagwarantować sobie miejsce w
                  15, 10, a przy szczęściu np. w 1 szlemie, czy 2 mastersach nawet okolice
                  pierwszej 5 (Simon, Ferrer, Davydenko itp). ważnych turniejów byłoby mniej, ze
                  względu na dużą przewagę punktową nad większością innych turniejów staranność w
                  nich byłaby większa, i najlepsi by w nich grali o punkty najmocniej, skreślając
                  turnieje 3 kategorii, i 4 których teraz w ATP praktycznie nie ma. z kolei
                  najlepsi z najlepszych ze względu na 5letni ślad w punktach po turnieju Masters
                  dawaliby z siebie wszystko żeby wygrać, bo potem mieliby z tego jakiś utarg na
                  lata, a nie 1 przypadkowy rok. pracowaliby na swoją karierę długofalowo, a ich
                  pozycja w świecie tenisowym byłaby ugruntowana, mniej dziełem chwilowej formy, i
                  przypadku. pozostawianie jakichś symbolicznych punktów za turnieje Masters, i za
                  Wielki Szlem, też by prowokowała najmocniejszych tenisistów do dawania z siebie
                  najwięcej właśnie w tych turniejach. to nie byłaby walka już tylko o prestiż, o
                  kasę, ale o stabilniejszą pozycję w światowym tenisie. w turniejach 3, i 4
                  kategorii a zwłaszcza tej ostatniej, graliby tenisiści wyraźnie słabsi od tych
                  na pierwszą 20, 30, a nawet 50, czyli ta druga liga, średnio tenisiści 50 - 100
                  miejsca, mniej byłoby tam do wygrywania, więcej więc motywacji do wejścia na
                  salony. z drugiej strony, zlikwidowałbym przywileje płynące z rozstawienia czyli
                  tzw. wolne losy i wpuszczał więcej zawodników z kwalifikacji, rozpisywał
                  turnieje głównie na 64 nazwiska, czyli turnieje Masters i II kategorii
                  przynajmniej tak by musiały lecieć, do tego by wchodziło powiedzmy 12 z
                  kwalifikacji i 52 z rankingu. w tej chwili trochę za wysoka jest pozycja jak na
                  ich liczbę turniejów 3 kategorii, i za dużo turniejów 2, to powoduje że
                  tenisiści średni mogą przez nie się wybić do dalekich miejsc w rankingu. przy
                  liczbie turniejów obecnie rozgrywanych i liczbie punktów za dalsze imprezy,
                  właściwie zbierając po 200 punktów w małych turniejach można regularnie dojść do
                  pierwszej 16 rankingu. w ten sposób tenisista który półtora roku temu wygrał 2
                  wielkie szlemy, i stracił formę, może zostać prześcignięty przez tenisistę który
                  tylko dochodzi do finałów w turniejach 3 kategorii, półfinałów, i z 2 wygra
                  powiedzmy.

                  • Gość: tenisista gdyby było tak jak mówię IP: *.chello.pl 24.05.09, 14:48
                    ogólnie więcej trochę punktów by krążyło w rankingu i były niewielkie, ale
                    punkty "stabilizujące" za faktyczne zasługi, takie spektakularne wyniki, one by
                    budowały ciągłość nie roczną na którą narzekasz, ale raczej "pokoleniową" w
                    rankingu. z drugiej strony większa dysproporcja między "elitą" i "zapleczem" by
                    powodowała większą rywalizację o bycie wśród tej elity, a większa ilość
                    tenisistów z eliminacji dawałaby szanse na wskoczenie i awans a przecieraliby
                    się w tych turniejach 4 kategorii. turnieje 4 kategorii to byłoby coś więcej niż
                    dzisiejszych challenger, ale coś mniej niż dzisiejszy 250, co też moim zdaniem
                    jest sprawiedliwe, bo dziś mamy bardzo dużą liczbę dość wyrównanych tenisistów
                    którzy są na poziomie dość odległym od pierwszej 30 jeśli jest nią Almagro,
                    Robredo, Verdasco, Gasquet, Safin itp, ale takich jak np. Kubot, którzy właśnie
                    mogliby dzięki nim szlifować się do tej drugiej ligi i między sobą łatwiej
                    rywalizować. oczywiście wtedy wiele by straciły na randze challengery. co z
                    punktami za eliminacje? też uważam że powinno się coś z nimi zrobić, jednak
                    teraz za dużo punktów za samo wygrywanie rund w eliminacjach zawodnikom dodają.
      • Gość: bilon Re: Dulgheru wygrała Warsaw Open IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.05.09, 10:00
        pula nagrod koles byla 600tys dolarow wiec nie tak mało a to ze grała 201
        zawodniczka to nie znaczy ze turniej był slaby oznacza to ze nie tylko najelpsi
        potrafia wygrywac a Alona Bondarenko zasluguje w tym momencie na miejsce w 1
        dziesiatce rankingu
      • Gość: K Dulgheru wygrała Warsaw Open IP: *.skynet.net.pl 26.05.09, 02:12
        no proszę. brawo

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka