Dodaj do ulubionych

Zony/mezowie

08.03.04, 16:26
Dla Was to juz pewnie srednio aktualny temat, ale ja jestem ciekaw jak
postdokowie rozwiazuja problem swoich wspolmalzonkow?
Jesli ta druga osoba ma wlasne plany zawodowe, a jednoczesnie nie chcecie sie
rozdzielac.
Czy trudno jest znalezc kompromis satysfakcjonujacy obie strony?
Nie mowie tu o przypadku wspolnego postdoka, tylko o wspolmalzonku z innej
branzy.
Pozdrawiam :)
Obserwuj wątek
    • ex-rak Re: Zony/mezowie 08.03.04, 23:50
      czajek76 napisał:

      > Dla Was to juz pewnie srednio aktualny temat, ale ja jestem ciekaw jak
      > postdokowie rozwiazuja problem swoich wspolmalzonkow?
      > Jesli ta druga osoba ma wlasne plany zawodowe, a jednoczesnie nie chcecie sie
      > rozdzielac.
      > Czy trudno jest znalezc kompromis satysfakcjonujacy obie strony?
      > Nie mowie tu o przypadku wspolnego postdoka, tylko o wspolmalzonku z innej
      > branzy.
      > Pozdrawiam :)


      Moja malzonka dosc chetnie wyjechala ze mna na post, ale po trzech miesiacach
      siedzenia w domu w zupelnie obcym srodowisku miala dosc. Poprosilem wiec mojego
      szefa, czy nie mogla by cos robic w jego grupie w ramach woluntariatu i facet
      sie zgodzil. Na warunkach dosc luznych (ferie szkolne, wakacje). Nawet dorzucil
      jakas mala kwote do tego woluntariatu.
      Pozniej, jak dostalem oferte z firmy, zona po dluzszym wahaniu zdecydowala sie
      zostawic interesujaca prace i pownownie przyjechac na wyspe. Ale musze
      powiedziec ze to poczucie utraconej pracy/kariery/szansy troche sie za nami
      ciagnie.
      Z takimi sprawami jest roznie, bardzo duzo zalezy od osobowosci. Jedni
      aklimatyzuja sie bardzo latwo, inni nie. I to jest dosc generalny dylemat
      emigracji czy to czasowej, czy stalej.
      • broch Re: Zony/mezowie 09.03.04, 01:47
        chyba problem w tym jak bardzo zawod zony/meza jest specyficzny dla Polski.
        Ciezko jest cos zrobic nauczycielowi jezyka polskiego, ekonomiscie czy
        prawnikowi. W wypadku malzenstw postdocow sparawa jest duzo prostsza oczywiscie.
        Moja zona przyjechala do mnie. Znalazla prace na uczelni, musiala sie bardzo
        duzo uczyc. Ostatecznie, rok temu zaproponowano Jej prace po drugiej strone
        U.S.A. z ktorej jest bardzo zadowolona. Teraz jak tylko zaczna sie wakacje
        wysylam dziecko do Polski a sam zabieram sie za przeprowadzke. Mysle ze bez
        odrobiny poswiecenia ciezko bedzie dojsc do punktu w ktorym oboje bedziecie
        zadowoleni. Rzecz w tym aby nie dopuscic do sytuacji w ktorej za np 10 lat zona
        powie ze zmarnowala zycie/kariere zawodowa. Taka sytuacja to w pewnym sensie
        bomba z opoznionym zaplonem. Z reszta wszyscy moi znajomi byli w takiej
        sytuacji. W wiekszosci wypadkow ludzie znalezli naprawde dobra prace z ktorej sa
        zadowoleni, wszyscy zarabiaja wiecej niz my na uczelnianych pensjach. Poczatki
        jednak byly trudne (nauka plus czesto koniecznosc opanowania jezyka: wiekszosc
        osob znala np kompletnie "nieuzyteczny" niemiecki lub podobne). Bez duzej dozy
        samozaparcia nic sie nie uda a problemy beda tylko narastac. Dla Twojego
        wlasnego dobra staraj sie znalezc prace dla zony ktora bedzie Ja
        satysfakcjonowac, nawet jesli trzeba pojsc do szkoly. Zreszta mozesz zrobic to
        co zrobilo wielu: studia zony/meza byly darmowe poniewaz uczyl(a) sie na uczelni
        ktorej druga polowa byla pracownikiem.
        • koekast Re: Zony/mezowie 09.03.04, 09:20
          broch napisał:

          > satysfakcjonowac, nawet jesli trzeba pojsc do szkoly. Zreszta mozesz zrobic to
          > co zrobilo wielu: studia zony/meza byly darmowe poniewaz uczyl(a) sie na uczeln
          > i ktorej druga polowa byla pracownikiem.

          Czy rzeczywiscie w US taki jest czesty zwyczaj na uczelniach? Jak to dziala?
          • broch Re: Zony/mezowie 09.03.04, 14:31
            " Czy rzeczywiscie w US taki jest czesty zwyczaj na uczelniach? Jak to dziala?"

            Za cale Stany nie moge mowic. Jesli np Twoja zona (maz) pracuje na
            uniwersytecie to ma prawo do ksztalcenia sie w programie uczelni za darmo. W
            praktyce oznacza to iz jesli kandydat chce studiowac musi przejsc na pol etatu.
            Jest fizycznie niemozliwe pogodzenie pelnego etatu ze studiami. Wstepnie
            musicie dowiedziec sie czy to dziala (zakladam ze wsyzstkie uczelnie stanowe
            podlegaja podobnemu prawu) oraz czy szef polowicy wyrazi zgode (nie slyszalem o
            przypadku odmowy ale moje doswiadczenie nie jest takie wielkie w tych
            sprawach).
            Zdecydowanym minusem sa dzieci w wieku przedszkolnym poniewaz naprawde w
            okresie studiow nie ma czasu na nic (zakladajac ze pracujesz srednio 8-9
            godzin), osoba pracujaca i studiujaca bedzie miala jeszcze mniej czasu przez
            minimum 4 lata.
            Radze powaznie zastanowic sie nad rynkiem. Dzisiaj wszyscy "robia" MBA, mozna
            wyobrazic sobie ze rynek jest nasycony.
            Inna mozliwoscia jest szukanie zawodow pokrewnych (w bardzo szerokim znaczeniu
            tego slowa). Np ukonczenie studiow przyrodniczych pozwala na rozgladanie sie za
            praca paramedyczna/medyczna (rozpoczyna sie prace i kursy trwaja w trakcie).
            W tym wypadku dobrze jest miec jakies doswiadczenie laboratoryjne

            Jesli masz jakies bardziej konkretne pytania, to postaram sie udzelic w miare
            dokladnej odpowiedzi (co moze zajac jeden dwa dni, zona zajela sie tym zaraz po
            przyjezdzie do U.S.A.)
            • czajek76 Re: Zony/mezowie 09.03.04, 15:40
              A wiec wyslalem Ci mejla na broch@gazeta.pl :)
              Pozdrawiam,
              R.
            • czajek76 Re: Zony/mezowie 09.03.04, 15:44
              A zreszta, co tam bede mejlem, moze sie inni tez wypowiedza.
              U mnie jest sytaucja taka, ze zonka jest ksiegowa. Zatem raczej nie bedzie
              pracowala na uniwerku (chociaz - kto wie?).
              Ciekaw jestem czy w USA jest mozliwosc znalezienia pracy w tym zawodzie. Ona
              raczej nie wyobraza sobie siedzenia w domu przez te dwa - trzay lata. Poki co,
              wydaje sie, ze wieksze szanse na znalezienie fajnej pracy sa w Europie, zatem
              ja rozgladam sie za pozycja w UK.
              Dlatego tak ciekaw jestem opinii ludzi, ktorzy maja juz jakies doswiadczenie w
              tej materii :)
              Pozdrawiam,
              • staua Re: Zony/mezowie 09.03.04, 16:46
                O ile sie nie myle, to ksiegowa musialaby sie sporo nauczyc, np, innych
                podatkow chociazby. I nie wiem jak to jest z obowiazkowa rejestracja (tak jak
                Bar u prawnikow czy Board u lekarzy). Dla ksiegowych tez jest cos takiego.
                Musialaby zdobyc certyfikat uprawniajacy ja do pracy w konkretnym stanie.
            • koekast Re: Zony/mezowie 09.03.04, 15:58
              zaraz... czyli ta zona musi byc najpierw sama pracownikiem uniwerku tak?
              Nie zas gdy ty jestes pracownikiem to ona moze studiowac (koncowka twojego
              pierwszego posta byla dla mnie lekko niejasna...). Tak?

              Tu w socjalistycznej Europie pojsc na zwykle studia mozna
              za jedyne 500E na rok - kazdy kierunek, wiec tez to jest jakas opcja,
              zeby sie zona/maz nie demoralizowali :) Ino czasem jakies
              egzaminy z jezyka sa potrzebne.
              • czajek76 Re: Zony/mezowie 09.03.04, 17:20
                A wiec sprecyzuje: zakladam ze ja jestem na post doku (czyli jestem
                pracownikiem uczelni/instytucji) a zona jest tylko moja zona, przynajmniej na
                poczatku.
                Wiec: czy jest tak, ze jesli ja jestem pracownikiem to ona moze studiowac na
                preferencyjnych warunkach na "mojej" uczelni? Jesli tak, to by bylo niezle :)
                A co do postu Oli: oczywiscie nik tu nie mowi o samodzielnym prowadzeniu firmy
                (w PL juz ma uprawnienia) ani o wielkej karierze od razu. Jasne np. jest, ze
                pierwsze pol roku (minimum) bedzie musiala poswiecic na nauke jezyka.
                Ale co potem? Ja na przyklad widze taka opcje: staz (bezplatny) w firmie. Czy
                to jest realistyczne? Czy ktokolwiek przyjmie wolontariusza z Europy Wschodniej?
                R.
                • staua Re: Zony/mezowie 09.03.04, 17:34
                  Mysle, ze wolontariusza przyjma. Jesli chodzi o to, zeby po prostu cos robila w
                  swoim zawodzie i moze byc to wolontariat, to jest to bardzo prawdopodobne. U
                  nas jest np. jeden student (znowu pisze o Chinczyku, ale ich jest najwiecej),
                  ktory robi doktorat, przyjechal tu z zona jako zona. Ona jest statystykiem i
                  najpierw miala wlasnie jakies wolontariaty oraz zeby zarobic, robila roztwory
                  itd. w ich labie (na godziny, to tutaj moze robic kazdy, tylko trzeba miec
                  wystarczajaca malo godzin) a teraz dostala sie na studia doktoranckie w swojej
                  dziedzinie i tez ma stypendium.
                  U nas studiowac moze tylko pracownik, a nie wspolmalzonek. Natomiast kazdy moze
                  chodzic na zajecia zeby sie nie nudzic, tylko ze nie bedzie z nich mial
                  ponktow, jak sie nie zarejestruje.
                  Generalnie uniwersytet daje sporo mozliwosci rozwoju, - to à propos Twojego
                  poczatkowego postu - trudno sie nudzic, jesli chce sie cos robic.
                  Pozdrawiam
              • broch Re: Zony/mezowie 09.03.04, 20:52
                ha, ta zona musi byc pracownikiem uniwersytetu. Wtedy to jest za darmo (zazdy
                kierunek na danym uniwersytecie). Mozna tez wrocic do szkoly jesli ma sie polski
                dyplom. Generalnie polski magister rowny jest stopniowi B.S. w Stanach.
                Przyczyna sa glownie duzo wyzsze wymagania godzin laboratoryjnych w U.S.A. niz w
                Polsce. Jesli wiec chcesz miec tytul M.S. to trzeba na ~rok wrocic do szkoly.
                • koekast Re: Zony/mezowie 10.03.04, 10:24
                  broch napisał:

                  > Generalnie polski magister rowny jest stopniowi B.S. w Stanach.
                  > Przyczyna sa glownie duzo wyzsze wymagania godzin laboratoryjnych w U.S.A. niz
                  > w
                  > Polsce. Jesli wiec chcesz miec tytul M.S. to trzeba na ~rok wrocic do szkoly.

                  Ciekawe skad te miśki w US to wiedza ile u nas jest godzin na studiach?
                  Mysle ze to tylko amerykanski szowinizm. Na politechnice
                  ludzie zasuwaja od 1go do 4go roku po 30-40 godzin zajec tygodniowo
                  plus projekty i przygotowania do laborek robione w domu.
                  Jakis czas temu to juz bylo, ale pamietam :)
                  Ciekawe ktory amerykanski student tak ma...
                  Kk
                  • broch Re: Zony/mezowie 10.03.04, 13:07
                    "Ciekawe skad te miśki w US to wiedza ile u nas jest godzin na studiach?"
                    Z tlumaczen dyplomow oraz tych papierkow (?) ktore tez trzeba przetlumaczyc aby
                    starac sie o uznanie dyplomu z Polski. Jak o tym uslyszalem tez bylem bardzo
                    zdziwiony. Jak to jest z politechnika to nie wiem ale tak jest z np weterynaria
                    i dyplomami uniwersyteckimi.
                    • staua Re: Zony/mezowie 10.03.04, 16:36
                      To z tym w Europie jest lepiej - na ogol polski magister jest uznawany jako
                      Master's (przynajmniej moj byl, uniwersytecki jak najbardziej). Znam jeden
                      przypadek czlowieka, ktory mial kiepska prace magisterska, malo doswiadczen i
                      musial rok dorobic przed doktoratem. Ale to byl wyjatek. W Szwajcarii.
                      A moj maz musial we Francji zdac wszystkie egzaminy dyplomowe (maitrise i DEA)
                      zanim go przyjeli na studia doktoranckie, bo tlumeczenia im nie wystarczyly i
                      musial miec francuskie odpowiedniki (tylko zdal egzaminy).
                      • staua I oczywiscie 10.03.04, 16:38
                        ze wiedza, ile jest godzin, przynajmniej ja w CH musialam miec przetlumaczony
                        caly indeks.
                        Dobrze, ze po doktoracie juz nie ma tych problemow...
                  • lukasz97 Re: Zony/mezowie 10.03.04, 16:45
                    koekast napisał:

                    > broch napisał:
                    >
                    > > Generalnie polski magister rowny jest stopniowi B.S. w Stanach.
                    > > Przyczyna sa glownie duzo wyzsze wymagania godzin laboratoryjnych w U.S.A.
                    > niz
                    > > w
                    > > Polsce. Jesli wiec chcesz miec tytul M.S. to trzeba na ~rok wrocic do szko
                    > ly.
                    >
                    > Ciekawe skad te miśki w US to wiedza ile u nas jest godzin na studiach?
                    > Mysle ze to tylko amerykanski szowinizm. Na politechnice
                    > ludzie zasuwaja od 1go do 4go roku po 30-40 godzin zajec tygodniowo
                    > plus projekty i przygotowania do laborek robione w domu.
                    > Jakis czas temu to juz bylo, ale pamietam :)
                    > Ciekawe ktory amerykanski student tak ma...
                    > Kk

                    pewnie stad to sie bierze, ze wszystkie amerykanskie stopnie powyzej
                    licencjatu to juz drugi etap szkolenia uniwersyteckiego (najpierw
                    konieczny jest licencjat) i przez to formalnie moze wyjsc, ze godzin
                    potrzeba wiecej...

                    lukasz
                • zeus_usa Re: Zony/mezowie 06.05.04, 22:12
                  broch napisał:

                  > dyplom. Generalnie polski magister rowny jest stopniowi B.S. w Stanach.

                  Ale to tylko bardzo generalnie. To czy uznaja Masters, czy nie zalezy od
                  uczelni, wydzialu, a nawet promotora.
                  • broch Re: Zony/mezowie 06.05.04, 23:20
                    to nie takie proste, Czesto przyczyna jest duzo mniejsza liczba godzin
                    laboratoryjnych w Polsce niz w U.S.A.
                    Nie uwazam aby polski MS nie dorownywal amerykanskiemu, czesto wyglada to na
                    odwrot, ale takie sa wymagania i uczelnia ma niewiele do powiedzenia.
                    • zeus_usa Re: Zony/mezowie 06.05.04, 23:34
                      Nie mozesz generalizowac. Moj mgr przyjeli bez mrugniecia okiem. Sprawa bardzo
                      indywidualna. Nie ma federalnych, ani stanowych regulacji odnosnie uznawania
                      dyplomow. Jest to wew. decyzja uczelni, lub nawet promotora.
                      To o czym piszesz to nie przyczyna, ale wymowka.
                      • smia Re: Zony/mezowie 07.05.04, 11:20
                        z tego, co sie orientuje, bardzo wiele zalezy od dziedziny, w ktorej masz tego
                        mgr. w naukach biologicznych, ludzie nie robia MSc, bo jesli mysla o karierze
                        bardziej-naukowej, po BSc robia PhD w ramach jakiegos programu na uczelni.
                        jesli interesuje ich praca w przemysle na nizszym stanowisku lub tez w szeroko
                        pojetym sektorze panstwowym, to BSc zupelnie wstarczy. tak wiec jesli ktos ma
                        MSc (ktory jest jakby pre-PhD), znaczy czesto, ze probowal zrobic PhD i nie
                        zdolal.
    • hel0 Re: Zony/mezowie 09.03.04, 04:54
      Niestety, moj maz nie przyjedzie - ma dobra prace w Polsce, nie zna jezyka.
      Pozostaje tesknic i wydawac wszytkie ciezko zarobione pieniadze na wizyty i
      odwiedziny

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka