Dodaj do ulubionych

Biustodepresja

    • black-cat Re: Biustodepresja 22.04.10, 14:13
      Naprawdę chcesz sobie zmniejszyć biust za który wiele kobiet dałoby
      się pokroić? Mam 116 w biuście i 88 w biodrach. Problem z moimi
      ciuchami mają ci, co patrzą. Z reguły ostatnie guziki moich bluzek
      są rozpięte ukazując bezwstydnie moje piękne piersi przystrojone w
      kuszące koronki. Często zdarza mi się słyszeć: ale ładny stanik
      (zwykle mówią to chcące zawstydzić mnie zazdrośnice w źle dobranych
      stanikach:) Nie zamierzam kłaść się po nóż, tylko dlatego by
      dopasować swoje ciało do stroju. Jak biust nie mieści się w bluzkę
      to odpinam w niej guziki. I mam w nosie, że kogoś to gorszy. W
      każdym razie skutecznie odwraca uwagę od braku talii:)
      • czerwona_pomadka Re: Biustodepresja 22.04.10, 22:54
        ale świetnie napisałaś :)
      • mmm-mm Jeszcze jedna z wezszym tylkiem niz ja, chlip 23.04.10, 00:18
        i o wiele wiekszym biustem, ide sobie poplakac (zartuje, ale i tak sie
        zadumalam jak to natura potrafi byc przewrotna).
    • turzyca Re: Biustodepresja 22.04.10, 20:08
      A co ja Ci poradze na to, ze akurat Twoja Mama ma zbiezne poglady z moimi? Nawet
      matkom zdarzaja sie rozsadne wypowiedzi. :)

      Moim zdaniem wszelkie buty konczace sie na wysoksci od "o szerokosc dloni nad
      kostka" do "pod najszerszym miejscem lydki" czyli glany, saszki, botki itp sa
      typowym ogonem pawia. Mozna w nich dobrze wygladac, ale trzeba miec tego
      swiadomosc, ze nie jest to obuwie-sprzymierzeniec. Ze jak sie chce, zeby obuwie
      "zrobilo" nam noge, to trzeba siegnac po obcasy, nawet niewielkie, i najlepiej
      bez paska wokol kostki.
      I owszem tez nosze maniakalnie glany do spodnic. Bardzo dobre zrownowazenie zbyt
      slodkiego looku nog. Ale mam swiadomosc, ze przyprawiam sobie tym trzymetrowy ogon.

      PS Polaczenie obuwia "dwie szerokosci dloni nad kostke" i spodnicy "dwie
      szerokosci dloni ponizej kolana" wygrywa moj prywatny ranking na najbardziej
      oszpecajacy nogi zestaw. U nas byla na to moda 3 zimy temu i nie widzialam ani
      jednej kobiety, ktora by w tym dobrze wygladala.
      • yaga7 Re: Biustodepresja 22.04.10, 21:59
        turzyca napisała:

        > A co ja Ci poradze na to, ze akurat Twoja Mama ma zbiezne poglady z moimi? Nawe
        > t
        > matkom zdarzaja sie rozsadne wypowiedzi. :)

        Mojej się zdarzają w 90%, tylko _zawsze_ do glanów była uprzedzona ;)

        > Moim zdaniem wszelkie buty konczace sie na wysoksci od "o szerokosc dloni nad
        > kostka" do "pod najszerszym miejscem lydki" czyli glany, saszki, botki itp sa
        > typowym ogonem pawia. Mozna w nich dobrze wygladac, ale trzeba miec tego
        > swiadomosc, ze nie jest to obuwie-sprzymierzeniec. Ze jak sie chce, zeby obuwie
        > "zrobilo" nam noge, to trzeba siegnac po obcasy, nawet niewielkie, i najlepiej
        > bez paska wokol kostki.

        Mnie glany się kończą dużo poniżej najszerszego miejsca łydki (tak gdzieś szerokość dłoni nad kostką, właśnie sprawdziłam ;)). Więc może dlatego nie mam nic przeciwko? ;)

        A że obcasy robią nogę, to chyba wszystkim wiadomo ;)

        > PS Polaczenie obuwia "dwie szerokosci dloni nad kostke" i spodnicy "dwie
        > szerokosci dloni ponizej kolana" wygrywa moj prywatny ranking na najbardziej
        > oszpecajacy nogi zestaw. U nas byla na to moda 3 zimy temu i nie widzialam ani
        > jednej kobiety, ktora by w tym dobrze wygladala.

        Zgadzam się.
        Aczkolwiek ja w życiu tak nie chodziłam ubrana ;)
    • zazulla pfff przeczytałam całość 23.04.10, 13:26
      Nie będę Cię namawiać na zmianę decyzji. Napiszę tylko coś o sobie.

      Mam 28 lat, nie mam dzieci więc nie karmiłam.
      Obecnie noszę brytyjskie 32JJ, jeszcze rok temu to było 32K. Mogłabym nosić 30
      pod biustem, ale staniki deformują się i nie ma też takiej miski żeby przeliczyć
      to 32JJ.

      Biustonosze noszę od 11 roku życia. Biust przeszkadzał mi głównie dlatego, że
      nie mogłam nosić dobrze dobranej bielizny (= ból np przy bieganiu). Dopiero
      dzięki LB parę lat temu z 80G przeszłam na w/w rozmiary.

      Zawsze myślałam o operacji. Ale:
      - dopasowana bielizna zmieniła sposób myślenia, szczególnie teraz kiedy noszę
      Alanę Bravissimo,
      - mam faceta, który kocha moje piersi i "zabrania" operowania ich,
      - rok temu miałam laparotomię, blizna jak po cesarce, pierwsze 2 tygodnie była
      jak włos (szycie było jakieś wewnątrz więc nie mam tych krótkich pionowych
      kreseczek), potem, mimo smarowania maścią i masowania - wywaliło mi taką gruba
      czerwoną krechę i tak zostało do dzisiaj. Czasem jak długo siedzę, to robi się
      sina. To mnie odwiodło od ciachania piersi. Aha, długo nie miałam czucia w
      okolicy cięcia - paskudne uczucie :( Moja mama po 8 latach od mastektomii nie ma
      czucia koło pachy - nienawidzi dotykania tej części ciała (dezodorant), nie
      miała tyle szczęścia co ja.
      - o operacji pomyślę pewnie po urodzeniu i wykarmieniu dzieci. Wtedy biust na
      pewno zmieni się bardzo - jak? to dopiero życie pokaże.

      Jeśli zdecydujesz się to nie oszczędzaj na chirurgu. Wyszukaj wszelkich opinii w
      necie o nim. Samo portfolio dużo o nim będzie mówiło - uważam, że powinien
      pokazać tyle samo zdjęć pomniejszonych jak i powiększonych piersi. To świadczy o
      jakimś doświadczeniu.
      • felisdomestica Re: pfff przeczytałam całość 23.04.10, 15:07
        zazulla napisała:
        "rok temu miałam laparotomię, blizna jak po cesarce, pierwsze 2 tygodnie była jak włos (szycie było jakieś wewnątrz więc nie mam tych krótkich pionowych kreseczek), potem, mimo smarowania maścią i masowania - wywaliło mi taką gruba czerwoną krechę i tak zostało do dzisiaj."

        Roczna blizna to jeszcze całkiem świeża blizna :-). ma szansę znacznie się poprawić.
        Cytuję:
        "Przerośnięte blizny są zazwyczaj grube (wyrastają ponad powierzchnię skóry), zaczerwienione i swędzące lub nawet bolesne. W odróżnieniu od bliznowców pozostają one zawsze w pierwotnych granicach rany. Przerost blizny zaczyna się zazwyczaj pomiędzy 6 a 8 tygodniem od uszkodzenia (przecięcia) skóry i może trwać nawet do 6 miesięcy (faza proliferacyjna). W miarę przerastania blizny, może ona powodować przykurcz, jeżeli przebiega ponad stawem lub jest zlokalizowana wzdłuż długiej osi kończyny. Faza dojrzewania takiej blizny może trwać nawet do 2 lat. Część przerośniętych blizn ulega w trakcie tego okresu samoistnej regresji, nawet bez jakiejkolwiek interwencji.

        Bliznowce, podobnie jak przerośnięte blizny, są również grube, zaczerwienione i swędzące. Ich cechą charakterystyczną jest to, iż swymi rozmiarami przekraczają zawsze (niekiedy nawet bardzo znacznie) pierwotne granice rany. Keloidy tylko sporadycznie ulegają samoistnej regresji, wykazują duże tendencje do nawrotu po wycięciu i nie powodują przykurczów."
        • felisdomestica Re: pfff przeczytałam całość 23.04.10, 15:08
          Jakby ktoś chciał poczytac o bliznowcach to tutaj. Ale zdjęcia mało przyjemne :-(.

          www.czytelniamedyczna.pl/nm_de12.php
        • zazulla [OT] blizny itp. 23.04.10, 15:36
          felisdomestica napisała:

          > Roczna blizna to jeszcze całkiem świeża blizna :-). ma szansę znacznie się
          poprawić.
          > Cytuję:
          > "Przerośnięte blizny są zazwyczaj grube (wyrastają ponad powierzchnię skóry), z
          > aczerwienione i swędzące lub nawet bolesne.

          Oglądnęłam zdjęcia i moje to raczej blizna. I cholera swędzi, nawet w tej
          chwili. Jak mnie szczepiono przeciwko gruźlicy, to blizny wyglądały jak
          bliznowce, ale obecnie są płaskie i prawie w kolorze skóry. Przez lata wyglądały
          jak różowe groszki.
    • maith Widzę, że odczuwacie potrzebę rozmowy o UBRANIACH 23.04.10, 13:30
      W tej sytuacji przypominam, że mamy specjalne Lobby Odzieżowe.
      Jeśli rozmowy na ten temat mają przynieść jakiś skutek, to proponuję
      tam je przenieść :)
      forum.gazeta.pl/forum/f,58541,Lobby_Odziezowe.html
      • pilotka86 powodzenia stanzii 23.04.10, 14:44
        czesc stanzii,
        nie umiem sobie wyobrazić Twojego problemu, bo sama mam mały biust (30DD).
        Natomiast wiem na 100%, że gdybym miała baaaardzo mały biust tzn niewidoczny
        zrobiłabym operację, nie patrząc na blizny (nie pierwsze i nie ostatnie na moim
        ciele, zresztą nie chodfziłabym topless!) ani na ból (jestem na niego odporna).
        Planuję też kiedyś może za 10 może za 15 lat kiedy moj biust straci jędrność to
        go zwyczajnie podniosę u chirurga, jeżeli zdrowie i stan portfela pozwoli;-)


        ale tyle o mnie. co chciałam napisać, nie wiem czy wiesz ale operacje
        POMNIEJSZANIA biustu MOGĄ BYĆ REFUNDOWANE PRZEZ NFZ. polecam Ci forum o
        operacjach plastycznych i nie tylko tam napewno znajdziesz odpowiedzi na
        nurtujące pytania:
        www.beautywpolsce.com/forum/index.php
        poza tym jeżeli nie jesteś pewna operacji to jej nie rób... masz tyle lat co ja,
        wydaje mi się, że dużo przykrości Cię w życiu spotkało ale od GÓWNIARZY a nie
        prawdziwych mężczyzn, bo prawdziwy męzczyzna to taki, który doceni taki
        niecodzienny biuścik!
        pozdrawiam
    • asiabudyn11 przypominam sobie podobny wątek 24.04.10, 12:29
      ... i to co wg mnie najbardziej różni go od tego, to brak-a może coś przeoczyłam, wówczas niewielkie akcentowanie-zdrowotnych powodów do operacji (np. tekstów o tym, że Cię stanzii bolą plecy-bolą? masz tego typu problemy?).
      Po przeczytaniu tego wątku odbieram Twój planowany zabieg jako czysto estetyczny (a może tylko go tak odbieram, może o innych powodach po prostu nie pisałaś albo ja to przoczyłam?). Gdzieś-zdaje mi się-pisałaś o proporcjach ciała, które odbiegają od Twego ideału itp. Zatem jawi mi się ten Twój zabieg tak samo jakbym odbierała np. korekcje nosa, powiększenie biustu itp.

      Ktoś wymieniał modele staników jakie są dostępne w Twoim rozmiarze, ale znowu: nie zauważyłam żebyś to Ty pisała o np. za szerokich fiszbinach, czy czymś takim. Nie zauważyłam. Wydaje mi się, że ciągle gdzieś tam oscylowałaś wokół estetyki. Może to tylko moje odczucie. Nie wiem.
      Ale nawet jeśli chodzi Ci tylko i wyłącznie o estetykę to masz oczywiście prawo decydować o swoim ciele jak chcesz.
      Nie widzę po prostu dramatu (nie żebym Ci życzyła dramatu). Po prostu zapoznałam się z tym wątkiem by się dowiedzieć, czy stanik rzeczywiście nie może rozwiązać wszystkich zdrowotnych problemów związanych z bardzo dużym biustem (na marginesie: teraz, po iluśtam obejrzanych zdjęciach pań z dużym biustem i przeczytanych ich opinii całkowicie subiektywnie rzecz biorąc nie odbieram Twojego biustu jako bardzo dużego) bo już wcześniej czytałam głosy, że w przypadku bardzo dużych biustów jest problem i z dostępnością rozmiarów i występują problemy zdrowotne.

      I pomyśleć, że gdyby to był wątek o korekcji nosa to nawet bym tu nie zajrzała ;-)

      Nie mogę na koniec nie powtórzyć rady forumki, która wypowiadała się gdzieś na początku: jeśli tak bardzo Cię razi to, że nie mieścisz się w ubrania w sklepach, w których nie stanowiło to kiedyś problemu i żałujesz, że dałaś się ostanikować to czemu nie wrócisz do starego rozmiaru? Może brzmi to jak ironia, ale piszę poważnie. Czy też jest tak, że zawsze (nawet gdybyś wróciła do źle dobranych staników) będziesz gdzieś nosiła swój obraz jako nieadekwatny do Twoich wyobrażeń (wówczas powrót do starego rozmiaru oczywiście nic nie da)?
      Mogę tylko pisać banały typu "to Twoja sprawa jaką podejmiesz decyzję". Bo to jest tak, że gdy pojawiały się głosy nt. chęci pomniejszenia biustu i były podparte "zdrowotnymi" przesłankami to dywagacje takie stawały się w jakimś sensie istotne dla całego forum, bo mówiły: zrobiłyśmy w celu poprawienia losu biuściastych tyle i tyle, ale jest granica, po przekroczeniu której rozkładamy bezradnie ręce. W Twoim przypadku-odnoszę wrażenie-że tak nie jest. Że to jest tylko sprawa estetyczna. A wiadomo: każdemu może się podobać co innego.
      • asiabudyn11 i jeszcze jedno 24.04.10, 12:50
        Często można na tym forum przeczytać o akceptowaniu siebie, swojego ciała. Może to tego przejaw, a może nieco inna postawa, ale można też po prostu nie zwracać uwagi na swoje ciało. Ja tak mam. Czasami mnie przyciśnie ambicja i wyćwiczę się do idealnej sylwetki jaką mogę osiągnąć, ale potem się zapuszczam ;-) Chociaż nie mogę napisać, że to komuś polecam (szczególnie, że tak wiele osób pisało w tym wątku, że rzekomo każdy chce się podobać innym). Polega to na tym, że nie wydaje mi się żeby to jak wyglądam było strasznie ważne. Od czasu do czasu tak, ubiorę się ładniej, ale rzadko. W jakimś sensie to olewam a otoczenie mi na to pozwala. Nie chodzę brudna itp. ale zdarza mi się (dość często) że wybór bluzek wypada na tę, która jest na wierzchu w szafie. Myślę wtedy: bo co? Kto mi zabroni? Albo wychodzę z mieszkania tak późno, że i tak nie mam czasu nic poprasować. Oczywiście nie jest to idealna postawa i jej nie zachwalam, po prostu zwykle tak postępuje.
        Moj wygląd nie jest dla mnie jakoś strasznie ważny. Mam znajomych. Czasami tylko znajomi niektórzy przygotowują całe krucjaty na mnie i wykładają, że tak, w ciągu dnia wyglądam dobrze, ale w wieczorem, w porównaniu z umalowanymi i ładnie ubranymi kobietami wyglądam blado. Czasem mnie tym przekonują a czasem nie. Nie mam motywacji do ciągłego wyglądania super. Mój wygląd i ubiór nie odbiegają od typowego a mam przynajmniej spokój.

        Nie wiem po co, ale to wysyłam :D
    • boziaj życzę dobrej decyzji 25.04.10, 14:10
      Stanzii, zycze najlepszej dla Ciebie decyzji :)
      ponizej kilka przemysleń w temacie, abstrahując nieco od konkretnego
      przykładu:
      o psychologii było tu wiele i mam wrazenie, ze w niektórych postach
      afirmacja samoakcepatacji siega niebios
      samoakceptacja - jak najbardziej tak, ale moim zdaniem nie stoi ona
      w konflikcie z kalkulacją za i przeciw i ewentualną modyfikacją
      darów matki natury
      w koncu to siebie jako całość mamy kochać, a nie akurat najbardziej
      (w tym przypadku) biust - a juz taki kregosłup mniej (tak, uwazam,
      ze mimo dobrze dobranego stanika duzy biust moze powodowac
      przeciązenia)
      dlatego nie widzę nic złego w tym, ze ktos świadomie zdecyduje sie
      na zmniejszenie biustu, bo uwaza, ze tak bedzie dla niego lepiej pod
      wzgledem zdrowotnym, estetycznym, a nawet praktycznym, czy jakims
      jeszcze
    • yo_anka Re: Biustodepresja 09.06.10, 23:54
      Biuściasta koleżanko!

      Dopiero teraz się zabrałam na odpisanie na twojego posta, bo jednak poruszył
      mnie bardzo, pewnie przez podobne doświadczenia.
      Przez jakiś czas podczytywałam ten wątek ale potem tak się rozrósł, że nie byłam
      już w stanie go ogarnąć.
      Dlatego teraz jak wreszcie się zebrałam do napisania wybaczcie jeśli poruszę
      kwestie, które były tu już roztrząsane.

      Wyczytałam że jesteś młodą osobą jeszcze ale zamierzasz się zoperować.
      Zapewniam Cię że gdy miałam lat dwadzieścia myślałam o tym samym.
      Ciężko było mi zaakceptować fakt że w biuście miałam dużo więcej niż w biodrach
      i wyglądałam jak taki lizak :)
      Spódnice kupowałam na rozmiar: 38, bluzki na 44/46. Też po ostanikowaniu nosiłam
      65K brytyjskie a obecnie 34J/JJ
      A do tego jestem jeszcze wyższa niż przeciętna i kupienie na siebie czegoś w
      sklepie gotowego to była udręka, nie dość ze nie mogę się dopiąć w biuście to na
      dole powiewa i jest generalnie za krótkie.
      Aby nie było lekko dodam, że nosze rozmiar buta 42, 15 lat temu praktycznie nie
      do dostania, więc nosiłam buty męskie lub cisnęłam się w zdobytym z trudem
      damskim 41 jak już zaczęli je szyć!
      Ale cieszyłam się z tego co udało mi się kupić, dopasować, przerobić, lub uszyć.
      Ot, normalka dla człowieka, który dorastał w latach osiemdziesiątych. Ponieważ
      wtedy i tak nic nie było w sklepie to "upolowany" materiał zanosiło się do
      krawcowej, która kroiła i szyła na wymiar.
      Do tej pory korzystam z usług krawcowej, choć na szczęście jest już zdecydowania
      lepiej z zaopatrzeniem, to wiem że ona mi dopasuje spodnie w pupie, talii i na
      biodrach i podkroi ładnie marynarkę w biuście.
      Stanik zakładam na głowę i to mnie też od lat nie dziwi, a raczej cieszy że mam
      wreszcie dobrany rozmiar, który mogę kupić, bo kiedyś takich rozmiarów nie było!

      Mając lat dwadzieścia marzyłam o pomniejszeniu biustu, bo się go wstydziłam, że
      taki ogromny i za wielki do sylwetki.
      Teraz po trzydziestce to mi się już wyrównało, przytyłam i mam mniej więcej tyle
      samo w biuście co i w biodrach.
      Wiem że teraz nawet o tym pewnie nie myślisz ale po urodzeniu dziecka piersi
      zmieniają swą konsystencję, "dojrzewają". Sama zaczęłam o tym myśleć dopiero po
      trzydziestce, wcześniej nie planowałam dzieci i było mi z tym dobrze.
      Ale wierz mi to się zmienia!
      Operację lepiej zrobić po urodzeniu. Lepszy efekt będzie.

      Nie ufaj też chirurgowi, który mówi że pomniejszenie biustu to pestka.
      To jest najpoważniejsza operacja na biuście, a nie zmniejszenie jak niby
      powiadał. Uciekaj od niego.
      Jest forum, gdzie dziewczyny radzą sobie o operacjach, również pomniejszania,
      poszukaj w sieci, tak znajdziesz wsparcie, adresy polecanych lub niepolecanych
      lekarzy i odpowiedź na nurtujące cię pytania.
      Mi osobiście na razie ten pomysł z pomniejszaniem przeszedł (boję się utraty
      czucia i strasznych blizn), ale kto wie możne po czterdziestce do niego wrócę....

      W każdym razie mam do ciebie prośbę:
      Zrób sobie zdjęcia biustu przed operacją i po niej skoro już ją wykonasz i
      prześlij te fotki do zamkniętej galerii.
      Takie zdjęcia pomogą innym niezdecydowanym na podjęcie takiej decyzji. bo to
      poważna i nieodwracana decyzja.
      Jest to parę dziewczyn, które pomniejszyły biust i zapewne ze trzy razy tyle
      które biorą to pod uwagę poważnie.
      Opisz swoje wrażenia i doświadczenia - pomożesz innym.
      Dzięki i życzę powodzenia, cokolwiek postanowisz :)



      stanzii napisała:

      > Powiem tyle - żałuję, ze dałam się niegdyś ostanikować. Dzisiaj po
      > wymigrowaniu wszystkiego możliwego do misek osiągnęłam monstrualny rozmiar 65K
      > (zwężane w obwodzie) przy jednoczesnej dużej asymetrii. W sklepach w których
      > kiedyś kupowałam ubrania wszystko jest po stokroc za ciasne w biuscie, dopinam
      > się jedynie w rozmiarze 42, a przecież klatkę mam taką wąską. Co z tego ze
      > jestem szczupła, skoro moja sylwetka:
      > a. równa sie z biustem w luźnych ubraniach,
      > b. wygląda jak komoda z wysunięta szufladą.
      > Możliwość założenia sobie miski własnego stanika na głowę nie jest czymś
      > normalnym.
      > Postanowiłam. We wtorek ide do chirurga.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka