Dodaj do ulubionych

Dawno , dawno temu...

    • kantaberka Re: Dawno , dawno temu... 14.09.08, 00:07
      Ja pamiętam mój pierwszy stanik jak dziś. :)

      Kiedyś wieczorem mama przyniosła do naszego pokoju (siostry i mojego) dwa
      miękkie, białe staniczki. Nawet ładne, z koroneczką w kwiatuszki. A myśmy... po
      prostu prychnęły śmiechem. ;) Gdzie tam stanik, ja miałam 10 lat, siostra 11,
      biust był po to, by go ukrywać, bo żadna w klasie dziewczyna jeszcze nie miała,
      a co dopiero nosić TAKIE COŚ. Nie do pomyślenia.

      A dopiero po jakimś czasie sobie skojarzyłam, że ten dzień to były Mikołajki, a
      stanik miał robić za prezent. Tak brutalnie wyśmiany. ;)

      Już nie wspomnę o tym, że mi się dostała mniejsza sztuka, chociaż biust miałam
      prawie 2x taki jak siostry. Po prostu byłam "młodsza".

      Ogólnie wstydziłam się nosić, póki koleżanki w klasie nie zaczęły nosić.
      Kompleks poganiał kompleks i długo ze swoim biustem pogodzić się nie mogłam.


    • drzazga1 "Uwazaj o co sie modlisz"... 14.09.08, 01:29
      Dlugo bylam plaska, nic dziwnego, bo dojrzewalam nieco pozniej niz
      kolezanki z klasy, one juz dawno staniki nosily, a ja nie mialam na
      co:) jeszcze w wieku lat 14.

      Po cichu bardzo nad tym ubolewalam i kiedys z uciulanymi
      pieniazkami, pokonujac potworne skrepowanie weszlam do budki na
      bazarku - na wystawie lezal sobie taki maly, bialy, koronkowy
      bezfiszbinowiec oczywiscie. Czerwona jak burak poprosilam o
      stanik "zerowke", dostalam, zaplacilam i ucieklam.
      Przymierzylam te szmatke w domu i...tragedia, bo miseczki byly puste
      w 2/3;(((

      Na szczescie nie wpadl mi do glowy pomysl wypychania skarpetkami:D,
      na kazdej miseczce zrobilam zakladke i zaszylam. I nosilam toto
      szczesliwa, ze cokolwiek nosze. Mam oczywiscie zauwazyla i spokojnie
      skomentowala, ze jeszcze stanika nie potrzebuje.

      Stan taki trwal sobie jeszcze niemal rok.
      A potem zaczelo rosnac - powoli i metodycznie.
      Nastepny stanik to byl jakis czarny koronkowy po mamie, choc uzywany
      to wygladal jak nowy, ale go nie pokochalam, bo koronka gryzla
      okrutnie, zreszta szybko przestal pasowac.

      Chcac niechcac trzeba bylo udac sie na zakupy, tym razem w
      towarzystwie rodzicielki, do prawdziwego bielizniaka. A do wyboru
      byl wylacznie, tfu, Triumph - gdzie sprzedawczyni miala do
      zaproponowania wylacznie przekleta Doreen. W rozmiarze 80DD, bo
      wiekszych misek nie mieli. Teraz mysle, ze powinnam wtedy miec 70F,
      o ile nie 65G.
      Doreen byla za luzna w obwodzie, za ciasna w miskach, oprocz
      zdefasonowania mi piersi (dzis wygladaja lepiej niz po trzech latach
      jej noszenia) robila mi ranki na skorze - otarcia do krwi pod
      pachami, pod biustem, sine wgniecenia na ramionach. Za szkody
      psychiczne producent powinien mi placic odszkodowanie, bo poczucie
      estetyki mialam i widok samej siebie w tym czyms doprowadzal mnie do
      lez.

      Znow minelo ladnych pare lat, mialam wlasne pieniadze, probowalam
      kupowac staniki innych producentow, wszystkie mialy za male miski i
      za duze obwody, nie mialam pojecia, ze w ogole szyje sie cos powyzej
      E, panie sprzedawczynie starannie te wiadomosc przede mna ukrywaly z
      nieznanych przyczyn...
      Jedyny stanik, ktory dosc milo wspominam to bylo cos niemieckiego
      bodajze, na fiszbinach, bialy stanik bawelniany, material z faktura
      przypominajaca plaster miodu, przy dekolcie wykonczony ladnym,
      miesistym haftem w kwiaty, a ramiaczka mial bardzo oryginalne, bo
      nie cale z gumy, tylko z wierzchu pokryte tym samym materialem co
      reszta stanika, przy laczeniu z miskami waskie, rozszerzaly sie i
      najszersze byly na szczycie ramion, dalej znow zwezaly. Wygladalo to
      zgrabnie dosc i nie robilo rynien.

      Wtedy wydawal mi sie cudem urody i wygody, zreszta nawet dzis
      chetnie bym taki model nosila - taki niewinny dla odmiany:), a
      kupowalam go na Chmielnej w Warszawie w sklepie, gdzie bielizne
      mieli zdecydowanie droga, dzis byloby to odpowiednikiem ok. 300 zl
      za biustonosz.

      A potem byl artykul w WO i p.Hania, ktora ubrala mnie w Feline 75F i
      nastapil cud - moglam biegac bez przyciskania cyckow rekami do
      klaty!!!
    • ma_go Re: Dawno , dawno temu... 14.09.08, 08:11
      Pierwszego stanika nie pamiętam.Chyba juz czas Bilobil kupić:),na
      usprawiedliwienie dodam, było to ze 30 lat temu.
      W czasach "przedpiersiowych" chodziam do pokoju babci i pozwalała mi
      przymierzyć swój staniczek i pończochy!, chyba prawdziwe, jedwabne
      Czułam się wtedy hmmmm...."luxusowo".
      Ale ślubny staniczek i gorsecik wyrzuciłam całkiem niedawno.
      Oczywiście "T", 75B.
      I chyba byłam prawdziwym 75B, bo strapless mi nie spadał.Przedtem
      latałam głównie bez i nawet na studiach, w męskim gronie(polibuda),
      nigdy uwag na ten temat nie słyszałam.
      Po dziecku skoczyło do D i tak zostało.
      Pierwszy porządny stanik kupiłam, w czasie ciązy, dzięki mojemu
      lekarzowi:))),wspaniały starszy pan.
      Pacjentki go nie lubiły, bo wrzeszczał strasznie, że za rzadko
      przychodzą(no, miał rację).
      Moja wizyta, tez się zaczęła od krzyków, ale trafiła kosa na kamień.
      Pan doktor nie chciał mnie przyjąć, bo zepsuła mu się lampa.
      A ja na to, że przyszłam potwierdzić ciążę i że się stąd nie ruszę.
      A lampę mogę mu łaskawie zreperować, bo się na tym znam/zreperowałam.
      Skończyło się też krzykami, właśnie o stanik(bo oczywiście przyszłam
      bez).Powiedział, że zniszczę sobie piersi i jak jeszcze raz przyjdę
      bez, to mnie z gabinetu wywali.
      Nawet mi go do recepty na jakieś witaminki dopisał, no "z jajami"
      chłop był:)))
      • ksiezna_pani Re: Dawno , dawno temu... 14.09.08, 11:33
        Oj, aż mi się włos na karku zjeżył, kiedy wróciłam wspomnieniami do
        momentu nie tyle ostanikowania, ale pojawienia się piersi... Miałam
        wtedy jakieś 11-12 lat, i po prostu któregoś pięknego dnia obudziłam
        się z dość dużym biustem (teraz oceniam, że musiało to być coś w
        okolicach D). Kiedy sobie przypomnę, jak z tego powodu byłam
        wyśmiewana i tępiona w podstawówce, zarówno przez chłopaków, jak i
        dziewczyny... grrrr. Aż dziw, że mimo wszystko nie dałam się
        zakompleksić.

        A pierwszy stanik kupiła mi mama podczas wspólnych zakupów, chyba
        nawet go mierzyłam, to było czarne 75B, stanik marki stanik. I nawet
        jakoś nie protestowałam przeciwko noszeniu tego cuda. A potem piersi
        mi jeszcze urosły, trafiłam do sklepu na T... i wyszłam z czarną
        Doreen 85DD. Nosiłam ją przez prawie całe liceum. I... uwaga
        uwaga... JEŹDZIŁAM KONNO!!! Zgroza mnie teraz ogarnia.
        Zaś podczas studiów gdzieś tam trafiłam na Felinę 85F, która była
        lepsza miseczkowo, ale oczywiście za luźna w obwodzie. Teraz
        oceaniam ją jako tragedię, ale taki rozmiar nosiłam jeszcze dwa lata
        temu i w zasadzie pogodziłam sie z tym, że mój biust jest
        niewymiarowy i nic na nim nie leży. Co za szczęście, że trafiłam na
        wspaniałą panią Ulę, która uświadomiła mi, że nie mam racji... Po
        tym, jak dała mi Anitę 80G (a teraz 75H :), osłupiałam widząc swoje
        odbicie w lustrze i byłam gotowa się do niego pomodlić ;)
    • vesper_lynd Re: Dawno , dawno temu... 14.09.08, 13:14
      To u mnie w połowie lat 90. nagle pojawił się dość bujny biust. W jakiejś V czy VI klasie. No i dramat, wstyd, zakrywanie, wielkie T-shirty XL. Wstydziłam się nosić stanik (?!), a moja rodzicielka starannie unikała faktu, że powinnam nosić pewnie okolice 60G. Miałam dość intensywne WF w podstawówce, dwa razy do roku biegało się wszystkie dystanse (od 100m do kilometra plus przełaje), takze w pewnym momencie stwierdziłam że to jest przesada, publika szalała patrząc na mój sprint i szalejący biust. Podkradłam bujnie wyposażonej siostrze dwa staniki 75D - były perfekcyjne, poza za szerokim obwodem. Ale zawsze to było coś. Z tego okresu zostały mi dość zmasakrowane piersi, tzn 2-3 lata noszenia sporego i ciągle rosnącego biustu bez stanika zostawiły swoje ślady...
      Mama obudziła się we wczesnym liceum, że może mi by jednak kupić stanik. Popatrzyłam na nią ciężkim okiem i odmówiłam, dawałam już sobie radę sama od kilku lat i nabywałam bazarkowe 80D. Które ewoluując w Triumpha doczekało okresu Lobbowego, czyli jeszcze półtorej roku temu uparcie nosiłam T. Lillyets 80D :) I się was tu pytałam że przecież w porządku, co jest nie tak i o co wogole chodzi z tymi stanikami! :DDD

      (swoją drogą do mojej mamy mam żal o te moje zniszczone za młodu piersi, nie wiem czemu nie porozmawiała ze mną po ludzku i nie kupiła stanika. Wstyd? Czy co? Nie dostrzegała że mam duży biust w wieku 12 lat i tyle.)
      • m.arta.m Re: Dawno , dawno temu... 14.09.08, 15:42
        (swoją drogą do mojej mamy mam żal o te moje zniszczone za młodu piersi, nie wi
        > em czemu nie porozmawiała ze mną po ludzku i nie kupiła stanika. Wstyd? Czy co?
        > Nie dostrzegała że mam duży biust w wieku 12 lat i tyle.)

        heh, ja z Moją mam taki problem, że Ona do dzisiaj uważa, że "stanik jest
        niepotrzebny, stanik gryzie, stanik ciśnie, stanik to zło". Nie dostrzegała i
        nadal nie dostrzega potrzeby noszenia stanika, chyba niezależnie od jego
        wielkości. Biust jest obwisły? - taka jego budowa, nosy też jedni mają zadarte,
        inni garbate, a jeszcze inni kluchowate, i żaden "nosonosz" tego by nie zmienił
        (już kiedyś wspominałam o tym jej porównaniu kształtu biustu do kształtu nosa, z
        którym wyskoczyła, jak Jej delikatnie zasugerowałam, że mój stan biustu wynika z
        tego, że nie nosiłam stanika jak mi biust rósł). Nigdy nie zaproponowała mi
        kupienia stanika, po kilku latach chodzenia bez wyjmowałam w tajemnicy z jej
        szuflady jakiś biały pseudobandeau praktycznie bez miejsca na piersi, później
        kupiłam jakiś w typowym rozmiarze i nosiłam w tajemnicy przed nią...
        No i teraz mogę tylko podziwiać stan biustów moich równolatek, jednocześnie
        przerażając sie, czym je ZASŁANIAJĄ...
        • vesper_lynd Re: Dawno , dawno temu... 14.09.08, 18:09
          hmm, to u mojej podobnie - sama ma jakieś półtorej metra w biuście, które godnie nosi w bazarowym staniku. Nosi - mało powiedziane, spoczywają jej na brzuchu... I w ramach "oj tam, biust jak biust, taka jego natura" nie daje się zmierzyć czy wmówić zakupu stanika droższego niż 20zł. Taka małomiasteczkowa mentalność połączona z niechlujstwem. Nawet jakbym jej kupiła w prezencie porządne Tango 75K to by nie nosiła, bo taki sterczący biust u pięćdziesięciolatki? Zgroza.

          Odpuściłam już lobbowanie w domu, ale moja mama zaniedbała swój obowiązek wobec mnie. Moim zdaniem. Swojej córce tego nie zrobię, żeby fałszywie pojmowana skromność połączona ze skąpstwem i niedbalstwem dała taki efekt, jak wyglądały moje piersi kilka lat temu. Teraz dzięki Bogu jest coraz lepiej.
          • kuraiko Re: Dawno , dawno temu... 14.09.08, 19:40
            taaa coś o tym wiem "po co nosić druty w domu i się katować", "masz
            młody biust, nie potrzebujesz drutów", "masz szeroko rozstawione
            piersi, taka ich uroda", "dziewczyny kupują staniki na bazarze za
            kilkanaście złotych" (i to mówi osoba kupująca doreen za ponad
            100zł !!!)
            mnie mama kupowała staniki do chodzenia po domu "na oko" tzn rozmiar
            jaki nosiłam poprzednio :/ ogólnie kryterium było takie, czy się
            dopnę i przy 79-80cm nie mogłam się zapiąć w 75, a jeśli nawet to
            uciskało... ale nie wiem czy to kwestia misek...
            ale nie musi być koniecznie kwestia misek... jeszcze w tym roku
            mierzyłam stanik-szmatkę, rozm. 75C, miski mniej więcej ok, ale nie
            mogłam się dopiąć, więc kupiłam 80B. to nie była kwestia za małych
            misek...
    • dorak8 a ja za młodu 14.09.08, 15:24
      nosiłam wszystkie staniki po siostrze. nawet mi przez głowę nie przeszo, że sama coś mogę miec tylko dla siebie. Siostra ma małe cudeńka na klatce pieesiowej, ja wręcz odwrotnie... Nie było to miłe. W pierwszy stanik sama zaopatrzyłam się jak zaczęłam samodzielnie zarabiac, czyli w wieku 18 lat! Oczywiście to był 75C ;)
      Wcześniejsze czasy trudno mi się wspomina. Chyba nawet nie wiedziałam, że staniki mają jakieś rozmiary :)
    • wera9954 Re: Dawno , dawno temu... 14.09.08, 23:30
      Moja stanikowa historia:

      2005 r.
      Biust mi się pojawił wcześnie. Już pod koniec 3 klasy podstawówki. W sierpniu
      mama zaprowadziła mnie do Atlantica, aby mi kupić stanik. Kupiła mi biustonosz
      70A, miękki, bezfiszbinowy, bawełniany. Całkiem ładny, zielony w drobne kwiatki.
      Wcale nie podtrzymywał biustu, ale podtrzymanie nie było mi wtedy jeszcze
      potrzebne, bo miałam maleńki i bardzo jędrny biuścik. Bardzo mi się podobał :)
      2006 r.
      Przerzuciłam się na 70B. Takie same miękkie bawełniane biustonosze bez fiszbin.
      Biust już potrzebował choćby lekkiego podtrzymania, ale takie staniki lubiłam,
      tym bardziej, że były ładne i kolorowe.
      W sierpniu miałam iść na wesele. Mama mi przygotowała strój stanowczo zbyt
      wyzywający i "dorosły" jak na jedenastolatkę - bluzka odsłaniająca dekolt i
      plecy, do tego buty na cieniutkim obcasie wysokości 5 cm. Pojawił się problem -
      do bluzki potrzebny był stanik z odpinanymi ramiączkami. W pośpiechu kupiłam
      jakiegoś chińczyka w niewiele mi mówiącym rozmiarze 32/70 i silikonowe
      ramiączka. Na wesele założyłam ten stanik i przeżyłam męczarnie. Koronka była
      tak szorstka, że rano mnie jeszcze pobolewały ślady po staniku.
      2007 r.
      70B się zrobiło bardzo za małe, aż mi biust wyskakiwał, więc stwierdziłam, że
      powinnam nosić 70C. Kupiłam sobie dwa puszapy, nawet przyzwoicie wyglądające.
      nie poświęcałam zbyt wiele uwagi stanikom.
      2008 r.
      70C odsłaniało mi sutki, więc stwierdziłam, że lepsze będzie 70D. Panie w
      bieliźniakach proponowały mi 75, ale nie wierzyłam, że stanik z obwodem powyżej
      70 ma szansę być na mnie dobry. Szukałam 70D tak długo, aż trafiłam do Atutu.
      Dobrano mi 70F (które mi jeździło po plecach i miało za małe miski, w dodatku
      było firmy na T) i zapytałam sie o ten"wielki, nietypowy" rozmiar na forum
      mydziewczyny. Tam polecono mi Lobby i tak tu trafiłam :) Potem zaczęłam kupować
      staniki Melissy, dobrze dobrane, ale brzydkie i zabudowane. W końcu
      przerzuciłam się na Freye 60G (powinnam nosić GG, ale w GG i większych
      rozmiarach nie ma ładnych staników).
    • alex_k Re: Dawno , dawno temu, jeszcze dawniej... 15.09.08, 08:18
      Trochę w innym temacie, ale tytuł wątku mi coś przypomniał...
      Właśnie dowiedziałam się, że moj dziadek był m. in. gorseciarzem,
      jakieś 45 lat temu, szył staniki babci i większości kobitek z
      okolicznych wsi :-)Ja niestety nie zdążyłam już zobaczyć tego cuda,
      krój tych stanikow znam tylko z opowiesci mamy, która niestety też
      nie miała okazji przymierzyć.
    • slotna Re: Dawno , dawno temu... 15.09.08, 22:50
      Dlugo nie moglam sie doprosic o stanik, a biust mi zaczal rosnac dosc szybko, blyskawicznie zrobil sie "najwiekszy w klasie", chociaz bylam rok mlodsza od reszty:) Oczywiscie dostalam cala garsc ksywek, ale jakos nie traktowalam ich jak przezwiska, raczej wlasnie ksywki :) wiec moj garb nie wynikal ze wstydu bynajmniej.
      Pierwszy biustonosz dostalam w komplecie z gatkami, nawet ladny, miekki, cieniutki, z jakims pikowaniem ozdobnym i kokardka. Potem chyba jeszcze ze dwa. Nastepnie - te akcje pamietam dokladnie - moja ciotka, siostra mamy kupila mi biustonosz na Boze Narodzenie. Byl oblednie za maly. Wymienila wiec - znow za maly. Naprawde mialam juz niezle piersi (lat 14 bodajze). Wrecz uslyszalam, ze chyba troche przesadzam :D W koncu poszlam z nia na zakupy i dostalam najwiekszy jaki byl hehe, push up z gabkami takimi wyciaganymi... najpierw je wyjmowalam, ale potem stwierdzilam, ze co mi tam, bede chlopcow draznic, a co :) jak widac nie mialam kompleksow... do czasu. Cholernik biust rosl i rosl. Mama jakos nie kumala, ze naprawde bez stanikow juz nie dam rady i dawala mi swoje starocie, z fiszbinami, powyciagane, 75 i 80 B jak mniemam. Jeden byl dosc ciasny i nosilam go do zdarcia. Wreszcie nastapil moment, kiedy nie mialam nic oprocz Doreen (teraz wiem ze to byla ta cholera) cielistej 75 albo 80 C, z ktorej non stop biust mi wylazil gora, i ktora pralam recznie i suszylam suszarka do wlosow, bo bez stanika nie moglam. Do tego co mi robilo toto badziewie ze skora... no i tak to trwalo az udalo mi sie zdobyc kase. Poszlam do najlepszego sklepu w miasteczku, pani sie zadumala i stwierdzila, ze moze mi zamowic jedyny stanik jaki mi utrzyma piersi - bialy, wkladany przez glowe (ale zapinany na haftki pod spodem rowniez) Triumph 75C. Uparlam sie, ze D. Nie ma - o, popatrz dziecko, w katalogu nie ma. No coz... A, i drogi byl! W tym staniku chodzilam przez caly pierwszy rok studiow. Reczne pranie plus suszarka. Mozecie sobie wyobrazac jak wygladal! Boze. Na to nosilam na zmiane wielka workowata bluze lub takiz sweter, a gdy cieplo bylo - t-shirty XL. Porazka. Teraz sie sobie nie dziwie wprawdzie... Potem wyjechalam do Anglii i tam - raj :) Mialam wreszcie jakies pieniadze, kupilam sobie 34E czarny bezfiszbinowy ale wyjatkowo fajnie trzymal (dopoki sie nie rozciagnal, no i "w porownaniu"), dwupak bialych, oblesnie zabudowane (szybko przestaly byc biale) nie mam pojecia jaki rozmiar, bialy z krzyzowanymi opcjonalnie ramiaczkami 36DD (bialy do dzis :D - nie da sie w tym chodzic), wszystko miekkie i rzecz jasna do dupy, a nie na biust, ale ja bylam zachwycona. Potem wrocilam do Polski z zamiarem wyjazdu do pracy do Niemiec i tam sie mialam znowu obkupic - a gucio. Staniki z miska C zaczynaly sie od 90cm w biuscie, przynajmniej tam gdzie ja bylam. Rozpacz.
      Chodzilam wiec w tych pozal sie Boze brytyjczykach:D przez kolejne dlugie miesiace, najczesciej czarny, na to taki top krociutki jako dodatkowe podtrzymanie, na to koszula z pseudosupportem... jakos sie zylo. Az mama mi przywiozla z Irlandii najwiekszy dostepny stanik - no chyba z 34F! Teraz wiem, ze to Tango Classic i chodzi w nim wlasnie mama (niedawna 80B, hyyyyyyyhyhyyy). A potem, dluuugo potem sama wyjechalam do Irlandii i po jakims czasie odkrylam, ze to tu wlasnie, gdzie mieszkam, jest Bella Lusso. Rozmiar znalazlam sobie sama przytomnie przymierzajac staniki w innym sklepie z bielizna. Kupilam 32G, trzymalo bosko, ale za male, kupilam bo wiekszych nie bylo. Ale postanowilam, ze nastepnym razem wezme 32GG - oj jak mi bylo glupio, jak mnie w Bella Lusso dziewczyna spytala, jakie rozmiaru szukam. Tak niesmialo to 32GG wystekalam, spytala czy sie mierzylam? Nie... ale chce, jasne. Zmierzyla mnie i okazalo sie, ze trafilam w dziesiatke. Oczywiscie teraz juz sie ciut pozmienialo :)

      Wow, ale powiesc mi wyszla :D

      --
      Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka