marcin841
07.07.05, 15:16
Wojna o Falę zawieszona
Małgorzata Goślińska 04-07-2005, ostatnia aktualizacja 04-07-2005 22:12
Ochroniarze Krzysztofa Federowicza, który dzierżawi Falę, pokonali w
poniedziałek ochroniarzy prezesa Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku.
WOPR oficjalnie wycofał się z kąpieliska. Ratownicy pozostali jednak na
stanowiskach. Brama otwarta, kasa czynna, można się kąpać
Wojna o baseny zaczęła się w zeszły czwartek. O godz. 7 rano na kąpielisko
wkroczyli ochroniarze najęci przez Andrzeja Włoszka, prezesa WPKiW. Wzięli
Falę fortelem. Na pierwszą linię wystawili kierownika administracji parku. Ten
miał atut. Przed dzierżawą Fali był jej szefem. Zostawił tam psy. Jak zwykle
przyszedł je nakarmić. Tym zmylił portiera kąpieliska, człowieka Krzysztofa
Federowicza, który od sześciu lat dzierżawi Falę. Portier otworzył bramę.
Ochroniarze tylko na to czekali. Wjechali samochodami i zamknęli bramę
przygotowanymi wcześniej kłódkami. Pozostałe dwie bramy w tym samym czasie
zdobyli siłą. Ucięli kłódki.
Tuż po południu Falę zaatakował zniecierpliwiony tłum zgromadzony pod bramą.
Dwieście osób, głównie kobiety i dzieci. Przeskoczyli płot, wyrwali pręty i
prześliznęli się na drugą stronę. Ochroniarze nie odparli szturmu. Ludzie
kąpali się za darmo.
Godzinę później przez Falę przeszła pogłoska, że ochroniarze będą wszystkich
wyprowadzać. Do dziś nie ustalono, czy to była tylko plotka, czy mężczyźni z
pałami i w traperach nie chcieli się zamoczyć?. Ich przeciwnicy w kąpielówkach
masowo wskakiwali do basenów.
W piątek pod bramę nikt nie przyszedł, bo padał deszcz. Ochroniarze Włoszka
wciąż okupowali kąpielisko. W sobotę nie wpuścili 40 dzieci z księdzem z
Pomorza, wypoczywających na koloniach w Jaworzu. Informacja o wojnie na Fali w
Chorzowie do nich nie dotarła.
Prezes Włoszek osobiście pojawił się na kąpielisku tylko raz, w czwartek. O
wszystkim meldował mu kontroler nieprawidłowości występujących na terenie
WPKiW, zwany powszechnie kapusiem. Stał pod bramą, robił zdjęcia i dzwonił
przez komórkę. Nie było go jednak pod Falą w nocy z soboty na niedzielę, gdy
Federowicz przystąpił do odwetu. Nie ucinał kłódek, tylko dorobił klucz do
kłódki na bramie bocznej. I najął drugą agencję ochrony.
Ochroniarze dzierżawcy wjechali na kąpielisko wczoraj bladym świtem. Mieli
przewagę. Po pierwsze: byli wypoczęci, a ochroniarze prezesa właśnie szykowali
się do zmiany warty. Po drugie: było ich dwa razy więcej - aż dwudziestu.
Wzięli broń palną, ale nie doszło do rozlewu krwi. Okazało się, że szefowie
agencji dobrze się znają. Prezes wycofał swoich ochroniarzy.
Kto tak naprawdę przesądził o wyniku bitwy na Fali? Mężczyźni z pałami? Otóż
nie! Już w piątek Federowicz miał w ręku pismo z komisariatu policji w
Chorzowie i przekazał je Włoszkowi. Napisano tam, że baseny na razie należą
się dzierżawcy. Sprawa od lat toczy się w sądzie. Umowa dzierżawy jest
nieważna, ale wyrok nie jest prawomocny. Rozprawa apelacyjna odbędzie się
dopiero w połowie sierpnia.
O godz. 10 na Falę weszli wczoraj ludzie w kąpielówkach, z ręcznikami, tym
razem za biletami. Co będzie, jeśli się potopią? WOPR rozesłał oficjalne pismo
do prezesa WPKiW, dzierżawcy Fali, marszałka, wojewody i prasy, że nie
odpowiada za bezpieczeństwo kąpiących się. Ratownicy Fali to woprowcy. Mimo
wojny stanęli na swoich stanowiskach już w czwartek i pozostali tam do
poniedziałku.
Szef ratowników Fali uspokaja, że pilnuje basenów jako pracownik Federowicza.
Sprawa nadal jednak nie jest jasna. We wspomnianym piśmie z komisariatu
chorzowska policja ten obowiązek nakłada na Włoszka.
Jest słońce, brama Fali otwarta, ludzie w basenach się cieszą. Nie wiadomo
jednak, czy poniedziałkowa bitwa będzie ostatnia. Prezes Włoszek wciąż może
zaskoczyć.
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2803874.html